Services
      Czasopismo Ziemia Kaliska
Halina Tumolska
Społeczne funkcje prasy kaliskiej po transformacji ustrojowej

Problem funkcji społecznej prasy, zwłaszcza lokalnej, w warunkach nacisku komercji i wymuszonej konkurencji, wymaga odpowiedzi na kilka pytań, mogących stanowić kategorie obserwacji jej zawartości treściowej. Dotyczą one zarówno tematyki związanej zżyciem społeczności lokalnej będącej przedmiotem penetracji dziennikarskiej, form i gatunków przekazu, jak i sposobu komunikowania się nadawcy z odbiorcą (środki językowe, strategia komunikacyjna, intencje i założenia programowe): Kto? Do kogo? Co ma do przekazania? Z jaką intencją? Jakimi środkami językowymi i strategią stylistyczną? Odpowiedzi na te pytania pozwolą określić modele wzorcowe nadawcy prasowego działającego w środowisku lokalnym, uchwycić zarysowujące się różnice, zwłaszcza na poziomie oferty informacyjnej, wpisanych w nią funkcji i oczekiwań jej adresata.

Jest oczywiste, że transformacja ustrojowa, która przyniosła niekwestionowaną wartość jaką jest wolność słowa, zmieniła sytuację w sposobie funkcjonowania mediów. Dotyczy to szczególnie najstarszego z nich, mającego bogatą tradycję prasy. Zakorzenienie w tradycji, a zatem mniejsza elastyczność, w porównaniu z „młodszymi" konkurencyjnymi mediami, która mogłaby być atutem, nierzadko stawała się przyczyną upadku, eliminacji z rynku. Zachwiane zostały podstawy bytu gazet wraz z pojawieniem się różnorodnej palety nośników informacji. Ekonomia i liberalizm, a także rozwój nowych technik przekazu medialnego wymusiły konkurencję, co prowadziło do bankructwa, nie tylko gazet regionalnych, ale i znanych, utrwalonych tytułów w ośrodkach centralnych. Tak było na początku przemian i powstało pesymistyczne przekonanie, że „złoty okres", zwłaszcza prasa informacyjna, ma już za sobą. Wbrew temu przekonaniu, ostatnie lata przyniosły zmianę tej prognozy na bardziej optymistyczną. Prasa zaczęła poszukiwać swojego miejsca na „rynku mediów", dostosowując się do reguł komercji, zabiegając o atrakcyjność swojej oferty i zdobywanie odbiorców, z powodzeniem wykorzystując nowe techniki graficzne i informacyjne. Dzięki temu „unowocześnieniu" i determinacji wiele gazet, zwłaszcza tygodników, zwycięsko utrzymuje się na rynku i cieszy się znaczną poczytnością, co nie zwalnia ich z „czujności" komercyjnej i stałych zabiegów o czytelników (gadżety, dodatki dołączane do gazet). Rację miał zatem prasoznawca, Jan Załubski, który prognozował, że w nowej sytuacji bardziej zagrożony jest byt dzienników, zwłaszcza wychodzących w dużych ośrodkach, natomiast lepiej poradzą sobie gazety lokalne, przewidując jednocześnie pojawienie się tam nowych tytułów1. Rodzi się w tej sytuacji inna obawa: czy w trosce o byt i czytelników nadawcy gazet informacyjnych nie wpadają w koleiny innej zależności koniunkturalizmu, efekciarstwa, przerostu treści sensacyjnych i form ludycznych nad rzetelnością komunikatu informacyjnego, zachowania proporcji w odbiciu faktycznego obrazu faktów, zdarzeń i ich przyczyn. Nie bez znaczenia jest także nowa bariera, być może zastępująca cenzurę: pokusa lub konieczność dostosowania się do oczekiwań sponsora (państwowego, zagranicznego, samorządowego, prywatnego).

Czy te obawy można odnieść do prasy lokalnej? W tym miejscu chciałabym przedstawić swoje spostrzeżenia odnośnie do sytuacji na „rynku" prasowym Kalisza. Pomijam periodyki monotematyczne, ukazujące się w dłuższym odstępie czasu, jak miesięcznik „Calisia" odnoszące się do jednej sfery życia społecznego (tylko kultura, czy gospodarka), które, jak praktyka wykazała, nie znajdują wystarczającej ilości czytelników ani stałych sponsorów, co skazuje je na efemeryczność, a skoncentruję uwagę na nowo powstałych gazetach informacyjnych, nie mających tradycji, których los w obecnych warunkach jest w największym stopniu zagrożony, a które, mimo to, zapewniają sobie odbiorców. Są to dwa tygodniki, zrodzone po przemianach ustrojowych: „Życie Kalisza" i „7 Dni Kalisza". Za ich wyborem jako przedmiotu badań przemawia fakt „młodości", stosunkowo krótka „historia", odpowiadająca czasowo przemianom ustrojowym. Obydwa tytuły musiały sobie zdobywać czytelników, budować tradycję: zaprojektować odbiorcę, przeprowadzić rozpoznanie rynku czytelniczego, opracować programy, konsolidować zespoły dziennikarskie. Musiały też do pewnego stopnia konkurować z dotychczasową gazetą, o wieloletnich tradycjach „Ziemią Kaliską".

Od 1957 - 1998 „Ziemia Kaliska" w latach dobrej prosperity dziennik, później tygodnik, cieszący się znaczną poczytnością, była monopolistą na rynku kaliskim. Gazeta oferowała czytelnikom bogaty serwis informacyjny z różnych sfer życia miasta i regionu. W jej ofercie znajdowały się też komunikaty o aktualnych wydarzeniach krajowych, a co najważniejsze w dodatku do wydania sobotnio-niedzielnego pojawiały się materiały dotyczące rozwoju życia kulturalnego w mieście. Obrazowały dorobek miejscowych artystów, pisarzy, poetów, nierzadko zamieszczano utwory poetyckie, recenzje teatralne, muzyczne (Kalisz ma swoją Filharmonię i Szkołę Muzyczną).

W skład redakcji i zespołu dziennikarskiego wchodzili ludzie o dużej kulturze literackiej i sprawnym warsztacie dziennikarskim jak: Bogumił Antczak, Maciej Kozłowski (literat, poeta, zmarły w 2002 r.), Bożena Szal (profesjonalistka wysokiej klasy w sztuce dziennikarskiej, prowadząca dział kulturalny, której specjalnością były recenzje teatralne), Ryszard Binczyk, Elżbieta Bielewicz, z młodszych sił dziennikarskich Daria Kubiak (specjalizująca się w reportażu oraz wywiadzie o tematyce społecznej i oświatowej). Gazeta spełniała rolę informacyjną, ale i zaspokajała potrzeby kulturalne znacznej części czytelników, wpisując się w tradycje prasy kaliskiej, co podkreślano w specjalnym „kalendarzyku", przypominającym zdarzenia, nieraz sprzed wieku, poprzez cytaty z „Kaliszanina" czy „Gazety Kaliskiej". Gazeta zdobyła sobie w okresie swojej świetności (lata 70.) także wielu współpracowników, „ludzi pióra" w środowisku inteligenckim Kalisza i spoza. Współpracowali z „Gazetą Kaliską", m.in.: Mieczysław Leń, Szymon i Halina Molendowie, Henryk Wrotkowski. Pismo utrzymywało kontakty z czytelnikami z miasta i terenu (telefony, listy).

W latach 90., w najtrudniejszym okresie transformacji, redakcję „Ziemi Kaliskiej" objął Grzegorz Szymański, przedstawiciel młodszego pokolenia dziennikarskiego, który miał uratować dziennik od bankructwa, a stał się jak tu się w niektórych kręgach uważa jej „grabarzem"2. Były rozpaczliwe zabiegi, jak próba utworzenia spółki wydawniczej z o.o. z inicjatywy grupy dziennikarzy, zakończona niepomyślnie, czy kolportaż gazety poprzez donosicieli (głównie uczniów), którzy wystawali na ulicach, wchodzili z nią do sklepów, byli obecni na rynku, ale i pukali do domów kaliszan. Starania te okazały się jednak mało skuteczne. Wobec tego jej ówczesny dyrektor zrezygnował z autonomiczności pisma. Na mocy porozumienia między wydawnictwem „Gazety Poznańskiej", a redaktorem pisma kaliskiego, w 1998 r. „Ziemia Kaliska" została „wchłonięta" przez „Gazetę Poznańską", „kupiona" przez niemieckiego edytora Passauer Neu Presse stając dodatkiem prezentującym tematy lokalne i regionalne, ale z własną redakcją. Sprawa ta była szeroko komentowana w miejscowym środowisku: były nadzieje podtrzymywane publicznie przez Grzegorza Szymańskiego w programie lokalnej telewizji, ale przeważały opinie negatywne. Szymański ustąpił ze stanowiska, inicjatywę przejęła część zespołu dziennikarzy dawnej „Ziemi Kaliskiej", którym udało się zachować tytuł i status tygodnika informacyjnego, obrazującego sprawy społeczne i kulturalne (w ograniczonym zakresie) mieszkańców Kalisza i okolicznych miast oraz miejscowości. Gazeta wychodzi aktualnie jako regionalny dodatek „Głosu Wielkopolskiego", podobnie jak „Gazeta Ostrowska", „Gazeta Jarocińska", itp. i raz w tygodniu, w sobotnio-niedzielnym wydaniu, jako pismo pod własnym tytułem.

W sytuacji zawiedzionych nadziei, niespełnionych ambicji i determinacji z powodu „oddania" „ZK", zaczęły rodzić się w środowiskach inteligenckich projekty konkurencyjnych gazet, takich jak: obchodzący niedawno swój jubileusz osiemnastolecia tygodnik „Życie Kalisza" (20 lat istnienia) i „7 Dni Kalisza" (1999 i ) oraz późniejsze tabloidy: „Fakty Kaliskie" (2006 r.), i „Nowe Fakty Kaliskie" i 2007 r.). W chwili obecnej, tygodniki te w miarę sprawiedliwie „podzieliły się" rynkiem czytelniczym: „7 Dni Kalisza" ukazuje się w środy, „Życie Kalisza" również w środy, (wyjątkowo nr z 14 sierpnia 2007 r. ukazał się we wtorek, ze względu na święto), „Ziemia Kaliska" w piątek, „Nowe Fakty Kaliskie" we wtorek.

W sposób naturalny ustaliła się sytuacja, w której oczywiste stało się, że w warunkach lokalnych nie ma możliwości utrzymania dziennika, szansę bytu ma tylko tygodnik oraz to, że o powodzeniu i poczytności decyduje konkurencyjność oferty lej zróżnicowanie, jeżeli chodzi o wybór adresata.

W przypadku wszystkich inicjatyw w założeniach wstępnych projektowano określonego czytelnika i jego potrzeby. To tylko mogło gwarantować znalezienie swojego miejsca na rynku medialnym, tym bardziej że prasa nie jest tu jedynym medium; Kalisz ma telewizję kablową, a w niej swój program lokalny, radio „Centrum" oraz przejściowo miał krótki program własny w poznańskim „Teleskopie i wrocławskich „Faktach". Dla uzupełnienia kaliskiego rynku medialnego należy dodać działalność radia „Rodzina" (od 1994 r.), które od stycznia 2009 r. funkcjonuje jako radio niezależne, nadające programy drogą naziemną, pod nazwą „Radio Katolickie Diecezji Kaliskiej im. Najświętszej Rodziny", z bardzo młodym zespołem redakcyjnym3. Tym bardziej interesujący wydaje się fakt stabilnego trwania i poczytności aż trzech pism informacyjnych w Kaliszu, podczas gdy upadały gazety w dużych miastach, takich jak Warszawa, Poznań czy Wrocław.

Mimo, że instytucje kolportażu prasy uchylały się od przekazania szacunkowych danych dotyczących zwrotów, zasłaniając się tajemnicą służbową, na podstawie obserwacji topniejących stosików tytułów kaliskich, wystawionych na stelażach, można sądzić, że sprzedają się dobrze i cieszą się zainteresowaniem kaliszan, mimo że nie można w nich znaleźć żadnych gadżetów, za wyjątkiem programu telewizyjnego i czasami wkładki reklamowej miejscowego supermarketu.

Głównym celem niniejszego opracowania jest określenie funkcji społecznych, jaką spełniają w lokalnym środowisku tytuły prasowe powstałe po roku 1989. W badaniach zastosowano metodę analizy treści materiałów, obserwację języka i stylów funkcjonalnych służących strategii komunikacyjnej, częściowo statystyczną oraz analizę porównawczą. Jako podstawę badań przyjęto dwa tygodniki informacyjne o zróżnicowanym statusie formalnym: „Życie Kalisza" oraz „7 Dni Kalisza" w reprezentatywnej próbie z lat 2007 i 2009. Pierwszy jest spółką wydawniczą z o.o. Idea Contact, której założycielem i prezesem jest Arkadiusz Woźniak, drugi wydawnictwem całkowicie prywatnym, utrzymującym się z reklam i ogłoszeń, którego wydawcami i współwłaścicielami są: Krzysztof Ścisły i Ewa Bąkowska. Poza polem zainteresowania pozostały dwa tabloidy zbliżone wizualnie, jak i swoją zawartością do podobnej kategorii pism bulwarowych. Nie uwzględniono też „Ziemi Kaliskiej" nie ze względu na niedocenienie pozycji tego szacownego, mającego tradycje pisma, lecz z uwagi na założenie autorki, aby penetracją badawczą objąć tytuły nowe, powstałe po przemianach ustrojowych. „Ziemia Kaliska" z pewnością zasługuje na odrębne zainteresowanie.

W celu „ogarnięcia" bardzo zróżnicowanego i obfitego materiału składającego się na ofertę treściową poszczególnych tytułów (objętość 1 egzemplarza „7 Dni Kalisza" wynosi 32 strony, „Życia Kalisza" 42-44 stron), posłużyłam się próbą losową: po jednym egzemplarzu z cyklu wydawniczego 2007 roku i podobną próbą z roku 2009 pobraną z obydwu tytułów. Niewielką próbę uzasadniam tym, że przeprowadzone badania nie mają w zamierzeniu charakteru zamkniętego, lecz ich wynik może stanowić przyczynek do długofalowych badań całościowych nad współczesną prasą kaliską, a szerzej lokalną. Powołuję się tu także na poglądy prasoznawców, którzy uważają, że dla określenia modelu komunikacyjnego gazety funkcji nic jest niezbędna tzw. „wielka próba" obejmująca całość zbioru lub jego część na przestrzeni dłuższego odcinka czasu. Taką próbę przyjmuje się zazwyczaj w badaniach prasoznawczych o charakterze historycznym, zwłaszcza gdy celem jest uchwycenie ewolucji pisma. W badaniach nad modelem funkcjonalnym i strategiami komunikacyjnymi ważna jest próba reprezentatywna, ukierunkowana na analizę zawartości pod kątem języka przekazu, intencji nadawcy oraz oczekiwań projektowanego i faktycznego odbiorcy (czytelnika). Oczywiście, także kontekst społeczny, dostarczający pracownikom prasy materiału. A taką jak sądzę, uzyskałam. Wsparcie dla tego przekonania znalazłam w wypowiedziach prasoznawców, jak Walery Pisarek4. Irena Teletowska, Anna Horolets5 a spośród zagranicznych teoretyków badań nad mediami - w poglądach J. Pottera i M. Wetherella6.

Za jednostkę analizy przyjęto tekst i jego mniejsze elementy, jak: temat, sekwencja, akapit, zdanie (jako stwierdzenie, wątpliwość, argumentację, refleksję) i słowo, we wzajemnych kontekstualnych relacjach, tworzących całościowy konstrukt i znaczące w tym układzie. Nie pominięto rzeczywistości społecznej, w której funkcjonuje prasa kaliska, bo to ona dostarcza materiału dziennikarzom impulsów do prowadzenia dyskursu. Z tego względu użyteczna w postępowaniu poznawczym okazała się teoria psycholingwistyczna, oparta na założeniu, że język „zdradza" cechy i intencje jego użytkownika, jednocześnie charakteryzując projektowanego, bądź rzeczywistego adresata. W analizie odwołano się do nauk językoznawczych, zwłaszcza semantyki i stylistyki, jak również psychologicznego personalizmu. Szczególnie ważne były tu dłuższe teksty narracyjne prezentowane przez nadawcę jako zamknięte artykuły informacyjne, nierzadko z wpisaną w nie funkcją wywierania wpływu na odbiorcę, bądź z jej brakiem, co także stanowiło materiał do wnioskowania, zazwyczaj zajmujące czołówki gazet.

Tworzenie tekstów prasowych zinterpretowane zostało jako „działanie" komunikacyjne, w którym uczestnicy komunikacji wzajemnie na siebie oddziałują. W odniesieniu do dłuższych tekstów prasowych, pomocną okazała się teoria dyskursu, znana z prac Teuna van Dijka i Allana Bella, a zapoczątkowanych jeszcze w latach 60. przez M. Faucaulta. Przy czym pojęcia dyskursu nie należy utożsamiać z potocznie kojarzonym z tą nazwą słowem: „dyskusja". Dyskurs definiowany jest w teoriach naukowych jako: 1) sposób użycia języka, 2) przekazywanie idei (opinii, sądu, poglądu), 3) interakcje w społecznej komunikacji (intencje N reakcja O). Przyjęcie w części postępowania badawczego metody analizy dyskursu, wymagało wyodrębnienia i sklasyfikowania funkcjonalnego środków retorycznych (figur i tropów), oceny stopnia frekwencyjności, bądź dostrzeżenia ich braku. Wzięto pod uwagę stosowaną przez redakcję preferencję wartości prezentowanego materiału, mierzonego ilością zajmowanego miejsca oraz innymi zabiegami ekspozycyjności. Stanowiły one najważniejsze źródło poznawcze i podstawę wnioskowania, ponieważ poprzez nic zespoły redakcyjne zdradzały swoje intencje i realizowały założone cele. Wyjaśnienia wymaga pojęcie „modelu prasy", którym się posługuję.

W teorii komunikacji wyróżnia się dwa modele przekazu informacji o rzeczywistości, nawiązujące do szkoły amerykańskiego funkcjonalizmu ze szkoły Talcotta Parsonsa:

1) oparty na przekonaniu, że informacje przekazywane przez media mogą być dowolnie interpretowane przez odbiorcę w zależności od wykształcenia, wieku, płci, przynależności do określonej grupy zawodowej czy środowiskowej. Ten model wyklucza zniewolenie odbiorców, ponieważ sposób przekazu cechuje się obiektywizmem i neutralnością w wyborze środków językowych, a nadawca świadomie rezygnuje z funkcji impresywnej;

2) oparty na założeniu, że nadawca manipuluje informacją i wiedzą o faktach i zdarzeniach, poddając ją selekcji, wprowadzając zmianę proporcji, operując środkami retoryki wpływającymi na postawę, poglądy, a nawet zachowania odbiorców, w celu realizacji własnego, narodowego lub grupowego /środowiskowego/ celu politycznego, społecznego, ideologicznego, estetycznego, niezależnie od tego, czy intencje te zostałyby w rzeczywistości spełnione. Ten model nie pozostawia adresatowi większej przestrzeni do samodzielnej interpretacji: kształtowania sądów i opinii.

Zatem pytanie o model to jednocześnie pytanie o funkcje i strategie komunikacji z czytelnikiem.

Tygodnik „7 Dni Kalisza", funkcjonuje od około 9 lat i zbliża się do swojego jubileuszu 10-lecia. Jego założyciele pełnią wiodącą rolę w kreowaniu koncepcji programowej. Krzysztof Ścisły pełni rolę redaktora naczelnego, Ewa Bąkowska sekretarza redakcji. Obydwoje mają za sobą znaczne doświadczenie dziennikarskie; K. Ścisły w prasie kaliskiej, E. Bąkowska zdobywała je również w lokalnej telewizji, prowadząc programy publicystyczne. Oni też, w przeważającej większości, wypełniają pismo przygotowanymi przez siebie materiałami. Stały zespół redakcyjny jest niewielki, w jego skład wchodzą dziennikarze: Agnieszka Giernalczyk, Jarosław Kruk, Ewa Bąkowska, Krzysztof Ścisły, Szymon Stefanowicz i aktualnie, od roku 2009 Barbara Niekrasz-Mielczarek7. Prowadzą poszczególne rubryki poświęcone: publicystyce i komentarzom, informacjom, relacjom z rozpraw sądowych, w niewielkim zakresie wydarzeniom sportowym8. Jest w nim też miejsce na felieton, który zapełniał swoją twórczością Jarosław Kruk, jednak w numerach z 2009 r. zniknęło jego nazwisko, ukazują się jedynie felietony redakcyjne K. Ścisłego. Oprócz wymienionych, redakcja pozyskała sobie współpracowników do prowadzenia edukacji prawnej w osobach: Jerzego Minickiego, Moniki Krenc i Bartłomieja Szurgana oraz okresowo specjalisty-pedagoga, Moniki Piechowicz. Dwie osoby zatrudnione są w dziale promocji i reklamy (Kalina Doberstein i Beata Pilch). W 2008 r. tygodnik był konkurencyjny wobec innych pod względem ceny 1 egzemplarza, która wynosiła 1.60 zł (w tym samym czasie „Życie Kalisza" 1.90 zł; „Ziemia Kaliska" 1.70 zł Na niższym poziomie ustaliły ją jedynie „Nowe Fakty Kaliskie" 1.50 zł) Poczynając od stycznia 2009 r., cena zaczęła lawinowo obecnie wynosi 2 zł. Pismo chlubi się niezależnością, podkreślając w podtytule: „Tygodnik niezależny". W skład redakcji „Życia Kalisza" wchodzą: Dariusz Dymalski, Grażyna Cicha, Rafał Lisiak, Marzena Grygielska, Agnieszka Burchacka, Jakub Banasiak, Robert Kordes, Agnieszka Owczarek, Piotr Piorun, który pełni funkcję redaktora naczelnego oraz Piotr Szymański i Anna Tabaka. Współpracują z nią: Sylwia Jaśko, Wioletta Przybylska, Anna Frątczak, Grzegorz Pilecki, Mariusz Hertmann, Maciej Błachowicz, a także wydawnictwo pozyskało sobie do działu felietonowego postać publiczną ze świata polityki, pozostającą w ostatnich latach w cieniu, ale przecież znaną - Janusza Korwin-Mikkego. Ten skład osobowy jest dość stabilny, mamy do czynienia z niewielkimi zmianami personalnymi. Objętość poszczególnych numerów wynosi przeciętnie, 42-44 stron. Porównując obydwa tygodniki można zauważyć, że „Życie Kalisza" dysponuje liczniejszym zespołem redakcyjnym oraz bogatszym zasobem materiałów. Przedstawia to poniższe zestawienie:

  „7 Dni Kalisza"    „Życie Kalisza"
stały skład redakcyjny       5       11
zespół współpracowników          4        7

Bogatsza jest też szata graficzna „Życia Kalisza" (więcej dokumentacji wizualnej: kolorowych fotografii, duża ilość zleceniodawców reklam, bogactwo ogłoszeń), chociaż i w przypadku drugiego tygodnika widoczne jest staranie estetyczny układ graficzny, zróżnicowaną kolorową czcionkę, barwną fotografię. Obie redakcje stosują, ogólnie przyjęty w prasie krajowej, nowoczesny sposób ekspozycji tekstów na pierwszej stronie w postaci ekspresywnie powiększonych tytułów ważniejszych artykułów, podtytułów, śródtytułów, a także krótkich kilkuzdaniowych streszczeń (lidów), kolorowych fotek, przykuwających uwagę czytelników. I tu i tam znaczny procent powierzchni zajmuje reklama i ogłoszenia, jest dział sportu i rozrywki (krzyżówki, horoskopy, dowcipy słowne).

Przegląd poszczególnych działów wskazuje też na to, że obie gazety usiłują spełniać funkcję informacyjną w środowisku lokalnym; wysuwa się ona na pierwsze miejsce w obu tygodnikach, sądząc na podstawie ilości zajmowanego miejsca i stopnia ekspozycyjności. W „7 Dni Kalisza" dział „Wydarzenia" obejmuje 11 stron, co stanowi 34,3% w stosunku do całej objętości treściowej, natomiast w przypadku „Życia Kalisza" dział „Informacji", na ogół 13 14-stronicowy, procentowo wynosi 33%. Dane te powierzchownie przedstawiają się nieco korzystniej dla „7 Dni Kalisza".

Obraz zostaje zmieniony, gdy podda się dokładnej analizie formy gatunkowej zawartość treściową prezentowanych publikacji. „Życie Kalisza" wyodrębnia wyraźnie publicystykę, w której jest miejsce na komentarz i różne opinie na temat wydarzeń od informacji w postaci „czystej", zobiektywizowanej, natomiast redakcja „7 Dni Tygodnia" nie przedstawia takiego zróżnicowania. Informacja o zdarzeniach występuje zarówno w formie notatki, relacji, jak i artykułu publicystycznego, z wplecionymi „głosami opiniotwórczymi", a także felietonu odredakcyjnego, odnoszącego się do wydarzeń. Do „wydarzeń" zalicza się tu także wizyty ważnych gości, w tym związanych wcześniej z Kaliszem, jubileusze popularnych postaci ze środowiska kaliskiego9 oraz wypadki sensacyjne, kradzieże, napad), krzywdy i nieszczęścia w wymiarze spersonalizowanym. Ponadto, redakcja „Życia Kalisza" różnicuje informacje w zależności od sfery życia publicznego i zakresu przestrzennego, której ona dotyczy. Znajdziemy więc różne formy gatunkowe informacji w dziale: „Z powiatu", czy w dziale „Kultury". Jeśli zsumujemy. „Informacja" stanowi tu 41,1%, niezależnie od odrębnego działu „Publicystyki", gdzie również występuje w rozproszeniu.

Tabela 1. Struktura działowa prezentowanych gazet


Tytuł Informacje/
Wydarzenia
Publicystyka Felieton Kultura Z powiatu Temida
ŻK 41,1% 33 % 1,1% 4,4% 4,4% 2,4%
7DK 34,3%  6,2% 4,2% - - 2,1%
 
Tytuł Historia Rozrywka Reklama Sport Komentarz Ogłoszenia
ŻK 2,1% 2,1% 4,2% 12%  2,1% 16,7%
7DK - 2,1% 15,6%  2,1% 2,1% 19%

Analiza statystyczna przedstawia wyraźne preferencje dla tematyki społecznej, ujętej w działach: informacyjno-wydarzeniowym i publicystycznym. Mniejsze znaczenie przypisuje się rozrywce, uwzględnia się ją na ostatnich stronach gazet. Brak wyraźnie wyodrębnionego działu kulturalnego i „Z powiatu" w tygodniku „7 Dni Kalisza" nie oznacza nieobecności tej tematyki, znajduje się ona w wydarzeniach i publicystyce. Zbliżone są w proporcji do objętości wskaźniki dotyczące ogłoszeń, większy jest udział procentowy reklam w „7 Dni Kalisza", choć relatywnie lepiej wygląda pod tym względem „Życie Kalisza", tym bardziej, że liczby wskazują na strony w całości przeznaczone na reklamy, podczas gdy umieszczane są one praktycznie prawie wszędzie, tak w jednym, jak i drugim tytule. Nie może to dziwić: od efektywnego spełniania funkcji reklamowo-ogłoszeniowej zależy w dużym stopniu byt gazet; przyciąga czytelników, którzy z lokalną gazetą wiążą także swoje interesy zawodowe i osobiste. Można to zakwalifikować jako jedno z nowych zjawisk towarzyszących prasie po transformacji.

Mylące mogą być też dane, dotyczące działu „Komentarz" w odniesieniu do obydwu pism zgodne. W rzeczywistości lepiej oddają one stan faktyczny w materiałach „Życia Kalisza". W przypadku „7 Dni Kalisza" komentarz „wlewa się" do publicystyki i różnych form przekazu informacyjnego. Można to oszacować lepiej podczas analizy zawartości prezentowanych treści. Znaczącą kategorią tematyczną nie występującą w materiałach „7 Dni Kalisza" jest prowadzony przez redakcję „Życia Kalisza" dział historyczny. Pismo przeznacza jednostronicową rubrykę na materiały odnoszące się do przeszłości miasta, którą zapełniają Anna Tabaka i Maciej Błachowicz. Konsekwencja, z jaką ten „kącik" historyczny towarzyszy edycji gazety, świadczyć może o zaprogramowanej funkcji edukacyjnej i wpisaniu się w tradycję dawnej prasy kaliskiej, jak i późniejszej „Ziemi Kaliskiej".

Interesujące wyniki przyniosła analiza treści materiałów pod względem frekwencyjności i stopnia ekspozycyjności pojawiających się tematów, jak też form gaunkowych, języka i stylu. Tutaj zaznaczyły się największe różnice. Na ich podstawie można określić założenia programowe i funkcje społeczne, które usiłują upowszechniać omawiane periodyki. Redakcja „7 Dni Kalisza" stosuje różnego rodzaju sposoby autoprezentacji, poprzez wykorzystanie podtytułów, które pojawiały się w poszczególnych latach edycji pisma, jak i swoistej strategii komunikowania się z czytelnikami. Podtytuł: „Tygodnik powiatu grodzkiego i ziemskiego", zakreśla pole przestrzenne objęte „akcją" dziennikarską i wskazuje na lokalny charakter. Nieco późniejszy podtytuł: „Tygodnik niezależny" z dumą eksponuje suwerenność wydawców. Ostatnio pojawił się dopisek umieszczony pod tytułem głównym: Najciekawsza gazeta", będący autoreklamą, zachęcającą czytelników do kupna i lektury. Redaktorzy starają się zbliżyć do potencjalnych czytelników poprzez fotograficzną autoprezentację, zarówno redaktorów głównych, jak i innych osób współtworzących pismo: A. Minieckiego, B. Szurgana i M. Krenc oraz B. Niekrasz-Mielczarek. Prawie wszystkie materiały są podpisywane pełnym nazwiskiem i imieniem. Autorzy nie chcą być anonimowi. Na ogół stosuje się też prezentację fotograficzną bohaterów publikacji. Charakterystyczne, że większość materiałów, za wyjątkiem niektórych relacji z terenu pozamiejskiego, przygotowują wydawcy i główni redaktorzy: Krzysztof Ścisły i Ewa Bąkowska, ostatnio również Barbara Niekrasz-Mielczarek.

Tygodnik ten w swojej formule programowej uczynił funkcję kontrolną, recenzującą działalność władz miejskich, zadaniem misyjnym. Znajduje to odbicie w dużym nasyceniu frekwencyjnym tematami odnoszącymi się do działalności miejscowych polityków: prezydenta miasta Kalisza, przedstawicieli ugrupowań politycznych, Rady Miejskiej i Samorządu Miejskiego, Urzędu Marszałkowskiego, posłów, senatorów i europosłów z Kalisza i ziemi kaliskiej. O tych preferencjach świadczą tytuły niektórych publikacji: „Czerwone kartki dla Pęcherza", "Władza Kalisza nie ma nic do zaproponowania mieszkańcom"12, „Policzone dni władzy"13, „Dwór króla Andrzeja"14, „Wielka samorządowa rodzina"15, „Oblicze radnej Przybył"16, „Na lewicy bez zmian". Nieco mniej zainteresowania poświęca się w gazecie działaczom niższych szczebli samorządowych na poziomic gminnym i osiedlowym, chociaż i ich działalność jest oceniana i komentowana.

Obiektem zainteresowania dziennikarskiego pozostaje też funkcjonowanie urzędów administracji miejskiej, instytucji użytku publicznego, kościoła katolickiego organizacji związkowych, zakładów przemysłowych, służby zdrowia, policji, mniejszym zakresie placówek kulturalnych i szkolnictwa, w marginalnym zakresie - sportu. W polu zainteresowania gazety pozostają także inwestycje miejskie, zwłaszcza budowa dróg osiedlowych, miejskich i terenowych, hipermarketów, projekt aquaparku, problemy budownictwa miejskiego i zagospodarowania terenu, renowacji zabytków miejskiej architektury17, nieprawidłowości prywatyzacji (w ocenie redaktorów)18. Przedmiotem szczególnej dziennikarskiej troski jest pogarszająca się sytuacja drobnych kupców, których miejsce pracy i utrzymania Główny Rynek ma być przeznaczone w planach inwestycyjnych pod budowę nowego hipermarketu, Galerii „Tęcza", jak również zaniedbania w ochronie zabytkowych domów dawnej dzielnicy żydowskiej19. Szczególnie problem kupców artykułowany jest w prawie każdym numerze pisma, z tendencją nadania mu wymiaru politycznego20. Redakcja jawnie opowiada się po stronie Stowarzyszenia Kupców przeciwko projektom „władzy", znajdując także argumenty historyczne na obronę zajmowanego stanowiska: „Kalisz tworzyli i budowali przede wszystkim drobni kupcy..." Dziennikarze gazety pochylają się też nad przypadkami osobistych nieszczęść i krzywd, w wymiarze personalnym21.Wśród form gatunkowych na plan pierwszy wysuwa się reportaż rozpisany na głosy, obszerna relacja z komentarzem, artykuł publicystyczny, felieton, list od czytelnika z komentarzem. Uderza stosunkowo niewielka ilość typowo informacyjnych gatunków, jak zwięzła relacja, notatka, rozszerzona notatka, wywiad w „czystej" postaci, bez komentarza.

Jeżeli chodzi o ekspozycyjność tekstów, pierwsze strony i środkowe zajmują obszerne, zapełniające prawie całą stronę, publikacje przygotowane przez głównych redaktorów: K. Ścisłego i E. Bąkowską. Z tego względu można określić „7 Dni Kalisza" jako gazetę w dużym stopniu autorską. Szczególną pasją dziennikarską, ale i subiektywizmem odznaczają się artykuły uzdolnionego dziennikarza, K. Ścisłego, który umieszcza zwykle cztery do pięciu, a czasami więcej, publikacji swojego autorstwa. Uprawia też jeden z trudniejszych gatunków prasowych felieton.

We wszystkich prawie publikacjach można zauważyć obecność komentarza, co wskazuje na wpisaną w teksty funkcję impresywną. Redaktorzy zresztą nie ukrywają swoich intencji i celów, stosując strategię identyfikacji z odbiorcami, wchodząc w rolę reprezentanta potocznej, obiegowej opinii, a w rzeczywistości przyjmując funkcję opiniotwórczą, nierzadko naruszając proporcje pomiędzy informacją a subiektywnym objaśnianiem rzeczywistości i komentarzem. Z treści zamieszczanych materiałów, jak i z autowypowiedzi odredakcyjnych można ustalić źródła informacji dziennikarskiej. Jest to obserwacja, wywiady, uczestnictwo w posiedzeniach Samorządu Miejskiego, Rad Osiedlowych, w okolicznościowych uroczystościach miejskich i powiatowych, imprezach szkolnych (konkursach, olimpiadach, zjazdach koleżeńskich), prelekcjach, odczytach, celebracjach nabożeństw kościelnych. Drugim źródłem informacji są telefony i listy czytelników.

Czasami redakcja idzie nawet tropem anonimów, prowadząc swoje dziennikarskie „śledztwo", jak w przypadku rzekomego nepotyzmu w kaliskim szpitalu. Przyjęto też zwyczaj publikowania listów czytelników, w całości lub ich obszernych fragmentów, opatrzonych komentarzem.

Na poczesnym miejscu, w każdym numerze pisma wychyla się z fotografii twarz redaktorki Ewy Bąkowskiej, zapewniającej w imieniu zespołu: „Nam nie jest obojętne, w jakim mieście żyjemy i kto nami rządzi." To sentencjonalne motto stanowi znaczącą kategorię do rozpoznania cech nadawcy, jest swoistą autoprezentacją, skierowaną do adresata. W niej zdaje się wyrażać koncepcja programowa i intencje redakcji. Gazeta sytuuje się w roli obrońcy praworządności i porządku, w imieniu interesu mieszkańców. Zaimek „nami", będący semantycznym znakiem identyfikacji i utożsamienia się redakcji ze społecznością lokalną, na tle kontekstu wyraża relacje paternistyczne. Formuła ta zawiera kilka sugestii i znaczeń naddanych. Wypływa z niej przekaz, który można ująć następująco:

Nam nic jest obojętne innym tak.

My dysponujemy „siłą" wy jesteście bezbronni.

Jesteśmy tu po to, aby was chronić przed nadużyciami rządzących.

Władzy nic można ufać będziemy się jej przyglądać.

Charakterystyczny jest tu sceptycyzm, oparty na założeniu, przyjętym „a'priori", a zawartym w kontekście, odwołujący się do wspólnych doświadczeń z życia politycznego, a zwłaszcza do tego typu czytelnika, który skłonny jest kojarzyć całe zło dostrzegane w otaczającej rzeczywistości ze sposobem sprawowania władzy przez rządzących. Wykorzystano więc hasło, aktualnie, szczególnie nośne.

Analiza zawartości potwierdziła, że sprawy związane z rządzeniem, administrowaniem miastem, czy powiatem, stanowią wiodący wątek tematyczny, przewijający się w całej objętości próby. Dominacja tej kategorii tematycznej uwidacznia się szczególnie w publicystyce i komentarzach, zajmujących w gazecie poczesne miejsce. O znaczeniu, jakie redakcja przywiązuje do podejmowania wątku: „Jak władza nami rządzi?" świadczy fakt przeznaczania na tę publicystykę znacznej ilości miejsca w proporcji do innych materiałów. Zajmują się nim główne „siły" dziennikarskie: redaktor naczelny, K. Ścisły i E. Bąkowska. Są to najczęściej relacje z posiedzeń Rady Miejskiej, eksponujące przebieg debaty: głosy radnych, stanowisko prezydenta, zarysowujące się różnice zdań i konflikty personalne. Teksty narracyjne przeplatane są na ogół cytatami wypowiedzi uczestników i komentarzami od autora. Tematyka ta znajduje odbicie w różnych formach i gatunkach wypowiedzi dziennikarskiej: jak dłuższy artykuł publicystyczny, notatka, reportaż, felieton satyryczny, wywiad. Rzadziej występują w swojej „czystej" formie gatunkowej, przyjmując postać mieszaną; w tekst sprawozdawczy wkrada się komentarz, tok narracji autorskiej przeplatany zostaje cytatami z uzyskanego wywiadu, rzadziej wywiad występuje w klasycznej postaci. Tematyka rządzenia (administrowania) ujmowana bywa w sposób silnie akcentujący personalia. Materiały ilustrowane są fotkami osób, „bohaterów" wydarzeń, którym nadaje się aurę sensacyjności.

W następnej kolejności, jeśli chodzi o ilość miejsca zajmowanego w piśmie, stanowi szeroko rozumiana tematyka społeczna, przedstawiająca problemy wspólne dla społeczności, jak: budownictwo w mieście, handel, komunikacja, działalność kulturalna i w bardzo niewielkim zakresie sport. Niedowartościowane jest życie kulturalne w mieście, które nie ma odrębnej rubryki. Jednakże informacje nim pojawiają się w komunikatach i artykułach zawartych w różnych działach: w „Komentarzu", „Publicystyce" czy „Felietonie".

Układ materiału, jak i strona graficzna, są więc typowe dla przeciętnej gazety, nie wyróżniają się niczym szczególnym i nic mogą stanowić wyznacznika świadczącego o zróżnicowaniu, przydatnego w działaniach porównawczych.

Najbardziej interesujący poznawczo okazał się sposób ujęcia tematyki w obrębie publicystyki społecznej, charakteryzujący funkcje tekstu i intencje nadawcy, na tym skoncentrowana została analiza. Zaobserwowano wyraźną przewagę tekstów publicystycznych, zawierających krytykę negatywną. Uderza w nich ton kontestacji, szczególnie w odniesieniu do: osoby prezydenta miasta, urzędników jego kancelarii. Rady Miejskiej, (jako całości), ale i określonych radnych, wyodrębnionych z tej całości. Urzędu Marszałkowskiego, dyrektorów instytucji publicznych, przedsiębiorstw i innych placówek (szpital, teatr). Opis akcji zdarzeniowej wypełniający treść publikacji odnosi się do wątków aktualnych, rozwijających się w czasie, nie zamkniętych, mających swoje tło konfliktowe i dramaturgię, jak: projektowanie budżetu, planowanie inwestycji, gospodarka przestrzenna, debaty radnych nad projektami, wybory do europarlamentu, nieprawidłowości w funkcjonowaniu urzędów, placówek, przedsiębiorstw, organizacji i instytucji publicznych, sytuacja w mieszkalnictwie, zwłaszcza konflikty na linii: Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych (MZBM) prywatny właściciel mieszkańcy kamienicy22.

„Bohaterem negatywnym" nr 1 jest prezydent miasta. Najważniejszą osobę publiczną w mieście przedstawia się jako urzędnika, „[...] o którym po Kaliszu... krąży pogłoska, że zaakceptuje kandydaturę X, nawet jeśli wynik konkursu będzie wybitnie niejednoznaczny"23. Wokół niego istnieje „układ", który gazeta konsekwentnie „tropi" i demaskuje sieć wzajemnych powiązań.:

„Zwróciliśmy uwagę, że kiedy spotyka się prezydent... z wiceprzewodniczącym SSK i innymi jego członkami (w nawiasie podano ich nazwiska i pełnione funkcje/stanowiska), żeby dyskutować o przyszłości (...) do żadnego wniosku nie dochodzą poza tym, że trzeba coś zmienić."

„Najbardziej prawdopodobne jest, że nic się nie zmieni."

„Spotkanie było tylko grą pozorów"24.

Wymienia się „sojuszników" osoby najważniejszej w mieście, w kontekście podejrzanych konkursów, konfliktów, „dziwnych" aliansów. Sugeruje się, że Ratusz jest miejscem, gdzie toczy się gra „o wielkie pieniądze".

W świetle publikacji tygodnika przedstawia się jako satrapa otoczony dworem decydentów (Stronnictwo „Samorządny Kalisz"), którego słowa wywołują ciszę i konsternację: „Po wypowiedzi prezydenta zaległa kilkunastosekundowa cisza." „Ciszę po wypowiedzi prezydenta przerywa radny PO..." , (art. Wyszli z kłopotu, nr 18/2007). Przypisuje mu się unicestwianie wszelkich konstruktywnych pomysłów, paraliżowanie użytecznych inicjatyw, brak zaangażowania i dobrej woli. Dlatego też „miniport w Michałkowie pozostanie w sferze pobożnych życzeń." Ibidem: „Wypowiedź radnego Pan prezydent skwitował stwierdzeniem...", „I na tej podstawie już można było domyśleć się, że sprawa pozostanie bez rozpatrzenia." Ibid.

W artykule pt. Reprezentacyjny adres autor publikacji dzieli mieszkańców na: „lepszych" i „gorszych". „Lepsi" to Prezydent i przez przypadek, mieszkańcy bloku, w którym zamieszkuje, bo uprzątnięto przed nim teren i posadzono iglaki. Gorsi to „upośledzeni brakiem takich upiększeń, (...) ale szans na to nie mają" mieszkańcy bloku obok, bez nasadzeń. Dla ilustracji dołączone zostały fotografie obydwu bloków i przylegających pasażów. Zwraca uwagę tendencyjna retoryka stylistyczna, rażąco nieadekwatna do rangi i skali zarzutu, a można podejrzewać, że wywoła reakcją zwrotną, nie zawsze oczekiwaną, ale także przeciwną do intencji i celu nadawcy, ponieważ teza autora jest wątpliwa, można ją podważyć. Jest przecież w Kaliszu wiele przepięknych ogródków przed blokami, które powstały dzięki zapobiegliwości i pracy mieszkańców osiedli, którzy nie czekali aż ktoś wyświadczy im przysługę. Wśród środków stylistycznych zwracają na siebie uwagę rażąco przesadne określenia i porównania hiperboliczne:

„Skala przedsięwzięcia jest tak imponująca..." (o nasadzeniach);

„Dysproporcja estetyczna jest tak duża jak pomiędzy najuboższą dzielnicą stanu New York, a najuboższą dzielnicą Kalkuty." (między otoczeniem jednego i drugiego bloku).

Autor „wie", co czują i myślą ludzie, identyfikując się z nimi: „Mieszkańcy sąsiednich bloków patrzą z zazdrością na wyróżniający się obiekt." „Wielu zastanawia się jakim to sposobem Oni są lepsi?" Tak przeprowadzana ocena, w której nie ma miejsca na dostrzeżenie jakichkolwiek pożytecznych inicjatyw i działań budzi zastrzeżenia, razi brakiem obiektywizmu.

Pojęcie „rządzących" i krytyka negatywna obejmuje nie tylko prezydenta i urzędników jego kancelarii, ale średnie i niższe struktury samorządowe, w tym także działaczy Rad Osiedlowych. Badacza interesuje, w jaki sposób nadawca wyraża swoje oceny. Z analizy języka i stylu wynika, że sądy oceniając nie są formułowane bezpośrednio i wyraziście; przyjmuje się strategię aluzji, ironii i insynuacji, poprzez stosowanie chwytów retorycznych mających zdyskwalifikować poddawaną krytyce osobę, ośmieszyć, wykazać brak kompetencji czy dostatecznego zaangażowania. Stosuje się np. hiperbolizację czy modyfikację znaczeń, poprzez odpowiednie zastosowanie wyrazu w kontekście, tak aby uzyskać efekt ironiczny, pomniejszający wartość pomysłów lub decyzji danej postaci, publicznie znanej skądinąd z osiągnięć i sukcesów. Umiejętnie przekazuje się powszechnie stosowanym wyrazom wartość naddaną. Wyraz „cisza" nie oznacza tego, co zwykle z tym wyrazem kojarzymy. W wyniku umiejętnej manipulacji na psychologii odbiorcy, może oznaczać: konsternację, zażenowanie, rozczarowanie, nieufność, rezygnację, lęk, konformizm (lepiej milczeć niż się narazić, dyskusja z Prezydentem i tak nie przyniesie rezultatu, dyskutowanie z nim nie ma sensu = wybieramy ciszę).

Spośród innych instrumentów takiej „akcji" dziennikarskiej można zauważyć niepostrzegalną dla części odbiorców selektywność wypowiedzi postaci publicznych z narad, zebrań, konferencji, na których rozstrzygały się ważne dla kaliszan sprawy, odpowiadającą intencji, przy zachowaniu pozorów obiektywizmu, tak. aby nie można było zarzucić autorowi tendencyjności wszak bezstronność powinna być marką współczesnego dziennikarstwa w ustroju demokratycznym. Nadawca przekazu liczy się z tym, wplatając w tekst narracji wypowiedzi różnych osób, reprezentujących poszczególne grupy interesu, strony konfliktu: radnych, przedstawicieli stronnictw, stowarzyszeń i partii. Czyni to jednak tak zręcznie, żeby projektowany odbiorca czytelnik, nie miał wątpliwości po czyjej stronic jest sympatia autora, kto ma rację, komu bardziej zależy na dobru miasta, czyje pomysły są lepsze. Służy temu manipulacja cytatem, wyolbrzymianie drobnych uchybień, niezręczności, pomniejszanie wartości, zmiana proporcji w obrazowaniu, a także bezzasadne wzniecanie atmosfery sensacji wokół faktów, zdarzeń i określonych postaci, o których należałoby rozważać w kategoriach powagi. Jeszcze innym sposobem jest przemilczanie, tj. pomijanie spraw, faktów, zdarzeń, które mogłyby znacząco zmienić obraz miasta, czy ocenę postaci (nieobecność lub rzadkie występowanie takich kategorii: jak walory, zasługi, osiągnięcia negatywnie przedstawianych osób).

Innym wątkiem tematycznym, powszechnym także w znaczącej części mediów ogólnopolskich, jest tropienie niedociągnięć i nadużyć szeroko rozumianej „władzy", na poziomie instytucjonalnym. Za zło winien jest dyrektor szpitala, prezes określonego stowarzyszenia, kierownik urzędu, dyrektor szkoły, uczelni, w żadnym wypadku prosty „szary" człowiek. On musi je znosić, spada ciężarem na jego barki; nie odpowiada za kamienie podłożone na ścieżce czy drodze osiedlowej, za kolejki w urzędzie, za brak ukwiecenia czy ozdobienia zielenią pasażu przed blokiem. Za to wszystko odpowiadają „oni". Okazuje się, że syndrom podziału na: „My" i „Oni", „Nasi" i „Obcy" wykazuje cechy uniwersalności i nie jest całkiem uzasadnione wiązanie go z jedną tylko formacją polityczną.

Nierzadko nadużycia władzy i wszelkie uciążliwości, które muszą znosić mieszkańcy, kojarzone są z orientacją polityczną osób odpowiedzialnych, w przekonaniu redakcji, za ten stan rzeczy. Zawsze z przekąsem mówi się o urzędnikach na eksponowanych stanowiskach w administracji i instytucjach publicznych, należących do stowarzyszenia „Samorządny Kalisz". Radnym należącym do Stowarzyszenia i samemu prezydentowi stawia się dość kontrowersyjne zarzuty, jak próbę zatuszowania „zniknięcia" pewnej sumy pieniędzy z funduszu nauczycieli emerytów, który przed laty został scentralizowany (oderwany od szkół i przeniesiony do Urzędu Miasta). Decyzję Rady i prezydenta o decentralizacji i przywróceniu go szkołom, skwapliwie interpretuje się jako działanie na szkodę emerytowanych nauczycieli, bez przedstawienia, co oni sami o tym myślą. Wystarczyły „wyliczenia" emeryta podkaliskiej szkoły, który „odkrył" brak w funduszu określonej sumy. Jest to jeden z wątków „serialowych", pojawiający się w ciągu dłuższego czasu, dziś już zamknięty25. Cykl publikacji dotyczący „zniknięcia" funduszu emerytów, jak i inny, związany z nadużyciami finansowymi i organizacyjnymi w kaliskim szpitalu przy ulicy Poznańskiej, wiąże personalia z adresem politycznym. Negatywni „bohaterowie" łączeni są najczęściej z lewicą(SLD) lub „Samorządnym Kaliszem". Bohaterami pozytywnymi częściej są radni PIS-u, rzadziej Platformy czy Urzędu Marszałkowskiego. Oni „są zainteresowani sprawą"26, zgłaszają roztropne wnioski, domagają się kontroli. Po drugiej stronie są sprawcy afer lub ich poplecznicy, stanowiący grupę interesu. Język i styl opisu tej i podobnych spraw, w których dziennikarze tygodnika spełniali rolę interwencyjną, nagłaśniając je i sprawując nad ich przebiegiem kontrolę, obfituje w insynuacje, sugestie, niedomówienia, pytania retoryczne. Stosuje się słownictwo ekspresywne, silnie nacechowane emocjonalnie: „Reakcje osób odpowiedzialnych wydają się zaskakujące"; „Im bliżej prawdy, tym bardziej robi się nerwowo", „Emeryt otrzymywał wymijające odpowiedzi", „Urzędnicy zaczynają okazywać zniecierpliwienie", „narasta zdziwienie", „Ostatnie ruchy wokół funduszu stały się chaotyczne", „Tam trafi do wspólnego kotła".

Komentarz rzadko zawiera zdania o wymowie wyraźnie postulatywnej (czyt. konstruktywnej). Sprowadza się do kontestacji i żądania kontroli. Z góry przyjmuje się zarzuty za wiarygodne, sprowadzając sugestie krytyczne do poziomu ogólności:

pomimo licznych wątpliwości i sygnałów (jakich? Czego konkretnie dotyczyły?) dotąd nie przeprowadzili kontroli...";

Zamiast energicznej kontroli, władze miasta podjęły decyzję o likwidacji komisji socjalnej, działającej w urzędzie..."; (Jakie są argumenty za jej niesłusznością?); „Można odnieść wrażenie..."; Czyniony jest gorączkowy ferment..."; „Mnogość informacji - a przede wszystkim dezinformacji ma chyba skutecznie zniechęcić...", „W środowisku emerytów ktoś rozpowszechnia pogłoskę, że winę za ferment ponoszą ci, którzy uparcie drążą temat."

W przytoczonych przykładach stwierdzeń, wyjętych z przekazu relacji, kluczowe dla intencji nadawcy słowa: „ferment", „wrażenie", „pogłoska", „informacja", „dezinformacja", „ktoś", zawierają „nadwyżkę" semantyczną budującą siatkę znaczeń naddanych, odwołujących się do określonych skojarzeń i cech mentalnych potencjalnego adresata. W ten sposób kształtuje się wokół sprawy klimat sensacji, wyolbrzymiający ją do rozmiarów „afery", nie zawsze adekwatnie do rzeczywistości, jak wykazała późniejsza weryfikacja. Sprawiedliwie należy powiedzieć nie bez interwencji gazety, która wydobyła ją z niebytu.

Tendencję do „upolitycznienia" publicystyki wyraźniej widać w felietonie prowadzonym przez A. Kruka, który autor przewrotnie nazywa „apolitycznym".(Pranie na kolanie). Niewątpliwie uzdolniony literacko felietonista, z rozmysłem korzystał z przywileju swobody, jaką daje uprawianie tego gatunku, aby wykpić, ośmieszyć, zdewaluować osobistość polityczną, ze stronnictwa, którego poglądów i stylu uprawiania polityki nie podziela. Autor odnajduje relikt „komuny" w osobie wicemarszałka Województwa Wielkopolskiego z Platformy Obywatelskiej, oddelegowanego do otwarcia Kaliskiego Festiwalu Sztuki Aktorskiej, zwanego Kaliskimi Spotkaniami Teatralnymi. (Leszek Wojtasiak) Nakreślona została środkami satyrycznymi (karykatura, pastisz, groteska) typowa kariera „niedouczonego" „aparatczyka", w peerelowskiej administracji (od z-cy kierownika w Państwowej Stadninie Koni, poprzez prezesowanie w Zarządzie Spółek Prywatnych i Radzie Nadzorczej aż do Urzędu Marszałkowskiego). Powierzenie mu roli honorowej, jaką jest otwarcie Festiwalu, autor uważa za profanację kaliskiej uroczystości. Demaskuje „czerwone" barwy „honorowego gościa", braki wykształcenia (nie umiał dobrze przeczytać z kartki przygotowanego tekstu).

Felietonista sięga po różne chwyty stylistyczne, niekiedy szokujące, na granicy wulgarności, epatując mieszaniną różnych stylów: familiarnego, urzędowego, patetycznego. Autor posługuje się zróżnicowaną paletą środków językowych i figur retorycznych, wykorzystując popularne cytaty o rodowodzie leninowskim odnoszące się do minionego ustroju, potoczne przysłowia, metonimię, przesadnię, zdrobnienia, prozaizmy i wulgaryzmy.:

„[...] trojga imion, sześciorga rożków i tuzin kopytek Boruta..." (o Janie Rokicie), „nadzorca stada ogierów", „specjalista od chabet"; (metonimia)

„Kadry decydują o wszystkim", „Każda kucharka powinna uczyć się rządzić państwem" (cytat); „osobnik", „kit z tym", „w mordę tego gościa" (prozaizmy i wulgaryzmy); „wygrał w cuglach", „sroce spod ogona nie wypadł" (przysłowia i potoczne powiedzenia frazeologiczne); „Drodzy państwo, co miałem powiedzieć, to przeczytałem, a szczegóły wyjaśni pan Krzepicki." (adres literacki, paralela, parafraza cytatu z powieści Dołęgi-Mostowicza); „tefauendy", „polszmaty", „myśłątka", „myślidełka", „gazeciska" (neologizmy, zdrobnienia, zgrubienia) Niekorzystnie przedstawiana jest także SLD. Rady Osiedlowe są opanowane przez „czerwoną pajęczynę" i stanowią, według obserwacji redaktora, zaplecze dla prezydenta oraz władz miasta, dostarczając alibi dla „niesłusznych" decyzji.: „[...] prawie wszystkie Rady są upolitycznione, na ich czele stanęli działacze SLD". To oni przyczyniają się do tego, że „[...] nawet najgłupsze i najbardziej szkodliwe pomysły uzasadnione zostają opiniami mieszkańców"27

Swoje poglądy i własną interpretację, nierzadko przedwczesną, nie ugruntowaną konkretnymi dowodami, nadawca wypowiedzi dziennikarskiej usiłuje zasugerować czytelnikowi, który myśli utartymi schematami, oczekując prostego wyjaśnienia przyczyn, nękających go kłopotów. Gazeta tropi też przeżytki „komuny" w świadomości mieszkańców gmin powiatu kaliskiego, osób pełniących funkcje społeczne czy administracyjne: wójta, działacza wiejskich ośrodków kulturalnych. Tym ostatnim nadaje się ironiczną etykietkę „kaowca", kojarzącą się negatywnie z minioną epoką.: „Uwidoczniła się przewaga starej dobrej komuny nad obecnym socjalizmem" ironicznie notuje swoje spostrzeżenia dziennikarz, komentując styl zaproszenia nadesłanego przez działacza kulturalnego z powiatu, zawierającego program uroczystości, na której przedstawiciel redakcji miał być honorowym gościem28.

W stylistyce prześmiewczej zastosowanej przez felietonistę, wcielającego się w „przeciętnego" mieszkańca gminy, w negatywnym świetle przedstawiono stan kultury wiejskiej, ale i przy okazji zdeprecjonowano polityków z Platformy Obywatelskiej, usiłujących nawiązać kontakt ze społecznością z terenu. W opinii miejscowej ludności postrzegani są pogardliwie jako osoby, wobec których należy przyjąć postawę nieufności „[...] co się po naszej gminie szwendają zbyt często" i przegnać poznańskim „laczkiem". Zwraca uwagę strategia utożsamiania się z opinią „prostych ludzi", bo to oni dostarczają w pewnym zakresie materiału do tematów prasowych.

Z publicystyki zawartej w gazecie wyłania się bardzo jednostronny i pesymistyczny obraz życia miasta i jego mieszkańców, nie przystający do stanu rzeczywistego. Ujęcie jest fragmentaryczne, nie obejmuje całokształtu spraw, problemów i opinii. Zauważalny jest niedostatek bezstronności dziennikarskiej i deficyt w zasobie informacji o waloryzacji pozytywnej. Stosunkowo najlepiej wypada tu w wartościowaniu obszar kultury i edukacji. Przekaz cechuje selektywność i tendencyjność. Zabrakło też szerszego spojrzenia na problemy kaliszan w kontekście regionalnym i ogólnokrajowym, ale wynika to z zakreślonego programu gazeta jest tygodnikiem lokalnym, związanym tematycznie z miastem, na drugim miejscu z powiatem.

Z drugiej strony, nie można odmówić temu tygodnikowi wyrazistości programowej i ideologicznej oraz konsekwencji pod względem realizacji przyjętych założeń. Redaktorzy pilnie śledzą poczynania władz miejskich: projekty inwestycyjne i ich realizację, stan budżetu, recenzują sposób planowania wydatków, obecni są na wszystkich ważniejszych posiedzeniach Rady Miejskiej, samorządów lokalnych, wypowiadają opinie w sprawie lokalnych przedsięwzięć, zaniechań i nieprawidłowości, wykazują też wrażliwość na indywidualne ludzkie problemy; patronują ludziom pokrzywdzonym i bezradnym. Oferta pisma adresowana jest do czytelnika bezrefleksyjnego, oczekującego od gazety informacji i gotowych sądów, chętnie sensacji i interwencji, jak również pomocy i zaangażowania w problemy osobiste; poszukującego życzliwości i wsparcia, nierzadko potwierdzenia przyczyn swojego trudnego położenia i problemów osobistych w działaniach władzy. I takiego odbiorcę w środowisku znajduje.

Zespół redagujący drugi tygodnik, „Życie Kalisza", opracował model przekazu informacji znacznie różniący się od prezentowanego, skierowany do odbiorcy, który oczekuje rzetelnej, obiektywnej informacji, a niechętnie przyjmuje narzucane mu sądy i sam woli ustalać opinie. Gazeta dysponuje znacznie zasobniejszym serwisem informacyjnym, który w sposób pełniejszy i zobiektywizowany przedstawia problemy życia mieszkańców. Szerszy jest też zasięg przestrzenny pola informacji; problemy Kalisza i powiatu rzucone są nierzadko na tło sytuacji w kraju.

Powiew „większej polityki" wnosi felieton J. Korwina-Mikkego (O Mazurze niewesoło). Udział byłego, choć kontrowersyjnego, polityka może być nobilitujący dla lokalnego pisma. Wachlarz tematów jest bardziej zróżnicowany, zasób wiadomości zdecydowanie bogatszy pod względem ilościowym i w większym stopniu reprezentujący problemy mieszkańców. Zaobserwować można częstość występowania krótkich, zwięzłych fonu wypowiedzi dziennikarskiej, jak: notatka prasowa, komunikat, krótka relacja o toku sprawozdawczym, bez komentarza. Te małe formy wyodrębnione pogrubioną czcionką tytułów i zwięzłymi streszczeniami lidów stanowią kalejdoskop różnorodności: od ważnych komunikatów po sprawy drobne składające się na codzienność życia społecznego, obyczajowego i kulturalnego miasta.

W artykułach publicystycznych, zwłaszcza w materiałach przygotowywanych przez J. Banasiaka i R. Kordesa, pojawia się także krytyka pracy władz miejskich i urzędów29, ale nic jest przekazywana w sposób ekspresywnie emocjonalny, zdradzający subiektywizm i zaangażowanie po jednej stronic konfliktu. W wielu wypadkach ma ona charakter konstruktywny. Także komentarze publicystyczne są wyważone, oszczędne. W podejmowanych sprawach konfliktów i niejasności nadawca przyjmuje postawę bezstronności, przedstawia argumenty obu stron, a opinie krytyczne są rzeczowo uargumentowane. Dziennikarz zajmujący się publicystyką interwencyjną (Jakub Banasiak), jest bardzo dobrze przygotowany do odpowiedzi na listy kwestionujące zasadność zarzutów, przyjmując pełnię odpowiedzialności za tekst. Zwraca uwagę znacznie bardziej wyeksponowana publicystyka kulturalna, w której specjalizuje się Robert Kordes, dziennikarz o dużym doświadczeniu, wcześniej współpracujący z „Ziemią Kaliską". Wszechstronniej omawiana jest problematyka gospodarcza i ekonomiczna. Tygodnik unika epatowania sensacją. Widać to wyraźnie przy poruszaniu tych samych „tematów tygodnia", co w gazecie K. Ścisłego i E. Bąkowskiej, jak: sprawa kontroli w szpitalu kaliskim, rzekomego „zniknięcia" pieniędzy z funduszu nauczycieli-emerytów, itp. Podejście dziennikarzy do „sprawy" pozbawione jest tendencyjności, cytuje się wypowiedzi obu stron, zachowując proporcje, powstrzymuje od wyrokującego komentarza, dopóki nie zostaną rozwiane wszystkie wątpliwości. Informuje się też czytelników o wynikach kontroli „akcji” dziennikarskiej, w czym tygodnik „7 Dni Kalisza" nie zawsze jest konsekwentny, zwłaszcza, gdy ostateczny rezultat nie jest zgodny z własnymi opiniami.

„Życie Kalisza" jest gazetą otwartą na odbiorcę, na opinie środowiska i głosy czytelników, idąc tropem interwencji (nie chcą oddać działek pod targowisko30, niezbadane są wyroki sądów)31, ale jednocześnie uprawia dziennikarstwo konstruktywne. Członkowie zespołu, zwłaszcza sprawozdawcy terenowi, uważnie przyglądają się życiu miasta i sami dostrzegają problemy, które warto rozważać i uczynić je sprawą publiczną. Przeprowadzają wywiady środowiskowe, są obecni tam, gdzie ważą się losy mieszkańców: w ratuszu, w Urzędzie Pracy, w szkołach i na uczelni, w szpitalu miejskim i w prywatnych spółdzielniach lekarskich, na dożynkach w powiecie i na Festiwalu Muzycznym w mieście. Są uczestnikami Biesiad Literackich w Muzeum M. Dąbrowskiej w podkaliskim Russowie. Dziennikarze objaśniają rzeczowo mechanizmy i możliwości funkcjonowania władz miejskich w aktualnych warunkach (pieniędzy nic przybędzie, dróg chyba też nie...). Przy okazji podjęcia tematyki budżetowego podziału dopłat do inwestycji z funduszy unijnych, wspólnego dla Województwa Wielkopolskiego, budzącego w Kaliszu dużo rozżalenia i kontrowersji, zapoznają czytelnika z filozofią unijnych dotacji, (hierarchia celów, system punktacji) realnie, bez owego tonu podejrzliwości i sarkazmu, panującego w tygodniku „7 Dni Kalisza", podsycającego antagonizm pomiędzy Poznaniem i Kaliszem, miastem i powiatem. Proszą miejscowych polityków ze wszystkich reprezentatywnych dla Kalisza partii (SLD, PO, Samoobrona i PIS) o komentarz do sytuacji w kraju, przy tym zaznaczyć należy, że dziennikarze unikają etykietowania, co zdarza się w gazecie „7 Dni Kalisza". Wywiad uprawiany jest tu także w czystej postaci, jako zapis rozmowy (wywiady J. Banasiaka).

W model komunikacyjny „Życia Kalisza" wpisany jest dialog z odbiorcą i pozostawienie mu wolnego wyboru w zakresie oferty informacyjnej i prezentowanych poglądów. Do dialogu i zaufania zachęca dopisek pod winietą stopki, z adresem do czytelnika: „Czekamy na wiadomość od ciebie. Może masz jakiś pomysł, pytanie, chciałbyś czymś nas zainteresować, wskazać problem lub skomentować artykuł lub zdjęcie?" Gazecie zależy na budowaniu pomostu współpracy i współdziałania. Ilustrują to takie tytuły, jak: Wsłuchać się w głos widza32, Czy państwu zauważyli?33 Większość krótkich artykułów sprawozdawczych i notatek prasowych, wzorem prasy krajowej opatrzona jest kryptonimami lub inicjałami. Pełne podpisy widnieją pod dłuższymi artykułami publicystycznymi, podejmującymi najbardziej znaczące tematy. Styl i język opisu narracji charakteryzuje się rzeczowością; dominuje słownictwo konkretne, neutralne, dane liczbowe, ilustrujące problem czy skalę zjawiska, pomagające przemawiać faktom. Autorzy nie narzucają swoich sympatii politycznych i opcji światopoglądowych. Przekaz prasowy zachowuje roztropne proporcje pomiędzy krytyką negatywną, a tym co domaga się uznania. Podkreśla pożyteczne inicjatywy i zasługi mieszkańców, osiągnięcia miasta, piękno jego zabytków. Kształtuje też więź z tradycją historyczną i kulturalną miasta oraz regionu, budując pomost między „dawnymi a nowymi laty". Cała strona przeznaczona na stały felieton historyczny, interesująco prowadzony przez dwóch uzdolnionych dziennikarzy: Annę Tabakę i Macieja Błachowicza, (doktoranta Zakładu Komunikacji Międzykulturowej Instytutu Pedagogiczno-Historycznego w Kaliszu).

Podsumowując, wszystkie najważniejsze funkcje społeczne, jakie nauka o dziennikarstwie przypisuje prasie, (informacyjna, kontrolna, socjalizująca, opiniotwórcza, integracyjna, mobilizująca i reklamowo-ogłoszeniowa)34 obie nowo powstałe gazety starają się wypełniać, jednakże wyznaczają im inne priorytety i realizują w niejednakowym zakresie, przy zastosowaniu innych środków komunikacji językowej. „Życie Kalisza" na pierwszym miejscu stawia informację, obejmując nią całokształt bieżącego życia miasta i powiatu. Przy czym wypełnia funkcję informacyjną w sposób obiektywny i rzetelny, starając się przedstawić w prezentowanych materiałach obraz życia lokalnej społeczności w sposób bezstronny, przez uwydatnienie tego, co zasługuje na krytykę negatywną, jak i niewątpliwych osiągnięć miasta czy to na polu gospodarczym, czy też w dziedzinie oświaty i kultury35. Serwis informacyjny jest bogaty i różnorodny. Gazeta spełnia też bardzo dobrze funkcję integracyjno-postulatywną, włączając czytelników do współmyślenia nad ważnymi sprawami dotyczącymi wszystkich mieszkańców, jak polityka zagospodarowania przestrzennego, problemy komunikacyjne, funkcjonowanie szpitalnictwa i opieki zdrowotnej, ochrona zabytków. W szerokim zakresie obejmuje angażującą wszystkich problematykę szkolnictwa, życia kulturalnego i artystycznego. Wszystkie te sprawy przedstawia się obiektywnie, prezentując różne opinie i różne punkty widzenia. Zaznacza się też funkcja mobilizująca w skierowanej do czytelników rubryczce: Czy państwo zauważyli?, umieszczonej na 2 stronie gazety, jak i w prośbie o nadsyłanie własnych uwag, pomysłów, postulatów36.

Drugi omawiany tygodnik w wypełnianiu funkcji informacyjnej stosuje zasadę pewnej selekcji, poprzez uczynienie głównym przedmiotem zainteresowania tych wydarzeń, które z punktu widzenia redakcji są ważne i odpowiadają przyjętej linii programowej, poglądom politycznym i światopoglądowym autorów. Zakres informacji i skala tematów są znacznie ograniczone. Różnice zaznaczają się też w sposobie ujęcia tematów i problemów, jak i w doborze form gatunkowych. Redakcja świadomie sięgnęła po formułę dziennikarstwa zaangażowanego, dobierając styl, język przekazu dziennikarskiego do funkcji kontrolnej i interwencyjnej. Niekiedy funkcja oceniająca wysuwa się na plan pierwszy przed informacyjną.

W publikacjach dochodzi do naruszenia proporcji między informacją a komentarzem, czego konsekwencją jest osłabienie obiektywizmu. Wynika to niewątpliwie z bardzo osobistego zaangażowania redaktorów w sprawy miasta. Ze względu na przedstawione różnice w ofercie programowej, jak i w adresie czytelniczym, trudno mówić o jakiejś konkurencji między obydwoma tygodnikami. Ostatnio można nawet zaobserwować przejawy konsolidacji i zbliżenia między redakcją „7 Dni Kalisza" a „Życiem Kalisza". Kiedy Jakubowi Banasiakowi, publicyście ,”Życia Kalisza", przewodnicząca Rady Miejskiej odmówiła wglądu do materiałów sprawozdawczych z sesji Rady Miejskiej, natychmiast zareagowała na to Ewa Bąkowska, solidaryzując się z odprawionym dziennikarzem. Obydwa tygodniki znalazły swoje miejsce na rynku prasowym Kalisza i sądząc po topniejących stosikach wystawienniczych w punktach kolportażu prasy mają swój krąg czytelników. Należy sądzić, że w bliskiej perspektywie nie grozi im upadek.

Ten link przeniesie Cię na górę strony

PRZYPISY

1 J. Załubski, Media bez tajemnic, Poznań 2002, s. 249.
2 Jest to jedna z opinii, którą należałoby zweryfikować, analizując obecną kondycję gazety, jej ofertę programową, opinie czytelników i samoocenę zespołu redakcyjnego. Czy zależność od prywatnego wydawcy okazała się na tyle ograniczająca, aby wpłynąć w sposób zasadniczy na program w moim przekonaniu: nie, niemniej wymaga to odrębnych badań.
13/a> Głównym redaktorem jest ks. L. Szopek, w zespole znajdują się absolwentki kaliskiej polonistyki, m.in. najdłużej związana z radiem. Magdalena Mruz-Żurawska.
4 W. Pisarek uważa wielkość próby za ..problem metodologiczny dyskusyjny". „Nie ma pisze próby tak doskonałej, by dorównywała całej zbiorowości [...] ale można zmniejszyć ryzyko błędu do minimum...", zob. O mediach i języku. Kraków 2007, s. 115.
5 A. Horolets wypowiada się na ten temat następująco: „[...] w analizie dyskursu duża próba nie jest bezwarunkową zaletą. Ważne jest, żeby pozwalała odpowiedzieć na pytania, a jednocześnie, aby ilość informacji była ograniczona, tj. taka. którą badacz potrafi ogarnąć." Obrazy Europy w polskim dyskursie publicznym, Kraków 2006, s. 6. J.
6 Potter, M. Wetherell, Discourse and Socjal Psychology. Beyond Attitude and Behaviour, London 1987.
7 Ten skład osobowy dotyczy roku 2007. Aktualnie nastąpiły zmiany: znikło ze szpalt nazwisko Agnieszki Giernalczyk, felietonisty Jarosława Kruka i Szymona Stefanowicza. Od niedawna redakcja pozyskała do współpracy Barbarę Niekrasz-Mielczarek.
8 Aktualnie redakcja nie prowadzi działu sportowego.
9 W jednym z numerów wrześniowych 2009 r. prezentowana była sylwetka artysty, prof. dr hab. A. Niekrasza, związanego z Instytutem Pedagogiczno-Artystycznym w Kaliszu, z okazji jego jubileuszu.
10 Podtytuł ten został zastąpiony od 2009 r. innym: „Tygodnik niezależny".
11 „7DK" nr 18/2009.
12 Ibidem.
13 „7DK" nr 10/2009.
14 „7DK" nr 3/2009.
15 Ibidem. Pod tą konstrukcją słowną, nacechowaną ironicznie, kryje się Stowarzyszenie Wyborcze „Samorządny Kalisz", które promowało na urząd prezydenta miasta dr. Janusza Pęcherza. W publikacjach gazety osoby związane z tym ugrupowaniem, łączone z osobą prezydenta, jak i sam prezydent, są obiektem negatywnej krytyki i niepochlebnych recenzji.
16 B. Bąkowska, Oblicze radnej Przybył, „7DK", nr 6/2009.
17 Zob. K. Ścisły, Jeszcze o koszarach i nie tylko, „7DK", nr 17/2009.
18 Zob. Pałac ślubów bez przetargu, „7DK", nr 13/2009; zob. też: idem, MZBM płaci czynsz. „7DK" nr 31/2009 publikacja wskazuje nieopłacalną dla miasta prywatyzację kamienicy.
19 K. Ścisły, Niemoc czy upór?, „7DK", nr 18/2009.
20 Zob. K. Ścisły. Mamy dzisiaj w Polsce polityczną akcję eksterminacji kupców, „7DK", nr 31/2009; zob. też: E. Bąkowska, Kolejna galeria, nr 31/2009; K. Ścisły, Ale to nie miasta walczą kupcami, ibid.
21 E. Bąkowska, Pobity przez policjantów, „7DK", nr 31/2009; idem. Chce odebrać swoje..., „7DK" nr 17/2009.
22 Zob. K. Ścisły, Taśmy jawne, „7DK", nr 18/2007.
23 E. Bąkowska, Nie chciał być marionetką, ibid.
24 K. Ścisły, Krótszy horyzont KLA, „7DK", nr 18/2007. Cytaty z relacji o naradzie w sprawie wyliczeń dopłat do darmowych i ulgowych biletów w komunikacji miejskiej.
25 Okazało się, że zarzuty były przedwczesne. Sprawa została ostatecznie wyjaśniona przez specjalną komisję. Debet w funduszu wynika ze stosowania dwóch systemów obliczeń. Zob. K. Ścisły, Brakuje 120 tysięcy?!, „7DK", nr 18/207. Pochlebna ocena odnosi się do radnego PIS-u. Bogdana Nowackiego, o którym redakcja pisze, że „zainteresował się" sprawą brakujących pieniędzy, podczas gdy inni radni wykazali się brakiem takiego zaangażowania.
26 K. Ścisły, Rozmowa sterowana. Komentarz apolityczny, „7DK", nr 18/2007.
27 K. Kruk. Bohaterów laczkiem?, „7DK", nr 35/2007.
28 ??? 29 Taki charakter ma zamieszczony ostatnio w „Życiu Kalisza" refleksyjny artykuł publicystyczny R. Kordesa na temat zmian w projektach Studium Kierunków Rozwoju i Zagospodarowania Przestrzennego. Stanowi jednak rzeczową analizę całościową zawierającą konstruktywne uwagi i wnioski autora. Zob. R. Kordes. Kalisz bez pomysłu na przyszłość, "ŻK", nr 31/2009.
30 „Życie Kalisza" nr 32/2007, s. 15.
31 „ŻK" nr 36/2007, s. 20.
32 Ibidem, nr 32/2007.
33 Ibidem, nr 36/2007.
34 Posługuję się tu typologią przedstawioną przez J. Abramowskiego, w: Społeczne funkcje prasy lokalnej, pod red. J. Chłopeckiego i R. Polaka, Warszawa 2001, s. 44 45.
35 Tygodnik prowadzi na wzór gazet regionalnych i wielkomiejskich, jak „Gazeta Poznańska", rubrykę Notowania, w której przyznaje plusy i minusy osobom, instytucjom i władzom miasta za ich działania.
36 Gazeta w rubryce: Komentarze, publikuje opiniotwórcze, wypowiedzi internautów kaliskich

Rocznik Kaliski nr XXXV, 2009, str. 125-146