1. MIEJSKIE GIMNAZJUM FILOLOGICZNE (1916-1923)
I PAŃSTWOWE GIMNAZJUM MĘSKIE IM. ADAMA ASNYKA (1923-1939)

Działalność szkoły w okresie odradzania się państwa polskiego

      Po wkroczeniu do Kalisza z 2 na 3 sierpnia 1914 r. ok. 800-osobowego 155 pułku piechoty pod dowództwem majora Hermana Preuskera, niemieckie władze wojskowe ulokowały się w gmachu gimnazjum. W 1916 r. okupanci opuścili budynek szkolny zezwalając na utworzenie w nim Miejskiego Gimnazjum Filologicznego Męskiego oraz Seminarium Nauczycielskiego.
      Pogarszająca się wówczas sytuacja państw zaborczych ożywiła nadzieje Polaków na odzyskanie niepodległości i zwiększyła ich aktywność polityczną. Polityka i problemy związane z odradzaniem się państwa polskiego miały wpływ na życie szkoły. Świadczy o tym zorganizowanie przez uczniów we wrześniu 1917 r. tzw. ofiary wstrzemięźliwości na rzecz legionistów internowanych w Szczypiornie1 oraz wywieszenie w marcu 1918 r. na gmachu szkoły czarnej chorągwi, na znak protestu i żałoby z powodu oderwania traktatem brzeskim Chełmszczyzny od Królestwa2. W listopadzie 1918 r. uczniowie najstarszych klas gimnazjum i Seminarium Nauczycielskiego ochotniczo zgłosili się w Sztabie Wojskowym Ziemi Kaliskiej, by po otrzymaniu broni rozbrajać Niemców i pełnić służbę wartowniczą. Niektórzy z nich powrócili do nauki w połowie grudnia 1918 r. po zamieszczonym w prasie apelu ówczesnego dyrektora gimnazjum Stanisława Pacholskiego, zwalniającego od zajęć szkolnych tylko tych, "którzy przedstawią zaświadczenia odnośnej komendy, że udział ich w służbie bezpieczeństwa jest niezbędny...". "Pozostali nie stosujący się do powyższego rozporządzenia zostaną wykreśleni z listy uczniów"3.
      Nieobojętni też byli wychowankowie i nauczyciele wobec wojny bolszewickiej 1919-1920. W lutym 1919 r. "Kurier Powszechny" pisał: "Uczniowie VI-tej kl. kaliskiego męskiego gimnazjum z okazji imienin prof. W. Szwedy na obronę kresów wschodnich złożyli 16 mk i 50 f w Administracji naszego pisma"4.
      Najstarsi wychowankowie bezpośrednio uczestniczyli w walce, niektórzy stracili życie. Poświęcono im później tablicę następującej treści: "Z posiewu krwi waszej Ojczyzna róść będzie. Pamięci uczniów tej szkoły poległych w obronie Ojczyzny w latach 1918-20; Dąbkowskiemu Wacławowi, Gryczyńskiemu Cyrylowi, Kozłowskiemu Januszowi, Michalskiemu Janowi, Sawickiemu Antoniemu, Szalowi Franciszkowi - Koledzy, Kalisz l listopada 1923 roku"5.
      Wojna dezorganizowała pracę szkoły, nie wszyscy chcieli podjąć przerwaną naukę, mimo zamieszczonego w prasie wezwania dyrektora o powrót do zakładu6. Sprawne funkcjonowanie utrudniał ponadto brak pieniędzy: w roku szkolnym 1918/1919 budżet szkoły przewidywał wydatki na sumę 110 000 mk i prawdopodobnie dochody w granicach 80000 mk7. Nakłady chyba były większe, gdyż pod koniec 1919 r. deficyt wynosił 168000 mk8, co skłoniło dyrektora do wprowadzenia państwowych norm płacowych dla nauczycieli. Wywołało to gwałtowną reakcję ze strony Oddziału Kaliskiego Związku Zawodowego Nauczycieli Polskich Szkół Średnich, optującego za poborami obowiązującymi w szkołach prywatnych. Związek zarzucał dyrektorowi zbyt arbitralne rządy i tak charakteryzował sytuację: "Szkoła nie powinna być terenem ciągłych walk i zatargów pomiędzy nauczycielami i kierownikiem, gdyż celem jej istnienia jest wychowanie młodzieży. Tymczasem każdy rok szkolny w Gimn. Miejs. kończy się awanturami, wywołanemi nietaktem p. P. i których echa rozchodzą się po całym kraju, pogłębiając ujemną opinię jaką Gimn. Miejskie sobie już zdobyło w sferach miarodajnych. Zgrzyt tych zatargów bardzo ujemnie wpływa na psychikę młodzieży, która i tak bardzo traci na corocznej zmianie personelu i wskutek opinii swej szkoły. Dzięki eksperymentom p. P. przecież Gimn. Miejskie w Kaliszu zostało szkołą historyczną i niektóre dokumenty związane z życiem tej uczelni zajmą miejsce w muzeach obok pamiątek z okresu rusyfikacji. Praca nauczyciela w Gimn. Miejskim dotychczas była bardzo trudna, wziąwszy pod uwagę nadzwyczaj niehygieniczne warunki pracy. Wskutek tych warunków większość personelu prawie stale chorowała, co powodowało nienormalny bieg życia szkolnego. Czyżby więc właściwym celem istnienia Gmin. Miejskiego była karyera p. Pacholskiego?"9
      Aby umożliwić niezamożnym uczęszczanie do szkoły, Magistrat zwalniał część uczniów z wpisowego (w 1918/1919 było takich 30, a Dyrekcja Szczegółowa Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego przyznawała pięć stypendiów im. Ścibora-Chełmskiego. Na wpisowe dla najbiedniejszych przeznaczano prócz tego dochody z koncertów chóru szkolnego. W 1918/1919 r. nie płaciło wpisowego 10% uczniów10.
       Mimo trudności finansowych z roku na rok wzrastała liczba wychowanków: w 1916/1917 było ich zaledwie 130 w 5 klasach (6 otrzymało chlubną promocję: Żarnecki, Wartski, Fibigier Alfred, Frenkel, Szartenberg i Sawicki), w 1917/1918 - 290 w 6 klasach, w 1918/1919 - 442 w 11 oddziałach klas I-VII. W czteroklasowym Seminarium Nauczycielskim znajdowały się 2 oddziały, w których na przyszłych pedagogów szkół powszechnych przygotowywało się aż 40 wychowanków nie płacących wpisowego11. Tak znaczny wzrost liczby uczniów zmusił dyrekcję do ograniczenia przyjęć do klas niższych. W 1918 r. szkoła posiadała gabinety: fizyczny, chemiczny i przyrodniczy "dostatnio zaopatrzone". O wyposażeniu placówki w pomoce naukowe tak pisano w "Kurierze Powszechnym": "Co się tyczy inwentarza szkolnego i pomocy naukowych, to wobec zniszczenia pozostałości po dawnem gimnazjum rządowem, miasto zmuszone było dotychczas przeznaczyć na ten cel przeszło 20 000 [...] Z smutnej pamięci czasów rosyjskich pozostała biblioteka, licząca 15 000 dzieł, wśród których sporo jest cennych i starych. Spotkać tam można dzieła nawet z XVI wieku"12.
      Kłopoty Miejskiego Gimnazjum pogłębiał spór między ugrupowaniami lewicowymi, domagającymi się szkoły bezpłatnej i świeckiej, a prawicą pragnącą zakładów elitarnych i wyznaniowych. Pierwszy polski program oświatowy przygotowywany w grudniu 1918 r. przez Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, socjalistę Ksawerego Praussa zapowiadał "zjednoczenie szkolnictwa wszystkich dzielnic Polski pod jednym zarządem" i "przygotowanie projektów ustaw szkolnych, które obowiązywać będą na całym obszarze ziem polskich". Szkolnictwo średnie ogólnokształcące miało polegać na "wydzieleniu niższych klas i połączeniu ich ze szkołami powszechnymi oraz na utworzeniu klas wyższych, 5-letnich gimnazjów kilku typów"13. Program Praussa wprowadzający zasadę oświaty tolerancyjnej, ze świeckimi nauczycielami i z duchownymi prowadzącymi tylko obowiązkową naukę religii, poparł w kwietniu 1919 r. Związek Polskich Nauczycieli Szkół Powszechnych (późniejszy Związek Nauczycielstwa Polskiego) na I Ogólnopolskim Wielkim Zjeździe Nauczycielskim. Zdecydowano wówczas pozostawić w szkolnictwie średnim pewne zasady ustrojowe i programowe z okresu okupacji niemiecko--austriackiej. Wśród zakładów średnich przeważać miały 8-klasowe gimnazja różnych typów (klasyczne z łaciną i greką, humanistyczne z łaciną lub matematyczno-przyrodnicze), do których można było uczęszczać po ukończeniu 4 klas szkoły powszechnej. Szkolnictwo średnie podlegało kuratoriom okręgów szkolnych.

UPAŃSTWOWIENIE SZKOŁY W 1923 ROKU
ADAM ASNYK PATRONEM. ZMIANY ORGANIZACYJNE I PROGRAMOWE

      W 1923 r. Seminarium Nauczycielskie przeniesiono do Liskowa, a Miejskie Gimnazjum z inicjatywy wychowanków - prezydenta R.P. Stanisława Wojciechowskiego i Sławomira Czerwińskiego, zostało upaństwowione otrzymując nazwę: Państwowe Gimnazjum Humanistyczne im. Adama Asnyka14. Treść aktu przekazania była następująca: "W imieniu Magistratu miasta Kalisza wyżej wymienieni przedstawiciele oświadczają, iż oddają Państwu Polskiemu na własność Gimnazjum Miejskie istniejące od 1916 r. mieszczące się w gmachu szkolnym państwowym przy ul. Grodzkiej. Kuratorium ze swej strony szkołę tę przyjmuje, tak że na mocy tego aktu staje się ona od dnia l listopada 1923 r. Państwowym Gimnazjum im. Adama Asnyka"15.
      Upaństwowienie gimnazjum przyczyniło się do reaktywowania Towarzystwa Wzajemnej Pomocy b. Wychowanków Szkół Kaliskich. Wprawdzie 18 III 1920 r.: "Wobec małego zainteresowania, jakie wzbudza nasze Towarzystwo między b. wychowańcami szkół kaliskich i stałego zmniejszania się liczby członków, postanowiono zakończyć rachunki Towarzystwa, zaprosić komisję rewizyjną i następnie zwołać ogólne zebranie, na porządku którego postawić likwidację Towarzystwa", lecz 18 XI 1923 r. na zebraniu pod przewodnictwem wychowanka Gimnazjum Filologicznego, ministra sprawiedliwości - Włodzimierza Wyganowskiego, uratowano Towarzystwo; zostały wybrane nowe władze i uchwalono szereg zmian w statucie16. Ustalono wkrótce, że "działalność Towarzystwa powinna się skoncentrować przede wszystkim około niesienia pomocy młodzieży akademickiej, pochodzącej ze szkół kaliskich i to głównie przez ułatwienie jej zdobywania mieszkań i zmniejszania trudności materialnych, związanych z pobytem w miastach uniwersyteckich"17.
      W państwowym już gmachu dokonano wewnętrznej przebudowy i zakupiono niezbędne pomoce naukowe. Zlikwidowano klasy podwstępne, odpowiadające 2 klasie szkoły powszechnej i oddziały wstępne na poziomie 3 klasy "powszechniaka". Naukę w gimnazjum można było podjąć po ukończeniu 3 klasy szkoły powszechnej i zdaniu egzaminu wstępnego. Gimnazjalistą można więc było zostać w wieku 10 lat. Zdarzało się, że zdolny uczeń po ukończeniu 7-klasy szkoły powszechnej zdawał egzamin od razu do IV klasy gimnazjum18. Ponieważ nauka w gimnazjum (bez oddziału podwstępnego i wstępnego) trwała 8 lat, niektórzy chodzili do szkoły przy ul. Grodzkiej dziesięć lat, nie powtarzając klasy. Mogło to pozostawić silny ślad na psychice wychowanków: głębokie przywiązanie do zakładu i trwałe więzi przyjaźni, tak widoczne podczas zjazdów koleżeńskich. Zdecydowanie odmienny od dzisiejszego charakter szkolnej społeczności wynikał również z młodego wieku początkujących gimnazjalistów, z dużej różnicy wieku między uczniami klas I i VIII oraz z faktu, że była to szkoła męska.
      Do 1926 r. w Gimnazjum im. A. Asnyka dominowały idee tzw. wychowania narodowego, m.in. za sprawą dyrektora S. Pacholskiego (absolwenta uniwersytetu niemieckiego, znanego z narodowo-demokratycznych przekonań, które eksponował również jako prezes endeckiego Towarzystwa Nauczycieli Szkół Średnich i Wyższych). O jego bezkompromisowości w kwestiach ideologicznych świadczy wprowadzenie do umów o pracę zawieranych z nauczycielami, punktu zakazującego należenia do innej organizacji zawodowej niż TNSSiW19.
      Zamach stanu Piłsudskiego w 1926 r. niechętnie przyjęli zarówno uczniowie, jak i grono pedagogiczne. Wymierzony był bowiem w życzliwego szkole prezydenta, Stanisława Wojciechowskiego. Nastroje panujące wówczas w gimnazjum tak wspomina A. Braude: "Jeden z naszych profesorów, a może sam dyrektor, na wieść o rozgrywających się w Warszawie wypadkach, wystąpił do nas zebranych w auli szkolnej z przemową. Staliśmy w rzędach, my malcy bliżej wielkiego portretu wychowanka naszego gimnazjum prezydenta Wojciechowskiego, starsi uczniowie w dalszych rzędach. - Stała się rzecz okropna - ciągnął mówca - jeden z obywateli naszego państwa, w zmowie z wrażymi siłami, ważył się podnieść świętokradczą dłoń na majestat Rzeczypospolitej. W stolicy leje się krew. Ucałujmy tę naszą świętą ziemię ojczystą, rzućmy się na kolana i błagajmy Boga o miłosierdzie. Spojrzałem na kozią bródkę na portrecie i zrobiło mi się żal starszego pana i naszej zdradzonej ziemi. Miałem łzy w oczach. Natychmiast po powrocie do domu pobiegłem do ogrodu i ryjąc nosem w jakieś kretowisko całowałem umęczoną polską ziemię. "[...] w klasach szkolnych zjawiły się portrety wielkiego marszałka i prezydenta Mościckiego, ale portret pana z bródką wisiał w auli gimnazjalnej nadal, chyba aż do wybuchu wojny"20.
      Dyrektor Pacholski nie ukrywał antypatii do nowych władz, choć one próbowały go bezskutecznie pozyskać propozycją objęcia stanowiska kuratora okręgu szkolnego łódzkiego21. W 1931 r. wbrew poleceniu kuratora nie ukarał uczniów uczestniczących w rozruchach ulicznych, co było przyczyną jego służbowego przeniesienia do Płocka (zginął później spalony żywcem w łódzkim Radogoszczu w 1945 r.). Następcą Pacholskiego został Jan Wojtaszewski, kierujący zakładem w roku szkolnym 1931/1932, po nim dyrektorami byli: Leopold Badzian (1932-1934) i Ludomir Fabrycy (1934-1939).
      Po przewrocie majowym do oświaty wprowadzono tzw. "wychowanie państwowe", przeciwstawiając je dotychczasowemu endeckiemu "wychowaniu narodowemu". "Wychowanie narodowe" uznano za przeżytek niewoli, twierdząc iż w okresie niepodległości należy kształtować postawy lojalności wobec państwa, budzenia szacunku dla jego symboli i władz. Ponieważ suwerenne państwo polskie symbolizował Józef Piłsudski, z niego uczyniono ideał wychowawczy i wzór osobowy. W 1929 r. nowy minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego - Sławomir Czerwiński, absolwent szkoły przy ul. Grodzkiej, w wygłoszonym w Poznaniu przemówieniu pt. O ideał wychowawczy szkoły polskiej, za najważniejsze zadanie placówki oświatowej uznał kształtowanie "bojownika - pracownika", karnego i pracowitego, łączącego działanie pozytywistyczne z romantycznym entuzjazmem w wykonywaniu obowiązków obywatelskich wobec państwa22.
      Po nagłej śmierci Sławomira Czerwińskiego w 1931 r. ideę wychowania państwowego wcielał w życie Janusz Jędrzejewicz, który opracował reformę szkolną uchwaloną przez Sejm 11 marca 1932 r. Nowa ustawa w miejsce jednolitego ośmioletniego gimnazjum wprowadzała dwustopniową szkołę średnią, której niższym stopniem było czteroletnie jednolite gimnazjum (przyjmujące kandydatów po VI klasie szkoły powszechnej i zdaniu egzaminu wstępnego) oraz dwuletnie liceum z czterema specjalizacjami: klasyczną, humanistyczną, matematyczno-fizyczną i przyrodniczą23. "Asnyk" prowadził
      2 ciągi licealne: humanistyczny i przyrodniczy. Ukończenie gimnazjum dawało tzw. małą maturę, zaś liceum - było podstawą do uzyskania świadectwa dojrzałości (duża matura). Przekształcenie dotychczasowego 8-letniego gimnazjum na 6-letnie (gimnazjum i liceum) zaczęto od wstrzymania z dniem l lipca 1932 r. przyjmowania uczniów do klasy I. We wrześniu 1933 r. klasy II zamieniono w klasy I-wsze, w czerwcu 1934 roku klasy III przekształcono w klasy I czteroletniego gimnazjum. Pierwsi absolwenci zreformowanego gimnazjum, jeśli nie chcieli poprzestać na małej maturze, w roku szkolnym 1937/1938 po zdaniu egzaminu stali się uczniami I klasy liceum ogólnokształcącego. Ponieważ w roku szkolnym 1937/1938 w "Asnyku" nie zorganizowano klas pierwszych typu humanistycznego i przyrodniczo-matematycznego (utworzono natomiast Liceum Pedagogiczne) uczniowie zdawali egzamin i przez rok uczęszczali do Liceum im. T. Kościuszki. W następnym roku wrócili do swojej szkoły.
      Tworzenie sześcioletniej Jędrzejewiczowskiej" szkoły średniej zakończono w czerwcu 1939 r. gdy po raz pierwszy i ostatni zarazem licea opuścili "zreformowani" maturzyści. W roku szkolnym 1938/1939 ukazały się nowe programy nauczania oraz przepisy dotyczące klasyfikowania, promowania, egzaminowania i wydawania świadectw24. Etat nauczyciela tygodniowo liczył 30 godzin dydaktycznych, uczniowie mieli średnio 32 lekcje, z czego ok. 1/3 poświęcano na zajęcia praktyczne. Roczna opłata za naukę w latach trzydziestych wynosiła 180 zł, ale część uczniów płaciła tylko połowę tej stawki, a niektórzy byli nawet od niej zwolnieni25. Przebieg i efekty reformy w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. A. Asnyka sprawdzał Wacław Jędrzejewicz, który wizytował placówkę w 1935 r. Pochwały udzielane nauczycielom i uczniom świadczyły o zadowoleniu ministra z pracy.

ŻYCIE SZKOŁY

      W okresie międzywojennym bez istotniejszych zmian funkcjonował system nagród i kar stosowanych przez grono pedagogiczne wobec wychowanków.
      Rada pedagogiczna (początkowo zwana Komitetem Pedagogicznym), oprócz obniżenia stopnia ze sprawowania, podejmowała decyzję o udzieleniu "publicznej nagany" lub "zagrożenia wydalenia" (consilium abeundi) zwanego przez uczniów "konsylem". Następnego dnia po podjęciu przez radę pedagogiczną uchwały, woźny Władysław Graczyk podczas lekcji obchodził wszystkie klasy z grubym, czarnym zeszytem w którym zapisane były ogłoszenia i komunikaty zwane "kurendami". Profesor prowadzący lekcję odczytywał naganę lub "konsyla", a następnie podpisem potwierdzał podanie wiadomości całej klasie. Kara obowiązywała przez pół roku. Jeśli w tym czasie posiadający naganę znowu "podpadł" otrzymywał consilium, jeżeli miał już "konsyla" został wydalony ze szkoły26. Niektórych przed ostateczną karą ratował na posiedzeniu rady pedagogicznej wyrozumiały i życzliwy dyrektor Pacholski, zwany "Cojsem" (bo tak nazywał Zeusa posługując się niemiecką fonetyką łaciny). Uchronił przed konsekwencjami m.in. Jana Wernera, późniejszego dziennikarza, gdy ten jako jedyny uczeń nie napisał pocztówki do Piłsudskiego przebywającego na Maderze27. Na tym zresztą kłopoty Wernera nie skończyły się. Musiał on zdawać na maturze religię: "A poszło o spór z prefektem, który żądał stuprocentowej obecności katolików na przemarszu z orkiestrą do kościoła i na nabożeństwie szkolnym. Ja zaś prowadziłem swoich harcerzy już o niedzielnym świcie za miasto, do lasu, i stwierdziłem, że tam chłopcy mniej grzeszą, niż wymykając się z mszy na papierosa i piwo. Na uwagę prefekta, że ważna jest nauka z ambony, zachowałem się sceptycznie, ba, nawet lekceważąco. Za to spotkała mnie dwója z religii na najbliższy kwartał, a potem ustny egzamin na maturze. Dostałem z dogmatyki pytanie o kosmologiczny dowód istnienia Boga, a potem z etyki imperatyw kategoryczny Kanta. Wywiązała się dyskusja między mną, księdzem i filozofem Pacholskim. Reszta komisji była raczej znudzona. Ksiądz chciał mnie haczyć jeszcze o inne sprawy, ale dyrektor rubasznie mu przerwał i z czwórką wyrzucono mnie z sali"28. Podobny przypadek, raczej rzadki, przytrafił się T. Pniewskiemu i J. Zieleniewskiemu, którzy w 1933 r. w klasie maturalnej wywołali niepożądaną przez księdza dyskusję na temat budowy wszechświata i psychologii zwierząt. Próby podważenia teologicznych argumentów księdza B. Osadnika czasami kończyły się otrzymaniem oceny dostatecznej z religii, co w klasie maturalnej oznaczało konieczność zdawania egzaminu maturalnego z tego przedmiotu29. Piątkę z religii, szczególnie uczniom mieszkającym na stancji u ks. Osadnika, zapewniało natomiast bezdyskusyjne wysłuchiwanie dowodów na istnienie Boga. Ksiądz prefekt cenił także młodzieńców regularnie uiszczających różnego rodzaju składki, np. na Stowarzyszenie Anioła Stróża, Krucjatę Eucharystyczną, Sodalicję Mariańską, misje w Afryce (problemem tym zajmowało się kolportowane w szkole pismo "Murzynek"), na sztandar i dętą orkiestrę uczniowską, będącą chlubą szkoły. J. Werner tak wspominał prefekta: "Był postacią wyróżniającą się w gronie pedagogicznym i w całej szkole. Namiętny jałmużnik wciąż zbierał datki na cele misyjne, propagandowe, ogólnoświatowe, krajowe i lokalne. Stale wskutek tego roztargniony, błyskawicznie trzeźwiał, gdy np. nie zgadzał się rachunek ze szkolnym ofiarodawcą. Ksiądz rozdzielał korepetycje zarówno uwzględniając wnioski Samopomocy, jak też kierując się własnym rozeznaniem. Chłopak, który pchał się przez gimnazjum nie mając dostatecznego zaopatrzenia z domu czy od opiekunów, na pewno u "Asnyka" nie zginął. Musiał oczywiście, sam coś umieć. Poza potrzebującymi z konieczności życiowej otrzymywali korepetycje również inni, ale rzadko"30. Co niedzielę ks. Osadnik prowadził uczniów ustawionych czwórkami, przy dźwiękach orkiestry szkolnej do kościoła św. Józefa lub św. Mikołaja na "religijne pienia". Zamiejscowi nie mogący uczestniczyć w nabożeństwie musieli w poniedziałek doręczyć księdzu zaświadczenie o uczestnictwie w mszy w innej miejscowości31.
      Przeciwieństwem konserwatywnego ks. Osadnika był ks. Andrzej Rokosz, niechętnie chodzący w sutannie. Przechadzał się zawsze z laską i nieustannie trzymał fajkę, którą odkładał tylko wtedy, gdy z wychowankami grał w piłkę.
      Wśród profesorów osobowością wyróżniał się polonista Bronisław Łaba, zwany "Kusym" z powodu małego wzrostu. Jego ostre, przenikliwe spojrzenie paraliżowało co mniej odpornych psychicznie lub słabiej przygotowanych z lekcji - gdy więc wywołany do odpowiedzi z gramatyki Szobera lub ulubionej przez profesora Trylogii Sienkiewicza, zbyt długo namyślał się czy jąkał, profesor do czarnego notesu wpisywał dwóję, uzasadniając ją słowami: "Ty krótko, ja też krótko". Bezlitosny wobec nie potrafiących posługiwać się poprawną polszczyzną (miały z tym trudności zwłaszcza dzieci chłopskie), zaskakiwał wrażliwością na niedostatek, z własnej pensji opłacając stancję najbiedniejszym wychowankom32.
      Nikt natomiast nie mógł równać się fantazją z geografem Antonim Pstrokońskim. T. Pniewski wspomina: "Wysoki, tęgi z grubą złotą dewizką na wydatnym brzuchu, z sarmackim wąsem, nigdy nie wylewał za kołnierz napojów, które pija się zwykle z kieliszków. Stąd też czasami na lekcji mogliśmy obserwować skutki działania tych pobudzających eliksirów, a zdarzało się i tak, że po interwencji dyrektora Pacholskiego pokonany pedagog musiał zejść z katedry. Nasz geograf, choć nigdy nosa nie wytknął poza granice kraju, potrafił z taką swadą opowiadać o dalekich egzotycznych krajach, jakby zjeździł glob ziemski setki razy we wszystkich możliwych kierunkach. Opowiadania te były bardzo sugestywne, poparte żywą gestykulacją i mimiką, w czym ogromną rolę odgrywały jego krzaczaste brwi i wiecha wąsów. Czasami wydawało nam się, że na katedrze siedzi jakieś egzotyczne zwierzę lub inny stwór, o którym właśnie profesor opowiadał - i że tylko od niego zależy, czy owo monstrum nie skoczy nagle między ławki"33. A. Pstrokoński był wielkim zwolennikiem pieszej turystyki po wsiach i miasteczkach Ziemi Kaliskiej. Uczniowie nocowali przeważnie na sianie, profesor zaś przedkładał nade wszystko nocleg w karczmie, łącząc w ten sposób pożytki turystyki z przyjemnościami gospody34.
      Jedną z postaci, która mocno zapadła w pamięci wychowanków była nauczycielka historii, dr Melania Brokmanowa. Nie ukrywała sympatii do socjalizmu, co było zaskakujące, ponieważ wywodziła się z kaliskiej burżuazji. Dzięki niej uczniowie mogli dowiedzieć się więcej o marksizmie niż z podręcznika historii zawierającego jedno zdanie o Kapitale Marksa. Za podstawowe źródło wiedzy uważała encyklopedie i roczniki statystyczne. "Zajrzyj do encyklopedii poszukaj w statystyce" - to jej ulubione powiedzenie35.
      Często oprowadzała wychowanków ulicami miasta opowiadając o zabytkowych budowlach i stylach architektonicznych. Jednak najbardziej pamiętano budzące strach nawet wśród największych łobuziaków, repetycje przedokresowe, gdy profesor Brokmanowa pytała z "kursu", "biegając" po epokach w tę i z powrotem. Okupację przeżyła w Warszawie pod zmienionym nazwiskiem (jej syn, wychowanek "Asnyka" zginął w powstaniu warszawskim), a po wojnie była dyrektorem departamentu w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego. Zginęła tragicznie w 1958 r. potrącona przez samochód36.
      Osobliwym nauczycielem był matematyk, Karol Kuczewski, ze względu na niski wzrost, krępą budowę ciała i łysinę zwany "Globusem". Miał doniosły głos i specyficzny sposób mówienia ze wschodnim akcentem oraz charakterystycznymi powiedzonkami i zwrotami. Wypowiadał się wolno, dobitnie i tak głośno, że sprawiało to wrażenie krzyku. Przebywając na korytarzu z łatwością mogli zorientować się, w której klasie "Globus" ma lekcję i co mówi. Do wychowanków zwracał się per "kolego", co nie przeszkadzało mu czasami "kolegów" nazywać tumanami, bezmózgimi, durniami itp. i co oni przyjmowali z życzliwą wyrozumiałością. Kiedy pod koniec maja 1945 r. na płotach i murach Kalisza pojawiły się napisy "Globus", był to dowód odrodzenia się życia szkolnego i powrotu profesora do pracy w "Asnyku"37. Przestał uczyć po tzw. frontalnej wizytacji w 1950 r. ponieważ odmówił przygotowywania konspektów lekcyjnych, za co kurator dyscyplinarnie przeniósł go na emeryturę. Odwołał się do ministra, który przywrócił mu prawo do uczenia. Wtedy K. Kuczewski sam poprosił o przeniesienie na emeryturę.
      Z wielką pasją i pedagogicznym talentem matematyki i fizyki w latach dwudziestych i trzydziestych uczył Teodor Botner. Rzadko kiedy jednak wychowankowie lubili te przedmioty tak, jak swojego profesora, chociaż "papa" Botner robił wszystko, by swoje fascynacje przekazać wychowankom. Jego zamiłowanie do fizyki objawiało się szczególnie w czasie różnych doświadczeń w gabinecie fizycznym. Eksperyment powtarzał tak długo, aż jak mawiał "królik wyskoczył z cylindra", cieszył się przy tym jak dziecko38.
      Wiele przeżyć dostarczały wychowankom lekcje języka polskiego i łaciny prowadzone przez Stanisława Krzysika (uczniom sprowadzał z Lwowa czasopismo "Filomata"). Jego zachwyt nad literackimi arcydziełami udzielał się wychowankom tak, że "...nawet najbardziej tępa głowa w klasie dostrzegała nagle niewysłowione piękno dzieł wieszczów. Chwilami czuło się nawet, jak po klasie przebiega dreszcz zachwytu nad niepojętymi dotąd strofami i zaklęta w ciszę ekstaza trwała... aż do dzwonka"39. Fascynacja lekcjami i osobowością profesora musiała być wyjątkowo silna, skoro autor powyższych słów utrzymywał serdeczną korespondencję ze swym nauczycielem aż do jego śmierci w 1986 r. (S. Krzysik zmarł w Poznaniu w wieku 99 lat).
      Zupełnie innego rodzaju atrakcje występowały na lekcjach języka francuskiego lub geografii u Włodzimierza Kłossowskiego ("Pomidor"). Tadeusz Pniewski tak je wspomina: "Profesor Kłossowski słynął także z tego, że miał swój własny niezawodny sposób na uciszenie kręcących się i rozmawiających w czasie lekcji uczniów. Najpierw zwracał uwagę delikwentowi w swoim niezrównanym żargonie: "Nie trajluj, sztrabanclu jeden!" A gdy to nie pomagało, dawał porozumiewawcze znaki siedzącemu z tyłu uczniowi, który wówczas wstawał, brał w obie ręce książkę lub atlas i walił w głowę siedzącego przed nim rozgadanego sztrabancla. Profesor był w siódmym niebie, trząsł się ze śmiechu, jego małych oczek w ogóle nie było widać, a na brzuchu zabawnie podskakiwała gruba złota dewizka, którą nosił podobnie jak profesor Pstrokoński. Klasa poczuwała się do solidarności z profesorem i także trzęsła się ze śmiechu, razem zresztą z ukaranym uczniem. Był to oczywiście śmiech fortissimo. Stado wariatów ryczało przez co najmniej pięć minut korzystając z okazji, że może się wykrzyczeć. A te pięć minut bliżej dzwonka też się liczyło"40.
      Profesor Kłossowski zachowywał jednak pełną kontrolę nad tymi wybuchami wesołości, czego nie można powiedzieć o Kazimierzu Makowskim, nauczycielu śpiewu, którego zajęcia uczniowie nazywali "lekcjami zgrywów". Profesor, rozmiłowany w muzyce, ze swoją dobrocią wzdragający się przed radykalnymi metodami uspokajania uczniów, zupełnie nie panował nad klasą szalejącą niczym tabun dzikich koni. Stukając czarną pałeczką dyrygencką w pulpit pierwszej ławki próbował bezskutecznie uspokoić wychowanków wyjących raczej niż śpiewających: "A to komar z dębu spadł"41. Śpiew obowiązywał do klasy VI włącznie, podobnie jak prace ręczne zwane "slojdami", co było słowem pochodzenia skandynawskiego, oznaczającym wyrabianie umiejętności manualnych. Na lekcjach uczniowie lepili figurki z plasteliny, kleili z papieru różne przedmioty, rzeźbili w drewnie lub wycinali z dykty laubzegą. W szkole nie było specjalisty od prac ręcznych, zatrudniono więc nauczycieli rysunku, śpiewu lub rzemieślnika42.
      Postrachem uczniów był Stefan Adamczewski uczący łaciny i języka niemieckiego, surowy i stawiający dużo ocen niedostatecznych. Przy tłumaczeniu tekstów łacińskich na język polski, oprócz przekładu dosłownego żądał jeszcze literackiego, a po wielu wspólnych przeróbkach i poprawkach powstawał tekst mało zbliżony do pierwotnego. Nie ratowało ucznia przed dwójką dokładne tłumaczenie na język polski, jeśli nie mając fantazji nie zadowolił profesora literacką wersją przekładu43. W tej sytuacji jedynym sposobem uniknięcia oceny negatywnej było danie profesorowi okazji do przeprowadzenia śledztwa w celu ustalenia sprawców jakiegoś szkolnego przewinienia, ponieważ było to jego pasją. Takim wykroczeniem było najczęściej rozbicie szyby. Przed lekcją każdy z uczniów dawał 10 groszy aby uzbierać 4 zł (tyle kosztowało oszklenie), następnie rozbijano szybę, dyżurny meldował wchodzącemu do klasy profesorowi o wypadku i - ku zadowoleniu wszystkich - zaczynało się oczekiwane śledztwo, kończące się wraz z dzwonkiem niewykryciem sprawcy. Zapadała wówczas decyzja o wspólnym opłaceniu szkody44.
      W każdej klasie było z reguły kilkunastu katolików, o kilku mniej wyznawców judaizmu i ewangelików. Gdy przychodziła lekcja religii, starozakonni udawali się do profesora Bukiego, ewangelicy do pastora Wendego. Ale nie tylko wyznanie i narodowość dzieliły uczniów. Najbardziej chyba dzieliło ich pochodzenie społeczne i stan majątkowy rodziców. Synowie ludzi z tzw. wolnych zawodów, właścicieli kamienic i posiadaczy ziemskich stanowili grupę wyróżniającą się eleganckimi ubiorami i sposobem bycia; w salonach i okolicznych dworach urządzali ekskluzywne prywatki w ściśle dobranym towarzystwie. Inną grupę stanowili uczniowie pochodzący z okolicznych wsi i miasteczek, mieszkający na stancjach u ks. Osadnika i pań: Słoneckiej, Denel czy Kryńskiej. Ponieważ u pani Kryńskiej rygor był mniejszy, zapraszano kolegów na grę w karty (pasją uczniów była też gra w bilard w bilardowni Szulakowskiego na ul. Wiejskiej - dziś Pułaskiego)45. Podział wśród młodzieży zaczął się nieco zacierać od 1928 r. po wprowadzeniu obowiązku noszenia granatowych szkolnych mundurków o wojskowym kroju z krótkimi spodenkami w klasach niższych, z długimi w wyższych. Na kołnierzach widniały aksamitne bordowe prostokąty z naszywkami: kl. I nosiła jedną srebrną, IV - cztery srebrne, V - jedną naszywkę złotą, VI - dwie złote, zaś VII - trzy złote, a VIII (maturalna) miała słońce haftowane złotem, dlatego maturzystów nazywano "słonecznymi ludźmi". Kołnierze ozdabiano białą lamówką, niektórzy eleganci nosili też białe chusty. Zamożniejsi uczniowie mieli 2 mundury - na zabawy i uroczystości szkolne chodzili w galowych, różniących się od zwykłych bordowymi lampasami na spodniach (szasery) i podwójnymi sprzączkami zapinającymi gumki przy lakierkach. Nakrycie głowy - rogatywka miała bordowy otok, skrzyżowane na denku takież wszywki, sztywny daszek, złoty sznurek i metalowy znaczek w kształcie tarczy, na której znajdowały się litery GHA (Gimnazjum Humanistyczne im. Asnyka), orzeł i dwie gałązki laurowe na bokach. Czapka nie mogła wszelako wyglądać jak nowa, zdradzała bowiem nowicjusza. Początkujący gimnazjaliści moczyli więc ją w wodzie, ugniatali w rękach i czyścili nią buty. Szkolna tradycja nakazywała, by w dniu, w którym miała odbyć się studniówka, klasa VII poprzecinała w szatni żyletkami na 4 części denka czapek maturzystów - równo pomiędzy bordowymi wszywkami. W domu - mamy lub sympatie maturzystów - zszywały nacięcia wielkimi ściegami białą nitką, aby było widać, że czapka należy do kończących naukę. Z powodu bordowego koloru występującego na czapkach i w umundurowaniu, "asnykowców" nazywano w mieście "burakami", natomiast uczniów Gimnazjum im. T. Kościuszki noszących czapki z zielonymi otokami - "żabami"46.
      W okresie międzywojennym do Gimnazjum im. A. Asnyka uczęszczało każdego roku najczęściej ponad 400 uczniów, stan ten ilustruje poniższe zestawienie:

 

Rok Liczba uczniów Rok Liczba uczniów
1922/1923 518 1928/1929 434
1923/1924 606 1929/1930 438
1924/1925 530 1930/1931 444
1925/1926 471 1931/1932 440
1926/1927 406 1932/1933 335
1927/1928 408 1933/1934 276

      W roku szkolnym 1933/1934 liczba uczniów była najmniejsza w całym okresie międzywojennym - w okresie późniejszym każdego roku było ich ok. 400.
      W latach 1918-1928 egzamin maturalny zdało 158 uczniów, w latach 1923-1939 wydano 425 świadectw maturalnych (w latach 1923-1933 maturę uzyskało 225). Pierwszą po odzyskaniu niepodległości w 1919 r. zdało tylko 7, np. w 1924 - 19, w 1928 - 30, w 1933 - 24 uczniów. W roku szkolnym 1938/1939 szkoła miała 8 klas gimnazjalnych (4 tzw. ciągi po 2 oddziały i l klasę liceum humanistycznego. Każda liczyła ok. 35 uczniów - razem było ich ponad 300. Średnio w okresie międzywojennym świadectwo dojrzałości rocznie uzyskiwało dwudziestu kilku absolwentów, podczas gdy do klas pierwszych przyjmowano każdego roku 8047. Spośród 52 przyjętych do jednej z klas pierwszych w 1931 r., do małej matury w 1937 r. przystąpiło 23 uczniów.
      Fragmentaryczność powyższych danych wynika ze zniszczenia w czasie okupacji prawie całej dokumentacji szkolnej. Można jednak wnioskować, że "dublowanie" klasy występowało nagminnie, a do matury dochodzili najzdolniejsi i najwytrwalsi (w 1917 r. w dwóch klasach 30% uczniów nie promowano, w całej szkole 17%, zaś pokaźna liczba wychowanków otrzymała promocję warunkowo). Uzyskanie świadectwa dojrzałości było znaczącym sukcesem, skoro co roku lokalna prasa podawała pełną listę absolwentów tytułując ich "panami".
     24 sierpnia 1939 r. szkołę zamieniono na koszary 73 Batalionu Wartowniczo-Etapowego i dopiero w nocy 3 września budynek opuścili ostatni żołnierze oraz uczniowie pełniący ochotniczą służbę wartowniczą.
      Wielu wychowanków po napaści Niemiec na Polskę weszło w skład 25 Kaliskiej Dywizji Piechoty gen. Franciszka Altera, stoczyło bój o Łęczycę, walczyło pod Uniejowem i Kutnem, wzięło udział w obronie Warszawy. Po klęsce wrześniowej część dostała się do niewoli niemieckiej, wielu zginęło w powstaniu warszawskim, obozach koncentracyjnych w Dachau, Gross-Rosen, Mauthausen, Oświęcimiu, bądź zostało rozstrzelanych za udział w ruchu oporu. Niemal wszyscy (z nielicznymi wyjątkami) zostali wierni słowom profesora Pstrokońskiego, który do sztambucha swojego wychowanka wpisał: "Pamiętaj zawsze, żeś się urodził Polakiem! Życie dla Boga i praca dla Ojczyzny są twoim obowiązkiem!48
      Niemcy wkroczyli do Kalisza 4 września 1939 r. nie napotykając oporu. Szkołę zajęli żołnierze, a salę gimnastyczną przeznaczono na stajnię. Od jesieni 1939 r. do wiosny 1940 r. w gmachu gimnazjum mieścił się obóz dla Niemców bałtyckich, sprowadzonych na osiedlenie. To właśnie oni zlikwidowali pracownię fizyko-chemiczną i przyrodniczą, natomiast dokumenty szkolne i książki z biblioteki powyrzucali przez okna i spalili, uniemożliwiając woźnemu F. Adamiakowi ich ratowanie (grożąc, że i jego wrzucą do ognia).
      Wiosną 1940 r. w budynku usadowiło się gestapo. Wewnątrz dokonano przebudowy, by przystosować gmach do celów biurowych i aresztanckich. Rozebrano salę gimnastyczną, zlikwidowano balkon w auli, wokół szkoły wycięto stare kasztany, a znajdujący się w odległości ok. 60 m kanał miejski Niemcy zasypali, m.in. książkami z bibliotek kaliskich, tworząc pas zieleni. W prawej części budynku, na parterze znajdował się gabinet komendanta, majora Krauzego; obok niego centrala telefoniczna, piwnice zamieniono na cele. Przy wejściu do szkoły pojawił się złowieszczy napis: "Eintritt verboten!" (wstęp wzbroniony)49.

---------------------

Przypisy

1   Łącznie ze wszystkich klas zebrano 153 marki, 56 fenigów, 20 rubli i 8 kopiejek. Z nielicznymi wyjątkami w składce nie uczestniczyli żydzi i ewangelicy ("Gazeta Kaliska" 1917, nr 80, s. 3).
Jak ożywione były kontakty szkoły z legionistami dowodzi zorganizowanie w szkolnej auli, zwanej salą kolumnową, wystawy prac legionisty Mariana Jankowskiego. Otwarcia i poświecenia wystawy dokonał 20 maja 1917 r. ksiądz Płoszaj a ksiądz Konecki "scharakteryzował symbolikę prac" (tamże, nr 42, s. 2).
2   Jeden z oponentów dyrektora Pacholskiego, były nauczyciel Miejskiego Gimnazjum, Stanisław Trojanowski pisał, że za wywieszenie tej chorągwi: "W stosunku do młodzieży, mianowicie do całej klasy piątej, stosował p. dyr. Pacholski, pomimo protestu nauczycieli, kary dyscyplinarne" (tamże, 1919, nr 186, s. 2).
3   "Kurier Powszechny" 1913, nr 49, s. 3.
4   Tamże, 1919, nr 39, s. 4.
5 Tablica wisiała w szkolnej auli do okupacji hitlerowskiej, kiedy to prawdopodobnie została zniszczona.
6 "Gazeta Kaliska" 1920, nr 217, s. 3.
7 "Kurier Powszechny" 1918, nr 36, s. 3.
8 "Gazeta Kaliska" 1919, nr 235, s. 3.
9 Tamże, nr 217, s. 2.
10 "Kurier Powszechny" 1918, nr 36, s. 3.
11 Tamże.
12 Tamże.
13 Cyt. za Historią wychowania, wiek XX, praca zbiorowa, red. J. Miąso, Warszawa 1981, s. 27
14 L. Fabrycy, Zarys historii Gimnazjum im. A. Asnyka, [w:] Jednodniówka Zjazdu Wychowanków Gimnazjum im. A. Asnyka w Kaliszu, Kalisz 1947, s. 12.
15 L. Fabrycy, Zarys historji Państwowego Gimnazjum im. Adama Asnyka w Kaliszu, Kalisz 1933, s. 26.
16 Zjazd Wychowańców Szkól Kaliskich dnia 8-9 września 1923 roku w Kaliszu, Kalisz 1923, s. 136.
17 Tamże, s. 137.
18 T. Pniewski, Kalisz z oddali, Kalisz 1988, s. 35.
19 H. Wrotkowski, Szkolnictwo kaliskie w latach 1918-1928, "Rocznik Kaliski" t. 9, 1976, s. 28.
20 A. Braude, Nigdy dość się nie umiera, Wrocław 1990, s. 134-135.
21 T. Pniewski, Kalisz z oddali, s. 1342.
22 Historia wychowania, s. 59.
23 J. Buszko, Historia Polski 1864-1948, Warszawa 1986, s. 345.
24 Historia wychowania, s. 79.
25 Tamże, s. 80.
26 T. Pniewski, Kalisz z oddali, s. 55-56.
27 J. Werner, "Sztubackie" lata [w:] Ze wspomnień byłych wychowanków i absolwentów Gimnazjum i liceum im. Adama Asnyka w Kaliszu. Nasi profesorowie z .Asnyka", Kalisz 1983, s. 9.
28 Tamże, s. 9.
29 T. Pniewski, Kalisz z oddali, s. 63.
30 J. Werner, "Sztubackie" lata, s. 1.
31 S. Sobczak, Łaba u Jaguara", [w:] Ze wspomnień, s. 5.
32 Tamże, s. 5.
33 T. Pniewski, Kalisz z oddali, s. 62.
34 Inni nauczyciele organizowali, zwłaszcza pod koniec roku szkolnego, za niewielką opłatą, tradycyjne wycieczki historycznymi szlakami: Poznań - Gniezno - Kruszwica, Kraków - Ojców - Wieliczka lub zwiedzali Warszawę, Wilno czy Lwów.
35 J. Werner, Sztubackie lata, s. 9. Posiadała majątek w Białej Królikowskiej, do którego zapraszała harcerzy na letnie obozy.
36 T. Pniewski, Kalisz z oddali, s. 60.
37 M. Kiersnowski, "Globus", [w:] Ze wspomnień, s. 10.
38 T. Pniewski, Kalisz z oddali, s. 66.
39 Tamże, s. 60.
40 Tamże, s. 64.
41 S. Sobczak, Łaba u "jaguara", s. 6.
" T. Pniewski, Kalisz z oddali, s. 68. Wykonane przedmioty musiały być udane, skoro w szkole organizowano w 1925 r. wystawy prac uczniowskich dla mieszkańców Kalisza czynne w godz. 900 - 1800 ("Gazeta Kaliska" 1925, nr 140, s. 3).
43 T. Pniewski, Kalisz z oddali, s. 66.
44 Tamże, s. 67. 
45 Tamże, s. 71.
46 Tamże, s. 71-72.
47 L. Fabrycy, Zarys historji Państwowego Gimnazjum, s. 26; H. Wrotkowski, Szkolnictwo kaliskie, s. 34; tegoż Rozwój szkolnictwa i oświaty, [w:] Dzieje Kalisza, Poznań 1977, s. 606.