Kalisz nam pięknieje

      Od wielu lat w swoich felietonach piszę nie tylko o pięknie zabytków kaliskich, ale i o wszelkich zaniedbaniach w ich renowacji, odbudowie itp. Kilkakrotnie też poruszałem sprawę barokowej sygnaturki, która - przed jej zniszczeniem w czasie II wojny światowej - znajdowała się na kolegiacie św. Józefa.
      Ciągle brakowało pieniędzy na jej odbudowę. Najpierw odnawiano wnętrze kolegiaty, budowano podziemną zakrystię i skarbiec. Cieszy mnie więc niezmiernie fakt, że po 55 latach, 31 maja tego roku uroczyście osadzono nową, chyba piękniejszą od pierwotnej, sygnaturkę pokrytą miedzią. Cieszy mnie to tym bardziej, że do odbudowy tej sygnaturki dorzuciłem swoją małą cegiełkę w postaci dokumentacji fotograficznej, a także konsultacji z projektantem konstruktorem - inż. R. Zarębą. Rekonstrukcję natomiast opracował inż. arch. Adam Gorgolewski.
      Sygnaturka ma 8 metrów wysokości i waży aż 12 ton. Prace ciesielskie wykonało dwóch cieśli spod Koźminka. Niestety, nie znam ich nazwisk. Ks. prałat L. Andrzejczak powrócił przy okazji do tradycji kurantów, które grane były od 1891 roku. Teraz zegar na kościele św. Józefa wygrywa każdego dnia: rano "Kiedy ranne wstają zorze", w południe "Pieśń do św. Józefa" a wieczorem "Wszystkie nasze dzienne sprawy".
     Chcę tu przypomnieć wydarzenie z 1846 roku, kiedy to na szczycie wieży kolegiaty skrzywił się metalowy krzyż. Do jego naprawy zgłosiło się dwóch cieśli: Tadeusz Strychalski z Opatówka i Franciszek Spalony z Tyńca. Postanowili oni nie budować kosztownego rusztowania, tylko dostać się do krzyża od środka kolegiaty. Kiedy już znaleźli się w hełmie wieży, wybili w nim otwór, przez który wystawili wysoką belkę ze szczeblami, na końcu której umocowali wielokrążek z liną. Jeden z nich wspiął się po tej prowizorycznej drabinie, odciął krzyż i przywiązawszy się do niego opuścił się aż do podnóża wieży, gorąco oklaskiwany przez tłumy kaliszan.
       Rekonstrukcja sygnaturki z kolegiaty św. Józefa okazała się bardzo udaną inwestycją. Niestety, nie wszystkie rekonstrukcje czy odbudowy kaliskich zabytków były trafione. Wielokrotnie pisałem o tym w swoich felietonach. Przypomnę tu choćby: całkowicie nieudaną naprawę proporca - chorągiewki na iglicy ratusza, którą nadzorowali fachowcy - konserwatorzy zabytków (!); budowę szkoły ss. Nazaretanek na rogu ul. Harcerskiej i Śródmiejskiej, która całkowicie zasłoniła widok na zespół klasztorny i kościół pw. św. Rodziny; rekonstrukcję figury barokowej, która pierwotnie stała, przy ulicy na wysokości tegoż kościoła, a dziś stoi na tzw. ogrójcu kościelnym, na brzydkim cokole, nie mającym nic wspólnego z pierwotnym. Zwracałem też uwagę na brudny, niechlujny mur okalający klasztor ss. Nazaretanek, na którym umieszczono tablice upamiętniające martyrologię kaliszan podczas okupacji hitlerowskiej. Ale doczekałem się! Wreszcie ktoś, nieważne kto, zajął się tym odrapanym, popisanym, z odchodzącymi łatami murem. Można powiedzieć, że nareszcie oddano należny szacunek pamiątkom przeszłości.
      Kaliszanie pewnie zauważyli, że coraz więcej ważniejszych obiektów, w tym i kolegiata, wieczorami są podświetlane reflektorami. Jednym słowem - Kalisz nam pięknieje. Ale - nie łudźcie się! Jest jeszcze wiele do naprawienia. Nadal więc będę pisał, rysował i zwracał uwagę na podobne sprawy.

Tak wyglądała kolegiata kaliska po zniszczeniach wojennych w 1945
Tak wyglądała kolegiata kaliska po zniszczeniach wojennych w 1945

Władysław KOŚCIELNIAK, Ziemia Kaliska nr 47, 16 VI 2000 r.