Ulica o dziwnej nazwie

      Dzisiejszy plac Kilińskiego dawno temu był jednym z przedmieść Kalisza, które nazywano najpierw Toruńskim, a potem Warszawskim Było to bardzo ważne przedmieście, bo zbiegały się główne drogi prowadzące z Torunia. Konina, Koła, Łęczycy czy Warszawy, przebiegając przedtem przez most na Prośnie Drugi most prowadził z przedmieścia do miasta.
      Stały tu aż cztery kościoły i trzy klasztory. Jeden z nich, pod wezwaniem św. Ducha, sąsiadował z pierwszym szpitalem kaliskim. Tu przypomnę, że niedawno obchodziliśmy jubileusz 700-lat szpitalnictwa kaliskiego. Budynek szpitalny stał niemal dokładnie naprzeciw usytuowanego po drugiej stronie rzeki zamku kaliskiego. Wzniesiono go na nadprośniańskiej skarpie na palach, które chronić go miały od podmywania w czasie wiosennych spływów wód.
      Szpitale ówczesne były równocześnie i domami schronienia dla biedoty. Ubodzy ci po części utrzymywali i pozostałych mieszkańców szpitala, żebrząc przy pobliskim kościele lub chodząc po jałmużnę do zamożniejszych mieszczan czy pobliskich wsi. Zajmowały się, tym przede wszystkim "baby". Tak nazywano dawniej - a jeszcze i za moich młodych lat - żebrzące kobiety. Sadzę, że od tych właśnie "bab" mogła się zrodzić nazwa ulicy - Babina. Jak dotychczas, nie ma żadnych źródeł które wskazywałyby na inne pochodzenie tej nazwy. Między bajki należy włożyć wywodzenie nazwy od jakiegoś bliżej nieokreślonego generała carskiego, czy innego dostojnika Babina.
      Kościół św. Ducha i szpital zlikwidowano pod koniec XVIII wieku, a chorych przeniesiono do szpitala św. Trójcy na Wrocławskim Przedmieściu na miejscu rozebranego kościoła pobudowano fabrykę maszyn Fellera. Na terenie poszpitalnym stał także pierwszy budynek teatru, budowany pod osobistym nadzorem Wojciecha Bogusławskiego Autorzy dość prymitywnego planu miasta z lat 1800-1802 uwzględnili na nim stojący tam teatr, który przetrwał do 1816 roku. Dziś na rogu ul. Babina i placu Kilińskiego stoi dwupiętrowy dom, który zbudował ziemianin Puchalski w 1821 r. i umieścił tam 8 ręcznych warsztatów, 7 angielskich maszyn przędzalniczych poruszanych kołowrotem konnym. Niestety, pan dziedzic już po trzech latach zbankrutował, a fabrykę przebudował na dom mieszkalny. 
      Tak wiec ulica o dziwnej nazwie Babina powstała właściwie w początkach XIX wieku. Nieco później powstały niemal równocześnie (1825) dwa plany miasta: jeden opracowany przez nauczyciela Nahajewicza, który nowo powstałą ulicę nazywa Babinia, a drugi przez inż. Bernharda, który nazywa ją ulicą Babina. Szczególnie ta pierwsza forma wyraźnie wskazuje na pochodzenie nazwy od wyrazu "baba".
      Ulica Babina początkowo kończyła się przy Świńskim Targowisku, bo tak do roku 1871 nazywano plac, któremu nadano potem nazwę św. Mikołaja. Później zresztą przemianowano go na Rynek Dekerta, a dziś nosi on nazwę placu 1 Maja. Dopiero po roku 1850 wraz z budową nowych domów przedłużyła się ta ulica aż do Wodnej, kończąc się w tym miejscu, gdzie Prosna otaczająca swym korytem mury miejskie łączyła się z Kanałem Rypinkowskim. Na tym odcinku ulicę Babina z miastem łączyły 4 mosty. Przy placu św. Mikołaja stał niegdyś budynek straży pożarnej, wzniesiony według projektu arch. Chrzanowskiego. Ten dziwoląg architektoniczny - ani ładny, ani brzydki - lecz dość oryginalny zrósł się z pejzażem miasta. I nie wiadomo, kto i dlaczego polecił go rozebrać.
      Nieco dalej stoi tajemniczy dom, którego historia jest ciągle nie do końca wyjaśniona. Budynek tzw. koszar Godebskiego z tablicą poświęconą 8 pułkowi Legii Nadwiślańskiej. Jak dowodzi historyk, a mój przyjaciel Maciek Kunicki, budynek nie mógł być siedzibą koszar ani Legii Nadwiślańskiej. W Kaliszu tworzyła się bowiem II Legia pod generałem Fiszerem, a Cyprian Godebski dowodził 8 pułkiem Księstwa Warszawskiego. Budynek ten - co szczególnie zastanawiające - nie jest uwzględniony w obu wspomnianych już planach z roku 1825, a przecież istnieje do dziś. Coś więc jest nie tak z tymi koszarami "Legii Nadwiślańskiej"?
      Ulica, jak wspomniałem, kończy się przy ul. Wodnej. Z tego miejsca widać już po drugiej stronie rzeki bardzo ciekawy XIX-wieczny budynek, zwany potocznie "domem pod aniołami". Mało dostępny i częściowo zasłonięty drzewami stoi trochę zapomniany, ale jakby go tak wyremontować, to i anioły na elewacji odzyskałyby swą dawną urodę i pewnie jego mieszkańcy poczuliby się znacznie lepiej.
      Wzdłuż całej ulicy ciągnie się pas zieleni, plantów, które założono na miejscu zasypanego koryta rzeki, otaczającej niegdyś miasto jako fosa. Na samym początku plantów siedzi na cokoliku smutny Asnyk, a nieco dalej leży płyta upamiętniająca zniszczenie przez hitlerowców książek z kaliskich bibliotek - zasypanych tu w dawnym korycie rzeki. Płyta-pomnik. Płyta-nagrobek. Jeden z niewielu, jeśli nie jedyny pomnik książki polskiej.

"Pomnik" książki na plantach przy ul. Babina.

      "Pomnik" książki na plantach przy ul. Babina. 
      Napis na książce brzmi: "Tu w zasypanym korycie rzeki Prosny hitlerowcy zniszczyli dziesiątki tysięcy książek ze zbiorów kaliskich bibliotek publicznych". 
      Pomnik powstał z inicjatywy i według projektu Władysława Kościelniaka.

 

 

 

Władysław KOŚCIELNIAK, Ziemia Kaliska nr 4, 1983