Kościół pobernardyński oo. jezuitów


(1) Krzyż od ognia

      Kościół pobernardyński, wraz z zabudowaniami klasztornymi, uważam za najpiękniejszy zespół architektoniczny w Kaliszu.
      W XV wieku, w końcu kwietnia 1489 roku, na podstawie przywileju króla Kazimierza Jagiellończyka, pobudowano najpierw drewniany kościół z tzw. muru pruskiego, a przy nim klasztor, także drewniany. Wznieśli go bernardyni sprowadzeni z Krakowa przez prymasa Jana Gruszczyńskiego, rodzinnie związanego z Ziemią Kaliską. Budowle te nie były jednak trwałe i król Zygmunt III Waza, w 1567 roku wydał bernardynom zezwolenie na wybudowanie nowego kościoła według projektu Wojciecha Samborinusa.
      Ówczesny prymas - Stanisław Karnkowski oferował na ten cel swoje pieniądze, ale jego propozycja nie została przyjęta. Zakon tłumaczył nie regułą ubóstwa. W tej sytuacji prymas przeniósł te fundusze na jezuitów, którzy skrzętnie je wykorzystywali. Budowę kościoła zakończono w 1611 roku, a klasztoru w 1622. Świątyni nadano wezwanie Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. Wkrótce, od strony rzeki, dobudowano jeszcze jeden budynek, a w 1632 roku - wąski korytarz, prowadzący do zakrystii. Tak powstał zespół w stylu późnego renesansu.
W wieku XVIII otoczono go, wraz Z ogrodem, murem i wybudowano dzwonnicę, a nad wejściem do kruchty ustawiono dwie figury: św. Jana Nepomucena i św. Antoniego. Teraz, gdy po pożarze części kościoła i klasztoru, wszystko jest pięknie odnowione, brakuje mi tych właśnie figur dwóch świętych.
Wnętrze kościoła, to jedna nawa, a jej piękną ozdobą jest polichromia wykonana przez artystów zakonników w latach 1766-1785.
      Według współczesnego autora kroniki - ks. Jana Szymańskiego, projekty malowideł, albo tylko teksty tam umieszczone, opracowywał o. Anzelm Kiełbasiewicz - jezuita poznański. Kościół zdobili m.in. brat Walenty Żebrowski -wnętrze nawy głównej oraz prezbiterium, kruchtę zaś malował o. Paschalis Wołos, a zakrystię -Wacław Porowski, po tej ostatniej polichromii, niestety, nic już nie zostało.
W tym samym czasie bernardyn Bonawentura Widawski wraz z zespołem wykonał wyposażenie wnętrza: ołtarz główny, sześć ołtarzy bocznych, prospekt organowy, konfesjonały i ławki. Całość utrzymana jest w jednolitym stylu późnego baroku.
      W jednym z ołtarzy bocznych, po lewej stronie, umieszczony jest obraz św. Antoniego na tle poznańskiego Rynku. Józef Raciborski, znakomity historyk - zapewne nie badajcie dokładnie obrazu - określił, że święty stoi na Rynku w Padwie (Antoni Padewski) i że ołtarz ten stał w zakrystii. W roku 1945, kiedy odbudowywano poznański ratusz po zniszczeniach wojennych, jego kolorystykę ustalano na podstawie tego właśnie obrazu.
      W innym ołtarzu umieszczony jest krucyfiks, o którym legenda mówi, że należał niegdyś do jednej z okolicznych rodzin szlacheckich. Ponoć podczas pożaru, gdy dom tej rodziny ogarnął ogień, mieszkańcy dworu - kobieta z trojgiem dzieci - u stóp tego krzyża modlili się o ratunek. I choć płomienie ogarnęły budynek i nie było możliwości ucieczki, cała czwórka zdołała się uratować. Po tym cudownym ocaleniu kobieta oddała krzyż do bernardyńskiego kościoła.
      Do interesujących zabytków zaliczana jest także XV-wieczna pięta (Matka Boska trzyma w ramionach zdjętego z krzyża Chrystusa) stojąca we wnęce ołtarza po prawej stronie.
      Bernardyni pełnili dawniej służbę kaznodziejską, występowali na sejmach i sejmikach, byli także kapelanami zamożnej szlachty i magnaterii. Musieli zatem posiadać sporą wiedzę, zaś ich biblioteka klasztorna była, jak na owe czasy, bardzo bogata i liczyła w roku 1647 około 1400 pozycji. 

Władysław KOŚCIELNIAK, ZK nr 61, 31 lipca 1998 r.

(2) Symboliczne 90 lat

      Przed kościołem, w ogrójcu, stoi kolumna z krzyżem. Postawiona została przez Francuzów w 1813 roku, na zbiorowej mogile około 300 żołnierzy napoleońskich - francuskich i bawarskich - zmarłych w klasztornym lazarecie wojskowym z chorób i ran, a także poległych na polu bitwy podczas starć z Rosjanami w okolicach Kalisza, podczas odwrotu Wielkiej Armii spod Moskwy. Dla klasztoru był to trudny okres. Zniszczono i zrabowano nie tylko bibliotekę, ale również wiele przedmiotów kultu. Wskutek różnego rodzaju chorób, jakie przynieśli żołnierze, umierali także i zakonnicy.
      Po latach, gdy ucichła wojenna zawierucha i zakon zaczai podnosić się do życia, władze carskie - okupujące nasz kraj - postanowiły zlikwidować to zgromadzenie. Zakonników wywieziono do klasztorów: w Kole i Kazimierzu Biskupim. Ojców oskarżono także o utrzymywanie kontaktów z powstańcami w 1863 roku. Kościół zaś oddano pod zarząd duchowieństwu świeckiemu. W pomieszczeniach klasztoru władze carskie umieściły szkolę elementarną oraz ochronkę dla rosyjskich dzieci wyznania prawosławnego.
      Na uznanie zasługuje działalność duchowieństwa świeckiego, które po wyjeździe bernardynów, opiekowało się kościołem. Oni też w 1912 roku przeprowadzili restaurację fresków w całym kościele. Działał tu ks. prałat Włodzimierz Jasiński - późniejszy biskup - oraz ks. Konstanty Księski - uznany za świątobliwego, jemu też poświęcono kryptę w podziemiach kościoła.
      W latach 1914-1918 mieściła się tu żandarmeria niemiecka. Po odzyskaniu niepodległości, biskup diecezji włocławskiej zaproponował zakonowi bernardynów ponowne objęcie kościoła i klasztoru. Bernardyni nie skorzystali jednak z propozycji i przekazali obiekty - na 90 lat - jezuitom. Ustalono też, Że jeżeli w tym czasie nie zgłoszą pretensji, klasztor i kościół stanie się własnością Towarzystwa Jezusowego.
      I tak w 1919 roku jezuici objęli schedę po bernardynach i natychmiast też przystąpili do generalnego remontu obiektów, a także likwidacji dokonanych tu, podczas carskich rządów, przeróbek. Usunęli jednocześnie niepożądanych lokatorów. Roboty zakończono w roku 1923, a 12 listopada dokonano poświęcenia nowo założonego kolegium i seminarium duchownego. W uroczystości uczestniczyło licznie duchowieństwo, z kardynałem Edmundem Dalborem i Aleksandrem Kakowskim. Przybyło także kilku biskupów i prowincjał zakonu bernardynów oraz rzesze wiernych.
      W okresie okupacji hitlerowskiej, podobnie jak inne świątynie, obiekty klasztoru jezuitów pełniły funkcje magazynów. Szkolono tu także młodzież hitlerowską, jako przyszłą kadrę partyjną.
      Po wyzwoleniu wszystko niemal wróciło do normy. W latach 60. zniesiono fragment muru okalającego klasztor, a część ogrodu zabrano na teren pod targowisko. Te działania zmniejszyły wprawdzie nieco posiadłość klasztorną, ale też znacznie ułatwiły komunikację w newralgicznym punkcie miasta.
W roku 1991 na przykościelnym cmentarzu, w ogrójcu, stanął pomnik katyński, upamiętniający kaliszan i mieszkańców okolicznych miejscowości, zamordowanych w sowieckich łagrach, obozach dla oficerów oraz zmarłych z niedostatku na Syberii.
      Dzieje tej świątyni i klasztoru nadal nie są w pełni opracowane. Nie należy się jednak temu dziwić, zważywszy na fakt, iż splatają się z czasami wojen szwedzkich, napoleońskich, zaboru pruskiego i rosyjskiego, a także latami działalności systemu zwanego socjalistycznym.

Władysław KOŚCIELNIAK, ZK nr 63, 7 sierpnia 1998 r.

Linoryt, kompozycja Nawiedzenia Matki Boskiej na tle stylizowanego prospektu organowego z kościoła oo. jezuitów.
Kościół oo. Jezuitów w Kaliszu - widok od ul. Stawiszyńskiej.