Kaliskie powodzie

      Klęska powodzi, jaka dotknęła w tym roku południową Polskę, dla tysięcy ludzi, dziesiątków miast i niezliczonych wsi, jest tragedią przeogromną, nie notowaną w dziejach naszego kraju. Przerażające są również koszty, jakie trzeba będzie ponieść, by naprawić to wszystko, co zostało zniszczone. Nie da się, niestety, niczym naprawić osobistych krzywd i bólu.
      Tym razem powódź oszczędziła Kalisz, który przed wiekami rozłożył się w ramionach Prosny, chroniącej go przed napadem nieprzyjaciół. Rzeka powodowała też i szkody. Powodzie bowiem należały do klęsk żywiołowych, które w przeszłości, a nawet współczesności, nawiedzały Kalisz i okolice.
      Nic innego, jak wielkie powodzie, spowodowały odsunięcie się koryt Prosny od Zawodzia i zmusiły do przeniesienia grodu na nowe, dzisiejsze miejsce. Bardzo dawno powodzie nie zostały odnotowane w kronikach, znamy je dopiero z zapisów od około XVII wieku. W dokumentach tych zanotowana jest wielka powódź w 1698 roku, ale jakie szkody wyrządziła, nie wiadomo. Powódź w roku 1736/37 spowodowana została oberwaniem chmury, a huragan przy tym szalejący bardzo przyczynił się do zniszczeń.
      Dalsze powodzie notowane są w latach 1761/62 i w 1780. Ta ostatnia m.in. zniszczyła zupełnie kościółek pw. św. Jakuba, stojący w miejscu, gdzie dziś jest Nowy Rynek.
      W wieku XIX powódź nawiedzała Kalisz systematycznie aż dziesięć razy. Notowano ją w 1810, 1816, 1820, a w 1830 poczyniła wielkie szkody na polach i w mieście, przyczyniła się też do epidemii cholery, która w Kaliszu zabrała 300 ofiar. Powodzie powtarzały się w 1837 i 1840 roku.
      W roku 1842 ppłk Teodor Urbański opracował plan obrony miasta przed powodziami, który został zrealizowany w latach 1842/43. Utworzono nowe kanały: Rypinkowski i Bernardyński, uregulowano stare koryta. Było to ogromne przedsięwzięcie, w którym uczestniczyli niemal wszyscy mieszkańcy i finansowo, i bezpośrednio. Sprowadzono nawet kilkuset robotników z Rosji.
      Niestety, regulacja ta znów niewiele pomogła, ponieważ Kalisz nawiedziła następna powódź w 1845 roku. Woda załata Przedmieścia: Wrocławskie i Toruńskie, Piskorzewie, Rajsków oraz łąki i pola wokół miast. Aleją Wolności (wówczas Józefiny) pływały łodzie, dowożąc urzędników do sądu, a wybudowane śluzy przy wielkich wodach ulegały częstym uszkodzeniom.
      W roku 1852, w pożarze miasta, spłonęły 63 domy mieszkalne, a dwa lata później, 5 sierpnia 1854 roku, wielka powódź narobiła najwięcej szkód. Woda podniosła się o 330 centymetrów, zalewając park i aleję Józefiny, wdarła się też podziemnym korytarzem pod kościół franciszkanów, w którym zginął gwardian o. Erazm Niedzielski. Woda zerwała most Bernardyński i Najświętszej Marii Panny, w parku inne uszkodziła, zniszczyła rogatkę Rypinkowską, wdarła się na plac św. Józefa, na oba przedmieścia. W efekcie tej powodzi ucierpiało ponad 590 posesji. W roku 1873 podjęto znów roboty regulacyjne, m.in. zasypano odnogę Prosny w parku, umocniono brzegi, wyprostowano kanały. Mimo to, następna powódź nadeszła jeszcze raz w 1886 roku, pustosząc park, powtórzyła się zaś w 1888 roku.
     W latach dwudziestych woda zalewała ulice, wśród nich 3 Maja, a późniejsze powodzie były mniej dotkliwe. Spadek ilości wód obniżał się z czasem systematycznie, a zasypana w czasie okupacji "Babinka", latem bywała ściekiem. Tradycje kaliskiego wioślarstwa trzeba było więc przenieść na powstały zalew w Szalem, a przystanie wioślarskie zamieniono na inne cele.
      Nie znaczy to jednak, że jakieś niesprzyjające warunki pogodowe nie mogą jeszcze spowodować następnych powodzi w mieście i okolicy, co nie daj Boże.

Władysław KOŚCIELNIAK, Ziemia Kaliska nr 97, 1 VIII 1997 r.