ŚLADAMI ŻYCIA I TWÓRCZOŚCI MARII KONOPNICKIEJ:
Z SUWAŁK DO KALISZA

      Z Suwałk do Kalisza. Z północno - wschodniej części Polski, od granic Litwy, do najbardziej na zachód wysuniętych ziem ówczesnego Królestwa Polskiego.
      Z miasta, które dopiero około 1820 roku, wyrwało się z form niemal wiejskiego bytowania, do pięknie rozbudowanego, najstarszego grodu w Polsce, który jeszcze niedawno szczycił się nie tylko tradycjami kulturalnymi, ale i bujnym rozwojem przemysłu, 1) a w momencie przyjazdu tu Wasiłowskich, mimo wyraźnego już upadku, wciąż jeszcze wielkością bardzo górował nad Suwałkami. 2)
      A więc nie tylko zwykła przeprowadzka, ale przeniesienie się w nieco inny świat i inne obyczaje, tym bardziej, że odległość między obu miastami jest tak duża.
      W prostej linii wynosi ona niewiele ponad 400 km. Ile jednak tych kilometrów trzeba było przejechać, podróżując końmi po szosach i krętych gościńcach, gdy kolej jeszcze na tych terenach nie istniała? Ile dni trwała taka podróż? Orzeszkowa w podobnych warunkach jechała z Grodna do Warszawy, "prawie trzy doby" 3) a była to przecież niemal dwa razy krótsza odległość. Jak długo jechali z Suwałk do Kalisza Wasiłowscy, nie wiemy, choć łatwo sobie możemy wyobrazić trudy związane z taką podróżą. Niestety, jednak nie wiemy także dokładnie, kiedy się ona odbyła i ile lat miała przyszła poetka, gdy wraz z rodzicami pierwszy raz wjechała w mury miasta, które potem będzie nazywać swoim. 4)
      Opracowania naukowe zawierają w tej sprawie bardzo ogólnikowe i ostrożne informacje. Jadwiga Słomczyńska pisze np., że Maria "małym dzieckiem była, gdy ojca jej przeniesiono do Kalisza", 5) Alina Brodzka podaje: Konopnicka spędziła dzieciństwo "w Kaliszu, dokąd wkrótce po urodzeniu Marii przeniosła się jej rodzina".6) Inni podobnie. O dokładniejsze dane trudno.
      Zajrzyjmy więc do ksiąg metrykalnych Suwałk i Kalisza. Wynika z nich, że czworo dzieci Józefa Wasiłowskiego i jego żony Scholastyki z Turskich przyszło na świat w Suwałkach. Ostatnia z tej czwórki to Jadwiga Julia, ur. dnia 29 sierpnia 1848 roku, którą - mówiąc stylem aktu chrztu - " Józef Wasiłowski, obrońca Prokuratorii Królestwa Polskiego w Suwałkach (...), okazał tamtejszemu proboszczowi" w dniu 30 listopada wspomnianego 1848 r.7)
      W półtora roku później, 14 sierpnia 1850 roku, ten sam Józef Wasiłowski, tym razem już "patron Trybunału zamieszkały w Kaliszu", okazał w tym mieście proboszczowi parafii N. Marii Panny nowe "dziecię płci żeńskiej, urodzone tu, w Kaliszu (...) dnia 5 lutego 1850 r." Dziecku temu nadano imiona Celiny Marii. 8)
      Z przytoczonych danych wynika więc niezbicie, że Konopnicka przyjechała do Kalisza w okresie między 30 listopada 1848 roku, a 5 lutego 1850 roku. Dokładniejszej daty w tej chwili z całą pewnością ustalić się nie da. Wolno jednak przypuszczać, że Scholastyka Wasiłowska nie podróżowała z Suwałk do Kalisza w grudniu 1848 roku - ze względu na mrozy i trzymiesięczne dziecko - i że oszczędzono jej też zapewne trudów przeprowadzki w styczniu 1850 roku, na miesiąc przed urodzeniem następnej córki.
      Najprawdopodobniej więc przeniesienie rodziny Wasiłowskich z Suwałk do Kalisza nastąpiło w roku 1849. Gdyby zaś nawet było inaczej, to w świetle tego, co powyżej powiedziano, można z całą pewnością przyjąć, że Maria przyjechała do Kalisza mając około siedmiu lat. Jak długo przebywała w Kaliszu? Tu sprawa jest dużo łatwiejsza do ustalenia. Rozstrzyga ją znana wszystkim metryka ślubu z Jarosławem Konopnickim, która zachowała się w kaliskim kościele świętego Mikołaja. 9) Ślub odbył się 10 września 1862 r. Państwo młodzi przenieśli się zaraz po nim do Bronowa, czego dowodzi także zachowany w Łódzkim Archiwum Wojewódzkim list Konopnickiej z dnia 3. III. 1863 roku, 10) w którym między innymi informuje ona kuzynki o składanych w sąsiedztwie wizytach i z którego wynika, że autorka dłuższy już czas mieszka w Bronowie.
      Określając więc ostatecznie czas stałego pobytu Marii Konopnickiej w Kaliszu, zamkniemy go w granicach około trzynastu lat, z czego jeszcze jeden rok (1855 - 56) 11) musimy częściowo odliczyć na pobyt na pensji w Warszawie, gdzie przyszła poetka przebywała wraz z siostrą Wandą Zenobią, urodzoną w Warszawie jeszcze przed przeniesieniem się rodziny Wasiłowskich do Suwałk.12)
      Zanim zajmiemy się bliższą analizą owych około trzynastu lat, chciałabym jeszcze zastanowić się nieco nad tym, skąd wzięły się ogólnikowe lub błędne określenia czasu pobytu Konopnickiej w Kaliszu, w cytowanych powyżej opracowaniach naukowych. Podstawą ich jest najczęściej list Konopnickiej do Antoniego hrabiego Wodzińskiego, korespondenta kilku pism francuskich, który prosił ją w roku 1902 o informacje potrzebne mu do artykułu dla paryskiej "Revue des Revues".
      Jak wiadomo, Konopnicką najpierw w ogóle odmówiła podania wiadomości autobiograficznych i dopiero na ponowną prośbę napisała znany list, rozpoczynający się od jakże charakterystycznego wstępu: "Korzystam z chwili pokuracyjnego osłabienia woli, aby wbrew wszelkim moim zasadom mówić o sobie i odpowiedzieć na pytania".
      W dalszym ciągu poetka okres pobytu w Suwałkach i przeniesienia do Kalisza zamyka w krótkich zdaniach: "Urodziłam się w Suwałkach, gdzie ojciec mój był obrońcą prokuratorii. Wprędce jednak przeniesiono go do Kalisza na podobną posadę i tu owdowiał. Mało pamiętam matkę (...)".13)
      Lakoniczność tej wypowiedzi sprawiła, że interpretowano ją za pomocą innych ogólników, które raczej zacierały, niż naświetlały prawdziwy obraz.
      Do spraw tych jeszcze powrócę.
      Ustaliwszy ostatecznie czas pobytu Konopnickiej w Kaliszu, trzeba zająć się nieco bliżej charakterystyką samego miasta w latach 1849 - 1862, by na tym tle ukazać niektóre fakty, przeżycia oraz możliwości wpływów środowiska na osobowość i twórczość poetki.
      Po świetnym rozwoju Kalisza w okresie Królestwa Kongresowego i krótkotrwałej prosperity związanej ze zjazdem cesarzy w roku 1835, 14) któremu miasto zawdzięczało między innymi piękny gmach teatralny, zostaje w roku 1844 zniesiona gubernia kaliska (restytuowana później w roku 1866), co przyczynia się bardzo do obniżenia poziomu życiowego i pewnej martwoty miasta.
      Przerywa ją rok 1848. Kalisz leży wtedy o 9 km. od granicy, więc nadchodzące z Prus wieści sprawiają, że gorętsza młodzież ucieka do Pleszewa (miasta położonego o 28 km. od Kalisza, w ówczesnym zaborze pruskim, bardzo zaangażowanego w ruchu powstańczym), by wziąć udział w walce.
      O tych czasach tak później pisał w swoich wspomnieniach Asnyk: "Słyszałem prowadzone po cichu rozmowy, czytane i rozbierane artykuły gazet zagranicznych, szczególniej z Księstwa Poznańskiego. Moja wyobraźnia dziecinna ożywiała się i zapalała, a słowa: "Polska, Wolność, Braterstwo ludów" brzmiały w mych uszach jak muzyka czarodziejska".15)
      Konopnicką na takie przeżycia była jeszcze za mała. Zresztą, jak już wiemy, przyjechała do Kalisza nieco później. Wtedy, gdy rozwiały się piękne nadzieje i nadszedł czas śledztw, aresztowań, wyroków. Wiele domów polskich w Kaliszu przeżywało wtedy tragedie. Prawie każdego Polaka spotykały represje. Wasiłowscy wżyli się zapewne szybko w tę atmosferę miasta, gdyż łączyła się ona, jakże blisko, z ich sprawą rodzinną, z historią stryja Marii, Ignacego, który zamieszany w działalność spiskową wraz z Lenartowiczem, nie zdołał jak poeta, uniknąć aresztowania, lecz został zesłany na Syberię i "spędził długie lata w rotach aresztanckich, skazany w sołdaty bez dosługi (...). Jego listy, rozmowy o nim, wreszcie jego powrót w sołdackim szynelu - pisze dalej Konopnicką w liście do Wodzińskiego - stanowią najsilniejszą część wrażeń mego dzieciństwa".
      Wolno chyba przypuszczać, że ówczesna atmosfera Kalisza zwiększyła siłę tych wrażeń. O wielkości przeżyć świadczy zresztą i inna wypowiedź, zawarta w liście poetki do Lenartowicza: 16) "Raz tylko w życiu widziałam tułacza wracającego do kraju. Setki mil przejechał z Timmieni pod Tobolskiem, a kiedym mu się rzuciła na szyję, zdawało się, że na jego płaszczu wytartym przymarzły wieczne śniegi, a na jego twarzy wiecznego bólu wyraz. Był to brat mego ojca. Dzieckiem jeszcze byłam i tak, jak widziałam tego wygnańca, wyobrażam sobie wszystkich tułaczy".
      Oba teksty są bardzo podobne, a wzmianka o dzieciństwie każe umieścić scenę powitania także gdzieś w Kaliszu. Chociaż ... Tu zaczyna się sprawa dat, z którymi przy analizowaniu życie Konopnickiej czasem mamy kłopoty.
      Z listu do córki Zofii, pisanego 9 I 1901 roku 17) wynika, że Ignacy Wasiłowski spędził na Syberii szesnaście lat. Jeśli został aresztowany w r. 1848 - jak się ogólnie przypuszcza - to wrócił w r. 1864 lub raczej w 1865, po amnestii. Powrót jego przeżyła więc nie dziewczynka, lecz dorosła kobieta, żona Jarosława i matka Tadeusza. Terenem, na którym to spotkanie nastąpiło, nie mógł też być Kalisz. Istnieje jednak jeszcze inna możliwość. Ignacy Wasiłowski mógł być aresztowany już w r. 1843, kiedy to Lenartowicz pierwszy raz wyjechał z Warszawy w obawie represji. W takim razie powrót zesłańca nastąpił w r. 1859, gdy Maria miała lat siedemnaście.
      Nie była więc co prawda wtedy dzieckiem, ale Konopnicką lubiła uchodzić za młodszą. W życiorysie jej opracowanym przez Pługa, a ogłoszonym w "Kłosach" w r. 1882, do którego sama podawała dane, jako data urodzenia widnieje rok 1846, który powtarza się potem w całym szeregu biografii drukowanych nawet w parę lat po śmierci poetki, dopóki odnalezienie metryki chrztu nie wyjaśniło ostatecznie sprawy. 18) A więc pisząc wspomniany list, być może, Konopnicką także zamieniła się datą urodzenia ze swą młodszą siostrą. Według danych z życiorysu Pługa miałaby w momencie powrotu Ignacego lat trzynaście.
      Nie rozstrzygając tej sprawy ostatecznie, możemy jednak przyjąć, że w czasie pobytu w Kaliszu Konopnicką przeżyła pierwszy gwałtowny okres rozwoju uczuć patriotycznych. Pogłębiły je zapewne przeżycia z r. 1861, gdy całe miasto ogarnęła gwałtowna fala manifestacji, nabożeństw, pochodów (w czym dużą rolę odegrały też elementy rzemieślnicze), a władze wydały charakterystyczne zarządzenie dla właścicieli domów, by dachówki nie spadały na głowy przechodzących oficerów. 19) Należy tu także wspomnieć o znanym powszechnie wpływie ojca i znaczenie lektury domowej.
      Nie przesadzajmy jednak zbytnio z tym patriotycznym charakterem miasta. Na co dzień, po okresie gwałtownych represji, przejawiał się on raczej w życiu towarzyskim, w którym starano się pielęgnować tradycje staropolskie, a nieraz w zachwytach nad niezwykłą ilością potraw podawanych według starego obyczaju, niemal "dla honoru narodu polskiego", jak powiedziałby Mikołaj Doświadczyński.
      Ówczesne huczne życie ziemiaństwa zjeżdżającego do Kalisza na targi świętojańskie, jarmarki na wełnę, karnawał i bawiącego się wspólnie z wyższymi urzędnikami, a przede wszystkim z prawnikami, z którymi według korespondenta "Gazety Codziennej", stanowiło niemal jedną klasę, 20) było w rażącej sprzeczności ze spotykanymi na terenie miasta skrajnymi wypadkami nędzy.
      Oto charakterystyczne cytaty. Bal sylwestrowy w Resursie Obywatelskiej z r. 1857, według sprawozdania korespondenta Kuriera Warszawskiego: "Toalety dam odznaczały się gustem, wytwornością i przepychem. Widziano suknie i ubrania głowy z Londynu, Paryża, Berlina, Drezna i Wrocławia. Świeże kwiaty, także sprowadzone z zagranicy, przyczyniły się do ozdoby toalet i miłą wonią napełniały powietrze". 21)
       Inna wzmianka (z r. 1854, szczególnie co prawda trudnego, ze względu na nieurodzaj): "W jatkach chlebowych walczyły tłumy o chleb już od godziny trzeciej z rana. Bywały też nierzadkie wypadki, że w jatkach i w innych miejscach znajdowano trupy nędzarzów z głodu pomarłych". 22) Podobne wydarzenia i kontrasty nie mogły chyba ujść uwagi Konopnickiej i one to może właśnie wywarły pewien wpływ na jej późniejszą twórczość, przyczyniając się do wyrobienia tej charakterystycznej wrażliwości na biedę i niedolę ludzką.
      Aby lepiej jeszcze naświetlić możliwość podobnych wpływów na poetkę, należy przypomnieć, że przemysł kaliski, który w okresie Królestwa Kongresowego bujnie się rozwijał, przeżywa w latach pobytu Konopnickiej w tym mieście swój upadek, 23) co pogarsza oczywiście los wielu kaliskich wyrobników, pracujących nieraz sezonowo i chałupniczo, a mieszkających często w takich oto "piwnicznych izbach" jak ta opisana w Kaliszaninie. 24)
      "Zamiast podłogi ziemia mokra, cuchnąca przesiąkła wieloletnim brudem. Na ścianach stosownie do pory roku zmieniające się tapety, bo w lecie woda, w zimie śnieg i lód. Okienka słabo przepuszczające światło, lecz w zamian obficie wciągające do tych mieszkań wyziewy rynsztoków. Rzadko piec ceglany, a najczęściej kominek służący nie tyle dla ciepła, ile dla zgotowania strawy. Oto jest schronienie (...). Tam mieszka tyle rodzin, ile jest kątów, gdzie można łóżko postawić".
      A oto, jak wyglądała praca w kaliskiej fabryce, która przetrwała wszystkie kryzysy i wyrabiała cienkie gatunki sukna, poszukiwane przez rosyjskich kupców. Była to fabryka Repphana, którą tak opisuje Jeleński w r. 1875:
      "Wejdźmy np. do sortowni. Wejdźmy, ale nie na długo, bo powietrze zabójczo tamuje oddech i wprawia w pewien rodzaj odurzenia. Sala niska tak, że średniego wzrostu człowiek ręką sufitu dostanie, a w sali na próżno upatrujesz jakiejkolwiek wentylacji. Widzisz tylko kilkanaście wybladłych postaci i tyleż dwunasta-, dziesięcio-, a nawet ośmioletnich dzieciaków; to są robotnicy fabryczni. Szkielety te ludzkie patrzą szklanymi oczyma, jakby wzywały ratunku. Z boku jakaś wynędzniała postać kobieca uśmiecha się ironicznie, widząc, że ty, szczęśliwy śmiertelniku, wszedłszy na chwilę tylko, zatykasz nos i myślisz o rejteradzie. Ona bowiem siedzi tu przecież codziennie od szóstej rano, do ósmej wieczór w tej zabijającej atmosferze, czternaście godzin i zarabia maksimum rubla, a przy największym wysiłku (płaca w tym razie od sztuki) maksimum dwa ruble tygodniowo". 25)
      Fabryka, w której stosowano tak daleko posunięty wyzysk, mieściła się akurat naprzeciw domu, w którym mieszkali Wasiłowscy i nie sposób było nie widzieć codziennie idących tam i wracających robotników, nie sposób nie słyszeć o ich losie. Chociaż zaś zacytowany fragment opisuje czasy nieco późniejsze, wolno przypuszczać, że wtedy gdy Konopnicką w Kaliszu mieszkała, stosunki nie były dużo lepsze. 26)
      Dla uzupełnienia obrazu Kalisza, należy jeszcze dodać, że istniała w mieście silnie rozwinięta akcja filantropijna i że dochody na cele dobroczynne czerpano zazwyczaj ze słynnych kaliskich zabaw. 27)
      Wróćmy więc znów na chwilę do tych zabaw. Maria - jak można sądzić ze wzmianek o klasztornym niemal trybie życia w domu ojca - brała zapewne w nich niewielki udział, ale - jak już zaznaczyłam - życie towarzyskie wyższych sfer miasta, łączyło się wtedy ściśle z życiem ziemiaństwa, które część roku spędzało zwykle w Kaliszu i którego zabawy szeroko i z zachwytem omawiano w prasie. Otóż do szczególnie ulubionych zabaw należą w Kaliskiem kuligi (popularne zresztą także w innych częściach Polski). Kuligi te odbywały się w jednym domu bez przejeżdżania do sąsiednich dworów, nieraz nawet bez sanny, gdy śnieg nie dopisał, lecz zawsze w połączeniu z balem kostiumowym. Goście przebierali się najczęściej w stroje krakowskie i pod przewodnictwem wybranego spośród siebie sołtysa, pełniącego funkcję wodzireja, wygłaszali oracje i śpiewali piosenki nie pozbawione nieraz akcentów patriotycznych.
      Oto, jak to mniej więcej wyglądało: "Młodzież krakowska uszykowana w pary, przy odgłosie muzyki, wbiegła huczno i gwarno do przygotowanych na przyjęcie ich salonów hr. Gurowskiego (...). Zaczęła się zabawa, trwająca do ósmej rano. Kostiumy odznaczały się gustem i wytwornością. Sołtysowa, pani Julia Ordążyna, przystrojona była w czepiec złoty i czółko z perłami i brylantami; Sołtys, pan Seweryn Byszewski, przypominał ubiorem i postawą Bruzdę, historycznego sołtysa łobzowskiego ulubieńca Kazimierza Wielkiego". 29)
      Podobne zabawy odbywały się również w okolicach Bronowa i Gusina. Poświadczają to relacje prasy. 30) Konopnicką w pierwszych latach po ślubie brała w nich zapewne udział. Później chociażby ze względu na trudną sytuację materialną, stało się to niemożliwe. A jednak żywa pseudoludowa piosenka, jaka rozbrzmiewała w czasie tych zabaw odegrała, zdaje się, jakąś rolę w twórczości pisarki.
      Mieszkający ostatnio w Kaliszu i zmarły w 1961 r. Zygmunt Wyganowski, którego rodzice byli kiedyś właścicielami majątku Zbylczyce (leżącego w bezpośrednim sąsiedztwie Gusina) i który przypominał sobie Konopnicką z lat swego dzieciństwa, opowiadał o Kornelim Dąbrowskim, właścicielu niedalekich Krask, "przemiłym człowieku", który brał czynny udział w powstaniu, potem ożeniwszy się i owdowiawszy, "w całości poświęcił się życiu towarzyskiemu". Ten to Korneli Dąbrowski, bywał aż do późnej starości sołtysem i wodzirejem na wszystkich okolicznych i dalszych zabawach, tym bardziej, że "liczne oracje wygłaszał i śpiewał śpiewki odznaczające się wysokim polotem poetyckim".
      "Okazało się - pisał dalej Wyganowski - że nic dziwnego w tym nie było", gdyż Dąbrowski przyznał się później, "iż wszystko układała mu Maria Konopnicką, jego najbliższa sąsiadka, z którą łączyły go bardzo ścisłe stosunki". 31)
      W I tomie zbiorowego wydania Poezji Konopnickiej zamieszcza Czubek wiersz pochodzący "z najwcześniejszej doby poetyckiej twórczości" pisarki, który wydawca drukuje na podstawie znalezionego autografu nadając mu tytuł: "Krakowskie wesele". Czubek uważa, że może to być fragment większej kompozycji, choć może także utwór ten stanowić sam dla siebie całość. Wiersz ten brzmi:

(SOŁTYS KŁANIA SIĘ)

Niechaj będzie pochwalony Chrystus w waszym progu! 
Czołem, panie gospodarzu! Kto my - nie pytajcie; 
Pozna Polak swego ziomka po czci danej Bogu... 
Chleba, soli, dobrej woli i dłoń nam podajcie!

Jeszcze żyją wskroś narodu nasze stare hasła, 
Jeszcze nasza polska mowa skarby swoje chowa; 
Jeszcze w dworach staroświeckich gościnność nie zgasła, 
Jeszcze żyje dziarska młodzież i pieśń narodowa...

To pod waszym dachem, Panie, zebrani ochoczo, 
Z tej spuścizny po praojcach stwórzmy szczęścia chwile! 
Niech pod strojem narodowym serca nam zagrzmocą, 
niech tradycja wskrześnie stara w całej swojej sile!

Prostak jestem, nieuczony - sołtys mojej wioski; 
Jeśli rzeknę co nieskładnie, darujcie mi, Panie!
      (kłania się)

Dość ja miałem turbacyi, mitręgi i troski,
Nim się tutaj odważyłem na takie gadanie...
      (drapie się w głowę)

Ale kiedy się stało - powiem, co się godzi: 
Hej! panowie z białych dworów, słuchajcie mnie bacznie! 
Dziś gromada w pańskie progi bawić się przychodzi: 
Niech ta chwila jako symbol nowe życie zacznie.

Mało ubiór wziąć i piosenkę wspólnego wesela:
Dzielcież ludem jego smutki, ulżyjcie mu w pracy;
Niech chłop widzi w panu swoim brata, przyjaciela,
A nie powie nikt na świecie, żeśmy , jacy tacy".
      (potrząsa czapką)

A pójdźcież sam, Krakowiaki! ustawcież się kołem; 
Niech się wianek z Krakowianek rozwinie spleciony...
      (dalsze pary otaczają pierwszą)

Czołem, panie gospodarzu! gospodyni czołem!
Niechże będzie na tym miejscu Chrystus pochwalony!

      Dwa pierwsze wiersze przedostatniej zwrotki: "Mało ubiór wziąć i piosenkę wspólnego wesela: dzielcie z ludem jego smutki" wyraźnie chyba dowodzą, że w postaci Krakowiaków występują tu przebrani panowie. Wydaje mi się, że utwór jest oracją powitalną przygotowaną na kulig.
      Czy dla Dąbrowskiego? Pytałam o zdanie Wyganowskiego, który w młodości swej na kuligach bywał. Odpowiedział, że przemowy, które on słyszał, wygłaszano prozą, dopiero śpiewane w tańcu piosenki były rymowane. Mógł jednak jakiś sołtys od razu przemówić wierszem.
      Treść i układ cytowanego utworu, z jednym wyjątkiem, zupełnie odpowiadają schematowi podobnych oracji. Wyjątek jest jednak dość istotny. Oto, zdaniem mego rozmówcy, żaden ówczesny szlachcic nie odważyłby się wygłosić tej właśnie przedostatniej zwrotki: "Dzielcie z ludem jego smutki, ulżyjcie mu w pracy (...)"
      Słowa podobne sprowadziłyby na niewczesnego sołtysa zarzuty "liberalizmu", "farmazoństwa" itp. Czy pan Kornel chciałby w ten sposób na szwank narażać swą sławę najlepszego wodzireja, którą do późnych lat życia zachował? Nie wiem.
      Myślę, że to jednak nieistotne. Zwrotka przedostatnia jest na pewno wyrazem zapatrywań autorki, a na wierszu - nawet jeśli dla Dąbrowskiego się nie nadawał - i tak chyba jakieś wpływy kuligowych oracji się odbiły. Kto wie, czy pierwsze utwory Konopnickiej, obok wierszy dla dzieci (chyba jednak trochę późniejszych), nie powstały właśnie pod wpływem piosenek śpiewanych na zabawach.
      List do Kamilki, 32) pisany jeszcze w czasach pobytu w Kaliszu oraz późniejszy list z Bronowa, przedstawiają nam poetkę jako osobę pełną życia, żądną towarzystwa i zabaw (choć obok tych cech wykazuj ą oczywiście także wiele innych).
      Gdy zaś czytamy Romans wiosenny, trudno oprzeć się wrażeniu, że ta "swawolna", "figlarna i płocha" bohaterka ma wiele cech autorki, a cała opisana w utworze historia - to nie tylko reminiscencja z W Szwajcarii czy Dziadów cz. IV, ale także wrażenia własnych przeżyć. Zbylczycki las był nie tylko terenem samotnych spacerów (o co Konopnicką specjalnie prosiła państwa Wyganowskich, gdyż w Gusinie lasu nie było), lecz przyjeżdżał tam czasem także Korneli Dąbrowski. 33)
      Zostawmy jednak te sprawy i wróćmy do właściwego tematu, do Kalisza. W 1860 r. ludność miasta wynosiła 12.835 osób, w czym było 4.223 Żydów. 34)
      A więc Żydzi stanowili 1/3 ogólnej liczby ludności. 35) Grupowali się oni poza ulicą Kanonicką, w dzielnicy bardzo bliskiej centrum, w samym śródmieściu niemal. W środku dzielnicy żydowskiej znajdowała się synagoga, jeszcze z czasów Kazimierza Wielkiego. Dzielnica ta była siedliskiem brudu, nędzy i chorób. Tu przede wszystkim wybuchała cholera. Toteż gdy w 1852 r. pożar strawił tę część miasta w całości, Adam Chodyński pisał, że mimo strat jakie przyniósł mieszkańcom, "pożar ten był właściwie dobrodziejstwem dla współczesnych i potomnych. Wytliło się gniazdo odwiecznych brudów i nieczystości. Znikły z widowni obrzydłe lepianki i chaty, które przy dzisiejszym wzroście miasta, byłyby dla niego zakałą estetyczną i wiecznym źródłem epidemii". 36)
      Pożar ten wywołał powszechne współczucie dla Żydów, którym z pomocą pośpieszyło całe miasto. Był to także jeden z objawów - charakterystycznych dla Kalisza - przyjaznych stosunków między ludnością polską i żydowską, od wieków już tu osiedloną.
      Wspominam o tym dlatego, że to także być może w pewnej mierze wyjaśnia genezę nowel Konopnickiej o tematyce żydowskiej. Wydaje mi się, że różnią się one zasadniczo od podobnych utworów Orzeszkowej, dla której głównym źródłem zainteresowania była w tym wypadku raczej chyba egzotyka środowiska i program pozytywistów.
      Konopnickiej egzotyzm środowiska tak nie interesował. Widziała za to wśród Żydów różnorodne i ciekawe typy ludzi, z którymi potrafiła nawet zestawić siebie (Żydóweczka), postacie utrzymujące się na granicy wzniosłości i śmieszności (Jakton), dostrzegała tragizm ich przeżyć (Michał Duniak, Mendel Gdański).
      Współczucie dla wszelkiej krzywdy i potępienie antysemityzmu odgrywało także, oczywiście swoją rolę. Dzieciństwo spędzone w Kaliszu, stałe spotykanie się z ludźmi należącymi do tego środowiska, mogło tu chyba mieć pewne znaczenie, choć akcja nowel "żydowskich" Konopnickiej nie rozgrywa się w Kaliszu.
      Dalszą dziedziną życia miasta, którą trzeba by się obecnie zająć, są sprawy kultury i nauki.
      Kalisz posiadał w okresie pobytu Konopnickiej męską Wyższą Szkołę Realną, przekształconą później na gimnazjum oraz trzy pensje dla panien: Emilii Filleborn, Walerii Nowosielskiej i Józefy Szotarskiej. Z tych Wyższa Pensja Żeńska Emilii Filleborn, późniejszej doktorowej Stańczukowskiej, wychowanki Klementyny z Tańskich Hoffmanowej, cieszyła się największym powodzeniem. Józef Korzeniowski, ówczesny wizytator szkół kaliskich, tak o niej pisze w jednym ze sprawozdań: "Uważam ten instytut za jeden z celniejszych, a ochmistrzynią jego za wzorową nauczycielkę" i dalej dodaje: "postęp ciągły tego zakładu nie może być wątpliwym". 37)
      Czy Konopnicką do którejś z tych szkół uczęszczała? Wydaje się, że warto by tę sprawę dokładnie zbadać, choć opracowania naukowe mówią na razie co innego. Z życiorysu napisanego przez Pługa wynika, że poetka kształciła się pod kierunkiem ojca "żadnej mistrzyni ani dozorczyni nie znając". O wysokim wykształceniu Józefa Wasiłowskiego jest mowa we wspomnianym życiorysie i w liście do Wodzińskiego. Bliski krewny poetki Jan Turski, pisząc artykuł po jej śmierci, 38) wspomniał tylko o klasztornym wychowaniu, co odnosi się do roku 1855-56 spędzonego w Warszawie wraz z Elizą Pawłowską. Być może więc, że istotnie główne zręby swego wykształcenia, przed okresem gwałtownej lektury w Bronowie i Gusinie, zawdzięcza Konopnicką ojcu. Mogło jednak być inaczej. Pominięcie szkół kaliskich wydaje się trochę dziwne.
      Wróćmy jednak do spraw domowej edukacji. Znamy na ogół jej program. Wiemy, że obok lektury książek religijnych ("O naśladowaniu Chrystusa", "ewangelie", przypowieści z "Biblii") Józef Wasiłowski wiele czasu poświęcał na czytanie dzieciom poezji. Konopnicką poznaje wtedy nie tylko poetów polskich, ale także pisarzy starożytnych, głównie Salustiusza i Cycerona. 39)
      Uwzględnienie tych ostatnich pozycji w programie domowego wykształcenia dziewczyny wydaje się trochę dziwne. Mimo woli przypomina się, że i Asnyk po skończeniu szkoły, przed wstąpieniem na agronomię, pozostał jeszcze rok w Kaliszu i uczył się łaciny. Może w obu wypadkach grała rolę jakaś ówczesna kaliska moda, kto wie, czy nie związana ze starożytnym pochodzeniem miasta, którym kaliszanie zawsze lubią się szczycić.
      W każdym razie przyszła autorka Prometeusza i Syzyfa, o której Sienkiewicz wyraził się później, że "poczuła się wnuczką Italii", w Kaliszu zapewne po raz pierwszy zainteresowała się kulturą Grecji, Rzymu, a może i Włoch. Istniały przecież wtedy w mieście budowle mistrzów włoskich, na które chyba zwracano jej uwagę, 40) a ojciec umiał rozbudzać w córce zainteresowania różnymi dziedzinami wiedzy, przyczyniając się do rozwoju tej ciekawości, która będzie później kierowała lekturą Marii. Oto przykład: fragment listu Konopnickiej z dnia 28 XIII 1891 r. do córki Laury. 41) Poetka pisze w nim, że zwiedzając uniwersytet w Pawii, szukała tam daremnie śladów Jędrzeja Śniadeckiego, "a jednak nie obce tu pewnie imię twórcy teorii jestestw organicznych". Dalej zaś dodaje: "Była to książka, którą jako samodzielnie wybraną dostałam z biblioteki ojca, kiedy jeszcze byłam niedużą dziewczynką. Wiele rzeczy niezrozumiałych było tam dla mnie, ale objęło mnie szerokie tchnienie wielkiego badawczego umysłu i wpływ ten został".
      A więc obok elementów kultury antycznej, spotykamy także zainteresowania naukami przyrodniczymi oraz kult wiedzy i nauki. Oczywiście, były to tylko jakieś sporadyczne doznania. Program nauki, sposób jej prowadzenia, nie zapewniały ani gruntownej, ani głębokiej wiedzy.
      Analizując je jednak dalej, warto jeszcze podkreślić, że nauka pod kierunkiem ojca przyczyniła się do rozwinięcia artystycznej wrażliwości przyszłej poetki. Było to rezultatem lektury fragmentów "Biblii", utworów Kochanowskiego, Mickiewicza, Karpińskiego i Brodzińskiego, w którym szczególnie był rozmiłowany pan Wasiłowski 42) dziwnie łączący w sobie trzeźwość cenionego obrońcy prokuratorii, z przeczuleniem i sentymentalizmem wstydzącego się swoich wierszy tłumacza.
      A oto charakterystyczny fragment życiorysu Konopnickiej opracowanego przez Pługa na podstawie jej opowiadań, ilustrujący nam wpływ owej ojcowskiej lektury. "Ojciec umyślił dać jej poznać "Konrada Wallenroda", ale czytając go, gdy przeszedł do rozmowy pomiędzy Alfem a pustelnicą wspomniawszy snadź swe wieczne rozstanie z ukochaną w kwiecie młodości zmarłą towarzyszkę swego żywota złożył książkę i zalał się łzami rzewnymi. Sierota z płaczem przypadła mu do piersi, a poezja w tej chwili nowym dźwiękiem, dotąd nie znanym, rozległa się w jej młodocianym sercu. 43) Nieudolne pióro Antoniego Pietkiewicza (Pługa) sprawia, że niewątpliwy sentymentalizm tej sceny razi nas tym bardziej.
      Nie sposób jednak także nie zauważyć, że cytowany fragment mówi o rozbudzeniu się artystycznej wrażliwości przyszłej poetki, w której sercu, w miarę słuchania, poezja, "rozległa się nowym dotąd nie znanym dźwiękiem". Po latach zresztą, w liście do Wodzińskiego, Konopnicką raz jeszcze wspomni tę scenę i doda: "Może to reminiscencje dziecięctwa, że dotychczas nie mogę bez dreszczu i bladości słuchać głośnego czytania wierszy."
      Jakże zaś typowe dla poetyckiego uwrażliwienia dziewczynki są takie jej wypowiedzi o reakcji na lekturę utworów religijnych w czasie nauki prowadzonej przez ojca: "Księga Genezy - słowa z płomieni, z wód szumu i tajemniczych cieniów chaosu." A po lekturze psalmów: "Czułam dreszcze czci nieskończonej w mojej dziecięcej piersi. 44)
      Oczywiście, relacje te są znacznie późniejsze, może nawet nieco przestylizowane. Nie mamy jednak powodu wątpić w to, że odtwarzają istotne odczucia z dziecięcych lat zachowane we wspomnieniach, tym bardziej, że Konopnicką powraca do nich także w nowelach, czym jeszcze zajmę się w dalszych rozważaniach.
      Na wykształcenie zdolności odczuwania piękna, w czasie pobytu Konopnickiej w Kaliszu, musiała mieć wpływ także uroda samego miasta: jego piękne położenie wśród wijących się kanałów Prosny (których wtedy było więcej), wśród otaczających ówczesne miasto niewielkich wzniesień i pagórków (dziś także w związku z rozbudową przeważnie zniwelowanych), jego rozległy park, niektóre budowle, mosty.
      Kiedy zresztą miała się rozwinąć wrażliwość artystyczna przyszłej pisarki, jeśli nie w Kaliszu? W czasie pobytu w Suwałkach Maria była jeszcze dzieckiem. Możemy z tego okresu zauważyć najwyżej wrodzone dyspozycje do artystycznych wzruszeń (widoczne we wspomnieniach, które wyraziły się w opowiadaniu Z cmentarzy); pobyt na pensji (ważny zapewne) to czas bardzo krótki. W początkowej zaś fazie mieszkania w Bronowie, szorstki rozgwar szlacheckiego życia, kłopoty, troski, przebieg powstania, zajęcia gospodarcze, dzieci - wszystko to odsuwało zapewne na dalszy plan naukowe i artystyczne wrażenia. Dopiero nieco później, gdy zrażona otaczającym życiem, poetka zacznie sobie tworzyć "własny świat", wrócą one wraz z zamiłowaniem do samotnych spacerów i ze wzmożeniem fali zainteresowania dla znalezionych na bronowskim strychu książek, które dwu pokoleniom poprzednich pań domu służyły tylko za podpórki do skrzyń lub bibułę do celów gospodarczych.45)
      Wróćmy jednak i my do tych daleko wybiegających uwag, do spraw zdobywanego w Kaliszu wykształcenia. Warto jeszcze w tej sprawie zauważyć, że pan Wasiłowski, urzędujący prawnik, nie mógł wiele czasu poświęcać dzieciom.
      Może więc - nawet jeśli Konopnicką nie uczęszczała w Kaliszu do żadnej szkoły - to w jej edukacji pomagali ojcu jacyś prywatni nauczyciele. Kto wie, czy nie ma pewnego znaczenia autobiograficznego wzmianka o odrabianiu lekcji "do ks. Kubusiewicza" umieszczona w Urbanowej, gdyż w czasie pobytu Wasiłowskich w Kaliszu, wikarym w pobliskiej Kolegiacie był duchowny o nazwisku niemal identycznym ks. Kobusiewicz.
      A może warto zanotować fakt, że o śmierci Scholastyki Wasiłowskiej zawiadomiło urząd parafialny dwóch nauczycieli. 46) Jeden, który podał zawód: "nauczyciel prywatny" i drugi - Józef Maliński, nauczyciel muzyki.
      Jeśli nawet nie uczyli oni dzieci Józefa Wasiłowskiego, to w każdym razie musieli być z nim w bliskich stosunkach, a więc mogli też mieć jakiś wpływ na wykształcenie jego córki.
      Ów Józef Maliński zaś, to nie tylko "nauczyciel muzyki", ale i znany na terenie miasta kompozytor. Jeden z tych, dzięki któremu, mimo represji ze strony władz carskich tłumiących od upadku powstania listopadowego, bujną poprzednio w tym mieście działalność kulturalną, życie muzyczne jakoś się jeszcze w Kaliszu rozwijało. Za przykład tego rozwoju mogą posłużyć dość liczne koncerty, jakie tu się odbywały.
      W czasie pobytu Konopnickiej, w Kaliszu koncertowali m.in. Wieniawscy, słynny skrzypek Apolinary Kątski, twórca znanych kujawiaków Kazimierz Łada, a ze sław zagranicznych: Amelia Neruda i jej siostra Wilhelmina. Prócz występów artystów, odbywały się tu także liczne koncerty amatorskie. 47)
      Czy te zamiłowania mieszkańców do muzyki miały jakiś wpływ na melodyjność i śpiewność przyszłych utworów Konopnickiej? Nie mamy na to specjalnych dowodów. Wolno jednak chyba snuć przypuszczenie.
      Na zakończenie tego przeglądu wiadomości o życiu kulturalnym Kalisza w czasie pobytu w nim Konopnickiej, pragnę jeszcze dodać, że stale odbywały się w mieście przedstawienia teatralne, choć poziom ich był różny oraz że Kalisz posiadał wtedy cztery księgarnie, wypożyczalnię książek i czytelnię pism, zorganizowaną przez Resursę Obywatelską.
      Lata, które spędziła Konopnicką w Kaliszu, nie były dla miasta szczęśliwe, jak to już można było wywnioskować z niektórych wyżej przytoczonych wzmianek. 48)
      Nie były też szczęśliwe dla przyszłej poetki. Największym ciosem stała się dla niej zapewne śmierć matki.
      Zajmijmy się z kolei tym faktem. Tu jednak znów wypłynie kwestia dat. Posłuchajmy, co o tym mówią opracowania naukowe. "Lat kilka miała wtedy Maria, ledwo trochę od ziemi odrosła, gdy odumarła ją matka" - pisze w swej monografii Słomczyńska. 49) Po kilku latach (od urodzenia Marii), "pan Wasiłowski został przeniesiony do większego miasta, Kalisza (...). W parę miesięcy po przeprowadzce umarła pani Wasiłowska, matka Marii" - podaje Wanda Leopold. 50)
      Inni (jak np.: Brodzka lub Dobrowolski 51)) załatwiają tę sprawę podobnie lub bardziej ogólnikowo. 52) Jaki okres czasu obejmuje tych "Kilka lat" i tych "parę miesięcy"?
      W krużgankach kaliskiego kościoła Jezuitów, znajduje się wmurowana pamiątkowa tablica tej treści: Pamięci Scholastyki z Turskich Wasiłowskiej ur. 1820, zm. d. 20 marca 1854 r.
      Urzędowy akt zgonu, zachowany w aktach parafii św. Mikołaja w Kaliszu, podaje nieco inną datę: 29 marca. Pomijając jednak tę - w tej chwili dla nas nieistotną - niewielką różnicę dni, należy stwierdzić, że Maria w momencie śmierci matki, miała niemal skończone lat dwanaście. Nie była więc tak mała, jak dotąd przypuszczano, kierując się głównie sugestiami wywołanymi listem do Wodzińskiego.
      Dane zawarte w tym liście nie zawsze są ścisłe. "Wprędce" (w związku z przeniesieniem ojca do Kalisza) oznacza okres około lat siedmiu. Powrót stryja Ignacego w okresie dzieciństwa poetki - jak już to widzieliśmy - trudno wyjaśnić. Najbardziej zagadkowo brzmi jednak zdanie: "Mało pamiętam matkę", gdy zestawimy je z wiadomościami o wieku córki. Czyżby chodziło tylko o te daty i wiek? Nie sądzę.
      Mówi się często o tym, że w utworach Konopnickiej odbiła się tęsknota za ciepłem macierzyńskiej miłości, że serdeczne uczucia dla różnych prostych kobiet, Anuś czy Urbanowych, stąd także płyną, że one wychowały poetkę. Może warto by jednak zwrócić uwagę jeszcze na coś innego. Na to mianowicie, że w utworach Konopnickiej tak często powtarza się nie tylko problem miłości matki, ale i konflikt z matką. Ogromna, bolesna miłość i niemożność zaspokojenia jej, niemożność porozumienia się, jakieś poczucia krzywdy dziecka, za którą matka nie może ponosić pełnej odpowiedzialności. Jakże świetnie potrafiła Konopnicką oddać te uczucia w Stachu Szafarczyku czy w Pannie Florentynie.
      To być może, nie tylko wzywanie się w cudzą psychikę, ale także wypowiadanie samej siebie i w pewnej mierze swego stosunku do matki.
      Popatrzmy bowiem trochę na życie małej Mani i los pani Scholastyki jak na życie zwykłych ludzi, nie zaplątanych w sprawy literatury. Młoda, przypuszczalnie nie bardzo zdrowa kobieta (umarła mając lat 34), która od 21 roku życia co dwa lata, lub nawet częściej, wydaje na świat dziecko. Czy może w tych warunkach wiele uwagi poświęcać dwóm najstarszym córkom? Czy nie można sobie wyobrazić, że jedna z nich, przewrażliwiona, a w każdym razie bardzo uczuciowa, będzie cierpiała nad swoim opuszczeniem, zaniedbaniem na korzyść młodszego rodzeństwa i w rezultacie nie będzie miała chęci pisać o matce i swoim stosunku do niej, w liście przeznaczonym do wykorzystania w prasie, lecz zajmie się przede wszystkim stosunkiem do ojca, który po śmierci żony z wielkim poświęceniem i oddaniem opiekował się dziećmi?
      Zresztą i o Józefie Wasiłowskim sąd córki jest właściwie bardzo krytyczny.
      W bogobojnym ujęciu Antoniego Pietkiewicza (Pługa) był to "umiłowany ojciec (...), o którym (poetka) dotąd w duszy przechowuje najwyższe, pełne czci i miłości wspomnienia, jako o człowieku prawych i niezłomnych zasad, głębokiej, żywej wiary i szczerej pobożności, przy umyśle podniosłym i ukształconym, lubo cichym, zamkniętym w sobie i nic nie mającym na popis". 53)
      W interpretacji samej Marii, w liście do Wodzińskiego, sylwetka pana Józefa jest naświetlona nieco inaczej. Konopnicką pisze wprawdzie, że ojciec był "doskonałym prawnikiem" i świetnym mówcą, wspomina o jego "nieskazitelnym żywocie", ale w wypowiedzi jej uderzają przede wszystkim takie zdania: "Ojciec mój był mistyk, ogromnie religijny, samotnik, oddany pracy i dzieciom (...), był niby mały i pokorny, a w rzeczy samej - jak to dziś widzę - dumny i zamknięty w sobie. Prawie mizantrop, wychował nas zgoła bez kobiecego wpływu."
      A oto inne charakterystyczne fragmenty tegoż listu, omawiające pobyt w Kaliszu: "Atmosfera naszego dziecięctwa była bardzo różna od tej, w jakiej dzieci żyją zwykle (...). Dom nasz sierocy był prawie zakonnym domem, nie przyjmowano w nim i nie oddawano żadnych wizyt, nie prowadzono żadnych wesołych, światowych rozmów, a spacery, na które nas ojciec prowadził, miały za cel zwykły - cmentarz."
      Momentami westchnienia po dusznej atmosferze domowej, były zapewne wyjazdy do kuzynek, mieszkających w okolicznych dworach. Oto charakterystyczny fragment listu do jednej z tych kuzynek, Kamili Kuligowskiej, 54) który wyjaśni nam wiele z tego, co powyżej powiedziałam. List nie jest datowany, lecz podpis Maria W. oraz cały jego ton świadczą, że był pisany przez dorastającą dziewczynę, a więc w okresie kaliskim. Konopnicką żali się na początku listu, że tak szybko przeszedł "wczoraj czas w Waszym miluchnym towarzystwie" i dalej pisze: "To tak niepięknie, nieładnie rozpieścić nas na dobre, wiedząc, ile tęsknoty zostanie po Was w sercu, bo z przyjazdem Ojca nie będziemy mogły tak prędko przylecieć, by w lubych pogadankach trzpiotać się razem albo westchnąć za jakąś gwiazdą wieczorną. Ty, najdroższa, pamiętaj o mnie wśród gwaru Waszego kochanego kółka, poświęć małe wspomnienie tej, która z dala będzie się cieszyć Twoją radością (...). A gdy jaka myśl tęskna albo dumka poksiężycowa zasępi Twe białe czółko, pomyśl, że u mnie znajdziesz bratnią myśl i szczery udział Twej troski (...). Bo może nie wiesz, że i trzpiot miewa czasem poważniejsze myśli. Ani sobie wyobrazić możesz, jak mi tęskno, jak się boję tych długich dni i tygodni, które nas dzielą jeszcze od siebie. Wczoraj nie pomyślałam o tym, bo już u mnie, jak się czemu ucieszyć, to całym sercem (...), ale dzisiaj po skończonych pierwszych pieszczotach i powitaniach głowa mnie boli, smutno mi, nie wiem za czym i za kim."
      W dalszym ciągu listu znajdziemy omówienie lekarstwa na tęsknotę oraz dziecinną "receptą", do której mają się zastosować Mania i Kamilka, a której najważniejszym wskazaniem jest stałe myślenie o sobie. Wreszcie spotykamy także takie charakterystyczne zdanie: "(...) gdybym mogła, pisałabym Ci dużo o tym, ale nie chcę Cię nudzić, powiem więc krótko, że tak okropnie trzeba, żebyś mnie kochała, że to - Boże drogi!..."
      Całość stawia nam przed oczyma rozegzaltowanego nieco podlotka, smutnego i wesołego na przemian, bardzo spragnionego miłości i serdecznego ciepła.
      Obrazem tym chciałabym zakończyć drugą część moich rozważań.
      Punktem wyjścia dla nich był Kalisz oraz życie w nim i głównie na tym tle snułam domysły i wyprowadzałam wnioski dotyczące Konopnickiej, która zresztą od czasu do czasu zabierała także głos sama, pod koniec zaś narzuciła naszej wyobraźni wizerunek młodej, nieco sentymentalnej dziewczyny, jaką zapewne była na krótko przed wyjazdem do Bronowa. Nie jest to wizerunek pełny ani skończony, a jednak tkwią w nim pewne cechy, które odnajdziemy później w jej utworach, gdzie smutek, wesołość i jakaś dumka poksiężycowa nieraz się z sobą kojarzą.
      Przechodząc do dalszych zagadnień, chciałabym teraz główną uwagę skupić na wypowiedziach Konopnickiej, które powstały po jej wyjeździe z Kalisza i w jakiś sposób są z tym miastem związane.
      Zajmijmy się najpierw listami. Wzmianki o Kaliszu są w nich bardzo rzadkie i dotyczą przeważnie interesów. Znajomi kaliscy mają się starać o bezpłatny paszport zagraniczny dla Konopnickiej, 55) o uwolnienie jej syna od wojska. 56) Pomagać w tym będzie głównie jakiś krewny, pierwszego męża Zofii.
      Kalisz i jego okolice są też przez pewien czas miejscem zamieszkania Jarosława Konopnickiego. Stąd także niektóre uwagi na temat jego spraw sądowych, wynikających z niepohamowanego charakteru i zamiłowania do pieniactwa. 57) Poetka czasem dowodzi dzieciom, że ojciec powinien siedzieć w Kaliszu, czasem znów pisze, że "pośle mu 25 rubli", lecz pod warunkiem, że te pieniądze "nie pójdą na żadną podróż do Kalisza, lecz na oporządzenie". 58)
      Są również wzmianki o jubileuszu. W związku z przygotowaniem go, Orzeszkowa w liście z l stycznia 1900 roku, prosi o wiadomości o pierwszych drukowanych utworach. Konopnicką przyrzeka, że napisze do Kalisza, "może kto tam wyszuka". 59) Wobec tego jednak, że uroczystości jubileuszowe przesunięto, żeby "przeczekać święto Sienkiewicza" (1900 r. - 30-lecie twórczości), i 25-lecie twórczości Konopnickiej rozpoczęto liczyć od r. 1877, gdy drukowała już swe utwory w pismach warszawskich, cała sprawa przycichła, choć w cytowanym wielokrotnie liście do Wodzińskiego, Konopnicką wyraźnie pisze: "Zdaje się, że pierwszy mój jakiś wierszyk pt. "Zimowy poranek" - lichota, ot, jakaś - był drukowany w "Kaliszaninie", do którego posłałam ten utwór w wielkiej tajemnicy, pod pseudonimem." Wiemy, że był to pseudonim "Marko" i że wspomniany wiersz ukazał się w "Kaliszaninie" w r. 1875. 60)
      W listach z jubileuszowego roku 1902, znajdziemy jeszcze jedną bardzo ciekawą wzmiankę. Pierwszego lipca Konopnicką pisze z Rimini do syna Stanisława: "W dniu imienin otrzymałam jeszcze telegram z życzeniami kilkunastu pań z Kalisza, których częścią nie znam, a częścią pamiętam cokolwiek z lat dziecinnych, a na końcu stało nazwisko Gapiny, tej wodziarki Józefowej, o której napisałam jedną nowelkę. Bardzo się tym ucieszyłam." 61)
     Słowa te rzucają nam pewne światło na tajemnice warsztatu twórczego Konopnickiej. Wiemy, że należy ona do tego typu pisarzy, którzy w nowelach swoich często malują fakty, postaci, tło w oparciu o konkretną, zaobserwowaną rzeczywistość, mało stosunkowo ją zmieniając. Pisał o tym chyba najwięcej Tadeusz Czapczyński, 62) udowadniając zresztą głównie ścisłość danych topograficznych z okolic Bronowa i Gusina. Trudniej jest udowodnić autentyzm postaci. Słyszeliśmy z relacji rodziny, że Józik Srokacz i jego historia są prawdziwe. Wiemy z korespondencji, że dziadek z Niemczaków był wzorowany na bronowskim dziadku, teraz zdobyliśmy pewność, że podtytuł Józefowej, który brzmi: studium z natury, nie jest oparty na fikcji i że Konopnicką odtworzyła w swej noweli istotnie postać rzeczywistą, zmieniając przy tym tylko nieznacznie jej nazwisko (Gapina - Glapina). Oczywiście, dzieło literackie nie jest nigdy bezmyślnie zrobioną kopią i trudno dziś ustalić, o ile Józefowa jest "prawdziwa", o ile zaś artystyczne przetworzenie rzeczywistości zmieniło charakterystykę postaci lub opisane fakty.
     To drugie wydaje nam się w wypadku Józefowej istotniejsze. A oto charakterystyczny przykład zmian. Kończymy lekturę noweli z przekonaniem, że Józefowa umrze. W rzeczywistości żyła i cieszyła się zapewne dobrym zdrowiem. Jeśli fakt upadku ze schodów istotnie kiedyś się zdarzył, to przypuszczalnie nie miał większych następstw, lecz dla artystycznej logiki opowiadania i charakterystyki postaci, katastrofa spowodowana przez niedołężnego męża była potrzebna.
     Rozważania na ten temat nasuwają nam jednak inne jeszcze wnioski. W noweli, obok głównej bohaterki, występuj ą postacie drugorzędne. Między innymi stróż Paweł i jego żona. Te same postacie spotkamy w opowiadaniach zatytułowanych: Z cmentarzy i Anusia. Podobnie jak suczka Meresia, Hryćko służący u pułkownika, czy wędrujący Tatarzy - zjawiają się one otoczone atmosferą wspomnień z dzieciństwa i kojarzą z topografią Suwałk, ze świetnie przedstawionym terenem rozciągającym się między domem, w którym mieszkali Wasiłowscy, a brzegiem Hańczy i położonym nad nią cmentarzem. Część tego samego terenu jest zapewne uwzględniona w opisie ogrodu, w którym odbywają się wieczorne rozmyślania w Anusi, ale wpleciona w tekst tej noweli wzmianka o "dzwonach od bernardynów" - to chyba reminiscencja z czasów pobytu w Kaliszu, gdzie ogrody należące do dawnego klasztoru bernardynów, sąsiadowały z domem, w którym mieszkała wtedy poetka, gdy tymczasem kościół kamedułów, obsługiwany przez bernardynów, który znajdował się w Suwałkach, był jednak od domu Wasiłowskich bardzo oddalony.
      Na podstawie omówionych przykładów możemy śledzić, jak Konopnicką fragmenty zaobserwowanej rzeczywistości, odtwarza na ogół wiernie, grupuje jednak w sposób dowolny.
      Pochowany, jakby się zdawało, w czasie dzieciństwa autorki Paweł, którego duch straszy na suwalskim cmentarzu, żyje znów w czasach dużo późniejszych, 63) by kaliska wodziarka Józefowa, mogła się zachwycać jego siłą. Mała wierna suczka Meresia, która z tęsknoty zdechła na mogiłkach nad Hańczą, warczy przez sen, gdy Anusia opowiada straszne historie o macosze, oczekując zapewne, aż uderzy kaliski dzwon "od bernardynów", wzywający na Anioł Pański, choć rozgrywa się to wszystko, jak wynika ze wzmianki o Tatarach i Hryćku, chyba w Suwałkach, dokąd nie wiadomo skąd przywędrowały Anusia i Kania, postacie tak pełne prawdy, że zapewne na obserwacji oparte.64)
      Jak wiadomo, czarodziejska magia literatury trwa w pełni także i wtedy, gdy tworząc nowy świat, łączy ona elementy nawet najbardziej konkretnej rzeczywistości.
      Wróćmy jednak do "kaliskich" nowel. Jeśli omówiona już Józefowa wiąże się z tym miastem głównie ze względu na osobę bohaterki, to nowelą szczególnie "terenowo" z Kaliszem związaną jest Urbanowa. Przede wszystkim ze względu na zawarte w niej wzmianki o Asnyku, a raczej o "państwu Asnyk", rodzicach poety.
      Myślę, że więcej w tych wzmiankach prawdy, niż można by na pozór sądzić. Gdy czytamy w "Listach" Asnyka do ojca 65) pochwały przyszłej narzeczonej i jej rodziny, dziwimy się, ile uwagi przywiązuje poeta do spraw kulinarnych i gospodarczych i jak bardzo na nie zwraca uwagę ojca. Znamienne jest też takie zdanie w pamiętnikach Modrzejewskiej: 66) Asnyk "łatwiej zniósłby surową krytykę swoich wierszy, niż najmniejsze zlekceważenie umiejętności gotowania"
      Różnica między zamożnym i zapobiegliwym domem Asnyków, a "kawalerskim" zapewne sposobem gospodarowania pana Wasiłowskiego, mogła chyba niejednej służącej podsuwać gorzkie uwagi, a Maria istotnie zapewne zajmowała się domem, choćby wtedy, gdy najstarsza, Wanda, wyszła już za mąż. 67)
      O garnki żelazne też chyba nie było trudno dawnym chlebodawcom Urbanowej, gdyż Kazimierz Asnyk, był zdaje się przez pewien czas, właścicielem sklepu z żelazem. 68)
      Kaliską nazwę nosi ów "Kanonicki Rynek" wspomniany w utworze, jednak targi, o których pisze Konopnicką, odbywały się na nim znacznie później, już po wyjeździe pisarki do Bronowa. Widziała je zapewne wtedy, gdy od czasu do czasu do Kalisza przyjeżdżała.
      Na autentyczny zakrawa obraz szopki kaliskiej, którą - jak pisze kronikarz - przygotowywali młodzi szewczykowie kaliscy, 69) gdyż ich to był nie pisany przywilej. Nawet i to, że Janek "u Pośpieszyńskiego" pracował, znajduje potwierdzenie w rzeczywistości, gdyż szewc tego nazwiska miał warsztat w Kaliszu na dzisiejszej ulicy Chodyńskiego. Z domu, w którym mieszkali Wasiłowscy, można też było "duchem skoczyć na przeciwko" do pobliskiej, trzeciorzędnej zapewne, restauracji, która mieściła się na rogu dzisiejszej ulicy Stawiszyńskiej i Warszawskiej. Nie wiadomo tylko, skąd Konopnicką zaczerpnęła wzór do samej postaci Urbanowej. Chyba jednak to typ kaliski, bo zbyt wiele momentów noweli wiąże ją z Kaliszem.
      Na zasadzie trzech omówionych powyżej nowel, a przede wszystkim na zasadzie Józefowej, możemy stwierdzić, że owo charakterystyczne dla Konopnickiej odczucie i zrozumienie zwykłych, prostych ludzi, głównie kobiet, rozwinęło się w Kaliszu. Jakże charakterystyczny jest zresztą ten cytowany już przeze mnie fragment listu, w którym pisarka cieszy się z podpisu Gapiny. W Urbanowej i w Agnisi, znajduje się też zapewne bardzo dużo danych autobiograficznych. Szczególnie dotyczy to chyba, tej ostatniej noweli. Czytając ją ma się czasem wrażenie, że materiał wspomnieniowy rozsadza w pewnych momentach ten, świetnie zresztą zbudowany utwór. Ale cóż, to wrażenia, których nie sposób udowodnić. Możemy jedynie zanotować niektóre szczegóły.
      Dziecięca religijność narratorki, łączy się z uczuciem smutku, podobnie jak to zostało uwidocznione we fragmencie wyznań pisarki, przytoczonych przez Pługa: "Nauczyłam się wtedy kochać Chrystusa jako przyjaciela ludzi smutnych". 70) Wzmianki o zamiłowaniu i zdolnościach do szycia przypominają nam, że Konopnicką później umiała sama przygotować córkom kostiumy na zabawy.71) A oto przykład najbardziej wymowny i najciekawszy. W cytowanym fragmencie listu do Wodzińskiego, Konopnicką z racji wspomnianej lektury "Konrada Wallenroda" powie: "Może to reminiscencje dziecięctwa, że dotychczas nie mogę bez dreszczu i bladości słuchać głośnego czytania poezji".
      W Anusi zaś czytamy po opisie śpiewania Gorzkich żali:
      "Epicki ton tej pieśni robił na mnie niesłychane wrażenie. Dreszcz szedł mi po twarzy, po szyi, po plecach, oczy mrużyły się nerwowym ziewaniem". Podobieństwo obu tekstów - uderzające.
      Zamykając listę nowel związanych z Kaliszem, należałoby jeszcze zwrócić uwagę na Morze. Życie pracowników prowincjonalnego teatru, ich przypadkowe kontakty z ziemiaństwem, typy ziemian - wszystko to nasuwa przypuszczenie, że, być może, pobyt pisarki w Kaliszu dostarczył tematu do tego utworu.
      Pozostają do omówienia wiersze. Trzy z nich szczególnie nas tu obchodzą.
      Pierwszy - to wiersz Memu miastu 72) zamieszczony w tomie "Linie i dźwięki" z roku 1897.
      Wiersz ten bardzo silnie wyraża więź uczuciową poetki z miastem, w którym się wychowała i któremu skarży się, pisząc w tonie ludowej piosenki:

Nie słowika wykarmiły
Miody twoje i kołacze,
Lecz zuzulę u mogiły,
Co pod chmurnym niebem płacze.
Nie wyrosłam tobie kwiatem,
Nie zabłysłam ci jak gwiazda,
Lecz tułaczo poszłam światem
Z sierocego mego gniazda.

      Dalszym wyrazem tych serdecznych związków jest występujące w następnych zwrotkach, łączenie przez poetkę swego losu z losem miasta, pragnienie, by kiedyś tu wrócić, dokończyć życia na kaliskiej ziemi i pod kaliskim niebem znaleźć po śmierci "gospodę i dom cichy między swymi".
      Być może, utwór ten drukowany w roku śmierci Asnyka, powstał częściowo pod wpływem wiersza poety Rodzinnemu miastu, nie zmniejsza to jednak prawdy zawartych w nim uczuć.

Podobne uczucia znajdziemy zresztą w następnym wierszu do "swojej ziemi", wydrukowanym w "Kaliszaninie" w roku 1888 (nr 102 z dnia 16 (28) grudnia).

Wiersz ten, zatytułowany Kaliszowi dowodzi, że Konopnicką musiała wtedy na bardzo krótko zatrzymać się w mieście.
      Oto charakterystyczne końcowe zwrotki utworu:

Ledwo dłoń wyciągnąć zdołam,
Ledwo: Szczęść wam Bóg! - zawołam,
Już nas rozniósł wicher zły,
Już zakryły mgły...
Tak tułaczej łodzi bieg
O rodzinny trąci brzeg -
Lecz wśród nocy i wśród ciszy
Nikt żeglarza nie usłyszy.
Gdy pozdrawia ziemię swą
Krzykiem - albo łzą.

      W roku 1907 Konopnicką napisała jeszcze jeden wiersz, także zatytułowany Kaliszowi. Ma on jednak inny od poprzednich utworów, trochę "użytkowy" charakter i jest pewnego rodzaju hymnem przeznaczonym do śpiewu. Choć powstał w tym samym roku co Rota, 73) nie miał szczęścia, nie zrobił kariery i został zupełnie zapomniany.

Oto jego pierwsza zwrotka:
Jeśliś ze mną jest złączony,
Grodzie stary, grodzie mój,
Patrzaj pilno w one strony.
Gdzie straż trzymasz swej korony,
Na placówce pilnie stój! 74)

      Wiersz ten, nie znany Czubkowi, był drukowany w kaliskim "Kalendarzu na Szkołę Rzemiosł na rok 1909." Kalendarz został wydany w październiku 1908 roku, a wiersz napisała Konopnicką w Żarnowcu 10 sierpnia 1907 roku, jak dowodzi dopisek autorki umieszczony przez wydawców u dołu strony. Autograf wiersza zachował się w Bibliotece Jagiellońskiej.
      Muzykę do niego napisał Henryk Melcer, tworząc polonez przeznaczony do śpiewu chóralnego. Kompozycja Melcera nosi datę 21 września 1908 roku i jest zamieszczona w tym samym "Kalendarzu". Dziękując za poparcie, wydawcy "Kalendarza" umieścili w przedmowie następujące zdanie: "Szczycimy się, że mistrzowie wszechświatowej sławy, jak Maria Konopnicką, Henryk Melcer i Stefan z Opatówka, jako dzieci Kalisza, rodzinnemu miastu (...) ofiarowali wiecznotrwałą pamiątkę swego ducha". Wątpić należy, czy Konopnicką była tą wzmianką zachwycona, mimo słów o "wszechświatowej sławie". Nie był to zresztą, jej pierwszy wiersz ofiarowany na cel społeczny, związany z działalnością kaliszan. Już w 1895 roku, w jednodniówce "Prosną", wydanej na rzecz Towarzystwa Dobroczynności, drukowała nigdzie przedtem nie publikowany wiersz Gli ucelli, zamieszczony później w zbiorku "Drobiazgi z podróżnej teki", wydanym w roku 1903. 75) Tu jednak towarzyszami jej byli między innymi Asnyk i Tetmajer, a nie Stefan Giller.
      Zakończywszy tymi uwagami, przegląd utworów Konopnickiej w jakiś sposób z Kaliszem związanych, pragnę jeszcze parę informacji poświęcić pamiątkom i realiom dotyczącym poetki, które pozostały w mieście w związku z jej pobytem.
      A więc najpierw domy, w których mieszkała. Pierwszy z nich, położony u zbiegu ul. Zamkowej z ul. Grodzką, został zburzony przez Niemców w 1914 roku i później już go nie odbudowano. Jak długo mieszkali tam Wasiłowscy, nie wiadomo. Podobno zaraz po przyjeździe i dość krótko.
      Drugi - to dom przy placu Kilińskiego 4, szumnie niegdyś zwany Pałacem Puławskich. Był on istotnie kiedyś bardzo piękny i należąc do bogatej rodziny ziemiańskiej, stanowił jeden z symbolów tych związków dworów z miastem, o których pisałam. Wasiłowscy mieszkali jednak nie we frontowej części, lecz w jednopiętrowej oficynie, od strony dzisiejszej ulicy 3 Maja, na miejscu której znajdowały się wtedy ogrody. Było to bardzo piękne położenie, korzystne dla dzieci, ale daleko było do wspaniałości mieszkań frontowej części domu. Jak duże mieszkanie zajmowali Wasiłowscy, nie wiadomo; podobno mieściło się ono na piętrze, gdzie przeważnie były mieszkania trzypokojowe.76)
      Zaraz za dawnym ogrodem, należącym do tego domu, oddzielony od niego nie istniejącą wówczas ulicą, znajduje się kościół Jezuitów. W tym właśnie kościele, w ścianie korytarza, mamy wmurowaną czarną marmurową płytę, poświęconą pamięci Scholastyki z Turskich, matki poetki.
      Cała dzielnica, której fragment tu opisałam, mieściła się na krańcu ówczesnego miasta. Było to tak zwane Przedmieście Warszawskie lub Stawiszyńskie.
      Na przeciwnym krańcu miasta, już poza dawnymi rogatkami, znajduje się cmentarz, bardzo wtedy w pojęciu mieszkańców oddalony od centrum, skoro do dzisiejszego parku, położonego znacznie bliżej, wybierano się jak na wycieczkę.
      Nie znajdziemy na tym cmentarzu grobu Scholastyki Wasiłowskiej. Nie zadbano o niego w odpowiednim czasie, a obecnie, po kilkakrotnych niwelacjach starych grobowców i śladów próżno szukać. Zachował się tylko - jak wspomniałam - akt zgonu, 77) który znajduje się w parafii św. Mikołaja, gdzie jest też metryka ślubu Marii Konopnickiej z bardzo czytelnie i starannie wypisanymi przez nią literami nazwiska i ogromnie zamaszystym podpisem Jarosława. 78)
      W tej samej księdze zaślubin parafii św. Mikołaja, znajdziemy też akt ślubu Wandy Zenobii Wasiłowskiej,79) najstarszej siostry Konopnickiej, o której wspomina Orzeszkowa.
      W sąsiedniej parafii, N. Marii Panny, znajdziemy wspomnianą także na początku tej pracy, metrykę siostry Konopnickiej, Celiny. 80)
      Poza tym istnieje jeszcze tablica na domu przy placu Kilińskiego 4, w którym mieszkali Wasiłowscy 81) oraz trochę fotografii i fotokopii w muzeum i archiwum.
      I to już prawie wszystko. Prawie - gdyż w muzeum zachował się jeszcze dokument dotyczący pobytu Konopnickich w Bronowie, który warto na zakończenie tej części szkicu dokładniej omówić.
     W zespole akt naczelnika powiatu kaliskiego, wchodzącym w skład księgi raportów z okresu powstania styczniowego na terenie powiatu kaliskiego, znajdujemy raport wójta gminy Bronów, informujący naczelnika o nadużyciach dokonanych na terenie gminy przez kozaków liniowych "wojsk cesarskich rosyjskich".
      Kozacy ci zbili Jarosława Konopnickiego, "dzierżawcę" wsi Bronów i sześciu jego ludzi, następnie, zażądawszy przewodnika i otrzymawszy takowego na koniu dworskim, zbili z kolei owego przewodnika, a konia (...) - klacz brudnokasztanowatą wartości 1000 rubli - zabrali.
      Raport omawia także nadużycia dokonane przez kozaków w sąsiednim folwarku Wielopole - i domaga się zwrotu zabranych rzeczy. Datowany jest 22 sierpnia 1863 roku i podpisany nazwiskiem Konopnicki, bez podania imienia.
      Charakter pisma, bardzo podobny do podpisu Jarosława na metryce ślubu, nasuwa przypuszczenie, że raport był może przez niego samego napisany.
      Na drugiej, wolnej karcie dokumentu, znajdują się kopie pism (do naczelnika Wojennego Oddziału Kaliskiego i do gubernatora warszawskiego) z dnia 28 sierpnia, które władze kaliskie zamierzały widocznie wysłać wraz z raportem. Kopie te zostały następnie przekreślone, a na raporcie dopisano: "Ponieważ wójt gminy oświadczył, że w ubocznym przedmiocie doniósł i władzom wyższym, zatem do akt."
      Jak więc widać, pan Jarosław w końcu sierpnia przebywał jeszcze w Bronowie i mimo ostrzeżeń, jakie podobno podczas marcowej rewizji otrzymał (str. 82), dość śmiało sobie z kozakami poczynał, skoro i pobity został (i to wraz z sześciu ludźmi) i o klacz tak się prawował. Przejdźmy z kolei do zebrania wniosków z całości prowadzonych dotąd rozważań.
      Konopnicką przebywała na terenie Kalisza około trzynastu lat. Jest to czas dość długi. Znaczenie tych lat zwiększa zaś jeszcze to, że upłynęły one między siódmym a dwudziestym rokiem jej życia, a więc w okresie tworzenia się osobowości przyszłej pisarki, na którą miasto i jego życie, miały także swój wpływ.
      Tu budzą się jej uczucia patriotyczne, tu poznaje niedolę cudzą i własną, zaczyna silniej odczuwać więź z ludźmi, widzieć wartości prostych, otaczających ją kobiet, służących, Żydów. Dowodzą tego takie nowele, jak Anusia i Urbanowa, obciążone silnym ładunkiem dziecięcych wspomnień. Typy zaobserwowane w Kaliszu, ukażą się później w utworach, które nie zawsze będą nawiązywały do kaliskiego terenu i które dlatego nie zawsze rozpoznamy.
      W Kaliszu budzi się też w przyszłej pisarce, ciekawość świata nauki, związana z rozpoczętą tu edukacją, której bardzo krótkim etapem będzie pobyt na pensji w Warszawie. W Kaliszu zaczyna się rozwijać artystyczna wrażliwość Konopnickiej, zadokumentowana wspomnieniami o przeżyciach z dzieciństwa i wczesnej młodości, w czasie słuchania opowiadań i poezji, wrażliwość, na którą pewien wpływ musiało też mieć życie kulturalne miasta, a także urok jego położenia i piękno niektórych budowli.
      Kiedy zaś po trzynastu latach opuściła Konopnicką Kalisz, to mieszkając przez następnych piętnaście lat na ziemi kaliskiej, nie wyrwie się spod wpływu miasta, które dla tej okolicy będzie nadal najbliższym ogniskiem kultury i terenem częstych odwiedzin i zjazdów.
      Dopiero spróbowawszy sił w "Kaliszaninie", rozpocznie poetka twórczą pracę, dla której za ciasno już będzie na prowincji, by później, w następnej fazie życia, przekroczyć ramy stolicy i kraju i wyruszyć w szeroki świat, skąd jednak prześle "swemu miastu" znamienne słowa:

Bodaj my się z sobą byli
Nie żegnali na rozstaju
Ptak, co puści się w złej chwili,
Nie powraca już z wyraju.

      Nie podyktowała zapewne tej zwrotki tylko kurtuazja. Wiemy z listów, że za granicą bywało, różnie, a "kraj lat dziecinnych" i wczesnej młodości, ma zawsze jakąś sobie właściwą siłę przyciągania.

---------------------------

1) Już w r. 1820, gdy nie tylko Suwałki, ale i taka np. Łódź, były jeszcze na pół robotniczymi miasteczkami, urzędowy opis Kalisza podaje, że ludność jego utrzymuje się "z rzemiosł rozmaitych, fabryk sukna, handlu - z ról nie, bo samo miasto gruntów ornych nie posiada - z wyrobów różnych przemysłu". Z opisu tego dowiadujemy się też, że w Kaliszu znajdowała się wtedy "fabryka sukna Repphana, fabryka płótna, fabryka skór (...), rękodzieło rozmaite prywatne, 5 browarów i 5 gorzelni." W latach następnych Kalisz przeżywa gwałtowny rozwój przemysłu - głównie sukienniczego, którego tradycje w Kaliszu sięgają wytwórczości rzemieślniczej w tej dziedzinie z końca XIII wieku - ściąga do siebie obcych kupców, eksportuje towary za granicę. Szczytem rozwoju sałata 1829-1830. Upadek powstania listopadowego, przepisy celne i ustawa z roku 1834, znoszące tranzyt przez Rosję do Chin, podcinają rozwój ekonomiczny miasta, nie mogą jednak oczywiście zniszczyć od razu wszystkich fabryk i warsztatów, jakkolwiek wiele z nich bankrutuje i wiele powoli zamiera. Porównaj: Anna Rynkowska. Rozwój przemysłu w latach 1815-1831 w "Osiemnaście wieków Kalisza". Wydawnictwo Poznańskie, Kalisz 1961 t. II.

2) W roku 1856 (a więc w kilka lat po przyjeździe Wasiłowskich), Kalisz liczył 12066 mieszkańców (Adam Chodyński: "Kieszonkowa kroniczka historyczna Kalisza". Nakładem księgarni M. Hofmańskiego, Kalisz 1885. str. 71)

3) Pamiętnik Elizy Orzeszkowej, z autografu ogłosił Meyet. "Kurier Warszawski" 1911, nr 32.

4) Porównaj omawiane w dalszej części pracy wiersze: Memu miastu i Kaliszowi.

5) Jadwiga Słomczyńska: Maria Konopnicką. Życie i twórczość. "Poligrafia" Łódź 1946, str. 11.

6) Alina Brodzka: Maria Konopnicką. Wyd. III uzupełnione. Wiedza Powszechna, Warszawa 1958, str. 7. W monografii pod tym samym tytułem (Alina Brodzka: Maria Konopnicką. Wiedza Powszechna, "Profile", Warszawa 1961), wydanej po sesji w Łańcucie. Brodzka określa czas przyjazdu Wasiłowskich do Kalisza inaczej. Pisze bowiem, że przeprowadzka nastąpiła "około roku 1849", co jest zgodne z moim wyjaśnieniem sprawy, w referacie wchodzącym w skład materiałów sesji, udostępnionych wszystkim jej uczestnikom.

7) Według fotokopii aktu urodzenia, znajdującej się w Archiwum M. Konopnickiej IBL PAN.

8) Księga urodzeń parafii N. Marii Panny w Kaliszu, rok 1850, poz. 164. Porównaj przypis 81.

9) Księga zaślubin parafii św. Mikołaja w Kaliszu, rok 1862, poz. 46. W tekście podano: Jan Jarosław Konopnicki z Kroczowa, dzierżawca wsi Bronów. Porównaj przypis 78.

10) Odpis w Archiwum Konopnickiej IBL, fotokopia w Muzeum Kaliskim.

11) Wiemy o tym głównie z korespondencji z Orzeszkową. E. Orzeszkowa: Listy, t. I, "Dwugłosy". Warszawa - Grodno 1937.

12) Świadczy o tym metryka ślubu owej Wandy Zenobii, zachowana w aktach parafii św. Mikołaja w Kaliszu. Księga zaślubin z r.1861, poz. 8. Porównaj przypis 79. A oto fragment cytowanego już Pamiętnika Orzeszkowej ("Kurier Warszawski" r. 1911, nr 31): "(...) pamiętam nawet wybornie, jak siedząc na ogrodowych schodkach z Wandą Wasiłowska (siostrą Konopnickiej) i Leontyną Nimirycz, czytałyśmy we trzy Schilerowskiego Don Karlosa.

13) Dwa listy Konopnickiej do Wodzińskiego, przedrukował "Kurier Warszawski" w numerze I z 1911 roku. Artykuł Wodzińskiego zatytułowany Une femme poete-Maria Konopnicką, ukazał się w IV numerze paryskiej "Revue des Revues" z roku 1903 (nie w "Revue de Deux Mondes" z roku 1902, jak mylnie podaje Alina Brodzka, w książce O nowelach Marii Konopnickiej). Jest on dość luźno związany z tekstem listu. Tłumaczy pewne fragmenty, streszcza inne, jeszcze inne w ogóle pomija. Tadeusz Czapczyński, przedrukowując następne listy poetki, w artykule Nieznane listy Marii Konopnickiej (Łódzkie Towarzystwo Naukowe, "Sprawozdanie z Czynności i Posiedzeń" rok 1956), niesłusznie podaje, że są one tłumaczeniami z francuskiego. Konopnicką pisała je po polsku, jak wynika z uwag umieszczonych w "Kurierze Warszawskim", i z francuskiego artykułu Wodzińskiego. Oba fragmenty listu do Wodzińskiego, zacytowano według "Kuriera Warszawskiego".

14) Ze względu na dogodne położenie, Kalisz był w XIX wieku, miejscem dwu zjazdów władców Prus i Rosji. W obu zjazdach brał udział Fryderyk Wilhelm III, który w 1813 roku, spotkał się w Kaliszu z carem Aleksandrem I. a w 1835 roku -z carem Mikołajem I. W czasie II zjazdu, który nas tu szczególnie obchodzi, przybyło także do Kalisza oprócz panujących, szereg osób z ich rodzin (wielcy książęta rosyjscy, następca tronu pruskiego i inni), świty dziennikarzy i wojsko. Już wcześniej przygotowywano miasto do uroczystości, które trwały cały sierpień. Szczególnie wyróżniały się rewie wojsk rosyjskich i pruskich. Na pamiątkę zjazdów, ustawiono w 1841. pomnik na placu św. Józefa. Pomnik ten. skojarzył się w pamięci mieszkańców miasta nie z obcymi władcami, lecz ze stojącą obok studnią, w której była najlepsza woda. O tej "wodzie od pomnika", marzy też pani Barbara z Nocy i dni Marii Dąbrowskiej, powieści - jak wiadomo - osnutej na tle życia kaliskiego. Wiadomości o "zjazdach cesarzy", według kroniki Chodyńskiego. Pomnik, o którym wspomniałam, zlikwidowano w okresie międzywojennym.

15) Fragment autobiografii według Kazimierza Stefańskiego: Kalisz w latach 1848-1861. Kalisz 1935.

16) Warszawa 22. XII. 1884. Fragment tego listu, jak i wszystkie pozostałe fragmenty listów nigdy dotąd nie drukowanych, zaczerpnięte z Archiwum Konopnickiej IBL PAN.

17) Jak wyżej, Archiwum Konopnickiej.

18) Sprawę wyjaśnił dopiero artykuł Stefana Dembego (Metryka urodzenia Marii Konopnickiej), zamieszczony w 192 numerze "Kuriera Warszawskiego" z roku 1918, skąd cytuję następujący fragment: "Wszystkie istniejące historie literatury polskiej, doprowadzone do czasów obecnych (do r. 1918 - H.S.) oraz monografie i artykuły o poetyce, podają rok 1846, jako rok urodzenia znakomitej poetki, jeden tylko podręcznik Króla i Nitowskiego, podaje rok 1844. Skąd te daty powstały, nie wiem, wiadomo tylko, że są mylne". Dalej następuje odpis metryki urodzenia Marii Konopnickiej, według ksiąg parafii w Suwałkach, podający właściwą datę.

19) Stefański, jak wyżej.

20) Oto opinia korespondenta "Gazety Codziennej", cytowana przez Stefańskiego (op. cit). Omawiając klasy społeczne i życie towarzyskie miasta, pisze on: "Pierwszą (klasą - H.S.) są niezaprzeczenie, osiadli na zimę lub zamieszkali na stałe, obywatele ziemscy z rodzinami, żyjący po starodawnemu i tworzący osobne kółko przyjacielskie. Dalej idą szanowni i zacni urzędnicy i prawnicy, których mniej więcej, ścisłe stosunki łączą z pierwszymi. Dwie te warstwy przodują i przeważają nad innymi".

21) Stefański, jak wyżej.

22) Dziennik Adama Chodyńskiego. Fragmenty cytowane przez Raciborskiego. Józef Raciborski: Monografia Kalisza, cz. I. Nakład "Gazety Kaliskiej", Kalisz 1912, str. 167. Następny cytat też stąd zaczerpnięty.

23) Por. Anna Rynkowska, przypisek 1.

24) "Kaliszanin" 1871 rok, nr 65.

25) Jan Jeleński: Kalisz i jego okolice, "Niwa" 1875, t. VII, str. 570. Cytuję za Anną Rynkowska (Rozwój przemysłu w latach 1815-1835). Porównaj przypis 1. Sprawą kaliskich dzieci, zatrudnianych przez Repphana, zajął się też Bolesław Prus. Porównaj jego Kronikę tygodniową w numerze 90, "Kuriera Warszawskiego" z roku 1875.

26) Wolno także przypuszczać, że Konopnicką mieszkając w Gusinie, czytała artykuły Jeleńskiego i Prusa. Sprawa musiała być głośna w okolicach Kalisza. Drugi dom, w którym Wasiłowscy mieszkali w czasie pobytu Kaliszu (sądząc z miejscowych tradycji - raczej krótko) - znajdował się w najbliższym sąsiedztwie ul. Babinej, najbardziej przemysłowej ulicy ówczesnego Kalisza.

27) Według sprawozdania Rady Opiekuńczej Zakładów Dobroczynnych Powiatu Kaliskiego, tak zwany Komitet Zupy Rumfordzkiej (do którego należał też Asnyk, ojciec poety), zdołał w ciągu 200 dni trudnego roku 1854, w którym ludzie marli wskutek głodu i epidemii, wydać pożywienie 47984 osobom z miasta i powiatu. Była to oczywiście akcja wyjątkowa, ale i poza tym, spotykamy ciekawe przykłady ówczesnej filantropii, łączące się z koncertami, wentami, kwestą najpiękniejszych kaliszanek i zabawami. Porównaj Kazimierz Stefański, jak wyżej.

28) Oto przykład zakończenia jednej z takich piosenek, według relacji Wyganowskiego (por. dalsze wzmianki w tekście oraz przypis 31). Wychwalając gościnne przyjęcie, autor jej dowodził, że wszyscy będą o tej zabawie innym długo opowiadać i kończył: A kiedy to było? będą się pytali. O, już bardzo dawno, jeszcze za Moskali.

29) Cytat według Stefańskiego, jak wyżej: Bruzda, albo Brózda, legendarny wójt wsi Łobzowa pod Krakowem, który według podań ludowych, oskarżywszy piękną Czeszkę Rokiczanę przed Kazimierzem Wielkim, o skrzywdzenie jednego z chłopów sprawił, że król zrezygnował z poślubienia jej. Na tle tego podania, powstała w 1822 roku, 3-aktowa opera Konstantego Majeranowskiego pt. Kazimierz Wielki i Bruzda, a w roku 1859 Rokiczana - drama liryczna w 3-ch aktach Józefa Korzeniowskiego, do muzyki Stanisława Moniuszki. Porównaj: Zygmunt Gloger: "Encyklopedia staropolska". Wiedza Powszechna, Warszawa 1958, str. 208.

30) Np. "Kaliszanin"(5. I. 1883 rok, nr 2) podaje: "W tych dniach w okolicach Turku, u państwa P. ma odbyć się kulig. Około 200 osób zostało na tę zabawę zaproszonych. Krawcy w Kaliszu zajęci są szyciem kierezyj dla improwizowanych Krakowiaków, magazyny przygotowują śliczne kostiumy dla nadobnych Krakowianek"

31) Zygmunt Wyganowski: Wspomnienia. Maszynopis udostępniony łaskawie przez autora.

32) Przedrukowany częściowo przez Czapczyńskiego w "Tygodniku Powszechnym" z roku 1955, nr 33.

33) Relacja ustna Z. Wyganowskiego.

34) Według kroniki Adama Chodyńskiego. Por. przypis 2.

35) W roku 1856, ludności żydowskiej było jeszcze więcej, gdyż 4 352, na ogólną liczbę 12 066 mieszkańców (według kroniki Chodyńskiego). Na ogół jednak utrzymywał się stosunek 1:3.

36) Adam Chodyński: Zarys dziejów gminy izraelskiej w Kaliszu. "Kaliszanin" 1882, nr 96.

37) Cytat według Józefa Raciborskiego: op. cit. cz. I, str. 165. sprawozdanie odnosi się do roku 1847. Nie wiemy jak długo pensja istniała, ale Raciborski podaje dalej, że Emilia Filleborn-Stańczukowska. "zmarła w bardzo sędziwym wieku w Kaliszu, w roku 1882, otoczona uznaniem, paru wychowanych przez siebie pokoleń uczennic". A oto inny fragment tejże monografii Raciborskiego (s. 164-5), który może nas też zainteresować: "Wyższe Szkoły Realne (męskie - H. S.), w roku 1845 założone, jako też Wyższa Pensja Emilii Filleborn, cieszą się wielkim uznaniem ówczesnego wizytatora szkół kaliskich Józefa Korzeniowskiego, dzięki doborowemu gronu profesorów i licznej frekwencji młodzieży, dodatnio wpływa na życie, a częściowo i na dobrobyt miasta".

38) Agricola (Jan Turski): Wieszczka ludu polskiego. "Nowa Gazeta" (pismo wychodzące w Warszawie), rok 1910, nr 474. W artykule tym zacytowany jest fragment pierwszego listu Konopnickiej do Orzeszkowej, przypominającego jej pobyt u Wizytek (!).

39) A. Pług: Maria Konopnicką, "Wąsy" 18/30 listopada 1882 r., t.35, nr 909. W związku z tym programem domowego wykształcenia, warto przypomnieć, co Orzeszkowa mówi o nauce na Pensji Sakramentek, w cytowanym już przeze mnie Pamiętniku ("Kurier Warszawski" r. 1911, nr 31). "W ogólności program nauk bogaty nie był. Trzy języki (rosyjski był dowolny, a ja się go nie uczyłam, historia powszechna, historia literatury polskiej, geografia, arytmetyka, muzyka, rysunki, tańce. O naukach przyrodniczych mowy i wzmianki nawet nie było. Największą wagę przywiązywano do języków i muzyki, inne przedmioty traktowano obojętnie". Z dalszego tekstu wynika, że owe trzy języki to: francuski, niemiecki i nadobowiązkowy rosyjski, że dobrze uczono literatury polskiej XVI i XVIII w. oraz, że dziewczęta w ogóle dużo czytały lektury "zalecanej, dozwolonej i wzbronionej". Trzy razy w tygodniu, były też lekcje religii.

40) Odnosi się to przede wszystkim do fundacji Karnkowskiego, pięknych budynków pojezuickich, których robotą kierował Jan Maria Bernadone, mediolańczyk, późniejszy twórca kościoła Św. Piotra i Pawła w Krakowie. Pomagał mu w tym Albin Fontana, także Włoch (ze znanej rodziny architektów), który osiedlił się następnie w Kaliszu i budował kościół Św. Mikołaja.Fundacja Karnkowskiego, powstała na skutek tego, że Kalisz i jego okolice były w XVI wieku (głównie za Batorego) ważnym ośrodkiem reformacji. Ówczesny prymas polski, arcybiskup Stanisław Karnkowski zwany "młotem na kacerzów", sprowadził więc w 1584 roku do miasta jezuitów i ofiarował im rozległe tereny, od pałacu arcybiskupiego do ulicy Łaziennej, na których stanął kościół, kolegium i bursa. Budowa była zakrojona na wielką skalę i wizytowana w 1595 r. przez Zygmunta III Wazę. Kościół wybudowany w stylu wczesnego baroku, oddano do użytku w r. 1596. Po kasacie zakonu jezuitów, w gmachu kolegium mieściła się od r. 1873 Akademicka Szkoła Okręgowa, znana z wysokiego poziomu nauczania. Większość budynków fundacji Karnkowskiego istnieje do dziś. Porównaj: Marian Sobański: Kalisz i ziemia kaliska. Warszawa 1954, str. 84-85.

41) Zobacz: Tadeusz Czapczyński: Tułacze lata Marii Konopnickiej. Łódź 1957, str. 140.

42) Zob. przypis 39.

43) Tamże.

44) Tamże.

45) Porównaj listy do Orzeszkowej. Elizą Orzeszkowa: Listy, 1.1. "Dwugłosy". Warszawa-Grodno 1937 oraz cytowany wielokrotnie list do Wodzińskiego.

46) Cytowany już akt zgonu z parafii Św. Mikołaja. Porównaj przypis 77.

47) W kronikach kaliskich, spotykamy także wzmianki o Franciszku Szołdraczyńskim, autorze mazura Spod Kalisza, o Aleksandrze Radolińskim, Ludwiku Grosmanie, Marcelim Golińskim i kilku innych twórcach kompozycji muzycznych, w Kaliszu nawet nieraz wydawanych. Obok nich, szczególnie wyróżniał się w mieście, znany dyrygent Jan Ludwik Witkowski, pod którego kierownictwem rozwijało się niezupełnie legalne towarzystwo muzyczne, kontynuujące tradycje legalnego Towarzystwa Przyjaciół Muzyki z czasów Królestwa Kongresowego. Wszystkie te wiadomości podaje Stefański (op. cit.), skąd zaczerpnięte są także, zawarte w tekście dane o życiu teatralnym i Resursie Obywatelskiej.

48) Oto wykaz ważniejszych wydarzeń, jakie miały miejsce w Kaliszu w tych czasach, według cytowanej już kilkakrotnie "Kroniki" Chodyńskiego: Rok 1849 i następne. Wzmożone represje, w związku z upadkiem powstania w Wielkopolsce. Rok 1850. Powódź.Rok 1852. Epidemia cholery i wielki pożar dzielnicy żydowskiej trwający półtora dnia.Rok 1854. Powódź. Bardzo ciężki przednówek po dwóch latach nieurodzaju, wypadki śmierci z głodu. Rok 1858. Zupełne spłonięcie teatru, przedstawienia odbywają się w wynajętych salach.Rok 1861. Manifestacje patriotyczne.

49) Jadwiga Słomczyńska, jak wyżej str. 11.

50) Wanda Leopold: Maria Konopnicką. Wiedza Powszechna, Warszawa 1954, str. 5. Podobnie w wydaniu II z r. 1956.

51) Nie dotyczy to ostatniej monografii Aliny Brodzkiej, wydanej po sesji w Łańcucie, lecz poprzedniego szkicu. Porównaj przypis 6. Stanisław Ryszard Dobrowolski, we wstępie do wyboru pism poetki. Maria Konopnicką: Wybór pism. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1956.

52) Jeszcze bardziej ogólnikowo, traktuje się zwykle sprawę rodzeństwa Konopnickiej. Poza Janem Jarosławem, zwanym zwykle mylnie Tadeuszem, który zginął w powstaniu, o innych prawie się nie wspomina lub podaje błędnie ich liczbę, nie licząc się z tym, że poetka w liście do Wodzińskiego, mówi o sześciorgu dzieci osieroconych przez Scholastyką Wasiłowska. Oto ich wykaz: Wanda Zenobią (porównaj przypis 12) urodzona w Warszawie w r. 1840 lub 1841 (podała, że ma 20 lat w lutym roku 1861), czworo młodszych urodzonych w Suwałkach: Maria Stanisława (23. V. 1842), Jan Jarosław (27.XII.1843), Laura Celina (6.1.1846), Jadwiga Julia (29. VIII. 1848) oraz Celina Maria urodzona już w Kaliszu 5.11.1850 roku. (por. przypis 8 i 81) Data urodzin Jana, Laury i Jadwigi, podaję według fotokopii aktów urodzenia, znajdujących się w Archiwum Konopnickiej IBL PAN (por. przypis 7).

53) Zob. przypis 39.

54) Por. cytowany już artykuł Czapczyńskiego w "Tygodniku Powszechnym" z r. 1955, nr 33. Odpis Listu z Archiwum Konopnickiej IBL. Cytuję według fotokopii będącej w posiadaniu Muzeum Kaliskiego.

55) Lublin 19.IX. 1893. List do Zofii. Odpis w Archiwum Konopnickiej IBL.

56) 8.VI. 1890. List do Zofii. Odpis w Archiwum Konopnickiej.

57) Monachium 26. IV. 1891. List do Laury i drugi do Bolków (Królikowskich data ta sama. Odpis w Archiwum Konopnickiej IBL.

58) Graz 11. VI. 1894 do Zofii. Odpis według Archiwum Konopnickiej.

59) E.Orzeszkowa: Listy. "Dwugłosy", Warszawa-Grodno 1937 r. t. I. Konopnicką pisze do Orzeszkowej l LV. 1900 r. z Nauheim.

60) Alina Brodzka: O nowelach Marii Konopnickiej. Warszawa 1958, str. 18. Dotarcie do tego rocznika "Kaliszanina" jest bardzo utrudnione, gdyż pismo to należy dziś do rzadkości. Poza tym, zachowane komplety nie zawierają zwykle numerów dodatkowych, jakie wydawano np. z okazji Nowego Roku. Rocznik "Kaliszanina" otwarty na tej stronie, na której znajduje się poszukiwany wiersz Konopnickiej, podpisany pseudonimem Marko, był jedną z głównych atrakcji wystawy zorganizowanej w Kaliszu w r. 1957, w związku z dwudniową sesją naukową poświęconą Asnykowi, która odbyła się w Poznaniu i Kaliszu. Niestety, rocznik ten jest w tej chwili niedostępny.

61) Odpis w Archiwum Konopnickiej IBL.Wśród darów ofiarowanych pisarce z okazji jubileuszu, zachował się w zbiorach muzeum w Żarnowcu dyplom, od Kaliskiego Towarzystwa Muzycznego oraz ozdobna teczka z 14 fotografiami miasta, od kaliskich Lutnistek.

62) Tadeusz Czapczyński: O genezie niektórych nowel Marii Konopnickiej. "Prace Polonistyczne", seria XII, 1955. Tam także, znajdują się podane niżej wzmianki o Józiku Srokaczu i dziadku z Niemczaków.

63) Narratorka bierze udział w akcji opowiadania już jako osoba dorosła, skoro Józefowa nazywają "paniczką", gdy w wydarzeniach przedstawionych w opowiadaniu Z cmentarzy, występowała jako mała dziewczynka.Paweł we wszystkich opowiadaniach wykazuje podobne cechy (przede wszystkim siłę) i ma podobne zajęcie, tak że trudno go nie uważać za jedną i tą samą postać.

64) Chodzi o nowelę Anusia. Nazwisko Kania spotykane jest wśród mieszkańców łączącej się dziś z miastem najbliższej wsi Dobrzeć. A oto charakterystyczny fragment odpowiedzi Konopnickiej, na zbiorowy list dzieci warszawskich. Pisarka tłumaczy im, że gdy była mała, nie było jeszcze wielu książek dla dzieci i dalej pisze: "Ale była u nas w domu Anusia, która umiała mnóstwo ślicznych bajek i tymi nas karmiła". Cytat według Krystyny Kuliczkowskiej: Literatura dla dzieci w latach 1864-1914. PZWS, Warszawa 1959, str. 75.

65) Z korespondencji i autografów Adama Asnyka cz. II Listy rodzinne. Wydal Antoni J.Mikulski. "Pamiętnik Literacki". Lwów 1937, rocznik 34. Porównaj szczególnie list z 12 stycznia 1875 r. str. 156.

66) Helena Modrzejewska: Wspomnienia i wrażenia. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1957, str. 188-189.

67) Tylko nie wtedy, gdy miała dziesięć lat, ponieważ wówczas żyła matka, a Konopnicką mówi o "sierocym domu".

68) Relacja ustna ks. Wojciecha Helbicha, wnuka Adama Helbicha zaprzyjaźnionego z Kazimierzem Asnykiem. Według tej relacji, ojciec poety miał nie tylko w Kaliszu księgarnię i wypożyczalnię książek, ale też próbował szczęścia w różnych dziedzinach handlu. W okresie, w którym miał sklep z żelazem, handlował także suknem. Sprzedając sukno zachwalał je podobnie, że jest mocne jak żelazo, sprzedając stal dowodził, że gnie się jak sukno.

69) Stefański, jak wyżej.

70) A oto inny charakterystyczny fragment z Wrażeń z podróży (z pobytu w Wenecji), który także bardzo przypomina przeżycia narratorki Anusi: "Kiedyś w dzieciństwie, a i później jeszcze, wszyscy wielcy ludzie wydawali mi się już jako umarli, a wszystkie miejsca przeszłości, pełne jako kamienne groby (...) było im w tych myślach moich dostojniej". Maria Konopnicką: Wrażenia z podróży. Warszawa 1884, s. 78.

71) Wspomnienia Jadwigi Kokeli o Konopnickiej: Pani Maria z Bronowa. "Dziennik Łódzki" 1960, nr 32. Artykuł podpisano (jot-es).

72) Drukuje go Jan Czubek w V tomie zbiorowego wydania "Poezji" z r. 1915.

73) Data powstania Roty, zgodnie z ustaleniami J. Baculewskiego w referacie wygłoszonym na sesji w Łańcucie w r. 1960. Porównaj materiały sesji.

74) A oto jego dalsze zwrotki:

Jeśliś jednej ze mną wiary
W nieśmiertelną życia noc,
Strząśnij pleśnie, grodzie stary,
W brzasku pracy i ofiary
Gnuśnych zmierzchów porzuć noc!
Jeśli moją masz nadzieję,
Z mej kotwicy linę wiń,
Skoroś przez burze, przez zawieje
Podaj ster swój tam, gdzie dnieje,
I do wolnych brzegów płyń!
Jeśli moje ci kochanie
W żar wybucha, w pieśń i czyn,
Dnia ci niosę zwiastowanie.
Światło niechaj ci się stanie,
Boś ty ducha prawy syn.

75) Istnieje jeszcze jeden wiersz napisany przez Konopnicką, który uważa się zazwyczaj za związany z Kaliszem. Nosi on tytuł: Zgorzałemu miastu i według Czubka (który przytacza go w VII tomie "Poezji") pierwszy raz był drukowany w zbiorze "Ludziom i chwilom" w r. 1904. Wydawca tłumaczy w przypisie, że chodzi w tym wierszu o Kalisz, który urodzona we wsi Sieniątki (sic!) poetka, uważała za swoje rodzinne miasto. Nie wiadomo jednak, o jakim pożarze myśli tu Konopnicką, choć w niektórych zwrotkach można by się dopatrzyć zapamiętanych z dzieciństwa wrażeń, doznanych w czasie pożaru kaliskiej dzielnicy żydowskiej, gdy to wobec panującej jednocześnie zarazy, ulicami "śmierć przechodziła". Ciekawe, że wiersz ten stał się nagle bardzo aktualny w r. 1914, po spaleniu Kalisza przez Niemców. Uznano go wtedy za "proroczy" i dlatego przez pewien czas, w okresie międzywojennym, opis jego wisiał w Muzeum Kaliskim.

76) Wiadomości od Władysława Żuprańskiego, długoletniego administratora tego domu. Fakt zamieszkiwania przez Wasiłowskich w tej właśnie posesji (choć nie wiadomo czy przez cały ten czas, w tym samym mieszkaniu i w tej samej oficynie, gdyż jest ich dwie), potwierdza podpis na fotografii domu, ofiarowanej Konopnickiej przez Lutnistki kaliskie w 1902 roku. (Porównaj przypis 61)

77) Oto jego odpis: Działo się w mieście Kaliszu dnia trzydziestego pierwszego marca tysiąc osiemset pięćdziesiątego czwartego roku o godzinie drugiej po południu. Stawili się Józef Maliński, nauczyciel muzyki i Grzegorz Bukwiński, nauczyciel prywatny, pierwszy lat czterdzieści dwa, drugi trzydzieści jeden liczący, obadwa z Kalisza i oświadczyli, że w dniu dwudziestym dziewiątym bieżącego miesiąca i roku , o godzinie dziesiątej wieczorem umarła tu, w Kaliszu, Scholastyka Wasiłowska, żona obrońcy prokuratorii w mieście Płocku urodzona z Bartłomieja i Tekli małżonków Turskich, już nie żyjących, lat trzydzieści cztery licząca, tu, w Kaliszu, przy mężu zamieszkała, zostawiwszy po sobie owdowiałego męża Józefa Wasiłowskiego. Po przekonaniu się naocznie o zejściu Wasiłowskiej, akt ten stawiającym przeczytany, przez nas i stawiających, podpisany został. (-) X. M. Blumski z p. (-) Józef Maliński (-) Bukwiński. Księga zgonów parafii św. Mikołaja w Kaliszu z roku 1854, poz. 78.

78) Oto odpis: Działo się w mieście Kaliszu dnia dziewiątego września tysiąc osiemset sześćdziesiątego drugiego roku o godzinie szóstej po południu. Wiadomo czynimi, iż w przytomności świadków: Eugeniusza Konopnickiego, dzierżawcy wsi Zalesię, lat dwadzieścia siedem i Walentego Gorczyckiego. dziedzica dóbr Kozuby Nowe z okręgu wartskiego, lat trzydzieści dwa mających, na dniu dzisiejszym zawarte zostało religijne małżeństwo między Janem Jarosławem z Kroczowa Konopnickim, młodzianem, dzierżawcą wsi Bronowo parafii uniejowskiej, synem Wawrzyńca i Katarzyny z Pągowskich, już nie żyjącej, małżonków Konopnickich, właścicieli dóbr Bronów, w Młynach Piekarskich parafii Skęczniew urodzonym, w Bronowie zamieszkałym, lat trzydzieści dwa mającym, a Marią Stanisławą dwóch imion Wasiłowska, panną, córką Józefa Wasiłowskiego, patrona Trybunału tutejszego i jego małżonki Scholastyki z Turskich, już nie żyjącej, w Suwałkach guberni augustowskiej urodzona, w Kaliszu przy ojcu zostająca - lat dwadzieścia mającą. Małżeństwo to poprzedziły zapowiedzie w kościołach parafialnych świętego Mikołaja w Kaliszu i Uniejowie w dniach 24 i 31 sierpnia, tudzież 7 bieżącego miesiąca i roku. Tamowanie małżeństwa nie zaszło. Małżonkowie nowi oświadczyli, iż zawarli umowę przedślubną przed Janem Niwińskim (imię i nazwisko nieczytelne) rejentem Kancelarii Ziemiańskiej Guberni Warszawskiej w Kaliszu na dniu dzisiejszym. Pozwolenie do zawarcia tego małżeństwa dla panny młodej udzielone zostało ustnie przez obecnego temu aktowi ojca. Akt ten nowo zaślubionym i świadkom przeczytany, przez nas, nowo zaślubionych, świadków i ojca nowo poślubionej podpisany został, z nadmienieniem, iż małżeństwo to błogosławił ksiądz Wincenty Kochanowicz, wikariusz przy kościele parafialnym w Uniejowie w obecności podpisanego. (-) ks. Falkiewicz z. prob. (-) Jan Jarosław z Kroczowa Konopnicki (-) Maria Wasiłowska (-) Eugeniusz Konopnicki (-) Walenty Górczycki (-) Józef Wasiłowski ojciec. Księga zaślubin parafii św. Mikołaja w Kaliszu z r. 1862, pozycja 46.

79) Oto odpis:Działo się w mieście Kaliszu dnia szóstego lutego tysiąc osiemset sześćdziesiątego pierwszego roku o godzinie piątej po południu. Wiadomym czynimy, iż w przytomności świadków Cypriana Gorczyckiego, patrona Trybunału w Kaliszu, lat czterdzieści pięć i Alfonsa Rembowskiego, dzierżawcy wsi Kokanin, lat trzydzieści pięć mających, na dniu dzisiejszym zawarte zostało religijne małżeństwo między Walentym Gorczyckim, młodzianem, współwłaścicielem dóbr Kozuby, w Rachowie parafii Malanów z Leona i Amelii z Jasińskich, już nie żyjącej, małżonków Gorczyckich właścicieli dóbr Rachowy urodzonym, w Kozubach zamieszkałych, lat dwadzieścia dziewięć mającym, a Wandą Zenobią dwóch imion Wasiłowska, panną, w Warszawie z Józefa i Scholastyki z Turskich, już nie żyjącej, małżonków Wasiłowskich urodzoną, tu, w Kaliszu, przy ojcu Patronie Trybunału tutejszego zostającą, lat dwadzieścia mająca. Małżeństwo poprzedziły trzy zapowiedzie w kościołach parafialnych: w Sędziejowicach i św. Mikołaja w Kaliszu w dniach dwudziestego siódmego stycznia i trzeciego lutego bieżącego roku.Tamowanie małżeństwa nie zaszło. Małżonkowie oświadczyli, iż zawarli umowę przedślubną przed rejentem Kancelarii Ziemiańskiej w Kaliszu w dniu dzisiejszym, Stanisławem Rościszewskim. Pozwolenie zawarcia ślubu ze strony nowo zaślubionej nastąpiło ustnie przez jej ojca. Akt ten nowo zaślubionym i świadkom przeczytany, przez nas, nowo zaślubionych, świadków i ojca nowo zaślubionej podpisany został.(-) Ks. Falkiewicz p.o. Urz. St. Cyw. (-) Wanda Zenobią z Wasiłowskich Gorczycka (-) Walenty Górczycki (-) Józef Wasiłowski ojciec (-) Cyprian Górczycki (-) Alfons Rembowski. Księga zaślubin parafii św. Mikołaja w Kaliszu z roku 1861, poz.8.

80) Oto odpis: Działo się w mieście Kaliszu tysiąc osiemset pięćdziesiątego roku o godzinie dziesiątej rano. Stawił się Józef Wasiłowski, patron Trybunału, tu, w Kaliszu, zamieszkały, lat trzydzieści sześć mający, w obecności Antoniego Braumana, archiwisty Sądu Poprawczego, lat pięćdziesiąt cztery, tudzież Jana Nepomucyna Wojcie-chowskiego, rejenta ziemskiego, lat czterdzieści mających, obydwóch z Kalisza, i okazało nam dziecię płci żeńskiej urodzone tu, w Kaliszu, dnia piątego lutego bieżącego roku o godzinie piątej rano z jego małżonki Scholastyki z Turskich, lat dwadzieścia dziewięć mającej. Dziecięciu temu na chrzcie świętym, odbytym w dniu czwartym bieżącego miesiąca i roku o godzinie dwunastej w południe, nadane zostały imiona Celina Maria, a rodzicami jego chrztu byli Franciszek Czernicki, major wojsk cesarskich, Izabela Rembielińska z Kalisza. Akt ten stawiającemu i świadkom przeczytany, przez nas, stawiającego i świadków, podpisany został. (-) Józef Wasiłowski (-) Antoni Brauman (-) Napomucen Wojciechowski (-) Ks. T. Baraszkiewicz.

81) Oto jej tekst: "W domu tym mieszkała w latach dzieciństwa i młodości Maria Konopnicką, wybitna pisarka, patriotka, bojowniczka o prawa ludu". Jest to z kolei trzecia tablica pamiątkowa na tym domu. Pierwsza, umieszczona tam w r. 1919, została zniszczona w czasie okupacji, druga, wmurowana zaraz po ostatniej wojnie, podawała błędną datę przyjazdu pisarki do Kalisza i dlatego z inicjatywy Towarzystwa im. Marii Konopnickiej została w grudniu 1962 r. na zakończenie uroczystości jubileuszowych, zastąpiona nową tablicą zawierającą także podobiznę pisarki, której nie było na poprzednich. Tablicę projektował artysta poznański Benedykt Kasznia, wykonali robotnicy Kaliskiej Odlewni Części Samochodowych: Adam Wielgocki i Jan Będkowski pod kierownictwem inż. Stanisława Sobczyka.

A oto teksty poprzednich tablic:

"W domu tym mieszkała w latach dzieciństwa i młodości Maria Konopnicką, wielka pieśniarka niedoli narodu"

"W tym domu w latach 1842 -1862 mieszkała znakomita poetka Maria Konopnicką, wielka pieśniarka ludu polskiego i autorka Roty".

82) Porównaj list Marii Konopnickiej z Bronowa. Halina Sławińska: Lata gorzkich doświadczeń. (Tekst i przypis 8)

Z Suwałk do Kalisza, W: Śladami życia i twórczości Marii Konopnickiej, Warszawa 1963, s. 47-78, przypisy s. 316-327;