SPRÓBUJMY JESZCZE COS USTALIĆ (3)
POSTACIE LITERACKIE O KALISKIM RODOWODZIE

      Kaliszanin - szczególnie ten, który pamięta okres międzywojenny - znajdzie na kartkach książek Stefana Otwinowskiego nie tylko obrazy miasta, ale także wiele sylwetek jego mieszkańców, przeważnie z lekka naszkicowanych lub występujących tylko w krótkich wzmiankach.
      Są to przedstawiciele inteligencji, wolnych zawodów, bogatych przedsiębiorców, a także innych grup zawodów i warstw społecznych. Trafił tam również żebrak - paralityk spod kościoła Jezuitów, a także dziwak pomyleniec, który nie mógł się rozstać z resztkami legionowego munduru i wojennych akcesoriów oraz marzeniami o odegraniu wielkiej roli w życiu. Ludzie zagubieni, dziwacy, nie pasujący do normalnego życia, byli zawsze bliscy sercu pisarza i trafiali na karty jego książek.
      Środowisko kaliskie, najszerzej ukazane jest w powieści Życie trwa cztery dni, we fragmentach Okoliczności łagodzących i opowiadaniu Nic więcej nie dało się ustalić. Poza tym do kaliskich spraw wracał także autor w innych utworach, nawet w Notesie krakowskim.
      We wspomnianej wyżej debiutanckiej powieści, oglądamy przede wszystkim wnętrze domu rodzinnego, który jednoczy stałych mieszkańców i tych którzy już z niego wyszli, lecz wracają doń przy każdej okazji, gdyż bez jego atmosfery nie mogą się obejść. Szczególnie ciepło przedstawiona jest tutaj matka pisarza - kochająca, cierpliwa, zatroskana o dorosłe i dorastające dzieci, pocieszająca się w trudnej, bardzo skromnej egzystencji, wspomnieniami dawnej świetności i bohaterskich czynów przodków. W sposób krytyczny, lecz również ciepło i z humorem odmalowani zostali dwaj starsi bracia autora, szczególnie lekkoduch Kazimierz, znacznie bardziej zainteresowany zabawami, grą w karty i marzeniami o intratnym ożenku niż pracą, do której nigdy mu się nie śpieszą.
W związku z perypetiami tej sympatycznej zresztą postaci, autor nakreślił także charakterystyczne, dzielnicowe animozje między kaliszanami, jako mieszkańcami dawnej Kongresówki, a Polakami z dawnego zaboru pruskiego. Wybierając się na bal do Ostrowa, Kazimierz traktuje swój udział w zabawie, jako swego rodzaju misję i okazję do pokazania "poznaniakom", na czym polega prawdziwa kultura towarzyska. Jego rozważania nad środkami lokomocji, które swą elegancją i oryginalnością powinny od razu zwrócić uwagę na przybysza, ośmieszają inni bracia, radząc mu, by pojechał konno (we fraku). Pomysł został odrzucony dopiero po chwili namysłu, a cała misja kulturalna skończyła się żałośnie. W sporze o względy bogatej ziemianki z Poznańskiego, kaliszanin uderzył w twarz "poznaniaka", a tamten przestrzelił mu nogę. Trudno ustalić, analizując ten wypadek w czasie balu, której z dzielnic Polski należy na jego podstawie przyznać wyższą kulturę towarzyską.
      Poza domem rodzinnym, drugim środowiskiem ukazanym w powieści, jest Gimnazjum im. Adama Asnyka. Poznajemy drogę do szkoły od strony ulicy Stawiszyńskiej, długie korytarze uczelni, popiersie Asnyka w mrocznym hallu oraz teren rekreacji - podwórze, na którym mieszają się zapachy benzyny z pobliskiej stacji autobusowej i wyziewy z nieistniejącego już dziś kanału Prosny.
      Przede wszystkim jednak, w krótkich, humorystycznych i satyrycznych scenkach, pozbawionych jednak zbytniej złośliwości, ukazani są nauczyciele: matematyk Teodor Botner, w powieści Dopnera, a jako ksiądz Rosładnik - prefekt szkolny ksiądz Bolesław Osadnik, pochłonięty różnymi akcjami społecznymi, na które zbiera pieniądze od kogo się da; wreszcie nauczyciel śpiewu Niedojadło, któremu autor zmienił nazwisko na Niedopiło. Owa zmiana, była zapewne inspirowana tekstem anonimowej uczniowskiej piosenki, żartującej z tuszy wychowawcy, cieszącego się zresztą sympatią:

Pan profesor Niedojadło. 
Gruby, tłusty, w karku sadło. 
Nie dojadło, nie dopiło,
Nie wyrosło, lecz utyło.

      Mamy także w powieści wzmianki o Jerzym Szmigielskim (synu znanego w mieście stomatologa), który wcielił się w postać Witka Szygielskiego - kolegi i przyjaciela, głównego bohatera i narratora, a zarazem autora omawianego utworu. Tragiczna śmierć Jerzego, jako młodego medyka, opisana jest dwukrotnie w Okolicznościach łagodzących, gdzie jest on nazwany Bogdanem Okońskim.
      Jedną z najpiękniejszych postaci związanych z Kaliszem, jest przedstawiony we fragmencie tego samego utworu Maniuś Bindler, którego pierwowzorem był Marian Kibler - brat znanego później lekarza internisty, niestety już zmarłego. Otwinowski opisuje, jak ofiarnie ten przyjaciel, ratował go w czasie choroby, ile poświęcenia włożył w podtrzymywanie na duchu chorego i jego matki, charakteryzuje Bindlera, jako wzór człowieka naprawdę dobrego. Sylwetka bohatera literackiego, o kaliskim rodowodzie, została ukazana tu najpełniej, choć autor zmienił mu wyznanie z katolickiego na protestanckie i dalsze jego losy pomieszał z historią całkiem innego człowieka, poznanego gdzieś w okolicach Suwałk.
      Jest to jednym z dowodów na to, że pisarz odtwarzając nawet pozornie obiektywną rzeczywistość, zawsze ją jakoś tam modyfikuje. Zagadnieniem tym szerzej zajmę się w następnym odcinku. Tu chciałabym jednak zaznaczyć, że dobór postaci czy zdarzeń z ich życia, o których tu piszę wiążąc je z Kaliszem, ustaliłam na podstawie informacji uzyskanych od autora i powszechnie znanych faktów.
      Z Kalisza wywodzi się też piękna postać Klary, jej dwu ciotek, przedstawionych również w jednym z fragmentów Okoliczności łagodzących. Przewija się tam charakterystyczny dla utworów Otwinowskiego, motyw nie spełnionej do końca miłości i śmierci. Nie wiem, o ile zgodnie z rzeczywistością, ukazana jest piękna, złotowłosa Klara, ale jej otoczenie, dom, w którym rozgrywa się akcja, łatwe są do odczytania dla starych kaliszan. Przytoczmy odpowiedni fragment utworu:
"Wspomniałem o kawiarni Schauba. Tak, w tym lokalu, siedząc w pierwszej bufetowej sali przy oknie, mogłem widzieć dobrze, zarówno drzwi do magazynu sióstr Simel, jak i cała bramę, przez którą od tylu dostawałem się do pokoju Klary. Siedziałem przy oknie i czekałem na znak. Pamiętam dobrze. Pierwsza sala była na ogół pusta, w drugiej czytało się gazety, z trzeciej dochodził stukot kul bilardowych. Klara, zamknąwszy sklep i wyprzątnąwszy jego oba pokoje, czekała jeszcze, żeby na piętrze ustały wszelkie oznaki życia. Ciotki wstawały do dnia, nie przeciągały więc nigdy wieczoru dla odpoczynku bez treści (..) i wcześnie gasiły światło. Wtedy Klara pojawiała się w bramie. Płaciłem za kawę. Przechodziłem przez, sień bez lęku (...). Stała w drzwiach swego pokoju, który wychodził bezpośrednio na schody".
      Dawna kawiarnia Schauba, to dzisiejsze "Pięterko". Zmieniło się jego urządzenie wewnętrzne, ale z okien widać dalej sień kamienicy oznaczonej numerem 13. W okresie międzywojennym, mieścił się w tej kamienicy elegancki sklep, pod firmą "Helwecja", którego właścicielki, dwie starsze panie, zewnętrznie bardzo odpowiadały charakterystyce, jaką przekazał nam pisarz. Świetnie pamiętam starszą z nich, która nosiła wysokie, prawie męskie kołnierzyki i takież krawatki. Młodsza siostra była delikatna i jakby onieśmielona obecnością starszej. Nie pamiętam Klary, ale autor powiedział mi, że stworzył tę postać i jej historię, w oparciu o własne wspomnienia.
      Omówiłam kilka przykładów postaci literackich o kaliskim rodowodzie, celowo nieomal zupełnie pomijając te, które występująca opowiadaniu Nic więcej nie dało się ustalić. Zajmę się nim oddzielnie. Tu jednak, chciałabym jeszcze przytoczyć charakterystyczny fragment z Notesu krakowskiego, dzięki któremu możemy się przekonać, jak pamięć o Kaliszu nie opuszczała Otwinowskiego i jak traktował on swoje pisarstwo.
      Recenzując w "Życiu Literackim" z 13 lutego 1972 r. książkę Marii Szypowskiej, autor pisze:
      "Serię, że się tak wyrażę, architektoniczną otwiera kościół św. Mikołaja. Kaliszanin, taki jak ja, powiedziałby kościół Kanoników. Nauczycielem religii w Wyższej Szkole Realnej, do której uczęszczał młody Asnyk, był ksiądz Józef Herbich. Za moich szkolnych czasów, pan Herbich, bratanek prefekta, pełnił funkcję organisty u Kanoników - człowiek o wielkiej kulturze muzycznej. Syn jego, obdarzony wspaniałym głosem, śpiewał na wszystkich akademiach patriotycznych. Herbichowie przeto, w kilku pokoleniach, służyli kościołowi i sztuce. No, bo jeszcze pamiętam i łacno miast omówić choćby w największym skrócie książkę o Asnyku, omówiłbym raz jeszcze, dzieje własnej pamięci.
     A do takich zabiegów służą - wiadomo - powieści, nie felietony
".

Spróbujmy... (3): Postacie literackie o kaliskim rodowodzie, "Południowa Wielkopolska" R. XXI,1982, nr 4 (234), s.4;