WŁODZIMIERZ PIETRZAK - JEDEN CZY DWU?

      W całej Polsce zapewne więcej niż dwu. Ani imię, ani nazwisko, nie należą do rzadko spotykanych i może częściowo dlatego ...
      Kilka tygodni temu, w czasie jednego z publicznych zebrań usłyszałam, że "Nagroda im. Włodzimierza Pietrzaka", ufundowana w 1948 roku z inicjatywy "Dziś i Jutro", jako pisma Stowarzyszenia PAX i do dzisiaj przez PAX przyznawana, nie ma nic wspólnego z W. Pietrzakiem, autorem artykułów w "Świcie" - międzywojennym piśmie kaliskiej młodzieży szkolnej - lecz odnosi się do kogoś innego, związanego z Lublinem.
      Byłam tym "odkryciem" - rzuconym zresztą mimochodem - do którego źródeł nie mogłam dotrzeć, bardzo zaskoczona. Pamiętam Włodzimierza Pietrzaka, jako redaktora świetnie prowadzonego "Świtu" i ucznia Kaliskiego Gimnazjum im. T. Kościuszki, które ukończył w 1931 roku.
Jeszcze lepiej pamiętam, jego dużo młodszego brata Tadeusza, któremu w 1938 roku, na pierwszej w życiu posadzie w Gimnazjum w Turku, postawiłam z pracy klasowej pierwszą dla mnie - i zapewne dla niego - dwóję. Zrobiłam to z ciężkim sercem, po naradzie z moją instruktorką pedagogiczną, do której specjalnie pojechałam po radę, a która uznała, że nic poza dwóją być nie może, gdyż wypracowanie ma swoje zalety, ale jest chaotyczne i napisane zupełnie nie na temat. Przyznałam jej rację.
      Tymczasem "nawet Włodzio uważał, że ćwiczenie jest dobre", a był już wtedy po skończonych studiach (prawniczych), wielce zapowiadającym się pisarzem. O zdaniu "Włodzia", dowiedziałam się zresztą dopiero wiele lat później, od ciotki obu braci, polonistki z kaliskich szkół średnich - Laury Zeltmanowej. Rodzina Ksawerego Pietrzaka, lekarza weterynarii z dawna osiadła w Turku, była zbyt kulturalna by spierać się o stopnie syna, a Tadzinek pisał już potem na temat i żadnych z nim kłopotów nie było.
      Z panią Laurą rozmawiałam już po wojnie, o tragicznej śmierci obu braci, a także o ufundowaniu nagrody przez PAX i uroczystości wręczenia jej po raz pierwszy, gdy pięknie przemawiała matka Włodzimierza, pani Ewa Pietrzakowa, której nagrobek na cmentarzu w Turku, został także przez PAX ufundowany.
      Część tych wiadomości, zawdzięczam zresztą mieszkającemu w Kaliszu, ciotecznemu bratu Włodzimierza Pietrzaka, Andrzejowi Zeltmanowi i jego żonie. Informację o patronie nagrody PAX i jego związkach z Kaliszem, znajdziemy też w książce poświęconej pamięci Otwinowskiego ("Sceptyk pełen wiary"). Dotyczą one tak lat szkolnych, jak i późniejszego pobytu na studiach w Warszawie, gdy był członkiem i współtwórcą tzw. Klubu "S" (Sztuka - Socjalizm).
      Szczególnie ważny jest dla nas rozdział, napisany przez Ryszarda Matuszewskiego, gdzie czytamy: "W ogóle trzeba przyznać, że - tak jak w Sejmie Królestwa Kongresowego - partia kaliska zajmowała w Klubie pozycję bardzo poważną. Należał do niej, obok Otwinowskiego i Wernera - jeszcze trzeci kaliszanin, Włodzimierz Pietrzak". Warto zapoznać się z dalszym ciągiem tej żartobliwie i ciekawie potraktowanej wypowiedzi.
      Tyle materiału zebranego na podstawie rozmów i wspomnień.
      Przejdźmy z kolei do wiadomości zawartych w słownikach i encyklopediach. Powtarzają się w nich na ogół te same informacje, bardziej lub mniej szczegółowe. Oto te, które spotykamy najczęściej.
      Włodzimierz Pietrzak, urodzony w 1913 roku w Warszawie, poeta, prozaik, krytyk literacki. Ukończył w 1936 roku wydział prawny Uniwersytetu Warszawskiego. Debiutował na łamach pisma szkolnego, jako poeta. Należał do grupy literackiej "S". W latach 1938 - 39, był współpracownikiem "Prosto z mostu". W okresie okupacji działacz podziemia, brał czynny udział w życiu kulturalnym i politycznym, był redaktorem i współpracownikiem wielu pism i członkiem "Konfederacji Narodu". Walcząc jako żołnierz w powstaniu warszawskim, zginął na Starym Mieście 22 sierpnia 1944 roku.
      Wśród przedwojennych utworów Pietrzaka, wspomina się zazwyczaj wiersze, drukowane w zbiorowym tomiku "S" w roku 1934 oraz Prawo drapieżne z 1936 roku. Po wojnie PAX wydał Rachunek z dwudziestoleciem - zbiór esejów z dziedziny krytyki literackiej, Miscellanea krytyczne - artykuły zebrane z różnych czasopism oraz powieść Lot jaskółek. Pisma te wychodziły pod redakcją Zygmunta Lichniaka, do którego rozprawy "Skazani za szukanie", poświęconej Pietrzakowi, odsyła czytelników "Wielka encyklopedia powszechna" PWN.
      Brak zazwyczaj w tych biogramach wzmianek o Kaliszu, choć w "Słowniku współczesnych pisarzy polskich" pod redakcją Ewy Korzeniowskiej, znajdujemy informację i o nauce w Kaliszu i redagowaniu "Świtu". Warszawa jako miejsce urodzin (zapewne związane z krótkim pobytem matki u siostry w Warszawie) też oddala postać Pietrzaka, od naszego miasta. Nie pomija związków z Kaliszem Zygmunt Lichniak, ani we wspomnianej rozprawie, ani w dłuższym omówieniu życia i osobowości patrona nagród PAX, w wydanej przez Stowarzyszenie w 1978 roku "Księdze o nagrodzie (...)". Jako zasadniczą cechę Włodzimierza Pietrzaka, podkreślano tam jego pasję intelektualisty wiecznie poszukującego prawdy, a także wysubtelnione poczucie odpowiedzialności, którą "uważał za kwestię ludzkiej godności", prowadzącą do absolutnej konieczności łączenia myśli i czynu.
      Taka postawa sprawiła, że choć koledzy, a nawet dowódca, chcieli go ocalić i odsunąć od bezpośredniego udziału w walce, brał w niej udział w plutonie "Mieczyków", gdzie po zranieniu dowódcy objął komendę i był "wszystkim, dowódcą niańką, sanitariuszem, tragarzem zwłok". Zginął, gdy wróciwszy z barykady usiadł bez hełmu, by chwilę odpocząć wziąwszy do ręki znalezioną gdzieś książkę, gdyż bez lektury odpoczywać nie umiał. Trafił go wtedy w skroń odłamek, rozpryskującego się granatu. Natychmiastowa operacja, robiona w prymitywnych warunkach, nie pomogła. Zmarł po godzinie, nie odzyskawszy przytomności. Już po wyzwoleniu, matka odszukała jego ciało i poznała je. Miał zresztą, przywiązaną do ręki buteleczkę z nazwiskiem, w jaką przed pogrzebem zaopatrzył go kapelan oddziału.
      Kończąc ten szkic o Włodzimierzu Pietrzaku, chciałabym jeszcze (według "Księgi o nagrodzie...)", zacytować jedną z jego wypowiedzi o szczęściu: "Pozornie łatwe szczęście, które leży blisko nas i którego dosięga się bez trudu, nie posiada wartości (...). Prawdziwe szczęście, bierze się nie z zastoju lecz z heroizmu, z - wyzwania rzuconego losom".
      Jest to wypowiedź człowieka należącego do pokolenia, które ze względu na panujący w początkach lat trzydziestych kryzys i bezrobocie, także wchodziło w wiek młodzieńczy "bez perspektyw", lecz które wartość życia, widziało w innych kategoriach niż "motywacje płacowe", dlatego umiało walczyć i odbudowywać kraj. 

Włodzimierz Pietrzak - jeden czy dwu?, "Południowa Wielkopolska" R. XXII, 1983, nr 5 (243), s.2