O KONOPNICKIEJ, KALISZU I "KALISZANINIE"

      W r.1915 Jan Czubek w pierwszym - i jak dotąd najpełniejszym - zbiorowym wydaniu poezji i dramatów Marii Konopnickiej, obok jednego z wierszy poświęconych Kaliszowi, umieścił ciekawy przypis. Stwierdził w nim bowiem, że poetka urodzona pod Kaliszem, we wsi Sienianki, uważała jednak nasze miasto za swoje rodzinne. Owe Sienianki, czy Sieniątka - jak znów chcieli inni - pokutowały w biografii Konopnickiej, aż do roku 1918, kiedy to na zasadzie odszukanej metryki, przeniesiono urodziny poetki do Suwałk, miejscowości oddalonej od Kalisza, tylko trochę ponad 400 km.
      Sprostowano więc wtedy błąd tkwiący w pierwszej części przypisu. Nie może jednak ulec takiemu sprostowaniu, druga jego część - ta, która mówi o szczególnie bliskim stosunku Konopnickiej do Kalisza.
      Tu mogą być tylko potwierdzenia, a nie zaprzeczenia.
      Jedno z takich potwierdzeń, znajdujemy na reprodukowanej w dzisiejszym numerze "Ziemi Kaliskiej", karcie "Kaliszanina" z 1888 r., na której, obok fragmentów listu Kraszewskiego i wiersza Stefana Gillera, wydrukowano nieznany dziś wiersz Konopnickiej, zatytułowany "Kaliszowi".
Utwór ten jest zupełnie różny, od drugiego wiersza pod tym samym tytułem, który był wydrukowany (wraz z dorobionym do niego przez Henryka Melcera tekstem muzycznymi w Kaliszu w r.1909 w "Kalendarzu na Szkolę Rzemiosł". Mimo różnic, wspólna jest obu utworom, miłość autorki do miasta, w którym spędziła 13 lat dzieciństwa i pierwszej młodości, choć w każdym z wspomnianych utworów inaczej się ona wyraża.
      Wiersz z "Kalendarza", pisany w tym samym czasie co Rota, ma podobny do niej ton: jest wezwaniem, hymnem i zapowiedzią zmartwychwstania. Wcześniejszy od niego wiersz z "Kaliszanina" jest bardziej osobisty, "prywatny" niejako, choć umieszczone przed początkiem tekstu kropki nasuwają przypuszczenie, że być może były w nim także jakieś patriotyczne aluzje, usunięte ze względu na cenzurę. W każdym razie jednak, ton tęsknoty i żalu z powodu rozstania z Kaliszem, brzmi w wierszu z 1888 r. silniej, niż w wierszu drukowanym w r.1909.
      Wiersz z "Kaliszanina" jest także niezbitym dowodem, że pisarka odwiedzała Kalisz, nie tylko w okresie pobytu w Bronowie i Gusinie - co jest zupełnie zrozumiałe - ale i wtedy, gdy mieszkała już w Warszawie.
      Z zachowanych listów wiemy zresztą, że z Kaliszem, wiązało Konopnicką załatwianie różnych spraw paszportowych, starania o uwolnienie synów od rosyjskiego wojska, a także przez Kalisz wiodła droga do krewnych zamieszkałych na wsi i w Kaliszu mieszkał przez pewien czas jej mąż. Nie brakło więc okazji do krótkich, przelotnych pobytów, czy przejazdów.
      W czasie jednego z takich pobytów w naszym mieście, musiał też powstać omawiany wiersz.
      Konopnicka pisze w nim bowiem:

Ledwo dłoń wyciągnąć zdołam. 
Ledwo: Szczęść Wam Bóg! - zawołam,
Już nas rozniósł wicher zły, 
Już zakryły mgły...

Kończy zaś słowami: 

Tak tułaczej łodzi bieg 
O rodzinny trąci brzeg 
Lecz wśród nocy i wśród ciszy 
Nikt żeglarza nie usłyszy.
Gdy pozdrawia ziemię swą 
Krzykiem - albo łzą.

      Wiersz nie został później przedrukowany, a rękopis jego prawdopodobnie się nie zachował.
      Stąd opublikowanie tego utworu obecnie, wydaje się słuszne, tym bardziej, że "Kaliszanin" należy na ogół w Polsce do rzadkości i nawet Muzeum Kaliskie, które ma stosunkowo największy jego zbiór, nie posiada wszystkich roczników.
      Reprodukowana karta jest poza tym, częścią dodatkowego numeru gwiazdkowego, który ze względu na swój zmniejszony format, nie pasował do całości rocznika, więc tym bardziej narażony był na zagubienie.
      Mamy więc zapewne przed sobą, jeśli nie jedyny, to jeden z niewielu zachowanych egzemplarzy.
Toteż Kaliskie Koło Towarzystwa im. Marii Konopnickiej, które w darze od pani Mieczysławy Błażejewskiej otrzymało reprodukowane karty, szczególnie je w swoich szczupłych zbiorach ceni. A chronić podobne karty warto.
      Tym bardziej, że tak niedawno jeszcze, mieliśmy w Kaliszu inny o wiele ważniejszy wiersz Marii Konopnickiej, który nie wiadomo dziś, gdzie się znajduje.
      Na wystawie poświęconej Asnykowi w r. 1957, był numer "Kaliszanina" z pierwszym drukowanym wierszem poetki, podpisanym pseudonimem "Marko" a zatytułowanym Zimowy ranek, lub Zimowy wieczór. Numer ten w dziwny sposób zaginął i nie sposób się dzisiaj o niego dopytać. Nie można go zaś znaleźć w żadnej z bibliotek naukowych w Polsce.
      A przecież sprawa jest ważna, bo wiersz określa początek twórczości pisarki, która w oficjalnym liście dla prasy napisała: "Zdaje się, że pierwszy mój jakiś wierszyk pt. "Zimowy ranek" (...), był drukowany w "Kaliszaninie", do którego posłałam ten utwór w wielkiej tajemnicy pod pseudonimem ".
      To "zdaje się" i fakt zagubienia wiersza sprawiają, że można poddawać w wątpliwość debiut poetki w "Kaliszaninie", choć pisała ona o tym debiucie, także w listach prywatnych.
      A przecież tyle osób, zwiedzających wystawę w r. 1957, widziało ów wiersz. Niektórzy nawet pamiętają, w jakim miejscu strony był on wydrukowany.
Może ktoś z czytelników wie, co się z wspomnianym numerem "Kaliszanina" stało? A może ktoś spisał, lub sfotografował wiersz i zechciałby porozumieć się w związku z tym, z zarządem Kaliskiego Koła Towarzystwa im. Marii Konopnickiej, lub w inny sposób postarać się o uchronienie od zagłady, jednego z cennych przyczynków do historii kaliskiej kultury i twórczości zasłużonej pisarki.
      Z uwagi na fakt, że zamieszczona przez nas reprodukcja str. 1 i 2 "Kaliszanina" jest nie czytelna, poniżej przytaczamy w całości omawiany wiersz Marii Konopnickiej. (przyp. H.P. i W.M.).

KALISZOWI

Dobre słowo, dobrą wieść 
Rada bym wam, bracia, nieść. 
Jak skowronek po nad rolę 
Wzlatać, śpiewać lepszą dolę 
Lepszą dolę, jasne dnie ...
      Lecz mam w oku łzę.

U tych znanych stojąc bram, 
Pozdrowienie daję wam. 
Pieśń nadziei, uśmiech błogi 
Nieść bym rada w wasze progi. 
Zbudzić w sercach bratnich dźwięk ...
      Lecz mam w piersi jęk. 

Na dzień jeden i na noc 
Mieć bym chciała cudu moc. 
Zimne duchy zapłomienić,
Żywych porwać, słabych zmienić, 
Ziarna jutra siać wśród pól ...
      Lecz mam w duszy ból. 

Ach, niejeden bo, już rok, 
Zamiast słońca dał nam mrok, 
I niejedna pieśń nadziei 
Zmilkła, zgłuchła wśród zawiei, 
Wśród zawiei srogich burz 
Kwiat niejeden zwiądł nam już!
            -------------------
W głuchą ciszę leci głos. 
Ni go łąka pełna ros,
Ni waszego zagon żyta 
Szumem kłosów nie odwita. 
Ziemia w ciężkim leży śnie 
      I nie budzi się ...

Gorzką falą płynie czas. 
Jedna chwilka zbliża nas ...
Ledwo dłoń wyciągnąć zdołam, 
Ledwo: Szczęść wam Bóg! - zawołam, 
Już nas rozniósł wicher zły,
      Już zakryły mgły ... 

Tak tułaczej łodzi bieg 
O rodzinny trąci brzeg 
Lecz wśród nocy i wśród ciszy 
Nikt żeglarza nie usłyszy.
Gdy pozdrawia ziemię swą 
       Krzykiem - albo łzą.

Marya Konopnicka.

O Konopnickiej, Kaliszu i "Kaliszaninie'; "Ziemia Kaliska" R. Vlll., 1964, nr 24(151), s. 6, il. ;