"KALISZANIN" 20 LAT POSZUKIWANY

      W 1957 roku na wystawie zorganizowanej w gmachu kaliskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka, można się było zapoznać z pierwszym wierszem Konopnickiej, jaki ukazał się w druku, Zatytułowany W zimowy poranek i umieszczony w 37 numerze "Kaliszanina" z 1870 r., wystawiony był w gablocie, przed którą zwiedzający zatrzymywali się krótko. Wystawa poświęcona była Asnykowi. Znajdowało się na niej wiele ciekawych, specjalnie sprowadzonych eksponatów związanych z poetą, które przede wszystkim należało obejrzeć. Z wierszem Konopnickiej - jak sądzono - będzie się można zapoznać później, gdyż eksponowany na wystawie pierwszy rocznik "Kaliszanina", w którym go wydrukowano, został wypożyczony z miejscowego muzeum.
      Gdy jednak wystawę zlikwidowano, ów rocznik "Kaliszanina", w którym znajdował się także wiersz Asnyka Rodzinnemu miastu, gdzieś zaginął. Nie doszukano się go w kaliskim muzeum i później, a co gorsze był to rocznik, którego inne publiczne biblioteki w Polsce, nie posiadają.
      Wiem o tym dobrze, gdyż od 1959 r. (gdy zaczęłam opracowywać referat o związkach Konopnickiej z Kaliszem, przeznaczony na sesję naukową, która odbyła się potem w 1960 roku w Łańcucie), sprawa owego rocznika i wiersza, z którego w pamięci pozostały mi zaledwie nikłe strzępy treści i dokładny obraz miejsca na karcie, gdzie był wydrukowany - spać mi nie dawała. Nikt z osób, zwiedzających tę wystawę, których o nią pytałam, nie umiał mi też nic więcej powiedzieć poza tym, że wiersz ów widział. Jego istnienie, potwierdzała także znana wzmianka w autobiograficznym liście poetki do Antoniego Wodzińskiego, gdzie pisała ona:
     "Zdaje mi się, że pierwszy mój jakiś wierszyk pt. "Zimowy poranek" lichota ot jakaś - drukowany był w "Kaliszaninie", do którego posłałam ten utwór; w wielkiej tajemnicy pod pseudonimem."
     To niepewne stwierdzenie, nie podawało żadnej daty. Archiwum Konopnickiej i opracowania naukowe Aliny Brodzkiej informowały, że debiut ów odbył się w roku 1875. Niepewne wspomnienia z kaliskiej wystawy, mówiły o roku 1870. Jakże jednak to udowodnić? Wprawdzie w odszukanym z trudem roczniku "Kaliszanina" z 1875 roku wiersza Konopnickiej nie było, ale któryż z kompletów tego pisma nie ma braków? Wiersz mógł być przecież drukowany nawet w jakimś numerze dodatkowym.
     Powtórzyłam więc w swoich opracowaniach datę debiutu według Archiwum i innych autorów zajmujących się Konopnicką, ale jednocześnie przy każdej okazji, wspomniałam o kaliskiej wystawie i znajdującym się tam "Kaliszaninie", którego roku wydania nie podawałam. Szukałam go też wszędzie, licząc na to, że kiedyś go znajdę i wtedy sprawa debiutu, ostatecznie się wyjaśni.
      Stało się jednak inaczej. Pierwszy drukowany wiersz Konopnickiej, dotarł najpierw do dzisiejszych czytelników, dzięki kartce ocalałej ze zbiorów znakomitego bibliofila Stefana Dębego, zniszczony przez pocisk hitlerowski, który w pierwszych tygodniach wojny, trafił w jego biurko. Kartę z odpisem owego wiersza, znajdującą się w zbiorach specjalnych Biblioteki Narodowej, wykorzystała Maria Lenikówna w artykule "Debiut Konopnickiej", umieszczonym w 2 zeszycie "Pamiętnika Literackiego" z 1972 r. Znajdziemy tam nie tylko tekst wiersza, omówienie jego treści i formy oraz spraw związanych z debiutem, ale także, zanotowane przez Dębego dokładne wskazówki bibliograficzne, z których wynika, że wiersz W zimowy poranek, został ogłoszony w 37 numerze "Kaliszanina" z 10 maja 1870 r. na stronie 148.
      Cenny artykuł Lenikówny, opiera się jednak tylko na odpisie. Jego autorka nie widziała oryginału. Nie dziwmy się więc, że Jan Baculewski w ostatniej swej książce ("Maria Konopnicka", Warszawa 1978) podając rok 1870 jako datę debiutu poetki dodaje: "jeżeli oczywista zapis archiwalny Stefana Dębego odpowiada rzeczywistości". Odpowiada i to w pełni. Możemy to stwierdzić z całą pewnością. Wprawdzie kaliski egzemplarz pisma nie znalazł się, ale w czasie wydawania "Kaliszanina", poszczególne jego numery wędrowały także do Petersburga.
      Dzięki informacjom podanym w artykule Lenikówny, udało się odnaleźć interesujący nas numer pisma, w leningradzkiej Bibliotece im. Sałtykowa-Szczedrina. Na prośbę Zarządu kaliskiego Koła Terenowego im. Marii Konopnickiej, Biblioteka przesłała mu fotografie, które będą eksponowane w organizowanej Izbie Pamięci, poświęcone poetce. Być może, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej, zdoła się wystarać o mikrofilm całego rocznika i wykaże w tym działaniu większą szybkość, niż w organizowaniu samej Izby, jako że inni mogą je uprzedzić.

W zimowy poranek

Wyiskrza się słońce - zestrzela promienie 
Tęczowe odblaski swej głowy...
Ze skarbów wszechświata śle drogie kamienie
W ten mroźny poranek zimowy.

Czy tylko to zima?... te białe kryształy 
Nie zaś to kielichy kwiatowe,
Co wnet się otworzą- by wzrok mój zdumiały
Oglądał ogrody zimowe?...

Te śnieżne przejrzyste - cudne arabeski 
Ej, czy też naprawdę są z lodu?...
Czy może uronił posłaniec niebieski 
Lilje - co tak zbladły od chłodu...

To białym stokrociom, te puchy śniegowe 
Na młode się listki składają...
Te pyłki, atomy, - sukienki balowe 
Dla białych narcyzów, utkają.

          ..............................

Ponętnie - lecz chłodno gałązki krzewiny 
W swej bieli się wznoszą do słońca...
Ot mruga tu szafir - ot płoną rubiny 
Brylantów, szmaragdów - bez końca.

Czy zawsze te skarby tak dłonie nam ziębią. 
Jak dziś - gdy je zima rozstrzela?...
Czy po za tą bielą dziewiczą, gołębią, 
Tak zawsze jest mało wesela?...

Czy gdybym naprawdę nosiła w warkoczach 
Klejnoty - w kolory tęczowe,
To łezki współczucia zastygłyby w oczach 
Jak białe te kwiaty zimowe?...

Czy wtedy aż poznam ja czary życiowe, 
Gdy wszystkie się czucia zapalą?...
Gdy miłość roztopi osłonki śniegowe, 
Co serce mi chłodem krysztalą?...

O mroźny poranku! ty patrzysz się w słońce 
A stygniesz w uścisku lodowym,
Jak człowiek - co chłonie tęsknoty palące, 
A światu - jest zawsze zimowym.

"Kaliszanin" 20 lat poszukiwany, "Południowa Wielkopolska" R. XVIlI 1979, nr 3 (197), s.5, il;