Baszta Dorotka
     
Dzieciństwo i młodość
Adama Asnyka

Aneta Kolańczyk

 

 Dzieciństwo i młodość
Adama Asnyka

  I Wydanie Internetowe
Krzysztof Płociński,  wrzesień 2001
Wszelkie prawa zastrzeżone

Spis treści

Strona tytułowa

Od autora

I. W grodzie nad Prosną

II. Na listku białej róży

III. Siąszyckie retrospekcje

"I pozostałem sam - i noc świat pokryła"

 Od autora

Aneta Kolańczyk (ur. 1969 r.). Ukończyła II Liceum Ogólnokształcące im Tadeusza Kościuszki w Kaliszu i filologię polską w WSP z Zielonej Górze. Pracuje jako nauczycielka języka polskiego w jednej z kaliskich szkół średnich. Od lat pasjonuje się zbieraniem materiałów dotyczących literackich śladów w Wielkopolsce. Swoją pasję uczyniła tematem pracy doktorskiej, którą pisze pod kierunkiem prof. Marii Januszewicz na Uniwersytecie w Zielonej Górze.
Obecna publikacja jest zbeletryzowanym fragmentem jej pracy.

I. W grodzie nad Prosną

Lubią nas stare mury oplecione w bluszcze
Mchem zielonym porosłe dachówki i cegły
Opodal szara rzeka monotonnie pluszcze 
I przez stęsknione oczy myśli wstecz wybiegły

Jak cicho tu się żyło i jak błogo, pewnie
W tych ścianach, skąd gra mowa dawnych ludzi
Dni płynęły jak bajka o śpiącej królewnie
Na którą wciąż się czeka, która wciąż się budzi.

Lubię was krętych ulic wąskie korytarze
Stare domy zaułków, szare i posępne
Godziny na kościelnym bijące zegarze
I odwiecznych kościołów wieże wniebowstępne (...)

       A. Oppman "Zaułki"

 

      11 września 1838 roku w Kaliszu, w domu położonym przy ul. Warszawskiej 601 dał się słyszeć płacz dziecka. Matka, wyczerpana, ale szczęśliwa tuli w ramionach swego pierworodnego syna. To nic, że jest słaby i wątły. Dla niej jest to Cherubin najpiękniejszy na świecie. Cała miłość i wielkie nadzieje zrodzone w dziewięciu miesiącach skupiają się teraz w tym małym, bezbronnym ciałku.

Dom Adama Asnyka
Dom Adama Asnyka.

      Ojciec zamaszystym krokiem przemierzający pokój obok w pełnym oczekiwania skupieniu, raz po raz nerwowo spoglądający na zegarek dowiaduje się wreszcie, że ma syna. 
      Ileż radości niesie to słowo. Syn - to brzmi dumnie!
      Mężczyźnie zawsze łatwiej na świecie, przed mężczyzną otwierają się szersze perspektywy, może dokonać wielkich rzeczy, zadziwić świat.
      Chrzciny urządzono maleństwu 24 września 1838 roku o godzinie "4 z południa" w parafii św. Mikołaja w Kaliszu. Dziecko otrzymało imiona Adam Prot Asnyk2.
      Adam - to imię symbol. O czym mogli myśleć rodzice decydując się na nie?
      Adam praojciec, czy może wieszcz narodowy?.
      Czyżby w imieniu kryła się zapowiedź przyszłej wielkości, a może przyszłej klęski?
      Adam Mickiewicz i Adam Asnyk obaj uznani przez epokę i obaj nieszczęśliwi w życiu osobistym. Być może imię ma jakiś wpływ na nasze losy.

Tablica pamiątkowa na domu, w którym Adam Asnyk przyszedł na świat.
Tablica pamiątkowa na domu, w którym Adam Asnyk przyszedł na świat. 
W 1899 roku lokal, który zajmowali Asnykowie został zajęty na skład żelaza Hulewicza.

      Prawdopodobnie jednak nadanie dziecku imienia Adam było bardziej prozaiczne. Rodzice chcieli w ten sposób uczcić przyjaciela rodziny, znanego lekarza Adama Helbicha, dzięki któremu ojciec przyszłego poety osiadł w Kaliszu i który poznał ze sobą rodziców małego Adama.
      Kazimierz Asnyk urodził się 4 marca 1797 r. w Warszawie3
      Jego genealogia sięga do drobnej szlachty wywodzącej się z Pińszczyzny.
      Był porucznikiem wojsk polskich za czasów Wielkiego księcia Konstantego. Brał udział w powstaniu listopadowym. Wzięty do niewoli w bitwie pod Grochowem został zesłany na Sybir. Po powrocie - jak pisze sam Adam Asnyk w notatce biograficznej 

(...) z przeciętą już karierą wojskową 
i pozbawiony środków do życia osiedlił się w Kaliszu.(...)4

Dr Adam Helbich       Podczas wojennych wojaży poznał i zaprzyjaźnił się z Adamem Helbichem, który służył mu pomocą w zagospodarowaniu się w Kaliszu i w założeniu sklepu. Kazimierz Asnyk bywał u przyjaciela często. W jego mieszkaniu poznał Konstancję Zagórowską (ubogą szlachciankę, której ród wywodził się z Wołynia), która była wychowawczynią dzieci doktora Helbicha. Niemłody już wówczas Kazimierz Asnyk na pewno odczuwał brak kobiety u swego boku i niejednokrotnie myślał o założeniu rodziny. Kiedy poznał Konstancję, która "stanowiła piękny a rzadki typ dawnej niewiasty polskiej, poświęconej tylko i wyłącznie cichemu domowemu życiu i swoim obowiązkom"5 postanowił się z nią ożenić.
      Ślub owej pary odbył się 15 lipca 1837 roku w parafii św. Mikołaja w Kaliszu (pan młody ma wówczas lat 40, panna młoda 35). Świadkami na ślubie byli brat Konstancji Józef Zagórowski i doktor Adam Helbich.
      Kazimierz Asnyk okazał się człowiekiem przedsiębiorczym, mającym talent handlowy:

(...) Na przekór ówczesnym pojęciom fałszywej, szlacheckiej i wojskowej pychy, wziął się do wytrwałej pracy i handlowych przedsięwzięć, które mu się poszczęściły o, tyle, że pomimo niezwykłej ofiarności dla drugich mógł mieć byt zapewniony (...)7

      W gazecie "Kaliszanin" z 1896 r odnajdujemy notatkę mówiącą, że "Kazimierz Asnyk osiadł na stałe w naszym mieście otworzywszy skład skór" (...)
      Wg relacji księdza Wojciecha Helbicha (wnuka Adama Helbicha) "Kazimierz Asnyk miał w Kaliszu (na Placu Św. Józefa)8 księgarnię i wypożyczalnię książek, ale też próbował szczęścia w różnych dziedzinach handlu. W okresie, w którym miał skład z żelazem handlował także suknem. Sprzedając sukno zachwalał, że jest mocne jak żelazo, sprzedając stal dowodził, że gnie się jak sukno"9.
      Jak podaje A. J. Mikulski - Kazimierz Asnyk posiadał również w Kaliszu hotel 10 .
      Dzięki talentowi handlowemu mógł zapewnić godziwy byt swojej rodzinie. Dzieciństwo małego Adama upływało, więc w dostatku. Jedyne dziecko niemłodych już rodziców było otoczone ich ogromną miłością. Szczególnie matka czuwała nad każdym krokiem swojego jedynaka. Poświęcała mu cały swój czas, wlewając weń ogrom macierzyńskiego serca.

(...) Miał cztery lata, kiedy dostał serduszko z cukru, wypełnione sokiem, upuścił je i stłukł przez nieuwagę. Widząc to zaczął rzewnie płakać.
- Mamusi serduszko pękło! - wołał, zalewając się łzami.
Cóż się okazało? Matka napominała go raz, żeby był dobry i dodała, że gdyby uczynił, co złego serce pękłoby jej z żalu. Dziecko wyobraziło sobie, że to jest właśnie serce matczyne (...)11.

      Konstancja Asnykowa była mądrą matką. Miała świadomość, że dopóki dziecko jest przy niej może czuć się bezpieczne i szczęśliwe. Ale umiała również powiedzieć synowi, że życie to także łzy, ból i cierpienie, że nie zawsze będzie mogła ochronić go przed złem i okrucieństwem świata. Wpajała również swojemu dziecku, że są w życiu pewne wartości, którym należy być wiernym wbrew wszystkiemu i pomimo wszystko. 
      Macierzyńską mądrość Konstancji i wielka miłość syna do niej pięknie obrazuje wiersz "Echo kołyski" napisany w roku 1868, kiedy Adam Asnyk już rozumiał i doświadczył prawdziwości jej słów.

Gdym jeszcze dzieckiem był
Budzącym się na świat
Gdy wątły życia kwiat
Jeszcze się w pączku krył
Na łono matka mnie brała 
Pieściła i całowała
Gdym jeszcze dzieckiem był.

Pamiętam po dziś dzień
Jak kojąc płacz i gniew
Nuciła tęskny śpiew
Co fala słodkich brzmień
Dobywał uśmiech na nowo
I każde piosenki słowo
Pamiętam po dziś dzień

Dziecino, nie płacz! nie!
Rozjaśnij swoja twarz
Dopóki matkę masz
Nie może Ci być źle
Na moim oprzyj się łonie
Ja Cię przed bólem zasłonię 
Dziecino nie płacz! nie!

Chowaj na później łzy
Dziś jeszcze anioł stróż
Girlandą białych róż
Okala Twoje sny
Na tkance marzeń pajęczej
Maluje kolory tęczy
Chowaj na później łzy!

Rozkoszą wszystko tchnie
Śpiewa Ci ptaków chór
W twym niebie nie ma chmur
Ani goryczy w łzie
Życie uśmiechem Cię wita
I każdy kwiat Ci rozkwita
Rozkoszą wszystko tchnie

Więc duszę swoją pieść
Jutrzenka rajskich farb
I czystych uczuć skarb
W niewinnej piersi mieść
Byś mógł zaczerpnąć w tym zdroju
Gdy Ci przybraknie spokoju
Więc duszę swoją pieść

Bo przyjdzie inny dzień 
W którym o synu mój
Napotkasz tylko znój
Zamiast rozkoszy tchnień
Zdrada Ci oczy otworzy
Nieufność ducha zuboży
Bo przyjdzie inny dzień (...)

(...) Na taki życia zmrok
Rozbicia straszną noc
Zachowaj ducha moc
I jasny dziecka wzrok (...)

(...) ˇO, nie mów dziecię me
Że marny życia trud
Że wszystko fałsz i brud
A prawdą tylko złe
Że trzeba wątpić i szydzić
Pogardzać i nienawidzić
O, nie mów dziecię me (...)
12 

      Jedynacy zwykle padają ofiarą wygórowanej, samolubnej miłości rodzicielskiej, ale państwo Asnykowie inaczej chowali syna, kochając go nad życie "nie psuli zbytnim pobłażaniem, nie okazywali dlań słabości. Miłość własnego kraju, szlachetny charakter, niezłomne zasady, najpiękniejsze cnoty i gorącą wiarę wyniósł Asnyk z domu rodzicielskiego"13.
      Państwo Asnykowie na pewno wiązali ze swym jedynakiem wielkie nadzieje i mieli wobec niego ogromne plany. Dziecku bez problemów udawało się sprostać oczekiwaniom rodziców. Było wrażliwe, ciekawe świata, inteligentne i zdolne. Kazimierz Asnyk starał się wychowywać swego syna na mężczyznę. Sam będąc żołnierzem podtrzymywał w domu nastroje wojskowe

"W wolnych chwilach uczył mnie musztry i zaprawiał do rygoru wojskowego. Swoją marsowa powierzchownością i przybrana surowością, pod którą kryła się wielka dobroć, imponował mojej dziecięcej wyobraźni" (...) 14

      Rodzice uzupełniali się wzajemnie w wychowaniu syna: 
 ojciec - wymagał, krytykował, kiedy trzeba było karcił.
 matka - uczyła chłopca wrażliwości, uczuciowości, dobroci i miłości do ludzi.
      Talent poetycki małego Adama zdradził się dość wcześnie. Przyszły poeta układał rymowane wierszyki przy różnych okazjach. Matka zachęcała go do "uprawiania" tej sztuki poprzez płacenie mu trzech groszy honorarium za każdą rymowankę.
      Ojciec wolał, aby syn zajmował się czymś pożyteczniejszym. Być może miał nadzieję, że w przyszłości będzie prowadzić razem z nim interesy handlowe. Młody poeta "musiał być strofowany przez ojca za te wczesne wycieczki w krainę poezji, gdyż raz powiedział: 
      - Jak będę sławny, to ojciec wtedy nie powie - na co to pisanie"15 
Grób Walentego i Emilii Stanczukowskich.       Od kiedy młody Adam nauczył się czytać, książki stały się jego pasją i namiętnością. Czytał wszystko, co wpadło mu w ręce. miał do nich łatwy dostęp, gdyż jego ojciec wraz z przyjacielem Walentym Stanczukowskim (Adam Asnyk nazywał go ojcem chrzestnym, choć w istocie nim nie był) założył w Kaliszu na Placu Św. Józefa księgarnię z czytelnią.
      Walenty Stanczukowski był uznanym w Kaliszu lekarzem, wykonującym swój zawód z poświęceniem, jak również wielkim społecznikiem. W 1854 r ożenił się z Emilią Filleborn, przełożoną znanej (także poza Kaliszem) pensji żeńskiej.
      Emilia Filleborn była uczennicą Klementyny z Tańskich-Hoffmanowej, która uczciła wmurowaniem tablicy pamiątkowej w kościele ojców Franciszkanów w Kaliszu.
      Dla Walentego Stanczukowskiego napisał przyszły poeta najdawniejszy z zachowanych wierszy p.t. "Krowa i rzeźnik" opatrzony datą 14 lutego 1849 r. Na pewno nie był to pierwszy jego utwór, gdyż młody Adam chętnie pisywał tzw. "poezję okolicznościową" i wręczał "swoje dzieła" rodzinie i znajomym przy różnych okazjach.
      Ale nie tylko pisanie błahych wierszyków było udziałem Adama

(...) Pierwsze silniejsze wrażenia, jakie odniosłem, były wiadomości o rzezi galicyjskiej i później o ruchach rewolucyjnych z 48 roku. Słyszałem prowadzone po cichu rozmowy, czytane i rozbierane artykuły gazet zagranicznych, szczególniej z Księstwa Poznańskiego i moja dziecinna wyobraźnia ożywiała się i zapalała.

Słowa "Polska, Wolność, Braterstwo ludów" brzmiały w moich uszach jak czarodziejska muzyka: coś już w części rozumiałem, czegoś się domyślałem, słowem dusza wyjrzała na jakieś szersze horyzonty.
Pod tym wpływem zacząłem pisać wiersze, które miały nastrój patriotyczno - religijny.
Obok tego Chrystus na krzyżu, którego miałem obrazek nad łóżeczkiem budził we mnie mistyczne zachwyty i obrazy jego męki wraz z obrazem odkupienia Polski i całego świata łączyły się jakoś tajemniczo w jedną całość (...)16 

      W mieszkaniu, które zajmowali państwo Asnykowie nie ma dzisiaj żadnego śladu ich bytności. Jedyne, co świadczy o tym fakcie, to tablica pamiątkowa wmurowana w budynek. 
      Niewiele wiemy o wnętrzu mieszkania, meblach, sprzętach gospodarstwa domowego, pamiątkach, bibelotach, zabawkach małego Adama. 
      Do państwa Asnyk zabiera nas Urbanowa z noweli Marii Konopnickiej i czasopismo "Bluszcz" z 1930 r. opisujące wystawę pamiątek po Asnyku. 
      Wspomnienia, suche opisy zawarte na pożółkłych kartkach starych czasopism, nic więcej.
      Spróbujmy, więc na podstawie tego, co mamy przenieść się, choć na chwilę do mieszkania przyszłego poety. 
      W pokoju widzimy szafę, w której wisi zielony, pluszowy garnitur Kazimierza Asnyka, wielką, rozłożystą kanapę, na której siedząc, być może usypiała do snu małego Adama Konstancja Asnykowa śpiewając mu piosenki, szafę biblioteczną, z której zawartości ochoczo korzystał Adam. Jakie książki mogła zawierać? Na pewno dzieła wielkich romantyków Mickiewicza i Słowackiego oraz utwory Wiktora Hugo. 
      Mamy również pękate biurko, być może to przy nim Adam pisał wiersze i odrabiał lekcje. 
      W przedpokoju mogło wisieć staroświeckie lustro, przy którym Konstancja zakładała kapelusz wychodząc do miasta. 
Musiał być również w domu fortepian, gdyż jak pisze A. J. Mikulski "matka uczyła syna gry na fortepianie, w której celowała"17.
      Oprócz mebli znajdujemy jeszcze: dziecinny widelczyk, co świadczy o tym, że Adam miał swoją własną zastawę stołową, książeczkę do nabożeństwa i różaniec, który w czasie bitwy pod Grochowem umierający dowódca 4-tego Pułku Strzelców Pieszych podarował Kazimierzowi Asnykowi.
      Maria Konopnicka w "Urbanowej" pisze:

"Kto by pomyślał, że nazwisko, które potem tak szeroko zasłynąć miało w dziedzinie poezji, usłyszę po raz pierwszy w kuchni z ust starej, sześć razy na tydzień pijanej kucharki (...)18.

      A zaczęło się wszystko od stłuczonego, glinianego garnka (nie pierwszego zresztą w dorobku Urbanowej).

(...) - Masz babo redutę! woła Urbanowa uderzając w suche, pomarszczone ręce - znowu skorupa!
Nienastarczone rzeczy z tymi skorupami... Taki nowy garnek... Tygodnia jeszcze nie ma... Ażeby to choroba z takim gospodarstwem!... Ale to tak, kiedy żelaznych garnków w domu nie ma, tylko same skorupy.
Jakem była u państwa Asnyk, to tam nijakich skorupianych garnków nie było. 
Same żelazne, jeden w drugi, jak wybrane...
Po tym pierwszym wybuchu do wieczora już było jedno i to samo. 

U państwa Asnyk było tak a tak, u państwa Asnyk robiło się to a to, u państwa Asnyk nigdy tego nie bywało, u państwa Asnyk tego nauczona, u państwa Asnyk do tego nienawykła... słowem gotowy prejudykat na każdą porę dnia i nocy i na wszystkie kuchennego życia wypadki (...)

(...) Tu wyznać muszę, z cała pokorą, że nazwisko "państwa Asnyk" obrzydło mi tak, żem go po prostu znieść nie mogła (...)19 

      Konopnickiej i jej dzieciństwu poświęcę osobną publikację. Teraz powiem tylko tyle, że nie można jej mieć za złe powyższego stwierdzenia, ponieważ dom małej Marii nigdy nie był tak zasobny jak dom państwa Asnyk, gdyż warunki rodzinne i materialne, w jakich żyła były dużo gorsze od warunków życia Adama Asnyka.
      Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę w domu państwa Asnyk przy szafie bibliotecznej pełnej książek i przy dziełach znakomitych poetów romantycznych.
       Józef Trietiak w artykule zatytułowanym "Asnyk i jego liryka" tak pisze o poecie:

"Wykarmiony poezją romantyczną, dla której ruszyć z posad bryłę świata" było tylko zadaniem chwilowego uniesienia i zapału, jak na przykład dla żołnierza zdobycie szturmem jakiejś twierdzy, w pierwszych dniach rozkwitu swej muzy spotkał się z żelazna dłonią rzeczywistości, która zatrzęsła nim i rzuciła go daleko od tego rodzinnego ogniska (...)20.

      Obok poezji Mickiewicza będzie jeszcze twórczość Słowackiego, którego Asnyk obierze sobie na początku swej poetyckiej drogi za mistrza i przewodnika.
      W roku 1849 Adam Asnyk rozpoczyna naukę w trzeciej klasie w Wyższej Szkole Realnej w Kaliszu. 

Wyższa Szkoła Realna, dziś I Liceum Ogólnokształcące im. Adama Asnyka.
Wyższa Szkoła Realna, dziś I Liceum Ogólnokształcące im. Adama Asnyka.

      Do tego czasu uczył się w domu

(...) matka troskliwa o moje wykształcenie wzięła do mnie na domowego nauczyciela bardzo dobrego pedagoga (...) 21

      Młody, wrażliwy człowiek, zbyt poważny na swój wiek wchodzi w nowe środowisko, zawiązuje nowe przyjaźnie. Niektóre z nich jak np. przyjaźń ze Stefanem Gillerem będą trwały przez całe życie poety.
      Adam Asnyk tak pisze o swoich latach szkolnych:

(...) zapomniałem o poezji, a uczyłem się chciwie, szczególnie matematyki i nauk przyrodniczych. Jakkolwiek chorobliwy stan zdrowia przeszkadzał mi nieco w nauce, jednak przechodziłem zawsze z nagrodą lub listem pochwalnym z klasy do klasy (...) 22

      Spróbujmy odtworzyć życie szkolne Asnyka i poświęćmy nieco więcej uwagi samej szkole. 


Tablica pamiątkowa na ścianie Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka.

      Wyższa Szkoła Realna powstała w Kaliszu w 1845 r., na miejscu zlikwidowanego gimnazjum filologicznego. Oprócz ogólnego wykształcenia na poziomie średnim szkoła dawała przygotowanie chemiczno - technologiczne. Nie było to bez znaczenia, gdyż Kalisz był ważnym ośrodkiem włókienniczym i szkoła o takim profilu mogła kształcić młodzież, która później znajdowała zatrudnienie w tym przemyśle.
      W latach 1845 - 1854 inspektorem szkoły był profesor Karol Beithel.23 
 Karol Beithel      Program nauczania realizowany na 32 godzinach tygodniowo obejmował następujące przedmioty: religię (w zależności od wyznania ucznia rzymsko-katolicką, ewangelicką lub prawosławną), język rosyjski, język polski, język łaciński, arytmetykę z buchalterią, geometrię, kaligrafię, rysunki, trygonometrię, algebrę, technologię chemiczno - mechaniczną, geometrię opisującą, wiadomości z historii powszechnej, geografię matematyczną, fizykę ogólną, zoologię, botanikę, mineralogię, mechanikę ogólną, wiadomości z nauk przyrodniczych i higieny.
       Dodatkowym przedmiotem nieobowiązkowym była muzyka. Działała szkolna orkiestra i chór.
       Uczniowie otrzymywali cenzury, co 1 - 1,5 miesiąca, stopnie okresowe wyrażano cyframi arabskimi (2,3/4; 1,1/2 itp.), przy rocznych dodawano jeszcze ułamki dziesiętne (np. 4,25 lub 2,35 itp.).
       Egzaminy promocyjne i końcowe odbywały się komisyjnie, w skład komisji wchodzili dwaj nauczyciele i inspektor.
       Uczniom klas IV stawiano dodatkowe wymagania, bowiem ukończenie 4-rech oddziałów Wyższej Szkoły Realnej było równoznaczne z uzyskaniem wykształcenia na poziomie powiatowej szkoły realnej.25
       Kto chciał uzyskać świadectwo maturalne, czyli tzw. patent musiał uczyć się jeszcze 2 lata by zdać egzamin końcowy z 21 przedmiotów.
      Szkoła dbała o morale uczniów, stosując za niewłaściwe zachowanie różnorakie kary:
      Karano za uczesanie "po kobiecemu", na co władza szkolna szybko reagowała, nakazując woźnemu włosy "od ręki spuszczać" tj. obcinać bądź w kancelarii bądź na korytarzu szkolnym. 
       Odsiadywano "kozę" za fanfaronadę po mieście, za odwiedzanie "handlów", za palenie fajek i cygar, za zawieranie niestosownych przyjaźni itp.26 
       Uczniowie pilni i wzorowo się sprawujący byli nagradzani.
       Strojem obowiązującym w szkole był granatowy mundurek, zapinany na dwa rzędy posrebrzanych guzików z wysokim amarantowym kołnierzem. Tego samego koloru był też lampas u czapki. Każda czapka miała swój numer zapisany w dzienniku lekcyjnym. Obecność na zajęciach była skrupulatnie odnotowywana.
      Poza lekcjami młodzież spotykała się często w różnych domach na rozmowach, dyskusjach, czytaniu "mistrzów pióra", śpiewaniu, odgrywaniu scen dramatycznych w teatrze amatorskim. Inicjatorem takich spotkań był znany nam już Walenty Stanczukowski. 
       Nauka w szkole była płatna (w klasach młodszych było to 4 rs, w klasach starszych - 8, w roku szkolnym 1851/52 świadczenie roczne wzrosło w klasach starszych do 15 rs a klasach młodszych do 8).
       W latach 1845 - 62 w szkole uczyło 38 nauczycieli, do najwybitniejszych należeli: polonista Sylwester Kinicki, matematycy - Jan Kluczewicz, Cyprian Laudyn, Ignacy Kowalski oraz nauczyciel religii ksiądz Józef Herbich.
      Adam Asnyk najbardziej lubił swego polonistę S. Kinickiego, któremu zadedykował wierszyk zatytułowany "Z powinszowaniem Imienin"

Ty, co się w miejsce ojca nami opiekujesz
Co młodociane serca do dobroci kierujesz
Co zasiewasz je wiarą tak ziarnem pole
Wypleniasz złe nałogi jak szkodliwe kąkole,
Kształcisz umysł nauką, szczepisz wiadomości, 
Obudzasz wszystkie władze, co były uśpione
Przyjm w dowód mojej nigdy nie zgasłej wdzięczności
Życzenie proste, serca popędem wiedzione27 

      Czas spędzony na nauce, spotkaniach z kolegami, rozmowach, spacerach i zabawach płynie szybko, ale młodemu Adamowi przyjdzie przeżyć chwile grozy, rozpacz po stracie kolegów.
      Lata nauki Adama Asnyka w Wyższej Szkole Realnej nie były dla Kalisza łaskawe.
      W 1850 r. miasto nawiedziła powódź, w 1852 ogromny pożar w dzielnicy żydowskiej i epidemia cholery, która dziesiątkuje ludność. Umierają również koledzy szkolni Asnyka, co znajduje odzwierciedlenie w wierszu:

"Tyle nasion spotyka zagłada
Tyle kiełków wschodzących marnieje
Tyle pączków przedwcześnie opada
Najpiękniejsze budzących nadzieje (...)"28 

      Lata nauki to również czas społecznej inicjacji młodego Adama. Jego ojciec często bierze udział w akcjach dobroczynnych. 
      W Roczniku Urzędowym Królestwa Polskiego z roku 1855 możemy odczytać nazwisko Kazimierza Asnyka dwukrotnie.
      Raz, jako uczestnika Rady Opiekuńczej Ochrony Ubogich Dzieci w Kaliszu29.
      Ponownie Kazimierz Asnyk występuje wśród ofiarodawców na Dom Schronienia Dla Starców, Kalek i Sierot otwarty w 1855 r. z inicjatywy Rady Opiekuńczej Zakładów Dobroczynnych powiatu kaliskiego.
      Widok biedy i ludzkiego nieszczęścia na pewno wpłynął na przyszłą osobowość Adama Asnyka.
      W roku 1853 przyszły poeta kończy szkołę i uzyskuje patent uprawniający go do rozpoczęcia studiów wyższych. Nie rozpoczyna ich jednak od razu:

(...) byłem za młody jeszcze, żeby udać się na uniwersytet, jak to było moim marzeniem, pozostałem chwilowo w domu, ucząc się łaciny, francuskiego, niemieckiego i angielskiego, jak również botaniki i chemii, do których miałem zamiłowanie.
Prócz tego aplikowałem w sądzie pokoju dla obeznania się trochę z prawem (...)30 

      Studia rozpoczyna Asnyk dopiero jako 18-to latek jesienią 1856 r. Zgonie z wolą ojca zapisuje się wówczas do Instytutu Agronomicznego w Marymoncie pod Warszawą.
      Nie odpowiada mu jednak ten rodzaj studiów.

(...) Poziom naukowy tego zakładu zupełnie nie odpowiadał moim pragnieniom. Zachorowawszy, więc na ostry reumatyzm stawowy, po paromiesięcznym pobycie powróciłem do domu (...)31.

      W następnym roku wstępuje do nowo otwartej w Warszawie Akademii Medyczno - Chirurgicznej.
      Tu kończy się dzieciństwo Asnyka. Pisklę wyfruwa z gniazda, po to by już nigdy do niego nie powrócić. Będzie jeszcze przyjeżdżał na wakacje do roku 1860, kiedy to rodzice Asnyka przeprowadzą się do Warszawy.
      Wyjazd na studia kończy sielskie czasy spędzone w domu rodzinnym. Kończy się również w życiu poety spokój, nad którym czuwali troskliwi rodzice.
     Po latach Adam Asnyk napisze do rodziców z Drezna 9 listopada 1863 r.

(...) "lecz i tu i tam, za morzem i wszędzie
gdzie tylko poślę przed sobą myśl biedną
wszędzie mi smutno i wszędzie mi jedno
i wszędzie mi źle i wiem że źle będzie"32 

      Ale co robić, trzeba upychać życie jak można, kiedy nie chce samo wartkim toczyć się strumieniem. To, co się nazywa wlec swoją egzystencję jak kamień za sobą powinno być głównym przedmiotem szkoły życia i zadaniem filozofii praktycznej, a nie wyszukiwanie celów, które się nie odnajdują, lub, których dopiąć niepodobna (...)33.
      Stary gród nad Prosną "święty i czysty" kraj lat dziecinnych pozostanie w sercu poety. Będzie do niego wracał w listach. Wróci również w twórczości.
      W 1869 r. powstaje pismo "Kaliszanin". Jednym z założycieli Gazety był Adam Chodyński. On to właśnie zwrócił się do Asnyka z prośbą o przysłanie wiersza, który chciał wydrukować w nowo powstałej gazecie. Asnyk przysyła wiersz pełen tęsknoty za "cudnym krajem lat dzieciństwa, gdzie leżały porzucone przezeń skarby: miłość rodzinna, wiara naiwna, czystość uczuć i świeżość wrażeń"34.
      Ów utwór zatytułowany "Rodzinnemu Miastu" ukazał się w Kaliszaninie 7 lutego 1870 r. Posłuchajmy jak 32 letni poeta wspomina swój "raj utracony".

(...) Droga mnie wiedzie do starego grodu,
Otoczonego ramionami Prosny...
Tam, wśród alei kasztanowych chłodu
Czerpałem tchnienie pierwszej życia wiosny
Co w cudowności szatę tę obleka
Jak sen zstępuje i jak sen ucieka
Dziś wywołane pamięcią promienie
Złocą mi pasma zielonych wybrzeży
I znów anielskie śle mi pozdrowienie
Jak niegdyś rankiem, dzwonek farnej wieży.
I całe miasto w oczach się powiększa
Przez mgłę tęsknoty, co wszystko upiększa.
Jak tam spokojnie płynie ludzkie życie
Mierzone dźwiękiem słodko brzmiących godzin 
Jak wody w Prosny łagodnym korycie 
Dnie upływają w kółku cichych rodzin
I z domowego ogniska blask strzela
Który przechodnia oczy rozwesela (...)

(...) Tak mi to wszystko cudnie się uśmiecha
Tak mnie ta przeszłość pociąga znikoma, 
Że szukam wzrokiem, gdzie jest owa strzecha,
Pod którą spocznę wśród przyjaciół grona,
Ale na próżno ... bo w mej idealnej
Podróży błądzę jak cień - niewidzialny (...)

(...) Z czasem powoli wszystko się zaciera, 
A więc i moje zatarły się ślady...
Stary park na mnie z zdziwieniem spoziera
Pytając, co to za przechodzień blady?
I nawet mury wahają się szkolne
Rozpoznać we mnie swe dziecko swawolne(...)

      W 1896 r. upływało trzydziestolecie twórczości Adama Asnyka.

"Rodzinny gród poety prastary Kalisz, nie mógł nie przyjąć udziału w hołdzie dla swego" syna i brata"36.

      Kaliszanie wysłali Asnykowi dnia 26 grudnia 1896 r. jako dar jubileuszowy Album widoków Kalisza z dedykacją i listem Stefana Gillera oraz podpisami wielbicieli.
      6 stycznia 1897 roku w numerze 2 "Gazety Kaliskiej" wydrukowany został list Adama Asnyka z odpowiedzią i podziękowaniem za ów podarunek.
      List ten został napisany rok przed śmiercią a słowa w nim zawarte świadczą, że gród nad Prosną pozostał w sercu poety do końca życia.

       Drogi mój Stefanie.

      Wśród dowodów pamięci i przyjaźni, jakie z wielu stron otrzymałem, do najdroższych sercu mojemu należał list Twój, który poruszył cała falę jasnych, słodkich i rzewnych wspomnień.
Błogie czasy dzieciństwa, szkolne ławy, rodzinne miasto, ognisko domowe, przyjaciele, koledzy, starzy rodzice, wszystko to naraza odrzyło w pamięci mojej.
      Ty, towarzysz młodości, brat po piórze wyciągnąłeś rękę z mroków przeszłości i dałeś mi chwile nieopisanego wzruszenia, w którem upajająca słodycz wspomnień walczyła z melancholią starości (...)
      (...) Pierwsze miejsce w mym sercu zajmują przede wszystkim drodzy moi Kaliszanie, Ty, więc zechciej być tłumaczem moich uczuć dla nich.
      Powiedz im, że pamięć i życzliwość macierzystego grodu dała mi u schyłku życia wrażenie uścisku i błogosławieństwa matki, które ze czcią, i wdzięcznością, jak syn przyjąłem (...)
      (...) Cieszę się jak dziecko, otrzymanymi widokami Kalisza i podziwiam, żeście instynktem serca wiedzeni, odnaleźli właśnie to, co mnie najwyższą rozkosz sprawić mogło ...
      Bóg wam zapłaci za ciepło serc waszych, którem mnie ogrzeliście. Ściskam Cię najserdeczniej a razem z Tobą wszystkich, wszystkich.

Wasz zawsze duchem syn i brat 

Adam Asnyk
 

Przypisy:

1 Dziś ulica Zamkowa 14.
2 W parafii św. Mikołaja zachowała się metryka chrztu.
3 Źródła podają 2 miejsca urodzenia ojca Adama Asnyka Warszawę i Pragę. Prawdopodobnie urodził się w dzielnicy Warszawy - Pradze.
4 Notatka biograficzna, którą Asnyk napisał dla Franciszka Kvapila, tłumacza jego poezji na język czeski, zamieszczona w Przeglądzie Literackim z roku 1897 nr 19/20.
5 Tamże.
6 Tamże.
7 Dopisek autora pracy.
8 Śladami życia i twórczości Marii Konopnickiej. Praca zbiorowa pod redakcją Jana Baculewskiego. Warszawa 1966.
9 A. J. Mikulski "Adam Asnyk" Czytelnik 1948.
10 Artykuł Zofii Sokołowskiej "Pierwsza miłość Asnyka" zamieszczony w Biesiadzie Literackiej z roku 1911.
11 A. Asnyk "Echo kołyski" w Poezje wybrane - Wydawnictwo Literackie Kraków 1960 r s. 82.
12 Zofia Sokołowska - patrz przypis nr 10.
13 A. Asnyk - Notatka biograficzna - patrz przypis 4.
14 Patrz przypis 10.
15 Patrz przypis 4.
16 Patrz przypis 9.
17 Maria Konopnicka "Urbanowa" w "Nowele" Czytelnik r. 1967 s. 163.
18 Tamże.
20 Józef Trietiak "Asnyk i jego liryka" Ateneum r. 1881 tom I, s. 297 - 323.
21 Patrz przypis 4.
22 Tamże.
23 Karol Beithel - jak podaje Kaliszanin z dnia 5 listopada 1875 r - zmarł w Piotrkowie 9 października 1875 r. 3 listopada tego roku w murach farnej świątyni (dziś bazylika św. Józefa) odbył się akt żałobny. W jeden z filarów kościoła została wmurowana marmurowa tablica z napisem: śp. Karolowi Beithlowi inspektorowi szkół kaliskich ukochanemu ojcu młodzieży na cześć i pamięć pedagogicznych i obywatelskich jego zasług koledzy i uczniowie ten kamień położyli. W chwili obecnej ta tablica nie istnieje.
24 Szkoła Kaliska. Dzieje I Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka w Kaliszu pod redakcją Edwarda Polanowskiego. Kaliskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk 1993 r. s. 87.
25 Tamże.
26 Tamże.
27 Tamże.
28 Kaliszanin z 1885 r.
29 Obok nazwiska Kazimierza Asnyka występuje tam również nazwisko Józefa Wasiłowskiego, ojca Marii Konopnickiej.
30 Patrz przypis 4.
31 Tamże.
32 Cytat z poematu Juliusza Słowackiego "W Szwajcarii" nieco zmieniony przez Asnyka.
33 Listy Adama Asnyka - Archiwum Literackie tom XVII. Zakład Narodowy Ossolińskich. PAN-1972.
34 Patrz przypis 20.
35 na ulicy Warszawskiej 59 (Asnykowie mieszkali pod nr 60) mieszkał znany kaliski zegarmistrz Jeremiasz Wagner, na jego domu był umieszczony wielki zegar.
36 Kalendarz kaliski - 1908 r. Artykuł Stefana Gillera "Jubileusz Adama Asnyka w Kaliszu".

II. Na listku białej róży

Gdy ją raz pierwszy ujrzał w kobiet gronie
Uczuł w swej duszy jakby światło nowe
Zdawało mu się, że widmo tęczowe
Młodzieńczych marzeń podaje mu dłonie

I zapatrzony w oczy szafirowe
Zaledwie zdołał skłonić przed nią głowę
Przy pozdrawianiu i wiedząc, że płonie
Onieśmielony stał jak żak w salonie (...)

A. Asnyk "Niezręczny"

 

      Kalinowa wieś w woj. łódzkim (gmina Błaszki) na Wysoczyźnie Złoczewskiej. 680 mieszkańców. Dwór manierystyczny (ok. 1630 r.) przebudowany w XIX wieku i w 1916 r., w którym wg tradycji odbywała się akcja opery "Straszny dwór" Stanisława Moniuszki37.
      W 1852 roku czternastoletni Adam Asnyk zostaje zaproszony na Święta Wielkanocne do Kalinowej, należącej wówczas do państwa Szrubarskich38. Przyjeżdżają tam również państwo Nawroccy z szesnastoletnią córką Walerią. Młoda kobietka, piękna urodą rozkwitającej młodości zrobiła na chłopcu w granatowym mundurku piorunujące wrażenie. 

Dwór w Kalinowej
Dwór w Kalinowej. Tu Asnyk poznał swoją pierwszą miłość.

      W Biesiadzie Literackiej z roku 1902 ukazał się artykuł Zofii Sokołowskiej zatytułowany "Pierwsza miłość Asnyka". Szczegóły zawarte w tym artykule jak podaje autorka pochodzą bezpośrednio od Walerii Skoniecznej de domo Nawrockiej. Mamy, więc niejako wiadomości "z pierwszej ręki". Postarajmy się wobec tego przenieść do Kalinowej i odtworzyć narodziny pierwszego uczucia.

"Miłość wcześnie nawiedza serca poetów. Dante nie wyszedł jeszcze z lat chłopięcych, kiedy ujrzał swoją Beatrycze, do której od razu przylgnęła jego dusza.
Słowacki wcześniej jeszcze pokochał Ludwikę Śniadecką, jak świadczą jego słowa "Dziecko z czarnemi oczyma poznało miłość: pierwszą i ostatnią była.39

       Młody Adam, którego osobowość ukształtowała poezja romantyczna potrzebował muzy, która roznieciłaby w nim płomień i pozwoliła jego poezji osiągnąć tony, których do tej pory nie znała. Asnyk znajduje się jeszcze bardzo daleko od szczytu sławy i jeszcze nie wie, że go zdobędzie, ale czuje w sobie iskrę bożą, która każe mu pisać i młodzieńcze zauroczenie i fascynacja pozwoli mu dotknąć tych strun swego serca, które do tej pory były uśpione, a owo "szesnastoletnie dziewczę miało umysł bardzo rozwinięty i łączyło inteligencję z porywającym wdziękiem"40. Młody poeta miał, więc do czynienia nie tylko z urodziwym obiektem swych westchnień, ale również z dobrym kompanem do rozmów. To idealne połączenie musiało zrobić swoje. Nic więc dziwnego, ze Adam poczuł moc pierwszego uczucia i "zaczął snuć różaną przędzę marzeń".

"Uczucie jego nie mogło jednak zyskać wzajemności, wiadomo bowiem, jakim okiem dorosła panienka, dumna z pierwszej długiej sukni, patrzy z wysokości lat szesnastu na młodszego od siebie chłopca w szkolnym mundurku. Bawili się jednak doskonale ze sobą, gdyż panna Waleria, wesoła z natury, często zapominała o swojej nowej godności, z Asnyka zaś był wielki urwis, który wdzierał się na najwyższe drzewa, przeskakiwał przez rowy i płoty" (...)41.

      Charakterystyka młodego Asnyka nie bardzo pasuje do nieśmiałego, zbyt poważnego na swój wiek młodzieńca z duszą romantyka. Na pewno bardziej niż chodzenie po drzewach pasuje do niego "zaszywanie" się w jakimś ustroniu i przelewanie na papier swych uczuć do nowo poznanego bóstwa.
      Musimy również pamiętać, że Adam był słabego zdrowia. St. Krzemiński pisał "wada serca groziła mu jeszcze w 24 roku życia nagłym zgonem".
      Po wyjeździe z Kalinowej kontakty Adama z Walerią nie zostały zerwane. Rodzice obojga zaprzyjaźnili się ze sobą i często odwiedzali się wzajemnie. Adam bywał więc w domu swojej bogdanki i przynosił jej wiersze napisane przez siebie, dużo z nią rozmawiał "o różnych przedmiotach, do których zapalały się ich młode umysły(...).
(...) Kolejno czytywali głośno ociemniałej mieszkającej w tym samym domu staruszce pani Czajkowskiej, którą panna Waleria odwiedzała z dobrego serca (...)"42.
      Siadywali też często w pogodne wieczory na ławce pod kasztanem, który rósł na dziedzińcu domu państwa Nawrockich43. Rozmowom młodych towarzyszył śpiew słowika. Mały piewca swoimi trelami oddawał hołd wiośnie. Pewnego dania znaleziono go pod drzewem nieżywego. Adam i Waleria zrobili mu trumienkę z kart i pochowali ptaka w ogrodzie. Szesnastoletni już wówczas Adam napisał wtedy wiersz.

"Na śmierć słowika".

Wiosny śpiewaku, martwym widzę Ciebie.
Czy trzeba było twoich dźwięków w niebie,
o biedny ptaszku! Czyżeś tak zawcześnie
Wyśpiewał wszystkie twego życia pieśnie? 
Czyś na to umilkł, ażeby wraz z pieśnią
Pokryć swe życie zapomnienia pleśnią
Czy głosu zbrakło, czy nie stało męstwa
Śpiewać hymn życia - wielki hymn męczeństwa
Biedny śpiewaku! U twego podnóża
Nie kwitnie żadna lilia, ani róża 
Nie masz słanego łoża z wonnych kwiatów, 
Co kiedyś twoich słuchały tematów,
A coby wonią kołysały Ciebie.
Jaśniały blaskiem na twoim pogrzebie
Nie masz ty nawet rodzinnego gniazda,
Gdzieby choć jedna zaświeciła gwiazda
Nad Twojem czołem - aureolą chwały
Gdzieby Ci gaje rzewnie zaszumiały
I gdzieby księżyc posrebrzył Ci lice,
Gdzieby nad Tobą płakały dziewice,
Dziewice, które w pierwszy brzask poranny
Słuchały Twojej niebieskiej hosanny.
O gdzież są one, by na skroń proroka
Wylać łzę jedną z błękitnego oka!
Leżysz na zimnej pościeli samotny 
Na ziemi twardej, na trawie wilgotnej
Bez śpiewu braci, bez kadzideł woni 
Bez łez spoczywasz w cienistej ustroni!
Ale śpiewaku, już ja wiem co zrobię 
Złożę Cię w godnym Twoich pieśni grobie 
Z bzu i fijołków łoże Ci uścielę 
Staranie osty i piołun oddzielę
Zawezwę różę - splecie Ci koronę 
Lilia na piersi srebrzystą zasłonę 
I gwiazd poproszę, by blaski sypały. 
Poproszę krzewin, by rzewnie szumiały 
I łzę uronim na Twoim pogrzebie 
A tak Cię uczcim pieśnią godną Ciebie45.

      Ten nigdzie nie drukowany, choć jeszcze bardzo infantylny wierszyk musiał być jednym z wielu, jakie Adam napisał dla panny Walerii. Im był starszy, tym wiersze stawały mniej lub bardziej zawoalowanym wyznaniem. Bo tylko za pomocą poezji nieśmiały chłopak mógł powiedzieć co czuje. Panna Waleria już wcześniej "domyślała się tej miłości , pełnej czci i uwielbienia, lubiła go jak brata, ale nie zachęcała wcale, owszem przy każdej sposobności oblewała go zimną wodą, ściągała z nieba na ziemię. Miała naturę zbyt prawą i czystą, żeby bawić się w zalotność i fałszywymi nadziejami podsycać uczucie, któremu nie mogła odwzajemnić". 

      "Raz wręczył jej wiersz z jawnym wyznaniem miłości, podarła go i rzuciła w ogień. Rozpłakał się, dotknięty podwójnie: w kochaniu swem i w miłości własnej poety. To go jednak nie odstręczało, bywał u niej codziennie i towarzyszył jej na wszystkich koncertach, przechadzkach i wieczorach".

      A miał już wówczas prawie lat osiemnaście, był "wysoki, biały i różowy z bujna czupryną i ślicznymi oczyma. Niezgrabny jeszcze i nieśmiały nie umiał tańczyć i nieraz był strofowany przez pannę Walerię za deptanie po nogach lub oberwanie falbany u sukni. Tańczyła z nim na wieczorach prywatnych, ale kiedy w resursie na balu zaprosił ją do mazura, o którym nie miał pojęcia, wręcz odmówiła.
      - Nie chcę narażać Pana i siebie na śmieszność - powiedziała
      Biedny chłopiec był w rozpaczy" (...)47

      Rozpacz miała być jeszcze większa, gdyż dwudziestoletnia wówczas Waleria miała zostać żoną innego mężczyzny.
      W wierszu "Spóźniona odpowiedź" Asnyk tak opisuje to zdarzenie

Miałem raz jedną szczęścia chwilę
Chwile rozkoszną, lecz zbyt krótką
Patrzyłaś na mnie dziwnie a mile
Siedząc cichutko

Ja byłem w ten czas tak wymowny!
Tyś mię słuchała, pieszcząc pieska
Na ustach uśmiech wykwitł czarowny
A w oku łezka

Mówiłem wiele w upojeniu
Miłością brzmiało każde słówko

A tyś tonęła w słodkim marzeniu
Z schyloną główką (...)

(...) Wyznałem moją miłość całą
Czekając co mi powiesz sama
Nie wiem, co ze mną wtenczas się działo...
Wtem weszła mama

Ja się zmieszałem, a tyś się zlękła
I odtrąciłaś ręką pieska
Pierzchła odpowiedź - i w locie pękła
Bańka niebieska

Potem ubiegło czasu wiele -
Czekałem długo na odpowiedź ...
Aż usłyszałem w jedną niedzielę 
Twoją zapowiedź48

      Ślub Walerii Nawrockiej ze Stanisławem Skoniecznym odbył się w 1856 r. Asnyk był w kościele "widział swoją ukochaną w śnieżnych zasłonach, podobną do kwiatu ledwie rozwiniętego, słyszał jak przysięgała miłość innemu" (...)49
      Później widział ją jeszcze dwukrotnie, raz po dwóch latach spotkali się na obiedzie u państwa Nawrockich. 
      "Rozmawiano o poezji i Adam zapalony wielbiciel Słowackiego, powiedział, że nigdy nie rozstaje się z jego poematem "W Szwajcarii". Na dowód wyjął z kieszenie małą książeczkę, podał pani Walerii i mówiąc: "oto mój ulubiony ustęp", wskazał jej następujące wiersze: 

"Odkąd zniknęła jak sen złoty
Umieram z żalu, usycham z tęsknoty"50

      Drugi raz Asnyk spotkał Walerię po dwudziestu pięciu latach w Zakopanym. Posiadał już wtedy wielką sławę i uznanie 

"Wiek przyprószył srebrem złociste włosy pani Walerii, przygasł blask szafirowych oczu, za którymi on niegdyś poszedłby do piekła. Oboje zostawili już młodość poza sobą i jak wszyscy wędrowcy, którzy dochodzą do kresu drogi mozolnej, patrzyli w przeszłość, pełną łez i walk, smutnym beznamiętnym wzrokiem".51

      Waleria z Nawrockich Skonieczna zmarła jako wdowa w Warszawie 4 marca 1911 r. (w wieku 75 lat). Pochowana została w Kaliszu na cmentarzu ewangelicko - augsburskim, niestety jej grób do dnia dzisiejszego nie ocalał.
      Cóż pozostało po młodzieńczym uczuciu Asnyka? Przede wszystkim "Legenda pierwszej miłości" napisana w 1868 r. Oddajmy głos poecie i posłuchajmy jak po latach wspomina Walerię:

Ja ją kochałem, tak mi się zdaje
Bo cudną była w szesnastej wiośnie
Umiała patrzeć na mnie miłośnie
I rwać mi serce w nadziemskie kraje (...)

(...) Ja ją kochałem ach! jestem pewny!
Bom często błądził w noc księżycową
Przypominając mojej królewny
Każde spojrzenie i każde słowo (...)

(...) Miłość to była, lecz taka cicha,
Że sam przed sobą bałem się zdradzić
I tylko kwiatków szedłem się radzić
Czemu dziś smutna? i czemu wzdycha? (...)

(...) Pytałem siebie, czy jestem godny
Takiej miłości czystej, łagodnej
Lecz czułem tylko, że byłbym dla niej
Gotów me życie poświęcić w dani

I byłbym rzucił wszystko - gdy trzeba,
I poszedł za nią prosto do nieba
I byłbym poszedł za nią do piekła... 
Gdyby nie ... była z drugim uciekła...52

      We wczesnej twórczości Asnyka wspomnienie Walerii Nawrockiej jest widoczne dość często. Poeta patrzy już wówczas na swój młodzieńczy poryw z większym dystansem, ale upływ czasu nie jest jeszcze w stanie zamazać wspomnień. 
     Bo we wspomnieniach właśnie Asnyk wraca "do uczuć młodzieńczych pożaru"53 by znów zobaczyć, odnaleźć swoją duszę "taka jak była w poranku stworzenia, gdy biegła witać świat ten dla niej nowy żądzą miłości"54

O! Poemacie młodości, któż może
Na twe wspomnienie obojętnym zostać?55

      Cóż może być piękniejszego jak młodość? Ta siła, która idealizując rzeczywistość wierzy, że wszystko jest możliwe.
      Będzie więc Asnyk wracał do wspomnień młodości w cyklu wierszy zatytułowanych "Kwiaty", w utworach "Nawrócenie", "Rada", "Myślałem, że to sen", "Zwiędły listek", "Między nami nic nie było".

      W pięknym sonecie powie:

"Pierwsze uczucia to kwiaty wiosenne,
co się swą własną upajają wonią
Przed żywym blaskiem jeszcze w cień się chronią
I wierzą jeszcze w swe trwanie niezmienne" (...)

      Ale bez wątpienia najważniejszym utworem poświęconym pierwszemu uczuciu Asnyka pozostanie "Legenda pierwszej miłości". 
      Czy utwór ten jest tylko legendą, a więc opowieścią przesyconą elementami fantazji? Jakkolwiek było naprawdę z młodzieńczym uczuciem poety, cieszmy się, że istniała osoba, której wspomnienie pozwoliło stworzyć Asnykowi świeże, jasne, czyste, wiosenne brzmienie jego lutni.

"Trubadurem jest Asnyk w pieśniach tych, mistrelem noszącym różane i błękitne barwy pani swojej wiosny. Idzie przez majowe pola życia, idzie, wonne kwiaty rzuca i śpiewa - wiosnę (...)
(...) Asnyk umiał wypisać najsłodsze sny swoje na listku białej róży.

      Ta jego wiosenna pieśń pozostanie na zawsze czarującym wyrazem serca, które kwitnie. Więcej powiem. Dla szerokich kół słuchaczy pozostanie ona wybitnym tonem jego liry, wtedy nawet, kiedy zwiędną kwiaty róż i kwiaty serca.
      A cokolwiek poeta w późniejszych latach stworzy, imię jego będzie zawsze równoznacznym z pieśnią młodości i wiosny (...)56.

Przypisy:

37  Słownik Geograficzno-Krajoznawczy Polski - Wydawnictwo Naukowe PWN W-wa 2000.
38  Wg danych Kaliskiego Archiwum Szrubarscy byli właścicielami Kalinowej do roku 1857. zachowały się pisma i raporty przesyłane przez Szrubarskiego do Naczelnika Powiatu kaliskiego. Ostatnie pismo opatrzone jest datą 1/13 lutego 1857r. Następne z datą 18/30 września 1857 podpisane jest już innym nazwiskiem (niestety nieczytelnym).
39  Zofia Sokołowska "Biesiada literacka" 1902 r.
40  Tamże.
41  Tamże.
42  Tamże.
43  Dom państwa Nawrockich stanowił część budynku sądu. Mieścił się przy Alei Józefiny - dziś Aleja Wolności 13. Jan Nawrocki piastował urząd Patrona Trybunału Cywilnego.
44  Patrz przypis 39.
45  Tamże.
46  Resursa Kaliska powstała w roku 1845. Był to klub (stowarzyszenie zamknięte) elitarny, do którego należeli przedstawiciele ziemiaństwa, bogatszego mieszczaństwa, wolnych zawodów oraz wyżsi urzędnicy administracji cywilnej i wojskowej 
47  Patrz przypis 39.
48  Adam Asnyk "Spóźniona odpowiedź" w Poezje wybrane - Wydawnictwo Literackie Kraków 1960
49  Patrz przypis 39.
50  Tamże.
51  Tamże.
52  Adam Asnyk - "Legenda pierwszej miłości" w Poezje wybrane - Wydawnictwo Literackie Kraków 1960 r.
53  Adam Asnyk - "Wspomnienie" wydawnictwo jw.
54  Tamże.
55  Tamże.
56  Maria Konopnicka "Szkice" - Lwów 1905

III. Siąszyckie retrospekcje

Wśród cichej nocy do wioski, co w dole
Ponad srebrzystym rzucona strumieniem
Zdążał podróżny i witał westchnieniem
Wysmukłe, z dala widzialne topole.

Chociaż zmęczony, przyspieszał wciąż kroku
Jakby przypuszczał, że mu sił nie stanie
I całą duszę umieścił w swym wzroku
Na pierwsze, długie, łzawe powitanie.

Świadomy drogi, przez lasek brzozowy
Zbiegł na dół ścieżką i zniknął w olszynie
Aż stanął wkrótce na mostku przy młynie
Słuchając jego z bocianem rozmowy.

Co mu powiedział bocian i młyn stary
Swoim klekotem płynącym po rzeczce?
Jakie obudził wspomnienia i mary 
Ten głos dwóch starców w nieustannej Sprzeczce?

Nie wiem - lecz silniej pobladły mu lica
W srebrzystym świetle bladego księżyca (...)

    A. Asnyk "Powrót do domu"

 Dwór w Siąszycach
Tak prawdopodobnie wyglądał dwór w Siąszycach.

      Siąszyce - gmina Rychwał, parafia Grochowy.
      Wieś leżąca na trasie Kalisz - Konin, ani ładna, ani brzydka, zwyczajna jakich w Polsce tysiące. Aby ukazać niezwykłość tego miejsca musimy cofnąć się w czasie do roku 1834, kiedy to wraca z zesłania ówczesny dziedzic siąszycki Wojciech Gałczyński (potocznie zwany Wosiem), mąż Anieli z Kurnatowskich Gałczyńskiej.
      Oficer biorący udział w powstaniu listopadowym został ranny w bitwie pod Grochowem i dostał się do niewoli rosyjskiej. Wywieziony w głąb Rosji spędził na Syberii dwa i pół roku. Po ogłoszeniu przez cara amnestii wrócił do rodzinnej wsi. 

"Był dzień świętego Andrzeja Apostoła. Gruda ścisnęła drogi, śnieżek polatywał. Przed dworem siąszyckim zatrzymał się wózek zaprzężony w dwie nędzne szkapiny. Z wózka zsiadł oberwany, brodaty dziad i szedł przez podwórze, kierując się nie do oficyny, nie do bramy ogrodowej, lecz w bok do furtki kędy stała Zofia. 
Obdarty brodacz podszedł do dziewczyny 
- To pewnie Zosia? szepnął w końcu wahająco. 
Skinęła głową urażona, że poufale wymawia jej imię. Chciała cofnąć się za furtkę, lecz on stanął w przejściu. Jak gdyby z nagłą decyzją, schrypłym głosem spytał:
- Gdzie, Twój ojciec? 
- Tatuś jest na Syberii
- Dawno?
- O dawno...
- Pamiętasz go?
- Nie bardzo - przyznała 
- To skąd wiesz?
- Mamcia nam wciąż o tatusiu mówi...
Stęknął czy jęknął. Zofia zlękła się, że wariat.
On wybuchnął.
- To ja jestem tatuś! Wróciłem do was! Wróciłem!.
Nie rozumiała, patrząc na obcego rozszerzonymi oczami. 
W ujadanie podwórzowych psów wdało się nagle skomlenie tak przeraźliwe, że dziewczyna spojrzała w tę stronę. Sułtan, stary Sułtan wyleciał lak szalony z obory. Skomli, pędzi, potyka się sztywnymi łapami na grudzie. Skacze na pierś brodacza, wącha go, liże, sapie z wysiłku i emocji, piszczy, łasi się...
- Sułtan-szepce obcy.
- Tatko! Krzyknęła Zofia, pojąwszy nareszcie, puściła się pędem ku domowi.
Niemi świadkowie tej sceny zrozumieli również.
- Rany Boskie. To nasz dziedzic.
Pies poznał... Ludzie gardzą zwierzętami, ale świadectwo zwierzęcia jest wiarygodniejsze niż świadectwo ludzkie.
Zwierzę nie skłamie i zwierzę się nie omyli. Ten dziad obdarty to jest sprawiedliwie dziedzic(...)57 

       Ta piękna, wzruszająca scena pochodzi z pierwszego tomu książki Zofii Kossak Szczuckiej - Szatkowskiej pod tytułem "Dziedzictwo", a wspomniana w niej Zofia, to druga z kolei córka Wojciecha Gałczyńskiego, późniejsza żona Juliusza Kossaka, matka Wojciecha i Tadeusza Kossaków, babka Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej, Magdaleny Samozwaniec i Zofii Kossak - Szczuckiej.

      Szkoda, że nie jest ona zgodna z rzeczywistością.
      Według autorki "Dziedzictwa" - Gałczyński powrócił do domu w roku 1848,gdzie czekały na niego żona i córki (było ich sześć: Rozalia, Zofia, Aniela, Cecylia, Jadwiga i Józefa).
       Prawda natomiast wygląda inaczej. Gałczyński, kiedy wracał z zesłania miał tylko jedną córkę Rozalię. Pozostałe pięć urodziło się później. Zofia przyszła na świat 20 lipca 1834 roku, nie mogła więc witać wracającego ojca, gdyż nie było jej jeszcze na świecie.
      Ale do "Dziedzictwa" będziemy jeszcze wracać wielokrotnie, gdyż jak to pięknie napisał Kazimierz Olszański w książce "Niepospolity ród Kossaków"

"Powieść ta przepełniona była głębokim ukochaniem historii, tradycji i obyczaju polskiego, napisana przepięknym językiem, stylem i uczuciem wzrusza czytelnika. Maluje w niej pisarka patriotyczną atmosferę dworku szlacheckiego swych pradziadów Gałczyńskich i dziadów Kossaków na tle wypadków lat 1848-1860. Tego ujmującego wrażenia nie osłabia zgoła to, że faktografia wielu realiów z życia rodziny jest w tej książce pełna nieścisłości.
Piękno utworu pisarza nic przez to nie traci, że historyk sprostuje pewne błędy(...)58.

     Na ziemi siąszyckiej w maleńkim modrzewiowym kościółku w Grochowach dnia 25 sierpnia 1855 roku Zofia Gałczyńska i Juliusz Kossak powiedzieli sobie sakramentalne tak.
      Dziś niestety kościółka już nie ma, został rozebrany w chwili wybudowania nowej, murowanej świątyni.
      Poznanie się owej pary, również przedstawione jest w dwóch wersjach.
      Pierwsza, ładniejsza podana przez prawnuczkę Wosia - Zofię Kossak - Szczucką w "Dziedzictwie", mówi, że Kossaka przywiózł do Siąszyc przyjaciel Gałczyńskiego, dziedzic dóbr kórnickich Działyński, aby ten malował konie, których Woś posiadał niemało, a że kochał te piękne zwierzęta rad był mieć w domu portrety swoich ulubieńców.
      Juliusz zobaczył słynącą z urody Zofię, kiedy wracała z objazdu

... "Dzień miał się ku zachodowi, kiedy Wojciech z Zofią wracali konno, weseli, wychłostani wiatrem, obryzgani błotem.
Wojciech siedział na Perkunie, Zofia na Fatimie. 
Roztargane włosy pasmami przegradzały jej twarz, białe zęby błyszczały, istna cygańska królewna..."59 

      Nieco inną wersję podaje K. Olszański:

"W roku 1855 idąc Krakowskim Przedmieściem zobaczyłem śliczną brunetę, idącą z panią Biernacką, żoną artysty, skrzypka i przyjaciela jeszcze z Galicji.
Jakby we mnie strzelił, nie wyszła mi już z głowy ta postać..."60

      Wersja podana przez K. Olszańskiego, nieco brzydsza ,jest bardziej prawdopodobna, pochodzi bowiem z autobiografii samego Juliusza, a wspomniana pani Biernacka to najstarsza siostra Zofii, Rozalia, żona Nikodema Biernackiego, koncertmistrza orkiestry teatrów warszawskich.
       Po jej przedwczesnej śmierci (zmarła przy porodzie a dzień później jej syn) Biernacki skomponował rzewny utwór "Pożegnanie" do słów K. W. Wójcickiego.
       Nazwisko Wojciecha Gałczyńskiego związane jest także z Adamem Asnykiem.
      Młody poeta bywał w Siąszycach w gościnie u Wosia. Nie wiemy, czy państwo Asnykowie poznali go za pośrednictwem Adama Helbicha, który był przyjacielem i lekarzem rodzinnym Gałczyńskich (jego syn Józef poślubił najmłodszą córkę Gałczyńskiego, Józefę), czy też wspólna przeszłość (udział w powstaniu i zsyłka na Sybir) złączyła losy Wojciecha Gałczyńskiego i Kazimierza Asnyka.
      Jakkolwiek było naprawdę, pewne jest, że wątłemu i chorowitemu Adamowi pobyt na wsi dobrze robił, a że z gospodarzem darzyli się sympatią wzajemną, toteż do Siąszyc przyszły poeta jeździł chętnie na wakacje. 
      Zofia Kossak - Szczucka tak charakteryzuje młodego Adama Asnyka:

"Chłopiec był dumny, wrażliwy, przesadnie nieśmiały, sam pisywał wiersze nie przyznając się do tego nikomu.
Bał się panien, szczególnie Zofii, której żywość, pewność siebie, imponująca uroda napełniała go poczuciem własnej nicości.
Łagodna Cesia była przystępniejsza. Próbował parokrotnie nawiązać rozmowę o ulubionych książkach, ale nie szło, gdyż Adaś lekceważył panów Dumasa i Sue, Cesia zaś nie słyszała nigdy nawet tytułów książek, w których zagłębiał się student. 
Na koniu siedział jak pies na płocie, lecz za konną jazda przepadał..."61

     Poważny, inteligentny młody człowiek najchętniej przebywał w towarzystwie Wosia. 

"Gospodarz zagłębiony w swym ulubionym fotelu palił fajkę na długim cybuchu opartym o dywan. 
Na kominku płonął ogień (...) 
(...) Poruszali różne tematy przeważnie społeczne lub polityczne. Dyskutowali. Adaś Asnyk pozbywał się wtedy nieśmiałości, a małomówny zazwyczaj pan Wojciech chętnie wyrażał swoje poglądy ta rzadko znajdujące zrozumienie (...)"62

      Młody Adam chętnie słuchał opowieści Gałczyńskiego. Wspomnienia gospodarza wywierały na młodą duszę ogromny wpływ. Wrażliwa ponad miarę osobowość młodzieńca znajdowała ukojenie w poezji.

"W pokoiku na facjatce drżącymi dłońmi krzesał ognia by zapalić świecę. Kiedy zapłonęła chwycił gorączkowo zeszyt, pióro, otworzył kałamarz i pisał, kreślił usiłując znaleźć słowa wyrażające uczucia, wzbudzone opowiadaniem gospodarza".63

      Lata spędzone na Syberii nauczyły Wosia, że nie ma podziału na bogatych i biednych, bo tak naprawdę, to, co posiadamy jest niewiele warte. 
      Rosyjskie przestrzenie, zimno i głód uświadomiły, Gałczyńskiemu jego kruchość i małość wobec przyrody, jedynego prawdziwego majestatu, przed którym należy chylić czoła bez względu na to, kim się jest.
      Dlatego jako pierwszy postulował za uwłaszczeniem chłopów, próbując przekonać o słuszności tego czynu swoich przyjaciół - dziedziców innych wsi. 
      Nie znalazł jednak zrozumienia. 

"Każdy z nich żywił przekonanie, że Wojciech niegdyś był to chłop do rzeczy, a powróciło dziwadło. Trudno się temu cudować. W takiej pracy, poniewierce... I kiedy przy innej okazji Gałczyński powiedział, że nie żałuje lat spędzonych na Syberii, gdyż dużo przez nie skorzystał, nikt nie oponował, oglądając się tylko, czy służba nie słyszy niepoczytalnych słów pana"64.

       Dom siąszycki był domem otwartym, zjeżdżali tu bogaci gospodarze okolicznych wsi, ale Woś chętnie przebywał z młodymi nieco biedniejszymi ludźmi, goszcząc ich pod swym dachem. Taką osobą był wspomniany wcześniej Adam Asnyk oraz Ignacy Komorowski, kompozytor, twórca pięknej muzyki do wiersza Teofila Lenartowicza "Rosła kalina z liściem szerokim"
      Dziś z dworu Wojciecha Gałczyńskiego nie pozostało już nic. Materiał ze zniszczonego pałacu posłużył do budowy plebanii kościoła farnego w Koninie (tego, przy którym stoi najstarszy w Polsce znak drogowy oznaczający połowę drogi pomiędzy Kruszwicą a Kaliszem).
      Posłuchajmy jeszcze Zofii Kossak - Szczuckiej i zatrzymajmy się na chwilę w Siąszycach w czasie ich świetności, kiedy tętniło tu życie.

"Za siąszyckim dziedzińcem było wzgórze, na wzgórzu stała stara rozłożysta topola. Ze wzgórza szeroki widok na pola, zagajnik, wieś nad stawem i rzeczkę. W ciepłe dni Gałczyński lubił siedzieć na wzgórzu i patrzeć. Nie było w tym widoku nic nadzwyczajnego, co by zadziwiało wzrok. Swojskie kołtuniaste wierzby, schylone rzędem nad strugą, szachownica chłopskich pól, garbate chaty, krzywe płoty, ot jak wszędzie w Polsce. Gałczyński jednak patrzył, jakby nie mógł się napatrzyć"65

Płyta nagrobna Wojciecha Gałczyńskiego.
Płyta nagrobna Wojciecha Gałczyńskiego.

      Dziś stare drzewa na wzgórzu być może pamiętają Wosia. Jedynym śladem, jaki pozostał po tej wielkiej postaci jest płyta nagrobna umieszczona przed kościołem w Grochowach i jest "Dziedzictwo" - piękna książka, którą mieszkańcy Siąszyc kochają, choć jak twierdzą Zofia Kossak - Szczucka nigdy w Siąszycach nie była66. Nie ma to jednak większego znaczenia gdyż dzięki "Dziedzictwu" pamięć o rodzinie Wojciecha Gałczyńskiego przechodzi na następne pokolenia.


Przypisy:

57  Zofia Kossak - Szczucka - Szatkowska "Dziedzictwo" tom pierwszy. Instytut Wydawniczy PAX 1966.
58  Kazimierz Olszański "Niepospolity ród Kossaków".
59  Patrz przypis 57.
60  Patrz przypis 58.
61  Patrz przypis 57.
62  Tamże.
63  Tamże.
64  Tamże.
65  Tamże.
66  Zofia Kossak - Szczucka - Szatkowska córka Tadeusza Kossaka napisała pierwszy tom "Dziedzictwa" w Anglii w 1956 roku. Pozostałe tomy były pisane w kraju. Tom drugi w 1964 r., tom trzeci w 1967 - wspólnie z mężem Z. Szatkowskim.

IV. "I pozostałem sam - i noc świat pokryła

(...) Lecz ujrzał za to w księżycowym blasku
wśród innych mogił kamienny grobowiec

Spojrzawszy - przykląkł na ziemie wędrowiec
I złożył głowę na wilgotnym piasku
I przytulony do zimnego głazu
Leżał bez ruchu, życia i wyrazu

Lecz łza z suchego nie pociekła oka
Ani też jękiem nie drżała pierś pusta
Modlitwy nawet nie szeptały usta
Bo wszystko boleść stłumiła głęboka
Rzucając sercu, co padło zranione
Nieprzytomności i szału zasłonę (...)

A. Asnyk "Powrót do domu" 

Jednego serca! Tak mało, tak mało
Jednego serca trzeba mi na ziemi (...)

napisał w 1869 roku Adam Asnyk. W tym pięknym sonecie brzmi jeszcze echo dawnych lat i wspomnienie Walerii Nawrockiej oraz nieudane próby ułożenia sobie życia z Zofia Romanowiczówną i Anielą Grudzińską. 

"Jednego serca! Tak mało mi trzeba
a jednak widzę, że żądam za wiele!"

      Skąd taki ton u młodego przecież jeszcze mężczyzny?
      Na pewno wiele kobiet wzdychało do znanego już wówczas poety i niejedna zgodziłaby się zostać panią Asnykową. Nieśmiałość i poważne usposobienie twórcy "Legendy pierwszej miłości" mogło czynić go niedostępnym w oczach kobiet, ale nie stanowiło przeszkody nie do pokonania. Co więc przeszkadzało poecie w znalezieniu swej drugiej polowy? Jakiej żony mógł szukać? O jakiej kobiecie marzył?
      Pamiętamy atmosferę domu rodzinnego i obraz matki poety. Jedynak, kochający matkę będzie zawsze szukał w kobiecie tych cech, które posiadała ona, a więc łagodność, spokój, gospodarność, radość z przebywania w cieple domowego ogniska i umiejętność dbania o jego żywy płomień. 
      Obok tych cech przyszła wybranka powinna być delikatna, krucha, filigranowa. "Lubię delikatną rzeźbę"67 powie do Lucyny Kotarbińskiej poeta i doda jeszcze "w kobiecie cenię najwięcej przymioty temperamentu. Są one ważniejsze w codziennym obcowaniu od cnót charakteru..."68 
      We wspomnieniach o Asnyku podkreślana jest jego inteligencja wszechstronne zainteresowania, nienaganne maniery jak również erudycja i celny dowcip. Mając takie zalety na pewno Asnyk rad by widzieć w swojej wybrance błyskotliwość, inteligencję i dobre wykształcenie, aby miał w domu nie tylko przytulne gniazdko, ale również partnera do rozmowy. Znalezienie tych wszystkich cech w jednej osobie na pewno nie było łatwe, ale nie niemożliwe. Jednak do tych kobiet, które odpowiadały ideałowi poety, lub były jego bliskie Asnyk jakoś nie miał szczęścia.
      Los okazał się dla niego łaskawy zimą 1874 roku podczas pobytu w Tatrach. Trzydziestosześcioletni poeta wysoki, trochę pochylony o twarzy podłużnej i bardzo jasnych błękitnych oczach, które "świeciły spod płowych, krzaczastych brwi jak dwie fosforyzujące gwiazdy, silne w blasku i niemal fanatyczne w wyrazie"69 wybrał się na Giewont z profesorem Świerzem i księdzem Sutorem 

      "Ranek był cudowny, a my wszyscy trzej w przepysznym usposobieniu biegliśmy po głazach. Tak dobiegliśmy do szałasów umieszczonych u stóp skalistych ścian Giewontu, gdzie zwykle wędrowcy odpoczywają i posilają się mlekiem i przyniesionymi ze sobą zapasami. Tam zastaliśmy małą gromadkę, złożoną z ojca, córki i przewodnika. Panienka siedziała na dużym kamieniu wśród malowniczego krajobrazu i nie wiem, czy to przypisać należy właściwemu oświetleniu, czy otaczającemu urokowi górskiej natury, czy wreszcie więcej ożywionemu własnemu swemu usposobieniu, ale odmalowała się w moich oczach tak wdzięcznie w ramach sielskiego obrazka, pełnego światła i kolorów, że jako artysta musiałem zachwycać się niespodziewanym sztafażem..."70

      Owo zjawisko, które tak urzekło Asnyka to Zofia Kaczorowska, córka znanego lekarza poznańskiego Teofila Kaczorowskiego.
      Wspólne jedzenie sprzyja rozmowie a tematów nie brakuje. Medycyna, polityka (obaj panowie są prawie w jednym wieku), udział w powstaniu styczniowym, w którym Adam Asnyk, jako członek Rządu Narodowego bierze udział w nieudanym zamachu na wielkorządcę hrabiego Berga, Teofil Kaczorowski natomiast w Golubiu na Pomorzu udziela pomocy rannym w przygranicznym pasie, narażając się na szykany obu zaborców. Prawdopodobnie była to jedna z przyczyn, dla których przeniósł się z rodziną do Poznania. Objął tam stanowisko kierownika oddziału chorób wewnętrznych w szpitalu Przemienienia Pańskiego Sióstr Miłosierdzia. 
      Później wszystko toczy się już dość szybko. Asnyk składa wizytę Kaczorowskim, pan Teofil odwiedza Asnyka zapraszając go na obiad.

"Wyborna czernina, którą podają uosabia różowo wielbiciela sztuk pięknych, a zarazem gastronoma"71.

       W dalszej części następują wspólne wyprawy: wycieczka do Szmeksu, do Morskiego Oka przez Zawrat, wyjazd do Szczawnicy i rozstanie w Nowym Targu. Nie na długo jednak, bo Święta Bożego Narodzenia w 1874 r. Asnyk spędza w domu państwa Kaczorowskich w Poznaniu. 

"Jednego serca! i rąk białych dwoje
Co by mi oczy zasłoniły moje
Bym zasnął słodko marząc o aniele
Który mnie niesie w objęciach do nieba..."

       Asnyk znalazł swoje szczęście oświadczył się i został przyjęty. 
       Ślub znanego poety z Zofią Kaczorowską odbył się 4 listopada 1875 r. w Poznaniu w maleńkim kościołku Przemienienia Pańskiego (mieszczącego się przy szpitalu, w którym pracował Kaczorowski).
       Pierwotnie ślubu miał udzielić młodym ksiądz prałat kościoła farnego Józef Brzeziński, 

"choroba prałata, który miał ślub dawać przyszła nie w porę. Postanowiliśmy wyrzec się tej przyjemności i przyjąć błogosławieństwo jakiegokolwiek księdza"73.

      Nazajutrz po ślubie młodzi małżonkowie wyjeżdżają do Krakowa. "Ludzie mówią żem odmłodniał"74 donosi ojcu trzydziesto-ośmioletni Asnyk.

"Twórca powojowo wiotkich erotyków, listów pisywanych na płatkach róży jest zachwycony, że panna zajmuje się gospodarstwem ("kuchnia skromna, ale niezła") i zna na krawiecczyźnie"75.

       Pełnia szczęścia i radość z posiadania rodziny, która już niedługo się powiększy towarzyszą poecie w tamtym okresie. Niestety niedługo. 

"Szczęście małżeńskiego pożycia nie było mi przeznaczonem. Po niespełna roku opuściła mnie umierając żona, pozostawiwszy mi na pociechę syna"76.

      Zofia Asnykowa umarła w połogu77 16 października 1876 roku zostawiając syna Włodzimierza.

"Włodzio urodził się w Poznaniu. Mój teść był doktorem, chciał nad córką czuwać podczas słabości, więc tam pojechała i w tydzień po przyjściu na świat dziecka umarła. Chore serce nie przetrwało ciężkiego przejścia. 
Była jedyną córką rodziców, którzy po stracie dziecka znienawidzili zięcia. Córka ich miała serce chore, ale oni snać mieli serca małe"78.

      Wnuka zatrzymali u siebie wychowując w nienawiści do ojca. Po śmierci Franciszki Kaczorowskiej Włodzimierz zamieszkał z ojcem. Miał wówczas lat czternaście.

      Pamięci Zofii poświęcił Asnyk piękny wiersz zatytułowany "Astry"

Jakże smutna teraz jesień!
Ach, smutniejsza niż przed laty,
Choć tak samo żółkną liście
Więdną kwiaty

I tak samo noc miesięczna
Sieje jasność, smutek, ciszę
I tak samo drzew wierzchołki
Wiatr kołysze

Ale teraz braknie sercu
Tych upojeń i uniesień
Co swym czarem ożywiały
Smutna jesień

Dawniej miała noc jesienna
Dźwięk rozkoszy w swoim hymnie
Bo anielska, czysta postać
Stała przy mnie

Przypominam jeszcze teraz
Bladej twarzy alabastry,
Krucze włosy - a we włosach
Srebrne astry...

Widzę jeszcze ciemne oczy...
I pieszczotę w ich spojrzeniu
Widzę wszystko w księżycowym 
Oświetleniu...
79 

S. p. Zofia z Kaczorowskich Asnyk.       Portret zmarłej żony towarzyszył Asnykowi do końca życia. W jego krakowskim domu wisiał na ścianie między oknami, na drugiej zaś ścianie wisiał jego własny portret namalowany przez Strażyńskiego.
      A syn?
      Jak podaje Lucyna Kotarbińska80 "Syn ojca pochował. Korespondencję Asnyka z rodzicami, którą widziałam w swoim czasie leżącą, w jakimś zbożnym ładzie, ręką Asnyka przewiązaną - spalił.
      Mnie przyniósł srebrną cukiernicę, używaną i lubianą przez Asnyka, bo była kaliskiego wyrobu, więc droga Mu (...)
      (...) A potem? Potem spieniężył, co się dało. Gotówkę wszelką zabrał i według programu, który mi przed wyjazdem zwierzył pojechał do Paryża. Grał. A kiedy przegrał ostatniego franka palnął sobie w łeb"81.

 

 


Przypisy:

67  Lucyna Kotarbińska "Ze wspomnień o Asnyku". Nakładem księgarni F. Hoesicka W-wa 1938.
68  Tamże.
69  Helena Modrzejewska "Wspomnienia i wrażenia" Wydawnictwo Literackie Kraków 1957 r.
70  Maria Szypowska "Asnyk znany i nieznany" PIW 1971 r.
71  Wiadomości Literackie 1938, artykuł Wacława Kubackiego "Korespondencja Asnyka".
72  W roku 1841 zostało utworzone Towarzystwo Naukowej Pomocy w Wielkopolsce, mające na celu wspieranie zdolnej, a niezamożnej młodzieży z prowincji. Ksiądz Józef Brzeziński działał w tym Towarzystwie od chwili założenia do śmierci w r 1877 (od 1868 na stanowisku prezesa).
73  Patrz przypis 68.
74  Patrz przypis 69.
75  Tamże.
76  Patrz przypis 4.
77  Została pochowana na cmentarzu starofarnym na Wzgórzu św. Wojciecha w Poznaniu (obecnie Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan). Na płycie nagrobnej została umieszczona błędna data urodzenia Zofii (naprawdę urodziła się ona w roku 1856, a nie jak napisano w 1836).
78  Patrz przypis 67.
79 Adam Asnyk "Astry" w "Poezje wybrane" Wydawnictwo Literackie Kraków - 1960 r.
80  Lucyna Kotarbińska - żona Józefa Kotarbińskiego, aktora, dyrektora teatru w Krakowie, krytyka literackiego i teatralnego.
81  Patrz przypis 67.

 

   Ten link przeniesie Cię na górę strony