Baszta Dorotka
     
Kalisz w literaturze.

Halina Sutarzewicz

 

 Kalisz w literaturze

  
Towarzystwo Miłośników Kalisza
Kalisz 1984

I Wydanie Internetowe
Krzysztof Płociński,  marzec 1998
Wszelkie prawa zastrzeżone

Spis treści

Strona tytułowa

Kalisz w literaturze - starożytność

Kalisz w literaturze - średniowiecze

Kalisz w literaturze - od renesansu do XIX wieku

Kalisz w literaturze - wiek dziewiętnasty

Kalisz w literaturze - wiek dwudziesty

Kalisz w literaturze - współczesność

Ważniejsze pozycje bibliograficzne nie wymienione w tekście

Kalisz w literaturze - starożytność

Temat - Kalisz w literaturze można zrozumieć dwojako: albo jako określenie roli, którą związani z miastem pisarze, stowarzyszenia, instytucje itp. odegrali w ogólnym rozwoju naszej literatury narodowej, albo jako obraz miasta utrwalony w mniejszym lub większym stopniu w utworach literackich.

Chciałabym w ogromnym skrócie zająć się oboma tymi zagadnieniami, gdyż wydaje mi się, że nie należy ich rozdzielać z przyczyn, które wyjaśnią się w toku dalszych rozważań. Pragnę też zaznaczyć, że ze względu na brak odpowiednich opracowań moja publikacja ma charakter pewnego rodzaju rekonesansu zachęcającego do badań, uzupełnień, zarzutów.

Wszyscy wiemy, że Kalisz, a ściślej miasto i jego najbliższe okolice, znalazły się na kartach piśmiennictwa bardzo wcześnie, gdyż uczony Grek z Aleksandrii - żyjący w latach 100-178 n.e. umieścił w swym “Zarysie geografii” nazwę Kalisia i określił, gdzie się owa Kalisia znajduje. Przypomnę więc jedynie, że z kilku polskich miejscowości wymienionych przez Ptolemeusza tylko Kalisz udało się zidentyfikować, tak ze względu na brzmienie nazwy jak i odkrycia archeologiczne. Inne nazwy, jak Lugidunum, Budorigum, Setidava “przymierza się” do różnych miejscowości bez wielkiego powodzenia, z uwagi na ich cudzoziemski źródłosłów i niedokładną lokalizację. Jeśli zaś chodzi o nazwę Kalisza, to nie tylko jej pierwsza część wiąże się z wyrazem “kał” czyli błoto, ale i drugi człon “isz” używany jest w słowach oznaczających tereny podmokłe czy coś miękkiego (por. Stawiszyn, miękisz). Poza tym uwzględniając rozwój języka i różnice wymowy, należy stwierdzić, że w czasach Ptolemeusza ludność miejscowa wymawiała wyraz Kalisz z miękkim “sz” i końcową półsamogłoską, tzw. miękkim jerem. Łacińska Calisia oznaczająca kilka osad brzmiała więc bardzo podobnie do nazwy Kalisz.

Tak dokładnie oddana nazwa słowiańska nasuwa przypuszczenie, że kupcy rzymscy, którzy byli informatorami Ptolemeusza, specjalnie tą miejscowość zapamiętali, może dlatego, że w tej okolicy łączyły się różne odnogi bursztynowego szlaku, a może dlatego, że wyróżniała się ona wielkością czy innymi walorami.

Nie tylko jednak sama miejscowość ale i mieszkańcy tych terenów bardzo wcześnie weszli do literatury. 0 pół wieku młodszy od Ptolemeusza rzymski historyk Tacyt opisując w dziele “Germania” ludy, które w jego pojęciu do Germanów należały, wymienia różne plemiona Ligów (etymologia: Łęg, łąka) a wśród nich Helisiów. Biegli językoznawcy polscy i obcy twierdzą, że jest to niemiecka przeróbka słowiańskiej nazwy Kalisiów - przodków kaliszan.

Kalisz w literaturze - średniowiecze

Bardzo wcześnie wszedł też Kalisz do literatury polskiej. Pierwsze jej ważne dzieło będące swoistą odmianą artystycznej chanson de geste, czyli pieśni o czynach rycerskich, a znane pod nazwą “Kroniki Galla Anonima”, które powstało w 12 w., też wymienia nazwę miasta, w którym żyjemy. Opisując walkę Bolesława Krzywoustego z bratem, Gall notuje: “Bolesław atoli przybył pod Kalisz, a napotkawszy tam garść wiernych Zbigniewowi, w kilku dniach ten gród zajął". Wzmianka jest bardzo lakoniczna, a autor, który często upiększał swój tekst barwnymi obrazami, przemowami, wierszami, tu ograniczył się do krótkiej informacji.

Podobnie informacyjny charakter ma większość bardzo licznych wypowiedzi o Kaliszu w Kronikach Długosza. Trafiały się jednak i dłuższe. Pisząc o ufundowaniu przez Mieszka Starego Kolegiaty św. Pawła w 1155 r. autor nie tylko dodaje, że pochowano tam syna Mieszka i jego samego, ale jeszcze informuje, że po przeniesieniu miasta na inne miejsce grób pozostał wobec zniszczenia kościoła pod gołym niebem, a mieszkańcy miasta “pokazują go, ale nie wiedzą dokładnie gdzie się znajduje”. Ta niejasna wzmianka mogłaby nasuwać myśl o tym, że Długosz znał Kalisz z autopsji.

Z całą pewnością zaś dobrze orientować się w jego topografii. Widać to z opisu walk z Krzyżakami w 1331 r. Zająwszy Pomorze, Wielkopolskę i ziemię łęczycką, “ruszyli (oni) pod Kalisz. Zdobyli zamek, ale od samego miasta zostali z wielkimi stratami odparci”. Ruszyli więc na ziemię sieradzką i po ograbieniu jej znów podeszli pod miasto Kalisz i przez kilka dni bezskutecznie je atakowali. “Miejsce bowiem świetnie było zabezpieczone korytem rzeki Prosny, które tworzy wiele zalewów tak, że z natury jest niedostępne i odcięte ze wszystkich stron. Wielu żołnierzy, którzy dla okazania odwagi ośmielili się podejść pod mury i bramy, spotkała śmierć. W celu ich pomszczenia Krzyżacy, podzieliwszy się na wiele oddziałów, wywarli swój gniew na mieście Koninie”.

Po tym fragmencie zawierającym pierwszy w naszej literaturze opis jeśli nie ściśle Kalisza, to w każdym razie jego obronności i dzielności jego mieszkańców, zwróćmy uwagę na scenę innego rodzaju. Oto Kazimierz Wielki obrał Kalisz na miejsce hołdu lennego, który złożył mu tu zbuntowany poprzednio książę Mazowsza Ziemomysł. Długosz nie tylko opisuje przebieg samej uroczystości, ale cytuje także w całości rządzony akt poddańczy Ziemomysła.

Spośród bardzo licznych epizodów z życia miasta (jest też mowa oczywiście o traktacie z Krzyżakami zawartym tu w 1343 r., którego Kalisz był jednym z gwarantów) wspomnijmy jeszcze o tym, jak to kościół św. Mikołaja, patrona kupców i ubogich dziewcząt, stał się kościołem klasztornym. Oto dawny pleban Marcin tak się rozgniewał na chłopców, którzy dla żartu wrzucili do kadzi z brudną wodą jego kucharkę, że jednego z nich pchnął mieczem i zabił. Ochłonąwszy, uciekł i kościół został bez opieki. Wtedy Kazimierz Wielki za zgodą władz duchownych przeniósł z Męki pod Sieradzem klasztor kanoników regularnych do Kalisza, ofiarowując im kościół, wieś Kuchary i dwie podkaliskie winnice.

Przytoczone fragmenty kronik potwierdzają znaczącą i powszechnie znaną rolę Kalisza w Średniowieczu jako jednego z 3 głównych miast Wielkopolski (obok Gniezna i Poznania). Dodajmy, że bywało ono grodem kasztelańskim, stolicą księstwa, województwa, miastem królewskim. Przewijali się przez nie książęta, królowie (Władysław Jagiełło był w Kaliszu 23 razy i tu gościł wracającego z wyprawy do Ziemi Świętej króla duńskiego Eryka oraz siedmiokrotnie spędzał święta wielkanocne). Bywali więc także królewscy i książęcy dworzanie, wyżsi urzędnicy, a że w okresie dzielnicowym miasto przechodziło z rąk do rąk, więc coraz to nowych ludzi wykształconych oglądało. Był także Kalisz od powstania Kolegiaty św. Pawła znaczącym ośrodkiem kościelnym, później siedzibą kilku klasztorów z bogatymi zbiorami ksiąg. Był również ważnym punktem na szlakach handlowych. W 15 wieku szereg bogatych mieszczan kaliskich wysyłało swych synów po wiedzę nie tylko do Krakowa, ale także do uniwersytetu Karola w Pradze a nawet do Padwy i Bolonii. Za Władysława Jagiełły powstała w Kaliszu kolonia akademicka, której nauczyciele musieli mieć co najmniej stopień bakałarza. Ani oni, ani ich wychowankowie nie pozostawili jednak własnego śladu w piśmiennictwie krajowym, lub ślady te zatarł czas.

Kalisz w literaturze - od renesansu do XIX wieku

0 literaturze w Kaliszu można mówić dopiero gdzieś od połowy wieku 16-go. Przyczyniły się do jej rozwoju najpierw “nowinki religijne”, które docierały tu od Poznania i Śląska (najbliższe ośrodki różnowiercze: Chocz, Gołuchów, Koźminek), budząc ferment umysłowy, a także założone w Kaliszu w 1584 r. Kolegium jezuickie czynne jeszcze w II połowie 18 wieku i dysponujące drukarnią, przywilejem na wydawanie podręczników oraz teatrem szkolnym.

Mimo że już w 1861 r. Zygmunt August nakazał wypędzić z Kalisza głosicieli wspomnianych “nowinek”, a jezuici skutecznie ratowali miasto od “heretyckiej zarazy” - obok pracowicie komponowanych na użytek szkolny dysput, w których różnowiercy nigdy nie mogli mieć racji - religijna walka na którą toczyła się jeszcze pod koniec 17 wieku, nie gardząc nawet formą pamfletu.

Wyróżniało się w niej dwu polemistów: Marcin Łaszcz – mieszczanin kaliski, wychowanek Kolegium i późniejszy jezuita oraz Wojciech z Kalisza - arianin, który przeniósł się do Lubartowa, zreformował tamtejszą szkołę, nie wyrzekł się jednak swego kaliskiego rodowodu. Propagował on nauki ścisłe, napisał w oparciu o własne doświadczenia oraz lekturę zagranicznych autorów “Schola Levartoviana restaurata” - dzieło, które wśród specjalistów uchodzi za najwyższy wyraz “polskiej myśli pedagogicznej okresu Odrodzenia”, poza tym zaś ostro atakował jezuitów (szczególnie w wydanym za granica “Speculum iesuitarum”) i ich religijną propagandę.

Jeśli nawet częściowo miał rację, to jednak trzeba przyznać, że jezuici stworzyli w Kaliszu ważny ośrodek ludzi pióra i nauki. Wykładowcami w Kolegium bywali często pisarze szeroko znani wśród współczesnych i wysoko przez nich cenieni, a według naszych pojęć zasłużeni lub nie. Przebywali w Kaliszu 2-4 lata, czasem dłużej lub krócej, ale ich wpływ działał często niewspółmiernie do okresu pobytu i drukarnia Kolegium wciąż propagowała ich utwory nieraz pisane poza Kaliszem. Dlatego w dalszych rozważaniach musimy o nich pamiętać.

Na razie jednak zajmijmy się ciekawym pisarzem, który pochodził z terenu ziemi kaliskiej, był związany z ośrodkami ariańskimi i jest uznany za wybitnego przedstawiciela mieszczańskiego nurtu naszej literatury późnego renesansu, “świetnego obserwatora nizin moralnych społeczeństwa” i obrońcę ludu. Myślę o Fabianie Sebastianie Klonowicu. Urodził się około 1545 r. w Sulmierzycach (niedaleko Krotoszyna) skąd, “doszedłszy do lat dojrzałych” ruszył w świat. Nie mamy dowodu, że wędrówki te wiązały się z jakimś pobytem w Kaliszu, nie jest to jednak wykluczone, gdyż aż do 1574 r., gdy osiadł w Lublinie, gdzie został burmistrzem, nic prawie o jego życiu nie wiemy. Dawniejsze przypuszczenia, że solidne wykształcenie, znajomość prawa i dużą ogólną tradycję zdobył w Akademii Krakowskiej, okazały się bezpodstawne.

Najwybitniejszym związanym z Kaliszem pisarzem czasów przedrozbiorowych jest Samuel ze Skrzypny Twardowski, którego współcześni nazywali Homerem i Maronem polskim, a którego twórczość do dziś budzi zainteresowanie specjalistów. Urodził się między rokiem 1595 a 1600 w Lutyni niedaleko Jarocina, a zmarł w 1661r. w Zalesiu Wielkim koło Kobylina. W Kaliszu chodził do szkół. W tutejszych aktach grodzkich i ziemskich występuje też wielokrotnie nazwisko tego przedstawiciela niezbyt zamożnej rodziny szlacheckiej, wywodzącej się ze Skrzypny i Twardowa (okolice Pleszewa), a będącego wnukiem kaliskiego pisarza grodzkiego Mikołaja.

W Kaliszu również wydrukowano w drukarni jezuitów w 1681 r. pierwszy raz w całości najlepszy poemat epicki Twardowskiego “Wojna domowa z Kozaki i Tatary” oraz zbiór wierszy "Miscelanea selecta". W wierszowanym “Nagrobku”, który na krótko przed śmiercią poeta sobie napisał, wspomina on ojczystą rzekę Lutynię i młodość spędzoną w kaliskiej szkole. Spośród utworów poety, w których obok liryki osobistej dominują tony wojenne i obywatelskie, należy wyróżnić dwa odmienne od innych: poemat “Dafnis” i powieść “Nadobna Paskwalina z hiszpańskiego świeżo w polski przemienioną ubiór”, którą autor pisał gdzieś w okolicach Kobylina w latach 1652-53. Są to utwory oparte na wzorach włoskich i hiszpańskich, szczególnie stylowe wykazujące rozeznanie autora w dworskich i zachodnioeuropejskich konwencjach sztuki barokowej oraz jego wrażliwość artystyczną. Wyróżniają się na tle naszej ówczesnej literatury pięknem niektórych wyszukanych opisów oraz próbą dotarcia do głębi przeżyć kobiecych.

Wpływy włoskie, które podkreśliłam u Twardowskiego, odbiły się także w jednym z najciekawszych utworów epiki siedemnastowiecznej, w anonimowym “0blężeniu Jasnej Góry Częstochowskiej” wzorowanym na “Jerozolimie wyzwolonej” Tassa. Materiał historyczny nieznany autor - pewnie zakonnik - czerpał z dwu źródeł: “Nowej gigantomanchii” napisanej przez mieszczańskiego syna z Iwanowic pod Kaliszem, wykształconego w tutejszym kolegium jezuitów, Klemensa Kordeckiego, który później jako przeor paulinów przybrał imię Augustyna oraz z “0bsidio Clari Montis Częstochowiensis" Stanisława Kobierzyckiego, historyka piszącego po łacinie. Był on w 1636 r. podczaszym kaliskim i należał do możnej szlacheckiej rodziny wywodzącej się z tych okolic.

Z łacińskich utworów poetyckich trzeba odnotować wydany w Kaliszu u Gedeliusza w 1615 r. "Variorum Poematum Fasciculus” uczonego Belga Karola Malaperta, profesora kaliskiego kolegium (wsławionego obserwacjami astronomicznymi). Połowę owego "fasciculus" wielokrotnie potem przedrukowywanego stanowi zresztą łacińska tragedia biblijna o Sedacjuszu królu Jerozolimy, przeznaczona dla teatru szkolnego i grywana w różnych kolegiach.

Podobnych tragedii i różnego rodzaju sztuk teatralnych pisano w Kaliszu wiele. Wszystkie one miały cel umoralniający i często przypominały jeszcze średniowieczne moraliety. Niektóre nawiązywały do spraw polskich (zwycięstwo pod Chocimem, zwycięstwo Zygmunta I nad Moskwą, coraz wyraźniejszy upadek Kraju). Polski charakter miały także intermedia, wesołe scenki, w których wykorzystywano też motywy ogólnie znane, a więc historię o chłopie przebranym za króla, czy pierwszy raz w Polsce (17l7 r.) legendę o Fauście, który “w polski przekształcony ubiór” uczy gościnności skąpego szlachcica, wprawiając w taniec garnki i miski.

Dla potrzeb kolegium powstało też wiele wierszy i mów okolicznościowych przeważnie panegirycznych, a czasem i patriotycznych. Autorami tych utworów byli zobowiązani do ich pisania nauczyciele retoryki. Niestety na ogół nie zdobyli oni trwałego miejsca w literaturze. Wypada więc wspomnieć tylko niektórych.

W pierwszym rzędzie należy do nich Grzegorz Knapski - późniejszy autor świetnego słownika polsko-łacińsko-greckiego (“Thesaurus” albo “Skarbiec”) oraz zbioru przysłów polskich (“Adagia Polonica”) - który w młodości, jeszcze przed święceniami, przez dwa lata uczył w Kaliszu i organizował tu przedstawienia szkolne. Na dobro jego tragedii trzeba zaliczyć to, że partie chóralne i tzw. argumenta, czyli streszczenia zastępujące afisze, pisał po polsku.

Język polski do teatru jezuickiego wprowadził dopiero w 18 w. inny profesor kaliskiego kolegium, Jan Bielski (1714-1768) autor wielu wierszy okolicznościowych i kilku tragedii na tle wydarzeń historycznych oraz podręcznika historii pt. “Widok królestwa polskiego”, w którym niestety hołdował anarchii szlacheckiej.

Nieco młodszy od Bielskiego Wojciech Bystrzonowski (1699- l773) był nie tylko autorem kilku tragedii, ale także szczególnie w okresie baroku popularnego podręcznika wymowy “Polak sensat w liście, w komplemencie polityk, humanista w dyskursie, w mowach statysta - na przykład dany polskiej młodzi”. Długoletnie korzystanie z tego podręcznika przez kaliskich jezuitów oraz wrogi ich stosunek do “naprawy wad wymowy”, jaki m. in. przejawiał się w polemice wymienionego już Jana Bielskiego z Konarskim, nie przyczyniły się już do rozwoju literatury w l8 w., lecz przyniosły raczej skutki przeciwne. Tym niemniej biorąc pod uwagę cały okres istnienia kaliskiego kolegium, trzeba stwierdzić dodatni jego wpływ w dziedzinie kultury, życia umysłowego i literatury, tym bardziej że - jak wspomniałam - wśród jego profesorów i uczniów bywali ludzie wybitni i szeroko znani. Tak np. Kacper Drużbicki (1590 - 1622) student filozofii kaliskiego kolegium, a potem jego profesor i rektor uchodził za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli literatury ascetycznej nie tylko w Polsce ale i w Europie.

Ciekawym przykładem głębokiego wykształcenia a także umiejętności powiązania religii i filozofii z poezją i zagadnieniami przyrodniczymi są wydane w 1791 r. “Carmina” Ignacego Wilczka, kaliskiego eks-jezuity, a potem członka komitetu powołanego przez Kołłątaja do opracowania podręczników dla Szkoły Głównej Krajowej. Pierwsza część owego przez lata pisanego, łacińskiego zbioru wierszy są poematy religijno-filozoficzne, zwalczające filozofię starożytną, drugą - poematy będące rodzajem wierszowanych teorii przyrodniczych. Taki poeta doctus jest w naszym piśmiennictwie postacią rzadką i do dziś budzi zainteresowanie poważnych badaczy.

Na tle literatury naukowej i popularnonaukowej, której twórcy związani byli z Kaliszem, szczególną uwagą zwraca Sebastian Sleszkowski (vel Śleszkowski). Urodzony w Wieluniu w 1570 r. późniejszy doktor filozofii i medycyny pierwszy tytuł zdobył w Krakowie, drugi we Włoszech, “Peregrynował” bowiem po wiedzę do obcych krajów i w czasie wędrówek skrzętnie notował przeróżne spostrzeżenia. Po powrocie do ojczyzny był przybocznym medykiem arcybiskupa warmijskiego, Szymona Rudnickiego, a po jego śmierci nadwornym lekarzem i sekretarzem króla Zygmunta III. 0d 1623 r. przeniósł się do Kalisza, gdzie zmarł w l648 r.

Sleszkowski napisał wiele rozpraw medycznych wysoko dziś ocenianych przez specjalistów. Przyswoił także czytelnikom polskim “Księgi ośmiory o tajemnych a skrytych lekarstwiech” - dzieło poświęcone głównie ziołolecznictwu, którego autorem był Aleksy Pedemontanus - Włoch. Wprawdzie istniało już wcześniej łacińskie i oparte na nim polskie tłumaczenie tej książki przez Marcina Siennika, ale Sleszkowski fachowo uporządkował zawarte w niej wiadomości, uzupełnił je, uwspółcześnił i wydał w Krakowie w 1612 r. W tym samym roku, też w Krakowie, ukazała się łacińska praca uczonego lekarza “Vaticinia Ex Natura”, w której autor pisze o Scytach, Żydach, chrześcijanach, kobietach, poezji, polityce, higienie, ciężkim losie rybałtów, życiu wsi i miejskich rozbojach, słowem - o wszystkim. Nie brak też w literackiej spuściźnie Sleszkowskiego utworów panegirycznych i innych.

Nas interesuje szczególnie wydana w Kaliszu u Gedeliusza w 1623 r. książka o zawiłym barokowym tytule, który przytaczam w skrócie : “0 ustrzeżeniu i leczeniu morowego powietrza a także gorączek przymiotnych z petociami (...) nauka każdemu wiekowi, płci i stanowi przysposobiona (...) do czego jako i przeciwko drugiemu jadowi, na który też wielu ludzi ginie, przydatne są jasne dowody, że nie tylko dusze ale i ciało swoje w niebezpieczeństwo zginienia wiecznego wydaje, którzy Żydów, Tatarów i innych niewiernych (...) za lekarzów używają”. Jak widać, autor w tym wydaniu rozprawę przeciw Żydom usunął na dalszy plan, być może dlatego, że jako nowy mieszkaniec Kalisza, miasta bardziej niż inne tolerancyjnego wobec Żydów, nie chciał się zbytnio narażać. Już jednak w następnym roku “Jawne dowody” ukazały się w Kaliszu w oddzielnym wydaniu, a utworów antysemickich drukowanych w innych miastach napisał Sleszkowski więcej.

W trosce o poczytność uczony doktor ozdabiał swe książki wizerunkami herbów miast i pojedynczych osób, którym je dedykował, dodając również wiersze. listy przemowy podpisane różnymi nazwiskami. We wspomnianej rozprawie “0 ustrzeżeniu morowego powietrza” znajdujemy obok innych herbów miast “Przesławnej Korony Polskiej” także herb Kalisza, “miasta w Wielkiej Polszcze, drugiego, głównego i przedniego”, a także dedykację zwróconą do burmistrza i rajców miejskich oraz związany z herbem wiersz:

Ogromna Trębo, która wyniosła piastuje
wieża miasta polskiego, które obejmuje
Rozkoszna Prosna; nie trwóż jeszcze Twoim głosem,
Choć śmierć na miasto Twoje swoim zmierza losem,
Bo masz takiego, który na tym staranie wszystko swoje sadzi,
Żeby się śmierć nad nim dzika nie pastwiła,
Świadczy to świeża praca, którą im podaje,
Świadczy też pilność ochotna, w której nie ustaje.
Nie trwóżże Trąbo, raczej graj co wesołego,
Gdyś tak opiekuna dostała dobrego.

Wiersz ten uchodzi za "pierwszy wiersz o Kaliszu". Jak widać jest jednak głównie reklamą samego Sleszkowskiego, który jako autora tej rymowanej wypowiedzi o Kaliszu podał Zygmunta Laukowskiego.

Nie jest to “pierwszy wiersz o Kaliszu”. Już w 1621 r., czyli dwa lata wcześniej w wydanej w Braniewie książce pt. “0dkrycie zdrad (...) żydowskich”, Sleszkowski takie umieścił wizerunki herbów “przednich a głównych miast” (Krakowa, Wilna, Lwowa, Poznania, Warszawy, Lublina, Kalisza i Przemyśla) i także dodał do nich stosowne “wiersze” tym razem przypisując ich autorstwo Gabrielowi Teofilowi Ostrouchowi, szlachcicowi polskiemu. Oto tekst związany z Kaliszem:

"Słyszą tę Trąbę Żydzi dawno z muru Twego,
Kaliszu, fundowania monarchów dawnego.
Jeszcze był stary Lechus nie przyszedł w te strony
A już Kalisza stały Twe wyniosłe brony.
Słyszą, mówię, tę Trąbę żydzi z muru twego,
Sławny Kaliszu, jednak serca nic swojego
Nie tracą, w zdradach sobie sztucznie postępują
i przez Twe brony często z fałszem swym wędrują.
Słysz mężu! porzuć twoje daremne trąbienie.
Twe skargi na te zdrajce pewniejsze kamienie.
Albo trąb na nie, wszakże z wojska wytrębują
Kogo społku cnotliwych być niegodnym czują.

I ten wiersz i następny znajdujący się na końcu książki (także Ostrouchowi przypisany) mają wyraźny cel - zyskanie poparcia dla jej autora, a o Kaliszu dowiadujemy się z nich niewiele.

Ciekawe, kto te wiersze pisał. Edward Polanowski, który w “Roczniku Kaliskim” (1979) ogłosił wiersz z roku 1623, uważał, że autorem był nie żaden Laukowski, lecz sam Sleszkowski. Wydaje się to prawdopodobne, tylko jak wytłumaczyć, że udawał on także Ostroucha - szlachcica polskiego, a w innych utworach dodawanych do swoich książek, także pięciu panów Silnickich, Jana Gniewosza, Stanisława Olszewskiego itd. Przypuszczam, że owe wypowiedzi polskie i łacińskie stanowiły dodatkowe honorarium możnych pacjentów, których nazwiska łatwiej można znaleźć w herbarzu niż w historii literatury. Oczywiście nie jest wykluczone, że w niektórych wypadkach godzili się oni tylko na prawo użycia tych nazwisk, a w innych być może istotnie podpisywali własne utwory.

A skoro już mowa o utworach wierszowanych ukazujących jakieś fragmenty Kalisza, należy także wymienić “Wiersz na złączenie się stanu miejskiego z rycerstwem” wydrukowany w kaliskiej oficynie w roku 1791, gdyż jego autor Franciszek Chrzanowski kanonik kaliski, rozmyślając nad ustawą Sejmu Czteroletniego o miastach, wędruje w tym utworze po wspaniałym ogrodzie wśród starych lip i szumu fontanny, co być może jest jakąś reminiscencją kaliskiego krajobrazu.

Innym lekarzem kaliskim, który podobnie jak Sleszkowski był autorem książek medycznych, to przeor bonifratrów Ludwik Perzyna opiekujący się szpitalem Św. Ducha. Wydał on w Kaliszu w latach 1789-1793 “Nauki cyrulickiej zebranej (...) części I, II i III (...) w narodowym języku napisane” - dzieło o dużej (według specjalistów wręcz pionierskiej) wartości, a także podręcznik anatomii. Znaczenie wyraźnie popularyzatorskie mają jego; podręcznik położnictwa “na pytania rozłożony”, a przeznaczony dla “cyrulików” i “bab (...) przy rozwiązaniu służących” oraz “Lekarz dla włościan”. Obie broszury napisane są w duchu wskazań Komisji Edukacji Narodowej.

Uwagi o literaturze i pisarzach związanych z Kaliszem dotyczące okresu od połowy 16 do końca 18 w. należy zamknąć stwierdzeniem, że mieliśmy pewne osiągnięcia w dziedzinie utworów o charakterze naukowym i popularnonaukowym - pedagogika, medycyna (Wojciech z Kalisza Sleszkowski, Perzyna).

Należy tu także podkreślić wkład Kalisza w ogólnonarodowe drukarstwo. Już w 1603 r. Jan Wolrab (syn drukarza poznańskiego o tym samym imieniu i nazwisku) wydał w Kaliszu katechizm, zamówiony przez arcybiskupa Karnkowskiego, a także kilka druków łacińskich. Jego następca - Wojciech Gedeliusz kierował drukarnią w latach 1605 - 1632. 0d 1635 r. przeszła ona na własność jezuitów, którzy korzystając z przywilejów królewskich oraz pracy kleryków i braci zakonnych, świetnie ją rozwinęli. Po kasacie zakonu oficyna kolegium kilkakrotnie zmieniała właścicieli i nazwy (Drukarnia Jego Królewskiej Mości i Rzeczypospolitej, Drukarnia Jaśnie Oświeconego Księcia Prymasa itp.), ale do roku 1794 - gdy wywieziono ją do Łowicza - wciąż jednak mieściła się w Kaliszu, wyróżniając się poziomem sztuki drukarskiej wtedy, gdy w innych ośrodkach polskich on się obniżał. Jakkolwiek drukowano w Kaliszu głównie dzieła religijne i to z przewagą łacińskich, to jednak trafiały się cenne polskie pozycje świeckie (Twardowski, Perzyna i inni). Szczególnego znaczenia nabiera fakt, że od 1744 r. obowiązkiem kaliskiej drukarni było wydawanie podręczników szkolnych dla Wielkopolski i Prus.

Na tle wspomnianych wyżej pozytywów dość smutno wygląda sprawa związanych z Kaliszem utworów literatury pięknej. W omawianym okresie możemy poszczycić się jednym tylko pisarzem - Samuelem ze Skrzypny Twardowskim, który przez całe życie czuł się poetą i doskonalił swój talent w różnych formach wypowiedzi. Wszedł on też na stałe do historii literatury narodowej, w której Kalisz - ogólnie biorąc - jeszcze się wtedy wyraźniej nie zaznaczył, mimo że miewał po temu sprzyjające warunki.

Kalisz w literaturze - wiek dziewiętnasty

W I połowie 19 w. znaczenie Kalisza w bilansie literatury ogólnonarodowej nie podniosło się, a raczej obniżyło.

Z czasów Księstwa Warszawskiego możemy wprawdzie odnotować graną w miejscowym teatrze “dramę” ówczesnego komendanta wojennego miasta i poety legionowego, Cypriana Godebskiego, zatytułowaną “Rocznica wielkiego Napoleona”, a także szereg ulotnych wierszy różnych autorów na cześć wojska polskiego i Cesarza Francuzów. Są to jednak utwory okolicznościowe bez większej wartości.

Ważniejsze od nich są poświęcone Kaliszowi fragmenty "Podróży po ziemiach polskich” Juliana Ursyna Niemcewicza, gdyż dają nam pierwszy opis miasta i wrażeń, jakie ono na autorze wywarło. Dotyczą 2 wizyt w Kaliszu; w 1812 r. (jeszcze przed odwrotem wojsk napoleońskich) i 1821. W tym literackim pamiętniku z wojaży, jakie wtedy były modne, Niemcewicza interesuje nie tylko wygląd miasta, jego zabytki ale też przeszłość i związane z nią uwagi o koronacji Przemysława II na króla Polski, a także wpływ rządów pruskich, rozwój przemysłu, ogólne “ochędóstwo”. Charakterystyczne jest że porównując obraz Rubensa z kościoła Kanoników z “Wskrzeszeniem Piotrowina” pędzla Smuglewicza, z kościoła Franciszkanów, wyżej ocenił ten drugi, gdyż można na nim zobaczyć autentyczne stroje polskie.

Autor traktuje zresztą Kalisz na równi z innymi miejscowościami, przez które przejeżdżał, bardzo przy tym interesując się Opatówkiem jako rezydencja generała Zajączka i związanymi z nią wspomnieniami o Napoleonie.

Z pisarzy pochodzących z Kalisza i bliżej z nim związanych trzeba jeszcze wymienić ur. w l8l3 r. Teodora Tripplina syna tutejszego nauczyciela języków starożytnych, lekarza, podróżnika i autora wielu powieści, które budziły zachwyt póty, póki ich czytelnicy sądzili, że są oparte na autentycznych przeżyciach twórcy. Gdy okazały się w dużej mierze przeróbkami z literatur obcych, błyskotliwa kariera pisarza załamała się i umarł całkiem zapomniany.

Omawiając “Podróż” Niemcewicza i twórczość Tripplina wkroczyliśmy już w czasy Królestwa Kongresowego. Kalisz przeżywa wtedy w latach 1815-1830 gwałtowny rozwój ekonomiczny i rozbudowę miasta. Staną się one podstawą jego późniejszego bujnego rozwoju kulturalnego, gdy po latach chudych, w których utracił nawet rangę miasta wojewódzkiego, odzyska ja w roku l866 jako stolica reaktywowanej guberni.

U progu tych lat (l858) miasto zdobędzie się na własne (choć drukowane w Warszawie) wydawnictwo omawiające jego historię i piękno. Jest to “Album Kaliskie” Edwarda Staweckiego z litografiami według rysunków tutejszego nauczyciela Stanisława Barcikowskiego. Z zamierzonych dziesięciu zeszytów wydano niestety tylko 4. Najpiękniejsze widoki kaliskie ukazywały potem fotografie Borettiego. z których tworzono albumy o nieporównywalnie mniejszej wartości i pozbawione tekstu historycznego.

Wśród ważniejszych poczynań kulturalnych - społecznych i jednostkowych - jakim było też “Album” opracowane przez Stawickiego, należy w ramach interesującego nas tematu podkreślić szczególne znaczenie "Kaliszanina" (1870-1892) – pisma, które dzięki grupie miejscowej inteligencji umiało nawiązać kontakt z większymi ośrodkami kultury w Polsce a nawet za granicą, jednocześnie zaś wciągnąć w orbitę tych zainteresowań szereg przedstawicieli miast i wsi guberni kaliskiej rozciągającej się od Prosny aż poza Łęczycę.

Dzięki “Kaliszaninowi” wytworzyło się w mieście środowisko pisarzy - amatorów, którzy obok aktualnych zagadnień społecznych i innych wiele miejsca poświęcali literaturze pięknej. Nie darmo Adam Chodyński, główny założyciel pisma, jeszcze na 10 lat przed jego powstaniem wydał pod pseudonim (Adam Porój) “Zarys dziejów literatury polskiej od czasów najdawniejszych do dziś”. Wiersze (około 60 poetów) nowele, opowiadania, powieści pisane przez współpracowników “Kaliszanina” lub modne utwory tłumaczone przez nich z literatur obcych nie stanowią jednak o wartości pisma.

Ważniejsze od nich są oparte na rzetelnych badaniach artykuły i oddzielnie drukowane prace omawiające przeszłość miasta. Ich głównymi twórcami byli wspomniany już Chodyński, autor “Kieszonkowej kroniczki historycznej miasta Kalisza” i wielu innych opracowań z przeszłości miasta, a także Cezary Biernacki i Józef Szaniawski. Wszyscy trzej byli współpracownikami “Encyklopedii powszechnej” Orgelbranda i innych ogólnopolskich wydawnictw. Na uwagę zasługuje też Ludwik Niemojowski, w którego opowiadaniach pojawia się tematyka kaliska i miejscowe legendy oraz Ignacja Piątkowska, zbieraczka pieśni, gadek i zwyczajów ludowych (głównie z okolic Sieradza), autorka felietonów i obrazków scenicznych, a także poważnych artykułów etnograficznych drukowanych w “Kaliszaninie” i warszawskich “Kłosach”.

Niezależnie jednak od prób obiektywnej oceny różnych działów pisma, czy drukowanych w nim poszczególnych utworów, należy podkreślić, że tak “Kaliszanin” jak i dziewiętnastowieczne kaliskie Kalendarze czy tak zwane “Noworoczniki” wraz z ich częścią informacyjną, literacką i popularnonaukową mają dziś dla nas specyficzną nieocenioną wartość. Czytając umieszczone w nich lepsze czy gorsze utwory, wkraczamy w autentyczną atmosferę dawnego Kalisza. Poznajemy ówczesne ulice, gmachy (inne, choć często do dziś zachowane) instytucje, trwogi, troski, zabawy. Przenosimy się w nieznany i jakże różny choć pozornie bliski nam świat. Pomagają nam zresztą w tym nie tylko kaliszanie.

Tematyką kaliską zajmowali się też dziennikarze warszawscy. Szczególnie wyróżnił się w tej dziedzinie Jan Jeleński, redaktor “Niwy”. Pragnął on w związku z hasłem pracy organicznej "poznać to, co mamy", czyli zbadać “moralny umysłowy i ekonomiczny stan” różnych stron kraju i badania swe rozpoczął od naszego miasta. tak ten wybór tłumacząc: “0d lat już krąży wieść powszechna, że Kalisz i jego okolica należą do miejscowości najwyżej pod względem przemysłowym stojących, że tu praca żywotna, praca organiczna rozwija się szybko i przybiera prawdziwie postępowy a zarazem najwięcej interesujący kierunek. Naturalnie opinia taka jest faktem bardzo interesującym”. Nie mniej ważną przyczyną zajęcia się Kaliszem jest dla autora “germanizm”, który od lat kilku napływa do nas coraz potężniej” i na którego wpływ Kalisz ze względu na swe położenie szczególnie jest narażony”. Jeleński w szeregu artykułów drukowanych w “Niwie”, a następnie wydanych w oddzielnej broszurze “Kalisz i jego okolice” (Warszawa 1875) omawia bardzo szczegółowo miasto i osiem podległych mu powiatów (kaliski, słupecki, wieluński, koniński, turecki, kolski, sieradzki i łęczycki).

Zwraca uwagę na historię Kalisza, stan zabudowy, zabytki, skład ludności, szkolnictwo, stan moralny, instytucje dobroczynne i inne, stan zdrowotny mieszkańców, sklepy i gastronomie itp. Głównie zaś interesuje go rzemiosło, przemysł i problem “germanizmu”.

W większości wypadków ocena jego wypada bardzo korzystnie. Czasem stawia Kalisz na równi z Warszawą (“przemysł rękodzielniczy”). Czasem nawet wyżej od niej (porządniejsza zabudowa miasta - równe rzędy przeważnie dwupiętrowych kamienic - gdy w Warszawie wysokie domy obok lepianek, park kaliski piękniejszy niż Ogród Saski). Podana zaś przez niego lista czasopism polskich i francuskich kolportowanych w Kaliszu musi i dziś budzić nasz podziw, o ile weźmiemy pod uwagę ówczesną ilość mieszkańców miasta i ogólny stan prasy. Autor pozytywnie odnosi się do polskiej i żydowskiej inteligencji, chwali wykształcone żony urzędników, które prowadzą własne magazyny strojów damskich. Bardzo pochlebnie wyraża się o Melanii Parczewskiej, która będąc współwłaścicielką pracowni szewskiej sama przykrawa podeszwy, by dać przykład innym i zdobyć nowe uczennice, które jej ideę pracy zawodowej kobiet będą dalej rozwijać. Jeleński cieszy się, że obok niemieckich fabryk powstają polskie, zakładane przez ziemian.

W sposób niezmiernie krytyczny przedstawia zaś owe germańskie placówki przemysłowe, a szczególnie jaskrawo podkreśla to w opisie fabryki sukna Rephana, ukazując panujący tam wyzysk i rażąco niehigieniczne warunki pracy. Robotnice zatrudnione np. przy wyżymaniu wełny z “czystej ludzkiej uryny”, w której była prana, wykonują tę pracę w norze pozbawionej światła i powietrza, a otrzymują 17 i pół kopiejki za 14 godzinny dzień pracy. Dzieci dziewięcio a nawet ośmioletnie (których prawo zabrania zatrudniać) oczyszczają w pyle i zaduchu brudną wełnę z jej niepotrzebnych cząstek. Jeleńskiego oburza fakt, że właściciel fabryki nie zna języka polskiego i wszystkich majstrów sprowadza z Niemiec. Zaznacza też, że nawet urodzone w tych okolicach żony niemieckich fabrykantów na ulicach “szwagroczą po niemiecku”.

Z artykułów Jeleńskiego korzystał często Bolesław Prus, który w "Kronikach tygodniowych". zajmował się nieraz sprawami Kalisza. W jednej z tych “Kronik” ("Kurier Warszawski" r. 1875, nr 90) omawia on szeroko przejęte od Jeleńskiego wiadomości o fabryce Rephana, posługując się ironią w sposób bardzo złośliwy. Czytamy tam między innymi, że nie można robić zarzutów właścicielowi fabryki z powodu zatrudniania dzieci, gdyż nie zmusza ich on do tego, tylko mówi: “Dozwólcie dziateczkom przyjść do mnie”. Chroni je przez to od włóczęgostwa i pozwala całymi dniami “rozdzielać kłęby wełny co wpływa na dzieci tak umoralniająco, że same staną się jak “cienkorune owieczki”.

Tyle przykładów z prasy warszawskiej, które można by mnożyć. Dla potwierdzenia literackich kontaktów Kalisza z resztą kraju warto jeszcze wspomnieć o jednodniówce “Prosna” pięknie w 1895 r. wydanej przez Kaliskie Towarzystwo Dobroczynności, gdzie obok prac miejscowych autorów znajdujemy utwory nadesłane przez pisarzy tej miary co Asnyk, Konopnicka, Tetmajer, Ujejski i wielu innych często nie mających nic wspólnego z Kaliszem.

Miasto odwiedzało także wielu wybitnych twórców z Sienkiewiczem na czele, do czego przyczyniły się liczne kaliskie instytucje kulturalne, wśród których ważną rolę odgrywały też tak zwane “Piątki Literackie” powstałe dzięki staraniom Felicji Łączkowskiej. Była to organizacja wyłącznie kobieca stanowiąca coś pośredniego między salonem literackim a tajnym stowarzyszeniem. Wniosła ona w życie kulturalne Kalisza szereg ważnych inicjatyw, wciągając także mężczyzn do ich realizacji.

Zainteresowanie miastem, jego okolicą i folklorem ludowym. propagowane przez miejscowe towarzystwa i pisarzy związanych z “Kaliszaninem”, wejdzie niejako w krew tutejszej społeczności, zaowocuje nie tylko monografią Kalisza pióra Józefa Raciborskiego, ale odbije się też w utworach późniejszych twórców literatury pięknej.

Jednym z nich, dość luźno z “Kaliszaninem” związanym, jest Stefan Giller ceniony przez współczesnych, nagrodzony w Warszawie za poemat “Jan z Czarnolasu”, autor wielu opowiadań, poematów (dziś już nie przedstawiających większej wartości), które podpisywał zazwyczaj pseudonimem: Stefan z Opatówka. W “Kalendarzu na Szkołę Rzemiosł” na rok 1909 ukazał się jego wiersz “Kaliszowi” (fragment dłuższego poematu nigdy w całości nie drukowanego), w którym opisuje miasto, jego dzieje, ówczesną teraźniejszość oraz swoją przyjaźń z Adamem Asnykiem - kolegą szkolnym. W pozostającej dotąd w rękopisie powieści “Dwaj towarzysze” obraz szkoły przypomina Kaliską Wyższą Szkołę Realną i jej nauczycieli, a uczeń Skowronek - Adama Asnyka.

Stefan Giller w przeciwieństwie do swego brata Agatona (znanego historyka, publicysty i działacza politycznego, którego całe niemal życie upłynęło za granicą) był szczególnie związany z Kaliszem i pobliskim Opatówkiem. Należy on do tych pisarzy, dla których miasto nasze jest nie tylko miejscem krótszego lub dłuższego pobytu, ale cząstką świata najbliższą, z której się wyrosło i o której zapomnieć nie można. Fakt, że pisarzy takich było więcej i że niektórzy z nich mieli talent nieporównywalnie większy od Gillera ma duże znaczenie dla określenia roli Kalisza w literaturze narodowej. Zajmijmy się więc nimi.

Adam Asnyk nie tylko urodził się w Kaliszu, ale pod wpływem tego miasta wykształciła się jego osobowość. Ważny był wpływ ojca - powstańca, ale ważna była także bliskość granicy i przemyt pism z Księstwa Poznańskiego i Śląska. Echa zrywów wolnościowych 1846 i 1848 r., które tą drogą docierały do Kalisza, prowadzone na ich temat po cichu rozmowy “zapalały dziecięcą wyobraźnię” chłopca tak, że słowa “Polska, Wolność, Braterstwo Ludów brzmiały mu w uszach jak najpiękniejsza muzyka”. Pod ich wpływem zaczął pisać wiersze patriotyczno-religijne.

Ważny był także wpływ kaliskiej Wyższej Szkoły Realnej, jednej z 2 szkół tego typu istniejących wówczas na ziemiach Królestwa. W trakcie nauki w niej młody Asnyk zerwał z “mistycznymi rojeniami, a zapalił się do matematyki i nauk przyrodniczych”. Można zaryzykować twierdzenie, że dalsza droga jego rozwoju, która doprowadziła do sonetów “Nad głębiami” w Kaliszu miała swój początek. Nie bez znaczenia jest też to, że pierwsze 18 lat życia tu spędzone to jedyny dłuższy okres pogody i szczęścia w życiu poety. I stąd znów bierze chyba swój początek owa figlarna młodzieńcza nuta niektórych jego wierszy.

Maria Konopnicka gorzką świadomość krzywdy i wyzysku poznała nie - jak twierdzą stare opracowania - w Warszawie, lecz w uprzemysłowionym kapitalistycznym Kaliszu. Nadgraniczne położenie miasta przyczyniło się do tego, że pisarka, która nigdy nie była w Księstwie Poznańskim, tak bardzo walczyła z szerzoną tam germanizacją. Nie bez znaczenia jest i to, że lata kaliskiego dzieciństwa przypadły na okres wzmożonych represji politycznych po nieudanym powstaniu 1848 r., w którym wielu kaliszan brało udział, i że tutaj właśnie przeżyła Maria Wasiłowska powrót z zesłania ukochanego stryja oraz okres manifestacji przed powstaniem styczniowym. Bliskość granicy i wspomniany już przemyt przyczyniły się też do tego, że przyszła poetka wcześniej poznała utwory Mickiewicza niż jej warszawscy rówieśnicy. Kalisz dopomógł jej do rozwoju zamiłowań literackich i tu także w "Kaliszaninie" w 1870 r. odbył się jej poetycki debiut.

Kalisz w literaturze - wiek dwudziesty

A Maria Dąbrowska? Radosne russowskie dzieciństwo i miasto “wzięte na własność” a w nim szkoła, w której wydawało się, że Polska jest nie podległa, i wielki szok, gdy poznała ucisk stosowany przez carskie gimnazjum oraz najwyższe uniesienie, gdy szła później w manifestacyjnym pochodzie rozpoczynającym strajk szkolny 1905 r.; podziw dla przemycanych młodzieńczych rewolucjonistów (z których jeden zostanie później jej mężem) i katastrofa miasta w 1914 r. - wszystko to wnikało w głąb wrażliwej młodości, domagało się przemyśleń i ocen, które pisarka przeprowadzała przez całe życie. Nie pozostała też bez śladu owa bujna działalność społeczna charakterystyczna dla Kalisza z przełomu 19 i 20 w. Choć skwitowana ironicznie w “Nocach i dniach”, to ona w części wychowała przyszłą żarliwą działaczkę spółdzielczości i przygotowała późniejsze włączenie się jej w różne akcje o znaczeniu ogólnym, tak że po śmierci określono Dąbrowską jako “ostatnią z wielkiej rodziny pisarzy społeczników”.

A oto jej słowa z listu do “Ziemi Kaliskiej” (maj 1957). “Jestem dzieckiem ziemi kaliskiej. Z jej okolic i z samego Kalisza czerpałam natchnienie do moich książek: “Uśmiech dzieciństwa”, “Ludzie stamtąd” oraz “Noce i dnie”. Ta ziemia kształtowała moje poczucie artystyczne, styl i język całej mojej twórczości”.

Wreszcie fragment przemówienia pisarki przy nadaniu jej honorowego tytułu doktorskiego: “To, co jest w języku moich utworów dobre, zawdzięczam nade wszystko mojej ziemi rodzinnej, ziemi kaliskiej. Toteż w mojej osobie nadaliście panowie doktorat honorowy tej właśnie ziemi kaliskiej, ziemi wielkopolskiej, która była jednym ze źródeł polskiego języka literackiego i której też honoru dzisiejszego winszuję, kłaniając się nisko z miłością i wdzięcznością” (marzec, 1957).

To ci najwięksi. A inni?

Oto Stefan Otwinowski - mieszkaniec Warszawy i Krakowa zadomowiony w tych miastach, lecz wciąż używający określeń; “u nas w Kaliszu” lub “ja kaliszanin”.

Albo Wanda Karczewska, która wielokrotnie stwierdziła, że nie potrafi nic napisać, póki nie otoczy ją “kaliska aura wspomnień”.

Wreszcie Janina Broniewska, której całe późniejsze życie związane z ideologią socjalizmu rozpoczęło się właśnie w Kaliszu od kontaktów z KZM i Czerwonym Harcerstwem.

Lista długa, a trzeba jeszcze wspomnieć o Januszu Teodorze Dybowskim, a przede wszystkim o żyjącym stale wśród nas Eligiuszu Kor-Walczaku, pisarzu, którego twórczość, tak jak i poprzednio wymienionych, jest silnie związana z Kaliszem.

Nie ulega wątpliwości, że Kalisz ma na swym koncie całą grupę pisarzy, których to miasto w jakiś sposób ukształtowało. Wynikiem tego są liczne jego obrazy w ich twórczości, którymi należy się z kolei zająć.

Wspomniałam już o Gillerze. Przejdźmy z kolei do Adama Asnyka. Jego wiersz “Rodzinnemu miastu” drukowany w pierwszym numerze “Kaliszanina” przedstawia do dziś czytelną panoramę Kalisza z wieżą “farną”, gmachem Wyższej Szkoły Realnej, fragmentem domu na ulicy Babinej, gdzie mieszkała ukochana dziewczyna, rzeką, mostami, kasztanową aleją parku. Poeta opisuje też życie w mieście, przedstawiając je jako sielankę opartą na zgodzie miłości, przyjaznych sąsiedzkich stosunkach i stwierdza, że z tą atmosferą zrosło się jego życie i że bezskutecznie za nią tęskni.

W wierszach Konopnickiej (“Kaliszowi” – 1880, “Memu miastu” - 1897, “Zgorzałemu miastu” - 1904 i “Kaliszowi” 1907) obraz miasta jest krańcowo różny. Nie ma jak u Asnyka wyzłoconych słońcem wybrzeży, lecz są fale “starej Prosny, co rwie brzegi każdej wiosny”. Ulicami zaś przechodzi śmierć “w ognistej powodzi” (co jest zapewne związane ze wspomnieniami wielkiego pożaru miasta i epidemią cholery z 1852 r.). Nad starymi murami unoszą się chmury i stada kruków - symboliczne obrazy krzywdy społecznej i narodowej. Poetka jeszcze silniej niż Asnyk podkreśla swa łączność z miastem i w imię tej łączności żąda, by było strażnicą graniczną, która osiągnie wolność (wiersz “Kaliszowi” z 1907 r. pisany z podobnymi zamierzeniami co “Rota”).

W nowelach pisarki związanych z Kaliszem (“Anusia”, “Urbanowa”, “Józefowa”) możemy się doszukać fragmentów odtwarzających peryferie miasta oraz wnętrze posesji, w której mieszkali Wasiłowscy (trudnych zresztą do odczytania ze względu na zaistniałe zmiany). Przede wszystkim jednak widzimy w nich obrazy krzywdy, wyzysku i obok drobnych miejscowych rysów obyczajowych, (szopka kaliska) szereg postaci opartych na wzorach ludzi tu poznanych. Nieraz będą to tylko krótkie wzmianki. jak o “państwu Asnyk”, nieraz zaś nawet portrety literackie, jak owej wodziarki Józefowej, której autentyczne nazwisko Gapina zmieniła pisarka na Glapina. Warto przy tej okazji podkreślić, że odtwarzanie na tle własnych wspomnień obrazów i postaci związanych z Kaliszem występuje u Konopnickiej wcześniej niż u Gillera i być może było inspiracją dla innych pisarzy.

Wątki wspomnieniowe i rysowanie postaci w oparciu o kaliskie wzory to cecha najważniejszej powieści Marii Dąbrowskiej, powieści o bardzo ambitnych i szerokich zamierzeniach nazywanej jednak przez samą autorkę “Powieścią o Kaliszu”.

Zanim przystąpimy do jej charakterystyki, chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na małą książeczkę podpisaną imieniem i nazwiskiem autorki “Nocy i dni”, zatytułowaną “Żyć aby użyć” i wydaną w Kaliszu w 1912 r. Należy ją uznać za szczególnie złośliwy i szczególnie źle napisany pamflet na Kalisz nazwany Wielowodami. Oto jego fragment;

Jest to jednak miasto duże,
Kilkadziesiąt aż tysięcy
Cnych mieszkańców sobie liczy,
Ale żyje jak Ryczywół
Albo jakieś Kozienice.


Chociaż bowiem “jest skating i kinema” i teatr nieczynny a nawet “poważniejszych osób grono”, nic się na lepsze nie zmieni, gdyż ogół wyznaje hasło: żyć aby użyć. Realizując je, mężczyźni spędzają noce w kawiarniach w towarzystwie “diw” kabaretowych, piją i grają w karty; w dzień zaś zalecają się do niewinnych dziewcząt i “łamią im życie”, żeniąc się potem z innymi dla zdobycia pieniędzy. Kobiety swatają posażne panny, plotkują i prowadzą bezsensowne rozmowy.

Jedyną pozytywną postacią ukazaną w tym świecie jest piękna, kształcona i niezbyt posażna Fruzia, która kpi z Groszołepskich i Próżnickich, a w dodatku chwali pracowitość zdolności i cnoty rodzinne występujące u Żydów, co ostatecznie pogrąża ją w opinii społeczeństwa Wielowodów, ceniących wyżej ograniczoną lecz bogatą Pieniążkowską. Fruzia nie przejmuje się jej sukcesami i stwierdza, że “mądre panny z mężczyzn kpią, a udają, że ich chcą”. Gdy czytamy ten poemacik nieodparcie nasuwa nam się przekonanie, że z Fruzią utożsamia się jego autorka. Czy mogła nią być także autorka “Nocy i dni”?

Odżegnywała się od niego przy każdej okazji, twierdząc że napisała go panna Dąbrowska nic z nią nie mająca wspólnego. Jednak znawcy dziennika wielkiej pisarki nie zawsze jej wierzyli, gdyż znaleźli w. nim taką oto notatkę i wierszyk, napisane w 1915 r. po krótkich odwiedzinach kaliskiej rodziny: “Kalisz toż to obrazki. Zwaliska i ruiny jakby się po Herkulanum i Pompei chodziło - ale ruiny lepsze niż ludzie, bo milczą i nie zajmują się polityką, a na ruinach hulanka okolicznego obywatelstwa. Szampan, karty, po całych dniach - hulaj dusza”. A dalej;

“Polska - co? gdzie? - Tu są karty,
Szampan, bridż i wszem otwarty
obywatelski dom gościnny.
Tak się bawi ten, tak inny.
Każdy bawi się jak umie,
ten na wroga, ów na bridża.
Różne Polski są oblicza”.

Warto zanotować ten obraz miasta i ujemny sąd Dąbrowskiej o ówczesnym życiu jednego z odłamów kaliskiego społeczeństwa, lecz myślę, że nie warto wysuwać zbyt daleko idących wniosków co do autorstwa “Żyć aby użyć”.

Zbieżności mogą być zresztą oparte na przypomnieniu znanego dawno cudzego utworu. Warto też może przypomnieć, że gdy ów poemacik powstał, Dąbrowska od roku zamężna przebywała przeważnie za granicą i inny był wtedy krąg jej zainteresowań i tematyka utworów.

Przejdźmy z kolei do omówienia zapowiedzianych już “Nocy i dni”, które - jak wspomniano - Maria Dąbrowska nazywała powieścią o Kaliszu i zastanówmy się nad ukazanym tam obrazem miasta.

Pisarka świetnie odtworzyła jego topografię, niemal każdą scenę po, możemy dokładnie umiejscowić, jeśli wiemy, że Dziadowe Przedmieście to ulica Babina, ul. Karolińska to Aleja Wolności, zwana dawniej Aleją Józefiny, Raciborskie Przedmieście - Górnośląska, Owocowa (dawne Ogrody) - ul. Kościuszki, a plac Świętojański to plac św. Józefa, którego dawny wygląd dokładnie oglądamy z okien mieszkania pani Barbary, a mniej dokładnie zapoznajemy się z nim jeszcze w kilku fragmentach powieści. Dąbrowska ocaliła także od zapomnienia cały szereg innych widoków Kalisza, jak np. kanał Prosny, który biegł między dzisiejszą ul. Nowotki a Babiną i mieszczącą się w głębi tej ulicy dawną pensję Semadeniowej, odtworzoną wraz z całym jej otoczeniem bardzo szczegółowo.

Niemal wszystkie te opisy, jak i opisy Kalisza w innych utworach Dąbrowskiej, podkreślają piękno miasta. Odżywają w nich i stare kamieniczki i rzeka biegnąca zakolami wśród zielonych drzew, park i wjazd do miasta wraz z dudnieniem kół na licznych mostach, z których widok przypomina jednemu z bohaterów powieści - Wenecję. Poznajemy także istniejące w Kaliszu sklepy, cukiernie, gmach trybunału i inne budowle.

Czytając te opisy, czujemy, że dla autorki jest to istotnie miasto “najpiękniejszych nocy i dni” i szczera jest jej wypowiedź w jednym z póżniejszych szkiców (“Warszawa mojej młodości”), że stolica nie wydała jej się piękna, gdyż piękny dla niej był Kalisz.

Zgodnie z głównymi założeniami ambitnej i wielowarstwowej powieści spotykamy w “Nocach i dniach” przede wszystkim postacie z klasy ziemiańskiej przekształcającej się w inteligencję miejską, ale są też przedstawiciele innych warstw, przemysłowcy, Żydzi i robotnicy. Autorka ukazuje również ścieranie się, a w pewnych momentach i łączenie dla dobra kraju, dwu orientacji politycznych: narodowej demokracji i socjalizmu.

Poznajemy wiodącą przez Kalisz drogę uchodźców rewolucyjnych i liberalne nastawienie do Polaków niektórych Rosjan (wicegubernator Rybnikow), możliwe w tym najdalej od Petersburga oddalonym mieście. Pisarka ukazuje stosunki panujące w polskiej szkole i odmienne oblicza szkoły rządowej. Obserwujemy dokładne, historycznie prawdziwe obrazy związane z rewolucją 1905 r. i zagładą miasta w 1914.

Postacie literackie aż zbyt wiernie oparte są o wzory mieszkańców miasta, którym w charakterystyczny sposób zmieniono (lub nie zmieniono - Arkuszowa) nazwiska. Są one często potraktowane z humorem, co podnosi artystyczną wartość utworu, ale spłaszcza obraz kulturalnego rozwoju miasta i jego patriotyzmu. Zgodne jest jednak z założeniami pisarki przeciwnej pozytywistycznemu społecznikostwu na rzecz walki zbrojnej.

A choć uważny czytelnik ze wzmianek o teatrze i niektórych organizacjach oraz z rozmów prowadzonych w salonach przekona się, że z życiem kulturalnym miasta i działalnością społeczno-patriotyczną mieszkańców nie było tak źle, aby - jak się obawiano - porównać je do Smorgoni, to jednak, o ile zna prawdę o dawnym Kaliszu, będzie go raziło, że w powieści brak postaci literackich na miarę Chodyńskiego, Parczewskiego, Łączkowskiej czy pisma w rodzaju “Kaliszanina”, a dominują panie Holszańska i Ostrzeńska oraz tylko od strony dziwactw ukazany Daniel.

Należy jednak pamiętać o tym, że Kalisz przedstawiony jest w powieści zgodnie z prawami przysługującymi dziełu sztuki a nie naukowo opracowanej monografii, choć w obrazie stworzonym przez autorkę powieści tyle jest historycznej prawdy.

Wątek kaliskich wspomnień ciągnie się też w kilku innych utworach pisarki, a tak ważne dla miasta wydarzenia jak rewolucja 1905 r. i początek wojny z 1914 odtworzone są poza “Nocami i dniami” także w opowiadaniach “Rzemiennym dyszlem” i “Strajk szkolny” oraz w nie dokończonej powieści “Przygody człowieka myślącego”. Przytoczmy z tego ostatniego utworu ogólny sąd o naszym mieście i jego klęsce w 1914 r.

“Kalisz - starożytna Calisia wzmiankowana u Ptolemeusza jako rzymska osada handlowa, Kalisz średniowieczny i książęcy, sławny z najliberalniejszego na ówczesnym świecie statutu swojej gminy żydowskiej, potem z wielu innych rzeczy. Kalisz prześliczny, pełen odwiecznych kościołów i kamieniczek przepleciony Prosną jej kanałami i rozgałęziami. Kalisz anno 1914 to nie była tylko zagłada miasta przez nieobliczalna furię popadłego w szaleństwo niemieckiego majora. To był znak zwiastujący koniec czasu oswojonego”.

A jeśli mowa o zagładzie, to niech będzie i o “zgruzowstaniu”. W 1948 r. notowała pisarka w Dzienniku:

“Cóż to za piękne miasto i jak przyjemnie, z jakim pietyzmem w czasie dwudziestolecia odbudowane z gruzów po 1914 r. (...) Rzadko się zdarza, żeby, miasto pamiętne z dzieciństwa wydało się po tylu latach piękniejsze i wspanialsze niż zostało w pamięci”.

Tyle o Dąbrowskiej. Zwróćmy z kolei uwagę na twórczość Stefana Otwinowskiego. Obrazy Kalisza znajdujemy głównie w jego: debiutanckiej powieści “Życie trwa cztery dni”, za którą w 1938 r. otrzymał nagrodę literacką miasta, w “Okolicznościach łagodzących” i w opowiadaniu z ostatnich lat życia “Nic więcej nie dało się ustalić”, w którym wydarzenia w 1970 r. łączą się ze wspomnieniami kaliskiej młodości autora oraz okresu okupacji.

Spotykamy w tych utworach piękne opisy panoramy miasta, ulic, placów, domów. Trzeba wśród nich wyróżnić teren Gimnazjum im. Adama Asnyka park, dzisiejszą Aleją Wolności, otoczenia kina “Oaza” (przedstawione tak, jak ono wyglądało w czasach, gdy istniał tam jeszcze połączony z ogródkiem i restauracją teatrzyk kabaretowy Wypiszczyka) a także ulicę Stawiszyńską z kościołem Bernardynów - jak pisze autor - i domem starców żydowskich o wielkiej przeszklonej werandzie, za którą wieczorami majaczyło oświetlone wnętrze. Wędrujemy też z autorem do kawiarni Schauba (dzisiejsze “Pięterko”), by z jej okien spojrzeć na dom znajdujący się po drugiej stronie ulicy, gdzie w czasach międzywojennych dwie starsze panie prowadziły elegancki sklep galanteryjny, którego nie wymienioną przez autora nazwę “Helwecja” przypomni sobie każdy stary kaliszanin. Niewiele jest zresztą takich miejsc międzywojennego Kalisza, których by nam autor jakoś nie przypomniał. Jest więc prawie tak, jak przy czytaniu “Nocy i dni”. Jest jednak także trochę inaczej.

Otwinowski nie podkreśla tak jak Dąbrowska piękna miasta. zwraca też uwagę na jego złe strony. Cuchnący kanał Prosny, niezdrowe powietrze, zapach śledzi w wąskiej uliczce obok domu, w którym mieszkał (Narutowicza 4).

Jest jeszcze inna ważniejsza różnica. W utworach pisarza spotykamy obok realistycznych opisów także takie obrazy miasta, jakich nie znaleźlibyśmy u jego poprzedników - obrazy nastrojowe, odrealnione, dziwne. Oto przykłady jednych i drugich :

  1. Miasto K. ma w średniej skali porównań piękną przeszłość, kilka pomników architektury, wspaniały park, rzekę, która dzieląc się w szerokiej kotlinie, czyni przysługą urbanistyce; są więc części miasta jak wyspy i kilka mostów. W miejscu gdzie ulica Wrocławska próbuje pierwszym kursem wydostać się z kotliny znajdował się długi gmach szpitala św. Trójcy" (dziś przychodnie specjalistyczne Ubezpieczalni Społecznej)
  2. Dni słońca rzadkie były w naszym starym zgrzybiałym grodzie – lato trwało krótko, gubiło się w oparach cuchnących kanałów, szybko przytłaczała je jesień (...) Mniej więcej w połowie października przychodził okres mgieł. Siwe gęste obłoki schodziły na ziemię, domy topiły się w chmurach (...), czuło się wtedy jak we śnie. Ludzie, powodowani uporem lub przeczuciem, dzielili co prawda dobę na zwykłe części: mgła siwa - rano, mgła rzadsza - południe... wszystko to nie mogło przekonać właściwego dnia który całkowicie zlał się nocą (...) Latarnie paliły się przez całą dobę. Pomimo to nie można było dojrzeć drugiej strony ulicy, która stała w chmurach (...) Do parku chodziło się jak do innej zupełnie rzeczywistości. Brodziliśmy w obłokach stojącego deszczu, marząc o przygodzie. - Zobaczysz - mówił Witek - pewnego dnia zbłądzimy w tych chmurach, nie wrócimy do domu (...) W tej mgle pływają dusze”.

Żyją także w omawianych utworach pisarza postacie literackie oparte na kaliskich pierwowzorach, których losy zmienia jednak autor łącząc z losami innych znanych mu osób tak, by nie były w pełni rozpoznawalne. Najwierniej, z serdecznym humorem, ukazani są członkowie rodziny Otwinowskich a także nauczyciele Gimnazjum im. Asnyka, którzy w dodatku legitymują się bardzo mało zmienionymi nazwiskami (np. Niedojadło na Niedopiło, Osadnik na Rozsadnik). Zdarzenia z życia w tych dwu ośrodkach są często opisane w sposób bardzo wierny.

Otwinowski wspomina też Kalisz w szeregu innych utworów i w drukowanym w “Życiu Literackim”,  “Notesie krakowskim”.

Udziwnione odrealnione obrazy kaliskiej rzeczywistości, które w utworach Otwinowskiego występują rzadko, w twórczości Wandy Karczewskiej są cechą istotną.

W częściowo autobiograficznym “Wizerunku otwartym”, którego akcja rozgrywa się w “najpiękniejszym mieście", w tej "metropolii kozińskiej", dostrzeżemy fragmenty ukazujące obrazy Kalisza i życie w nim począwszy od widoku ruin w 1918 r. aż po rok 1960. W udziwnioną, kreowaną przez pisarkę rzeczywistość wtopione tam są opisy charakterystycznych zabaw dzieci kaliskiego proletariatu ("machajka" i "gorajka") oraz ich marzenia osnute dookoła dziwnie wyglądającego domu, który do dziś możemy oglądać na rogu ulic Widok i Staszica, a także fragmenty z życia szkolnego i redagowania młodzieżowej gazetki. Karczewska ukazała także przejawy ruchu robotniczego, wśród których znajdujemy bardzo wierny i realistyczny obraz demonstracji bezrobotnych przed Ratuszem, jakie odbywały się w 1926 r. W powieści jest też mowa o odkryciach archeologicznych i uroczystościach jubileuszowych miasta w czasie których odsłonięto pomnik Adama Asnyka.

W związku z tym ostatnim wydarzeniem znajdujemy w “Wizerunku otwartym” ciekawą surrealistyczną scenę. Narrator i bohater utworu - któremu autorka pozostawiła wiele cech własnej osobowości - wraca po trzydziestoletniej nieobecności do rodzinnego miasta i wskakuje na piedestał przygotowany pod pomnik “Wielkiego Człowieka”, przyglądając się z tej wysokości szkole, w której kiedyś się uczył. Ściągają go w dół dawni znajomi, których już nie pamięta, i “Średniowielcy Urzędnicy”. "Przymierzanie się do pomnika", a także zaborczość mieszkańców pragnących wszystko dla siebie zatrzymać, potraktowane są ironicznie, ale poważne są rozmyślania bohatera z którym utożsamia się pisarka, rozważając, czy ma prawo do tego miasta, skoro bez jej pomocy "zgruzowstało". Dochodzi do wniosku, że upoważnia ją do tego jej pisarstwo, gdyż uwiecznia ono obrazy i ludzi żyjących w tutejszej rzeczywistości. Kończy więc stwierdzeniem: “Jam jest proch tej ziemi i moje jest do niej prawo”.

W powieści widzimy też rzekę Komarną - czyli Prosnę, “Krzywy zaułek" - czyli ulicę Czaszkowską i peryferie miasta, których ani Dąbrowska ani Otwinowski nie opisali. Echa Kalisza odzywają się także w innych powieściach autorki, jak “Głębokie źródła”, a nawet w opowiadaniu, którego akcja rozgrywa się w stanach Zjednoczonych (“Weekend w Riversride”) wspomnienia o Wierzbiance to wspomnienia o Prośnie.

Poetycki obraz miasta znajdziemy zaś w wierszach “Powrót do Kalińca”, “Mój stary dom” i innych.

Wanda Karczewska wprowadziła nas częściowo w klimat życia proletariatu i przedstawicieli społecznego protestu. Szersze ukazanie Kalisza od tej strony znajdziemy w książkach Janiny Broniewskiej, głównie w “Dziesięciu sercach czerwinnych” a także częściowo w “Majach i listopadach” oraz innych utworach. Najwyraźniej wystąpił obraz miasta z pierwszej połowy lat międzywojennych, począwszy od momentów ukazujących rozbrojenie Niemców w 1918 r. przez młodych chłopców z proletariatu, poprzez wydarzenia roku 1920 i lata następne.

Autorka ukazała nam proces uświadamiania się młodych inteligentnych dziewcząt ze sfer pracujących, które zacząwszy od normalnego szkolnego skautingu, organizują potem czerwoną “cywilną” drużynę, a wreszcie prowadzą działalność oświatową wśród robotników. Przedstawiając rozwój młodzieżowego ruchu socjalistycznego, Broniewska podaje nieraz autentyczne nazwiska ludzi z tym ruchem związanych. Dużo miejsca poświęca przy tym rodzinie znanego kaliskiego lekarza Bronisława Koszutskiego, a głównie jego córce Halinie Koszutskiej (Ince), późniejszej autorce książek dla dzieci.

Pisarka wprowadza też do swych wspomnieniowych powieści postaci wielu mieszkańców Kalisza i to przeważnie ze środowisk mało lub wcale przez omawianych dotąd autorów nie dostrzeganych. Poznajemy więc artystę - rzemieślnika introligatora i oryginalną parą “cioci Józi” i "wuja Frania", którym nieźle się powodzi, gdyż ona jako akuszerka “sprowadza ludzi na świat”, a on ich “ze świata do wiecznego snu utula”, sprzedając trumny. Mają więc własne auto i jeden z pierwszych domków letniskowych na Słonecznej. Nieźle też powodzi się “Krzywej Teresie” - żebraczce, która uciułane pieniądze pożycza na procent.

Gorzej wygląda historia bezrobotnego szklarza, który za kradzież kur jako recydywista 2 lata siedzi w więzieniu. Rodzina cieszy się jednak, bo i on ma utrzymanie i pieniądze zarobione w czasie pobytu w więzieniu może jej przekazać. Martwi się tylko młoda Żydówka, której narzeczony odsiaduje karę za przynależność do Partii.

Przewijają się także poprzez omawiane powieści bogacze, spekulanci, właściciele majątków ziemskich uciekający w 1920 r. ze swych dalej na wschód położonych posiadłości. Świat kontrastów kaliskich, postacie - według słów autorki - jak najwierniej z rzeczywistości skopiowane i oglądane z innej perspektywy niż w utworach poprzednich pisarzy, co oczywiście poszerza ogólny obraz miasta.

A jak przedstawia się jego wygląd? Obrazów ukazujących piękno Kalisza prawie nie ma. W opisie parku zwraca uwagę aleja prowadząca do więzienia, a śliczny posążek tak zwanej sandalarki stanowi ledwie zaznaczone tło ponurych rozmyślań żydowskiej dziewczyny. W starym domku popa panuje jakaś dziwna atmosfera budząca grozę. A oto pejzaż miasta z pierwszych dni wolności roku 1918: “Wypalone centrum, domy straszydła z powiewającą brzózką przy kominie, zasianą przez wiatr, słodkowym czadem spalenizny pachnie Rynek i ulica Wrocławska. Tego zapachu nie spłukały deszcze nie przytłumiły śniegi nie rozwiały wiatry".

Broniewska jest też autorką książeczki dla dzieci “Historia toczonego dziadka i malowanej babki”, w której na tle własnych wspomnień, oczyma dziecka przedstawiła katastrofę Kalisza 1914 r.

Tragiczny sierpień Kalisza ukazał też Janusz Teodor Dybowski w pamiętniku zatytułowanym “Życie bez liberii”, nagrodzonym w 1957 roku na konkursie zorganizowanym przez Wydział Socjologii PAN, a wydrukowanymi częściowo w “Ziemi Kaliskiej” w roku 1963. Odtworzył on także w tym pamiętniku wspomnienia z pobytu w Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki i prace przy wydawaniu gazetki szkolnej.

W powieści dla młodzieży “Gorące wici”, dedykowanej Kaliszowi na jego tysiącosiemsetlecie, opierając się na wzmiance Tacyta i odkryciach archeologicznych, ukazał autor toczące się w starożytnej Kalisii walki z Germanami.

Ostatnią książką Dybowskiego, też poświęconą Kaliszowi, jest “Saga grodu nad Prosną” przedstawiająca kaliski ruch oporu w czasie hitlerowskiej okupacji. Nieściśle ukazane fakty, jednostronny dobór postaci i inne wady sprawiły, że powieść ta oparta na nie zawsze rzetelnych informacjach budzi wiele kontrowersji.

O przeżyciach najmłodszych żołnierzy Września pochodzących z Kalisza a skupionych w Oddziałach Obrony Narodowej. W skład której wchodziła młodzież z Przysposobienia Wojskowego i Strzelca, harcerze i ochotnicy z wyższych klas gimnazjalnych opowiada Szymon Paprzyca w książce zatytułowanej “Nabój dla kaprala” (Wydawnictwo Łódzkie 1983 r.). Szlak bojowy opisanego oddziału wiedzie z Kalisza przez Warszawę do Chełma Lubelskiego, po czym na linii Bugu cała grupa zostaje rozgromiona przez wojska hitlerowskie.

Główny bohater, w którego (jak domyślamy się) częściowo wciela się sam autor, to dawny uczeń kaliskich gimnazjów im. Tadeusza Kościuszki i Adama Asnyka, drużynowy a pod koniec powieści kapral.

Pamięci takich jak on młodocianych bezimiennych żołnierzy Wielkopolski, poświęcona jest opowieść pełna dramatycznych przeżyć chłopców i dziewcząt, dla których wojna jest straszliwą lekcją życia i których wspomnienia często biegną do domu i do Kalisza. Stąd spotykane w książce wzmianki o kaliskich dzielnicach (złej sławy Wydory i inne), ulicach, domach (akacje w podwórzu domu na Babinej, gdzie mieszkał kapelusznik Zipser, a wjazdu broniły dwa karły z żelaza umieszczone w dolnych częściach bramy), szkołach, kościołach. Dowiadujemy się o manifestacjach przedwojennych i innych wydarzeniach z życia miasta. Wspomniane są też kaliskie wizyty Pana Rektora, czyli Alfonsa Parczewskiego, który w okresie międzywojennym sprawował tą godność i często odwiedzał Kalisz. Bliżej zapoznajemy się z Józefem Nowackim, czyli prześladowanym przez miejskich andrusów Józiem Puj mieszkającym w przytułku i włóczącym się po ulicach z książką przy wpół oślepłych oczach. Ten nieszczęśliwy człowiek mimo ciężkiej choroby psychicznej (“od wielkiej nauki klepki mu się pomieszały" - mówiono) zachował jeszcze tak dalece znajomość greki, łaciny, francuskiego i angielskiego, że zapraszany w pewne dni na obiady uczył tych przedmiotów kuzynki bohatera powieści. Powieści, która obok grozy niesie ze sobą falę sentymentu i ciepłych uczuć w stosunku do Kalisza.

Dybowski, Karczewska, Otwinowski, a przede wszystkim świetnie zapowiadający się pisarz, eseista i krytyk literacki Włodzimierz Pietrzak (zginął w powstaniu warszawskim) w czasie swej nauki w kaliskich szkołach średnich wyróżnili się, jako autorzy i redaktorzy pism młodzieżowych (głównie "Swit" i "Sztubak"), które ze względu na swój poziom oraz współpracę międzyszkolną zasługują na specjalną monografię. Stanowią bowiem ciekawy fragment bardzo rozbudowanej kaliskiej prasy okresu międzywojennego.

Kalisz w literaturze - współczesność

Do pisarzy współczesnych urodzonych w Kaliszu - poza omówioną już Broniewską - należy zaliczyć: Jana Czarnego (poeta, prozaik, satyryk); Stanisława Goszczurnego (prozaik, reportażysta); Natalię Gałczyńską (żona Konstantego Ildefonsa, tłumaczka, autorka książek dla młodzieży wydawanych pod pseudonimem Anna Glińska); Tadeusza Petrykowskiego (prozaik, autor sztuk scenicznych); Władysława Rymkiewicza (autor powieści historycznych i współczesnych). Życie i twórczość większości tych pisarzy łączy się głównie z innymi niż Kalisz ośrodkami Polski.

Inaczej jest z Eligiuszem Kor-Walczakiem. Urodzony w Kaliszu poza wczesnym dzieciństwem spędzonym na Syberii, które upamiętnił w książce “Czas wiosennej mgły”, całe życie spędza on w naszym mieście. Poświęcił mu i poświęca nadal szereg opowiadań i wierszy drukowanych w kaliskiej prasie, a także “Baśnie i legendy kaliskie”, które ukazały się w wydaniu książkowym oraz zbiór poezji “Pejzaż ze starym miastem”, w którym oglądamy stary i nowy Kalisz.

Kaliszowi poświęcony jest też poetycki tryptyk Janiny Gzowskiej zatytułowany “Miastu” i wyróżniający się na tle podobnych omawianych dotąd utworów nowoczesnością formy literackiej (wydany jako osobny druk w związku ze stuleciem Kaliskiego Towarzystwa Lekarskiego).

Tematyka kaliska związana z przeszłością miasta występuje w miejscowej prasie nie tylko dzięki Kor-Walczakowi. Należy tu wymienić latami ciągnące się “Ballady kaliskie” Bogumiła Kunickiego, informacje o dawnych dziejach miasta zawarte w cyklach “Przez kaliską starówką” oraz “Wędrówki ze szkicownikiem” Władysława Kościelniaka, pamiętnik z okresu międzywojennego Tadeusza Pniewskiego zatytułowany “Kalisz z oddali”, a także szereg pojedynczych prac badawczych różnych autorów zawartych w “Roczniku Kaliskim" i innych pismach.

Przede wszystkim jednak trzeba przypomnieć różnorodne prace prowadzone w związku z jubileuszem miasta, które znalazły następnie swój wyraz w takich wydawnictwach zbiorowych ,jak “Osiemnaście wieków Kalisza”, “Dzieje Kalisza”, “Województwo kaliskie” lub w książkach pojedynczych autorów jak "Kalisz prastary" Krzysztofa Dąbrowskiego czy “Kalisz" Władysława Rusińskiego oparty o wcześniejsze badania doprowadzone następnie aż do 1983 r. Trzeba też zwrócić uwagę na wykraczające już poza ramy jubileuszowe, ciekawe opracowanie kulturalnego życia miasta z drugiej połowy 19 i początku 20 wieku zawarte w książce Edwarda Polanowskiego “W dawnym Kaliszu” oraz publikacje Haliny Sutarzewicz “Asnyk, Konopnicka i Dąbrowska w Kaliszu”.

Są to jednak głównie pozycje o charakterze naukowym lub popularnonaukowym i na omawianie ich w ramach naszych rozważań nie ma już miejsca. Warto jednak odnotować powstanie tych prac będących dowodem wzrostu zainteresowań dziejami miasta i województwa a także literaturą. Wyrazem tych tendencji jest również między innymi działalność Koła Terenowego Towarzystwa im. Marii Konopnickiej i miejscowego oddziału Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza.

Warto też zwrócić uwagę na młodych adeptów sztuki pisarskiej, których wiersze i inne utwory ukazują się w miejscowej, a nieraz i ogólnokrajowej prasie i zdobywają czasem poważne nagrody i wyróżnienia. Autorzy ci łączą się w krótkotrwałe grupy (Kluby Literackie, Koła Młodych Twórców “Poboki”, "Cztery Słowa" i inne) powstające w Kaliszu i sąsiednich miejscowościach (Krotoszyn, Ostrów) lub działają w odosobnieniu. W chwili obecnej i w ramach mniejszego szkicu trudno odpowiednio zanalizować i ocenić te próby.

Trudno też zająć się bliżej dziełem wysoko cenionego już w dwudziestoleciu międzywojennym pochodzącego z pobliskiego Ostrowa - Wojciecha Bąka, którego wiele utworów dopiero dziś wydobywa się z rękopisów głównie dzięki staraniom kaliszan. Trzeba to jednak zaznaczyć podkreślając. że istnieje dziś w mieście dążenie do stworzenia klimatu i środowiska literackiego obejmującego Kalisz i jego okolice. Patronują tym staraniom (poza wymienionymi już oddziałujących towarzystw ogólnopolskich) Wydziały Kultury i Sztuki Urzędów Wojewódzkiego i Miejskiego, Federacja Towarzystw Kulturalnych Ziemi Kaliskiej. Towarzystwo Miłośników Kalisza, Wojewódzki Dom Kultury, redakcje "Południowej Wielkopolski" i "Ziemi Kaliskiej", Klub Międzynarodowej Prasy i Książki, Klub “Ikar” przy WSK “Delta”, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej (poprzez Izbę Muzealną Marii Konopnickiej) a także Kaliskie Towarzystwo Lekarskie (poprzez powiązania z Unią Polskich Pisarzy Medyków) i inne placówki kulturalne.

Jakie będą rezultaty starań pokaże przyszłość.

Na razie, podsumowując wszystko to, co dotychczas powiedziano w związku z obu wersjami ustalonego tematu naszych rozważań, trzeba stwierdzić, że Kalisz zaznaczył swój ślad na literackiej mapie Polski jako miasto, pod którego wpływem kształtowały się w dużej mierze talenty trójki naszych wybitnych pisarzy - Asnyka, Konopnickiej, Dąbrowskiej i kilku innych mniej wybitnych; a także jako miasto, którego wizerunki rysowane z różnych punktów widzenia (szczególnie począwszy od połowy 19 wieku) bardzo często trafiają na karty książek. Na pierwszym planie trzeba tu oczywiście wymienić utwory Marii Dąbrowskiej. Ukazany przez nią w “Nocach i dniach" obraz Kalisza można by jedynie porównać z Warszawą z “Lalki" Bolesława Prusa i nie jestem pewna, czy w tych zawodach stolica odniosłaby zwycięstwo.

Tak więc tradycje nie są złe, choć “Kalisz w literaturze” w różnych okresach, różnie wygląda.

Kalisz w literaturze - bibliografia

Ważniejsze pozycje bibliograficzne nie wymienione w tekście

Bibliografia literatury polskiej “Nowy Korbut”
Biliński B.: Dwa świadectwa antyczne - Kalisia Ptolemeuszowa i Helisii Tacyta. w: Osiemnaście wieków Kalisza, t. II, Poznań 1961.
Chmielowski P.: Historia literatury polskiej od czasów najdawniejszych do początków Romantyzmu. Lwow l931.
Dzieje Kalisza - praca zbiorowa pod redakcją Wł. Rusińskiego, Poznań 1977.
Estreicher K.: Bibliografia polska.
Korzeniewska E.: Maria Dąbrowska - Kronika życia, Warszawa l971.
Krzyżanowski J.: Historia literatury polskiej od Średniowiecza do XIX w., Warszawa 1953.
Pollak.: Samuel Twardowski i jego “Nadobna Paskwalina” w. Od Renesansu do Baroku. Warszawa 1969.
Pollak R.: Samuel Twardowski w kaliskich aktach grodzkich. “Roczniki Historyczne” 1946, z. 2.
Sutarzewicz H.: Z Suwałk do Kalisza. W: Śladami życia i twórczości Marii Konopnickiej. Warszawa 1966.
Sutarzewicz H.: “Kaliszanin” 20 lat poszukiwany. “Południowa Wielkopolska” 1979 nr 3.
Sutarzewicz H.: Nieznane fakty związane z pobytem Marii Dąbrowskiej w Kaliszu, “Rocznik Kaliski” 1974.
Wawrzyniak J.: Sulmierzyce miasto Klonowica. Sulmierzyce 1957

Wiadomości o Dąbrowskiej, Otwinowskim, Karczewskiej, Broniewskiej i ich pisarstwie oparto częściowo na wywiadach przeprowadzonych z tymi pisarzami przez autorkę niniejszego szkicu, która wykorzystała je także w artykułach prasowych zamieszczonych w “Południowej Wielkopolsce” (r. 1982, nry 2-5, r. 1983 nry 2-7) i “Ziemi Kaliskiej” (r. l982 nr 18).

 

   Ten link przeniesie Cię na górę strony