Logo Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej

200-lecie kaliskiego parku miejskiego

MUZEUM OKRĘGOWE ZIEMI KALISKIEJ

 JERZY ALEKSANDER SPLITT

"...PERŁĄ JEST PARK JEGO..."

WIDOKI DAWNEGO PARKU KALISKIEGO

KALISZ 1998

 Publikacja wydana z okazji 200-lecia kaliskiego parku miejskiego jako druk towarzyszący wystawie “...perłą jest park jego...” dzięki wsparciu finansowemu Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa oraz Wydziału Kultury i Sztuki, Sportu i Turystyki Urzędu Miejskiego w Kaliszu. Zdjęcia zamieszczone w albumie pochodzą ze zbiorów
Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej.


"Z czasem powoli wszystko się zaciera,
A więc i moje zatarły się ślady...
Stary park na mnie z zdziwieniem spoziera,
Pytając: "Co to za przechodzień blady?"

Adam Asnyk, "Rodzinnemu miastu"

"Rozstępują się aleje,
wchodzę w park, jak w dawne dzieje.
Zieleni się stromy wąwóz.
Po wierzchołkach ciemnych wiązów
coś przebiegło parkiem starym,
ześliznęło się w konary
jak wiewiórka wpadło w ciszę
i gdzieś w górze się kołysze.
Ktoś się zaśmiał, śmignął drzewem,
ktoś się skrył za złotokrzewem"

Wanda Karczewska, "Powrót do Kalińca" (1953)

"Słoneczny zegar i młodość słoneczna
z cieniem wskazówki wokół tarczy biegła,
a teraz widzę, że pamięć serdeczna
ciszą lat wielu tu właśnie zaległa"

Tadeusz Pniewski, "Słoneczny zegar w kaliskim parku" (1989)

"Więc rzeka w tatarakach kryta cieniem olszyn
Opiekunka poetów cichowoda Prosna
Różą zorzy zdobiona i szarfą błękitu
Kosą srebrną podzwania gdy uderzą wiosła"

Eligiusz Kor-Walczak, "Sierpień"

     Park kaliski zaliczany jest - obok łęczyckiego i warszawskiego ogrodu Krasińskich - do najstarszych i najładniejszych założeń parkowych w Polsce. W bieżącym roku obchodzi on dwusetną rocznicę swego powstania, a jego dzieje są niezwykle interesujące i barwne. Rozpoczynają się one w 1798 r., kiedy pruska Kamera Wojenno-Ekonomiczna (Die Kriegs und Domainen-Kammer) sprawująca na skutek II rozbioru Polski władzę w mieście, podjęła decyzję założenia w Kaliszu tzw. dzikiego ogrodu. Podpisał ją prezydent Kamery von Nencke. W tym miejscu wymienić jednak należy przede wszystkim dwie osoby, dzięki staraniom których została ona podjęta, a mianowicie hr. Dankelmana - prezydenta Rejencji (czyli inaczej mówiąc naczelnika departamentu kaliskiego, wchodzącego w skład prowincji “Prusy Południowe”) i Jana Karola Horninga - byłego dyrektora policji, sprawującego od 1796 r. funkcję burmistrza miasta.

     Na ten cel przeznaczono pastwiska miejskie przylegające bezpośrednio do dawnego, renesansowego ogrodu jezuickiego, który powstał na przełomie XVI i XVII stulecia, tuż za murami obronnymi, biegnącymi obok zabudowań należących do Jezuitów. Reprezentował typowy, kwaterowy ogród warzywno-sadowniczy i posiadał sporych rozmiarów prostokątny staw, umieszczony mniej więcej w środkowej jego części. Urządzono go bardzo estetycznie i jeszcze po kasacie Towarzystwa Jezusowego prezentował się nadal okazale. Od 1773 r. należał on do majątku Komisji Edukacji Narodowej, a jego ówczesny stan potwierdził swoim podpisem Józef Rogaliński, kontrolujący w 1774 r. kaliskie jej dobra. W raporcie z dokonanych wtedy oględzin wizytator napisał, że za murem jest "...ogród dość obszerny i porządny, z altaną drewnianą malowaną dla grów stołowych, kamieni i bilardu, z kanałem, w którym mają być karpie...". Pod koniec XVIII w. ogród przeszedł w użytkowanie Korpusu Kadetów (szkoły wojskowej działającej w Kaliszu od 1796 r.) i nieco później wchłonięty został przez rozwijający się park, zatracając prawie całkowicie swój dotychczasowy kształt i charakter. Tuż za tym ogrodem i tworzącym się parkiem powstał plac musztry Korpusu Kadetów oraz zbudowano stajnie dla koni rekruckich.

     Lokalizacja najstarszej części kaliskiego parku była bardzo trafna, bowiem niskie położenie i spora wilgotność terenu sprzyjały wegetacji roślin, a płynąca przezeń Prosna, która w tym miejscu obfitowała w liczne zakola i kilka odchodzących od niej niewielkich, wąskich strużek, bez wątpienia urozmaicała krajobraz.

     W czasach rządów pruskich w parku, który wówczas nie był jeszcze ogólnie dostępny i w zasadzie służył wyłącznie na potrzeby wykładowców i słuchaczy Korpusu Kadetów, dokonano licznych nasadzeń drzew, zbudowano most, zwany "Kadeckim"(prowadzący na plac musztry i do stajni kadeckich) oraz wytyczono pierwsze alejki spacerowe. Główna z nich stanowiła niejako przedłużenie ulicy Łaziennej, i od tej właśnie strony znajdowało się wejście na tereny parkowe. Z polecenia władz pruskich, w ramach działań związanych z regulacją Prosny, usypano wtedy również groble i zbudowano śluzę na rzece, w pobliżu miejsca, w którym brała swój początek odnoga Prosny, wyznaczająca wschodnią granicę parku. Nieco później (w 1800 r.), gdy powstała jedna z najbardziej reprezentacyjnych ulic Kalisza, której nadano - na cześć żony cesarza Fryderyka Wilhelma II - nazwę Alei Luizy (dzisiejsza Aleja Wolności), połączono ją z parkiem drewnianym mostkiem, określanym mianem "Parkowego".

     W czasach Księstwa Warszawskiego dokładano dalszych starań, aby park kaliski - już wówczas coraz bardziej dostępny ogółowi mieszkańców - stawał się piękniejszy i na miano parku w pełni mógł zasługiwać. W tym celu dokonano licznych nasadzeń nowych drzew i krzewów, wytyczono szereg dalszych alejek, ustawiono ławki dla spacerowiczów oraz zbudowano, w pobliżu śluzy, kolejny most, zwany od niej "Upustowym". Park powierzono pieczy zatrudnionemu przez władze miejskie ogrodnikowi. W latach 1806-1812 funkcję tę pełnił miejscowy krawiec Antoni Wentzel, który za prawo sprzedaży skoszonej trawy płacił do kasy miejskiej 16 talarów rocznie. Pracy nie miał łatwej, bowiem wylew Prosny w 1810 r. dokonał w parku poważnych zniszczeń, a poza tym spore szkody wyrządzali w nim także ludzie. W 1807 r. Izba Wojenno-Administracyjna Księstwa Warszawskiego zwróciła nawet na ten fakt uwagę burmistrzowi J. K. Horningowi, pisząc w przesłanym na jego ręce liście, aby "...przestrzegano niewycinania haniebnie drzew...". Reakcja ówczesnych władz miejskich była natychmiastowa i przy obu wejściach do parku (od ul. Łaziennej i z Alei Józefiny, wcześniej zwanej Aleją Luizy) pojawiły się tablice zakazujące niszczenia parkowej roślinności i grożące za tego rodzaju czyny surowymi karami. Działania te okazały się jednak mało skuteczne, bowiem w maju 1808 r. ogrodnik parkowy skarżył się, że stacjonujący w Kaliszu żołnierze francuscy i polscy nadal dewastują park, zaś z innego dokumentu z tego czasu dowiadujemy się jeszcze, że "...studenci, rekruci i inni psotnicy robią wciąż szkody, furmani tną drzewka na biczyska, a nawet je psuje dziad od fary...". Także i następca A. Witzela - Grzegorz Goszczyński, opiekujący się parkiem w latach 1812-1819, sporo musiał trudzić się i trapić wybrykami chuliganów niszczących gniazda słowików, tak, że "...rzadko się dało słyszeć ich śpiewanie..." oraz łamaniem gałęzi na opał. Sporych szkód w roślinności wyrządzali także handlarze bydła i trzody chlewnej, którzy wędrując do miasta od strony traktu warszawskiego, pędzili przez park - na skróty - swoje stada do komory celnej w Szczypiornie. Starał się on jednak wypełniać swoje obowiązki w miarę możliwości jak najlepiej i aby móc uzupełniać ubytki w drzewostanie, doprowadził do założenia szkółki parkowej. Była ona na tyle bogata, że rosnących w niej młodych topoli i wierzb starczało nie tylko do nasadzeń w parku. W tej sytuacji w 1814 r. podjęto więc decyzję, aby pozostałe drzewka sprzedawać osobom prywatnym. Jednak park - pomimo stałej opieki - przedstawiał się zgoła tragicznie, a ogromu zniszczeń dopełniła w nim powódź w 1816 r.

     Dlatego też kolejny ogrodnik parkowy - Bogumił Knetsch, zatrudniony w 1819 r. i otrzymujący za swą pracę 500 złotych polskich, już na początku swej działalności musiał zwrócić się do Namiestnika Królestwa Polskiego generała Józefa Zajączka z prośbą, przydzielenia mu do pomocy straży wojskowej, bo z parku uczyniono “...stek nieczystości, siedlisko nocnego nierządu, przytulisko włóczęgów i złodziei...”.

     Chociaż pierwsze, początkowe lata istnienia Królestwa Polskiego, utworzonego w 1815 r. na mocy Kongresu Wiedeńskiego, nie były dla kaliskiego parku zbyt łaskawe, to jednak dalsze przyniosły mu szczególnie dynamiczny rozwój. Spore zasługi w tym zakresie mieli także - chociaż nie bez trudności - kolejni ogrodnicy parkowi: Franciszek Smogorzewski, August Müller, Antoni Wodiczko, Józef Adamczewski, Edward Weppel (sprowadzony do Kalisza aż z Wrocławia) i Karol Gross.

     Do 1826 r. kaliski park miejski obejmował swym zasięgiem, co widać wyraźnie na planie miasta sporządzonym w latach 1824-1825 przez Kazimierza Nahajewicza - profesora matematyki tutejszej Szkoły Wojewódzkiej Kaliskiej (dzisiejsze I Liceum Ogólnokształcące im. A. Asnyka), tereny położone na wschód i południe od budynków pojezuickich i nie przekraczał odnogi Prosny, która wtedy jeszcze nadal wyznaczała jego wschodnią granicę. Posiadał on dwie aleje główne - jedną, biegnącą jako przedłużenie ul. Łaziennej aż do powstałego nieco wcześniej mostu “Majowego” i drugą, rozpoczynającą się w okolicy mostu “Parkowego”. Obie te aleje krzyżowały się ze sobą mniej więcej w środku parku, tworząc w tym miejscu niewielki, kolisty plac. W latach 1810-1815 stała na nim mała, drewniana budka, w której pani Obtowa prowadziła “...handlowy interes i kupczyła...” słodyczami i napojami. Od alejek z ustawionymi przy nich ławkami dla spacerowiczów, odchodził cały szereg dróżek parkowych o nieregularnym przebiegu. Natomiast na wprost mostu “Parkowego” usytuowany był drugi plac, na którym również zbudowano niewielką kawiarenkę.

     We wspomnianym wyżej 1826r. terytorium parku uległo powiększeniu. Przyłączono doń wtedy obszar leżący naprzeciw siedziby Komisji Wojewódzkiej (dzisiejszy Urząd Wojewódzki), a po kolejnej powodzi (z 1828 r.) uporządkowano jego skraj z resztek gruzu ceglanego pozostałego z rozbiórki muru obronnego. Wzniesiono również nową, okazałą bramę wejściową (od strony ul. Łaziennej) oraz posadzono w pobliży kolegiaty p.w. Wniebowzięcia NMP młode drzewka, a także zbudowano w tym rejonie most, zwany mostem “Maryi Panny” - prowadzący z parku na Przedmieście Warszawskie i do pobliskiej wsi Tyniec. Z kolei rok później w parku pojawiły się nowe ławki, a jego dotychczasowy drzewostan uzupełniły setki krzewów berberysu, brzeziny, bzu, głogu, jarzębiny, kaliny, leszczyny, róż i trzmieliny. Natomiast w roku 1830, kiedy Prosna ponownie - podobnie jak to czyniła w następnych latach (1833, 1837 i 1840) - zalała znaczną część parku, robiąc spore zniszczenia wśród kwiatów, krzewów i niektórych drzew, szybko uzupełniono straty i znacznie wzbogacono parkową roślinność. To właśnie wtedy przeniesiono tu z lasów miejskich akacje, brzosty, czeremchy, jawory, jesiony, kasztany, klony, świerki i wiązy. Tego rodzaju drzewa oraz liczne gatunki krzewów sadzono w parku także w następnych latach. Starsze okazy pochodziły z lasów miejskich, a młode drzewka z dwóch szkółek parkowych założonych pod koniec lat 20-tych XIX wieku przy rogatkach miejskich - warszawskiej i rypinkowskiej. Nasadzeniami objęto wówczas nie tylko właściwą, starą część parku (ograniczoną odnogą Prosny), ale także i teren po jej drugiej stronie, który prawdopodobnie już wówczas planowano w najbliższej przyszłości włączyć w jego zasięg. Z roku na rok rozwijał się on i stawał coraz piękniejszy, a mieszkańcy nadprośniańskiego grodu chętnie go odwiedzali - zwłaszcza w okresie od późnej wiosny aż do jesieni - i z wolna poczęli uznawać za “letni salon Kalisza”.

     Pomimo dokładanych starań i stałej opieki ze strony parkowych ogrodników, nie wszystko obywało się bez kłopotów. Świadczyć o tym może zarządzenie wydane przez władze miejskie w 1828 r., w którym zakazywano palenia ognisk, niszczenia trawy, suszenia pościeli i ubrań na sznurkach porozpinanych między drzewami oraz ustawiania w nim kołowrotków, a także suszenia przędzy i świeżo utkanego płótna. Z dalszej części tego zarządzenia dowiadujemy się jeszcze, że w parku miało miejsce również wypasanie trzody chlewnej, pojenie koni, pranie bielizny oraz urządzanie przejażdżek konnych po alejkach parkowych, bowiem i tego - pod groźbą wysokich kar pieniężnych - zabraniano. Wreszcie wspomnieć tu także należy o poważnych kłopotach, jakie sprawiał dozorcy i ogrodnikowi parkowemu margines społeczny, który w parku nie tylko szukał nocnego schronienia. Zgodnie z podjętymi w 1835 r. działaniami dozorca cyrkułowy codziennie usuwał z parku żebraków, włóczęgów i kobiety lekkich obyczajów. Nieco ułatwiło to utrzymywanie w nim porządku i poprawiło jego stan, ale pięć lat później musiano wprowadzić regularny dyżur policyjny w godzinach od 5 rano poczynając aż do 10 wieczorem, kiedy to strażnicy parkowi drewnianymi kołatkami przypominali “spóźnialskim” o obowiązku opuszczenia go, po czym zamykali na noc bramę wejściową od strony ul. Łaziennej. Drugą z bram prowadzących do parku - przy moście “Parkowym” - zamykał właściciel znajdującej się tam cukierni.

     Jest ona umieszczona na planie miasta z 1825 r. i jak należy przypuszczać wtedy też powstała. Pod koniec lat 20-tych ubiegłego stulecia jej właścicielem był Ernest Foerster, który w budynku przypominającym swym wyglądem altanę urządził - w zamian za 60 złotych polskich rocznego czynszu i obowiązek sprzątania parku przy pomocy miejscowych aresztantów - bufet z bilardem. Sprzedawano tam różnego rodzaju słodycze oraz napoje, z wyłączeniem wszelkich mocniejszych trunków, aby “...pijaństwo nie wkroczyło w to miejsce, przyzwoitej zabawie poświęconej...”, o czym mówi jeden z punktów zawartego kontraktu. W 1832 r. E. Foerster rozebrał altanę i za zgodą ówczesnych władz miejskich postawił na jej miejscu elegancki, drewniany budynek z obszerną salą, w której odbywały się koncerty i przedstawienia, a także bale i rauty oraz wystawne obiady. O dalszych dziejach tej cukierni Edward Polanowski w książce W dawnym Kaliszu. Szkice z życia miasta 1850-1914 (Poznań 1979) napisał: “...Po śmierci Foerstera budynek przejął Reinhold Kü nzel, a od niego nabył go na własność w 1857 roku August Repphan. W pięć lat później za cenę 5 tysięcy rubli nowymi właścicielami zostali Emil i Julia Gessnerowie. Przeprowadzili oni generalny remont sali i pokoi gościnnych, urządzili cukiernię z bilardem, jedni z pierwszych w mieście wprowadzili oświetlenie gazowe. Przez następnych kilka lat cukiernia należała do Schmidta, później przejął ją Wehner, cukiernik i naczelnik straży ogniowej z Koła. W świadomości starych kaliszan cukiernia przy moście parkowym zrosła się trwale właśnie z nazwiskiem Wehnera...”. W okresie międzywojennym w budynku, zaopatrzonym od frontu w ozdobną werandę, mieściła się zimowa siedziba Kaliskiego Towarzystwa Wioślarskiego, a obecnie - po częściowej przebudowie fasady w 1965 r. - oprócz biura i klubu KTW znajdują się tam dwa lokale gastronomiczne - restauracja i pub.

     Wspominając tak szczegółowo o tej cukierni warto jeszcze dodać, że w czasie gdy jej właścicielem był Schmidt, stała się ona ulubionym miejscem spotkań miejscowych miłośników “królewskiej gry” - szachów. Zdarzało się jednak, że gracze i kibicujący im wielbiciele tej dyscypliny sportowej, nie zawsze potrafili zachować się tak, jak na miłośników “królewskiej gry” przystało i stąd na łamach “Kaliszanina” w styczniu 1871 r. ukazała się notatka, w której czytamy: “...Właścicielom niektórych cukierni radzilibyśmy, aby amatorom gry w warcaby i w szachy, przeznaczyli jakie stałe miejsca do bawienia się w takowe. Najzwyklej amatorzy warcab zabierają miejsca najlepsze, a że często tych i widzów podziwiających turnieje bywa spore grono, zstąd gość przybyły chcący wypić szklankę herbaty lub kawy i odczytać gazetę, nie wie gdzie się ulokować i gdzie znaleźć kąt wolny od chaosu szwargotań, sprzeczek, konceptów, a czasem pogwizdywań niektórych warcabistów. Że to nie bywa przyjemnem dla miłośników lektury i zachowania się przyzwoitego, rzecz pewna...”. Trzy lata później cukiernia ta była też świadkiem zaimprowizowanego turnieju szachowego, w którym swych sił zmierzyli najlepsi ówcześni kaliscy szachiści. Ich nazwisk nie udało się jednak rozszyfrować, a na temat toczonych wtedy rozgrywek tenże sam “Kaliszanin”, w jednym z lipcowych numerów z 1874 r., informował, że: “...w piątek przed wieczorem, w cukierni p. Schmidta w parku, w obec licznie zebranych widzów, odbył się ciekawy, choć niespodziewanie zaimprowizowany turniej szachowy. Jeden z najlepszych graczy miejscowych, p. T. wyzwany kolejno przez pp. E., B. i K. przyjął wyzwanie od trzech wszystkich, ale pod warunkiem zakładu, że będzie grał ze wszystkimi trzema jednocześnie, to jest trzy oddzielne partje naraz, a nadto, że da każdemu z nich wieżę for, i pomimo tego, każdy dostanie mata. Jakoż walka nie trwała więcej nad godzinę, a p. T. wyszedł zwycięsko ze wszystkich trzech partji, ku wielkiemu zadowoleniu przypatrującej się z natężoną uwagą i podziwem publiczności...”.

     E. Wehner, który nabył cukiernię parkową w 1879 r. był także właścicielem hotelu w Turku. Dzięki doświadczeniu zdobytemu w trakcie jego prowadzenia, zdawał sobie w pełni sprawę z tego, jakimi walorami winien odznaczać się lokal, który chętnie będzie odwiedzany przez różnych gości. Dlatego też od razu poczynił w nim stosowne ulepszenia: powiększył i podwyższył plac przed cukiernią, urządził ozdobny skwerek z fontanną i dekorującymi go rzeźbami oraz zbudował estradę. Koncertowały na niej - dodatkowo przyciągające gości do cukierni na słynne w Kaliszu cukierki, lody i świeże kasztany - orkiestry: damska, Lewandowskiego i 15 Aleksandryjskiego Pułku Dragonów. Nieco później na bazie tej cukierni utworzono wytworną restaurację serwującą zimne przekąski oraz potrawy kuchni polskiej, rosyjskiej i francuskiej - jak głosi jeden z inseratów prasowych z końca XIX w. - “..w każdej porze dnia i godziny á la carte...”. Na początku naszego stulecia jej właścicielami byli bracia Wiśniewscy, którzy podnieśli standard świadczonych usług i przyjmowali także zamówienia na bale, wesela i wieczory towarzyskie, urządzane w lokalu, bądź też w domach u klientów.

     Potoczne określanie tej restauracji mianem “cukierni Wehnera”, w czasie gdy należała ona już do innych właścicieli, spowodowane było zapewne “siłą przyzwyczajenia”. Pod taką też nazwą weszła ona - za sprawą powieści Marii Dąbrowskiej Noce i dnie - na karty naszej literatury. Tu bowiem na kawę przyszła pani Barbara Niechcicowa wraz z Ostrzeńskimi i Holszańskimi, a Agnieszka Niechcicówna z Januszem Ostrzeńskim na najlepsze w Kalińcu ciastka, o czym możemy przeczytać, w powieści, następujące słowa: “...Stoliki w cukierni Wehnera w parku były rozstawione między drzewami. Dla tych drzew i dla widoku na rzekę dążyli tu chętnie ludzie miejscowi, gdy przyjezdni ze wsi woleli cukiernie w śródmieściu...”.

     Inny lokal gastronomiczny, ale znacznie mniejszy i skromniejszy w zakresie świadczonych usług, postawiony został w 1831 r. Nosił on prowizoryczny charakter i usytuowany był na placu znajdującym się w środku parku, w miejscu skrzyżowania dwóch jego głównych alejek, gdzie wcześniej stała budka p. Obtowej. Jego właścicielem był Karol Miram, który w tej letniej cukierence serwował “chłodniki i cukry”. Dwa lata później, na jego miejscu stanął niewielki, ale gustowny, budynek drewniany. W dalszym ciągu można w nim było kupić słodycze. Od 1867 r. dzierżawił go znany w mieście farmaceuta Rączyński, sprzedający tam także wody mineralne.

     Istotne zmiany w kaliskim parku nastąpiły w latach 40-tych ubiegłego stulecia. Sporą rolę w ich powstaniu odegrała duża powódź, która w 1840 r. dokonała wielkich zniszczeń nie tylko w parku. Władze miejskie i gubernialne, chcąc uchronić miasto przed skutkami ewentualnych kolejnych, dotkliwych powodzi, podjęły decyzję uregulowania bardzo kapryśnej do tej pory Prosny, która już nieraz dobrze dała się we znaki mieszkańcom Kalisza. W latach 1841-1842, 200 robotników sprowadzonych z głębi Rosji i pracujących pod nadzorem wytrawnych inżynierów, wykopało dwa kanały - rypinkowski i bernardyński. Nas interesuje najbardziej ten drugi, zwany najczęściej Bernardynką, bowiem stał się on - po włączeniu w zasięg parku terenów leżących po prawej stronie odnogi rzeki - jego nową, wschodnią granicą. Wzdłuż kanału usypana została grobla, którą obsadzono olchami. Przyłączoną zaś do parku część dawnego łęgu obsiano trawą i kontynuowano jego zadrzewianie, rozpoczęte parę lat wcześniej. Wtedy też starą część parku otoczono wałem biegnącym - zgodnie z kształtem odnogi Prosny - półkoliście, rozebrano najstarszy z parkowych mostów (“Kadecki”) oraz zlikwidowano stajnie rekruckie pozostawione przez nie istniejący już wtedy Korpus Kadetów, rozwiązany w czerwcu 1832 r., w związku z licznym udziałem jego słuchaczy w powstaniu listopadowym. W owym czasie przestała również istnieć sporych rozmiarów jadalnia, stojąca na skraju parku, nieopodal byłej siedziby Komisji Wojewódzkiej, jaką ustawiono tu w 1835 r. w związku ze zjazdem monarchów - cara Mikołaja I i cesarza pruskiego Fryderyka Wilhelma III. W następnym, 1843 roku, na częściowo zadrzewionym już terenie leżącym w rozwidleniu głównego koryta rzeki, jej odnogi i nowego kanału, wykopano okrągły staw, do którego wodę doprowadzono z Prosny specjalną, podziemną rurą. Po środku tego stawu urządzono niewielką wysepkę i postawiono na niej drewnianą altankę. Jej szczyt wieńczyła wycięta z blachy figurka koguta, od której przyjęto określać stawek mianem “Kogutka”. W znacznie późniejszym czasie na wysepce pojawiły się dwie rzeźby: Strzelec i Psyche, ale już od chwili powstania połączona ona była z parkiem ładnym, drewnianym i bogato rzeźbionym mostkiem.

     W 1878 r. na stawie tym uwiła swoje gniazdo pierwsza para łabędzi i od tego też czasu ptaki te - czasami nawet i w liczniejszym gronie - towarzyszyły “Kogutkowi” przez wiele, wiele lat.

     Na temat tego stawu E. Polanowski w cytowanej już książce napisał: “...Kogutek nie tylko cieszył oko spacerowiczów; w okresie letnich zabaw na rzęsiście iluminowanej wyspie dawano przedstawienia. W lipcu 1882 roku towarzystwo dramatyczne Sarnowskiego wystawiło “Wesele w Ojcowie” z tańcami i śpiewami oraz żywymi obrazami. Początek przedstawienia oznajmiono puszczeniem rakiety, na koniec zaś dano pokaz ogni bengalskich. Było to pierwsze przedstawienie na wyspie ocenione przez ówczesną prasę jako “pomysł nowy i szczęśliwy”. W okresie letnim można było skorzystać z przyjemności przejażdżki gondolą, która uatrakcyjniała pobyt w tej części parku...”.

     Szczególnego jednak znaczenia staw nabierał zimą, a E. Polanowski, przekazując nam na ten temat informacje, ujął je następująco: “...Powodzenie “Kogutka” wzrastało w porze zimowej. Na tafli lodu pojawiali się amatorzy ślizgawki, zarówno początkujący, jak i wytrawni łyżwiarze. Tu spotykała się przede wszystkim młodzież szkolna; wspólne przejażdżki i tańce ułatwiały zawieranie znajomości. Licealiści podziwiali wdzięk panienek z pensji, dla których ślizgawka na “Kogutku” łączyła się z emocjami właściwymi dziewczęcej naturze. Popisy łyżwiarskie odbywały się przy udziale licznych spektatorów: mam, cioć, rodzeństwa, dam klasowych, adoratorów i adoratorek. Wejście na “Kogutek” kosztowało 3 kopiejki. Odbywały się tu również zabawy na lodzie, a wtedy możliwość uczestniczenia trzeba było okupić 20 kopiejkami (dla uczniów 10 kop.). Łyżwiarzom towarzyszyła wówczas orkiestra, najczęściej wojskowa; różnokolorowe oświetlenia i fajerwerki uświetniały tańce trwające zazwyczaj do późnego wieczora. Zabawy na lodzie gromadziły nierzadko ponad 200 uczestników...”.

     Natomiast na łamach ukazującego się w mieście “Kaliszanina”, w styczniu 1892 r., o jednej z takich właśnie zimowych ślizgawek napisano: “...zabawa na lodzie urządzona w ubiegłą niedzielę na stawie parkowym (...) powiodła się świetnie. Pomimo silnego mrozu (...) liczne grono łyżwiarek i łyżwiarzy przy dźwiękach orkiestry wojskowej sunęło po gładkiej powierzchni lodu...”, a w “Gazecie Kaliskiej” z następnych lat, w relacjach z tego rodzaju zabaw często dodawano, że “...dla większego urozmaicenia puszczane były fajerwerki...” i organizowano pokazy ogni bengalskich.

     Ślizgawki na lodowej tafli “Kogutka” - w czasie których Agnieszka Niechcicówna “...doznała pierwszych olśnień dziewczęcych na widok pięknego Krzysia Łaskiego i pierwszych uczuć zazdrości, gdy ten zaczął adorować (...) jej koleżankę Klarę Hilchen...” - uwieczniła w literackiej formie M. Dąbrowska pisząc, na kartach przywoływanych już Nocy i dni, następujące słowa: “...Na Kogutku ślizgali się też uczniowie i większość pensjonarek ich, zdaje się, miała głównie na myśli, biegnąc z łyżwami do parku. Gdyż każda miała wśród nich braci albo znajomych, których przedstawiała koleżankom, a oni zapraszali panienki do ślizgania się w parę lub wozili je na saneczkowych fotelikach. Później w klasach i sypialniach szły o tym rozmowy, szepty, zwierzenia, śmiechy, płacze...”.

     W trakcie wspomnianych wyżej prac prowadzonych w latach 40-tych XIX w., nieopodal “Kogutka”, na południe od niego, zbudowano w 1844 r. (na kamienno-ceglanej podmurówce) drewniany “domek szwajcarski”. Mieszkali w nim ogrodnicy parkowi oraz trzymano narzędzia i sprzęt służący do prac porządkowych. Stanowiąc typowy element późnoromantycznych założeń ogrodowych, z pewnością dodawał on uroku tej części kaliskiego parku. W 1986 r. po wykonaniu dokładnych pomiarów inwentaryzacyjnych rozebrano go i zajmowane przezeń miejsce dziś świeci niestety pustką.

     Po wprowadzeniu omówionych wcześniej zmian, park z wolna stawał się coraz piękniejszy i chętnie odwiedzany był nie tylko przez mieszkańców ówczesnego Kalisza. O tych przechadzkach Kazimierz Stefański, prawie sto lat później, napisał (w książce Kalisz w latach 1848-1861. Obrazy z przeszłości, Kalisz 1935): “...Do stron może nie tak dalekich należał i park, do którego wszakże nie “chodzono” aby się przejść i nieco powietrza świeżego zaczerpnąć, ale stale i nieodmiennie “wybierano się”, jak na jakąś wycieczkę, upewniwszy przedtem i umówiwszy ze znajomymi, aby po powrocie do domu skarżyć się i narzekać, że się jest bardzo zmęczoną lub zmęczonym...”.

     O wielkiej atrakcyjności kaliskiego parku w ostatnich latach 1 połowy ubiegłego stulecia świadczy także fragment opisu miasta, zamieszczony przez anonimowego autora (podpisującego się kryptonimem “N.JKS”) na łamach wydawanej w Warszawie “Gazety Handlowej i Przemysłowej”. W jej numerach: 39 i 40 z 1845 r. przeczytać bowiem możemy taką oto bardzo interesującą wiadomość: “...Piękne majowe poranki wcześnie budzą mieszkańców; każdy stęskniony pogody, świeżego powietrza, przechadzki, chętnie biegnie do parku; słabi przebywają z butelkami Marienbadu, Salzbrunnu, wychylają kubki mleka lub piją tutejszą wodę. Bo trzeba ci wiedzieć czytelniku, że Kalisz ma swoje wody mineralne, odkryto je niedawno kopiąc studnię w ulicy Józefiny i kilka już osób zbawiennych jej skutków doznało. Źródło to znajduje się wśród alei, zaraz więc spacer dla pijących i do tego nader przyjemny, bo go tylko most od parku oddziela, i przyznać trzeba, że nasz park, lubo mały, pod względem wszakże pięknego położenia rzadko ustępuje pierwszeństwa któremukolwiek z dzikich ogrodów. Rzeka obmywa dookoła jego brzegi, wyniosłe topole rzucają cień łagodny, a dalej widok zielonych łęgów i wzgórza Winiarskie zamykają krajobraz. Park Kaliski rozszerzony teraz został aż do kanału i będziemy się nim mogli kiedyś pochlubić. Ładny letni pałacyk Foerstera wygląda wśród drzew, w nim bufet, bilard i ozdobny salon, przy głównej zaś alei maleńka na wpół murowana altana, również otoczona zielonością, dostarcza spacerującym chłodników, ciast i rozmaitych cukrów (...).

     Między szóstą a dziewiątą wieczorem, zwłaszcza w porze wiosennej, park jest najbardziej ożywiony, mnóstwo kobiet krąży w alejach, młodzież z cygarem snuje się koło bufetu Foerstera, a niekiedy i muzyka wojskowa przygrywa. Ale zwolna przesycają się wszyscy tem miejscem, tak iż w lecie mało tam kogo zobaczysz, każdy wówczas do odleglejszych dąży spacerów, na kawę, śmietanę, owoce; podobnych bowiem zakładów jest tu bardzo wiele.

Nadchodzi Śty Jan, dzień świetny dla parku i dla miasta, wszystkie pomieszczenia kilka tygodni wprzódy zamówione, po ulicach kręci się elegancja wiejska w najrozmaitszych tużurkach, rajtfrakach , w nirmitckich czapkach, z twarzą rumianą, wesołą, pięknym wąsem i bródką, wszyscy gromadzą się w jednej stronie rynku zwanej wówczas Święto-Jańską salą i tam godzą służących, robią transakcje, które kończą się następnie u węgrzyna i rejenta, witają sąsiadów, zbierają nowinki, aż wreszcie z uderzeniem piątej godziny powracają do swych dam i udają się wraz z niemi do parku. Co tylko jest modnego: suknie, szale, kardynulki, kapelusze, wszystko tam ujrzysz; damy z prowincyj i z miasta starają się w tej mierze nawzajem przewyższać. Warszawa i Wrocław dostarczają na ten dzień najwytworniejszych, najkosztowniejszych strojów. Wieczorem dopiero park się wyludnia, prawie wszyscy lecą do teatru; tłok tam ogromny, gorąco nieznośnie, ciągła wrzawa, każdy się uskarża, a jednakże każdy kontent, kiedy może choćby niewygodne dostać miejsce (...).

     Po świętym Janie park znowu pusty jak i dawniej czeka z upragnieniem powrotu wiosny, która go odświeży i przywabi tak prędko o nim zapominającą publiczność. W części nie można się temu i dziwić, trudno bowiem aby i najprzyjemniejsze miejsce z czasem się nie uprzykrzyło, tem bardziej, gdy z nastaniem lata wyborne i tanie owoce wabią każdego do prywatnych ogrodów...”.

     Mimo usypanych w 1842 r. wokół parku wałów, a zwłaszcza wykopania dwóch kanałów, rzeka nadal dokuczała miastu i terenom parkowym. Największych szkód uczyniła katastrofalna powódź w 1854 r., podczas której zerwany został most “Panny Maryi”, a wały przeciwpowodziowe w kilku miejscach znacznie rozmyte. Po opadnięciu wody niezwłocznie przystąpiono do usuwania powstałych zniszczeń i wkrótce park wrócił do swego dawnego wyglądu. Cztery lata później Edward Stawecki, autor Albumu Kaliskiego, wydanego w Warszawie w 1858 r. i zaopatrzonego w piękne rysunki S. Barcikowskiego, litografowane przez M. Fajansa, ówczesny jego stan przedstawił w taki oto sposób: “...park został (...) przyprowadzony do zupełnego porządku. Nizkie jednak położenie tego spacerowego ogrodu, oblanego rzeką i przeciętego kanałem, jest przyczyną że już nieraz wylew wody zaległ całą jego przestrzeń i nie małe zawsze pozostawił po sobie zniszczenie. Wiele jednak miast naszych mogłoby pozazdrościć Kaliszowi jego parku; zajmuje on od ośmiu do dziesięciu mórg przestrzeni i opasany jest spacerowym wałem od strony rzeki. Główna aleja stanowiąca najulubieńsze miejsce spaceru dla Kaliszan, składa się z najdawniejszych i najrozłożystszych drzew, które podawszy sobie bratnie konary utworzyły zielone sklepienie, przepuszczające niekiedy tylko mały promień słońca, tworząc tym sposobem pod czas dni skwarnych lata chłód najprzyjemniejszy.

     Z głównej alei wychodzi się przez most na kanale do drugiej części parku, która jest mało cienista, a za to więcej przyozdobiona nizkiemi krzewy i kwiatami w kwaterach i klombach; zakończoną domkiem szwajcarskim, przy którym jest założoną mała oranżerya. Domek ten stanowi mieszkanie utrzymywanego dla parku ogrodnika, którego obowiązkiem jest utrzymanie porządku w parku i sadzenie pewnej ilości nowych drzew co rocznie...”.

     Kolejne istotne zmiany w parku miały miejsce w 1868 r., kiedy to przed siedzibą ówczesnych władz guberni kaliskiej (dawny budynek Komisji Wojewódzkiej) urządzono wspaniały skwer, a zwłaszcza w latach 70-tych XIX w. Już w 1871 r. powołany został do życia Komitet Parkowy, którego głównym celem było czuwanie nad porządkowaniem i rozwijaniem parku oraz jego ochroną przed przyszłymi, ewentualnymi zniszczeniami. Działania tego Komitetu stały się widoczne gołym okiem już dwa lata później. W 1873 r. zasypano bowiem część starej, niezwykle malowniczo wijącej się odnogi Prosny i w jej miejsce wykonano prosto biegnący przekop. Działania te wywołały oburzenie wielu mieszkańców miasta, a Adam Chodyński, dobrze znany wówczas w Kaliszu historyk i publicysta, w artykule Park Kaliski i Aleja Józefiny, zamieszczonym w “Noworoczniku kaliskim na rok 1875” (Kalisz 1874) ubolewał nawet, że: “...odnoga rzeki w dawnym parku wiła się powabnym splotem wśród drzew i trawników; wody jej patrzącemu z drugiego mostu ginęły w zieleni, a wychylając się w zakrętach, wiodły swym śladem po wale nadbrzeżnym. Dziś romantyczne to miejsce, tyle piękne w parku i jakby umyślnie dla niego stworzone, znikło; wybite w prostej linii łoże jest niejako trawestacją Kanału Sueskiego, a nowy wał nadbrzeżny, najgeometryczniej prosty, długi, nudny, chłodem wiejący, podobny jest raczej do szańca fortecznego, niż do miejsca przechadzki, słowem, nosi ta cała zmiana wyraźną cechę gwałtownego przymusu, sztuki i pozbycia się estetycznego uroku, jaki mu dała przyroda...”.

     Jednak obawy A. Chodyńskiego okazały się przedwczesne, bowiem Komitet Parkowy dołożył wszelkich starań, by park nie stracił swej dotychczasowej urody, a wręcz przeciwnie, stał się jeszcze piękniejszy i łatwiejszy w komunikacji. Mieszkańcy nadprośniańskiego grodu chętnie go odwiedzali, zażywając tu coraz bardziej modnych “spacerów”, a A. Chodyński, po ochłonięciu z pierwszych emocji, w tym samym artykule z 1874 r. kontynuował: “...piękne są okolice i położenie Kalisza, lecz ich perłą jest park jego. Żadne z miast Królestwa, nie wyłączając Warszawy, nie ma tak prześlicznego ogrodu publicznego. Sztuka nie odgrywa tu żadnej roli: nie ma kaskad, kiosków, posągów, grot i innych upiększeń, prócz troskliwości o byt i rozkwit tego pięknego miejsca. Położenie naturalne, urocze, bez monotonii i przymusu, z każdej strony coraz to inne. Tumany kurzu, tak dojmujące w Saskim Ogrodzie w Warszawie, tu nie są znane, murawa roszona rzeczną wilgocią i cień drzew gęstym, miłym chłodem przepełniają powietrze. A miejsca i obszaru taka tu obfitość, że sześć razy większa ludność, niż ją ma Kalisz, jeszcze by swobodnie i bez ścisku przechadzki używać mogła. Położenie nawet parku jest tak szczęśliwe, że gdyby z niewielkiego grodu miało wyróść kiedy w przyszłości jakie miasto ludne i rozległe, to jeszcze łęgi ku Rypinkowi i Staremu Miastu oraz pastwiska ku Winiarom i Rajskowu na rozprzestrzenienie ogrodu posłużyć by mogły (...).

     Park kaliski jest dla wszystkich miejscem przechadzki, tak dla starszych jest miejscem gawędy i rozmyślań, dla dzieci - igraszek, dla mody - popisu ze strojem, dla młodzieży - wesołych śmiechów lub słodkich spojrzeń edenem, a często marzeń i dumań książkowych przybytkiem Nie było żadnego z tych dzieci lub wychowańców kaliskich, co w bieżącym stuleciu dołożyliby jakiś listek skromny do wieńca sztuk, nauki i prac społecznych, których by marzeniom i myślom nie towarzyszył szelest drzew po ustroniach parkowych...”.

     Szczególnego znaczenia miejscowy park nabierał w czerwcową, świętojańską noc, która gromadziła w nim nieprzeliczone grupy dziewcząt i chłopców. Wszak była to noc nawiązująca do starego, pogańskiego święta Kupały, noc puszczania wianków na wodę. W 1879 r. naoczny świadek tej uroczystości złożył z niej w “Kaliszaninie” następującą relację: “...skoro tylko zmierzch zapadł, mnóstwo młodzieży obojga płci zaległo brzegi głównego koryta Prosny w parku... jeden, drugi i dziesiąty wianek popłynął po spokojnej wodzie, zapalone świeczki błyszczały w ciemni niby świętojańskie robaczki, a gdy która z nich zgasła okrzyk żalu czy wesela dobywał się z piersi patrzących. Niejedno serduszko przyspieszonym uderzało tętnem z obawy, ażeby drobną rączką puszczony wianek nie rozbił się gdzieś o zdradziecką gałązkę i nie zatonął w fali, boć to podobno wróżba panieństwa na cały rok, a rok tak długi! Ktoś bengalski ogień zapalił na uboczu, niby przypomnienie ognisk ongi na cześć Kupały nieconych, brakło tylko ochoczych pląsów i skoków wesołej drużyny i ...wiary w opiekuńcze bóstwo...”.

     Wygląd parku z tego okresu dokładnie ilustruje plan miasta opracowany w 1878 r. przez geometrę przysięgłego, Ottomara Wollego. Jednak już dwa lata później wiosenna powódź, a po niej gwałtowny huragan, który przeszedł nad Kaliszem 12 sierpnia 1880 r., poczyniły w parku ogromnych zniszczeń. Uszkodzona została niska roślinność i młode krzewy, a wiele dorosłych - niekiedy nawet sędziwych - drzew, połamanych i powywracanych. Komitet Parkowy stroskany ogromem powstałych strat, prace porządkowe powierzył w 1881 r., dzięki usilnym staraniom ówczesnego gubernatora kaliskiego, Edmundowi Jankowskiemu - cenionemu planiście warszawskiemu i znanemu publicyście z dziedziny ogrodnictwa. Był on epigonem twórców ogrodów naturalistycznych. Dokonując ponownego rozplanowania parku - bo aż tak wielkie w swych skutkach były niedawne zniszczenia - E. Jankowski w projektach wykorzystał wszystko to, co ze starego “dzikiego ogrodu” dało się zaadoptować do nowych planów. Swój pobyt w Kaliszu we Wspomnieniach ogrodnika opisał on następująco: “...Pod jesień (1881) wezwano mnie do Kalisza. Tamtejszy gubernator Rosjanin, Szabelski, był zwolennikiem ogrodnictwa, a za poradą wielu obywateli, doradców magistratu, postanowił przeróbkę parku nad Prosną. Jak wiadomo, położenie tego parku po obu stronach ładnej rzeki jest bardzo korzystne i malownicze, ale nie umiano go wyzyskać. Zastałem tam wielki nieład i zaniedbanie, a między innymi około stu olbrzymich topoli balsamicznych, już wierzchołkami usychających. W piętnastu punktach spisanych zaproponowałem różne zmiany i ulepszenia, a na końcu wycięcie tych przestarzałych topoli dla uzyskania z ich sprzedaży funduszu potrzebnego na przeróbkę parku. Projekt mój, przedstawiony pewnego rodzaju radzie miejskiej, złożonej z kilkunastu powołanych przez gubernatora obywateli, znalazł ogólne uznanie i zatwierdzenie. Po czym wyjechałem, podejmowany na odjezdnym przez grono tychże obywateli z redaktorem “Kaliszanina” Witkowskim, na czele. Topole wycięto i sprzedano, park nowy urządzono zakupiwszy za uzyskane pieniądze mnóstwo drzew cennych do niego, których przedtem nie było. Urządzeniem zajął się ogrodnik z Marchwacza, Nestribke (Nestripke albo Nestrypke), właściciel starej firmy ogrodniczej w Kaliszu, słynnej głównie z hodowli gdul - fiołka alpejskiego...”.

     Wtedy też w parku, który zaczął wówczas powoli nabierać cech ogrodu naturalnego, zwanego angielskim, wykopano - w pobliżu nowego mostu prowadzącego na Tyniec (“Więziennego”) - drugą sadzawkę o prostokątnym kształcie, zwaną “Nowym” lub “Małym Kogutkiem”, bądź też “Kokoszką”. Wytyczono także nowe alejki, a stare poszerzono oraz wzniesiono bramy wejściowe i urządzono zwierzyniec. W jego skład wchodziło dziesięć jeleni i danieli oraz wspomniana już para łabędzi. Z kolei w 1886 r. wybudowano naprzeciw “domku szwajcarskiego” oranżerię, zwróconą frontem na południe, która przetrwała obie wojny światowe i chyba niezbyt rozsądną decyzją - podobnie zresztą jak i mieszkanie parkowych ogrodników - została rozebrana w latach 60-tych naszego stulecia w czasie likwidacji zwierzyńca. Dwa lata później park kaliski wzbogacił się jeszcze o romantyczne ruiny, które stały się jednym z najbardziej charakterystycznych jego elementów i chętnie odwiedzane były przez kolejne pokolenia kaliszan, którzy niejednokrotnie na ich tle robili sobie pamiątkowe zdjęcia. Inicjatorem ich budowy - mniej więcej po środku całego założenia parkowego, w pobliżu mostka przerzuconego na odnodze rzeki - był ówczesny gubernator kaliski Michał Piotrowicz Daragan. W ruinach tych znajdowało się sklepione kolebkowo przejście, schody udekorowane fragmentami kolumn i gazonami oraz wmurowane były płaskorzeźby kamienne - m.in. kartusz z herbem kapituły gnieźnieńskiej (z dawnego pałacu arcybiskupiego w Kaliszu) oraz płyta z herbem Junosza i dookolnym napisem: “Bursa Karnkoviana et Seminarium - 1595” (zdobiąca niegdyś fronton konwiktu jezuickiego). Zostały one rozebrane w latach II wojny światowej.

      Dalsze prace porządkowe i modernizacyjne w parku prowadzone były na początku naszego już stulecia. Nadzorował je drugi z architektów-ogrodników, którzy odcisnęli w wyraźny sposób swoje piętno w ówczesnym i obecnym kształcie kaliskiego parku - Franciszek Szanior. Wtedy to powstało wiele klombów kwiatowych i dodane zostały kolejne elementy stylu pejzażowego - głównie różnego rodzaju rzeźby - m.in. zachowana do dziś Flora (która wielokrotnie zmieniała miejsce swego ustawienia, choć pierwotnie ulokowano ją na klombie przed oranżerią) i zegar słoneczny, a także nie istniejące figury: Strzelca i Psyche (na wyspie na “Kogutku”) oraz Sandalarka i Satyr. W 1900 r. w północnej części parku, w pobliżu bramy prowadzącej z parku na dzisiejszą ul. Niecałą zbudowany został ceglany, parterowy budynek, który stanowił mieszkanie ogrodników i dozorców parkowych. Natomiast cztery lata później, na miejscu wspomnianego już drewnianego budynku, w którym farmaceuta Rączyński prowadził sprzedaż wód mineralnych, wzniesiono z muru pruskiego budynek zakładu wodoleczniczego - “Hydropatię”, którego działalność była szczególnie aktywna w latach 1908-1913, o czym świadczą liczne artykuły i inseraty prasowe ukazujące się na łamach “Gazety Kaliskiej”.

     W trakcie prac realizowanych według projektów F. Szaniora, powiększono park o tereny leżące tuż za gmachem teatru (wzniesionym w 1900 r. na miejscu wcześniejszego z 1835 r. i spalonego w 1858 r.), po przeciwnej stronie Prosny, w widłach utworzonych przez główne koryto rzeki i kanał rypinkowski. Posadzono tam różne gatunki drzew i krzewów, najczęściej rodzimego pochodzenia i rozpoczęto określać tą nową część mianem “Nowego Parku”. Podobnych nasadzeń dokonano również w starej części parku, gdzie ponownie urządzono zwierzyniec, zlikwidowany na skutek zniszczenia przez powódź, kilka lat wcześniej. Alejki i dróżki przecinały tereny parkowe we wszystkich kierunkach i w ten sposób stworzony został regularny system komunikacyjny, a park osiągnął w pełni styl naturalny (angielski).

     Po tych zmianach park kaliski, pełen wspaniałych drzew, krzewów i kwiatów, urzekający każdego swym pięknem i panującą w nim ciszą, prezentował się niezwykle okazale. W literackiej formie M. Dąbrowska, w cytowanych już Nocach i dniach przedstawiła go następująco: “...Czasem [Barbara] brała ze sobą książkę idąc na spacer do parku. Gdy jednak usiadła na wybranej ławeczce, wolała patrzeć niż czytać. Ławeczka stała w alejce wijącej się poprzez rozległe trawniki, tak rozległe, że kępy ozdobnie podobieranych drzew i krzewów, rosnące na przeciwległym skraju, zostały już w mgiełce oddalenia. Strzyżona trawa na podobieństwo gładkiej toni wnikała jasnoszmaragdowymi zatokami pomiędzy wyspy i przylądki zarośli, których ciemna, kędzierzawa, piętrząca się ku górze gęstwina odcinała się stanowczą linią od płaszczyzny gazonu. Patrząc na nienaganną równość tej granicy, dzielącej dwa żywioły zieleni, pani Barbara myślała, że na wsi przy największych staraniach nie mogła nigdy do podobnie pięknego stanu swych trawników doprowadzić. Zieleń trawy, krzaków i drzew łączyła się tam zawsze ze sobą w sposób niesforny i bezładny, gdyż oczywiście nie było nigdy środków ni czasu na ciągłe czuwanie nad cięciem traw i układaniem gałęzi. A tu - nie widać nawet, kto to robi, a wszyscy mają z tego radość...”. W innym zaś miejscu dodała: “...Zima tego roku zaczęła się na dobre koło Bożego Narodzenia, a do tego czasu panowała sucha, bezśnieżna i bezwietrzna pogoda, ledwo trochę przymrozkowata (...). Niechcicówna też czekała mrozów i śniegów, ale swoją drogą przechadzając się z pensji po parku wpadała w zachwyt.

     Lekko zmarznięta ziemia była zadziwiająco jasna i po nierównościach - tu przybielona śladem ni to śniegu, co ją nie wiadomo kiedy zaprószył, ni to szronu - tam szkląca się rozpryśniętą w drzazgi troszeczką lodu. Trawa jeszcze nieprzemrożona wyglądała wobec braku innej zieloności osobliwie jaskrawo. Drzewa, nie zamazane listowiem, dawały widzieć ze szczególną ostrością kształty gnących się rozmaicie konarów i rozpostarty na konarach, rozsnuty po niebie śliczny wzór, dziergany i upleciony z najwątlejszych gałązek, jak z nici o ciepłych, przyćmionych barwach...”.

     Mówiąc o parku z początku naszego już stulecia warto jeszcze - jak sądzę - przytoczyć fragment wspomnień Adama Madalińskiego (Ze wspomnień szkolnych, “Gawędy Kaliskie”, 1937) o ówczesnych, zimowych zabawach na obu parkowych stawach: “...W dwóch przeciwległych krańcach przepięknego kaliskiego parku znajdują się dwa skromne stawy: jeden prostokątny, drugi okrągły z wysepką pośrodku. Za moich uczniowskich czasów te stawy zwały się Kogutkiem. Dla odróżnienia jeden nosił miano Nowy, drugi Stary. Dwa te stawy dla zwiedzających Kalisz i starych mieszkańców nadprośniańskiego grodu nie miały żadnego waloru pejzażowego ani znaczenia praktycznego, bo nawet nie miały ryb. Ot, małe zbiorowiska wody, co nie pociągało starszych obywateli, bo przecież Kalisz miał wody wokoło do przesytu.

     Te dwie jednak kałuże, jak je profani prawdziwego piękna niekiedy pogardliwie nazywali, ocenialiśmy sprawiedliwie i godnie tylko my, młodzież szkolna. W naszych czasach były one wspaniałe, malownicze, wprost rwały oczy i serca. Miały one tę cudowną właściwość: zimą pokrywały się lodem. Na widok tego zjawiska niemieliśmy z zachwytu i radości, a po oprzytomnieniu chwytaliśmy łyżwy i sunęliśmy po gładkiej powierzchni lodu w upojeniu, w bezmiarze szczęścia. To było Eldorado dla sztubaków, średnio uczącej się młodzieży (...) szkół średnich.

     Od czasu rozpoczęcia się ślizgawek ogół uczniów dzielił się siłą rzeczy na dwie kategorie: szary plebs i arystokrację. Plebs, to jest uczniowie niższych klas i ci z wyższych, którzy nie mieli odpowiednich znajomości w sferze nadobnych pensjonarek i wyżej stojących w hierarchii starszych cór Ewy, które nie gardziły uczniakami z braku studentów, przyjeżdżających do Kalisza na święta. Plebs ten roił się na powierzchni Kogutka Nowego. Tu, w zaciętym przeświadczeniu o swoim upośledzeniu i poniżeniu, wyprawiali plebejusze na łyżwach karkołomne sztuki, a gdy nadchodził zmrok, chroniąc ich od argusowych oczu przechodzących nauczycieli i pedli, w cieniu nocy rozwijali gromadne i wspaniałe węże, w samobójczym złorzeczeniu na niesprawiedliwość w doli pariasów, rozbijając sobie głowy i raniąc twarze.

     Na Starym Kogutku królowała arystokracja w mundurach prosto od krawca, w białych skórzanych rękawiczkach, z minami zdobywców świata. Tam nie widziałeś zrozpaczonych samotników, każdy dłoń w dłoni z uroczą łyżwiarką zapatrzony w oczy swej bogdanki, podciągając ślady wężów w górę. Szczęściarze. Dla nich grała muzyka wojskowa, przywilej arystokratycznych salonów, dla nich iluminowano staw i przepiękną wysepkę. Tu było upojenie młodości, tu był szał radości życia, miejsce tęsknot i marzeń, istny raj!...”.

     O pięknie ówczesnego parku kaliskiego - ukazanego bardzo dokładnie na planie miasta opracowanym w 1910 r. przez Bronisława Bukowińskiego - świadczyć mogą także krótkie teksty zamieszczone na dwóch kartkach pocztowych. Pierwsza z nich adresowana jest do Krakowa, a jej autor pisał do przyjaciela “...Zapewne wiesz, że bawię w Kaliszu. Jest bardzo przyjemnie, a zwłaszcza w Parku. Jest on stokroć piękniejszy od Jordana, dlatego, bo rzeki i stawy tak wspaniale go podzielają, a do tego jeszcze w okolicy tzw. Piwonice. Zawsze sobie w niedzielę wyjeżdżamy na spacer...” (sierpień 1913 r.). Natomiast na drugiej z nich przeczytać możemy, że “...byczo się bawię (...). Wspaniały park w Kaliszu ogromny, rzeka spora, łódki korekt, powiadam Ci tylko żyć!...” (lipiec 1914 r.).

     Wspomnieć tu również wypada, że na przełomie XIX i XX stulecia, na brzegu głównego koryta Prosny, tuż obok miejsca, w którym brał swój początek kanał rypinkowski, członkowie Kaliskiego Towarzystwa Wioślarskiego, zwanego wówczas jeszcze Cesarskim Towarzystwem Ratowania Tonących (od 1894 do 1906 r.), postawili niewielki, drewniany budynek przystani wioślarskiej i urządzili obok restaurację z ogródkiem. Na jego miejscu w 1913 r. kaliscy miłośnicy sportu wodnego zbudowali nową przystań, też drewnianą, ale znacznie bardziej okazałą. Później, już w okresie międzywojennym, zastąpił ją budynek murowany, nieopodal którego stanęły kolejne przystanie - w tym Przystań Wioślarska Młodzieży Szkolnej. Wtedy też po Prośnie zaczęła kursować łódź motorowa “Prosna” oraz prom, przewożący ludzi z jednego na drugi brzeg rzeki. Członkowie KTW włączali się również chętnie w organizację tradycyjnych zabaw “puszczania wianków” w noc świętojańską, o czym świadczyć może - choćby dla przykładu - relacja z 1902 r. podana na łamach “Gazety Kaliskiej”, z której dowiadujemy się, że: “...o godz. 9 m. 30 wieczorem na dany sygnał z mostku obok cukierni Wehnera rozległa się pieśń chóru kościoła św. Mikołaja, a jednocześnie na rzece ukazał się korowód łodzi pięknie udekorowanych, który tworzyły: łabędź, gondola, okręt żaglowy, a w końcu dwie krypy z malowniczymi grupami, z których jedna wyobrażała “Powitanie Oleńki przez Kmicica” z “Potopu” Sienkiewicza, druga zaś obozowisko Cyganów. Gdy łodzie z wolna przepływały wzdłuż brzegów przepełnionych tłumem publiczności, chór kościoła św. Mikołaja i chór Towarzystwa Muzycznego, który zajął miejsce na wyspie, na przemian wykonywały pieśni, piękne zaś ognie sztuczne, puszczone z wyspy i z łodzi, tworzyły wraz z korowodem bardzo malowniczy obraz. Na zakończenie Wianków most naprzeciwko teatru stanął cały jakby w płomieniach, wśród ogni sztucznych ukazały się, poza transparentami, na wzniesieniu oraz na drabinie nadzwyczaj malownicze grupy straży ogniowej...”.

     Dwa lata przed wybuchem I wojny światowej - o czym dowiadujemy się z artykułu E. Jankowskiego z 1926 r. - w ramach przygotowań czynionych do wystawy ogrodniczej, zorganizowanej w Kaliszu przez miejscowych działaczy i członków Towarzystwa Ogrodniczego Warszawskiego (od 14 do 22 września 1912 r.), w obręb parku włączono dodatkowo fragment łęgu rypinkowskiego, leżący po drugiej stronie kanału, obok “Nowego Parku”. Tam to właśnie prezentowane były okazy przywiezione na wystawę, obejmujące następujące działy: owoców, szkółek owocowych, warzywniczy, konserw oraz ogrodnictwa ozdobnego. Krótka informacja o tej wystawie i powiększeniu wtedy parkowego terytorium podana została w “Kalendarzu kaliskim na rok 1916” (Kalisz 1915). Czytamy w nim, że “...Chlubą naszego miasta jest piękny park miejski malowniczo rozrzucony na przeszło 56 morgach dawnych ogrodów pojezuickich i łąk, w ostatnich latach powiększony o 15 morgów łęgu Rypinkowskiego, na którym podczas wystawy ogrodniczej w Kaliszu powstała nowa ozdobna część parku...”.

     Wreszcie nadszedł czas I wojny światowej, wojny, która dla nadprośniańskiego grodu rozpoczęła się tragicznymi wydarzeniami, kiedy to w sierpniu 1914 r. prawie całe śródmieście miasta legło w gruzach. Ucierpiał wtedy także i park miejski, chociaż ogrom zniszczeń był nieporównywalny. Jego ówczesny obraz J. Dąbrowski w Katastrofie kaliskiej. Opowieści naocznego świadka (Warszawa 1914) przedstawił następująco: “...Park - ów słynny park kaliski artystycznie wręcz utrzymany i hodowany starannie od dłuższego czasu, zapuszczony, zdeptany, ze śladami biwaków, smutne czyni wrażenie. Między Hydropatją a bramą od placu św. Józefa, ziemia rozkopana i wznosi się niewielki pagórek. Tu zakopali zabitych w parku podczas strzelaniny; leży ze trzydzieści osób, ledwie ich zasypali wapnem, bez trumien...”.

     Inny zaś świadek sierpniowych wydarzeń - przedwojenna aktorka kaliskiego teatru, Zofia Hartmanowa, w książce Wśród huku armat. Wrażenia przeżyte przez... (Warszawa 1914) napisała: “...Tylko park - ten cudowny park kaliski, ucierpiał niewiele. Kule postrącały wierzchołki drzew najwyższych i zbombardowano cieplarnię, a śliczne rośliny, klomby, aleje i wspaniałe, przepiękne róże, ocalały i kwitły, jak nigdy. To też nowy komendant kasując nazwę Kalisz, przemianował ją na Rosastadt. Kalisz miał być miastem róż. Napis Rosastadt widniał na stacji kolejowej...”.

     Odbudowę miasta po zniszczeniach z sierpnia 1914 r. rozpoczęto jeszcze w czasie trwania wojny. Wtedy przystąpiono też do prac porządkowych w parku, które kontynuowano również w następnych latach, już po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości. Utrzymano rozplanowanie wprowadzone zgodnie z założeniami opracowanymi przez E. Jankowskiego i uzupełnionymi przez F. Szaniora. Najpierw zajęto się terenem “Starego Parku”, ale w latach 1922-1923 uporządkowano także najbardziej wówczas zaniedbany i stosunkowo podmokły “borek-lasek” za teatrem, czyli tzw. “Nowy Park”. Przekształcono go na park określany od tego czasu mianem “Parku Paderewskiego”, a starą jego nazwę nadano zaniedbanej w czasie wojny, i później silnie zniekształconej (w stosunku do pierwotnego stanu), najmłodszej części parku, leżącej za kanałem rypinkowskim, która niegdyś gościła na swym terytorium wystawę ogrodniczą. Uporządkowano ją dopiero w latach 30-tych, przekształcając na tereny sportowe - korty tenisowe i zaplecze licznych przystani wodnych, gęsto rozsianych wzdłuż południowego brzegu Prosny.

     Wygląd kaliskiego parku z lat dwudziestolecia międzywojennego jest dobrze znany jeszcze wielu mieszkańcom dzisiejszego Kalisza. Przypomnę go przytaczając dość obszerny fragment wspomnień Tadeusza Pniewskiego, ogłoszonych drukiem w książce Kalisz z oddali, która ukazała się w Kaliszu w 1988 r. Jej autor maluje w niej następujący obraz parku kaliskiego z tamtych lat: “...Całe moje dzieciństwo i młodość upłynęły w Kaliszu. Patrzyłem na to miasto najpierw oczyma dziecka, potem dorastającego młodzieńca i wreszcie dojrzałego człowieka. Poznawałem je coraz lepiej, kochałem coraz bardziej (...).

     Jego największą ozdobą był stary park, rozciągający się ciemną, chłodną gęstwą zieleni w ramionach Prosny. Założony w roku 1798 - obok Ogrodu Saskiego, Ogrodu Krasińskich i Parku Łazienkowskiego w Warszawie - uchodził za najstarszy park miejski w Polsce i był prawdziwą dumą kaliszan. Urządzony na wzór ogrodów angielskich, niemal każdym swym zakątkiem przypominał stare wiktoriańskie ryciny. Bujny starodrzew, tworzący tu zwarte skupiska zieleni, raz po raz rozstępował się, ukazując rozległe dywany trawników, zdobione bogatymi klombami, a w perspektywie romantyczne ruiny, wśród których na tle ciemnej zieleni połyskiwały białym marmurem posągi nimf i satyrów. Po trawnikach biegały stadka bajecznie kolorowych pawi i złocistych bażantów, a na ciemnych lustrach wody kołysały się śnieżnobiałe łabędzie.

     Stał tu także - jakby żywcem przeniesiony znad Lemanu - “domek szwajcarski”, w którym zamieszkiwała służba parkowa. Naczelny ogrodnik, pan Skubiszewski, który nie miał wprawdzie tytułów naukowych i na pewno nie kończył studiów ogrodniczych, był jednak prawdziwym czarodziejem. Potrafił tworzyć w kaliskim parku kwietniki nie gorsze od słynnych ciechocińskich dywanów kwiatowych. Oprócz niego personel parkowy składał się z czterech umundurowanych dozorców. Dwóch z nich mieszkało także w “domku szwajcarskim”, a pozostali dwaj w ślicznych małych domkach pokrytych czerwoną dachówką. Jeden domek stał na jednym końcu parku przy Czerwonym Moście, gdzie ślepo kończyła się ulica Niecała, drugi - na drugim krańcu, już za Prosną w pobliżu przystani promu. (...) Każdy z dozorców miał wyznaczony swój rejon i w ten sposób cały park był dobrze pilnowany. Myślę, że brak takiej właśnie opieki to jedna z głównych przyczyn obecnego upadku i zaniedbania kaliskiego parku (...).

     Kwiatów było w parku mnóstwo, najwięcej w pobliżu “domku szwajcarskiego” i ślicznej oranżerii, którą niestety rozebrano (...). Była tu też cieplarnia do hodowli kwiatowych rozsad, a przed nią urocza pergola, cała pokryta różami. Pod wspaniałymi okazami tui i cyprysów ustawiano latem urocze porcelanowe posążki rodem z baśni: zalęknioną sarenkę, zajączka stojącego słupka, czerwonego muchomora lub czekoladowego borowika, pod którym kryły się krasnoludki. Między oranżerią a “domkiem szwajcarskim” - obok zegara słonecznego - królował unikatowy okaz dębu krótkoszypułkowego, który swoje niebywale rozłożyste konary opierał na trawniku, jakby obejmując go we władanie (...).

     Wspaniałą ozdobą parku były wzniesione nad kanałem Babinką sztuczne ruiny zamku. Cóż to było za urocze miejsce! Tam zawsze umawialiśmy się na spotkania. Ukryci w cudownych zakątkach, wśród płaskorzeźb, posągów i kolumn oplecionych bluszczem, trawiliśmy długie godziny na rozmowach. Pamiętam, że wśród tych imitacji starych murów i posągów stylizowanych na antyczne rzeźby, były również umieszczone cenne historyczne zabytki (...).

     Nie opodal ruin znajdowała się piękna półkolista altana, usytuowana niezwykle malowniczo na tle zieleni. Tutaj chroniliśmy się zwykle podczas deszczu. Po drugiej stronie placyku stał drewniany nieduży domek, harmonizujący swoim stylem z altaną, w którym funkcjonował kiosk. Latem można tu było kupić lody, lemoniadę, ciastka, no i przede wszystkim niezwykle popularne w Kaliszu w latach dwudziestych “rauchówki”. Były to cukierki podobne trochę do dzisiejszych “krówek” lub “irysów”, a ich ówczesna nazwa pochodziła od nazwiska Raucha, właściciela wytwórni tych smakołyków przy ulicy Babinej.

     Naprzeciwko ruin, po drugiej stronie kanału Babinka jaśniał wśród gęstej zieleni ładny piętrowy budynek Hydropatii. Tak nazywano Kaliski Zakład Przyrodoleczniczy. Do budynku przylegał spory teren, ogrodzony parkanem, na którym olbrzymimi literami wymalowano napis: Kąpiele słoneczne. Za tym parkanem znajdowało się solarium, gdzie pod opieką lekarzy pacjenci wygrzewali w słońcu swoje chore stawy, lecząc je działaniem promieni słonecznych. Była to raczej ekskluzywna oaza ciszy i spokoju, w której ludzie bardziej zamożni mogli leczyć swe dolegliwości, ukoić stargane nerwy lub też odbyć rekonwalescencję po cięższych chorobach. Obok Hydropatii (od strony ulicy Łaziennej) były dwa place zabaw dla dzieci, ogrodzone drucianą siatką. Między nimi prowadziła alejka, na której zawsze panował ożywiony ruch. Tędy bowiem skracali sobie drogę przechodnie, śpieszący od ulicy Częstochowskiej czy Bankowej w kierunku placu św. Józefa. Budynek Hydropatii stoi do dziś i pełni obecnie funkcję przedszkola. Jest on nawet dość zadbany, ale jakże na niekorzyść zmieniło się jego otoczenie. Nie ma już neogotyckiej bramy z czerwonej cegły, zamykanej kutą kratą, która stała wówczas przy ulicy Łaziennej na linii dawnych murów obronnych i była pamiątką czasów, gdy park zamykano na noc. Bramę tę niestety rozebrali Niemcy podczas okupacji.

     Główne trasy spacerowe po parku prowadziły w kierunku ulic Niecałej i Parkowej. Porastał je szczególnie piękny starodrzew, cudem ocalały do dziś (...).

     [Park] w tamtych czasach dostarczał nam nie tylko zachwytów i romantycznych przeżyć, ale także był tradycyjnym miejscem czynnej rekreacji, zabaw i gier sportowych. Nie było jeszcze wówczas boisk i stadionów po drugiej stronie Bernardynki. W widłach Prosny i Swędrni, gdzie parę lat później ulokowano nieckę pierwszego kaliskiego stadionu, kłębiły się dzikie chaszcze pośród pagórków porosłych trawą. Tam można było schronić się z sympatią przed oczyma ciekawskich. Natomiast tereny typowo rekreacyjne rozciągały się wówczas na drugim krańcu starego parku za Kanałem Rypinkowskim. Nazywano je nowym parkiem. Było tam boisko do gry w piłkę z bramkami, a także dwa dobrze urządzone korty tenisowe (...).

     Tuż obok boiska w nowym parku nad samą Prosną była piękna przystań należąca do Kaliskiego Towarzystwa Wioślarskiego. Uroczy stylowy budynek ze strzelistym dachem, kryty czerwoną dachówką po wojnie niestety “zmodernizowano”, tym samym odbierając mu wszelkie cechy indywidualności. Ten sam los spotkał także naszą szkolną przystań wioślarską, położoną nieco dalej nad Prosną. Dziś, zamiast stylowych domków wdzięcznie przeglądających się w wodzie, stoi nad rzeką smutny rząd “pudełkowych” zabudowań - bez wdzięku, bez stylu, bez sensu.

     Po drugiej stronie Prosny w tzw. borku lasku, na cyplu vis-a-vis przystani KTW znajdowała się przystań spacerowa. Był to drewniany domek kryty gontem o pięknie i bogato zdobionej elewacji, utrzymany w tym samym stylu, co “domek szwajcarski” w głębi parku. Nie pamiętam, kto i kiedy zlikwidował tę przystań, ale bardzo jej żałuję.

     Mijając granice nowego parku, który ogrodzony był siatkowym parkanem, wychodziło się furtką na wał nad Prosną - ulubiony szlak spacerowy kaliszan, prowadzący w kierunku Zawodzia. Zaraz za furtką po lewej stronie stał drewniany domek pana Machowicza, właściciela promu, który za 10 groszy przewoził spacerowiczów na drugi brzeg i wysadzał w starym parku. Wypożyczał on także chętnym łódki i kajaki do przejażdżek po Prośnie...”.

     W latach II wojny światowej okupanci hitlerowscy poczynili w parku dość istotne zmiany. Najważniejszymi z nich było zlikwidowanie romantycznych ruin, a także zasypanie 170-metrowego odcinka odnogi rzeki płynącej przez park (w północnej jego części) oraz sadzawki, zwanej “Małym Kogutkiem”. W jej miejsce, na zakończenie znacznie zwężonej i skróconej odnogi Prosny, utworzono niewielki, prostokątny stawek. Park był wówczas nadal ogrodzony, a bramy wejściowe zamykane w porze nocnej.

     Po zakończeniu II wojny światowej, już w pierwszych miesiącach po zaprzestaniu działań wojennych, rozebrane zostały bramy wejściowe do parku oraz okalający go płot. W “Parku Paderewskiego” założono natomiast - według projektu A. Karolaka - cmentarz żołnierzy radzieckich. W trakcie tych działań nie naruszono jednak starego zadrzewienia, a groby, schody i inne elementy dekoracyjne związane z cmentarzem, wkomponowano w istniejący układ roślinności parkowej.

     W powojennym okresie spore zmiany zaszły natomiast w “Starym Parku”. Płynąca przezeń odnoga Prosny wyschła i jeszcze dzisiaj znajduje się w jej miejscu suchy rów, tylko czasami, po większych opadach deszczu, nieznacznie wypełniony wodą. Alejki zostały w większości wyasfaltowane i założono przy nich oświetlenie elektryczne. Wybudowano też - potrzebny wprawdzie - ale niezbyt elegancki szalet, rozebrano oranżerię (w latach 60-tych) i “domek szwajcarski” (w 1986 r.), zlikwidowano zwierzyniec, postawiono pagodę i pergolę, obsadzoną pnącymi różami, a także zbudowano dwie fontanny. Pierwszą z nich usytuowano przy wejściu do parku od strony dzisiejszego placu Jana Pawła II, a drugą na "Kogutku", obok której stanęła przepompownia mająca zasilać ją wodą z Prosny. W 1975 r. w parku pojawiły się rzeźby stanowiące pokłosie pleneru: Kapela, Kobieta i Eurydyki tańczące. Z kolei tereny sportowe dawnego "Nowego Parku" - leżące za kanałem rypinkowskim - wykorzystano najpierw na potrzeby ogródka jordanowskiego dla dzieci, a w ostatnich latach przekształcono na Ośrodek Ruchu Drogowego.

     W 1964 r. kaliski park miejski, posiadający stosunkowo dobrze zachowany do dzisiaj dawny układ planistyczny całego założenia oraz należący do nielicznych w kraju, gdzie występuje wiele gatunków i odmian drzew i krzewów ozdobnych (w tym 65 pomników przyrody, z "Dębem Asnyka" na czele) uznany został za zabytkowe założenie i wpisany - pod pozycją 10/34 - do Państwowego Rejestru Zabytków.

     Dzisiejszy park jest nadal obiektem o rozwiniętej i wyraźnej strukturze przestrzennej, ze zdrowym drzewostanem, z pełną siecią dróżek i placów. Aktualnie - z okazji przygotowań do swej 200 rocznicy powstania - pięknieje on z dnia na dzień, a władze miejskie dokładają wszelkich starań, aby przywrócić mu - możliwie jak najwierniej - dawną jego świetność.

     Krajobrazowe i przyrodnicze walory parku miejskiego w Kaliszu są oczywiste i nie podlegają jakiejkolwiek dyskusji. Każdy zresztą może się o tym przekonać osobiście udając się - choćby na krótki - spacer do parku. Ale park to nie tylko mniej lub bardziej zwarty zespól drzew i krzewów, to nie tylko układ alejek spacerowych i urozmaicona rzeźba terenu. Dopiero całe jego dzieje, wyłaniające się m.in. z przytoczonych wyżej fragmentów wspomnień, artykułów i książek, pokazują, jak bardzo zrósł się on z losami miasta oraz z losami jego mieszkańców i stał się swoistego rodzaju świadkiem przemijających pokoleń, które kochały swój park, kochają go i nadal będą kochały.

     Pozostaje tylko życzyć wszystkim osobom bezpośrednio zaangażowanym w "odradzanie się" kaliskiego parku miejskiego, aby plany te udało się w pełni zrealizować i aby można było znów napisać - jak to uczynił 124 lata temu Adam Chodyński - że "...perłą jest park jego...".

Twórcą i sponsorem stron internetowych Ziemi Kaliskiej jest rodzina Płocińskich w osobach Iwony i Krzysztofa - rodziców, niekiedy razem z dziećmi: Mateuszem, Szymonem, Marią, Piotrem i Aleksandrą. E-mail: krisplo@op.pl
Wszystkie opublikowane materiały można wykorzystywać w każdy godny sposób pod warunkiem podania źródła.
© 1996-2016 by Płocińscy