Współczesny herb Kalisza Kaliszanie a cud nad Wisłą

Kaliszanie a cud nad Wisłą

      Rok 1920. Drugi to już rok wojennych zmagań Piłsudskiego, realizującego z uporem plan wojny z Rosją, którego celem było utworzenie między Rosją a Polską niepodległych państw: Łotwy, Litwy (w pierwszej fazie koncepcji federalistycznej), Białorusi i Ukrainy, związanych z Polską na wzór Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W kwietniu tego roku uparty Litwin, jak mawiał o sobie, zawiera przymierze z atamanem Semenem Petlurą, stojącym na czele Ukraińskiej Republiki Ludowej i razem ruszają na Kijów, aby reanimować "Samojistną Ukrainę". Po błyskawicznej ofensywie wkraczają do Kijowa, ale już po niespełna miesiącu następuje odwrót. Kawaleria Budionnego przerywa front i wypiera armię sprzymierzonych na zachód, w rejon Lwowa. Wyprawa kijowska kończy się klęską, a Tuchaczewski zaczyna ofensywę znad Dźwiny. Po sześciu tygodniach doprowadza swoje wojska nad Wisłę. Zagrożona jest Warszawa i byt państwa polskiego, odrodzonego niespełna dwa lata temu. 

      Polacy masowo zaciągają się do wojska. Wśród licznych ochotników są kaliszanie, mieszkańcy podkaliskich wsi i całej Ziemi Kaliskiej. Wcześniej już w wojnie uczestniczy stacjonujący w Kaliszu 29 Pułk Strzelców Kaniowskich. Ale prawdziwymi bohaterami są: por. Stefan Pogonowski, dowódca 1 Batalionu 28 Pułku Strzelców Kaniowskich i 203 Ochotniczy Pułk Ułanów. Śmierć Pogonowskiego Główną areną walk w ramach bitwy o Warszawę były tereny położone w promieniu 50 kilometrów na wschód od stolicy oraz duży obszar między Narwią a Wisłą. Front jej rozciągał się na długości 120 km - od Góry Kalwarii do Ciechanowa. Armie sowieckie, dowodzone przez Michała Tuchaczewskiego, zmierzały do osiągnięcia dwóch celów: zdobycia Warszawy frontalnie od wschodu oraz przejścia przez Wisłę na północ od stolicy, w rejonie Płocka - Włocławka i, wzorem manewru feldmarszałka Iwana Paskiewicza z wojny polsko - rosyjskiej lat 1830-31, zamierzały wziąć Warszawę od tyłu, a zarazem tym manewrem odciąć wojsko polskie od Bałtyku (Gdańska) - głównej linii zaopatrzenia w amunicję francusko - angielską. Centrum sił Tuchaczewskiego zostało skierowane w kierunku Modlina i Warszawy.

      Bitwa warszawska składała się z trzech kompleksów wydarzeń: boju na przedmościu warszawskim (z koncentracją w rejonie Radzymina), walki nad Wkrą oraz zaplanowanego na dzień 17 sierpnia manewru zaczepnego na froncie środkowym nad Wieprzem. Wbrew założeniom Piłsudskiego, który przewidywał rozpoczęcie natarcia 17 sierpnia, bitwa warszawska rozpoczęła się już 13 sierpnia atakiem najlepszych dywizji rosyjskich na Radzymin. Miasto zostało zdobyte. Kompanie rzuciły się do bezładnego odwrotu. Następnego dnia - wczesnym rankiem - sytuacja na odcinku radzymińskim uległa gwałtownemu pogorszeniu. Pod naciskiem dwóch sowieckich związków taktycznych polska obrona musiała ustąpić na drugą linię obrony przebiegającą pasmem wzgórz na odcinku Nieporęt - Rembertów. Armia Czerwona zbliżyła się na odległość zaledwie 13 km do stolicy Polski. Krwawe boje toczyły się znowu o Radzymin, przechodzący kilkakrotnie z rąk do rąk. Został jednak utracony przez stronę polską. Zmusiło to dowódcę Frontu Północnego, gen. Hallera do skierowania tam 10 DP gen. Lucjana Żeligowskiego. Podlegli mu dowódcy związków taktycznych otrzymali rozkaz uderzenia na Radzymin o świcie 15 sierpnia. Tymczasem 1 batalion 28 pp. Strzelców Kaniowskich pod dowództwem por. Stefana Pogonowskiego przedwcześnie (o godz. 1.00) - z własnej inicjatywy (do dziś nie jest znana tego przyczyna) rozpoczął atak z Kątów Węgierskich, rozbił duży oddział nieprzyjaciela w Mostach Wólczańskich i uderzył na Wólkę Radzymińską, gdzie koncentrowała się główna siła uderzeniowa wojsk sowieckich. Nastąpił w popłochu ich odwrót, a por. Pogonowski padł ranny śmiertelnie, zwyciężając niewielkimi siłami wielokrotnie liczebniejszego przeciwnika. 

      Żeligowski potem - w książce pt. "Wojna w roku 1920. Wspomnienia i rozważania" - napisał: Natarciu porucznika Pogonowskiego przypisuję doniosłe znaczenie... Rosjanie widzieli przed sobą swój cel osiągnięty... Oni byli zwycięzcami, my - zwyciężonymi. Droga do Warszawy - stała otworem. Zdawało się, że bez przeszkody może wejść do niej nieprzyjaciel. W tej to chwili słaby batalion, nie czekając godziny ogólnego natarcia, w nocy atakuje punkt, który, jak się później okazało, stanowił najczulsze miejsce armii rosyjskiej ... Wedle mego przekonania w tym miejscu odwróciła się karta wojny, nastąpił przełom psychiczny u nas i u Rosjan ... Kontynuowano natarcie por. Pogonowskiego i tego dnia po krwawych bojach odzyskano Mokre, Radzymin, Zielonkę i Ossów. Rosjanie i Polacy wiedzieli, że kto posiada Mokre, panuje nad Radzyminem i całym polem bitwy aż po Bug. Śmiercią bohaterską zginął mjr Stefan Walter, dowódca kaliskiego 29 Pułku Strzelców Kaniowskich.

Kim był Stefan Pogonowski? 

      Bogdan Skaradziński, autor dwutomowego opracowania o wojnie polsko - bolszewickiej pt. "Polskie lata 1919-1920", tak charakteryzuje naszego bohatera: Porucznik Stefan Pogonowski to postać - symbol boju o Radzymin, a może i całej bitwy nad Wisłą. Miał 25 lat. Pochodził z Kaliskiego. Zdążył jeszcze ukończyć carską szkołę junkierską i wojować z Niemcami. Dowborczyk. W dywizji gen. Żeligowskiego służył od początku, także na Kubaniu i w Odessie. Już w Polsce dowódca kompanii, a później batalionu. Osobowość nieprzeciętna. Pośmiertnie mianowany kapitanem i kawalerem Virtuti Militari. Ulice jego imienia były i w Warszawie, i w Łodzi. Może znów będą. Przy samej drodze Struga - Nieporęt stoi pomnik, który 28 Pułk Strzelców Kaniowskich wystawił swoim poległym w walce, z wymienieniem ich imion i nazwisk. Otwiera tę listę napis: śp. kpt. Stefan Pogonowski - czytelny do dziś. Zapewne z różnych powodów Pogonowski został zapomniany, ale godny jest upamiętnienia.

Zagon Pułku Ułanów

      Tego samego dnia 15 sierpnia nastąpił zwrot w drugiej bitwie - nad Wkrą, decydującej (podobnie jak bitwa pod Radzyminem) o losach całej bitwy warszawskiej. 5 Armia gen. Sikorskiego, w skład której wchodziła Brygada Syberyjska z licznymi ochotnikami z Kaliskiego, przystąpiła 14 sierpnia o świcie do energicznych działań zaczepnych, mających odciążyć Warszawę. Na całym odcinku Wkry przeciwnik ruszył do gwałtownego natarcia. Gen. Karnicki, dowódca 8 Brygady Kawalerii, w skład której wchodził kaliski 203 Pułk Ułanów, otrzymał zadanie osłony 18 Dywizji Piechoty nacierającej w rejonie Ciechanowa (zdobytego wcześniej przez korpus kawalerii Gaja, ze "sławą" mordowania jeńców) na flankę 15 Armii sowieckiej. Kaliskich ułanów poniósł temperament kawaleryjski. Obeszli miasto nocą z 14 na 15 sierpnia od północy i wczesnym rankiem zaatakowali je z najmniej spodziewanego kierunku. Śmiałym zagonem 203 Ochotniczy Pułk Ułanów opanował Ciechanów. Tym natarciem zaskoczony został sztab 4 armii rosyjskiej, dowódca Siergiejew uciekł konno do Mławy, a jego sztab do Ostrołęki. Na skutek panicznej ucieczki w ręce kaliskich ułanów wpadła kancelaria dowództwa i magazyny. Najważniejszą zdobycz stanowiła radiostacja. Była ona jedynym źródłem łączności z dowództwem frontu zachodniego w odległym Mińsku Litewskim. Tracąc kontakt ze sztabem ta doborowa armia nie przeprawiła się przez Wisłę i nie wzięła udziału w bitwie warszawskiej, przyczyniając się do ostatecznej klęski Rosjan.

      Zagon kaliskich ułanów na Ciechanów wprowadził chaos do działań na całym froncie północnym. W ciągu czterech decydujących dni, od 15 do 18 sierpnia, dowódca frontu Tuchaczewski nie miał łączności z 4 armią i jej sześcioma dywizjami, które zapędziły się na północny zachód. Tuchaczewski wydawał armii rozkazy, aby zawróciła na południowy wschód i uderzyła z flanki na walczącą pod Nasielskiem armię Sikorskiego. Tymczasem 4 armia i jej korpus konny zapędziły się w kierunku Torunia, błądząc po korytarzu pomorskim, jakby walcząc nie z Polską, ale z Traktatem Wersalskim, jak po latach ironizował, nieświadomy przyczyn tej dziwnej sytuacji, francuski historyk wojskowy. Akcja kaliskich ułanów przyczyniła się też do zaangażowania oddziałów 15 armii przeciwnika, a w konsekwencji - do przechylenia szali zwycięstwa na stronę polską na odcinku północnym. Sukcesy polskich wojsk odniesione nad Wkrą doprowadziły do znacznego osłabienia wojsk Tuchaczewskiego, co miało też istotny wpływ na zmagania w obronie stolicy. Zatem zwycięstwo pod Radzyminem obroniło Warszawę przed udanym atakiem wojsk rosyjskich od wschodu, zwycięstwo nad Wkrą usunęło niebezpieczeństwo zagrażające stolicy od północy, a także od zachodu, gdyż uniemożliwiło przeprawę przez Wisłę. 

Wizerunek kaliskich ułanów

      203 Ochotniczy Pułk Ułanów został sformowany w Kaliszu z ochotników oraz z kadry oficerskiej i podoficerskiej 3 Pułku Ułanów zwanego "Dziećmi Warszawy". Składał się z 4 szwadronów liniowych, szwadronu ckm i szwadronu technicznego. Jego organizatorem i pierwszym dowódcą został Zygmunt Podhorski, podpułkownik 1 Pułku Ułanów Krechowieckich, najstarszego w tradycji jazdy polskiej. Zaczęto go tworzyć dopiero 27 lipca 1920 r., pospiesznie, w ramach armii ochotniczej, gdy wojska rosyjskie zbliżały się szybko do Warszawy. Zaciągała się do niego głównie młodzież ziemiańska z podkaliskich wsi. Uzbrojenie, konie i oporządzenie stanowiły własność ochotników. Już 3 sierpnia - a więc tydzień po sformowaniu - pułk otrzymał rozkaz natychmiastowego załadowania i wyjazdu na front. Wkroczenie do działań wojennych nastąpiło 6 sierpnia w rejonie Ciechanowa, w składzie 8 BJ gen. Karnickiego. W Warszawie dowódca otrzymał od szefa sztabu generalnego, gen. Rozwadowskiego, następujący rozkaz: Pomiędzy Ostrołęką a Chorzelami powstała luka, trzeba ją zatkać i nawiązać łączność z gen. Karnickim dowodzącym brygadą kawalerii w tamtym rejonie. Po drodze otrzymał komendę wyładowania, które szło opieszale. W międzyczasie nadszedł meldunek, że nasze oddziały wycofały się już z pobliskiego Przasnysza, który zajęli kozacy. Nie chcąc dopuścić do zaskoczenia pułku w czasie wyładowywania, skierowałem natychmiast w kierunku na Przasnysz dwa szwadrony pod dowództwem mego zastępcy, rtm. Zakrzewskiego, z zadaniem nawiązania styczności z nieprzyjacielem i opóźnienia jego marszu na Ciechanów. Za Ciechanowem oba szwadrony zostały zaatakowane przez kozaków. Aby nie dopuścić do ich zniszczenia, szarżuję na kozaków, zapominając, że dowodzę niewyszkolonymi ułanami. Pędząc oglądam się za siebie i spostrzegam, że moi ochotnicy dzielnie wyrywają naprzód, nastawiają lance, wymachują szablami i głośno krzyczą "hura"... Szyk, w jakim to wszystko cwałuje, najtrafniej byłoby chyba określić: "Kupą, mości panowie"... Podaję prawie beznadziejny rozkaz do obsługi ckm.: Strzelać z karabinów. Natychmiast niemal pada kilkanaście strzałów. Nie wierzę swym oczom: co strzał, to kozak się wali. Ułani spokojnie i pewnie strzelają dalej. Nie zdążyli chyba wystrzelać po jednym magazynku, gdy 20 kozaków już leżało. Wśród nich spostrzegam zamieszanie, czołowi cofają się, widocznie udziela się to i dalszym, gdyż niebawem cała ława kozacka ucieka. Dzielni ułani w dalszym ciągu strzelają, wydatnie siejąc śmierć. Położenie uratowane. Rozkazuję zdjąć ciężkie karabiny maszynowe ze stanowisk i galopem wycofać się ze szwadronem do Ciechanowa. Zbieg okoliczności chciał, że przy ckm -ach znaleźli się jedni z najlepszych strzelców, znani myśliwi, Andrzej Potworowski, bracia Wyganowscy i inni, którzy z całą zimną krwią i opanowaniem potrafili kilku swymi celnymi strzałami odeprzeć szarżę kozaków, zadając im bardzo poważne straty. Naprawdę, pułk im zawdzięczać musi, że uniknął klęski i został uratowany ... Tak oto opisał dowódca chrzest bojowy wsławionego już tydzień później śmiałym zagonem na Ciechanów i sztab 4 armii rosyjskiej kaliskiego pułku.

      Po zakończeniu bitwy warszawskiej pułk został przydzielony do 13 Dywizji Piechoty i dzielił jej losy bojowe aż do zawieszenia broni 18 października 1920 r. Po wojnie, w uznaniu zasług, zatrzymano go w regularnej armii jako 27 Pułk Ułanów, z królem Stefanem Batorym jako patronem. Stacjonował nad sowiecką granicą, w radziwiłłowskim Nieświeżu. W kampanii 1939 r. pułk w składzie Nowogródzkiej BK wziął udział w kilku bitwach, niszcząc m.in. 7 samochodów pancernych i 11 czołgów niemieckich. Jego kapitulacja, otoczonego przez wojska sowieckie, nastąpiła 27 września w rejonie Władypola. Dowódca - płk Józef Pająk - zamordowany został w Katyniu. Pułk odtworzono w ramach nowogródzkiej partyzantki AK. 19 czerwca 1943 r. przepędził niemiecki garnizon. Na szerszą skalę rozwinął działanie w oparciu o Puszczę Nolibocką. Od chwili Powstania Warszawskiego znalazł się pod Kampinosem. Atakował lotnisko na Bielanach i trwał w puszczy do końca powstania. Ukryty w lasach do połowy 1945 r., zgodnie z rozkazem rozwiązał się na Kieleczcyźnie.

Tuchaczewski o klęsce

      W trzy lata po wojnie w "Pochodzie za Wisłą" M. Tuchaczewski ujawnił: W tym czasie na styku armii 4. i 15. ma miejsce wypadek, nieznaczny w założeniu, który jednak odegrał rozstrzygającą rolę w biegu naszego działania i dał początek jego katastrofalnemu wynikowi. Sztab polowy armii 4., który przeniósł się po ofensywie do miasta Ciechanowa, został niespodziewanie zaatakowany przez drobne oddziały przeciwnika, które przedarły się między armiami 4. i 15., skutkiem czego sztab musiał szybko się zwinąć i odjechać na zachód do swoich oddziałów. Przez to naruszona została łączność między sztabem frontu a armią 4., jak okazało się z dalszego biegu wypadków, ta okoliczność nie była prostym przypadkiem. 5. armia polska, odepchnięta za rzekę Wkrę, otrzymała rozkaz przejścia do natarcia i rozpoczęła je na całym froncie armii 15. i 3.

      Zdawało się, że zguba 5. armii przeciwnika jest nieuchronną; unicestwienie jej byłoby pociągnęło za sobą najdonioślejsze skutki w dalszym biegu wszystkich naszych działań. Jednakże Polakom dopisało szczęście. Nasza armia 4. nie otrzymując rozkazów, wystawiła w rejonie Raciąż - Drobin jakieś nieokreślone półubezpieczenie i rozrzuciła swoje oddziały na odcinku Włocławek - Płock. 5. armia przeciwnika była uratowana i zupełnie bezkarnie, mając na flance i tyłach naszą potężną armię z czterech dywizji strzelców i dwóch dywizji jazdy, nacierała dalej na nasze armie 3. i 15. Takie położenie, wprost potworne i nie do pomyślenia, pomogło Polakom nie tylko zatrzymać ofensywę armii 3. i 15. ale jeszcze krok za krokiem wypierać ich oddziały w kierunku wschodnim". Piłsudski w swej książce o 1920 roku, w której polemizował z pracą Tuchaczewskiego o "Pochodzie za Wisłę", nie wspomniał o rozpędzeniu przez zagon naszych ułanów dowództwa 4 armii rosyjskiej, zniszczeniu jej radiostacji i skutkach tego wydarzenia. Nie powinno nas to dziwić, gdyż oficjalna teza propagandy piłsudczyków brzmiała: to genialnemu manewrowi Marszałka znad Wieprza naród zawdzięczał ocalenie ojczyzny. Aż tu nagle wódz walczącej z nami armii stwierdził, że to wypad dzielnych ułanów uratował nas od klęski ...

      Marszałek Piłsudski, choć przypisujący sobie ocalenie Polski w 1920 r., jednak przyznaje, że zastanowić musi każdego dziwna, nieoczekiwana i tak nagła zmiana ról obu stron walczących i dlatego szuka się bezwiednie jakichś przyczyn nadzwyczajnych. Od czasu bitwy warszawskiej toczy się do dziś nie rozstrzygnięty spór na temat - kto ją wygrał? Piłsudski, Rozwadowski, Weygand? A może rzeczywiście wydarzył się "Cud nad Wisłą"? W tej sprawie wypowiedział się m.in. jej uczestnik, płk Arciszewski, wsławiony zwycięskim bojami z Budionnym. Autor wyraził przekonanie, że poza wypadkami zamierzonymi przez generałów obu stron walczących, działy się jeszcze rzeczy do dziś nie wyjaśnione. Dotyczy to przede wszystkim zdarzeń, które miały miejsce w dniu i około 15 sierpnia 1920 r. Zdaniem autora, wśród nie zamierzonych wydarzeń, które wpłynęły na polskie zwycięstwo w bitwie warszawskiej, wymienić trzeba przede wszystkim zniszczenie przez kaliski 203 Ochotniczy Pułk Ułanów w czasie rajdu na Ciechanów radiostacji 4 armii rosyjskiej ze wszystkimi tego skutkami, a także inaczej wykonane zadanie przez por. Stefana Pogonowskiego, spowodowane być może "intuicją". Również W. Sikorski w pracy "Nad Wisłą i Wkrą" zaznacza, że jego 5 Armia okazała się za słaba, gdy przeciw niej skierowały się dwie armie rosyjskie, a trzecia, wysunięta na zachód, zagrażała jej tyłom. Od nieuchronnej klęski uratował ją "cud", który zdarzył się w Ciechanowie za sprawą kaliskich ułanów. Armia Sikorskiego uniknęła zatem otoczenia i klęski dzięki owemu "cudowi", który nie został dotychczas zbadany i opisany do końca przez znawców przedmiotu. Niemniej, wypowiadający się dotychczas i autorytatywnie w tej kwestii zgodnie zauważają, że miały miejsce dwa wręcz irracjonalne wydarzenia, które ewidentnie wpłynęły na przełom i pomyślne losy dwóch bitew - na przedpolach Warszawy pod Radzyminem i nad Wkrą, co w konsekwencji odmieniło losy całej bitwy warszawskiej, zakończonej zwycięstwem, otrzymującym miano "cudu nad Wisłą", podobnie jak niespodziewane zwycięstwo Francuzów nad Niemcami w bitwie nad Marną, które nazwano "cudem nad Marną".

      Dla kaliszan zadziwiające musi być to, że tego samego dnia (15 sierpnia), choć w odległych od siebie miejscach, dokonują się dwa "cudowne" wręcz wydarzenia, ze znanymi następstwami, a ich sprawcami są krajanie, co dotąd nie jest w środowisku kaliskim powszechnie znane. 

Kazimierz Wojciechowski KalNowa nr 9/2000

Twórcą i sponsorem stron internetowych Ziemi Kaliskiej jest rodzina Płocińskich,
62-800 Kalisz, ul. Sułkowskiego 2, tel. (0-62) 7671842 w osobach Krzysztofa Płocińskiego
- głowy domu, oraz dzieci: Mateusza, Szymona i Marii, Piotra i Aleksandry Płocińskich, e-mail: kplocinski@info.kalisz.pl.
Wszystkie opublikowane materiały można wykorzystywać w każdy godny sposób pod warunkiem podania źródła.
© 1996-2008 by Krzysztof Płociński i rodzina.