Współczesny herb Kalisza 11 listopada 1918 roku w Kaliszu

11 listopada 1918 roku w Kaliszu 

      W miesiącu listopadzie obchodzimy Narodowe Święto Niepodległości. Jego oficjalne obchody wznowione zostały od roku 1989. Upamiętnia ono powrót Polski po rozbiorowej niewoli do rodziny wolnych państw oraz podjęty trud budowy silnej państwowości, przerwanej brutalnie drugą wojną światową i okupacją ziem polskich. 11 listopada wrócił odtąd do oficjalnych kalendarzy czerwoną kartką. 

Zniesienie okupacji w Kaliszu

      W mieście, podobnie jak w Warszawie i w całym byłym Królestwie, oczekiwano niecierpliwie końca panowania Niemców. Niecierpliwość kaliszan była tym większa, że okupacja niemiecka trwała tu najdłużej - od chwili wybuchu wojny. Zdawano sobie sprawę, iż moment wyzwolenia nadchodzi. Potwierdzały to informacje płynące z Niemiec. Wiedziano również z prasy, co zaszło na ziemiach polskich pod rządami Austro-Węgier. Wiedziano o wyzwoleniu Krakowa i Lublina. Wychodzący w Kaliszu "Kurier Powszechny" już 3 listopada poinformował dokładnie o wyzwoleniu Galicji, o przejęciu tamtejszych twierdz przez wojsko polskie, o zdobyciu przez Polaków olbrzymich zapasów broni, amunicji i żywności.

      Miasto na zniesienie okupacji było przygotowane od kilku już miesięcy. W Kaliszu, jak bodaj w żadnym mieście Królestwa, powstało porozumienie polskich organizacji wojskowych i niepodległościowych, przygotowujących działania przeciwko okupantowi. Głównymi uczestnikami porozumienia były: Polska Organizacja Wojskowa, dowborczycy, byli legioniści, Pogotowie Bojowe PPS oraz Związek Harcerstwa Polskiego. Postanowili zgodnie, mimo dzielących ich różnic, wystąpić wspólnym frontem przeciwko okupantowi. Ich działania wspierała ludność cywilna. Do konspiracyjnych działań POW włączyli się także przedstawiciele kaliskiego ziemiaństwa i miejscowej burżuazji, którzy wyłonili komitet, aby finansowo popierać POW. Fakt ten stanowi swoisty fenomen w byłym Królestwie, powodujący nawet pewną konsternację w Kaliszu, jak świadczą dokumenty z tamtego czasu. Polska Organizacja Wojskowa na terenie Ziemi Kaliskiej działała już od wiosny 1916 roku, a więc od czasu reorganizacji POW i tworzenia jej ogniw również na terenach okupowanych przez Niemców. Kalisz stanowił siedzibę komendy III okręgu, obejmującego całą byłą gubernię kaliską, a po kolejnej reorganizacji i zmianie na VIII okręg wyłączono z niego powiaty: wieluński, sieradzki i łęczycki, które przyłączono do powstałego okręgu łódzkiego.

      Szczególnie bogatą historię mają działania niepodległościowe kaliskich harcerzy. Działalność ta sięga również 1916 r., tj. zjednoczenia wszystkich organizacji harcerskich w jeden Związek Harcerstwa Polskiego. Utworzono wtedy w Kaliszu Wydział Prowincjonalny ZHP Okręg V. Harcerskie plutony czynnie uczestniczyły w organizowaniu wszystkich manifestacji narodowych w Kaliszu, a po nawiązaniu ściślejszej współpracy z kaliskim POW i PPS przeprowadzano wspólnie ćwiczenia terenowe i nocne o charakterze szkolenia wojskowego. Prowadzili je instruktorzy POW z Warszawy. Już pod koniec października 1918 r. harcerze - w ramach akcji mobilizacyjnej - zaczęli gromadzić broń, włączając się w ruch ogólnego pogotowia zarządzonego przez Naczelny Inspektorat Harcerstwa w Warszawie, przy którym powstał Wydział Wojskowy. Do Kalisza przybył dh por. Kazimierz Morris - komisarz mobilizacyjny, który przystąpił do organizowania kompanii harcerskiej i oddziałów "Pogotowia młodzieżowego". Brał on też udział, wspólnie z szefem POW, w opracowaniu planu rozbrajania Niemców i zajęcia urzędów w Kaliszu oraz na obszarze całego okręgu kaliskiego.

      Wobec załamania się Niemiec przyspieszono w Kaliszu przygotowania do zniesienia okupacji. W końcu października przystąpiono do sporządzania ewidencji wszystkich wojskowych, których można byłoby użyć w czasie ewentualnego wystąpienia zbrojnego. Prowadzono również intensywną działalność wywiadowczą, mającą na celu rozpoznanie potencjału militarnego okupantów. Szczególnie czynny udział w tej operacji mają kaliscy harcerze. Dzięki nim ustalono liczebność kaliskiej placówki okupanta, sporządzając spisy niemieckich żołnierzy wchodzących w skład kaliskiego garnizonu. W mieście stacjonował dość duży garnizon. Liczył on blisko 900 żołnierzy. Było też wielu urzędników okupacyjnych, zatrudnionych w zarządzie gubernialnym. Ustalono także rozmieszczenie, uzbrojenie i środki łączności okupanta. Z myślą o akcji czynnej tworzono w każdym obwodzie POW sekcje lotne, liczące po 9 ludzi (konspiratorów). Uzupełniono też stany peowiackiej żandarmerii. W ramach przygotowań do przejęcia władzy tworzono również "podatny grunt" w celu szybkiego powołania rad powiatowych i ich komitetów wykonawczych, które miały przejąć pełną władzę cywilną po zlikwidowaniu okupacji. Oddziaływano również demobilizująco na niemieckich żołnierzy, docierając do nich z nielegalnymi pismami i odezwami. Ich kolportowanie było domeną harcerzy. Rozwój wydarzeń w Niemczech nieodparcie domagał się działań. Już 10 listopada, w godzinach wieczornych, przedstawiciele kaliskiego porozumienia organizacji wojskowych i niepodległościowych wyłonili wspólny organ kierowniczy pod nazwą Sztabu Wojskowego Ziemi Kaliskiej. Na jego czele stanął szef sztabu VIII okręgu POW, por. Juliusz Ulrych. W jego skład oprócz przedstawicieli wcześniejszego porozumienia - wszedł również naczelnik straży obywatelskiej oraz komendant placu wojska polskiego (PSZ). 

      Sztab zwrócił się także z oddzielnym wezwaniem do Polaków służących w szeregach armii niemieckiej, wzywając ich do natychmiastowego zameldowania się z bronią w ręku. Rozkaz wykonało niezwłocznie kilkunastu żołnierzy Wielkopolan. Rankiem 11 listopada szef Sztabu Wojskowego, por. Ulrych, udał się do gubernatora wojskowego, gen. Sontaga, i wezwał go do natychmiastowego opuszczenia terytorium Polski. Generał dostrzegłszy wielkie tłumy zgromadzone przed gmachem, a także dowiedziawszy się o panice ogarniającej garnizon - wyraził zgodę. Zastrzegł się jednak, iż przyjęciem warunków kapitulacji zajmie się Rada Żołnierska, która właśnie powstała. Sztab Wojskowy, po porozumieniu się z Radą Żołnierską, rozpoczął natychmiast przejmowanie agend z rąk niemieckich. Wyjazdy Niemców z Kalisza zaczęły się już 11 listopada i trwały przez dzień następny. W pierwszej kolejności wyjeżdżali urzędnicy, pakując na furmanki swój dobytek i podążali w stronę polskiej granicy. Władze polskie ruchu tego nie tylko nie utrudniały, ale przydzielono również wyżej postawionym osobistościom ochronę. Wyjeżdżający już 11 listopada naczelnik powiatu, radca Hahn, jak donosiła prasa: poprosił władze polskie o przydzielenie mu dwóch żołnierzy, którzy eskortowaliby go do granicy. Życzeniu temu uczyniono zadość.

      Sztab Wojskowy nawiązał kontakt z oddziałami polskimi, które powstały spontanicznie po drugiej stronie kordonu granicznego - w Skalmierzycach i w Ostrowie Wielkopolskim. Pomagały one w rozbrajaniu Niemców. 12 listopada dotarł do Kalisza rozkaz z Komendy Naczelnej POW, nakazujący zmobilizowanie członków POW, nadany z Warszawy 11 listopada w godzinach przedpołudniowych. Kierowany był on do członków POW w Warszawie i w pozostałych okręgach byłego Królestwa. Nakazywano w tym samym rozkazie przystąpienie do przejmowania władzy z rąk niemieckich w terenie. W dniu otrzymania tego rozkazu Kalisz był już wolny od kilkudziesięciu godzin i pozostało jedynie doprowadzić do wymarszu niemieckiej załogi garnizonu, co było również uzgodnione z Radą Żołnierską. Nastąpiło to 13 listopada.

      Sztab Wojskowy rankiem 13 listopada wydał kolejną odezwę, która stanowczo zabraniała ludności cywilnej rozbrajania Niemców. Odezwa informowała, iż Rada Żołnierska zobowiązała się do przekazania władzom polskim odpowiedniej ilości broni i amunicji, w zamian za co przyznano załodze kaliskiej wymarsz honorowy poza granice kraju. Na czym ten "honorowy wymarsz" miał polegać, mieszkańcy Kalisza mogli się przekonać tegoż dnia po południu, gdy główne siły okupacyjne wyruszyły z miasta. Na czele jechał gen. Sontag ze sztabem - czytamy w relacji prasowej - dalej kroczyła orkiestra, grając niemieckie marsze wojskowe. Za nią szła kompania piechoty z karabinami na ramieniu. Następnie ciągnął tabor wozów z rzeczami żołnierzy i częścią obiektów wydanych przez władze polskie. Pochód zamykała druga kompania piechoty i oddział dragonów z obnażonymi szablami.

      Oto jak opuszczali Niemcy w listopadzie 1918 r. ten sam Kalisz, to samo miasto, które napadli w pierwszych dniach sierpnia 1914 r. barbarzyńsko je niszcząc armatnim ostrzałem, paląc, rabując i rozstrzeliwując zakładników. Żadne z miast polskich nie ucierpiało tyle w czasie tej wojny, co Kalisz i żadne inne miasto nie przyzwoliło na "wymarsz honorowy" okupanta. Gest uczyniony ze strony władz polskich wyglądał wspaniałomyślnie i zaświadczył o tym "kto jest kto" - kto barbarzyńca, kto cywilizowany. 

      Odrębny rozdział wydarzeń 11 listopada stanowi obsadzenie kaliskiego dworca kolejowego i linii wiodącej do granicy. Miało to szczególne znaczenie, gdyż ta linia kolejowa stanowiła jedną z głównych dróg wyjazdu żołnierzy niemieckich z byłego Królestwa do Niemiec. Zadanie to otrzymał Jan Gabarski, który zorganizował 30-osobowy oddział, składający się głównie z harcerzy i z uczniów kaliskich szkół średnich. Po drodze do odległej wówczas o parę kilometrów od miasta stacji kolejowej spotkano kompanię niemiecką maszerującą od strony Szczypiorna. Rozbrojono ją bez większych oporów. Na stacji rozbrojony został niemiecki komendant, przejęto akta i kasę. Rozstawiono posterunki koło magazynów. W parowozowni zagwożdżono kilka lokomotyw uniemożliwiając Niemcom ucieczkę. 

      Problemem były przejeżdżające przez Kalisz transporty niemieckich żołnierzy. Działo się tak aż do momentu uregulowania sprawy przekazywania broni w Skalmierzycach. Nieliczna bowiem obsada dworca kaliskiego była w stanie rozbrajać tylko niektóre słabsze transporty, inne musiała przepuszczać. Jednym z zatrzymanych w Kaliszu pociągów jechał wracający z Turcji do Niemiec gen. Hans von Seeckt, przyszły szef armii niemieckiej. W poświęconej mu monografii, której autorem jest F. Rabenau, czytamy, że generał zapewne nigdy się nie dowiedział, że przekroczył granicę w Kaliszu tylko na skutek tego, że jego otoczenie ofiarowało jedyny pozostały samochód oraz oddało broń. W pobliskim Szczypiornie znajdował się duży obóz jeńców wojennych różnych narodowości, a szczególnie Rosjan. Z chwilą przewrotu duża grupa Rosjan wydostała się z obozu, podążając w stronę miasta. Nowo utworzone władze polskie w Kaliszu zrobiły wiele, aby udzielić tym ludziom pomocy oraz zorganizować dla nich transport. W ciągu tylko dwóch dni - 14 i 15 listopada - wyprawiono z Kalisza 4500 jeńców rosyjskich. Jeniecki obóz w Szczypiornie pozostawał nadal w rękach niemieckich. Jego załoga nastręczała władzom polskim wiele trudności. Gdy 16 listopada przybyła z Kalisza do Szczypiorna komisja celem odebrania majątku, wyniknął spór w sprawie jeńców alianckich. Władze obozowe nie chciały ich oddać, twierdząc, że nadal muszą pozostawać pod ich nadzorem, a powrót jeńców do ojczyzny nastąpi przez Niemcy. Sami jeńcy stanowczo przeciwko temu protestowali. Dopiero, gdy przedstawiciele polscy zagrozili represjami wobec żołnierzy niemieckich powracających przez Kalisz z głębi Polski - władze obozowe ustąpiły i przekazały jeńców (Francuzów, Anglików i Amerykanów) pod opiekę polską.

      W Szczypiornie tkwili nadal Niemcy w sile 3 kompanii. Odwlekali swój wyjazd, wyraźnie zmierzając do wywiezienia znajdujących się tam wielkich magazynów. Sprawa ciągnęła się aż do 2 grudnia 1918 r. Mimo zwłoki, zasadniczego celu Niemcom nie udało się osiągnąć. Wskutek rozebrania przez POW szyn kolejowych w kierunku Skalmierzyc, wszystkie zapasy zostały na miejscu. Do przepędzenia Niemców ze Szczypiorna 2 grudnia 1918 r. przyczynił się walnie oddział ochotników z Poznańskiego, który zajął opuszczone przez nich kwatery. Utworzeniu tego oddziału dała początek wspomniana grupa kilkunastu żołnierzy niemieckich Polaków, którzy na wezwanie Sztabu Wojskowego Ziemi Kaliskiej przeszli na stronę polską. W ciągu kilkunastu tygodni oddział ochotników znacznie się rozrósł, przekształcając się w Batalion Pograniczny. Z chwilą wybuchu Powstania Wielkopolskiego Batalion Pograniczny pod dowództwem ppor. Władysława Wawrzyniaka odegrał bardzo istotną rolę, przyczyniając się do wyzwolenia południowo - wschodniej części Wielkopolski.

Kazimierz Wojciechowski KalNow 11/2000


Twórcą i sponsorem stron internetowych Ziemi Kaliskiej jest rodzina Płocińskich w osobach Iwony i Krzysztofa - rodziców, niekiedy razem z dziećmi: Mateuszem, Szymonem, Marią, Piotrem i Aleksandrą. E-mail: krisplo@op.pl
Wszystkie opublikowane materiały można wykorzystywać w każdy godny sposób pod warunkiem podania źródła.
© 1996-2016 by Płocińscy