Baszta Dorotka
     
Aneta Kolańczyk
Kalisz i Russów w twórczości Marii Dąbrowskiej

Aneta Kolańczyk

 

Kalisz i Russów w twórczości Marii Dąbrowskiej

 Aneta Kolańczyk

  I Wydanie Internetowe
Krzysztof Płociński,  październik 2001
Wszelkie prawa zastrzeżone

Spis treści

I. Nasz dom

II. Spacerkiem po Kaliszu

III. Jak zostałam pisarzem

I. Nasz dom

"Któż by zapomniał Ciebie, Ty, którego już nie ma?
Któż by zapomniał Ciebie, domie dzieciństwa?
Brama była pluszowa od mchu...
... Olbrzymi klomb jak cmentarz obrastał w lilie ceglaste...
... A ściany były białe...
A dach się wbijał w modre niebo, niczym prosta i surowa kantyczka ciemnoczerwonej starej pieśni.
Do szczytu było daleko, a gołębie na nim tak małe jak krople srebra.
Słońce tańczyło po dachu w kręgach jasnoróżowych...

...Dom, w którym urodziliśmy się wszyscy, a w którym nikt z nas nie umrze."

Maria Dąbrowska 
"Pisma rozproszone"

      ..." Było już na pół ciemno, dookoła jak okiem sięgnąć, leżały pod szarym niebem gładkie równiny. Na prawo od miejsca gdzie wysiedli, wiatrak chodził pomału, wydając odgłos: ach-ach. Z lewej strony przy zejściu się drogi z szosą widać było murowaną kapliczkę, a cały ten krajobraz był czarnosiny, zimny niby żelazo...". 

      Tymi słowami na kartach "Nocy i dni" Maria Dąbrowska opisuje przyjazd Niechciców do Serbinowa. 
Ciekawe czy podobne odczucia mieli Ludomira i Józef Szumscy, gdy w 1889 r. przyjechali do Russowa z maleńkim synem Jankiem?
      Do Russowa, który stanie się później ukochanym miejscem Marii Dąbrowskiej i który wielokrotnie będzie wspominać w swojej twórczości. Zawsze ciepło, serdecznie, z miłością i czcią.
      Russów jak podaje Edward Polanowski po raz pierwszy został odnotowany w Bulli Gnieźnieńskiej z 1136 r. pod nazwą Rus. Jest to nazwa dzierżawcza, a w znaczeniu pospolitym oznacza "ryży, rdzawy, lisowaty" 
      Ludomira i Józef Szumscy przyjechali do Russowa z Rumoki (miejscowości koło Mławy), gdzie mieszkali od 1886 r. Józef Szumski był tam administratorem majątku Rudowskich. 
      Maria Dąbrowska często zmieniała nazwy miejscowości. W Nocach i dniach Rumoka występuje po nazwą Krępy, chociaż Mława występuje w powieści w niezmienionej nazwie. U rejenta w Mławie bywają Hipolitostwo Niechcicowie. Na pensji w tym mieście uczy się także Anka Niechcicówna.
      W Rumoce urodziło się Szumskim pierwsze dziecko - syn Adam, ale zmarł jeszcze w niemowlęctwie.
      W 1886 r. na świat przychodzi drugi syn Janek. Do tej postaci Maria Dąbrowska na-wiązuje w opowiadaniu "Janek" wchodzącym w skład zbioru "Uśmiech dzieciństwa".

      "Janek był najcudowniejszym chłopakiem na świecie. Duży barczysty a zgrabny, nosił wysoko swoją okrągłą mazurską, piękną głowę. Włosy szare jak święta ziemia. Oczy modre. Twarz złota i różowa, mieniąca się, wesoła, zuchowata. I silny. Po prostu urodził się siłaczem..." 

      Janek to powieściowy Piotruś, ale Piotruś z Nocy i dni łączy w sobie cechy obu zmarłych braci pisarki. W powieści Piotruś został pochowany na cmentarzu w Krępie. W Kluczborku zostało pochowane pierwsze dziecko Szumskich. 
      Janek podobnie jak Piotruś zmarł na dyfteryt w wieku 3,5 roku, ale miejsce jego pochówku to Tykadłów, do którego parafii należał Russów. Niestety nie ocalał do dzisiaj grób małego Jasia Szumskiego.
      Rumoka, w której mieszkali Ludomira i Józef Szumscy w pierwszych latach po ślubie była miejscowością położoną w ładnej okolicy. Ziemia urodzajna, właściciele majątku mili i życzliwi. Kiedy jednak nadarzyła się okazja na usamodzielnienie Szumscy zdecydowali się przenieść do Russowa. Pośrednikiem, który załatwiał transakcję między Szumskimi a Kazimierzem Waliszewskim, pełnomocnikiem właścicielki Russowa mieszkającej na stałe w Paryżu Hildegardy Mniewskiej był Władysław Leszczyński (mąż Julii, siostry Ludomiry Szumskiej) z Rychnowa.

      "Teresa donosiła, że o milę od Kalińca jest do wzięcia w samodzielną administrację duży, trzydziestowłókowy majątek, własność pani Letycji Mioduskiej, zamieszkałej w Paryżu. Sprawą tą zajmuje się jej plenipotent, niejaki Daleniecki, mieszkający również w Paryżu, ale chwilowo przebywający w Kalińcu ..." 

      Z przytoczonego cytatu widać wyraźną analogię powieści i rzeczywistości. Leszczyńscy z Rychnowa to oczywiście powieściowi Teresa i Lucjan Kociełłowie , Hildegarda Mniewska to Letycja Mioduska, a Kazimierz Waliszewski to powieściowy Daleniecki. I tak jak w powieści Waliszewski poślubił Mniewską i w roku 1911 sprzedał majątek w Russowie za plecami Józefa Szumskiego.
      Życie państwa Szumskich w początkowych latach pobytu w Russowie było bardzo skromne. Zaniedbany majątek wymagał sporych inwestycji 

      "Stan budynków i narzędzi był wręcz fatalny (...) Wszystko wskazywało na to, że tu trzeba będzie robić wkłady i wkłady, a o dochodach nie mogło być na razie mowy...".

      Ponadto dom otoczony był sześcioma stawami, co stanowiło również pewną niedogodność i niebezpieczeństwo.

     "... żeby jeden, żeby rzeka, żeby jezioro, ale nie! - sześć, wyraźnie sześć stawów dookoła domu, sześć miejsc o wodzie stojącej, zionącej może malarią, nie mówiąc już o rojących się zapewne wiecznie nad nimi komarach..." 

      Szumscy nie utrzymywali stosunków towarzyskich z okolicznymi właścicielami ziemskimi. Wyjątek stanowił Gustaw Kurnatowski z Poklękowa.
      Do Russowa przyjeżdżają również Leszczyńscy z Rychnowa z córkami Stellą i Marią, brat Ludomiry Bronisław Gałczyński z żoną Marianną z Chrzanowskich Gałczyńską oraz rejent Władysław Bohowicz z żoną Emilią z Chrzanowskich Bohowiczową.
      Marianna i Bronisław Gałczyńscy są prototypami Michaliny i Daniela Ostrzeńskich z Nocy i dni. On jest nauczycielem przyrody i geografii w Kaliskiej Szkole Realnej. Jak każdy naukowiec nie potrafi przepychać się przez życie i zapewnić odpowiednich warunków materialnych żonie i pięciu synom. Dlatego Marianna musi wziąć sprawy w swoje ręce. Czynna, aktywna, przedsiębiorcza kobieta oprócz szerokiej działalności społecznej dba również o interesy swojej rodziny. Otwiera w Kaliszu sklep pod nazwą Bazar Szkolny, który wkrótce stanie się bezkonkurencyjny w mieście. Zajmuje się również przewożeniem przez granicę działaczy politycznych. Jej siostra Emilia Bohowiczowa spiritus movens życia kulturalnego w Kaliszu (powieściowa Stefania Holszańska) w książce "Kaliniec a rzeczywistość" ma żal do Dąbrowskiej, że postacie Marianny i Bronisława Gałczyńskich przedstawione są w powieści karykaturalnie, wręcz śmieszne. Czyż nie budzi uśmiechu wiecznie zazdrosny o Michasię, zdziwaczały Daniel, lub krzykliwa energiczna wiecznie za czymś goniąca Michalina?
      A przecież te osoby Gałczyńscy i Bohowiczowie to "śmietanka" życia kulturalnego w dziewiętnastowiecznym Kaliszu. To właśnie dom Gałczyńskich gromadził wybitnych przedstawicieli inteligencji kaliskiej.
      Marianna była wielką działaczką Towarzystwa Dobroczynności, brała udział w kwestach, organizowała i reżyserowała przedstawienia amatorskie, była uczestniczką słynnych Piątków Literackich 

      "Dla pokoleń, które prawem kolejności zajmują miejsce tych, które odeszły, lub odchodzą w przeszłość, utwór odznaczony nagrodą państwową przez Akademię Literatury, może posiadać znaczenie dokumentu.
      Przyglądając się wydarzeniom i postaciom niby wpływowym na terenie miasta prowincjonalnego działaczy, młodzi będą pytać:, co zrobiliście z ideologią romantyczną Trzech Wieszczów, która nas wychowała?, co czyniliście wtedy, kiedy my formowaliśmy zacięgi, przygotowując się do walki o niepodległość.
      Chcąc odpowiedzieć na te pytania trzeba przeciwstawić charakterystyce Nocy i dni szereg faktów konkretnych świadczących wymownie, że niedołęstwo, bierność i karygodny egoizm nie stanowiły treści duchowej miast prowincjonalnych tej epoki, przeciwnie na terenie tych miast rodziły się czyny, dzięki którym pozostał dorobek zasługujący na przekazanie odrodzonej ojczyźnie.(...)
(...) Były liczne jednostki, które posiadały ogromną inicjatywę. Te jednostki organizowały pracę społeczną i polityczną. Oczywiście praca ta napotykała na swej drodze przeszkody zasadnicze: przeciwdziałanie władz zaborczych (...)".

      Noce i dnie są jedyną powieścią w dorobku pisarskim Marii Dąbrowskiej, w której zawarta jest tak duża ilość faktów biograficznych dotyczących rodziny pisarki, szczególnie ze strony matki.
      Ewa Korzeniewska w książce "Maria Dąbrowska. Kronika życia" tak pisze o autorce Nocy i dni:

      "Maria Dąbrowska obdarzyła członków swojej rodziny rapularzykami z prośbą o zapisywanie materiałów i przeżyć - były to " materiały literackie" wykorzystywane w twórczości (...)
      (...) Dzieje przodków i krewnych żyły w jej pamięci i przeniknęły cała jej twórczość". 

      Brat Ludomiry Szumskiej Włodzimierz Gałczyński na stałe mieszkający w Rosji przed śmiercią w roku 1899 napisał "Genealogię mojej rodziny". Ten dokumencik stał się źródłem wiedzy Marii Dąbrowskiej o rodzinie matki.
      Włodzimierz Gałczyński stał się pierwowzorem Juliana Ostrzeńskiego z Petersburga, a wspomniana wyżej genealogia występuje na kartach Nocy i dni

      "Gdy pani Barbara wyjmowała z półki książkę na podłogę wypadł z poza niej zeszyt w ceratowej okładce. Podniosła go i zobaczyła, że był to pamiętnik Juliana Ostrzeńskiego (...)
      (...) Pismo było bardzo wyraźne, prawie kaligraficzne i zaczynało się w następujące słowa: "Kreślę ten pobieżny rys genealogiczny naszej rodziny dla wiadomości dzieci Daniela Ostrzeńskiego, Teresy Kociełłowej i Barbary Niechciciowej" (...) 

     W roku 1925 Maria Dąbrowska zwróciła się do matki z prośbą, aby:

      "wiernie i szczegółowo spisała wspomnienia z czasów swojej młodości. Matka sięgnęła pamięcią aż do 1868 r i spisała dzieje swej młodości do czasu zamieszkania w Russowie tzn. do końca 1888 r. Pamiętniczek ten ma 32 strony, na odwrocie jego okładki Maria Dąbrowska napisała "To jest źródło Nocy i dni. Spisany dla mnie w 1925 r. Pamiętniczek mojej matki(...)". 

      Cennym źródłem wiedzy o matce były też listy Ludomiry Szumskiej (w większości pisane w Warszawie, gdzie Ludomira pobierała nauki kroju i szycia w magazynie mód J. Kuchnke) do siostry Julii i jej dwóch córek Stelli i Marii. 
      W Dziennikach Marii Dąbrowskiej odnajdujemy następujący zapis opatrzony datą 25 maja 1918 r.

      "Marysia daje mi do przeczytania listy z młodości Mamusi, pisane w latach 1881 - 84 do jej matki, a mamusinej siostry Julii z Gałczyńskich Leszczyńskiej. 
      Boże, gdzie się podziała ta moc poezji, to odnajdywanie piękna wszędzie i we wszystkim, to patrzenie na życie pod kątem kpin, wesołości i entuzjazmu. 
      Jakim zachwycającym stworzeniem była moja matka. Czytałam te listy płacząc... 

      Nieco więcej trudności sprawiło Dąbrowskiej zebranie informacji o pochodzeniu ojca Józefa Szumskiego. On sam niechętnie wspominał młodość. Pisarka czerpała więc wiedzę o rodzinie ojca z opowieści swojej matki i brata Józefa - Franciszka Szumskiego. 
      Na podstawie tych informacji spróbujmy odtworzyć młodość rodziców autorki Nocy i dni i okoliczności ich poznania. 
      Józef Szumski urodził się 11 kwietnia 1844 r. w Zielonej k/Kuczborka. Był drugim dzieckiem Teofila Szumskiego i Florentyny z Sułkowskich Szumskiej. 
      Fakty dotyczące udziału Józefa Szumskiego w powstaniu styczniowym przytoczone na kartach Nocy i dni są prawdą, jak również to, że w potyczce pod Kuczborkiem został ranny bagnetem w pierś. Ślad po ranie nosił do końca życia. 
      W powieści Bogumił Niechcic opowiada swoje dzieje Ksawuni Woynarowskiej 

      "... Cóż stąd, że byłem w powstaniu? 
      Wiesz ile wtedy miałem lat? Piętnaście. Majątek nam zabrali, ojca wywieźli, matka wyjechała za nim. Ja zostałem u jednych bogatych krewnych(...)
      (...) Przyszło mi do głowy iść do wojska. Myślałem, że mnie powiodą gdzieś ku Syberii, w te strony gdzie był mój ojciec. A mnie tymczasem kazali służyć w Warszawie. Zacząłem z nudy hulać. Przyszło raz do awantury z moim dowódcą, z którym się spotkałem w ordynarnej tancbudzie. Wyrżnąłem wtedy tego majora wazą ponczu w łeb. Groził mi sąd wojenny, tak, że zaraz, prosto z tej sali przyjaciele powieźli mnie saniami w świat. Dostałem się za granicę, a tam tak jakoś wszystko poszło żem popadł w nędzę, w poniewierkę. W Kotbus budowałem nasyp kolejowy, we Frankfurcie nad Menem sprzedawałem pieczone kasztany. Byłem tragarzem i górnikiem, pracowałem u fotografa i fryzjera, trwało to lata, lata...
      Wreszcie spotkałem raz damę. Poznała moje losy i tak mnie jakoś zaklęła bym się dobywał z dna. Napisała list do jednego właściciela różnych majątków swojego krewnego. U tego krewnego zacząwszy prawie od parobka, doszedłem do stanowiska zarządcy wielkiego folwarku. Tam nauczyłem się wszystkiego, co umiem. To było w Czechach, a stamtąd dostałem się w poznańskie. I na koniec po latach tak się złożyło, że można było wrócić(...)"
. 

      Kiedy wybuchło powstanie Józef Szumski miał lat 19. W poznańskim był rzeczywiście w majątku rodziny Jackowskich w Bielicach.
      Po latach tułaczki powrócił do Kuczborka i objął funkcję zarządcy majątku Kisielnickich. Tu poznał swą przyszłą żonę Ludomirę Gałczyńską, która przyjeżdżała w te strony na wakacje do swoich krewnych - Rzymowskich.
      Ludomira Gałczyńska urodziła się 11 listopada 1856 roku w Gawronach pod Łęczycą. Była najmłodszym dzieckiem Feliksa i Józefy z Majewskich Gałczyńskich. 
      Rodzice Ludomiry często zmieniali miejsca zamieszkania: Gawrony, Lorenki pod Zgierzem, Piotrków. 
      Kiedy 31 maja 1861 roku rażony piorunem ginie Feliks Gałczyński, Józefa, z pięciorgiem dzieci postanawia przenieść się do Kalisza.
      Ewa Korzeniewska tak pisze o tym fakcie:

      "Maria Dąbrowska w "Dziennikach" z dnia 09 grudnia 1925 roku pisała:
      Po śmierci dziadka i stracie wszystkich folwarków babcia mieszkała w Piotrkowie, ale tam były tylko cztery klasy, więc dla kształcenia dzieci przeniosła się do Kalisza. 
      Tam mieszkała z córkami na Chmielniku, na poddaszu, jeden pokój z przepierzeniem. Nędza. 

      Ludomira Gałczyńska i Józef Szumski zawarli związek małżeński w lutym 1884 r w Warszawie. 
      Po śmierci dwóch synów Adama i Janka, 6 listopada 1889 roku przychodzi na świat kolejne dziecko Szumskich - córka Maria. Metryka chrztu sporządzona przez księdza Augustyna Gajkowskiego ówczesnego proboszcza w Tykadłowie, brzmi:

      Działo się we wsi Tykadłów 7 kwietnia 1890 roku o godzinie dziewiątej po południu. Stawił się osobiście Józef Szumski lat 45 i przedstawił dziecię płci żeńskiej urodzone we wsi Russew 6 listopada 1889 r. o godzinie 8 rano z prawowitej małżonki Ludomiry z Gałczyńskich lat 33.
      Dziecięciu nadano imiona Maria, Kazimiera, a rodzicami chrzestnymi byli; Kazimierz Waliszewski mieszkający w Paryżu i Marianna Gałczyńska mieszkająca w Kaliszu.

Marysia Dąbrowska

      W roku 1891 rodzina Szumskich powiększa się o kolejną córkę Helenę, w 1894 na świat przychodzi Jadwiga, w 1895 Stanisław, a w 1896 Bogumił.
      W Nocach i dniach Niechcicowie mają troje dzieci. Najstarsza Agnieszka ma bardzo dużo cech Marii Dąbrowskiej. Wiele faktów z życia pisarki staje się również udziałem Agnieszki; nauka na pensji w Kaliszu, udział w strajku szkolnym w rządowym gimnazjum, studia przyrodnicze w Lozannie, wreszcie miłość i małżeństwo z ideowcem, zapalonym rewolucjonistą.
      Tomaszek z Nocy i dni przypomina młodszego brata Dąbrowskiej - Stanisława. 
       Nieco inaczej przedstawia się sprawa z Emilką. Postać ta pozbawiona osobowości występuje w powieści niejako "przy okazji". Niewiele o niej wiemy oprócz tego, że była ładna, najładniejsza z rodzeństwa. 
      W "Domowych progach", (które były pierwszą wersją tomu drugiego Nocy i dni) drugie dziecko Niechciców ma na imię Małgosia nie Emilka. 
      Kluczem do rozwiązania tej niejasności może być wypowiedź samej Marii Dąbrowskiej, która w Dziennikach w dniu 13 sierpnia 1917 roku pisze:

      "Długo w nocy nie spałam. Oddawałam się niezwykle inteligentnemu zajęciu, mianowicie obmyślaniem imion dla swoich dzieci, które kto wie, czy będę miała, a raczej chyba nie niż tak. 
     Obmyśliłam dla dziewczynki Emilia, a dla chłopca Krzysztof(...)". 

      Być może druga córka Niechciców nie przypominająca żadnej z sióstr Marii Dąbrowskiej to tylko marzenie pisarki o dziecku. Dlatego postać ta jest taka "papierowa" i niewyraźna, bo brak w niej prawdziwej duszy. 
      Spokojny żywot w Russowie w roku 1911 przerywa sprzedaż majątku za plecami Józefa Szumskiego. 
      Szumscy przenoszą się do Poklękowa ale na szczęśliwe życie, jakie wiedli dotychczas kładzie się jakiś cień. Pogarsza się też stan zdrowia Józefa Szumskiego. 
      17 kwietnia 1911 roku pisze on do swego przyjaciela Stanisława Rzymowskiego:

     "Ja jestem zdrów, tylko miewam ciężki kaszel, szczególnie zimą, tak, że się czasem żyć nie chce". 

      Ten  "ciężki kaszel", o którym pisze Szumski to początek choroby płuc, która już niedługo zgasi płomień jego życia.
      Jeszcze w tym samym roku Szumscy podejmują decyzję o sprzedaży Poklękowa, nowym nabywcą majątku zostaje Józef Durajczyk.
      Wybrałam się do Poklękowa wiosną. Podjeżdżam pod dom, który kiedyś należał do Szumskich. Obecny gospodarz 80-cio letni Józef Raszewski chętnie opowiada o swoim dziadku, który nabywał majątek bezpośrednio od Szumskich. Tego domu już prawie nie ma -  właśnie trwa jego rozbiórka. Młodzi gospodarze, dzieci Pana Raszewskiego pobudowali nowy dom. Czas jest bezlitosny dla starych budynków. 
      Marię Dąbrowską, która przecież przejeżdżała do Poklękowa mogą pamiętać tyko stare drzewa przed domem, staw, żuraw i wierzby nad stawem. Niedługo postęp i nowoczesność zniszczą tych ostatnich niemych świadków. Staw zostanie zasypany a wierzby wycięte.
     Ostatnim miejscem wspólnego pobytu Ludomiry i Józefa Szumskich były Wojsławice pod Błaszkami. Tu właśnie w lutym 1912 roku umiera Józef Szumski. Zostaje pochowany na cmentarzu w Chlewie. 
     Chlewo - miejscowość oddalona od Kalisza o ok. 28 km. Cmentarz położony na uboczu za wsią. Pytam ludzi krzątających się przy grobach o grób Józefa Szumskiego. Jakaś młoda kobieta wskazuje mi miejsce. Szara granitowa płyta, na środku ustawiony bukiet sztucznych kwiatów, mocno już wypłowiały od słońca. Podobno grobem tym opiekują się dzieci z tutejszej szkoły.
     Maria Dąbrowska w uzupełnieniu do dzienników Kalisz 1923 pisała:

      "Pewnego dnia pojechaliśmy do wsi Chlewo, naszej przed wojną parafii, gdzie pochowany był mój ojciec.
      Cmentarza nie poznałam. Był niegdyś pełny starych drzew i krzewów dzikiej róży. Nowy proboszcz kazał wyciąć wszystkie drzewa na jakąś parafialną budowlę. Biedota w okresie wojny porozbierała płoty. Mogiła ojca, dawniej osłonięta pięknymi akacjami, znajdowała się teraz na smutnym pustkowiu. Nic już na to nie mogliśmy poradzić. Posadziliśmy dookoła kamienia przywiezione rośliny, opłaciliśmy w parafii reperacje ogrodzenia i opiekę nad ta mogiła. Staliśmy długo nad szarym granitem, postanowiliśmy, że jak warunki nasze na to pozwolą, da się nową płytę i doda się w napisie "Powstaniec z 1863 roku". Nie wykonaliśmy jednak nigdy, niestety, owego postanowienia". 

      Myślę, ze nie byłoby błędem umieszczenie na grobie tabliczki z informacją, że Józef Szumski powstaniec z 1863 r. to ojciec Marii Dąbrowskiej.
      Ostatnim etapem mojej podróży "śladami autorki Nocy i dni" są Wojsławice. Miejscowości nie ma na mapie. Ktoś z mieszkańców Chlewa mówi jak mam jechać. Piaszczysta droga pod lasem, parę zabudowań. Pytam starszej kobiety o Wojsławice. Pada odpowiedź - tak to tutaj. Dom Szumskich też pamięta, ale teraz mieszka tam nowa rodzina. Zabudowania też są nowe. Ze starego folwarku został tyko spichlerz.
      - Dwór stał tam, gdzie teraz stoi obora objaśnia mi staruszka. Ale wie pani tak to niszczało przez lata, że w końcu zrobiła się z tego ruina i trzeba było rozebrać.
      Po śmierci Józefa Szumskiego Ludomira sprzedała majątek i przeniosła się do Kalisza. Zamieszkała w domu przy ulicy Wrocławskiej, gdzie przebywała do wybuchu pierwszej wojny światowej. Maria Dąbrowska przyjechała wówczas do matki. Po straszliwym bombardowaniu i pożarze miasta zdecydowały się na ucieczkę do Warszawy. Fakt ten, autorka Nocy i dni odnotowała w opowiadaniu "Rzemiennym dyszlem" wchodzącym w skład zbioru "Pisma rozproszone".
      Warszawa stanie się miejscem, w którym Maria Dąbrowska będzie mieszkała do końca życia. Tu przeżyje śmierć matki, męża i ukochanej siostry Jadwigi. 
      Kontakty z Kaliszem będą już tyko okazjonalne. 
      Ziemia kaliska, ludzie na tej ziemi żyjący są obecni w twórczości pisarki. Ona sama często wspomina miejsca, w których upłynęło jej dzieciństwo i młodość.
      W 1957 roku w nowo powstałym miesięczniku "Ziemia Kaliska" pisała:

      "Jestem dzieckiem ziemi kaliskiej. Z jej okolic i z samego Kalisza czerpałam natchnienie do moich książek: "Uśmiech dzieciństwa", "Ludzie stamtąd" oraz "Noce i dnie". Ta ziemia kształtowała moje poczucie artystyczne, styl i język całej mojej twórczości."

      W "Dziennikach" pod datą 6 czerwca 1951 roku odnajdujemy następujący zapis:

      "Cała moja dotychczasowa twórczość obejmuje mały skrawek ziemi kaliskiej, na którym się urodziłam i wychowałam. Wszystkie tematy moich głównych książek wydźwignęły się ze mnie w wiele lat po opuszczeniu na zawsze moich stron rodzinnych. Były miedzy innymi wyrazem tęsknoty za nimi, za krajem lat dziecinnych."

     Dworek russowski, nie jest tym samym budynkiem, w którym pisarka przyszła na świat.

      "Budynek przechodził okresy świetności i ruiny. Przed Szumskimi dworek został zdewastowany przez poprzednich administratorów. Szumski doprowadził budynek do przyzwoitego stanu, powstrzymał postępujące zwilgocenie, dobudował werandę. Ten stan utrzymał się w okresie dwudziestolecia międzywojennego, kiedy właścicielem folwarku został Bronikowski. Po wyzwoleniu w 1945 roku w dworku mieściła się szkoła. Po przeniesieniu szkoły do nowego budynku w 1953 roku dworek zajęli lokatorzy i nie konserwowany popadł w coraz większą ruinę. Lokatorom dano wreszcie mieszkania zastępcze, ale budynek nie nadał się już do remontu. Trzeba go było rozebrać i postawić nowe mury. Dzisiejszy budynek różni się znacznie wielkością i układem pomieszczeń od poprzedniego(...).

      Po odbudowie w 1971 r. dworek przeznaczono na muzeum Marii Dąbrowskiej.

Ten link przeniesie Cię na górę strony

II. Spacerkiem po Kaliszu

Chodziły tu kiedyś Sary, Rachele, sobolowe pannice
Z krzyczącymi czerwienią ustami
Jak tęgie dynie puchły ich kamienice
Pękatymi sklepami
I obok była tu kiedyś złota ulica
Żydowskiej biedy, targ, śledzie, bób gotowany,
Pierze w perukach i starych spódnicach,
Krzyk gęsi, kwaszone ogórki i płacz i ślepy Abramek
Krzyż się łamany tędy przetoczył ulice puste są
Jedynie firmament nad złotą zniża Abramkowe oczy
Jeszcze się tyko coś czasem zamiechci
W uliczce wspomnień: sklep z zeszytami dwóch pań Gałczyńskich,
Bliskich maleńkiej pani Dąbrowskiej,
To mostem między dzisiaj a tamtejszymi czasami
Odjeżdża na zawsze kolasa Barbary Niechcic

Wanda Karczewska
"Powrót do Kalińca"

      Kalisz - miasto położone nad rzeką Prosną (około 110 000 mieszkańców), jedno z najstarszych miast polskich, wymienione w zarysie geografii Klaudiusza Ptolemeusza 142 - 147 n.e. jako Kalisia.
      Drugi, co do wielkości po Poznaniu ośrodek przemysłowy w Wielkopolsce. 
      W początkach XX wieku miasto liczyło około 20 000 mieszkańców. Działał teatr, ukazywał się dziennik redagowany przez Józefa Radwana "Ziemia Kaliska".
      Najstarszą instytucją społeczną było Towarzystwo Dobroczynności. Uzyskanie zezwolenia na działalność Towarzystwa udało się załatwić w 1880 roku, gdyż władze rosyjskie uwzględniały akcje filantropijne. W pracach nad rozwijaniem Towarzystwa Dobroczynności na wyróżnienie zasługują dwa nazwiska: doktor Feliks Drecki i prezesowa Jadwiga Wyganowska. W Towarzystwie aktywnie działała Marianna Gałczyńska. Pod firmą miłosierdzia rozwijała się praca społeczno propagandowa. W 1905 roku działacz polityczny poszukiwany przez władze rosyjskie - Wacław Sieroszewski zostaje potajemnie przewieziony poza granicę zaboru przez Mariannę Gałczyńską. Z inicjatywy Towarzystwa Dobroczynności powołano Towarzystwo Higieniczne z doktorem Wernicem na czele. W 1895 roku została wydana książka "Prosna" pod redakcją sekretarza Towarzystwa Dobroczynności Władysława Bohowicza. W książce tej znalazły się m.in. utwory Konopnickiej, Tetmajera, Asnyka, Estraichera, Deotymy, Bałuckiego, Ujejskiego i wiele prac inteligencji miejscowej.
      Ponadto w Kaliszu działało Kaliskie Towarzystwo Wioślarskie, Towarzystwo Muzyczne oraz Towarzystwo Cyklistów słynne ze wspaniałych balów. Kapitanem lokalu był wuj Marii Dąbrowskiej Władysław Leszczyński. Na bale do Cyklistów chodziła "śmietanka towarzyska" ówczesnego Kalisza. 
      Po strajku szkolnym w 1906 roku została założona Szkoła Handlowa, uczęszczał do niej brat Marii Dąbrowskiej - Stanisław.
      W 1905 roku przybyła do Kalisza grupa znanych literatów z Henrykiem Sienkiewiczem na czele. Zwiedzano miasto, Sienkiewicz odwiedził wówczas schronisko dla dzieci i robotnic pod wezwaniem św. Antoniego w klasztorze poreformackim. Autor Trylogii wpisał się do złotej księgi schroniska.
" Miłosierdzie jest to siejba, której plony przeżyją przyszłe pokolenia"
      Stary gród nad Prosną, miejsca i ludzie żyjący na przełomie XIX i XX wieku został opisany przez Marię Dąbrowską dość wiernie i szczegółowo. Powieściowy Kaliniec to miejsce, do którego przyjeżdżają Niechcicowie w celu dokonania potrzebnych sprawunków, załatwienia spraw urzędowych, bądź też odwiedzenia rodziny. 
      Przejdźmy się, więc spacerkiem po Kaliszu i odwiedźmy miejsca, które związane są z Marią Dąbrowską. 
      Rozpoczniemy od Alei Józefiny (dziś Aleja Wolności), najbardziej reprezentacyjnej ulicy Kalisza. Przy niej mieści się, budynek sądu z wymownym napisem SUUM CUIQUE (każdemu, co mu się należy), kancelarie adwokackie i notarialne, teatr i park miejski.
      Aleja Józefiny (w Nocach i dniach nosi nazwę Karolińska) często odwiedzana jest przez rodzinę Marii Dąbrowskiej. Tu mieszkają Marianna i Bronisław Gałczyńscy.
      W "Domowych progach" odnajdujemy następujący opis domu wujostwa młodej Marii:

      "Minęli bramę, nad którą wisiał oświetlony już gazowym palnikiem szyld z napisem: Teatr letni w ogródku. Restauracja pierwszego rzędu A. Wylengi. Co dzień orkiestra damska i atrakcje artystyczne.
Z prawej strony podwórza, na które weszli kołatały i chrzęściły luźno warsztaty małej żydowskiej fabryki haftów czynnej i przy niedzieli. Z lewej strony w niskiej stajni przeznaczonej dla przyjezdnych ze wsi stąpały głucho konie. 
      Na środku podwórza ktoś zaprzęgał do bryczki. Obok płynęły z szumem przez rynsztok wylane gdzieś na piętrze brudy (...) 
      (...) Pośród kilkunastu olbrzymich drzew zwanych sielankowo " ogródkiem" paliła się już lampa gazowa, a w głębi poza drzewami świeciło się niewyraźne żółte światło i słychać było histeryczny kobiecy śpiew (...)." 

      Przy Alei Józefiny ma swoja kancelarię rejent Władysław Bohowicz, po latach otworzy tu sobie biuro ubezpieczeń Leon Dziewulski (mąż młodszej córki Julii Leszczyńskiej - Stelli). 
      Na końcu ulicy mieści się budynek teatru. W 1901 roku Maria Dąbrowska po raz pierwszy uczestniczy w przedstawieniu teatralnym "Jaś i Małgosia". W tym samym roku rozpoczyna się nauka młodej Marii na pensji H. Semadeniowej przy ul. Babina. Rodzice odwożą swoje najstarsze dziecko na naukę do miasta. Fakt ten odnotowany jest w Nocach i dniach.

      "Wyjechali tedy w jakiś czas po obiedzie i o czwartej koła ich zadudniły głucho po moście, za którym skręca się na Dziadowe Przedmieście. Słońce stało już nisko i na tle jaskrawych jego blasków ceglany kościół kanoników zdawał się fioletowy. Środkiem wielkiej ulicy płynęła tutaj rzeka, niosąca w błękitnym nurcie zniekształcony, niby pogruchotany wizerunek nadbrzeżnej alei. 
      Stanęli przed niską drewnianą bramą, za którą w głębi podwórza znajdowała się szkoła. Była to dwupiętrowa kamienica, oświecona w tej chwili łuną zachodu. Słońce gorzało we wszystkich oknach jej frontu, a ciepły różany blask ożywiał szare mury (...)." 

      Aby dojść z Alei Józefiny do centrum miasta trzeba było przejść na drugą stronę rzeki Prosny. Przez most nazywany przez kaliszan " kamiennym" codziennie wędruje do pracy Bronisław Gałczyński, biega Marianna doglądać czy sklep należycie prosperuje. W Nocach i dniach most kamienny występuje wielokrotnie. Przez niego z bijącym sercem będzie szedł Roman Katelba oświadczyć się Celinie Mroczkównie. Na tym samym moście zatrzyma się Marcin Śniadowski.

      "Po drodze stanął na kamiennym, pięknej budowy moście i patrzył na rzekę. Z jednej strony domy zdawały się wyrastać z wody - z drugiej wichrzyła się gąszcz parku. W zapadającym zmierzchu wyglądało to nadzwyczaj malowniczo. 
      - Czort! Wenecja czy co - mruknął z odrobiną zawstydzonego wzruszenia, jakie wzbudza widok piękności własnego kraju (...)." 

      Serce Kalisza - rynek z ratuszem i wieńcem otaczających go kamienic - gromadzi najwięcej ludzi. Tutaj mieszczą się też najbardziej ekskluzywne sklepy. 
      Maria Dąbrowska w Nocach i dniach zabiera nas na kaliski rynek i przylegające doń uliczki. W sklepie z ubraniami Żyda Samuela Nussena Niechcicowie kupią Agnisi płaszczyk, obejrzą wystawę sklepu norymberskiego Rotermunda i kolonialnego Czynkla. 

      "Obejrzawszy norymberszczyznę pani Barbara i Agnisia stawały kolejno przy obu szybach Czynkla. W jednej z nich terakotowy krasnolud wysypywał z rogu obfitości całą rzekę bakalii, w drugiej Chińczyk w kimonie stał śród napitków i dźwigał kosze herbaty pachnącej aż na ulice swym własnym aromatem oraz wonią cynowego opakowania. W sklepie widać było przez szeroko rozwarte drzwi blok tłustej kłaczastej chałwy, kosze winogron i stosy brązowozłotej wędzonej ryby. 
      - Jak ja byłam młoda - rzekła pani Barbara - to nawet w Warszawie takich sklepów nie było(...)". 

      W cukierni Kleszcza opisywanej przez Dąbrowską niezwykle drobiazgowo zjedzą podwieczorek

      "Ciastka rozpościerały się tu przez całą długość pokoju, piętrzyły się stosami na szklanych blatach, na fajansowych gerydonach, piętrzyły się same na sobie, leżały wszędzie po kątach na wielkich prosto z pieca wyjętych blachach. Śliwkowy placek pachniał spieczonym miąższem węgierek, spomiędzy suchych płatków francuskiego ciasta wyciskał się tam gesty, żółty krem, tu - marmolada z jabłek, mokre ciastka tortowe pachniały rumem, na ponczowych babkach lśniła czekoladowa polewa, błogie zapachy masła, cukru i czekolady nasycały powietrze. (...)". 

      W przylegającej do rynku ulicy Warszawskiej znajdował się sklep ze słodyczami Bonbons de Varsovie. O tym sklepie możemy przeczytać w Domowych progach następujący fragment:

      "Pani Barbara zatrzymała się koło sklepu ze słodyczami Bonbons de Varsovie.
      Patrzajcie sklep Holszańskiej. Owszem wystawa bardzo ładna. Pani Holszańska była krewną Danielowej Ostrzeńskiej. Sklep założyła świeżo, ponieważ między paniami kalinieckimi była teraz moda, żeby zakładać sklepy (...)". 

      W Rynku pod numerem 10 mieścił się również sklep Marianny Gałczyńskiej - Bazar szkolny.
      Z Rynku udajemy się na Plac Św. Józefa. Idziemy znaną nam również z Nocy i dni kamienistą i wąską ulicą Mariańską.

      "Na szczelnie zabudowanej ulicy jest tak, jak gdyby napalono. Mniejsze sklepy są pootwierane na oścież i zieją wonią swoich towarów. Wdycha się tu zapach szpagatów, trocin, taniej łokciowizny i materiałów aptecznych, zaprawiony kwaśnym odorem wapnowanych rynsztoków. 
      Okna mieszkań ponad sklepami są gdzieniegdzie także otwarte. Za jednym z nich ktoś gra niebrzydko na fortepianie, orzeźwia to powietrze niby dźwięczy strumień. Na chodnikach słychać szemranie kroków, za to środek ulicy spoczywa w ciszy. Z rzadka tylko dzwonią po bruku lekkie wiejskie pojazdy, huśtające się na świecących resorach. Czasem przetoczy się bełkocząc niemrawo chłopski wózek lub zatrzeszczy miejska dorożka(...)". 

      Przy ulicy Mariańskiej znajdowała się również winiarnia Peschkego, w której często spotykał się z kolegami Lucjan Kociełł.
Plac św. Józefa ( powieściowy Plac Świętojański) jest także z dużą dokładnością opisany przez autorkę Nocy i dni

      "Na chodnikach stały kuliste akacje o pobrużdżonej, spękanej korze. Na lewo, spośród zaułka spiętrzonych na siebie starych domostw, dźwigał się kościół, a naprzeciwko była brama, za którą w rozłożystym pałacu gnieździły się rosyjskie władze guberni. 
       Między kościołem a pałacem gubernatora u wylotu krótkiej alei widać było zwichrzone drzewa parku. 
       Resztę placu otaczały niskie, wygodne kamienice, a na środku tkwił pośród krzaków czarny, wysoki obelisk. Nikt z tutejszych ludzi nie umie już powiedzieć, na jaką pamiątkę został on zbudowany. Wznieśli go jacyś cesarze, którzy się tu kiedyś w owym mieście spotkali. Mniemali, że to ich zejście się było dla miasta rzeczą ważną, godną czarnego obelisku, ale życie przetoczyło się nad tą sprawą i dziś nikomu nie przyjdzie nawet do głowy, żeby przeczytać gęste napisy strzeżone przez lwie głowy z brązu. Pomnik ma już od dawna całkiem inne znaczenie. Nadaje miano studni, która się znajduje tuż obok i zawiera najlepszą w mieście wodę (...)". 

      Na placu rzeczywiście znajdowała się studnia z najlepszą w mieście wodą, a wspomniany w powieści pomnik to odsłonięty 25 czerwca 1841 r obelisk upamiętniający zawarcie traktatu rosyjsko - pruskiego w Kaliszu w 1813 r.

      "Pomnik miał kształt obelisku i wykonany był z lanego żelaza. Całość wspierała się na trzech stopniach. Kapitel wieńczyły cztery dwugłowe orły połączone laurami. Na obelisku umieszczono cztery koła, każde z nich składało się z siedmiu gwiazd. Na cokole pomnika z czterech stron umieszczono napisy w języku rosyjskim:
I strona:
     Niechaj Bóg Wszechmogący błogosławi związek i przyjaźń Rosji z Prusami dla spokoju i dobra obydwóch narodów i dla strachu wspólnych ich wrogów.
II strona:
      25 marca 1813 roku Fryderyk Wilhelm III król pruski w mieście Kaliszu zawarł z cesarzem Wszechrosji Aleksandrem I związek dla oswobodzenia Europy.
III strona:
      31 sierpnia 1835 roku powtórne połączenie ruskich i pruskich wojsk pod Kaliszem po dwudziestoletnim pokoju utrwalonym ich zwycięstwami, w obecności Mikołaja I cesarza Wszechrosji i Fryderyka Wilhelma III króla pruskiego.
IV strona:
      Wiernemu przyjacielowi i sprzymierzeńcowi Cesarzy Wszechrosji, Aleksandra I i Mikołaja I, królowi pruskiemu Fryderykowi Wilhelmowi III". 

      Pomnik będący dla kaliszan symbolem ucisku i przemocy, został zdemontowany po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Na jego miejscu stanęła fontanna. Dziś znajduje się tu pomnik papieża Jana Pawła II wzniesiony po wizycie ojca świętego w Kaliszu w 1997.
     Z Placu św. Józefa udajemy się do parku, choć dziś kaliski park miejski zatracił już swą dawną urodę i świetność. W XIX wieku "letni salon Kalisza" jak go określił Edward Polanowski był piękną wizytówka miasta

      "Poczynając od początku XIX wieku w każdym opisie czy relacji podróżniczej o Kaliszu znajdujemy mniej lub bardziej rozbudowany fragment dotyczący miejscowego parku. Nie sposób zliczyć zachwytów, słów pochwały, a nawet lirycznych uniesień związanych z tą najbardziej uroczą częścią miasta. Zmieniały się ulice i domy, powstawały nowe dzielnice i place, a park - jak dawniej - pozostał celem ulubionych spacerów, miejscem gdzie człowiek z chwilą wejścia w cień rozłożystych drzew odnajduje natychmiast kontakt z naturą. Rzadko gdzie ruchliwe śródmieście leży tak blisko zielonej oazy, a rzeka z przerzuconymi przez nią mostami tworzy z zielenią drzew ową harmonię, dostępną jedynie w świecie przyrody (...)".

      Wiele ciepłych słów poświęciła kaliskiemu parkowi Maria Dąbrowska. Na stawie położonym w głębi parku potocznie zwanym kogutkiem, (od blaszanego kogutka umieszczonego na szczycie altanki stojącej na wysepce na środku stawu) zimową porą ślizgała się Agnieszka Niechcicówna, doznając pierwszego silniejszego drżenia serca na widok ładnego Krzysia Łaskiego.

       "Na kogutku ślizgali się uczniowie i większość pensjonarek. Każda miała wśród nich braci albo znajomych, których przedstawiała koleżankom, a oni zapraszali panienki do ślizgania się w parę lub wozili je na saneczkowych fotelikach. Później w klasach i sypialniach szły o tym rozmowy szepty, zwierzenia, śmiechy, płacze (...)". 

      W Parku kaliskim przy wejściu od strony teatru mieściła się cukiernia E. Wernera, lubiana przez kaliszan ze względu na swoje malownicze położenie i "niezłe" ciastka.

      "Stoliki w cukierni Wernera w parku były rozstawione między drzewami. Dla tych drzew i dla widoku na rzekę dążyli tu chętnie ludzie miejscowi, gdy przyjezdni ze wsi woleli cukiernie w śródmieściu (...)". 

      Z parku dochodzimy znów do alei Józefiny, z której rozpoczęliśmy nasz spacer. Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę na moście i razem z Marią Dąbrowską popatrzmy na płynącą leniwie Prosnę.

      "Rzeka była malinowa od zorzy. Nadbrzeżne domy zbiegały się z dwu stron ku sobie, tak, że kominy dalekiego browaru zdawały się wyrastać wprost z wody. Od tego krajobrazu wiało mglistą i fioletową ciszą, w której ubogi zgiełk miasta dźwięczał melodyjnie jak pieśń (...)". 

      Po śmierci radcy Joachima Barbara i Bogumił Niechcicowie otrzymują spadek. Za uzyskane pieniądze chcą kupić kamienicę przy ulicy Owocowej w Kalińcu. Pośredniczką w załatwieniu transakcji jest stara Żydówka Arkuszowa.

      "Zeszli na drugą stronę ulicy i przyjrzeli się wskazanej przez Arkuszową kamienicy. Była to dwupiętrowa kamienica o ścianach pomalowanych na jasnokremowy, smaczny i ciepły kolor. 
      - I nigdzie żadnych wywijasów, żadnych ozdóbek, których ścierpieć nie mogę - mówi pani Barbara.
Rzeczywiście nad bramą i oknami znajdowały się jedynie proste, żłobkowane listwy, podbite modrym cieniem. Na parterze we wszystkich oknach z obu stron bramy kwitły kwiaty (...)". 

      Ludomira i Józef Szumscy rzeczywiście kupili w Kaliszu kamienicę (za pieniądze uzyskane ze spadku po radcy Antonim Gałczyńskim), której wygląd idealnie pasuje do opisu Marii Dąbrowskiej. Kamienica ta mieści się przy ulicy Kościuszki 22. Szumscy nabyli ją 28 sierpnia 1905 r., sprzedali 14 października 1910 roku.
     W powieści z transakcji nic nie wyszło gdyż Niechcicowie zdecydowali się nabyć od Anzelma Ostrzeńskiego place na Oczkowie:

      "Stali tu pośród najgłuchszej wsi. Z jednej strony dorożki rozciągało się pole zżętego żyta. Panowała nad nim cisza bez dna, właściwa skoszonym polom. Od kop żytnich padały na ściernisko długi cienie. Z drugiej strony kwitły nędzne kartofle, nad którymi latały bez szelestu drobne motyle. Z daleka, z bardzo daleka widać było miasto. Iskrzyło się i mieniło w blaskach nadwieczornego słońca tak, że cegły wydawały się rubinami, tynk - alabastrem, a szyby, całe w pożodze - czystym złotem. 
      Nieco bliżej, na rozkopanych terenach, widniały w klatce rusztowań ceglaste szczerbate mury budującego się dworca. (...)". 

      Powieściowy Oczków to Dobrzec, wieś pod Kaliszem, której tereny obejmowały okolice budującego się dworca kolejowego. Dziś w tym miejscu mieści się osiedle bloków mieszkalnych zwane swojsko Kalińcem, a główna arteria tego osiedla to oczywiście ulica Barbary i Bogumiła.
     W dniach od 16 do 18 września 1989 roku w Kaliszu zostały zorganizowane przez Kaliskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk obchody poświęcone stuleciu urodzin autorki Nocy i dni.
     Odbył się wówczas szereg imprez: koncertów, przedstawień, wystaw, konkursów. Otwarto zrekonstruowany dworek w Russowie. W ratuszu odbyła się cztero dniowa sesja naukowa poświęcona pisarstwu Marii Dąbrowskiej i jego recepcji.
      Uroczystości rocznicowe zaowocowały wydaniem książki pt.: "Księga Kaliska. W stulecie urodzin Marii Dąbrowskiej", w której znalazły się publikacje "wielkich znawców tematu". Są wśród nich tak znane nazwiska jak: T. Drewnowski, Z. Libera, J. Kulczycka - Saloni i inni.
       W przedmowie napisanej przez Tadeusza Drewnowskiego czytamy:

      "06 października 1989 roku obchodziliśmy stulecie urodzin Marii Dąbrowskiej. Inicjatywę uczczenia swej pisarki przejął Kalisz. Stosunki Dąbrowskiej z miastem jej młodości i najstarszym miastem polskim układały się różnorako. To, co miało stać się nimbem, sławy dla Kalisza początkowo było źródłem niechęci. Podobnie jak Lubeka na Buddenbrooków Tomasza Manna, Kalisz krzywił się dość długo na Noce i dnie. Uważano, że powieściowy Kaliniec zdeprecjonował zasługi miasta. Zwłaszcza kręgi inteligencji kaliskiej przyjęły jej przeznaczone kartki Nocy i dni jako obrazę, a kuzynka Dąbrowskiej wystąpiła z osobno opublikowanym pamfletem na pisarkę ("czy talent upoważnia - pisała - do żerowania piórem na polach zasługi i zamieniania ich na cuchnące bagna?"). Jeszcze po wojnie, gdy w objeździe po Polsce Dąbrowska zawitała do teatru kaliskiego z wieczorem autorskim, przyjęto ją dość obojętnie. Lody prysnęły dopiero, kiedy podczas wręczania doktoratu honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego w 1957 roku padły pamiętne słowa: "...w mojej osobie nadaliście, panowie, doktorat honorowy mojej ziemi rodzinnej, Ziemi Kaliskiej, Ziemi Wielkopolskiej, która była jednym ze źródeł polskiego języka literackiego, której też honoru dzisiejszego winszuję, kłaniając się nisko z miłością i wdzięcznością".

       Sprowincjonalizowany i zaniedbany wówczas Kalisz po prostu zwariował. Wkrótce w 1800 lecie miasta przyznano Dąbrowskiej honorowe obywatelstwo (...)". 
     Kalisz miał swoje stałe miejsce w sercu Marii Dąbrowskiej. Dała temu wyraz nie tylko w twórczości, ale również w różnego rodzaju wypowiedziach i wywiadach.
      Oddajmy, więc na koniec wędrówki po Kaliszu głos autorce Nocy i dni, niech jej wypowiedź będzie pięknym podsumowaniem:

      "Dla mnie Kalisz jest już tylko snem dzieciństwa i pierwszych lat młodości. Lecz w tym śnie - jest miastem najpiękniejszym na świecie.
      Miastem o najpiękniejszej rzece, najpiękniejszych ulicach, najpiękniejszych mostach, najpiękniejszych nocach i dniach...".

Ten link przeniesie Cię na górę strony

III. Jak zostałam pisarzem

... " Bo cóż jest bardziej naszą własnością
Niż świat wzięty w posiadanie przez wrażenia
i uniesienia z dzieciństwa..."

M. Dąbrowska.

      ... "Zapewne większość pisarzy podkreśla zgodnie, że pierwszym bodźcem, który uświadomił im ich zdolności pisarskie i pchnął je we właściwym kierunku było czytanie utworów literatury.
      I ja byłam namiętną czytelniczką, odkąd nauczyłam się składać litery. 
      Ale potrzeba wyrażenia słowem pisanym tego, co widzę i odczuwam, pojawiła się we mnie tak wcześnie, że chyba jeszcze coś innego wydobyło ją na jaw. Myślę, że były to uczucia zachwytu i zdumienia nad światem..." 

      Przytoczony cytat pochodzi z opowiadania Marii Dąbrowskiej pod tytułem "Jak zostałam pisarzem", wchodzącego w skład zbioru "Pisma rozproszone."

      Dalej czytamy jeszcze:

      ... "Kiedy miałam niecałe osiem lat - zwykły bieg dnia powszedniego w naszym domu wydał mi się nagle takim cudownym odkryciem godnym utrwalenia. Zeszyłam sobie z arkuszy papieru słusznie tak zwany zeszyt i od szóstej rano do późna wieczór, przenosząc się ze swym stołeczkiem od progu do progu, pisałam ołówkiem wielkie opowiadanie o tym, co się tego dnia w naszym domu od rana do nocy działo..." 

      Umiejętność dostrzegania uroków codziennego życia to cecha, która zaowocuje w późniejszej twórczości pisarki. Ta "zgoda na życie", traktowanie każdego dnia jako podarunku od losu, małego święta, tym ciekawszego, że niewiadomego sprawi, że wspomnienia z dzieciństwa, tak silne i żywe przenikną jej utwory i staną się nierozerwalnie związane z maleńkim skrawkiem kaliskiej ziemi.
      Dzieciństwo małej Marii musiało być szczęśliwe, gdyż tylko dziecko wychowane w atmosferze miłości i akceptacji może po latach wspominać je tak wiernie i drobiazgowo, z pogodną nutą spokoju i szczęścia.
      Arkadia Marii Dąbrowskiej - niewielki dworek z ganeczkiem otoczony parkiem. Tu uczy się poznawać świat, chłonąc jego niezwykłość i piękno. Później, kiedy nauczy się czytać, w smakowaniu urody życia pomogą jej jeszcze książki. To zamiłowanie do czytania "wszelkiej literatury" możemy odnaleźć w "Nocach i dniach" w osobie Agnisi Niechcicówny, bohaterki najbliższej samej pisarce.

      ... "Agnisia między innymi, dlatego lubiła być sama, że pochłaniało ją czytanie. Czytała również właściwie bez wyboru, co jej wpadło do ręki. Czytała zarówno książki dla dorosłych, jak dla dzieci, nie gardziła nawet obrazkowymi czytankami Tomaszka, które zarzucone i podarte wyciągała spod kanap, łóżek i stołów. Podobały jej się opisy nadzwyczajnych przygód, wypadków i podróży, ale najwięcej lubiła wiersze i powieści, w których przedstawione było zwykłe powszednie życie. W jednej z Emilczynych książeczek znajdował się wiersz, zaczynający się od słów: "Bije czwarta, kogut pieje, patrzcie, co się na wsi dzieje". Zawierał on drobiazgowy opis wszystkiego, co się odbywa godzina po godzinie w domu, w podwórzu i w polu, a to proste rymowane wyliczenie powszednich czynności sprawiało Agnisi niewymowną uciechę. Za pomocą tego wiersza mogła sobie każdy miniony dzień przeżyć jeszcze raz cały od rana do wieczora, a jej było zawsze dnia mało, zawsze chciałaby go mieć raz jeszcze i raz jeszcze...". 

      W "Domowych progach" odnajdujemy tytuły książek, z którymi przyszła pisarka zetknęła się we wczesnej młodości. Są to dzieła, których znajomość po dziś dzień określa naszą polskość: "Trylogia" H. Sienkiewicza i "Pan Tadeusz" A. Mickiewicza.

      ... "Do kolacji było jeszcze trochę czasu. Ściągnięto pannę Celinę na dół, przygwożdżono nawet do stołu młodsze dzieci - niech Agnisia głośno poczyta. Kiedy zaczęła ojciec stanął w progu i także słuchał. Była niedziela. Owszem, bardzo mu się takie zakończenie dnia podobało.
       - Patrzcie - mówił - kiedy Agnisia przerwała, aby przewrócić kartę - jak jej to gładko idzie. Duża już z niej pannica.
      Pannica czytała coraz to bardziej potoczyście, 
      O, wiosno, kto cię widział wtenczas w naszym kraju,
      Pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju..." 

      Wśród ulubionych książek młodej Marii znalazła się również "Tajemnicza wyspa" J. Verne'a, "Nędznicy" W. Hugo, a także klasyka literatury dziecięcej, cudowna opowieść Marii Konopnickiej "O krasnoludkach i sierotce Marysi".
      Potrzeba pisania również bardzo silnie tkwi w autorce "Nocy i dni". Przelewanie na papier wszystkiego, co dzieje się wokół. A dzieje się dużo: natura, ten wieczny kalejdoskop potrafi dostarczyć wrażliwej duszy coraz to nowych wrażeń, no i są jeszcze ludzie, służba i chłopi folwarczni, których sylwetki i codzienne, często nielekkie życie odnajdziemy po latach w cyklu opowiadań "Ludzie stamtąd".
      Tymczasem jednak w russowskim dworku najstarsze dziecko państwa Szumskich stawia pierwsze kroki w pisarskim rzemiośle

      ..."Do pisania swojej powieści Agnisia zabrała się w taki sam sposób, jak do prostowania fałszywych mniemań Tomaszka - z wykluczeniem wszelkiej fantazji. 
Usiadła przy stole i opisywała ściśle wszystko, co widzi naokoło. Przy takim wzięciu się do rzeczy opis dnia musiał trwać cały dzień. Trwał więc.
      Agnisia zachowywała się w ciągu tego czasu jak istota obrana z rozumu. Przebiegała ze swym zeszytem z pokoju do pokoju, zasiadała na lalczynym stołku w progu między jadalnym a salonem, żeby widzieć od razu, co się dzieje w obu pokojach..." 

      Kolejnym etapem w życiu młodej Marii Szumskiej będzie nauka na pensji Heleny Semadeniowej. Pobyt w nowym miejscu, możliwość poznania nowych ludzi,przebywanie wśród rówieśniczek to kolejny prezent od życia i kolejna przygoda w życiu Marii. 

     ..."Zapytana, czy chce iść już do szkoły, Agnisia z całym okrucieństwem powiada, że chce bardzo. Nie wie ona jeszcze nic o drzwiach, które się zatrzaskują bezwarunkowo za przeszłością. Pragnie odmiany i nowości. Jest pewna, że gdy się nowe zdobywa, to się starego nie traci. Że dom, szkoła, Kaliniec i Serbinów - wszystko to da się razem połączyć i że można się będzie jednym i drugim bez żadnego rozstania napawać..." 

      Lata spędzone na pensji Maria Dąbrowska we wspomnieniach przedstawia jako "najwznioślejszą sielankę". W opowiadaniu "Strajk szkolny" odnajdujemy "ˇˇˇˇˇˇfragment, w którym autorka "Nocy i dni" ciepłym, serdecznym tonem opisuje swoje pierwsze lata szkolne:

      ..."Było to w pięknym prowincjonalnym mieście Kaliszu - leżącym nad rzeką Prosną, śród wielkich, starych drzew. Uczyłam się tam w polskiej szkole. Nie znałam patriotyzmu pojętego jako nienawiść i bunt. Uczucia te obowiązywały mnie jedynie na lekcjach historii Polski. Poza tym w szkole naszej Polska zdawała się być już dawno niepodległa. Wszystko tchnęło tam życzliwością do świata, do ludzi, do życia. Uczucia te owładnęły także i mną, a owładnęły z tym większą łatwością, że byłam do nich z natury usposobiona.
      Rzadkie wizyty rosyjskiego inspektora były w tej naszej szkole traktowane humorystycznie, za nauczycielki rosyjskiego miałyśmy zawsze łagodne, dobre osoby, raczej zażenowane swoją przynależnością do "rasy panującej" - nauczycielka Niemka była niezrównaną postacią, której pamięć przechowam w sercu do końca życia. W tych warunkach nie było żadnej przeszkody do swobodnego zachwycania się tym, co u Niemców i Moskali wydawało się godne zachwytu..." 

      Budynek, w którym mieściła się pensja Heleny Semadeniowej, córki znanego pastora parafii ewangelickiej Adama Haberkanta stoi do dziś. Na frontowej ścianie umieszczono tablicę pamiątkową z napisem:

     W tym domu mieściła się pensja H. Semadeniowej, do której w latach 1901 - 1904 uczęszczała autorka "Nocy i dni" Maria Dąbrowska.

      W 1904 roku w celu kontynuowania edukacji piętnastoletnia Maria rozpoczyna naukę w klasie piątej Rządowego Gimnazjum, mieszczącego się na Stawiszyńskim Przedmieściu. Po czteroletnim pobycie na pensji H. Semadeniowej w atmosferze szacunku i życzliwości nie może zżyć się z nową szkołą:

      ... "Nie chciano mnie tu niczego nauczyć, chciano mnie na każdym kroku jedynie upokorzyć. Kaleczono tu we mnie bez ustanku to, co jest znamieniem człowieczeństwa - godność i wolność. Dotychczas uczucie godności i uczucie wolności istniały we mnie samorzutnie i nigdy nie zadraśnięte, przejawiały się z taką swobodą, że nie czułam ich, jak się nie czuje w sobie własnego zdrowia. 
      Teraz doznały one pchnięć, które nie dały się zaleczyć, ale które zarazem pozwoliły mi sobie uświadomić, czym jest dla człowieka godność, honor i skarb nad skarby - wolność. Uległam naturalnym i zrozumiałym w tym wypadku uczuciom. Zaczęłam nie cierpieć tych, co chcieli pokonać we mnie istotę i ostoję mojego życia..." 

      1 lutego 1905 roku wybucha strajk szkolny, w którym uczestniczy także młodzież szkół kaliskich. Lutowe wydarzenia utkwiły głęboko w psychice szesnastoletniej Marii Szumskiej. Zapis tych przeżyć odnajdujemy w "Nocach i dniach", jak również w opowiadaniu "Strajk szkolny", wchodzącym w skład zbioru "Pisma rozproszone".
      Autorka "Ludzi stamtąd" nie wróciła już do kaliskiego gimnazjum. Latem 1905 roku zdała egzamin do szóstej klasy w szkole Pauliny Hewelke w Warszawie. 
      Dalsza edukacja młodej Marii to studia przyrodnicze, najpierw w szwajcarskiej Lozannie, a od 1908 roku na Universite Libre w Brukseli.
      Ziemi, która ją wychowała Maria Dąbrowska pozostała wierna. Świadczy o tym jej twórczość, zbiory opowiadań "Uśmiech dzieciństwa" i "Ludzie stamtąd". Świadczą wypowiedzi i zapiski w "Dziennikach", ale przede wszystkim ukochaniu i przywiązaniu do ziemi kaliskiej daje wyraz najjaśniejsza perła w jej twórczości, jaką są "Noce i dnie".

 

   Ten link przeniesie Cię na górę strony