Liceum Asnyka, widok od boiska
     
Stanisław Wojciechowski
(1869 - 1953)

Stanisław Wojciechowski        Urodził się 15 marca 1869 roku w Kaliszu. Jego rodzicami byli: Feliks Wojciechowski - dozorca kaliskiego więzienia oraz Florentyna z Vorhoffów. W 1888 r. ukończył kaliskie gimnazjum (obecnie Liceum im. A. Asnyka), a następnie rozpoczął studia na wydziale fizyko-matematycznym Uniwersytetu Warszawskiego.
        Od chwili wstąpienia na studia związał się z tajnymi organizacjami. Wszedł do Centralizacji Związku Młodzieży Polskiej "Zet". Był także organizatorem grup zawodowych. W 1892 r. Opuścił Warszawę, ponieważ jego dalsza obecność mogłaby narazić kolegów z konspiracji na niebezpieczeństwo. Wyjechał do Zurychu i Paryża, gdzie mieszkał przy rue Scription 6 i pracował jako zecer przy rue du Four 3. 5 stycznia 1893 r. premier i minister spraw wewnętrznych Alexandre Ribot, na żądanie ambasady carskiej w Paryżu, wydał dekret nakazujący wydalenie Stanisława Wojciechowskiego z Francji. Przyszły prezydent II Rzeczypospolitej 12 stycznia wyjechał z Paryża do Boulogne-sur-Mer, a stamtąd odpłynął do Anglii.
        W czerwcu 1893 r. na polecenie Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich przekroczył nielegalnie granicę Rosji, aby załagodzić kryzys wewnętrzny jaki powstał w Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS). Uczestniczył w zjazdach tej partii, drukował w podziemiu "bibułę" oraz przewoził do kraju broń. W tymże roku poznał także w Warszawie Józefa Piłsudskiego, członka PPS, z którym przyszło mu się spotkać w maju 1926 r. w Warszawie po przeciwnej stronie barykady.
        W 1899 roku Wojciechowski ożenił się z Marią Kiersnowską, córką szlachcica spod Giedrojć. Bezpośrednio po ślubie wyjechali do Londynu.
        W 1905 roku przybył do kraju i brał udział w zjeździe PPS. "W styczniu 1906 roku - wspomina Wojciechowski - dowiedziałem się, że konsultant rosyjski w Londynie wydaje emigrantom paszporty na powrót do kraju bez żadnych upokarzających formalności. Zaraz skorzystałem z tego [...]".
        Po powrocie do Warszawy włączył się natychmiast w wir działalności społecznej angażując się w prace Towarzystwa Kooperatystów. W latach 1906-1915 był redaktorem czasopisma "Społem". Od 1911 do 1915 r. był członkiem Zarządu Warszawskiego Związku Stowarzyszeń Spożywczych.
        W 1914 roku wybuchła I wojna światowa. Wojciechowski wspominał: "W wojnie, która miała decydować o losie ziem polskich, nie mogłem być neutralny. Przeszłość wiązała mnie z Piłsudskim i jego towarzyszami, teraźniejszość dzieliła: oni wystąpili przeciwko Rosji razem z Niemcami, a mnie nieomylny instynkt mówił, że zwycięstwo Niemiec to klęska Polski". W związku z tym w 1915 r. zaangażował się w działania w Komitecie Narodowym Polskim organizując między innymi pomoc dla "bieżańców". W dwa lata później został prezesem Rady Polskiego Zjednoczenia Międzypartyjnego w Moskwie.
        Po uzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku zbliżył się do Polskiego Stronnictwa Ludowego "Piast". W latach 1918-1922 był wykładowcą spółdzielczości w Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie. Natomiast w okresie 1919-1920 pełnił funkcję ministra spraw wewnętrznych w gabinetach Ignacego Jana Paderewskiego oraz Leopolda Skulskiego.
        20 grudnia 1922 został wybrany Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej. Jan Skotnicki - kierujący w latach 1922-1929 polityka kulturalna państwa tak wspominał po latach postać Wojciechowskiego: "Był to typ społecznika, purytanina. Wszyscy go czcili i szanowali. Był zacny, ale oschły. Po dokonanych wyborach nie było w Polsce człowieka, który by był zadowolony z wyboru Wojciechowskiego, ale też nikt nie mógł nic zarzucić temu człowiekowi, prócz tego jednego, że nie potrafił trzymać <fasonu> prezydenta bądź co bądź poważnego państwa. Pochodząc ze sfer drobnomieszczańskich, nie potrafił nigdy przystosować się do sposobu bycia, stosownego dla prezydenta państwa. Drobiazgowość w życiu codziennym i brak obycia towarzyskiego powodowały stałe nietakty i niezręczności. [...] Wojciechowski wszystkiego sobie odmawiał, byleby oszczędzić skarb państwa, przypuszczał bowiem, że taki powinien być demokratyczny prezydent". Należy podkreślić, iż Wojciechowskiemu poświęcone były niezliczone kawały, w których go wyśmiewano. Powszechnie też drwiono z jego postaci. Na przykład, kiedy pewnego dnia prezydent Wojciechowski przejeżdżał przez ulicę Chłodną "jedna baba powiedziała do drugiej: <o! Prezes jedzie>. Z kolei sklepikarz lwowski zeznający w procesie o zamach na prezydenta określił go jako <siwego pana w baniaczku>. [cylindrze - M.K.]"
        Wiele mówiono także o bigoterii Wojciechowskiego. Doskonałą tego ilustracją jest następujące zdarzenie. Otóż 7 maja 1925 r. prezydent odjeżdżał z Warszawy do Krakowa z zachowaniem całego ceremoniału jaki przysługiwał głowie państwa. Po odebraniu na dworcu raportu od dowódcy kompanii honorowej, Wojciechowski zapytał go, czy żołnierze śpiewają pieśni religijne. Po otrzymaniu potwierdzającej odpowiedzi, Wojciechowski polecił żołnierzom odśpiewać niektóre z nich. Śpiewano około dwudziestu minut, aż do momentu odjazdu pociągu. Takie zachowanie prezydenta wywołało zrozumiałą sensację w kraju.
        W maju 1926 roku na skutek akcji zbrojnej Piłudskiego, Wojciechowski zrzeka się urzędu prezydenta. Jan Lechoń wspominał, iż "Stary [Piłsudski - M.K.] wychodząc z ostatniej z nim [Wojciechowskim - M.K.] przed majem rozmowy w Belwederze, wybuchnął do Kocia Lentza: <Ja wam tę gromnicę zgaszę>. I zgasił. Sądzę, iż warto w tym miejscu zacytować wspomnienie Aleksandra Chrząszczewskiego - zastępcę szefa kancelarii Wojciechowskiego - który tak go porównywał z Piłsudskim: "Pogarda dla prawniczych formalności była nieledwie jedną cechą wspólną obu starych partyjnych działaczy, towarzyszy z PPS, a jednocześnie osobistych przyjaciół, jakimi niegdyś byli Stanisław Wojciechowski i Józef Piłsudski Poza tym pod względem charakteru, usposobienia, gustów, sposobów bycia, a nawet w zakresie głębszego ustosunkowania się do zagadnień moralnych i politycznych, były to dwie antypody.[...] Wojciechowskiego ożywiała niczym nie zmącona, nieco naiwna wiara w naród polski, której Piłsudski, jak wiadomo wcale nie podzielał [...]. Prezydent wstawał wcześnie. O 6 rano był już na nogach i nieledwie z kurami chodził spać. Piłsudski wstawał późno i nocami pracował lub konferował".
        Po powrocie majowym Wojciechowski nie chciał mieć nic wspólnego z wielką polityką. Kontynuował działalność w "Społem". Pisał wiele artykułów i prac przede wszystkim na tematy spółdzielczości m.in.: "Spółdzielnie rolnicze. Jakie być mogą i powinny w Polsce według wzorów zagranicznych" - 1936. "Historia spółdzielczości polskiej do 1914 roku" - 1939. Napisał również wspomnienia: "Moje wspomnienia" - 1938.
        Po otrzymaniu emerytury początkowo mieszkał na wsi w majątku Władysława Grabskiego. Następnie zamieszkał w małym domku na Ochocie gdzie przeżył II wojnę światową. Umarł 9 kwietnia 1953 roku w Gołąbkach koło Warszawy, całkowicie zapomniany przez społeczeństwo polskie.
        Historia dość ostro potraktowała postać Stanisława Wojciechowskiego obdarzając go opinią naiwnego, nieudolnego, śmiesznego, zapominając zarazem, iż był to człowiek o wielkiej osobistej bezinteresowności, obywatelskich zasługach i cnotach.

Marek Kozłowski

     W dniu 2 czerwca 1923 roku podczas uroczystości nadania tytułu HONOROWEGO OBYWATELA KALISZA Stanisław Wojciechowski wygłosił znamienne słowa o rodzinnym mieście:

     "Dzień dzisiejszy przypomniał mi moje lata dzieciństwa i młodości spędzone w Kaliszu. Tutaj mój ojciec, jak świętą relikwię, przechowywał rogatywkę powstańczą: matka moja uczyła mnie kochać i poświęcać się dla ojczyzny, opowiadając o strasznych chwilach powstania; tutaj na cmentarzu spoczywa ciotka moja, co ślubowała pozostać panną do śmierci, gdy Moskale zamordowali jej narzeczonego w Powstaniu. Tutaj w gimnazjum kształcili mojego ducha tacy zacni ludzie, jak prefekt ks. Szafnicki i nauczyciel języka polskiego, Stefan z Opatówka, brat członka Rządu Narodowego, Agatona Gillera. Tutaj uczyłem się miłości ojczyzny, wiary w lepszą jej przyszłość i wyrabiało się we mnie silne przekonanie, że Polska niepodległą być musi.

      Kalisz doznał na sobie, do jakiego barbarzyństwa dojść może naród, skądinąd cywilizowany, gdy opęta go mania wielkości budowanej na kulcie siły militarnej. Obowiązkiem obecnego pokolenia jest zapewnić silne podstawy państwu polskiemu, świetny rozwój jego kultury i potęgi, ale nie takiej, do jakiej dążyli nasi sąsiedzi. Jak niegdyś zdawałem w tym mieście egzamin dojrzałości, tak teraz wszyscy powołani jesteśmy do zdania egzaminu dojrzałości politycznej przy budowie swojego państwa. Praca budowania wymaga przede wszystkim zgodności wysiłków obywatelskich. Jestem z wami od chwili urodzenia i pozostanę takim, jakim wychował mnie Kalisz, do ostatniej chwili życia".

Cytat za Jerzym Bielawskim

Odnośnik do informacji o prezydencie Wojciechowskim na stronach Kancelarii Prezydenta RP.

PREZYDENT Z KALISZA

      Profesor Stanisław Wojciechowski najwyraźniej pozostaje w cieniu innych znakomitości politycznych Drugiej Rzeczypospolitej. W zasadzie wspomina się o nim przy okazji opisu wydarzeń z maja 1926 roku, gdy w wyniku zamachu stanu Józefa Piłsudskiego zmuszony był złożyć swój urząd by nie przedłużać przelewu bratniej krwi. A przecież był to wysokiej klasy uczony, specjalista w dziedzinie spółdzielczości a także... niegdysiejszy kolega partyjny swego przeciwnika z ulic Warszawy.
      Polska międzywojenna miała trzy osoby pełniące godność Prezydenta Rzeczypospolitej, każdy z nich miał tytuł profesorski. Gabriel Narutowicz, bezpartyjny, z zawodu był specjalistą w zakresie budownictwa wodnego. Stanisław Wojciechowski, stary działacz PPS-owski, to teoretyk i organizator spółdzielczości. Trzeci z naszych międzywojennych prezydentów, Ignacy Mościcki, był cenionym profesorem elektrochemii, mającym na koncie szereg wynalazków z tej dziedziny; programowo I. Mościcki był związany, podobnie jak Piłsudski, z ruchem socjalistycznym. Los też sprawił, że żaden z nich nie zakończył swej działalności dobrowolnie. Gabriel Narutowicz zginął z ręki fanatycznego zamachowca, po zaciekłej a oszczerczej kampanii nienawiści rozpętanej przez środowiska nacjonalistyczne. Ignacy Mościcki, bezprawnie internowany na terenie Rumunii, musiał złożyć urząd w realiach niewoli. A Stanisław Wojciechowski?
      Zaczynał jak wielu aktywnych działaczy niepodległościowych owego czasu: w szeregach Polskiej Partii Socjalistycznej. Był to krąg Józefa Piłsudskiego, Stefana Okrzei, Ignacego Mościckiego, droga będąca też udziałem wielu przyszłych legionistów. Zaznał ryzyka konspiracji i posmakował gorzkiego chleba emigracyjnego. Podczas pracy w zawodzie zecera we Francji i Anglii poznał środowisko, które bliskie było jego kręgom politycznym. Później, już jako prezydent, nie przekreślał tamtych czasów, nawet zdarzyło mu się zaszokować angielskiego dyplomatę publicznym użyciem bezbłędnego cockneya - gwary londyńskiej, szczególnie popularnej w środowisku robotniczym. Naturalny i bezpretensjonalny był zresztą do końca życia. Ryzykował, konspirował, aktywnością podziemną porównywalny był z Józefem Piłsudskim. Zdawałoby się, że ci dwaj ludzie powinni zostać przyjaciółmi do końca życia. A jednak...
      Kiedy zdarzyła się okazja legalnego powrotu do Królestwa Polskiego, w 1906 roku znów pojawił się w Warszawie i podjął działalność spółdzielczą. Stopniowo też zaczął się zbliżać do ruchu ludowego, a w latach I wojny światowej Stanisław Wojciechowski już niechętnie patrzył na ewentualność triumfu Niemiec - z drugiej strony jednak nie odpowiadał mu też swoisty, "ortodoksyjny" punkt widzenia tej sprawy reprezentowany przez środowiska endeckie.
      W odrodzonej Polsce znalazło się miejsce dla działaczy wszelkich ugrupowań i kierunków politycznych. Socjalista sympatyzujący z ludowcami, Stanisław Wojciechowski w latach 1919 - 1920 piastował tekę ministra spraw wewnętrznych - w okresie szczególnie trudnym, gdy Polska dopiero kształtowała swoje granice i szykowała się do odparcia najazdu bolszewickiego. W fotelu prezydenta zasiadł w chwili szoku spowodowanego zbrodnią popełnioną na osobie jego poprzednika, Gabriela Narutowicza.
      Jaki był jako prezydent? Jan Skotnicki, jeden z ówczesnych ministrów, tak go charakteryzował: "Był to typ społecznika, purytanina. Wszyscy go czcili i szanowali. Był zacny, ale oschły. Po dokonanych wyborach nie było w Polsce człowieka, który byłby zadowolony z wyboru Wojciechowskiego, ale też nikt nie mógł nic zarzucić temu człowiekowi, prócz tego jednego, że nie potrafił trzymać "fasonu" prezydenta bądź co bądź poważnego państwa. Pochodząc ze sfer drobnomieszczańskich, nie potrafił nigdy przystosować się do sposobu bycia, stosownego dla prezydenta państwa. Drobiazgowość w życiu codziennym i brak obycia towarzyskiego powodowały stałe nietakty i niezręczności. [...] Wojciechowski wszystkiego sobie odmawiał, byleby oszczędzić skarb państwa, przypuszczał bowiem, że taki powinien być demokratyczny prezydent".
      Rzeczywiście, Stanisław Wojciechowski prosto-dusznym drobnomieszczaninem bez polotu światowego pozostał do końca życia. O charakterystycznej sylwetce: wysoki, bardzo szczupły, nieco sztywny, w nieodłącznym meloniku na głowie, był wdzięcznym obiektem licznych anegdot. Do legend przeszła jego ogromna religijność; przykładowo w maju 1925 roku żołnierzy żegnającej go na dworcu w Warszawie kompanii honorowej przeegzaminował ze znajomości pieśni maryjnych.
      Wydarzenia majowe z 1926 roku były ogromnym przeżyciem także dla obydwu niegdysiejszych przyjaciół, obecnie przeciwników: Stanisława Wojciechowskiego i Józefa Piłsudskiego. Prezydent nieco utopijnie wierzył w siłę i możliwości polskiego narodu, konsekwentnie stał na straży niedawno odrodzonego państwa i jego konstytucji, nie zauważał chaosu stopniowo wkradającego się w struktury państwa. Z kolei marszałek, decydując się na dokonanie zmian w państwie poprzez zastosowanie przemocy, musiał mieć na uwadze dramat moralny wszystkich, którzy będą w to zaangażowani. Słynna rozmowa obydwu polityków na Moście Poniatowskiego, której treści dokładnie nie znamy, gdyż prowadzona była w cztery oczy (nie wolno wierzyć licznym spotykanym relacjom domniemanych "nausznych" świadków), nie doprowadziła do kompromisu. Doszło do walk ulicznych, w trakcie których Wojciechowski szybko stracił kontrolę nad sytuacją i w Wilanowie, w obliczu przemocy, by powstrzymać przelew krwi, złożył swój urząd.
      Odtąd już więcej z polityką się nie wiązał. Aktywnie działał w "Społem", dużo pisał na tematy związane ze spółdzielczością, wreszcie w 1938 roku opublikował swoje wspomnienia. Stopniowo odchodził w zapomnienie; mieszkał w Warszawie na Ochocie, ale często przyjeżdżał do rodzinnego Kalisza (2 czerwca 1923 roku został honorowym obywatelem tego miasta), bardzo ciężkie chwile przeszedł w czasie powstania warszawskiego. Zmarł już po wojnie, w 1953 roku w Gołąbkach koło Warszawy, choć istnieją relacje sugerujące, że w rzeczywistości nastąpiło to w Kaliszu.
      Stanisław Wojciechowski przede wszystkim był ekonomistą, spółdzielcą, reprezentantem nurtu gospodarczego, który dziś nie należy do hołubionych, a w pełni zasługuje na odrodzenie. Spółdzielczość bowiem, podobnie jak patronujący jej ruch socjalistyczny, w rzeczywistości z komunizmem niewiele miała wspólnego, istniała i rozwijała się już w latach zaborów. Opracowania Stanisława Wojciechowskiego: "Spółdzielnie rolnicze. Jakie być mogą i powinny w Polsce według wzorów zagranicznych" oraz "Historia spółdzielczości polskiej do 1914 roku" - to dziś już klasyczne pozycje w naszej literaturze ekonomicznej.
      Wydaje się, że na szczyty władzy państwowej wyniosły go zasługi niepodległościowe, prawość charakteru i szczery patriotyzm, ukształtowany jeszcze w domu rodzinnym w atmosferze niedawnego powstania styczniowego; był więc wychowany w podobnej atmosferze co J. Piłsudski - lecz inaczej środowiskowo i chyba mniej romantycznie. Kalisz - swoje miasto rodzinne i lat młodości zawsze wspominał z sentymentem, pamiętał swych nauczycieli i kolegów z renomowanego gimnazjum im. Adama Asnyka, boleśnie też przeżył barbarzyńskie zniszczenie miasta przez wojsko pruskie w sierpniu 1914 roku. Dziękując za nadane mu honorowe obywatelstwo Kalisza stwierdził m.in. - "Jestem z wami od chwili urodzenia i pozostanę takim, jakim wychował mnie Kalisz, do końca życia".
      A jednak w powszechnej świadomości nawet samych mieszkańców grodu nad Prosną prawie nie istnieje fakt, że w ich mieście przyszedł na świat Wielkopolanin, który w strukturach władzy II Rzeczypospolitej osiągnął godność najwyższą. Stał jakby na drugim biegunie koncepcji, którą z innej strony reprezentował kolejny Wielkopolanin -parlamentarzysta, Wojciech Trąmpczyński. Konspirator, działacz niepodległościowy, lecz przede wszystkim ekonomista propagujący współpracę ludzi w osiąganiu wspólnego celu. Orędownik zgody i współdziałania.

Marek Rezler, www.nasza-wielkopolska.pl

KONSPIRATOR - SPÓŁDZIELCA - POLITYK

      Stanisław Wojciechowski - kaliszanin, który w strukturze władzy Drugiej Rzeczypospolitej doszedł najwyżej, urodził się w owym mieście nad Prosną 15 marca 1869 roku, w rodzinie dozorcy miejscowego więzienia. W 1888 roku, po ukończeniu nauki w renomowanym gimnazjum im. Adama Asnyka opuścił rodzinne miasto i podjął studia na wydziale fizyko-matematycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Już wtedy zaangażował się w pracy tajnej Centralizacji Związku Młodzieży Polskiej "Zet", od 1891 r. był też w Zjednoczeniu Robotniczym. W 1892 roku wyjechał do Zurychu a potem do Paryża, gdzie zaangażował się jako zecer, równocześnie kontynuując pracę w ruchu socjalistycznym (uczestniczył w założycielskim zjeździe Polskiej Partii Socjalistycznej). Na żądanie ambasady rosyjskiej w styczniu 1893 roku został stamtąd wydalony i przeniósł się do Anglii.
      Już w czerwcu tegoż roku potajemnie wrócił do Rosji i zaangażował się w działalność w strukturach Polskiej Partii Socjalistycznej; drukował nielegalną prasę, przewoził broń, poznał też Józefa Piłsudskiego, z którym się zaprzyjaźnił. W 1905 roku był w Królestwie Polskim, od następnego roku już legalnie, na podstawie amnestii dla emigrantów, ogłoszonej w Rosji. Zaczął działać w Towarzystwie Kooperatystów, redagował czasopismo "Społem", wchodził w skład Zarządu Warszawskiego Związku Stowarzyszeń Spożywczych. Po wybuchu I wojny światowej zaangażował się w pracę Centralnego Komitetu Obywatelskiego, a w 1917 roku został prezesem Rady Polskiego Zjednoczenia Międzypartyjnego w Moskwie.
      Z chwilą odzyskania przez Polskę niepodległości S. Wojciechowski dokonał reorientacji politycznej, wiążąc swoje nadzieje z ruchem ludowym, konkretnie z Polskim Stronnictwem Ludowym "Piast". Zawodowo pracował wtedy w Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie jako wykładowca spółdzielczości. W latach 1919 - 1920 był ministrem spraw wewnętrznych w rządach Ignacego Jana Paderewskiego i Leopolda Skulskiego. Po tragicznej śmierci Gabriela Narutowicza, 20 grudnia 1922 r. Stanisław Wojciechowski został wybrany Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej. Na tym stanowisku dał się poznać jako człowiek środka, nie zaangażowany w konflikty polityczne i parlamentarne, chyba jednak nie obdarzony autorytetem pozwalającym skutecznie wpływać na uspokojenie emocji politycznych poszczególnych ugrupowań.
      Konsekwentnie popierał dzieło zrównoważenia budżetu państwa, był orędownikiem poczynań reformatorskich Władysława Grabskiego.
      Podczas przewrotu majowego 1926 r. początkowo próbował przeciwstawić się działaniom Józefa Piłsudskiego, jednak ostatecznie 14 maja złożył swój urząd i odtąd w wielką politykę już się nie angażował. Prowadził wykłady w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i Wyższej Szkole Handlowej, a w 1927 roku został dyrektorem Instytutu Spółdzielczego. Był też jednym z założycieli Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK). Pod koniec lat trzydziestych sympatyzował z antysanacyjnym Frontem Morges kierowanym przez Ignacego Jana Paderewskiego, lecz działalności czynnej w opozycji nie podejmował. Zmarł 9 kwietnia 1953 roku w Gołąbkach koło Warszawy, a spoczywa dziś na Cmentarzu Powązkowskim.

Marek Rezler

Z KALISZA POCHODZILI M.IN.:

Stanisław Wojciechowski (1869 - 1953) - działacz niepodległościowy i spółdzielczy, prezydent Rzeczypospolitej w latach 1922 - 1926
Stefan Szolc-Rogoziński (1861 - 1896) - podróżnik, odkrywca i badacz Kamerunu
Henryk Melcer-Szczawiński (1869 - 1928) -kompozytor, pianista, dyrygent i pedagog (twórca m.in. słynnego "Marsza generalskiego")
Adam Asnyk (1838 - 1897) - poeta, dramaturg i publicysta rodem z Kalisza

Z MIASTEM ZWIĄZANI BYLI M.IN.:

Maria z Szumskich Dąbrowska (1889 - 1965) - pisarka, urodzona w Russowie k. Kalisza
Stanisław Karnkowski (1520-1603) - prymas Polski, arcybiskup gnieźnieński, założyciel kolegium jezuickiego w Kaliszu, polityk
Sebastian Klonowic (ok. 1545 - 1602) - poeta, rodem z Sulmierzyc
Agaton Giller (1831 - 1887) - dziennikarz i działacz polityczny, ur. w Opatówku k. Kalisza
Ks. Wacław Bliziński (1870 - 1844) - polityk, społecznik, twórca wzorowej wsi w Liskowie
Bracia Bonawentura (1787 - 1835) i Wincenty (1784 - 1834) Niemojowscy - działacze niepodległościowi, przywódcy tzw, frakcji kaliszan w sejmie Królestwa Polskiego
Generał Józef Zajączek (1752 - 1826) - powstaniec, legionista, namiestnik Królestwa Polskiego, właściciel dóbr w Opatówku pod Kaliszem
Alfons Parczewski (1849 - 1933) - historyk, prawnik, działacz narodowy
Mieszko III Stary (ok. 1126 - 1202) - syn Bolesława Krzywoustego związany z Kaliszem, tu pochowany
Maria z Wasiłowskich Konopnicka (1842 -1910) - poetka, nowelistka i pisarka, choć rodem z Suwałk, dzieciństwo i młodość spędziła w Kaliszu.

Opracowanie Marek Rezler, www.nasza-wielkopolska.pl  

Stanisław Wojciechowski

 

W marcu tego roku minęła 133 rocznica urodzin, a 20 grudnia minie 80 rocznica objęcia urzędu prezydenckiego przez urodzonego w Kaliszu Stanisława Wojciechowskiego. W kwietniu 2003 r. będziemy obchodzić 50 rocznicę śmierci tego wybitnego męża stanu, który całe swoje życie poświęcił Ojczyźnie. Choć rodowity Kaliszanin nie jest on w rodzinnym mieście postacią bardzo znaną. Jego osoba do tej pory wzbudza wiele emocji. Przez przyjaciół i współpracowników ceniony za skromność, prostolinijność i otwartość, przez wrogów i przeciwników politycznych szykanowany lub wręcz wyśmiewany. Historycy do tej pory spierają się na temat jakim był człowiekiem i jakim mężem stanu.

Stanisław Wojciechowski urodził się 15 marca 1869 r. w Kaliszu w zubożałej rodzinie szlacheckiej. Ojciec jego - Feliks pracował jako strażnik więzienny, a matka Florentyna z Vorhofów zajmowała się domem. Miał troje rodzeństwa. Niewiele wiadomo o jego dzieciństwie i szkolnych latach. Wiadomo, że z rodzinnego domu - jak sam mówił - wyniósł miłość do Ojczyzny, wiarę w lepszą przyszłość i nadzieję, że Polska Niepodległa musi nastąpić. Nawet swoje wspomnienia rozpoczął od 1888 r. kiedy to ukończył kaliskie Gimnazjum Filologiczne (dzisiejsze liceum im. A. Asnyka).

Wybranką serca Stanisława Wojciechowskiego okazała się Maria Kiersnowska (dobra znajoma J. Piłsudskiego z czasów szkolnych) mieszkająca z rodzicami w Kupryszkach pod Giedrojcami. Patrzyli oni krzywo na związek córki z "wiecznym emisariuszem", obawiając się, że przyszły zięć nie będzie w stanie utrzymać rodziny, bądź co gorsze zostanie aresztowany i zesłany. Po bliższym jednak poznaniu Kiersnowscy zaakceptowali ich związek i pod koniec 1898 r. ślubu kościelnego w Częstochowie udzielił im szkolny kolega Wojciechowskiego - ks. Helbich (uczestniczył on także we mszy św. celebrowanej w Kaliszu w 1923 r., podczas zjazdu Asnykowców, w którym uczestniczył Wojciechowski, już jako prezydent II Rzeczypospolitej). W 1902 r. przyszedł na świat ich syn Edmund, a w 1905 r. córka Zosia.

Ale wróćmy do 20 grudnia 1920 r., kiedy to Zgromadzenie Narodowe wybrało Stanisława Wojciechowskiego na drugiego w dziejach II Rzeczypospolitej Polskiej - prezydenta. W orędziu do narodu tak mówił: W imieniu Rzeczypospolitej wołam do Was obywatele: skłonijcie się do zgody w sprawach dobra powszechnego, ono jest pierwszym warunkiem wiernego wykonania ustawy konstytucyjnej, uzdrowienia gospodarczego i wychowania obywateli godnych imienia polskiego. Choć okres jego prezydentowania nie należał do łatwych, to i tutaj może on poszczycić się wieloma osiągnięciami, m. in.: nawiązał przyjazne stosunki z Anglią i Francją, dążył do poprawienia relacji z krajami bałtyckimi, upatrując w nich sojuszników przeciw Rosji i Niemcom, walczył - na początku skutecznie - z inflacją i deficytem budżetowym, wspierał rozwój wszystkich sektorów gospodarki (pamiętajmy, że był gorącym zwolennikiem spółdzielczości), dbał o rozwój bazy surowcowej, przemysłu i budownictwa. Za jego kadencji powstały nowe linie kolejowe oraz nowe kanały żeglugowe. Niestety, pod koniec 1925 r. nasiliły się oznaki społecznego niezadowolenia, rosło bezrobocie i inflacja, do dymisji podawali się kolejni ministrowie. Zarzewiem konfliktu z Piłsudskim było powołanie na urząd premiera Wincentego Witosa. Piłsudski żądał jego dymisji, grożąc nawet zbrojną interwencją, natomiast Wojciechowski stanowczo odmówił twierdząc, że: ... skoro mianował rząd Witosa, to musi osłonić go powagą swego urzędu. Mimo tak dramatycznej sytuacji i w imię długoletniej przyjaźni szukali jeszcze możliwości kompromisu - niestety bezskutecznie. 12 maja 1926 r. Piłsudski ruszył na Belweder. Zmęczony i zrezygnowany Wojciechowski w nocy z 14/15 maja 1926 r. ogłosił: Wobec wytworzonej sytuacji, uniemożliwiającej mi sprawowanie urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej w zgodzie ze złożoną przeze mnie przysięgą zrzekam się tego urzędu.....

Od tego momentu przeszedł na zasłużoną polityczną emeryturę i mógł poświęcić się popularyzowaniu idei spółdzielczych (od 1929 r. wykładał w Wyższej Szkole Handlowej dzieje spółdzielczości), cały czas coś publikował i jeździł po kraju z wykładami. Mógł też poświęcić się rodzinie. Lata okupacji spędzili początkowo w Kolonii Profesorskiej w Warszawie, po powstaniu warszawskim przenieśli się do Pruszkowa, a następnie do Gołąbek. Przeżył też osobisty dramat, syn jego Edmund znany i ceniony warszawski adwokat, został przez Niemców aresztowany, osadzony w Oświęcimiu i tam zamordowany.

Po wojnie Wojciechowski żył skromnie, spotykał się z dawnymi przyjaciółmi, wspierał swego zięcia znanego pisarza i historyka Władysława Jana Grabskiego w jego publicystycznej działalności. Doczekał się dwójki wnuków - Macieja i Agnieszki. Zmarł w Gołąbkach 9 kwietnia 1953 r. i został pochowany na Warszawskich Powązkach.

Stanisław Wojciechowski rodzinne miasto odwiedził kilka razy od momentu powrotu z politycznego wygnania. Jako prezydent przybył do Kalisza 2 kwietnia 1923 r. na uroczystość nadania mu honorowego obywatelstwa miasta Kalisza: Rada Miejska miasta Kalisza łącznie z Magistratem w poczuciu dumy, a głównie w uznaniu zasług położonych przez Prezydenta Rzeczypospolitej Stanisława Wojciechowskiego ku odbudowie Ojczyzny na posiedzeniu w dniu 29 stycznia 1923 r. jednogłośnie uchwaliła nadać Prezydentowi Rzeczypospolitej Stanisławowi Wojciechowskiemu urodzonemu w Kaliszu 15 marca 1869 r. obywatelstwo honorowe miasta. Z tej okazji szacowny gość w podziękowaniu za ten zaszczyt wypowiedział m. in. słowa, które zadziwiają swoją aktualnością i powinny być przesłaniem dla naszych polityków: ... tak dzisiaj Ojczyzna żąda od Was wszystkich zdania egzaminu dojrzałości politycznej i wzywa do pracy zgodnej ku odbudowie naszej Ojczyzny ... .

Po raz kolejny zaszczycił nasz gród w dniach 8 i 9 września 1923 r., kiedy to uczestniczył w I zjeździe wychowanków gimnazjum Adama Asnyka. Dziękując za zaproszenie powiedział: Sąd o ludziach wydaje historia po ukończeniu życia. Ja bym chciał, aby ten sąd, który tu usłyszałem, a pochodzący na pewno ze szczerego serca historia wydała po moim zgonie. Chciałbym, aby jak wy dzisiaj jesteście dumni ze mnie, abym ja był również dumnym z was wszystkich ... ("Gazeta Kaliska" nr 205 z 12.09.1923 r.). Ostatni już raz przybył do rodzinnego grodu 29 czerwca 1928 r uczestnicząc w II zjeździe Asnykowców, podczas którego dokonał odsłonięcia na gmachu Liceum tablicy pamiątkowej ku czci Adama Asnyka.

A historia nie była do tej pory przychylna panu Stanisławowi, na skromnym pogrzebie była garstka przyjaciół i dawnych współpracowników, władze ocenzurowały nekrologii, a uroczystościom przyglądali się z oddali panowie w długich ciemnych płaszczach i okularach zakrywających oczy, których zadaniem mało być niedopuszczenie do jakichkolwiek patriotycznych wystąpień.

Tak właściwie to do tej pory nie wiadomo jaki sąd wydała o nim historia. Wiemy jaki mieli o nim mieszkańcy Kalisza witający go 2 czerwca 1923 r. na kaliskim dworcu: Najczcigodniejszego Obywatela Polski Odrodzonej przyjąć musimy szczerymi sercami i otoczyć czcią, na jaką życiem swojem i pracą ku zdobyciu niepodległości naszej zasłużył. Witać będziemy w osobie Najdostojniejszego Gościa Pierwszego Obywatela Honorowego naszego najstarszego grodu! oraz ...sercem wita i składa hołd Jego owocnej pracy, niestrudzonej energii, światłemu umysłowi i wielkiemu umiłowaniu Najdroższej Ojczyzny. ("Gazeta Kaliska" z 2.06.1923 r.). Może przyszłoroczna rocznica jego śmierci będzie taką okazją, aby odpowiedzieć sobie na pytanie czy jesteśmy dumni z jego dokonań i czy on byłby dumny z naszych.

Anna Roth

 

   Ten link przeniesie Cię na górę strony