Herb Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Jan Winczakiewicz

      Jan Winczakiewicz to jeden z naszych najwybitniejszych emigracyjnych poetów i malarzy pokolenia, którego start życiowy przypadł na lata II wojny światowej, a wśród ludzi tej generacji związanych z Kaliszem postać bez wątpienia wielkiego formatu.

Jan Winczakiewicz

     Jego związki z Kaliszem datują się od lat młodości. Urodzony w roku 1921 w Kielcach, w Kaliszu kończył sławne Gimnazjum im. Adama Asnyka, a następnie podchorążówkę w Szczypiornie. W czasie II wojny walczył w szeregach armii polskiej najpierw w kraju, potem w I Dywizji Pancernej gen. Maczka w Normandii. Ranny pod Bredą, odznaczony został Krzyżem Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych oraz Komandorią Orderu Polonia Restituta.
     Po wojnie osiadł na stałe we Francji, gdzie pracował jako dziennikarz i publicysta przede wszystkim w polskim radio. Swoje artystyczne pasje realizował jednak głównie na polu literatury i sztuk plastycznych, osiągając przy tym niemałe sukcesy. Wydał m.in. zbiór wierszy "Ballady wojenne" (Paryż 1945), i "Czarne wino" (Londyn 1967), przypowiastki filozoficzne "Przypowieści bluźniercze" (Londyn 1985), dramat "Opera XX wieku" (Londyn 1988).
     Jego twórczość literacka uhonorowana została prestiżową nagrodą londyńskich "Wiadomości" (Londyn 1967).     

Jan Winczakiewicz odbiera godność Honorowego Obywatela miasta Kalisza z rąk prezydenta Wojciecha Bachora, 28 września 1995 r.
Fot. Jerzy Bałwas

         Winczakiewicz jest także wysoko cenionym tłumaczem, przede wszystkim dawnej i współczesnej poezji hiszpańskiej. Z jego przekładów ukazały się drukiem m.in. hiszpańskie "Sonety", wybór wierszy Federico Garcii Lorki oraz antologia poezji hiszpańskiej "Kastylia i Andaluzja".
Znawca i miłośnik Paryża, a jednocześnie badacz polskich śladów w tym mieście, wydał niekonwencjonalny przewodnik pt. "Polak zwiedza Paryż", który nagrodzony został Brązowym Medalem Miasta Paryża.
    Także w swej twórczości malarskiej, która wyrasta z nurtu abstrakcjonizmu, ale nie zamyka się tylko w tym kręgu - Winczakiewicz zbiera laury. Prezentował swoje prace wielokrotnie we Francji, Włoszech, Szwecji, Danii, Hiszpanii, Portugalii ... Wśród wielu nagród i wyróżnień otrzymał liczącą się nagrodę "Grand Premio Della Cita Eterna" w 1972 roku w Rzymie.

Jan Winczakiewicz w towarzystwie wiceprezydenta Kazimierza Wolffa
i redaktor Bożeny Szal.
Fot. Jerzy Bałwas

     Do miasta swej młodości Winczakiewicz zaczął powracać dopiero w ostatnich latach. W 1990 roku pokazał w kaliskim Klubie MPiK wystawę swoich prac plastycznych, która zakończyła się ich aukcją, a cały dochód ze sprzedaży autor - w symbolicznym geście - przeznaczył na rewaloryzację zabytkowych cmentarzy kaliskich. Wizyta artysty w Kaliszu była okazją do zorganizowania wieczoru poezji oraz spotkań ze szkolnymi kolegami. Odtąd absolwent gimnazjum Asnyka stawia się także na wszystkie zjazdy wychowanków szkoły.
Twórczość literacka Jana Winczakiewicza stała się bliższa kaliszanom także dzięki wydaniu przez redakcję "Ziemii Kaliskiej" w 1992 roku jego zbioru poezji pt. "Wiersze przesiane".
     Znany i ceniony w kręgach znawców w kraju i zagranicą, uhonorowany tyloma nagrodami i wyróżnieniami - w mieście, które uznał za swoje rodzinne, Winczakiewicz doczekał się w 1995 roku uznania godnością, "Honorowego Obywatela Miasta Kalisza".

 

 

Jan Winczakiewicz dedykuje swój tomik poezji „Wiersze przesiane” Józefowi Jaworowiczowi i Markowi Sierakowskiemu.
Klub „Pod Muzami”, 28 września 1995 r.
Fot. Jerzy Bałwas

Jan Winczakiewicz dla Urszuli Dery, Ireny Okroy
i Judyty Dymkowskiej. Spotkanie z asnykowcami w klubie „Pod Muzami”, 28 września 1995 r.
Fot. Jerzy Bałwas

 

 

 

Bożena Szal, "Jan Winczakiewicz", w "Asnykowiec" - Biuletyn Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. Adama Asnyka w Kaliszu, nr 6, kwiecień 1996.


Emigracja przesiana (o poezji Jana Winczakiewicza)

      Wiersze przesiane Jana Winczakiewicza, które w 1992 roku opublikowało Wydawnictwo Ziemia Kaliska, ukazują się niemal dokładnie pół wieku po książkowym debiucie emigracyjnego poety. Jest to zatem czas artystycznych obrachunków, czas szczególnej, choć - miejmy nadzieję - nie ostatniej przecież, sumy lirycznej. Jan Winczakiewicz bez wątpienia zasłużył sobie na tę chwilę, zapracował na nią swoją twórczością na obczyźnie. To zaś, że chwila ta trwa dziś w jego kraju rodzinnym, ba, więcej, że rozpoczyna swe trwanie w mieście jego gimnazjalnej młodości, czyni ją chyba tym piękniejszą. Biograficzną księgę Winczakiewicza otwiera kieleckie dzieciństwo i kaliskie dojrzewanie, przypieczętowane maturą w Gimnazjum imienia Adama Asnyka w Kaliszu. Rok po niej przychodzi egzamin znacznie trudniejszy - wojna. Osiemnastoletni mężczyzna bierze udział w kampanii wrześniowej, trafia do niewoli, ucieka z niej, przez Holandię i Belgię przedostając się do Francji. Wstępuje na Uniwersytet w Grenoble, uzyskuje dyplom Wyższych Nauk Języka i Literatury Francuskiej, ogłasza pierwszy tomik (Pieśń o wrześniu, Grenoble 1941) i ... zaciąga się do Polskiej Dywizji Pancernej generała Maczka, w szeregach której walczy w Normandii. Za męstwo w bitwie pod Falaise otrzymuje Krzyż Walecznych oraz Order Virtuti Militari.
     Po wojnie Winczakiewicz osiada w Paryżu. Lata 1945-1946 przynoszą prawdziwą eksplozję jego literackich talentów, a Paryż okazuje się szczęśliwym miejscem wydawniczym. Tutaj poeta ogłasza napisane w czasie wojny Akwarele, tu ukazują się dwie edycje Ballad wojennych, tu wychodzi wierszowana bajka O królewnie Konwalijce i dzielnym pierwiosnku oraz fantazja dramatyczna Śmiały. Także w Paryżu Winczakiewicz publikuje nowy zbiorek liryczny W mroku, jak również antologię fraszki Humor polski. Zaiste, są to lata świetne. Dodajmy jeszcze, że w 1945 pojawia się - oczywista też w Paryżu - słynna i miarodajna Antologia poezji polskiej 1939-1945 w opracowaniu Stanisława Lama, w której poeta jest obecny, że w 1946 roku podejmuje pracę - co nie bez znaczenia, jak wiemy, sądząc po perypetiach zarobkowych innych emigrantów - we francuskim radiu. Wraz z sukcesami przychodzą jednak i porażki. W połowie 1946 Marian Czuchnowski publikuje ostry artykuł o literaturze emigracyjnej, w którym Winczakiewicz dość bezpardonowo zostaje postawiony na cenzurowanym. Czuchnowski, skarżąc się na artystyczny zastój w polskim środowisku literackim poza granicami kraju, oszczędza właściwie tylko Brzękowskiego i Łobodowskiego, przypinając Winczakiewiczowi i Rostworowskiemu łaty eklektyków, zawieszonych między Skamandrem a Awangardą, i gubiących się w imitacjach.
     Trudno powiedzieć, czy sąd ów - nieprzychylny, ale przecież umieszczający poetę, mimo wszystko, w wysokim planie polskiej literatury emigracyjnej - zaważył na tym, że Jan Winczakiewicz przez kilka lat nie wydawał w ogóle książek, rozpraszając swoje utwory po licznych obczyźnianych czasopismach. Zwartym głosem odezwał się dopiero w 1952 roku. Myślę tu o znakomitym tomie tłumaczeń Federico Garcii Lorki Wiersze, który został ogłoszony już na angielskim gruncie, jako jedna z pierwszych pozycji Oficyny Poetów i Malarzy, i dla hispanologów należy po dziś dzień do podręcznikowego kanonu przekładów Lorki (nawiasem mówiąc wcale nie gorsze miejsce zajmują w tej materii Winczakiewiczowskie tłumaczenia dramatów Lorki: Krwawego wesela i zwłaszcza Domu Bernardy Alba). Potem było jeszcze lepiej i jeszcze głośniej, a to za sprawą „inteligentnej i przejrzystej” - jak się wyraził Kazimierz Wierzyński - antologii Izrael w poezji polskiej, opracowanej przez Winczakiewicza i wydanej w 1958 roku w Paryżu.
     Nastały znów lata tłuste. W 1958 Winczakiewicz nawiązał współpracę z warszawskim dwutygodnikiem „Teatr”, w którym pod pseudonimem Cezary Lutecki publikował przez dziesięć lat teksty krytyczne. Od 1959 roku zaczął też regularnie odwiedzać Polskę. Lata sześćdziesiąte sypnęły jego książkami i nagrodami. W 1963 ogłosił antologię poezji hiszpańskiej XX wieku Andaluzja i Kastylia, dwa lata później gatunkowy zbiór przekładów z hiszpańskiego Sonety, a w międzyczasie tomik własnej poezji Czarne wino - wszystko w Oficynie Poetów i Malarzy. Okres ten znaczy również kalendarium nagród artysty, przyznanych mu przez Fundację imienia Kościelskich w Genewie oraz londyńskie „Wiadomości”.
    W następnej dekadzie świętował kolejne wydania swojego słynnego przewodnika Polak zwiedza Paryż, który uhonorowany został Medalem Brązowym Miasta Paryża i doczekał się w sumie aż czterech edycji. Sukcesom literackim wtórowały świetne osiągnięcia malarskie, przypieczętowane - tym razem na niwie włoskiej, a ściślej rzymskiej - Wielką Nagrodą Wiecznego Miasta.
     W latach osiemdziesiątych Winczakiewicz ogłosił drukiem frapujące "Przypowieści bluźniercze" (1985) oraz arcyzgrabną "Operę dwudziestego wieku" (1988), która - niezasłużenie moim zdaniem - czeka wciąż na swoją prapremierę teatralną. W owym dziesięcioleciu poeta otrzymał nagrodę Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie „za całokształt twórczości”. Przemówił również własnymi tekstami w Polsce - już nie pod pseudonimem - w antologii Stanisława Kaszyńskiego Strofy o Janie Lechoniu, a także w poświęconym „emigrantom” numerze „Poezji”. Tak oto dochodzimy do najnowszej dekady i do Wierszy przesianych:

W Sorrento
widokówki ładniejsze od widoków.
Masaccia
z albumów smakuj, nie w kościele.
Pianissimo - tylko z płyt.
Aż sam się staniesz reprodukcją
i będziesz szlochał z fotografii,
krzyczał gardłem magnetofonu,
uciekał w kadrze ekranu,
równie piękny,
jak zbrodnia w teatrze Racine'a,
jak oczy Laury,
której nikt nie widział,
jak śmierć don Kiszota,
który nigdy nie żył.
(Naturalnej wielkości)

     - pisze Jan Winczakiewicz, i jest to chyba jeden z fundamentalnych problemów, stawianych w jego liryce. Sztuka i życie, zmyślenie i rzeczywistość, artystyczne wyobrażenie i realne odniesienie. Nie pytając wprost, poeta zadaje tu pytanie, które od wieków nurtuje twórców. Pytanie o moralną podszewkę literatury, muzyki, plastyki. O to, gdzie są granice ludzkiego zachwytu nad fikcją, nad zwodniczą iluzją, nad urzekającą i jakże sugestywną „prawdziwą nieprawdą”? Słowem, o byty konkretne, realne, materialne i o te stworzone w przestrzeni artystycznej kreacji. A przede wszystkim, o ich wzajemną hierarchię. Nie ma tu prostych i jednoznacznych odpowiedzi. Winczakiewicz wie to dosko-nale i dlatego nie usuwa ze swojego tekstu rozdzierającej sprzeczności pomiędzy pięknem a prawdą. Co więcej, pogłębia ją jeszcze zjadliwą ironią, wpisując w plan zachwytu „zbrodnię z teatru Racine’a”. Albowiem rozwiązanie tego dylematu jest delikatną sprawą konwencji, umowy epoki. Petrarkowska Laura i Don Kiszot Cervantesa nigdy nie istnieli realnie, być może nawet nigdy nie mieli bliższych lub dalszych pierwowzorów. Renesans nie troszczył się o autobiograficzne uwiarygodnienia, w przeciwieństwie np. do literatury rzymskiego antyku. Ale czy fakt, że nie było Lidii Kochanowskiego, była zaś Lidia Katullusa, ma dla nas w ogóle jakiekolwiek znaczenie?
Nie, Winczakiewicz nie pyta o minione konwencje, on pyta o współczesną umowę obcowania ze sztuką i jej fantomami:

Uszczypnij się.
Skoro ONA w Paryżach, na Riwierach
śpi, siada, kaszle, chodzi do przymiarki,
goli się pod pachami, czyta horoskopy,
to czy można sobie wyobrazić,
że wy,
dziewczyny z Gerony, Łęczycy,
z Limoges, Olten, Bradford
istniejecie także?
Nie.
Was w ogóle nie ma.
(Sophia Loren)

     Z tych pytań, zadawanych niejednokrotnie z bardzo trafną obcesowością, wypływają zagadnienia daleko subtelniejszej miary: kwestie fantazji i dyscypliny, oryginalności i stosowności, nowatorstwa i akademizmu lirycznych przedstawień. Jest to chyba najlepiej widoczne w cyklach hiszpańskich, gdzie te warsztatowe rozterki tętnią wręcz pod naskórkiem tekstów. Zupełnie jakby Winczakiewicz przenosił ducha, a czasem i literę kastylijsko-andaluzyjskich rozmyślań nad kształtem poezji pierwszej połowy XX wieku. Z pewnością lepiej i ostrzej mogliby to dostrzec zawodowi iberyści, ponieważ czytelnik nie oswojony z tą kulturą łatwo zatrzymuje odbiór na powierzchniowym odczuciu egzotyki „znad mórz południowych”.
Podobnie jest zresztą i z tematami Winczakiewiczowskiej liryki. Patrzymy np. na ukazaną w niej erotykę przez „kilometry gorącego powietrza”, rejestrując najczęściej zewnętrzne znamiona tego świata, jego rekwizyty (gitary, kastaniety, kwiaty i owoce), wątki (uwiedzenie, taniec, wróżba), postaci (Don Juan, Salome, Carmen). Umyka nam to, co zakryte kostiumem tkanka intymna, prywatna, osobista, egocentryczna. Jej dramaty z rzadka przezierają przez tę malowaną szybę zmysłowych impresji i kulturowych przypomnień. Nie tak, jak w ascetycznym, przypominającym powściągliwość japońskich haiku, wierszu Rzeka, który należy do zupełnych wyjątków:

Prosiłem: rzeko, stań!
Pobiegła dalej.
Błagałem: chwilo stań!
Pobiegła dalej.
Tobie
nic nie powiedziałem.

Nie zdążyłem.

      Pewnego typu kostium obowiązuje także w utworach poety o tematyce religijnej. Malarstwo, architektura, rzeźba ludowa stanowią filtr, poprzez który spogląda się na sacrum. Płótna El Greca i freski Masaccia, katedry i bazyliki francuskie, żydowskie synagogi, greckie gaje, frygijskie posągi, polskie szopki i świątki są tutaj strojnym konfesjonałem wyznań. A może nawet pytań raczej niż wyznań. Ale też nie wygląda to tak, iż parafrazując język romantycznych sporów - „w tych kościołach Boga nie ma”. Przeciwnie, On jest. Bez monopolów na wyłączność i bez ortodoksyjnych przymusów. Bóg wielu wiar i wielu kultur, których, jak mądrze i oby proroczo mówi Winczakiewicz, „nienawiść nigdy nie zdoła rozedrzeć”.
Ogląd Wierszy przesianych Jana Winczakiewicza nie byłby pełny, gdyby wyłączyć z niego problematykę polskości. Zarówno tę historyczną od daremnych powstań i hoteli Lambert, jak i tę emocjonalną od tęsknoty za brzozą i nieudanych powrotów do kraju. Winczakiewicz bywa cierpki, kiedy przychodzi mu potrącać takie tony, nie stroni od autoironii:

„Opowiedz bajkę” - mała Hania każe.
Więc położyłem rękę na jej główce -
„Znam tylko jedną: o królu Dolarze
i biednej sierotce Złotówce”.

     - pisze w Wycieczce do Polski, a w tekście Emigrant stwierdza z sarkazmem:

W nocy
nie chce mu się przyśnić
ani rewizja,
ani cela więzienna.

     Ta poezja naprawdę może się podobać. Zebrana i „przesiana” przez Wydawnictwo Ziemia Kaliska uderza inteligencją, dowcipem i literacką kulturą. Pokazuje również ogromny temperament zmysłowy, wrażliwość na cały bukiet bodźców sensualnych. Prawda, nie zawsze jest nowoczesna, ale jej stosunek do form tradycyjnych wydaje się przesiąknięty świadomością, że w końcu „wszystko już było”, i w gruncie rzeczy nic się tak szybko nie starzeje jak nowoczesność. Zaraz, zaraz: Winczakiewicz postmodernistyczny?

Piotr Łuszczykiewicz, "Po balu (Eseje o literaturze polskiej)" 
- Emigracja przesiana (o poezji Jana Winczakiewicza).

 Powered by Microsoft BackOffice LOGO MS INTERNET EXPLORERFPCREATED.GIF (9866 bytes)


Twórcą i sponsorem stron internetowych Ziemi Kaliskiej  jest firma rodzinna - Zakład Informatyki i Elektroniki MIKROSAT,
62-800 Kalisz, ul. Sułkowskiego 2, tel. (0-62) 7671842 w osobach Krzysztofa Płocińskiego  
- właściciela, oraz dzieci: Mateusza, Szymona i Marii Płocińskich, e-mail: kplocinski@mikrosat.com.pl.

 Wszystkie opublikowane materiały można wykorzystywać w każdy godny sposób pod warunkiem podania źródła.
Š 1996-2001 by Krzysztof Płociński i rodzina.