Liceum Asnyka, widok od boiska
      Biografie sławnych Kaliszan
Walenty Stanczukowski
1807-1874

Wielcy społecznicy Kalisza

     Nie od rzeczy będzie przypomnieć społeczeństwu szlachetną postać dr Walentego Stanczukowskiego, który choć nie kaliszanin z urodzenia, Kaliszowi poświęcił całe swe życie. Nie przyjechał z myślą zrobienia majątku, ale po to, aby z poświęceniem i oddaniem wykonywać swój samarytański zawód. O człowieku tym opowie nam Jego biograf — dr Feliks Drecki w artykule, który zaczerpnęliśmy z „Noworocznika Kaliskiego" z roku 1876.

Walenty Stanczukowski

Walenty Stanczukowski

„Dnia 18 października 1874 r.po Kaliszu i jego okolicy, a w dni kilka przez gazety, po wszystkich kraju zakątkach rozeszła się wieść smutna, oznajmiająca o śmierci doktora Stanczukowskiego.

Jako człowiek, lekarz i obywatel kraju, Walenty Stanczukowski ze wszech miar zasługiwał na szacunek, poważanie, niekłamaną miłość i szczerą życzliwość. Była to postać, z jakiemi już dzisiaj coraz rzadziej się spotykamy — wzniosłego i bystrego umysłu, szlachetnej duszy ciepłego, prawdziwie staropolskiego serca. Toteż słusznie należy jej się choć krótkie pośmiertne wspomnienie, szczególnie w książce przeznaczonej dla ożywienia tych że samych ognisk domowych, dla których on przez pół wieku blisko, z prawdziwym poświęceniem się, z całkowitym zaparciem się siebie tak chlubnie i zaszczytnie pracował. Sądzę bowiem, iż przez wspomnienia pośmiertne szczegółów życia zacnych ludzi, podwójny wypełniamy obowiązek: raz względem nich samych, po wtóre względem przyszłej generacji, która z tych szczegółów niejedną może wyciągnąć korzyść dla siebie. Tymi powodowany myślami, przejęty nadto głęboką czcią dla Walentego Stanczukowskiego, kreślę te kilka kartek, by choć pobieżnie przedstawić Wam, szanowni Czytelnicy, wydatniejsze fakty z jego życia.

Walenty Stanczukowski urodził się 14 lutego 1807 r. we wsi Strzale pod Siedlcami, z ubogich rodziców. Ojciec odumarł go wcześnie, lecz na szczęście Opatrzność dała mu znakomitego opiekuna w osobie pełnej cnót i zalet matki, która już wcześnie wpajała w młode serce zasady szlachetności, uczciwości i pełnienia obowiązków. Nauka i przykład oddziałały na wrażliwy umysł dziecka i w późniejszym czasie spodziewane wydały owoce. Owa niczym niewzruszona samodzielność, ochota i wytrwałość w pracy, owa ujmująca słodycz charakteru, czym się zawsze wyróżniał Stanczukowski, były owocem troskliwego wychowania i zabiegów matki. Aż nadto dobrze wiedział ono tym, to też wszelkimi sposobami starał się później wywdzięczać jej za owe trudy, a samo wspomnienie imienia matki rozrzewniało go przez całe życie. Przy skromnych swych funduszach oddała jedynaka do elementarnej szkoły w Łukowie, skąd, chlubne otrzymawszy świadectwo, na pół już o własnych siłach, wstąpił do szkoły księży Pijarów w Siedlcach, a potem w Warszawie. Tu często w bardzo krytycznym znajdował się położeniu, brakło nieraz łyżki ciepłej strawy lub kawałka chleba; przeciwności te jednak bynajmniej nie zniechęcały żądnego nauki młodzieńca, owszem hartowały, zda się, jego ducha, wzmacniały dość wątłe od natury siły. W roku 1825 otrzymawszy testimonium maturitatis, ufny w pomoc Bożą i siłę własną, bez chwili wahania się położył swe nazwisko na liście studentów Warszawskiego Uniwersytetu. Podczas swych studiów uniwersyteckich dnie całe przepędzał na słuchaniu wykładów i nauczaniu młodszej szkolnej braci, w nocy zaś czytał zwykle dzieła lekarskie i przepisywał prelekcje. W ciągu pięcioletniego w uniwersytecie pobytu pochłaniał, że się tak wyrażę, cały obszar wiedzy, zyskując miłość kolegów, szacunek i poważanie profesorów. W r. 1830 złożył ostateczny egzamin cum eximia laude, w dowód czego otrzymał dyplom Magistra Medycyny i Chirurgii. Pojmując należycie obowiązki człowieka dla społeczeństwa, potrzebę pracy i poświęcenia dla bliźnich, w r. 1831 został młodszym, a w kilka miesięcy sztablekarzem b. wojsk polskich. Wśród wrzawy wojennej, z podziwu godną odwagą opatrywał rannych, odnosił ich na własnych nieraz barkach do miejsc bezpieczniejszych i wracał znowu w pierwszy szereg koić cierpienia i przykrą dolę swych braci. W nagrodę tych zasług otrzymał krzyż Virtuti Militari. W r. 1832, jako lekarz wolnopraktykujący, osiadł w Pyzdrach, gdzie pełnił obowiązki lekarza miejskiego. Lecz za małe było tu pole działania dla tak czujnego i czynnego ducha Walentego, pragnął on czegoś więcej... nauki i doświadczeń. Tą powodowany myślą zwrócił się o poradę dojednego ze starszych kolegów, do dra Helbicha mianowicie, mieszkającego podówczas w Kaliszu, z którym do ostatniej chwili łączyły go węzły najszczerszej przyjaźni. Ten z prawdziwą radością zaprosił Stanczukowskiego do Kalisza obiecując mu wszelką pomoc ze swej strony. Stanczukowski, usłuchał porady i w roku 1834 na stałe osiadł w Kaliszu, gdzie też mieszkał aż do śmierci.

W ciągu 42-letniego pobytu w naszym grodzie Stanczukowski nigdy nie zasłużył sobie na złe imię, nikomu nie wyrządził krzywdy, lecz zawsze starał się z wszystkimi żyć w miłości i przyjaźni. Szczęście otaczających go osób było jego szczęściem. „Zawód swój uważał za rodzaj bożego posłannictwa,za apostolstwo zdrowia" (Kaliszanin. nr 84 1874 r.). Zawsze i wszędzie, dniem czy nocą, na przedmieście lub w okolicę na pierwsze wezwanie biegł zmniejszyć cierpienia, nie tylko fizyczne, lecz często moralne. Kaleki, wdowy i starcy widzieli w nim zawsze nie tylko bardzo troskliwego lekarza, lecz zarazem i hojnego dobrodzieja.

Istotną nędzę wyszukiwał po brudnych zaułkach, wilgotnych piwnicach, ciemnych poddaszach i lepiankach przedmieść. Jak anioł - pocieszyciel zjawiał się tam nieraz w najkrytyczniejszej chwili i bratnim słowem, lekarstwem lub datkiem przywracał spokój i radość. Do dziś dnia jeszcze znajdują się w tutejszych aptekach jego recepty: „pro paupero — na moje conto".

Przy tak gorliwym i szlachetnym spełnianiu często bardzo trudnych zadań swego zawodu, nadto przy swej biegłości w nauce, prostocie i szczerej życzliwości dla bliźnich, nic dziwnego, że Stanczukowski w bardzo krótkim czasie zyskał zaufanie i sympatię ogółu, obszerną praktykę i sławę.

Godności, do których on żadnej prawie nie przywiązywał wagi, władza i publiczność same mu nastręczały. Rada Opiekuńcza po wierzyła jego troskliwości Szpital św. Trójcy, które to obowiązki spełniał z jak największym dla tegoż zakładu i chorych pożytkiem. Rozwijające się podówczas Towarzystwo Dobroczynności w Kaliszu zaprosiło go na czynnego członka.

W ten sposób przez lat 10, zasługując się miastu i jego okolicy, Stanczukowski potrafił zaoszczędzić sobie dostateczny zasiłek pieniężny dla odbycia od dawna już upragnionej naukowej podróży. Cel jej, aczkolwiek przeważnie lekarski, nie tylko miał się ograniczać do badania szpitali, klinik i prosektoriów, lecz każdy szczegół czy to z dziedziny nauki czy sztuki oraz poznanie świata, jego osobliwości i większej liczby ludzi miało być również zadaniem tej podróży.

Wpierw jednak, nim ku granicom kraju skierował swe kroki. Stanczukowski chciał uczynić dla miasta jeszcze coś dobrego. I w tym dobroczynnym szlachetnego ducha dążeniu zwrócił się znowuż ku kolegom i ku nędzy. Mieszkanie swoje z meblami oddał jednemu z nowoprzybyłych tu podówczas młodszych kolegów; wszystkie zaś dość kosztowne sprzęty, drobiazgi i obrazy przeznaczył na utworzenie z nich loterii fantowej, z której dochód cały miał być obrócony na szpitale, zakład starców i kalek oraz ochronkę w Kaliszu; urządzenie samej loterii powierzył przyjacielowi swojemu, radcy Bertrandowi. Zrobiwszy podobne swej skromnej majętności rozporządzę nie, udał się w podróż w 1844 r.; dokładna znajomość języków klasycznych i nowożytnych znakomicie ułatwiła mu takową. Najpierw pojechał do Paryża, gdzie podczas ośmiomiesięcznego swego pobytu zwiedził wszystkie szpitale i kliniki, zbadał ich urządzenia i jak najregularniej uczęszczał na wykłady ówczesnych paryskich znakomitości. Tu otrzymał od Rady Opiekuńczej Kaliskiej serdeczne podziękowanie za dostarczenie jej pieniężnego zasiłku w ilości 6.000 złp., będącego czystym dochodem z wyżej wspomnianej a pierwszej w Kaliszu loterii fantowej, oraz od tejże Rady otrzymał zaproszenie na Prezesa Towarzystwa Dobroczynności w Kaliszu, której to jednak godności nie przyjął. Pragnąc bowiem i w innych ogniskach cywilizacji zbadać stan nauki lekarskiej, horyzont wiedzy i porządek rzeczy — puścił się w dalszą po Europie podróż. Zwiedził Londyn, Berlin, Wiedeń i inne miasta nauką i uczonymi słynnej nareszcie dla krótkiego chociaż wypoczynku i przyjemności zwiedził Włochy i Szwajcarię. Podczas tej podróży, trwającej przeszło dwa lata, doświadczył wszędzie wielkiej uprzejmości i gościnności swych zagranicznych kolegów, a szczególnie nie mógł pod tym względem nachwalić Francuzów. Stąd to prawdopodobnie, a nie z innych pobudek, pochodzi jego, jak niektórzy do dziś dnia mówią: „słabość dla Francji i tegoż narodu". Rzeczywiście przez całe życie Stanczukowski mawiał: „Paryż jest stolicą świata, Francuzi pierwszym narodem w świecie". Zdobycze swoje naukowe opisywał on pięknym językiem kilku kolegom w kraju pozostałym; na nieszczęście jednak do tej pory nie mogłem listów tych odszukać, a prawdopodobnie niejedne w nich znalazłby się piękne i pouczające rzeczy.

Feliks Drecki, „Noworocznik Kaliski" z roku 1876.

Kim był Walenty Stanczukowski?

     Jako człowiek - ...posiadał w wysokim stopniu wszystkie zalety niepospolite i głębokie a szczera wiara, jasny rozum, niewzruszone w szlachetności zasady, niezłomna w postanowieniach wola i serce miłości pełne dla ludzi i kraju. Uczucie to gorzało w nim jak gwiazda stała, i wprawiało w ruch cały system umysłowy, nie dopuszczając ani na chwilę zaćmienia.
     Jako lekarz - Zawsze i wszędzie, dniem czy nocą, na przedmieście lub w okolicę na pierwsze wezwanie biegł zmniejszać cierpienia, nie tylko fizyczne, ale często i moralne. Kaleki, wdowy i starcy widzieli w nim zawsze nie tylko troskliwego lekarza, lecz zarazem i hojnego dobrodzieja. Istotną nędzę wyszukiwał po brudnych zaułkach, wilgotnych piwnicach, ciemnych poddaszach i lepiankach przedmieść: jak anioł pocieszyciel zjawiał się tam nieraz w naj krytyczniej szych chwilach i bratnim słowem, lekarstwem lub datkiem przywracał spokój i radość.
     Jako kolega -... prawdziwie jest naśladowania godzien. Szanując stan swój, szanował kolegów: nigdy o żadnym nie wyraził się z lekceważeniem, nigdy żadnemu nie ubliżył, nigdy nawet w swojej obecności nie pozwalał o którym z kolegów mówić cośkolwiek uwłaczającego.

On sam swój zawód uważał za rodzaj bożego posłannictwa. Walenty Stanczukowski, bo to o nim mowa, urodził się 14 lutego 1807 r. we wsi Strzale pod Siedlcami w biednej rodzinie. Szybko stracił ojca. Wychowywany tylko przez matkę poznał co to bieda i niedostatek i to być może zaważyło na całym jego dalszym życiu, już jako dorosłego mężczyzny. Szkołę elementarną ukończył w Łukowie, a dalszą naukę pobierał u pijarów w Siedlcach, by w 1825 r. zdać maturę w szkole w Warszawie. Studiował medycynę na Uniwersytecie Warszawskim i w 1830 r. otrzymał dyplom magistra medycyny i chirurgii (był nie tylko dobrym lekarzem, ale i niezłym lingwistą znającym bardzo dobrze języki klasyczne i kilka nowożytnych). Jego medyczne wykształcenie przydało mu się w powstaniu listopadowym, został bowiem lekarzem wojskowym w batalionie 4 Pułku Strzelców Pieszych, a następnie lekarzem sztabowym. W uznaniu zasług i pełną poświęcenia służbę oraz odwagę został odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari. Po upadku powstania, w 1832 r. przyjął posadę lekarza miejskiego i więziennego w Pyzdrach, jednak już w 1834 r. przeniósł się do Kalisza, gdzie też pozostał do swojej śmierci w 1874 r., z niewielką przerwą w latach 1842 - 1844, kiedy to podróżował po Europie, by jak sam mówił: zapoznać się z najnowszymi zdobyczami wiedzy medycznej w znanych europejskich klinikach i szpitalach. Odwiedził w tym czasie Londyn, Berlin, Wiedeń i ukochany Paryż. Na czas wyjazdu polecił spieniężyć wszystkie swoje cenne rzeczy, a uzyskane pieniądze rozdzielić pomiędzy kaliskie szpitale, domy starców i ochronkę. Można zaryzykować stwierdzenie, że Stanczukowski stał się prekursorem loterii fantowych na cele dobroczynne.

Po powrocie do kraju zamieszkał w Kaliszu i rozpoczął praktykę w szpitalu św. Trójcy. W tym czasie zyskał już sobie miano wielkiego społecznika i opiekuna dzieci i młodzieży z najuboższych warstw społecznych, upatrując w ich edukacji przyszłość kraju. Udzielał im zapomóg, niektóre z nich kształcił nawet na własny koszt w szkołach elementarnych i na uniwersytetach. Biedotę leczył za darmo, a niejednokrotnie zdarzało mu się pisać na receptach „pro paupero" (na mój koszt).

Sam żył więcej niż skromnie. Z dochodu rocznego 20 tysięcy złotych polskich aż 16 wydawał na cele charytatywne. Z myślą o najbiedniejszych, razem ze swoim przyjacielem Kazimierzem Asnykiem (ojcem Adama Asnyka) założyli w 1846 r. w Kaliszu przy placu św. Józefa księgarnię „Nowa", a przy niej pierwszą w naszym mieście Czytelnię Dzieł Polskich. A tak ten fakt wspomina jego przyjaciel, lekarz Feliks Drecki: Nasz doktor - filantrop widząc, jak brak książek szkolnych utrudnia młodzieży postęp w naukach, a jedyna podówczas księgarnia w Kaliszu takowych nie miała w dostatecznej ilości, a swoim własnym kosztem na placu św. Józefa założył księgarnię zwaną „Nowa", w której oprócz książek szkolnych znajdowały się znakomite dzieła naszej literatury. Były więc książki polskie w Kaliszu, było co czytać po polsku, potrzeba jednak jeszcze było rozbudzić zamiłowanie w publiczności do czytania arcydzieł piśmiennictwa polskiego. W tym celu Stanczukowski utworzył przy księgarni czytelnię dzieł polskich. Szlachetnej jego idei stało się zadość i skutek odpowiedział oczekiwaniom, lecz Stanczukowski stracił z tej przyczyny około 40 000 złp. W podobnym stylu na temat powyższej inicjatywy wypowiedział się również Adam Asnyk, który stwierdził, że: Stamtąd czerpałem pełnymi rękami i pożerałem wszystko bez różnicy. Walenty był ojcem chrzestnym Adama, który w dowód przyjaźni zadedykował chrzestnemu w 1849 r. krótką wierszowaną bajkę zatytułowaną „Krowa i Rzeźnik"
- Widząc raz krowa rzeźnika,
Ze się z swym nożem przemyka,
Temi doń przemawia słowy:
Wysłuchaj panie głosu biednej krowy!
Dla czegóż nas zabijacie?
Czyż nie lepiej zrobisz, jeśli zaczekasz?
Gdy nas się rozmnoży wiele,
I pieniądze zbierzecie zaraz w znacznej kwocie
Lecz rzeżnik nie głupie ciele,
Tak jej na to odpowiedział:
Lepszy grosz pewny, niż niepewne krocie
(w zbiorach MOZK).


Walenty Stanczukowski
W 1859 r. mając już 52 lata wstąpił w związek małżeński z Emilią Filleborn, od 1845 r. właścicielką i przełożoną żeńskiej pensji w Kaliszu. W 1847 r. pensję odwiedził wizytator, późniejszy znany powieściopisarz Józef Korzeniowski, który tak wyraził się o późniejszej pani Stanczukowskiej: ... uznaję instytut ten za jeden z celniejszych, a ochmistrzynię jego za wzorową nauczycielkę. Pani Emilia napisała nawet utwór „Pan wizytator", a pozostali uczestnicy tak wspominali te spotkania: Pamiętam ulubione posiedzenia na dziedzińcu pod lipami, w ogrodzie pod cienistymi wiązami, tam to nakrywano długie stoły, tam na cześć Korzeniowskiego urządzano różne biesiady, tam zbierała się cala inteligencja miejscowa, w której starzy profesorowie przedstawiali zasłużoną przeszłość, a młodzi nauczyciele i nauczycielki, te pełne szlachetnego zapału ze szkoły Zmichowskiej wyrosłe entuzjastki, chwilę obecną. Całe to kółko ciasnym ogniwem otaczało ukochanego autora: piękne deklamacje, czytanie poezji, urocze śpiewy, toasty i długie, pełne nadziei w lepszą przyszłość mowy, rozbrzmiewały w letniej ciszy, jak hejnały mariackie. Emilia i Walenty Stanczukowscy prowadzili „dom otwarty" znany z licznych spotkań towarzyskich inteligencji kaliskiej oraz młodzieży (nie mieli własnych dzieci, więc bardzo chętnie otaczali się ludźmi młodymi). Bywalcy ich „salonu literackiego" tak wspominali te wspólne „zebrania niedzielne": Czytanie arcywzorów mistrzów słowa, deklamacje, udane przedstawienia wyborowych komedii, stanowiły tło tych wieczorów ożywionych poważną myślą. Tańczono bardzo rzadko, kart nie podawano wcale, dla amatorów była partia szachów; lato urozmaicały wycieczki w okolice (...) Zebrania nasze były szkołą obywatelskiego życia: uczyliśmy się tutaj kochać dobro, piękno i prawdę, miłować pracę i obowiązek (...) Po śród ruchliwej i gwarnej młodzieży, przesuwała się poważna, wybitnej indywidualności postać gospodarza, który występował względem nas w roli patriarchy, przyjaciela, opiekuna.

Zawsze pogodny, choć zmagał się z ciężką chorobą serca, to jednak nigdy się nie uskarżał. Nie praktykował, ale znalazł jeszcze czas i siły by nieść pomoc biedocie. Jako lekarz przeczuwał swoją rychłą śmierć, nie chciał odejść z tego świata nie obdarowawszy potrzebujących, dlatego też sporządził testament, w którym z posiadanych 40 tys. zł. pol. - 10 tys. zapisał żonie, a pozostałe 30 tyś. przeznaczył na cele dobroczynne. Obawiał się jednak: ... jak małemi środkami osiągnąć wielkie dla potomnych zyski i dlatego też polecił powyższą sumę wpłacić na oprocentowane 6% konto na okres 120 lat. Otwarcie testamentu miało nastąpić w 1995 r. i wg wyliczeń Stanczukowskiego miała na nim być kwota około 1.800.000 zł. pol. (przeliczenia wg kursu na k. XIX w. w odniesieniu do rubli). Na wykonawcę ostatniej woli wyznaczył Towarzystwo Dobroczynności w Warszawie, a obdarowanymi miały być instytucje dobroczynne w Pyzdrach, Siedlcach, Kaliszu i Warszawie, szkoły i Uniwersytet Warszawski, wdowy i sieroty po lekarzach kaliskich oraz na tanie kuchnie. Po testamencie, banku i pieniądzach nie ma śladu, a pozostała jedynie pamięć o człowieku, który: Przeszedł dobrze czyniąc.

Zmarł 18 października 1874 r. Jedynym upamiętnieniem tego lekarza - społecznika jest oddana do użytku w 1993 r. nowa arteria komunikacyjna w kierunku na Poznań, nazwana imieniem Walentego Stanczukowskiego.

Anna Roth
Kalisia nowa 1 (98) styczeń 2003 r.
   Ten link przeniesie Cię na górę strony