Herb Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Tadeusz Pniewski
(1914-1994)

Tadeusz Pniewski urodził się w Kaliszu 30 stycznia 1914 r.

Tadeusz Pniewski 1914-1994.        W roku 1933 zdał maturę w Państwowym Gimnazjum Humanistycznym im. Adama Asnyka, skąd wyjechał na studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego, na którym uzyskał absolutorium w 1939 r. Do Kalisza powrócił w 1946 roku po żołnierskim udziale w wojnie obronnej, działalności w AK, pracy w otwockim szpitalu i uzyskaniu dyplomu lekarskiego na Uniwersytecie Łódzkim.
     W latach 1946-62 pracuje w Kaliszu, najpierw jako kierownik Pracowni Diagnostyki Laboratoryjnej, potem jako dyrektor Stacji Krwiodawstwa, którą zorganizował i zbudował. Uzyskawszy w 1962 r. doktorat w Akademii Medycznej w Łodzi, pozostaje tam najpierw jako dyrektor Wojewódzkiej Stacji Krwiodawstwa (1962-66), potem (1966-79) kierownik Zakładu Diagnostyki Laboratoryjnej Szpitala Chorób Płuc.
     Wśród odznaczeń i wyróżnień posiadał m. in. Honorowe Obywatelstwo Miasta Kalisza, Jego dorobek naukowy obejmuje 46 publikacji, a literacki - liczne artykuły publicystyczne oraz książkę wspomnieniową "Kalisz z oddali", tomiki wierszy "Krajobraz serdeczny", "Cisza Jesienna", "Wóz Dawida".
     Tadeusz Pniewski zmarł 26 kwietnia 1994 r. w Łodzi.

    Audycje z cyklu "Nasze kulturowe dziedzictwo" emitowane były w okresie od marca 2003 do stycznia 2005 przez Katolickie Radio Diecezji Kaliskiej "Rodzina". Autorką tekstów była Aneta Kolańczyk a w prowadzeniu audycji wspierał ją kol. Janusz Wysogląd.
    Poniżej można odtworzyć audycję Anety i Janusza poświęconą Tadeuszowi Pniewskiemu.

Tadeusz jakiego znałem

      W sobotnie popołudnie 22 kwietnia 1989 r., do wypełnionej po brzegi czytelni kaliskiego MPiK-u zaszedł drobnymi krokami, lekko przygarbiony starszy pan. Nieśmiało uśmiechnięty, jakby speszony, że każą mu siadać na honorowym miejscu, sprawiał wrażenie emeryta wstępującego na swoją codzienną gazetkę, zakłopotanego sprawionym zamieszaniem.
      Tak po długiej nieobecności witał się z kaliszanami Tadeusz Pniewski. Sycił się nastrojem chwili, z daleka poznawał starych znajomych. Nie przychodził do nich z pustymi rękoma. Niósł im swoją książkę "Kalisz z oddali", o której za chwilę miał mówić. Od pierwszych chwil spotkanie przerodziło się w rodzinną, nie pozbawioną napięć i emocji, kraszoną anegdotami, rozmowę o Kaliszu, którego już nie ma, istniejącego tylko we wspomnieniowych projekcjach jego starych mieszkańców.
      Atmosfera radości, naturalna i spontaniczna, nieodłącznie towarzysząca spotkaniom dawno nie widzianych przyjaciół, sprawiała, że ta autorska premiera mogłaby trwać do późnego wieczora. Nie zabrakło i poezji, Tadeusz bowiem nie byłby sobą, żeby nie skorzystać z takiej okazji - uraczył publiczność swoimi starymi i nowymi wierszami.
      Po zakończeniu, kiedy czytelnia z wolna zaczęła pustoszeć - Pniewskiego obstąpili asnykowcy, wśród nich zarząd nowo powstałego Stowarzyszenia, któremu Tadeusz udzielił "błogosławieństwa". Wtedy to właśnie niżej podpisany, świeżo upieczony sekretarz asnykowskiej wspólnoty, dostąpił osobistego poznania i "namaszczenia" z rąk starszego kolegi, maturzysty z 1933 r., założyciela i redaktora naczelnego "Sztubaka", organizatora pierwszego powojennego Zjazdu w 1947 r., który w jednym z listów pisał, że "najbliżsi jego sercu są kaliszanie, 
a wśród kaliszan - "asnykowcy".
      Kolejne spotkanie w murach starego Kalisza miało nastąpić dopiero w marcu 1991 r., kiedy to Tadeusza Pniewskiego owacyjnie powitano na dorocznym zebraniu sprawozdawczym Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. Adama Asnyka. Tym razem obdarowany został Tadeusz, który ze wzruszeniem przyjmował tomik swych poezji zatytułowany "Krajobraz serdeczny", będący jego poetyckim debiutem wydawniczym, zrealizowanym staraniem asnykowskiego Stowarzyszenia.
      Jakby przeczuwając, że to pewnie po raz ostatni, Tadeusz Pniewski odwiedził Kalisz jeszcze w 1992 roku. Nie życzył sobie żadnych prywatnych, a tym bardziej oficjalnych fet. Kazał się powieźć ulicami Kalisza, odwiedził stare świątynie, był na Zawodziu, zatrzymał się przy pałacyku Fibigerów, zajrzał w stare kąty przy Lipowej 16, gdzie dorastał, objechał nowe dzielnice. Smutna to była wizyta, jakby Tadeusz pod powiekami chciał na trwale zatrzymać obraz swojego ukochanego miasta.
      Od lat schorowany, mający kłopoty z poruszaniem się, wracał do swojej łódzkiej samotni, przy ulicy Piotrkowskiej. Jego mieszkanie było otwarte dla każdego kaliszanina, będąc swoistym obszarem eksterytorialnym, przesyconym atmosferą rodzinnego miasta, której musiał ulec każdy przekraczający próg. 
      A jeśli wyjątkowo oporny nie poddawał się urokowi starych obrazów, fotografii, książek, to takiego delikwenta brał w obroty gospodarz, który przed omówieniem choćby najważniejszych tematów, wpierw musiał wiedzieć jak sprawy się mają w mieście nad Prosną.
      Porządkując korespondencję, z wyrzutem zauważyłem, że nie odpowiedziałem na ostatni list Tadeusza. Drżącym, trudnym do odczytania pismem donosił o swoich ciężkich zdrowotnych dolegliwościach. Tego dnia miałem odpisać - nie napisałem, zadzwonił telefon. Na jego liście, odnotowałem - Tadeusz Pniewski zmarł 26 kwietnia 1994 r. w wieku 80 lat. List powędrował do archiwalnej teczki.
      Rozstając się z Tadeuszem Pniewskim po urodzinowej wizycie z okazji jego 80-lecia w styczniu br., otrzymałem na pożegnanie kopertę, w środku na białej karcie z osobistą dedykacją, ostatni jego wiersz:

"Separare necessittas est
revidere spes nostra"

Koniecznością jest
rozstać się z życiem -
taki ludzki gest,
wydaje się niczem.

Jest jednak nadzieja
że się spotkamy,
lecz czy to będę ja
i czy to będziesz ty,
gdy się spotkamy ...

Tadeusz Pniewski pochowany został na cmentarzu w Otwocku w żołnierskiej kwaterze, wśród mogił ze znakiem Polski Walczącej.

P.S.
Motto z Wergiliusza, w wolnym tłumaczeniu:
"Rozdzielić się jest koniecznością
zobaczyć się znowu jest naszą nadzieją".

Adam Borowiak, "Tadeusz jakiego znałem", "Asnykowiec" - Biuletyn Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. Adama Asnyka w Kaliszu, nr 5, kwiecień 1995.

Tadeusz Pniewski

U św. Mikołaja w Kaliszu

Spiętrzony odłam historii,
ogorzały wieków słońcem -
na kształt wzniosłej alegorii
wieża jest skrzydlatym gońcem,
a wieżyczki to jej skrzydła,
białe pióra to obłoki.

 

 

Leci wieża - mewa śmigła
w błękit czysty i wysoki.
Ona żyje, bo w niej serce
dzwon Mikołaj bije spiżem,
tam na wieży jest to miejsce,
gdzie do Boga jakby bliżej.

Przyjdzie taka chwila Boska
pod murami na ogrójcu
święty Jan i Częstochowska
pogwarzą o Bogu Ojcu
jak ludziska na odpuście.
Święty Jan jak proboszcz w komży,
Matka Boża w modrej chuście,
wieniec gwiazd nad głową krąży.

 

 

W odrzwiach gotyk się obnaża,
zaglądamy w mroczne wnętrze.
Święci szklą się na witrażach,
myśli są od świętych świętsze.
Serce ludzkie tu zamiera,
starym złotem lśnią ołtarze,
a na freskach Tetmajera
Madonna nam się ukaże.

Lecz dopiero w prezbiterium
najprawdziwszy Bóg się zbliża,
Boskiej śmierci to misterium
wielki ołtarz - zdjęcie z krzyża!

 

 

O Rubensie, tyś był niebu
bliższy pewnie niźli ziemi,
iżeś Boga akt pogrzebu
zaklął w żywy cud choć niemy!

Na Golgocie koniec męce,
martwe Chrystusowe ciało
spływa z krzyża w Matki ręce.
Magdaleną skamieniałą
ból przemienił w drugą Niobe.
Boskie ciało znoszą z krzyża wierni Józef i Nikodem.
Do człowieka Bóg się zniża!

 

 

Cisza tu w pustym kościele,
organów grzmot się nie wznosi
przyjdę tu chyba w niedzielę,
gdy Rubens Bacha zaprosi.

Kwartalnik "Kaliszanie w Warszawie" nr 8, czerwiec 1995.


Twórcą i sponsorem stron internetowych Ziemi Kaliskiej jest rodzina Płocińskich w osobach Iwony i Krzysztofa - rodziców, niekiedy razem z dziećmi: Mateuszem, Szymonem, Marią, Piotrem i Aleksandrą. E-mail: krisplo@op.pl
Wszystkie opublikowane materiały można wykorzystywać w każdy godny sposób pod warunkiem podania źródła.
© 1996-2016 by Płocińscy