Herb Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka w Kaliszu. Alfons Parczewski
(1849-1933)


Spotkania z wnuczką Alfonsa Parczewskiego

Biurko Alfonsa Parczewskiego

Kalendarium

Parczewski lubił aktorki 

Takich gości mieliśmy

Głos Alfonsa Parczewskiego w sprawie utworzenia województwa kaliskiego w 1928 roku.

Alfons Parczewski.jpg (9920 bytes)

     Parczewski Alfons (1849-1933), polski działacz narodowy, historyk, prawnik. Od 1881 członek tajnego komitetu niesienia pomocy Mazurom. 1884-1891 wydawał bardzo poczytne Nowiny Śląskie, przeznaczone dla polskich ewangelików na Dolnym Śląsku. W latach 1904-1908 członek Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego, przeciwny prorosyjskiej polityce R. Dmowskiego.

     1906-1912 poseł do rosyjskiej Dumy. W okresie I wojny światowej zwolennik państw centralnych. Od 1915 profesor UW. Od 1919 profesor Uniwersytetu Wileńskiego. Autor licznych opracowań z dziedziny prawa, historii i etnografii.


Spotkania z wnuczką Alfonsa Parczewskiego

     Pierwszy etap przygotowań do nadania Pedagogicznej Bibliotece Wojewódzkiej w Kaliszu imienia Alfonsa Parczewskiego zakończył się wydaniem w 1992 r. Bibliografii pt. Alfons Parczewski - życie i dzieło. I jak to w życiu bywa, przypadek sprawił, iż książeczkę tę nabyła kaliszanka, która znała wnuczkę Alfonsa Parczewskiego, panią Antoninę Meysztowicz właścicielkę kamienicy przy ulicy Babinej w Kaliszu.

     W maju 1994 r. książnica pedagogiczna w Kaliszu otrzymała imię Alfonsa Parczewskiego. Uroczystość tę uświetnili swoją obecnością m.in. państwo Antonina i Oskar Meysztowiczowie, ich średni syn Olgierd z żoną Dominiką i dziećmi: Olgierdem i Filipem oraz Antoni Parczewski z Bydgoszczy. Wtedy też po raz pierwszy miałam okazję poznać niezmiernie sympatycznych państwa Meysztowiczów mieszkających w Krakowie.

     W lipcu 1995 r. skorzystałam z zaproszenia pani Meysztowiczowej do przyjazdu do Zakopanego, gdzie spotkałam się z przemiłymi gospodarzami - Antoniną i Oskarem Meysztowiczami. W pamięci pozostał szczególnie jeden z wieczorów poświęcony wspomnieniom. Pani Antonina, która zna świetnie historię rodziny, na moją prośbę wspominała dziadka - Alfonsa Parczewskiego, przypominając sobie wydarzenia sprzed ponad 60 lat, czasem przytaczając fakty, które i dziś szokowałyby czytelników, a czasem anegdoty - nie tylko z życia dziadka.

     Alfons Parczewski był masonem. Insygnia wolnomularskie (fartuszek masoński, cyrkiel, kielich) przekazała w maju 1933 r. Muzeum Ziemi Kaliskiej Regina Sędzimirowa - córka Parczewskiego. Parczewski otrzymał m.in. order Polonia Restituta, niestety order ten - przechowywany w Zakopanem - padł łupem złodziei.

     Dziadek bardzo lubił czytać dzienniki w łazience, podchwycił to pewien dziennikarz i narysował karykaturę Parczewskiego czytającego gazetę w wannie. Na pewnym zebraniu - według informacji Reginy przekazanych córce Antoninie - postawiono przed Parczewskim tort, a ponieważ był on łasy na słodycze przez cały czas podjadał tort łyżeczką. Pod koniec zebrania okazało się, że tort znikł.

     W wieku 16 lat Parczewski zdał maturę, w wieku lat 20 miał ukończone dwa fakultety. W 1878 r. ożenił się z Aleksandrą z Bochdanów, córką Hipolita. Praca i działalność społeczna pochłaniały mu tyle czasu, że nie miał go już dla żony. Żona czuła się zdominowana przez teściową i siostrę męża Melanię i kiedy była w 6 lub 7 miesiącu ciąży wyjechała do Zadwórza na Podolu - majątku swojego ojca. Aleksandra była drobna, w przeciwieństwie do Parczewskiego, który był człowiekiem wysokim. Była uzdolniona muzycznie i według opinii wnuczki wspaniale grała na fortepianie, pragnęła aby Antonina uczyła się gry na fortepianie, ale wnuczka nie miała zdolności muzycznych. Aleksandra świetnie mówiła po niemiecku i francusku. Dopóki Parczewskiemu dopisywało zdrowie, przyjeżdżał z Wilna do Zakopanego i odwiedzał żonę, która wówczas tam mieszkała. Kiedy czuł się gorzej nie przyjeżdżał już ani do Zakopanego ani do majątku Jusiny Walentego Parczewskiego. W czasie choroby, przez kilka miesięcy opiekowała się Parczewskim w Wilnie żona. Aleksandra Parczewska zmarła 9 stycznia 1929 r. w Zakopanem, chorowała na zapalenie płuc, ale śmierć spowodował skrzep w nodze. Pochowana została na nowym cmentarzu w Zakopanem przy ul. Nowotarskiej.

     Parczewski wydawał pieniądze na budzenie ducha narodowego. Środki uzyskiwał m.in. ze sprzedaży kamienic, jakie posiadał w Kaliszu, gdy w pewnym momencie zabrakło pieniędzy wziął 40 tys. pożyczki w Towarzystwie Kredytowym w Kaliszu i zadłużył kamienicę przy ul. Babinej. Dom przy ul. Babinej nie został sprzedany tylko dlatego, że był kupiony za posag żony.

     W 1919 r. Parczewski przeniósł się na stałe do Wilna, był dziekanem Wydziału Prawnego Uniwersytetu Stefana Batorego (1919/20-1921/22), a następnie rektorem tej uczelni (1922/23-1923-24). Mieszkał początkowo u krewnego - adwokata Walentego Parczewskiego, później otrzymał 3-pokojowe mieszkanie przy ul. Zamkowej 24. Miał tam służącą Malwinkę, która bardzo o niego dbała, w związku z tym bardzo przytył i pod koniec życia ważył 110 kg. Profesor Parczewski był wyjątkowo roztrzepany. Tylko interwencja Malwinki uchroniła go pewnego razu przed dotarciem na wykłady w niekompletnym stroju. Parczewski wykładał na Uniw. Wileńskim prawo kościelne. Egzaminując studentów nie pytał o to, czego nie było na wykładach lub w podręcznikach. Wnuczka kilka razy była w Wilnie, pamięta że była na wykładach dziadka z historii, przez rok mieszkała też w Wilnie u dziadka. Dziadek nazywał ją Anciutką. Pamiętał zawsze o jej urodzinach, przysyłając życzenia.

     Bardzo dużo osób odwiedzało Parczewskiego, częstym gościem oraz przyjacielem był lekarz prof. Aleksander Januszkiewicz (1872-1955)1, który został rektorem Uniw. Wileńskiego po Parczewskim. Parczewski przyjaźnił się z prawnikiem prof. F. Bossowskim, który wykładał prawo rzymskie. Bossowski uchodził za dziwaka. Przyjacielem Parczewskiego był też językoznawca prof. Jan Baudouin de Courtenay (1845-1929) znający 42 języki z narzeczami.

     Parczewski bardzo dużo pisał, pisał artykuły do ostatnich dni swego życia, na jego biurku - wspomina wnuczka - było mnóstwo papierów.

     W sierpniu 1914 r. Parczewski zapakował wszystkie meble, portrety i porcelanę i wywiózł z Kalisza. Portrety rodzinne znajdują się obecnie w Krakowie i Zakopanem. Zachowany komplet mebli stanowi wyposażenie saloniku zakopiańskiej willi. Są tam też dwa lustra z Wodzierad i sekretarzyk, który wcześniej należał prawdopodobnie do matki Słowackiego, pochodzący z majątku Ubień na Podolu. Piękna porcelana - 12 filiżanek z motywami kwiatowymi, każda z innym motywem, z czasów sprzed Katarzyny Wielkiej - została sprzedana, a pieniądze przeznaczone zostały na remont willi w Zakopanem, choć - jak podkreśla pani Meysztowiczowa - obiecała matce, że porcelany nie sprzeda.

     Córka Parczewskiego - Regina urodziła się w majątku Ubień na Podolu. Majątek ten należał wcześniej do matki J. Słowackiego. Regina podobna była do ojca - szczupła i wysoka, z jasnoniebieskimi oczami. Ukończyła gimnazjum Sióstr Niepokalanek w Jazłowcu, następnie przez pół roku była w nowicjacie. Potem jednak zrezygnowała z pozostania w zakonie. Miała zdolności plastyczne, pięknie malowała, rysowała mapy. W 1912 r. wyszła za mąż za Mieczysława Sędzimira, obywatela miasta Krakowa i członka rady miejskiej. Mieczysław Sędzimir2 urodził się 13 lutego 1870 r. w Warszawie. Po I wojnie światowej osiadł w Zakopanem. Był działaczem Towarzystwa Tatrzańskiego (później Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego) oraz Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. W latach 1921-23 był redaktorem odpowiedzialnym “Gazety Zakopiańskiej”. Chorował na gruźlicę, zmarł 9 czerwca 1948 r. Regina, pod koniec życia częściowo sparaliżowana, zmarła 17 stycznia 1959 r. Sędzimirowie - rodzice pani Antoniny - pochowani zostali na nowym cmentarzu w Zakopanem przy ul. Nowotarskiej.

     Kolejne spotkania z panią Antoniną Meysztowicz odbyły się we wrześniu 1998 r. znowu w Zakopanem. Tu pani Meysztowiczowa bardzo lubi przebywać, mówi, ze kocha Zakopane, nawet wtedy kiedy pada deszcz. Niezmiernie sympatycznej i życzliwej gospodyni zawdzięczam wspaniały pobyt w Zakopanem i oczywiście całe mnóstwo wspomnień poświęconych rodzinie Parczewskich, Sędzimirów i Meysztowiczów, a zatem i pora powiedzieć nieco więcej o wnuczce Alfonsa Parczewskiego.

     Antonina Meysztowicz - urodziła się w 1917 r. w Zakopanem. Od 8 roku życia mówiła po francusku, nawet na wakacje matka wynajmowała guwernantki mówiące po francusku. W wieku 11 lat rozpoczęła naukę u Sióstr Niepokalanek w Nowym Sączu, gdzie uczyła się 3 lata. W klasztorze bardzo źle się czuła i matka zabrała ją do Zakopanego, tam uczyła się w liceum “Szarotka”. W Zakopanem zdała maturę. Ukończyła szkołę pielęgniarską i dwuletnią szkołę felczerską. Przez 20 lat związana była ze służbą zdrowia, pracowała w Centralnej Poradni Lekarskiej PKP w Krakowie. W 1958 r., kiedy najmłodszy syn miał trzy miesiące, zdała egzamin do Akademii Medycznej w Łodzi, musiała zrezygnować ze studiów ponieważ nie mogła zapewnić dzieciom, matce i teściowej opieki.

     W 1946 r. wieku 28 lat wyszła po raz pierwszy za mąż za Jerzego Ossolińskiego, którego poznała, gdy miała lat 16. Ślub odbył się w Księżówce w Zakopanem. Z mężem i teściami zamieszkała w Warszawie, niestety “boćki okazały się złośliwe i nie przynosiły dzieci”. W 1953 małżeństwo Antoniny i Jerzego Ossolińskich zostało unieważnione. Jerzy Ossoliński zmarł na raka w 1985 (lub 1987). W 1953 roku odbył się ślub Antoniny z Oskarem Meysztowiczem, z tego związku przyszli na świat trzej synowie: Oskar (1955-5 I 1998), Olgierd (1956) i Jerzy (1958 ). Mąż Oskar Meysztowicz3 - ukończył studia rolnicze, pracował jako dyrektor techniczny w Stacji Hodowli Roślin w Brzeziu pod Zabierzowem (pow. proszowicki), później jako inspektor w Centralnym Związku Spółdzielni Mleczarskich oraz nauczyciel w szkole rolniczej. W 1979 wyjechał do Austrii, gdzie przez kilkanaście lat pracował w Wiedniu w recepcji hotelowej.

     W willi “Krzysia” w Zakopanem wisi m.in. portret Fabiana Parczewskiego, właściciela Wodzierad, który miał 24 potomstwa. Fabian Parczewski bardzo lubił gości, podobnie jak pani Antonina Meysztowiczowa, która twierdzi, że ma to po swoim pra-pradziadku.


      1A. Januszkiewicz od sierpnia 1921 był prof. zwyczajnym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, prodziekanem Wydziału Lekarskiego, od 1922 - dziekanem, a w 1924/25, 1925/26 - rektorem Uniw. w Wilnie. We wrześniu 1945 osiadł w Kaliszu, gdzie został konsultantem Oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża, miejscowej Ubezpieczalni Społecznej i Szpitala Przemysława II. Wznowił działalność Kaliskiego Towarzystwa Lekarskiego, któremu przewodniczył do końca życia. Zmarł w Kaliszu 24 XII 1955 r. (Polski Słownik Biograficzny. T. 10. Wrocław 1962-64, s. 594-95).
      2Informacje o M. Sędzimirze pochodzą z pracy: M.Pinkwart, J. Zdebski: Nowy cmentarz w Zakopanem. Przewodnik bibliograficzny. Warszawa-Kraków 1988 s. 110.
      3Informacje o O. Meysztowiczu przejęte zostały z art. G. Grzegorzewskiej-Zajączkowskiej pt. Meysztowiczowie. Małopolskie rody i rodziny.

dr Ewa Andrysiak

Biurko Alfonsa Parczewskiego

Alfons Parczewski, przedruk z książki E. Polanowskiego "W dawnym Kaliszu"       Alfons Parczewski był masonem. Insygnia wolnomularskie (fartuszek masoński, cyrkiel, kielich) przekazała w maju 1933 r. Muzeum Ziemi Kaliskiej Regina Sędzimirowa - córka Parczewskiego. Parczewski otrzymał m.in. order Polonia Restituta, niestety order ten - przechowywany w Zakopanem - padł łupem złodziei. Dziadek bardzo lubił czytać dzienniki w łazience, podchwycił to pewien dziennikarz i narysował karykaturę Parczewskiego czytającego gazetę w wannie. Na pewnym zebraniu - według informacji Reginy przekazanych córce Antoninie - postawiono przed Parczewskim tort, a ponieważ był on łasy na słodycze, przez cały czas podjadał tort łyżeczką. Pod koniec zebrania okazało się, że tort znikł. 

      W wieku 16 lat Parczewski zdał maturę, w wieku lat 20 miał ukończone dwa fakultety. W 1878 r. ożenił się z Aleksandrą z Bochdanów, córką Hipolita. Praca i działalność społeczna pochłaniały mu tyle czasu, że nie miał go już dla żony. Ta czuła się zdominowana przez teściową i siostrę męża Melanię i kiedy była w 6 lub 7 miesiącu ciąży, wyjechała do Zadwórza na Podolu - majątku swojego ojca. Aleksandra była drobna, w przeciwieństwie do Parczewskiego, który był człowiekiem wysokim. Była uzdolniona muzycznie i według opinii wnuczki wspaniale grała na fortepianie; pragnęła aby Antonina uczyła się gry na fortepianie, ale wnuczka nie miała zdolności muzycznych. Aleksandra świetnie mówiła po niemiecku i francusku. Dopóki Parczewskiemu dopisywało zdrowie, przyjeżdżał z Wilna do Zakopanego i odwiedzał żonę, która wówczas tam mieszkała. Aleksandra Parczewska zmarła 9 stycznia 1929 r. w Zakopanem. Chorowała na zapalenie płuc, ale śmierć spowodował skrzep w nodze. Pochowana została na nowym cmentarzu w Zakopanem przy ul. Nowotarskiej.

      Parczewski wydawał pieniądze na budzenie ducha narodowego. Środki uzyskiwał m.in. ze sprzedaży kamienic, jakie posiadał w Kaliszu. Gdy w pewnym momencie zabrakło pieniędzy wziął 40 tys. pożyczki w Towarzystwie Kredytowym w Kaliszu i zadłużył kamienicę przy ul. Babina. Dom nie został sprzedany tylko dlatego, że był kupiony za posag żony. W 1919 r. Parczewski przeniósł się na stałe do Wilna. Był dziekanem Wydziału Prawnego Uniwersytetu Stefana Batorego (1919/20-1921/22), a następnie rektorem tej uczelni (1922/23-1923-24). Mieszkał początkowo u krewnego - adwokata Walentego Parczewskiego, później otrzymał trzypokojowe mieszkanie przy ul. Zamkowej 24. Miał tam służącą Malwinkę, która bardzo o niego dbała, w związku z czym bardzo przytył i pod koniec życia ważył 110 kg. Profesor Parczewski był wyjątkowo roztrzepany. Tylko interwencja Malwinki uchroniła go pewnego razu przed dotarciem na wykłady w niekompletnym stroju. Parczewski wykładał na Uniwersytecie Wileńskim prawo kościelne. Egzaminując studentów nie pytał o to, czego nie było na wykładach lub w podręcznikach. Wnuczka kilka razy była w Wilnie; pamięta że była na wykładach dziadka z historii, przez rok mieszkała u niego. Dziadek nazywał ją Anciutką. Pamiętał zawsze o jej urodzinach, przysyłając życzenia.

      Bardzo dużo osób odwiedzało Parczewskiego. Częstym gościem oraz przyjacielem był lekarz prof. Aleksander Januszkiewicz (1872-1955),1 który został rektorem Uniwersytetu Wileńskiego po Parczewskim. Parczewski przyjaźnił się z prawnikiem prof. F. Bossowskim, który wykładał prawo rzymskie. Bossowski uchodził za dziwaka. Przyjacielem Parczewskiego był też językoznawca prof. Jan Baudouin de Courtenay (1845-1929) znający 42 języki z narzeczami.

      Parczewski bardzo dużo pisał. Pisał artykuły do ostatnich dni swego życia; na jego biurku - wspomina wnuczka - było mnóstwo papierów. W sierpniu 1914 r. Parczewski zapakował wszystkie meble, portrety i porcelanę i wywiózł z Kalisza. Portrety rodzinne znajdują się obecnie w Krakowie i Zakopanem. Zachowany komplet mebli stanowi wyposażenie saloniku zakopiańskiej willi. Są tam też dwa lustra z Wodzierad i sekretarzyk, który wcześniej należał prawdopodobnie do matki Słowackiego, pochodzący z majątku Ubień na Podolu. Piękna porcelana - 12 filiżanek z motywami kwiatowymi, każda z innym motywem, z czasów sprzed Katarzyny Wielkiej - została sprzedana, a pieniądze przeznaczone zostały na remont willi w Zakopanem, choć - jak podkreśla pani Meysztowiczowa - obiecała matce, że porcelany nie sprzeda.

      Córka Parczewskiego - Regina urodziła się w majątku Ubień na Podolu. Majątek ten należał wcześniej do matki J. Słowackiego. Regina podobna była do ojca - szczupła i wysoka, z jasnoniebieskimi oczami. Ukończyła gimnazjum Sióstr Niepokalanek w Jazłowcu, następnie przez pół roku była w nowicjacie. Potem jednak zrezygnowała z pozostania w zakonie. Miała zdolności plastyczne, pięknie malowała, rysowała mapy. W 1912 r. wyszła za mąż za Mieczysława Sędzimira, obywatela miasta Krakowa i członka rady miejskiej. Mieczysław Sędzimir2 urodził się 13 lutego 1870 r. w Warszawie. Po I wojnie światowej osiadł w Zakopanem. Chorował na gruźlicę, zmarł 9 czerwca 1948 r. Regina, pod koniec życia częściowo sparaliżowana, zmarła 17 stycznia 1959 r.. Sędzimirowie - rodzice pani Antoniny - pochowani zostali na nowym cmentarzu w Zakopanem przy ul. Nowotarskiej. 

      Kolejne spotkania z panią Antoniną Meysztowicz odbyły się we wrześniu 1998 r., znowu w Zakopanem. Niezmiernie sympatycznej i życzliwej gospodyni zawdzięczam wspaniały pobyt w kurorcie i oczywiście całe mnóstwo wspomnień poświęconych rodzinie Parczewskich, Sędzimirów i Meysztowiczów, a zatem i pora powiedzieć nieco więcej o wnuczce Alfonsa Parczewskiego. 

      Antonina Meysztowicz - urodziła się w 1917 r. w Zakopanem. Od 8 roku życia mówiła po francusku, nawet na wakacje matka wynajmowała guwernantki mówiące po francusku. W wieku 11 lat rozpoczęła naukę u Sióstr Niepokalanek w Nowym Sączu, gdzie uczyła się 3 lata. W klasztorze bardzo źle się czuła i matka zabrała ją do Zakopanego, tam uczyła się w liceum "Szarotka". W Zakopanem zdała maturę. Ukończyła szkołę pielęgniarską i dwuletnią szkołę felczerską. Przez 20 lat związana była ze służbą zdrowia, pracowała w Centralnej Poradni Lekarskiej PKP w Krakowie. W 1958 r., kiedy najmłodszy syn miał trzy miesiące, zdała egzamin do Akademii Medycznej w Łodzi, musiała jednak zrezygnować ze studiów ponieważ nie mogła zapewnić dzieciom, matce i teściowej opieki. 

     W 1946 r., w wieku 28 lat wyszła po raz pierwszy za mąż, za Jerzego Ossolińskiego, którego poznała, gdy miała lat 16. Z mężem i teściami zamieszkała w Warszawie. Niestety "boćki okazały się złośliwe i nie przynosiły dzieci". W 1953 małżeństwo Antoniny i Jerzego Ossolińskich zostało unieważnione. Jerzy Ossoliński zmarł na raka w 1985 (lub 1987 r.). W 1953 roku odbył się ślub Antoniny z Oskarem Meysztowiczem. Z tego związku przyszli na świat trzej synowie: Oskar (1955-5 I 1998), Olgierd (1956) i Jerzy (1958 ). Mąż Oskar Meysztowicz 3 ukończył studia rolnicze, pracował jako dyrektor techniczny w Stacji Hodowli Roślin w Brzeziu pod Zabierzowem (pow. proszowicki), później jako inspektor w Centralnym Związku Spółdzielni Mleczarskich oraz nauczyciel w szkole rolniczej. W 1979 wyjechał do Austrii, gdzie przez kilkanaście lat pracował w Wiedniu w recepcji hotelowej.


dr Ewa Andrysiak 

      1. A. Januszkiewicz od sierpnia 1921 był prof. zwyczajnym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, prodziekanem Wydziału Lekarskiego, od 1922 dziekanem, a w 1924/25, 1925/26 rektorem Uniwersytetu w Wilnie. We wrześniu 1945 osiadł w Kaliszu, gdzie został konsultantem Oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża, miejscowej Ubezpieczalni Społecznej i Szpitala Przemysława II. Wznowił działalność Kaliskiego Towarzystwa Lekarskiego, któremu przewodniczył do końca życia. Zmarł w Kaliszu 24 XII 1955 r. (Polski Słownik Biograficzny. T. 10. Wrocław 1962-64, s. 594-95). 
      2. Informacje o M. Sędzimirze pochodzą z pracy: Pinkwart M., Zdebski J.: Nowy cmentarz w Zakopanem. Przewodnik bibliograficzny., Warszawa-Kraków 1988, s. 110. 
3. Informacje o O. Meysztowiczu przejęte zostały z art. G. Grzegorzewskiej-Zajączkowskiej pt. Meysztowiczowie. Małopolskie rody i rodziny.

      Zdjęcie: Alfons Parczewski, przedruk z książki E. Polanowskiego "W dawnym Kaliszu" 

wpe2A.jpg (7556 bytes)KALENDARIUM

Alfons Parczewski

(15 XI 1849 - 21 IV 1933)

 

1864-1865 - uczeń Gimnazjum Filologicznego w Kaliszu
1869 - magisterium na Wydziale Prawa Szkoły Głównej w Warszawie
1872 - powrót do Kalisza; otwarcie kancelarii adwokackiej
1875 - pierwsza podróż na Łużyce; redakcja "Noworocznika Kaliskiego" na rok 1876
1876-1914 - adwokat przysięgły w Kaliszu
1878 - małżeństwo z Aleksandrą z Bochdanów
1886 - wiceprezes Towarzystwa Kredytowego w Kaliszu
1891-1909 - prezes Towarzystwa Muzycznego w Kaliszu
1893-1899 - członek Kasy Pożyczkowej Przemysłowców Kaliskich
1899-1906 - członek Kaliskiego Towarzystwa Wzajemnego Kredytu
1899-1911 - członek Towarzystwa Pożyczkowo-Oszczędnościowego
1900 - organizator wystawy archeologicznej w Kaliszu; ławnik przy magistracie kaliskim; członek szkockiego Towarzystwa "Gorseld"
1900-1903 - prezes Towarzystwa Popierania Rosyjskiego Przemysłu i Handlu w Kaliszu
1905-1908 - członek Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego
1906 - założyciel Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie
1906-1917 - poseł do Dumy Państwowej
1907 - honorowy obywatel miasta Kalisza
1913-1914 - prezes Kaliskiego Oddziału Towarzystwa Krajoznawczego
1914 - wyjazd z Kalisza do Warszawy
1915-1919 - dziekan Wydziału Prawnego Uniwersytetu miasta Warszawy
1918 - członek Rady Stanu
1919 - tytuł profesora honorowego Wydziału Prawnego Uniwersytetu Warszawskiego; wyjazd na stałe do Wilna
1919-1922 - dziekan Wydziału Prawnego Uniwersytetu Wileńskiego
1922-1924 - rektor Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie
1927-1933 - prezes Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie
1929 - tytuł doktora honoris causa Wydziału Prawa Uniwersytetu Wileńskiego
1930 - jubileusz 60-lecia pracy zawodowej i naukowej; tytuł profesora honorowego Uniwersytetu Wileńskiego

Parczewski lubił aktorki 

      Duchy o niespokojnych umysłach rzadko bywają przykładnymi głowami rodzin. A przynajmniej trudno uwierzyć w stabilność uczuć osób o renesansowym wachlarzu zainteresowań. Stabilne bywają, ale w stosunku do aktualnej, największej namiętności. Być może Alfons Parczewski - jak wiadomo stuprocentowy przedstawiciel "gatunku" wybitnie i wszechstronnie uzdolnionych - stanowił wyjątek od tej reguły, być może... Jednakże rodzinne opowieści pozwalają sprowadzić go z postumentu, oświetlić z nieco innej strony.

- Niewiele wiedziałem i niewiele wiem - spokojnym tonem opowiada Andrzej Szymczak z Warszawy. - Do pewnego czasu to może była jakaś tajemnica rodzinna, dzisiaj nie ma czego ukrywać. Mój dziad był nieślubnym synem tego pana. 

      Pan nazywał się Alfons Parczewski i to nie jest przypadkowa zbieżność nazwisk. Dla rodziny pana Szymczaka Parczewski nie jest pomnikiem, nazwą ulicy ani księgozbiorem, a po prostu przodkiem. Jedną z tych na pół legendarnych, na pół historycznych postaci, o których w wielkiej "konspiracji" lubią rozprawiać ciotki podczas rodzinnych spotkań. W tym przypadku jednak - jak możemy się domyślać - ciotki niekoniecznie lubiły wspominać pradziada. 

- Jego nieślubny syn przed pierwszą wojną światową miał w Kaliszu sklep, podobno przy Poznańskiej. Gdy mój dziadek wrócił po bombardowaniach, poprosił Parczewskiego o pomoc w ponownym rozwinięciu interesu. Ten miał mu odmówić. Stąd w rodzinie zrodziła się jakaś niechęć. Nigdy dużo się o nim nie mówiło - dodaje Andrzej Szymczak.

Ach, ten wąsik!

      Na początku była miłość. Dawniej powiedziano by: romans. Jak w przedwojennym melodramacie: on był zabójczo przystojny, z dobrego rodu (no i ten niepospolity umysł!), ona była aktorką. Miała się nazywać Wincentyna Florentyna Wiłkowska. Romans musiał być gorący i burzliwy, ponieważ - jak podaje tradycja rodzinna - ta aktorka scen krakowskich zamieszkała w Kaliszu, w naszym mieście występowała i... tutaj odebrała sobie życie. Kochankowie nie mieli do siebie daleko: adwokat Parczewski mieszkał przy ul. Babina, ona - jak wieść niesie - w kamienicy dawnego kina "Stylowego". Alfons miał wprawdzie żonę - Aleksandrę z Bochdanów - ale też noty o jego życiu i działalności nie pomijają faktu, że małżonkowie żyli w separacji; nosząc jeszcze pod sercem jedyne - oficjalnie - dziecko Parczewskiego - Reginę, Aleksandra wyjechała do Zadwórza na Podolu, majątku swego ojca. Tymczasem w Kaliszu Walentyna powiła syna. I tutaj historia zaczyna się gmatwać. 

Siła talentu

      Wedle familijnej historii chłopiec wychowywał się przy matce do jej samobójczej śmierci ok. 1884 roku. Potem opiekowała się nim "jakaś hrabiowska rodzina" w krakowskim. Nosił nazwisko Wiłkowski - to dla jego potomków jest pewne, niemniej, czy jest to faktyczne nazwisko matki, czy zostało nadane po niańce, jak często wówczas praktykowano, tego nikt nie potrafi powiedzieć. I tutaj w końcu muszą paść pytania. Skąd podana data? Do kogo faktycznie należy przewijające się nazwisko Wiłkowski, Wiłkowska? Czy taka osoba (aktorka!) w ogóle w Kaliszu żyła? Otóż w "biblii" kaliskiej sceny teatralnej nazwisko to zostało wymienione trzykrotnie. Niestety, uświęcone tradycją rodzinną imię - Wincentyna Florentyna - nie pada (co jeszcze niczego nie musi dowodzić, można przecież przyjąć, że artystka, jak wielu jej kolegów po fachu, lubiła zmieniać imiona); na scenie Teatru Letniego i Zimowego N. Golińskiego, działającego w Kaliszu od 1866 roku, występowała za to Maria Wiłkowska. Jak wynika z zapisów, kobieta ta była członkiem Towarzystwa operetkowego Juliana Grabińskiego oraz Towarzystwa Dramatycznego Kazimierza i Stanisława Sarnowskich . W tym drugim przypadku przy nazwisku Wiłkowskiej pojawia się adnotacja: [zm. ok. 31 VIII 1889 roku]. No i mamy kolejną niezgodność z ustnym przekazem, tym bardziej frapującą, że w lokalnej gazecie "Kaliszanin", w której ze skrupulatnością odnotowywano wszelkie przejawy życia teatralnego w mieście (ale i samobójstwa, co dla naszej sprawy jest równie istotne), relację z benefisu "panny Wiłkowskiej" zamieszczono... rok po jej rzekomej śmierci - w 1890 roku! (Czyżby jej sztuka zwyciężyła śmierć?) I tutaj, Czytelniku, niestety gubimy ślad. A wytrwalszym od nas poszukiwaczom samobójczyni podpowiemy tylko, że żaden z numerów "Kaliszanina" z 1884 roku, choć przynosi wieści o co najmniej sześciu zgonach "na własne życzenie", nie zamieszcza informacji o sensacyjnej przecież, tak wtedy, jak i dzisiaj śmierci aktorki.

      Kimże więc byłaś piękna nieznajoma? W 1890 roku "Kaliszanin" donosił: "Na benefisowe przedstawienie panny Wiłkowskiej złożyły się dwie jednoaktówki: przeplatane solowymi tańcami i monologiem Gawalewicza, wypowiadanym z talentem przez p. Łaskiego. (...) Udatne solowe tańce odtańczone przez pannę Wiłkowską i Zamiłowicza, zjednały dla wykonawców huczne oklaski, a dla beneficjantki prócz tego bukiet z żywych kwiatów (...) .

ANNA TABAKA, Kalisia Nowa nr 11/99

Takich gości mieliśmy

      Państwo Antonina i Oskar Meysztowiczowie mimo podeszłego wieku nadal sporo podróżują. Kiedy się z nimi żegnam, podają kilka adresów: Kraków, Zakopane, Wiedeń. Jest również dom kaliski. Ten, na którym wisi tablica upamiętniająca Alfonsa Parczewskiego. Pani Antonina jest jego wnuczką. Patrząc na reprodukowane portrety Parczewskiego można się domyślać, że ten wybitny prawnik, publicysta, działacz społeczno-polityczny w jednej osobie był mężczyzną więcej niż słusznej postury. Spod mocno zarysowanych brwi Parczewski rzuca spojrzenie tak dostojne i mocne, że aż trochę mrozi. Oczy musiały być jasne, bardzo jasne, stąd ta przenikliwość.
Antonina i Oskar Meysztowiczowie.

Antonina i Oskar Meysztowiczowie.

      Taki właśnie był mój dziadek - lekko opowiada Antonina Meysztowicz. Jest coś w owalu twarzy starszej pani, w zarysie brwi, co przypomina dziadka Alfonsa. Postawny mężczyzna, tęgi. Lubił jeść - z wyraźnym rozbawieniem wspomina wnuczka. Gdy miałam 9-10 lat, jeździłam do niego do Wilna. Widzę go zawsze, jak siedzi przy stoliku restauracji przy Zamkowej w Wilnie z dużą, białą serwetą pod szyją.

      Do stolicy Litwy Parczewski przeniósł się w 1919 roku i od razu energicznie przystąpił do organizacji wydziału prawa na tamtejszym uniwersytecie. Kalisz opuścił 5 lat wcześniej, już jako honorowy obywatel naszego miasta, wzięty adwokat, członek licznych towarzystw (m.in. Kaliskiego Towarzystwa Wzajemnego Kredytu), inicjator przedsięwzięć kulturalnych i naukowych, odważny obrońca polskości, a przede wszystkim publicysta. Przede wszystkim, bo jak Pani Meysztowiczowa podkreśla, największą pasją Parczewskiego były gazety. Tak namiętnie je czytał, że w prasie ukazała się nawet karykatura dziadka, oczywiście z gazetą w ręku - przypomina sobie wnuczka, dodając, że cała rodzina śmiała się do rozpuku, przekazując sobie satyryczny rysunek z rąk do rąk.

      Ilustrując miłość Parczewskiego do prasy przytoczmy, że już w 1878 roku, wraz z Edmundem Idzikowskim, starał się o pozwolenie na wydawanie "Gazety Kaliskiej"; gdy to mu się nie udało, 5 lat później założył "Nowiny Śląskie", poświęcając na ten cel kamienice, które kupił w Kaliszu za pieniądze uzyskane ze sprzedaży rodzinnego majątku w Wodzieradach. Sam publikował dużo, a przy tym rozpiętość tematyczna przygotowywanych przez niego tekstów jest zdumiewająca: prawo, ekonomia, polityka, historia, etnografia, ukochana literatura łużycka, a nawet kultura celtycka! Pani Antonina pamięta zdjęcie przedstawiające dziadka Alfonsa w otoczeniu druidów i ma nadzieję, że w końcu odnajdzie je w rodzinnych annałach.

      Wracając do Wilna... Mieszkał tutaj wuj Walenty Parczewski, u którego Alfons często się zatrzymywał. Wuj miał stangreta Bernasia, więc kiedy mój dziadek przyjeżdżał do Wilna, obydwaj wychodzili po niego na dworzec i biorąc dziadka pod pachy, jeden z jednej strony, a drugi z drugiej, pomagali mu wyjść z pociągu na peron. Dziadek zjeżdżał jak na płozach - śmieje się starsza pani.

      Z jej opowiadań wynika, że nasz nietuzinkowy prawnik nade wszystko cenił sobie: naukę, żywe dysputy pobudzające umysł i rozgrzewające krew oraz... słodycze. Raz jeden namiętności te udało mu się połączyć w sposób znakomity: czekając na obiad, pochłonięty rozmową, zjadł tort. Cały!!! Ukochana służąca dziadka, Malwinka, szykowała go na deser - pamięta wnuczka.

      Malwinka uratowała adwokata z niejednej opresji. Jak na prawdziwego naukowca przystało, Parczewski był roztargniony. Otóż zdarzyło mu się wyjść na dwór w samych... kalesonach. Spod płaszcza wystawały jedynie płócienne wiązania tej niegdyś mocno skrywanej części garderoby. Na szczęście służąca czuwała, dojrzała tak wystrojonego pana przez okno i uratowała go przed - możemy się domyślać - potężnym skonfundowaniem. Przez całe swoje życie Parczewski gromadził książki. Pozostawił po sobie zbiór liczący 32 tysiące woluminów. Część księgozbioru, uratowana podczas wojny, stanowi dzisiaj odrębny dział Miejskiej Biblioteki Publicznej w Kaliszu i jest nie lada kąskiem dla badaczy kultury łużyckiej (wycieczki na Łużyce i Śląsk, tłumaczenia z dolnołużyckiego na polski, ożywianie na tych ziemiach ducha patriotycznego zajęły Parczewskiemu dużą część życia).

      W 1938 roku Antonina Meysztowicz jako pełnomocnik swojej mamy - Reginy, córki Alfonsa i Aleksandry z Bochdanów - przyjechała do Kalisza, aby sprzedać zbiór dziadka. Za 12 tysięcy ówczesnych złotych polskich kupił go magistrat Kalisza, choć rozmówczyni nie ukrywa, że dość intratną propozycję złożył jej także bardzo zainteresowany księgozbiorem profesor z Pragi. Ostatecznie do przyjęcia propozycji Kalisza skłonił mnie nauczyciel. Stefan Dybowski się nazywał - mówi Antonina Meysztowicz. Parczewski pracował do ostatnich dni, mimo wycieńczającej jego organizm choroby. Wnuczka pamięta go leżącego w łóżku i ciągle piszącego, czytającego, porządkującego notatki. Opiekowała się nim przez rok. Alfons Parczewski umarł w 1933 roku, w wieku 84 lat. Został pochowany w Kaliszu, gdzie mieszkał 32 lata. Antonina po swoim niepospolitym dziadku odziedziczyła przede wszystkim życiową aktywność i otwartość umysłu - dwie cechy pozwalające zachować młodość na zawsze. Taki też jest jej mąż Oskar Meysztowicz, i ich synowie.

      Oskar Meysztowicz urodził się w Rohoźnicy Wielkiej (dzisiejsza Białoruś), w pałacu, w którym przez kilka dni rezydował Stanisław August Poniatowski, ostatni król Polski. To dopiero jest historia...

ANNA TABAKA, Kalisia Nowa nr 4/2000
Na zdjęciu: Państwo Antonina i Oskar Meysztowiczowie.
Fot. Mariusz Hertmann

Zaklęci w bursztynie

      Wojcze nasz, który jes w Niebie, swianceno bondze Imio twőji, przijdze krolejstwő - stani sá two wolo, chleb nasz dej nám dzis, wopuszczaj nám nasze winie ako me wypúszczome nasze winowacy. Nie wodza nas na pokuszenie, la nas wábawnij wote zlewo. Won twoj jest to krolejstwő esz ná wieki wiecznéj. Omenka.
     
Słowa te zasłyszał w 1880 roku A. J. Parczewski z ust rybaczki z Wielkiej Garny - Doszy Jost. Ten piękny, archaiczny język przypominający pierwotny tekst "Bogurodzicy" jest pomnikiem ludu, który już zginął - Słowińców.

      Niemieccy etnografowie na początku XIX w. odkrywają pomorskie osobliwości. Na zachodzie napotykając kilka wysp etnograficznych: Hanowerskiego Wendlandu - należącego do języka połabskiego; wyspy narzecza pomorskiego w północnym Szlezwiku, na Rugii, okolicach Koszalina, Słupska. Zauważają tam lud o innym typie fizycznym, inaczej mówiący po niemiecku, inaczej się ubierający, inne mający obyczaje, a małżeństwa zawierający tylko między sobą. Zachwycając się wspaniałym folklorem, prawdziwie pragermańskim (jak uważali – przyp. autora) - gockim folklorem. „Ludzie wiosną topią tam bałwana, malują pisanki, zimą chodzą z turoniem, podczas wesel wkładają wspaniały ludowy strój, pospolite są zabobony jak ten o Smentku albo złym, wsie zaś mają odmienny, podłużny kształt (...)”

      Kaszubski działacz F. Ceynowa pobudził zainteresowanie badaczy słowianofilów z Carskiej Akademii Umiejętności w Petersburgu przewrotną tezą, iż język kaszubski, mimo zewnętrznego podobieństwa z polszczyzną, bliski jest rosyjskiemu. Przysłany przez akademię w 1850 r. rosyjski etnograf A. Hilferding wymienia nazwy: Słowińcy, Kabatkowie, wreszcie na wschodzie Kaszubi właściwi. Po Hilferdingu bada Pomorze w 1880 roku A. Parczewski. Lokalne nazwy grup łączy jedną wspólną nazwą Kaszubi - potomkowie prasłowiańskich Pomorzan. Po Parczewskim przychodzą inni zafascynowani ostatkami słowiańskimi na bursztynowym brzegu. Kolejne badania wskazują jednak niezbicie na zatrważający proces - kaszubszczyzna cofa się!

      Drogi germanizacji były różne – szkoły, służba wojskowa, zbór ewangelicki, bowiem większość ludności na Pomorzu Zachodnim pozostała ewangelicka. Pastorzy nieśli nie tylko posługę religijną, ale także germanizację. Nieliczni, jak ów pastor Krommer „gadali i piali po slowińsku”. Oficjalny dokument pomorskiego Kościoła ewangelickiego zwany memoriałem Hakena z 1780 r. zakładał maksymalne i możliwie najszybsze usunięcie języka polskiego z wszelkich ceremonii kościelnych. Biorąc pod uwagę zupełną w niektórych parafiach nieznajomość niemieckiego i dotychczasowy upór ludności Ch. Haken utyskiwał, iż proces może zająć nawet 50 lat. Parczewski zapisał: „Ksandzowie nic po pölsku nie uczą, chcą polską wiarę zatampic” lub „wona chca sę po kaszebsku uczec, ale woni nie dozwolili ksondz i szkolni”. Kaszubi nie tak bowiem łatwo rezygnowali ze swej mowy. Rugowanie mowy polskiej łączyło się w ich świadomości z nadchodzącym kataklizmem. Kaszubi mówili Hilferdingowi, że przychodzi antychryst i nastąpi koniec świata. Starzy płakali i lamentowali, widząc rosnącą przepaść między starszym i młodszym pokoleniem. Gdy Parczewski rozmawiał z Kaszubami nie mogli wyjść z podziwu, że taki młody, a umie po słowińsku. Z biegiem czasu coraz mniej było ludzi, którzy czytali „Katechizm mały dr Marcina Lutra z niemieckiego języka w słowiński wystawiony przez Michała Pontana, sługę słowa bożego w Smołdzynie”. Parczewski opisuje pełen patosu obyczaj słowiński, kiedy śpiewniki, książki do nabożeństwa, w niezrozumiałym już dla młodych języku, niczym relikwie, składano do trumien zmarłych lub zamurowywano w kryptach kościelnych. Za osłabieniem kaszubszczyzny stoi jeszcze jeden fakt - masowa trwająca niemal osiemdziesiąt lat emigracja do Ameryki. Osiedlając się za oceanem wybierali najchętniej bliski im krajobraz, wzgórza, jeziora, lasy. Ciekawe, że za oceanem mowę swoją zachowali, a znikały zupełnie germanizmy.

      Niełatwa musiała być walka ze Słowińcami skoro przywarła do nich nazwa Steinkaschuben (Kamienni Kaszubi). W ciągłej walce z naporem obcym wykształcił w sobie Kaszuba specyficzne cechy. Szwajcar J. Bernoulli goszcząc na Pomorzu Zachodnim w 1777 r. określał Kaszubów jako ludzi skrytych, fałszywych i skorych do buntu. Podobnie, a jakże wspaniale, opisuje ich cechy H. Derdowski:

Męstwo, chytrość i upartość fife i wekręte
Jesz Kaszube do dzys po nim (Swiętopełku) mają w spodku wzęte.

      Wzruszają inne niemieckie opisy Słowińców - są zacni, dobrzy, gościnni, cnotliwi, zbliżeni do siebie - „i było u nich jedno ciało i jedna dusza, nie tak, jak to jest obecnie u Niemców”.

      Trwał w Kaszubach uparcie mit łączności z macierzą, mówili o sobie „Iá jem z Polski”, a sąsiedzi mówili o mieszkańcach Kluk nad jeziorem Łebsko: - Tam wszandze są polski ladze. Podczas spisu ludności, inaczej niż na wschodzie Kaszub, wpisywano pospolicie w rubrykach język – polski, a rzadziej kaszubski.

      Patriotyczne wyznanie H. Derdowskiego można z pewnością przenieść także na pomorskich Kaszubów:

A jo z duszą i ze sercem Polok jem jak oni,
Me Kaszube, jesz strzeżeme Polsci morsciech granic,
A w Warszawie naszy braca mają naju za nic.

      Profesor Baudouin de Courtenay stwierdził: kaszubszczyzna jest bardziej polska niż polszczyzna sama. Uwaga ta odnosiła się do mowy, tkwią w niej bowiem dotąd formy i dźwięki, które już z polskiego języka znikły. Można ją także odnieść do folkloru zwyczaju, zachowania. Mimo ubóstwa panował u Słowińców surowy styl życia. Nie było tu morderstw, kradzieży, pijatyk i hulanek. Prawdziwie piękny był to lud i tym większy tragizm jego upadku, losu Gryfitów. Nie doczekali się połączenia z macierzą po 1918 r. Wyspy kaszubskie ginęły germanizowane przed II wojną światową. Po wojnie kolejna wielka tragedia. Władze komunistyczne Słowińców traktowały jak Niemców i siłą wysiedlały ich do Niemiec. Dopiero w latach 60, gdy w niedużej wsi rybackiej Kluki na północ od Smołdzina pozostało już tylko kilka słowińskich rodzin, dzięki działaczom kaszubskim utworzono z istniejących zabudowań Skansen Słowiński. Dziś o Gryfitach możemy mówić w czasie przeszłym, pozostały po nich jedynie obiekty kultury materialnej, które możemy oglądać w Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach.

Grzegorz Bonk, http://www.bezuprzedzen.pl/polska/zakleciwbursztynie.html 
Data publikacji 25.04.2000

Twórcą i sponsorem stron internetowych Ziemi Kaliskiej oraz Stowarzyszenia Asnykowców  jest rodzina Płocińskich,
62-800 Kalisz, ul. Sułkowskiego 2, tel. (0-62) 7671842 w osobach Krzysztofa Płocińskiego, matura 1974, Iwony, matura 1975
oraz dzieci: dzieci: Mateusza, Szymona, Marii, Piotra i Aleksandry Płocińskich, e-mail: kplocinski@info.kalisz.pl.

 Wszystkie opublikowane materiały można wykorzystywać w każdy godny sposób, pod warunkiem podania źródła.
 1996-2006 by Krzysztof Płociński i rodzina.