Herb Kalisza z Mostu Kamiennego Tadeusz Kulisiewicz
(1899-1988)

100 ROCZNICA URODZIN TADEUSZA KULISIEWICZA (1899-1988)
KOLEKCJA PRAC TADEUSZA KULISIEWICZA W MUZEUM KALISKIM
KULISIEWICZ JAKIEGO NIE ZNAMY
Z NOTATEK KULISIEWICZA
KULISIEWICZ STO LAT PÓŹNIEJ
KULIS NA ZIARNKU GROCHU
MUZY KULISIEWICZA

Głowa ojca, drzeworyt, 1921

     Urodził się 13 listopada 1899 roku w Kaliszu. Studia artystyczne rozpoczął w Szkole Sztuk Dekoracyjnych w Poznaniu (1922-23) a następnie kontynuował w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (1923-27) w pracowniach profesorów Miłosza i Mieczysława Kotarbińskich oraz Władysława Skoczylasa. Debiutował na wystawie Stowarzyszenia Artystów Grafików "Ryt" w 1926 roku w Warszawie. Brał udział w licznych wystawach tej grupy. W tym samym roku po raz pierwszy wakacje spędził w Szlembarku, małej podgórskiej miejscowości, której poświęcił swoje cykle graficzne i rysunkowe. Pierwszy cykl drzeworytów do teki "Szlembark" powstał w latach 1928-30. Następne to: "Bacówka", - 1932-33, "Metody" - 1934, "Wieś w Gorcach" - 1935-36, "Rysunki szlembarskie" - 1939. W 1930 roku, w Salonie Garlińskiego odbyła się pierwsza indywidualna wystawa prac artysty. Tegoż roku Kulisiewicz udał się w podróż artystyczną do Francji i Belgii, której efektem były drzeworyty i rysunki inspirowane francuską rzeźbą romańską i gotycką. W latach 1933-39 prowadził kursy rysunku w warszawskiej ASP w pracowni M. Kotarbińskiego.

Głowa chłopa z cyklu Indie, papier, tusz, 1973

Głowa chłopa z cyklu Indie, papier, tusz, 1973

     14.II.1933 roku ożenił się z Barbarą Suder. Kolejne podróże do Włoch, Francji i Anglii odbył w 1937 roku. W tym czasie brał udział we wszystkich ważniejszych wystawach prezentujących sztukę polską w kraju i za granicą. Lata wojny spędził w Krakowie i Szlembarku. W czasie Powstania Warszawskiego spłonęły wszystkie prace artysty w jego warszawskiej pracowni. Od tej pory porzucił drzeworyt na rzecz rysunku, który stał się głównym środkiem jego artystycznej wypowiedzi. Okres powojenny twórczości rozpoczyna cykl rysunków zburzonej Warszawy zatytułowany "Warszawa 1945". W 1946 roku Kulisiewicz powrócił na stałe do Warszawy, obejmując jednocześnie funkcję profesora na Akademii Sztuk Pięknych. Poza pobytami w Szlembarku odbył wiele podróży zagranicznych będących inspiracją do powstania nowych cykli rysunkowych. Pierwszy tworzy w 1947 roku po pobycie w Rumunii, Francji i Holandii. Kolejne to: "Rysunki z podróży po Czechosłowacji" - 1951; "Rysunki z Chin" - 1952; "Kaukaskie Kredowe Koło" - 1956; rysunki powstałe pod wrażeniem teatru B. Brechta: "Rysunki z Indii" - 1956; dwa cykle "Rysunki z Meksyku" - 1957, 1958/59; dwa cykle pt. "Laguna wenecka" - 1958, 1961; "Rysunki z Brazylii" - 1963; ilustracje do "Matki Couraga" B. Brechta - 1963.

      Inne cykle obok wspomnianych to: seria suchorytów z 1948 roku, cykl "Żołnierze Rewolucji i Pokoju" - 1950; "Bojownicy o wolność i demokrację" - 1951; "Stalowe ptaki" - 1965; cykl rysunków do "Galileusza" B. Brechta - 1966/67; "Kobieta" 1973/74; "Macierzyństwo" i "Matka" - 1974; "Moja historia sztuki" - 1975; "Krajobrazy spalone" - 1979/81; "Chiny" - 1982; "Ludzie Indii, Meksyku, Brazylii" - 1982/83.

      Kulisiewicz był laureatem licznych nagród artystycznych i odznaczeń państwowych, członkiem korespondentem Akademii Sztuk Pięknych w Berlinie (1955), Honorowym obywatelem miasta Kalisza (1960) oraz członkiem honorowym Akademii Sztuk Pięknych we Florencji (1965).

      Zmarł 18 VIII 1988 roku w Warszawie.

Hanna Jaworowicz

Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej - Centrum Rysunku i Grafiki im. Tadeusza Kulisiewicza
ul. Kolegialna 4, 62-800 Kalisz tel. 57-29-99

KOLEKCJA PRAC TADEUSZA KULISIEWICZA W MUZEUM KALISKIM

Kościół św. Józefa, 1960

Kościół św. Józefa, 1960

     Pierwsze prace Tadeusza Kulisiewicza w Dziale Sztuki Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej pochodzą z zakupów poczynionych w 1971 r. Było to 17 rysunków i kilka drzeworytów z przedwojennej "Teki Szlembarskiej". Systematyczne powiększanie kolekcji rozpoczęto w 1982 r., Kiedy to zapadła decyzja stworzenia w Muzeum Kaliskim stałej ekspozycji poświęconej twórczości Kulisiewicza.

     W 1984 r. W 85-lecie urodzin Artysty otwarto w Muzeum taką galerię. Prezentowane w niej prace pochodziły z dawnych zbiorów, a także z liczącego ok. 200 sztuk przekazu autora. Były to rysunki stanowiące duże fragmenty głównych powojennych cykli ("Szlembark", "Pejzaże górskie", "Matka", "Kobieta", "Indie", "Meksyk", "Wspomnienia Kubańskie", "Chiny", "Brazylia", "Laguna Wenecka", "Stwory morskie", "Profile", "Krajobrazy spalone"). Otwarcie wystawy odbyło się w obecności artysty, któremu władze miejskie obiecały stworzenie osobnego Muzeum, zlokalizowanego w pomieszczeniach dawnego Kolegium Jezuickiego. Aż do śmierci Profesora Kaliskie Muzeum uzupełniało systematycznie zbiór poprzez zakupy dokonywane bezpośrednio w pracowni artysty a także w salonach DESY i galeriach sztuki współczesnej. W ten sposób powstała kolekcja licząca ponad 300 grafik i rysunków, stanowiąca swoistą antologię twórczości Kulisiewicza od wczesnej "Teki Szlembarskiej" począwszy na ostatnim cyklu pt. "Krajobrazy spalone" kończąc.

Fragment miasta z widoczną w tle wieżą kościoła św. Józefa.

Fragment miasta z widoczną w tle wieżą kościoła św. Józefa, 
rysunek tuszem w szkicowniku, 1960

     W 1986 r. Zorganizowano w Kaliszu I Międzynarodowe Triennale Rysunku pod patronatem Tadeusza Kulisiewicza. Zbiór zakupionych z tej imprezy - nagrodzonych prac stworzył niezły kontekst dla istniejącej już kolekcji rysunku Kulisa dając jednocześnie obraz polifoniczności sztuki rysunkowej lat 80-tych.

     W 1988 r. Muzeum zgodnie z testamentem artysty stało się właścicielem wyposażenia warszawskiej pracowni Kulisiewicza i zgromadzonych w niej ok. 1000 szkiców, rysunków, grafik i notatników artystycznych. Duża część tej kolekcji pochodzi jeszcze z bardzo wczesnych lat twórczości Profesora i stanowi znakomite uzupełnienie istniejącego dotychczas w Muzeum zbioru. Wiele z tych prac stanowiło dla nas fascynujące odkrycie: wspaniałe ołówkowe szkice z przedwojennych pobytów w Gorcach, barwne akwarelowe kopie dzieł wielkich europejskich mistrzów; bogactwo szkicowników z tysiącami drobnych notatek rysunkowych wykonanych ołówkiem, długopisem i węglem (w tym szkicownik kaliski dotąd nam nieznany) opatrzonych lapidarnymi uwagami o miejscu, ludziach, kolorycie, świetle; martwe natury i bukiety kwiatów - tak różnej od znanej wszystkim oszczędnej, klasycznej kreski kulisiewiczowej. Jest to ogromny materiał dla studiów nad etapami powstawania dzieła sztuki od pierwszego zapisu do ostatecznego, przygotowanego na wystawę rysunku - materiał uzupełniony jeszcze przez prywatne archiwum zawierające korespondencję, recenzje, notatki do wykładów, fotografie, nagrody, dyplomy, medale.

     Ten fragment twórczości Artysty pokazywaliśmy w Muzeum na wystawie "Kulisiewicz jakiego nie znamy" i na niewielkich pokazach w małej galerii Kulisiewicza przy Nowym Rynku.

     Obecne, duże pomieszczenia z ich aurą dawności i szacowności pozwolą na pełniejsze prezentowanie nie tylko sztuki Kulisiewicza ale także na organizowanie wystaw zarówno rysunku jak i grafiki innych autorów. Stworzą możliwości konfrontacji pokoleń, kierunków, poszukiwań, osobowości artystycznych tak ostro przecież ujawniających się właśnie na poziomie rysunku.

Barbara Kowalska

Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej - Centrum Rysunku i Grafiki im. Tadeusza Kulisiewicza
ul. Kolegialna 4, 62-800 Kalisz tel. 57-29-99

"KALISZANINOWI OD KALISZANINA"
- to słowa wpisane autorowi niniejszej notki na Katalogu wydanym z okazji otwarcia wystawy pn. "AZJA MISTRZA KULISA - RYSUNKI TADEUSZA KULISIEWICZA Z CHIN I INDII" w Muzeum Azji i Pacyfiku (Galeria "NUSANTARA" przy ul. Nowogrodzkiej 18a w dniu 13 listopada 1984 roku tj. w 85-rocznicę urodzin tego wielkiego polskiego twórcy!

Kulisiewicz jakiego nie znamy

      Na początku niech mi wolno będzie wymienić niektóre tylko ważniejsze wydarzenia z życia i twórczości Mistrza:

  • urodził się w Kaliszu w dniu 13 listopada 1899 r.

  • w r. 1922/23 podjął studia w Szkole Sztuk Dekoracyjnych w Poznaniu ˇ w latach 1923-1928 studiuje w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie u Miłosza i Mieczysława Kotarbińskich, a następnie w pracowni grafiki u Władysława Skoczylasa

  • 1926, otrzymał I nagrodę Prezesa Rady Ministrów, Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy i Henryka Grohmana - w Salonie Grafiki Polskiej

  • 1929, I nagroda m. Krakowa na wystawie warszawskiego ZAP oraz Srebrny Medal na "Powszechnej Wystawie Krajowej" w Poznaniu

  • 1930-39, jest członkiem Stowarzyszenia Grafików "RYT"

  • od 1930, bierze udział we wszystkich ważniejszych wystawach w Polsce oraz w wystawach sztuki polskiej za granicą

  • 1933, rozpoczyna wykłady rysunku w Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych; otrzymuje też I nagrodę Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego

  • 1937, otrzymuje nagrody: Funduszu Kultury Narodowej, Prezydenta m. st. Warszawy, plastyczną m. Łodzi; wiele podróżuje i wystawia swe prace w kraju i za granicą

  • 1940/46, przebywa w Szlembarku, w małej wiosce na Podhalu ˇ

  • 1945, tworzy cykl rysunków "Warszawa '45", poświęconej zrujnowanej w czasie wojny Stolicy (w 1947 r. zorganizowano wystawę tego cyklu w Muzeum Narodowym w Warszawie)

  • 1946, powraca do Warszawy, zostaje profesorem Akademii Sztuk Pięknych (ASP)

  • 1952, otrzymuje Nagrodę Państwową I Stopnia

  • 1955, Nagroda UNESCO na XXVII Biennale Sztuki w Wenecji; zostaje członkiem korespondentem Akademii Sztuk Pięknych (ASP); otrzymuje ponownie Nagrodę Państwową I Stopnia i Order Sztandaru Pracy I Klasy

  • 1960, na inauguracji Jubileuszu 1800-lecia Kalisza otrzymuje HONOROWE OBYWATELSTWO tegoż miasta oraz I Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki

  • 1961, I nagroda na Biennale Sztuki w Sao Paolo

  • 1965, Honorowe członkostwo Akademii Sztuk Pięknych we Florencji; złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Książki w Lipsku, Nagroda I Stopnia Ministra Obrony Narodowej za cykl rysunków "Stalowe Ptaki"

  • 1970, złoty medal na II Międzynarodowym Biennale grafiki we Florencji

  • 1971, retrospektywna wystawa twórczości Tadeusza Kulisiewicza w Muzeum Narodowym w Warszawie, nagrodzony orderem Budowniczego Polski Ludowej

  • 1984, w rodzinnym mieście Kaliszu otwarto stałą galerię prac Tadeusza Kulisiewicza, po raz drugi otrzymuje Nagrodę m. st. Warszawy

  • 1986, Minister Kultury i Sztuki podejmuje decyzję w sprawie zatwierdzenia fundacji o nazwie: "Stypendia i nagrody im. Tadeusza Kulisiewicza" Zmarł w dniu 18 VIII 1988 r. w Warszawie, został pochowany na Starych Powązkach.

      "W przeddzień" 90-rocznicy Jego urodzin - na wniosek Prezesa Fundacji im. Tadeusza Kulisiewicza, Tadeusza Kaczmarka - Zarząd Towarzystwa Miłośników Sztuk Pięknych w dniu 12 X 1989 podjął decyzję o nadaniu Galerii w Pałacyku przy ul. Chmielnej Nr 5 imienia Tadeusza Kulisiewicza (co nastąpiło oficjalnie w dniu 13 XI 1989 r.). Należy również dodać, że w Archiwum ASP znajdują się dwa woluminy dot. Tadeusza Kulisiewicza: sygn. K-RP-65 dot. akt do 1939 r. sygn. K-858 dot. akt okresu powojennego

      Muzeum ASP opracowuje Katalog twórczości T. Kulisiewicza. Wiele podróżował, m. in. po: Belgii, Brazylii, Chinach, Czechosłowacji, Finlandii, Francji, Holandii, Indiach, Meksyku, Niemczech, Rumunii, Włoszech i Związku Radzieckim. Podróże te stały się tematem licznych cykli rysunkowych, ale motywem, który najczęściej pojawia się w Jego twórczości - jest człowiek.

      Oprócz wystaw w kraju, miał liczne wystawy poza granicą m. in.: w Pradze, Helsinkach, Rzymie, Mediolanie, Wiedniu, Paryżu. Brukseli, Antwerpii, Hadze, Rotterdamie, Londynie, Sztokholmie, Monachium, Berlinie, Eisenach, Erfurcie, Florencji, Lipsku, Lyonie, Meksyku, Moskwie, New Delhi, Kalkucie, Wenecji, Rio de Janeiro, Sao Paolo, Caglianii, Bukareszcie, Hawanie, Leningradzie.

      Jego prac znajdują się w zbiorach muzeów w Polsce oraz w licznych kolekcjach muzealnych i prywatnych za granicą.

      Do pozazdroszczenia! II

      Tadeusz Kulisiewicz należy do niezwykłych twórców polskiej plastyki, a w szczególności grafiki i rysunku. Pisano o nim: "Kulisiewicz należy do tych artystów - nie tak znowu licznych i dzisiaj - którzy nie zaznali goryczy niezrozumienia u swych współczesnych. Przeciwnie, od początków twórczości, jego prace cieszyły się powodzeniem. Słynne jego drzeworyty z cyklu "Szlembark" były przed wojną wielkim wydarzeniem artystycznym, ale - jak określił to jeden z późniejszych krytyków: "Dopóki artysta trwał w stylizowanym drzeworycie, dopóty jego język nie odznaczał się szczególnym nowatorstwem. Teka grafik nazwana jednym słowem ťSzlembarkŤ, a więc nazwa małej górskiej wioski, która dzięki Kulisiewiczowi uzyskała rozgłos i do dzisiaj aktualną sławę, była zbiorem pięknych artystycznie drzeworytów obrazujący w dokumentalny niemal sposób prawdę o biedzie, o ludzkiej nędzy. Teka była doskonała warsztatowo i nie wychylała się poza obowiązujące konwencje, ilustrowała temat, ludziom nie obojętny, stosując język realizmu dobrze znany i sprawdzony w praktyce twórczej jeszcze przed Kulisiewiczem".

      Autor tych słów - Wojciech Krauze - pisze dalej: "W pełni oryginalny stał się artysta w momencie gdy - w desperackim być może odruchu - zaniechał twórczości drzeworytniczej i graficznej w ogóle. Stało się to po kataklizmie wojennym, gdy wszystko, co do tej pory stworzył, spłonęło w Powstaniu Warszawskim".

      Może zresztą nie to było bezpośrednią przyczyną zaniechania grafiki, faktem jest jednak, że więcej do niej nie wrócił. Pozostał przy zwykłym rysunku, nigdy do tej pory specjalnie nie cenionym, uznawanym raczej za interesujący dokument kształtowania się warsztatu i wyobraźni malarzy i rzeźbiarzy. Ale dla Kulisiewicza stał się jedynym sposobem zarejestrowania i - bo wtedy, zaraz po wojnie, o to głównie chodziło - utrwalenia dla pamięci własnej i przyszłych generacji obrazu zburzonej Warszawy".

      Należy w tym miejscu przypomnieć, że z okazji zbliżającej się 90-rocznicy urodzin naszego Rodaka i w rok po Jego śmierci, zorganizowano w Galerii "Kordegarda" przy Krakowskim Przedmieściu, wystawę zatytułowaną "Kulisiewicz jakiego nie znamy". Pokazano na niej m. in. akwarele powstałe w latach 1938-1944, jako dokument czasu. Pierwsze były malowane równolegle z ostatnimi warsztatowymi grafikami, a następne z lat wojny i okupacji powstały dla wytchnienia i być może z potrzeby rekompensaty za bezmiar okropności, którego doświadczył artysta tracąc pracownię a wraz z nią i cały swój dorobek artystyczny. Wystawę uzupełniały: teka z 6 litografiami z cyklu "Stary Kalisz" oraz kilkoma suchorytami z 1948 roku.

      Do dziś trwają dyskusje (i trwać będą na pewno jeszcze długo), czy Kulisiewicza należy cenić za to, że był taki nowoczesny, a przy tym w pełni zrozumiały, czy też za to, że nowoczesny nie był, że posługiwał się wyłącznie formą realistyczną.

      Jest na pewno sprawą bezsporną, że Kulisiewicz stworzył taki język plastyki, który wszyscy przyjęli za najbardziej naturalny sposób wyrażania współczesnego świata. Swoje przeżycia i doznania rejestrował na kartach gładkiego bristolu. Jego szkice (setki, tysiące), chwytane na gorąco impresje, zarysy krajobrazu z konturem architektury i jej stylem, twarze ludzkie, sylwetki w charakterystycznej postawie, dłonie w spontanicznym geście powitania (często spracowane), nogi i biodra tancerek drgające rytmem macumby, łodzie rybackie dostojne w swym archaicznym kształcie itp.

      Tak więc nasz Mistrz przewodził w rysunku. Jego cykle kompozycji, stawały się coraz bardziej syntetyzujące w swojej formie, coraz pewniejsze w uogólnieniach i uniwersalizmie opowiadań o losie człowieka w różnych stronach świata, dokąd prowadziły podróże artysty najpierw po Europie, a potem coraz dalej, za Oceanami, na innych Kontynentach. One to objawiły twórcę, który wykreował rysunek jako metodę i technikę równoprawną z malarstwem czy rzeźbą.

      Dzieła Kulisiewicza pozna dziś każdy, kto choć raz widział jego prace. I to jest ta synteza wielkości Jego twórczości. Na taką ocenę złożyło się z pewnością wiele czynników, z których najważniejszymi wydają się być: talent i wielkość zainteresowań oraz absolutne mistrzostwo warsztatu osiągnięte dzięki cierpliwości i wytrwałości i pracy!

Henryk Podsiadły

Z NOTATEK KULISIEWICZA

Tadeusz Kulisiewicz

Tadeusz Kulisiewicz

       “...W pracy swej dotykam się ziemi, patrzę na świat i notuję zobaczone sprawy...”.

      “...W całej mojej twórczości zawsze mi chodziło o człowieka i jego otoczenie. Czy były to przedwojenne cykle drzeworytów o ludziach gór, czy rysunki z moich podróży (...), czy przepiękny, urzekający teatr Brechta - zawsze widziałem człowieka...”.

      “...Urodziłem się w mieście. Ale wieś jest dla mnie objawieniem. Człowiek, zwierzęta, ptaki, drzewa i Ziemia, która żywi...”.

       “...Gdybym wiedział, że moja sztuka nie dojdzie do ludzi, to chyba bym jej nie robił. Człowiek , człowiek i jeszcze raz człowiek...”.

      W odziedziczonym przez kaliskie muzeum archiwum kulisiewiczowskim odnaleźć można wiele takich wyznań spisanych na luźnych, niedatowanych kartach. Wyrazy “człowiek” i “ziemia” pojawiają się w nich tak często (podobnie zresztą jak w literackiej sferze szkicowników), że należy uznać je za słowa-klucze do twórczości artysty.

      Zdumiewa odwaga wyboru tematów fundamentalnych wprawdzie, lecz - wydawałoby się - bardzo już wyeksploatowanych. Ale to właśnie dzięki nim sztuka Kulisiewicza (tak doskonale czytelna w każdym zakątku świata) zawdzięcza swą komunikatywność. Stanowią one punkt wyjścia jego kreatorskiej działalności już u początków pracy artystycznej - od pierwszych znakomitych tek drzeworytniczych poświęconych Szlembarkowi - maleńkiej, zapomnianej przez Boga i ludzi wiosce położonej na zboczach Gorców.

      We wstępie do teki drzeworytów z cyklu “Bacówka” Kulisiewicz pisze: “...Kilku ich jest. Ciągle ci sami. Przez szereg miesięcy. Z wiosną przychodzą na polanę z ogromnym stadem owiec (...). Szare rano ich budzi, noc czarna do snu kładzie. Poszum lasu jest im tak bliski, jak ci wszyscy, których zostawili w wioskach swoich (...). Południe. Za kwadratowym ogrodzeniem stado owiec. Jak mocno słońce grzeje. Ślizga się po grzbietach skłębionego stada, czepia się włosów ludzi dojących, połyskuje w kroplach potu i pada na umęczone, spracowane ręce. Kwiaty pachną, słychać głos ludzi, żałosne pobekiwanie przerzyna powietrze (...). Jesień. Dzień taki krótki. Trawy pożółkły. Nad ścianą czarnego lasu idą chmury. Polana jest pusta...”.

      Szlembarskie drzeworyty, podobnie jak ich literacki komentarz, niezwykle trafnie oddają istotę bytowania ludzi, których rytm życia podporządkowany jest rytmowi natury. Żłobione w drzeworytniczym klocku postacie przyjmują - jakby prawem mimikry - formy otaczającej ich, nie zawsze przyjaznej przyrody: mają w sobie coś z sękatych, powykręcanych wiatrem drzew i coś z twardości głazu.

      Bardziej delikatne i pełne czułości są rysunki dzieci szlembarskich o wielkich oczach, wygłodzonych buziach i - często - zniekształconych chorobą ciałkach, omotanych ubraniami przypominającymi worki.

      Niezwykłe są portrety góralek. Wykonane na dużych planszach, sangwiną oplecione warkoczami głowy, czerwonawe twarze o wysokich kościach policzkowych i tajemniczym spojrzeniu nieodparcie przywołują skojarzenia z etruskimi rzeźbami sarkofagowymi czy epitafijnymi wizerunkami fajumskimi. Już wówczas odzywa się w sztuce Kulisiewicza fascynacja kobietą - jej zagadką i pięknem. Ten motyw przewijał się będzie przez całą artystyczną działalność twórcy.

      W okresie powojennym artysta porzucił wszelkie techniki graficzne i zajął się wyłącznie rysunkiem.

      Swoistą ramę dla prezentowanych tu prac stanowią dwa cykle: “Warszawa 1945” i “Krajobrazy spalone” (1979-81). Dalekie sobie zarówno czasem dzielącym ich powstanie jak i stroną formalną a także typem zawartej w nich ekspresji łączą się jednak na mocy czegoś ważniejszego niż czasowa czy formalna spójność: na mocy wspólnoty zasadniczego problemu, pewnej wewnętrznej ciągłości myślowej. Jest nią refleksja humanisty nad złem tkwiącym w człowieku, nad niszczącą i bezsensowną nierzadko, jego działalnością.

      Dwa wymienione wyżej cykle (podobnie zresztą jak “Teka szlembarska”) stoją w wyraźnej opozycji do reszty pokazywanych tu rysunków. W pozostałych bowiem dominuje naturalna skłonność Kulisiewicza do harmonii, spokoju, zgody ze światem i samym sobą. Plansze te dzieli przepaść 35 niemal lat, lat wypełnionych pracą, podróżami i coraz głębszym poznawaniem świata i ludzi.

      Artystycznym rezultatem odysei Kulisiewicza stały się wspaniałe cykle rysunków, których maleńką zaledwie część prezentujemy w tym albumie. Starałyśmy się tak dobrać prace, by pokazać nie tyle najistotniejszą dla artysty tematykę, ale odnotować również wielość technik rysunkowych - poszukiwania wciąż nowego sposobu wyrażenia artystycznego: klasyczną czystą linię prowadzoną piórkiem w bieli kartki, działanie plamą, stosowanie koloru czy swoistego pastiszu grafiki. Realizacja idei artystycznej w taki a nie inny sposób nie jest dla Kulisiewicza sprawą drugorzędną. Realizacja jest kreacją. Dlatego właśnie prace artysty często różnią się między sobą stylistyką pozostając jednocześnie rozpoznawalne jako jego własne, niepowtarzalne dzieła.

      W cyklu warszawskim pokazującym rezultat niepojętego koszmaru wojny, niewiarygodnie zniszczone miasto, pejzaż celowo pozbawiony ludzkiej obecności, operuje rysownik nie tylko kreską. Posługuje się także plamą i światłocieniem zbliżając się w ten sposób ku malarstwu. Oddajmy głos samemu artyście: “...Wypalone szkielety domów o kształtach tak fantastycznych, że nie pomyślałaby ich najbardziej zuchwała wyobraźnia, rdzaworude wśród ciepłych tonów późnej jesieni, tworzyły krajobraz jedyny w swoim rodzaju, pełen dramatycznego piękna i nie wiem czemu kojarzący się w mojej pamięci z widzianą przed laty Wenecją. Wychodziłem wcześnie z domu, wracałem o zmierzchu i nie mogąc się ani od tej Warszawy oderwać ani myśleć o czymkolwiek innym, rysowałem od razu tam gdzie byłem. Tak powstał cykl złożony ze stu rysunków, notatek ołówkowych, które później opracowałem piórem i pędzlem, tuszem i sepią...”.

      Być może właśnie dzięki stosowaniu ciepłej sepii, dzięki unikaniu ostrych kontrastów łagodzi artysta grozę wymowy swoich plansz.

      Innych sposobów używa Kulisiewicz w serii rysunków będących swego rodzaju komentarzem do brechtowskich inscenizacji “Kaukaskiego Kredowego Koła”, “Matki Courage” i “Galileusza”. Postacie i sytuacje sceniczne zostały tu poddane podwójnej niejako interpretacji: po raz pierwszy poprzez kreacje aktorskie i powtórnie - w tworzywie rysunkowym, rezultacie artystycznego spojrzenia na nie przez widza-rysownika. We wstępie do katalogu wystawy tych prac (pokazywanych w Paryżu i Berlinie) Brecht pisze: “...Wspaniałe plansze Kulisiewicza powstały pod wrażeniem przedstawienia teatralnego, ale jak czyni to każde artystyczne wyobrażenie - przemieniają one widzialną rzeczywistość. Przemieniają w sposób śmiały, a nawet całkiem samowładnie...”.

      Powstało więc dzieło odrębne, istniejące ze swymi ludźmi i sytuacjami niezależnie od pierwowzoru - wielkiego brechtowskiego teatru.

     W rysunkach z egzotycznych krajów pojawia się kolor jakby narzucony przez samą przyrodę z jej oszałamiającą różnorodnością barw.

      Jeszcze cykl chiński obywa się bez kolorów. Rysunki są czarno-białe lub wykonane w sepii (czasami delikatne jak chińskie malarstwo na jedwabiu). Ale zafascynowanie barwą uderza w tekście dziennika podróży: “...Ulice są niebieskie (...). Na drogach pełno niebieskich ludzi (...). Domy czarno-białe (...). Szare bawoły o wielkich rogach (...). Czerwony, pagórkowaty teren porośniętych sosenkami. Jedziemy wzdłuż niebieskiej rzeki. Zielone góry o niezwykłych kształtach...”.

      Dopiero w wielu rysunkach z Meksyku i Brazylii kolor odgrywa dominującą rolę. Stosując go sięga Kulisiewicz po gazę nasyconą akwarelą i odciska jej fakturę na papierze. Czasem stosuje także pędzel.

      Pejzaż indyjski, ludzie Indii i sztuka tego kraju z jej przedstawieniami tańczących bóstw narzuca artyście płynną, wijącą się linię, która spotkaną na drodze kobietę zamienia w boginię Parvati.

      We wszystkich rysunkach z podróży dalekich i bliskich uderza zacieranie się różnic między portretowanymi ludźmi. Mieszają się typy etniczne i odrębności kulturowe. Kolejne doświadczenia artysty nakładają się na siebie. W rezultacie bohaterem opowieści kulisiewiczowskich staje się Everyman - każdy. Skrótowo potraktowane rysy twarzy starego górala z polskich Tatr, brązy libijskiego rybaka czy sędziwego Hindusa są po prostu syntezą starości, podobnie jak sylwetki kobiet z dzieckiem na ręku stanowią uniwersalny obraz macierzyństwa.

      Podobnej ewolucji ulegają z czasem kulisiewiczowskie krajobrazy. Zdarza się więc, że wśród najbardziej dalekich odnaleźć można coś bardzo znanego i bliskiego, lub odwrotnie - polski pejzaż zadziwia nagle niezauważalną dotąd egzotyką.

       Te próby odnalezienia jedności świata i jedności ludzi pojawiają się również w uogólniających tytułach, takich jak: “Człowiek”, “Ludzie”, “Kobieta”, “Akt”, “Pejzaż” itp.

      Zamyka album cykl bardzo odmienny od wszystkiego, co Kulisiewicz stworzył przedtem. Kompozycje zawarte w tym cyklu, operujące głębokimi kontrastami czerni i bieli pełne są napięcia i dramatyzmu. Nie przywołują one żadnej znanej rzeczywistości, choć ich płynne kształty są czasami zoomorficzne lub nawet uczłowieczone.

      O genezie “Krajobrazów spalonych” artysta wypowiedział się następująco: “...Kiedyś w drzeworycie stosowałem dużo czerni, ale teraz ma ona inne znaczenie. Już w “Pejzażach górskich” dotknąłem problemu światła i ciemności, teraz ponownie zatęskniłem do czerni. Przed laty w 1945 roku wykonałem tekę lawowanych rysunków, które były dla mnie dokumentacją zrujnowanej Warszawy. To był przejmujący obraz, gdy od Placu Zamkowego wchodziło się na ulicę Świętojańską i ze zwałów gruzów widać było “góry i doliny” Starówki. Wyobrażone przeze mnie “Krajobrazy spalone”, chociaż dalekie od konkretnej rzeczywistości, wyrosły jednak z tamtych realiów, można się tego w nich dopatrzyć...”.

      Ten dramatyczny akord w twórczości Tadeusza Kulisiewicza nie zmienia jednak w sposób istotny głównego przesłania Jego dzieła: radości z urody życia, łagodnego, ciepłego stosunku do świata i ludzi.

 Barbara Kowalska

Kulisiewicz sto lat później

      Obchodzone 13 listopada 100-lecie urodzin Tadeusza Kulisiewicza stało się okazją do zorganizowania wystawy jego prac w Centrum Rysunku i Grafiki przy ul. Kolegialnej. Ponieważ placówka ta nosi jego imię, a Kalisz jest miastem, w którym artysta się urodził i spędził dużą część życia, wydaje się, iż pomysł ekspozycji był równie trafny, co oczywisty. 

      Smutne to i znamienne, że okrągły jubileusz człowieka, którego twórczość ma rangę ogólnokrajową, a nawet międzynarodową, nie został uczczony przez Muzeum Narodowe w Warszawie, posiadające w swych zbiorach wiele prac popularnego Kulisa. Jedynym warszawskim akcentem tegorocznego jubileuszu była wystawa w Muzeum Historycznym, prezentująca cykl "Warszawa 1945" i zorganizowana w okresie letnim. W tej sytuacji Kalisz przejąć musiał rolę nieformalnej stolicy obchodów, co też stało się 16 listopada przy okazji wernisażu Kulisiewiczowej wystawy. CRiG prezentujące na co dzień stałą ekspozycję poświęconą twórczości tego artysty, ale - podobnie jak inne galerie - nie mogące poszczycić się nadzwyczajnym zainteresowaniem ze strony kaliszan, tym razem pękało w szwach. Słowa uznania należą się w tym miejscu Romanowi Bartosikowi, właścicielowi gołuchowskiej restauracji "Muzealna", który przygotował na tę okazję strawę dla ciała, jednak to, co dla ducha, oddać już należy samemu Kulisiewiczowi. 

      Jubileuszowa ekspozycja podzielona została na trzy części. Pierwsza, kaliska, objęła najwcześniejsze prace plastyka, w tym akwarelki z 1919 roku będące własnością II Liceum Ogólnokształcącego, którego był on absolwentem, prace ze zbiorów prywatnych i tekę "Stary Kalisz" ze zbiorów Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej. Na szczególną uwagę zasługuje tu "Szkicownik kaliski" z lat sześćdziesiątych, cykl rysunków, który wzbogacony o komentarze Marii Dąbrowskiej miał złożyć się na osobne wydawnictwo, do czego jednak nie doszło, jak się wydaje, głównie z winy pisarki. 

      Prawdziwą ozdobą pierwszej części ekspozycji jest głowa ojca, wczesny drzeworyt zdradzający już wiele charakterystycznych cech twórczości kaliszanina. Część drugą stanowi fragment prywatnej kolekcji Wandy i Leonarda Pietraszaków, z którymi Kulisiewicz był serdecznie zaprzyjaźniony. Spośród 16 prac wyróżnia się "Stefka", sangwina z 1938 roku. Część trzecia natomiast jest zbiorem prac obejmującym różne dokonania od okresu przedwojennego, aż po ostatnie cykle z początku lat osiemdziesiątych. Znaleźć tam możemy obrazki z podróży do Chin, Indii, Meksyku, Brazylii i Kuby, ilustracje do sztuk Brechta i tekstów Parandowskiego (cykl śródziemnomorski) oraz cykl kobiecy (głowy i akty) ze zbiorów kaliskiego muzeum. Ogółem posiada ono około 1800 prac Kulisiewicza. Większość z nich to wstępne szkice nie nadające się do eksponowania. Spośród nich jedynie szkicownik kubański wydany był w całości. - "Jednak właśnie w szkicownikach widać pierwowzory każdej pracy Kulisiewicza i dlatego są one takie ciekawe - mówi kierownik Centrum Rysunku i Grafiki im. T. Kulisiewicza Hanna Jaworowicz. - Jego twórczość jest fenomenem właśnie przez to, że podstawą wypowiedzi był dla niego tylko i wyłącznie rysunek. Obecny właściciel niektórych prac, Wiesław Ochman posunął się nawet do tego, że porównał prace Kulisiewicza do późnych prac Picassa. Nie można by zauważyć tego podobieństwa, gdyby nie szkice".

      Zwiedzającym wystawę, która czynna będzie do stycznia, radzimy przyjrzeć się zwłaszcza dziełom artysty powstałym w okresie trwania drugiej wojny światowej. Najwyraźniej miał on wtedy więcej czasu wolnego niż przedtem czy potem; pasjonował się Cezanne'em, tworzył też kopie innych mistrzów. Na wczesne lata czterdzieste przypadają przeróbki i uzupełnienia szkiców ołówkowych z podróży do Włoch, które zmieniły się w rysunki gęsim piórem, znakomite są też martwe natury z okresu 1940-43 i sangwiny, w których widać dążenie do autonomizacji rysunku i - mimo specyfiki przyjętej formy - charakterystyczną kreskę Kulisiewicza. Czyli właśnie to, dzięki czemu stał się wielki. 

Robert Kordes, Kalisia Nowa 12/99 

Kulis na ziarnku grochu

      Moja przyjaźń z Tadeuszem Kulisiewiczem rozpoczęła się już w latach sześćdziesiątych, kiedy sekretarzowałem Komitetowi Jubileuszu XVIII Wieków Kalisza, i kiedy to wręczono Tadeuszowi honorowe obywatelstwo miasta. 
      Oprowadzałem go wtedy po Kaliszu. Pokazał mi, gdzie się urodził - na Placu św. Stanisława, róg Franciszkańskiej, w nie istniejącej już kamienicy, która została zburzona w 1914 roku. Było to o tyle ważne, że nikt wtedy w Kaliszu o tym nie wiedział. Nasza przyjaźń trwała aż po dni ostatnie. Najczęściej spotykaliśmy się w Kirach, gdzie miał piękną pracownię, ale ku zaskoczeniu wszystkich w niej nie mieszkał. Wynajmował pokój bliżej szosy, by być bliżej życia i dziejących się spraw. O swoim z żoną przyjeździe zawsze go wcześniej informowałem, a on, widząc nas przez okno idących z autobusowego przystanku otwierał je szeroko i ukazywały się na tacy cztery małe kieliszeczki oraz miseczka przyprawionego czosnkiem grochu o nazwie "Głupi Jaś". Taki to był rytuał powitań celebrowany we wszystkich Kulisowych pracowniach. Kulisiewicz miał liczne grono znajomych i przyjaciół, między innymi Wojciecha Siemiona. Kiedy obchodził 75-lecie urodzin, Siemion, wówczas wykładowca w szkole teatralnej, zadał swoim studentom, aby każdy napisał okolicznościowy wiersz ku czci jubilata. Najlepsze utwory autorzy wykonywali osobiście do góralskich melodii, a Kulisiewiczowi najbardziej spodobała się taka oto przyśpiewka: 

      "Kulisie, Kulisie Otwós swoje tecki I pokos nam, pokos Te gołe dupecki." 

      I taki był Tadeusz, pogodny, serdeczny, gościnny - czekający na każdego z kieliszeczkiem i słynną miseczką "Głupiego Jasia". 

Tadeusza Kulisiewicza wspominał Władysław Kościelniak , Kalisia Nowa 11/98

Muzy Kulisiewicza

      Nie ma chyba artysty, w którego życiu kobiety nie odgrywałyby wielkiej roli; w końcu, jeśli wierzyć starożytnym Grekom, żaden artysta nie może tworzyć bez pomocy muz. Tak też było z urodzonym w Kaliszu wielkim polskim rysownikiem, Tadeuszem Kulisiewiczem. Wszyscy, którzy go znali twierdzą, że był zatwardziałym kobieciarzem. Przeglądając jego artystyczną spuściznę, raz po raz napotyka się tego dowody. 

      Choć Kulisiewicz wyjechał z Kalisza przed wojną, zawsze czuł się z tym miastem związany i jemu też zapisał swoją spuściznę. W nazwanej jego imieniem galerii, mieszczącej się w dawnym kolegium jezuickim, można oglądać meble, bibeloty, listy i fotografie. Najcenniejszą częścią daru artysty są jednak dzieła. Galeria posiada tysiąc osiemset rysunków tuszem i ołówkiem oraz drzeworytów i suchorytów z wszystkich okresów działalności twórczej Kulisiewicza. Tematyka tych prac jest bardzo różnorodna, jak i cała twórczość. Nas najbardziej zainteresowały akty, których w kaliskich zbiorach jest cała setka.

      Kulisiewicza powszechnie uważano za mistrza rysunku i jego wizerunki nagich kobiet są tego najlepszym dowodem. Za pomocą kilku szybkich kresek potrafił znakomicie oddać ciało modelki z całym bogactwem indywidualnych anatomicznych szczegółów. Miał swoją teorię piękna, której sens pomaga zrozumieć anegdota opowiadana przez Cycerona. Otóż w jednym ze swych dzieł pisze on o greckim malarzu Zeuksisie, urodzonym w 464 roku p.n.e. w Heraklei, u którego mieszkańcy Krotonu zamówili obraz przedstawiający piękną Helenę, przeznaczony do jednej z ich świątyń. Malarz zgodził się i zażądał, aby sprowadzono do jego pracowni wszystkie najładniejsze dziewczęta w mieście. Spośród nich wybrał pięć najpiękniejszych i z każdej wziął jakąś część ciała. ?Nie wierzył bowiem - tłumaczy Cycero - by można było w jednym ciele znaleźć to wszystko, czego w pięknie poszukiwał, natura bowiem nie doprowadza do doskonałości żadnej rzeczy we wszystkich jej częściach?. Słowem, Zeuksis uważał, że tu, na ziemi, nie ma prawdziwego, skończonego piękna, wcielonego w jedno ciało. Zupełnie odwrotnie było z Kulisiewiczem. Nie upiększał rysowanych przez siebie kobiet, nie ukrywał niektórych mankamentów ich urody: za dużych lub za małych piersi, zbyt obfitych lub zbyt szczupłych bioder, nieproporcjonalnych nóg. I nie robił tego ze złośliwości - z jego rysunków bije miłość do kobiet, do kobiet takich właśnie, jakimi są one naprawdę. Pod jego ręką niektóre niedostatki urody zmieniały się w atut kobiety, nadawały jej indywidualny rys, to coś jednego jedynego, czego nie ma żadna inna. To dlatego z jego aktów emanuje tyle serdecznego ciepła. 

      "Kulisiewicz z radością przebywał w towarzystwie kobiet - wspomina Michał Jagniątkowski - lubił na nie patrzeć, ożywiał się przy nich. Obecność kobiety była dlań jednym z najważniejszych blasków świata, stąd jego rysunki postaci kobiecych mają w sobie lekkość i liryzm splątany ze zmysłowością krągłych kształtów". Jest w tych rysunkach afirmacja świata ziemskiego, pełnego kuszącego, zmysłowego piękna - piękna kruchego, ale jednak piękna, piękna istniejącego już tu i teraz, a nie - jak u Zeuksisa - w niematerialnym świecie idei.

      Sposób, w jaki Kulisiewicz rysował kobiety, ma też związek z rolą, którą pełniły one w jego osobistym życiu. Mistrz uchodził powszechnie za kobieciarza i wiele dziewcząt, których wizerunki znajdują się dziś w kaliskiej galerii, rozbierało się przed nim nie tylko po to, aby mu pozować. Na niektórych rysunkach oprócz dat są także imiona modelek, a na jednym nawet numer telefonu. Kiedy zatem będziemy je oglądać, pamiętajmy, że to trochę tak, jak byśmy przeglądali jego intymny dziennik...

ARKADIUSZ PACHOLSKI , Kalisia Nowa nr 2/98


Twórcą i sponsorem stron internetowych Ziemi Kaliskiej jest rodzina Płocińskich w osobach Iwony i Krzysztofa - rodziców, niekiedy razem z dziećmi: Mateuszem, Szymonem, Marią, Piotrem i Aleksandrą. E-mail: krisplo@op.pl
Wszystkie opublikowane materiały można wykorzystywać w każdy godny sposób pod warunkiem podania źródła.
© 1996-2016 by Płocińscy