Herb Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka w Kaliszu.

Adam Chodyński
1832 - 1902

ADAM CHODYŃSKI - HISTORYK KALISZA

Wśród historyków Kalisza Adam Chodyński zajmuje szczególne miejsce, choćby przez fakt, że prawie cała jego twórczość poświecona jest rodzinnemu miastu i najbliższemu regionowi. Chodyński nie był w dzisiejszym znaczeniu profesjonalnym historykiem, nie skończył specjalistycznych studiów, pozostawił jednak po sobie dorobek, bez którego współczesny historyk byłby skazany jedynie na domysły w wielu kwestiach, trudnych dziś do rozstrzygnięcia z powodu braku materiałów źródłowych.
Adam Chodyński

Adam Chodyński

      Kilka czynników złożyło się na ukształtowanie tej ciekawej osobowości. Chodyński wyrastał w domowej atmosferze przesiąkniętej ideałami wolnościowymi i patriotycznymi. W domu panował kult nauki i zainteresowanie przeszłością narodową, o czym świadczą najlepiej losy dwóch braci Adama: Zenona i Stanisława1. Obydwaj przywdziawszy suknie duchowne zajęli się historią Kościoła w Polsce, Adam pozostał wierny stronom rodzinnym.
      Urodził się w Kaliszu tuż po upadku powstania listopadowego, 16 grudnia 1832 r., jako syn Feliksa i Honoraty z Wesołowskich. Kształcił się w gimnazjum kaliskim, zaś czas nauki przypadł na lata znaczone zrywami niepodległościowymi w całej Europie. Miał 16 lat, gdy wybuchła Wiosna Ludów, a szkoły kaliskie zamknięto z powodu ucieczka uczniów do powstania w Księstwie Poznańskim. Jednym z jego kolegów był Agaton Giller, uczestnik walk w Poznańskiem i na Węgrzech, późniejszy uczestnik i historiograf powstania styczniowego. W przyjacielskich stosunkach pozostawał z nieco młodszymi od siebie: Stefanem Gillerem i Adamem Asnykiem. Wychowywali się wszyscy pod troskliwą opieką wybitnego pedagoga i przełożonego szkoły, Karola Beithla, który doskonale wyczuwał, że ma do czynienia z uczniami nieprzeciętnymi.
      "Gdym kończył gimnazjum - wspominał później Chodyński - niełatwo było zdobyć sobie patent wśród grona kolegów, młodzieży wyborowo zdolnej, a bez wyjątku uczącej się z tak serdecznym zamiłowaniem, że najczcigodniejszy nasz dyrektor Beithel lat jeszcze później wiele przypominał sobie z rozrzewnieniem owych "dzielnych chłopaków, tych niesfornych palestrantów, guwernerów, bakałarzy itp.", którzy po kilkuletnim zamknięciu szkół kaliskich wrócili znów na ławy klasowe, pędzeni do nich miłością nauki i wiedzy. Istotnie, były to czasy brylantowe; wszyscy się kochali może serdeczniej niż bracia z jednej zrodzeni matki; a nasi zacni nauczyciele łącząc światło rozumu z powagą, ozłacali szkolnictwo nasze swoją serdeczną życzliwością. [...] Były to czasy, że jeden uczył drugiego, a wszyscy uczyli się razem. Ten biegły w naukach matematycznych, drugi w przyrodzonych, inny w historii itp., na owych zebraniach rozpowiadali kolegom zasady i szczegóły ukochanej przez nich gałęzi wiedzy. Ponad tym wszystkim górowały dzieje i literatura ojczysta, gdyż w szkołach realnych miały one za szczupłe szranki. [...] Nie były to wprawdzie ateńskie ogrody, w których Plato przechadzał się ze swoimi adeptami, lecz były kaliskie poddasza akademów"2.
      Młodość Chodyńskiego przypadła na epokę przełomu; romantyczna egzaltacja i chłodny pozytywizm kształtowały charakter tego pokolenia, wychowanego w atmosferze wymuszanej lojalności wobec zaborcy. Romantycznej proweniencji była fascynacja przeszłością, pozytywistyczny duch nowej epoki kazał trzeźwo oceniać realia bieżącego dnia.
      Profesja Feliksa Chodyńskiego, ojca Adama, byłego porucznika wojsk polskich z 1830 roku i komornika trybunału kaliskiego, wywarła z pewnością wpływ na syna, który po skończeniu gimnazjum zapisał się na wydział prawa warszawskiej Szkoły Głównej, której jednak nie ukończył. Mimo to obrał karierę prawniczą, podejmując obowiązki obrońcy sądowego w Warcie. Już wtedy ujawniły się jego zainteresowania historyczne. Owocem tych zainteresowań była monografia miasta Warty zamieszczona w 1873 r. w "Tygodniku Ilustrowanym", która zwróciła uwagę na młodego autora i ułatwiła mu przejście na patrona trybunału do Kalisza.
      Reorganizacja sądów, jaka miała miejsce w 1876 r., pozbawiła Chodyńskiego prawa wykonywania funkcji obrońcy z powodu braku formalnych kwalifikacji. Przeniósł się zatem do Słupcy, gdzie pracował jako notariusz przy kancelarii hipotecznej; w lutym 1877 r. poprosił o podobną posadę w Uniejowie. Nie wytrwał na niej długo, bo tylko do grudnia tego roku. Wrócił do Kalisza, za którym ustawicznie tęsknił, i objął stanowisko obrońcy do spraw konsystorskich.
      W biografii Chodyńskiego brak nadzwyczajnych zdarzeń. Wiódł życie ciche i skromne, niewolne nawet od niedostatku. Jedynym jaśniejszym promieniem w jego życiu była romantyczna miłość do późniejszej żony Zofii Ryborskiej, córki zamożnego cukiernika z ulicy Kanonickiej. Zofia, młodsza od męża o 4 lata, zmarła w wieku 30 lat osierocając pięcioro dzieci: czterech synów i jedną córkę. Dwaj synowie zmarli we wczesnym dzieciństwie; najstarszy syn Jan był aplikantem w Warszawie i został w 1885 r. zasztyletowany przez kolegę Rosjanina, o czym zbolały ojciec donosił w liście Kraszewskiemu. Ze wszystkich dzieci przy życiu pozostała tylko córka - Zofia z Chodyńskich Marczewska.
      Brak dotychczas pełnej bibliografii dzieł Chodyńskiego, a będzie to praca niełatwa, jako że większość z nich rozproszona jest po czasopismach, niektóre spoczywają jeszcze w rękopisach3, sporo zaś zaginęło bezpowrotnie w dziejowych zawieruchach. Jest to dorobek zadziwiający swoją różnorodnością: obok poezji pojawiają się i artykuły publicystyczne, rozprawy historyczne sąsiadują ze wspomnieniami i tekstami prognozującymi rozwój Kalisza, tłumaczenia idą w parze z oryginalną twórczością prozatorską. W wieku 26 lat wydał Chodyński pod pseudonimem Adama Porója Obrazek dziejów literatury polskiej dla młodzieży, dwa lata później opublikował Zarys dziejów literatury polskiej od czasów najdawniejszych do ostatnich z wiadomością o rodzajach poezji. Zapowiadał się więc Chodyński jako historyk literatury, lecz okazało się, że nie ta dziedzina stała się jego powołaniem.
      Decydujący wpływ na kierunek jego zainteresowań wywarł archiwista Józef Szaniawski. Przez pewien czas Chodyński wraz ze Stefanem Gillerem był jego pomocnikiem w kaliskim archiwum. Tu zetknął się ze starymi dokumentami, przywilejami królewskimi i książęcymi, księgami miejskimi Kalisza i innych miast gubernialnych. Ta skłonność do archiwaliów stała się jego życiową pasją. Zyskał w tym obszarze godną uwagi kompetencję pod względem metodologicznym i językowym. Czytał teksty staropolskie, znał wybornie łacinę i grekę, swobodnie posługiwał się językami: rosyjskim i niemieckim, przekładał również z czeskiego.
      W swoich penetracjach historycznych ogarniał tereny bardzo rozległe, choć większość tematów wiązała się w większym lub mniejszym stopniu z dziejami Kalisza. Opublikował z rękopisów dziesiątki dokumentów, a m.in. Dawne ustawy miasta Kalisza, tzw. wilkury, czyli ustawy poszczególnych cechów i bractw, ustawy opracowane przez Komisję Dobrego Porządku. Przy pomocy wicegubernatora Pawła Rybnikowa wydał w oryginale (po łacinie) dokumenty dotyczące średniowiecznego, renesansowego i barokowego Kalisza. Opublikował setki drobnych tekstów, ułomków, fragmentów dotyczących nieraz rzeczy drobnych i epizodów, ważnych jednak w rekonstrukcji historii miasta. Dysponował nieprzebraną skarbnicą materiałów, ale tylko część z nich był w stanie opublikować. Miał w ręku materiały budzące dziś zazdrość historyków: druki okazjonalne, jednodniówki, rzadkie odbitki nie wprowadzone do obiegu księgarskiego, afisze, ulotki, listy, pamiętniki.
      Dysponując zapisami, tekstami uchwał, rachunkami - odtworzył w szczegółach historię wielu budowli: kościołów i klasztorów, trybunału, mostów, dawnego ratusza, a nawet poszczególnych domów4. Posiadał doskonałą orientację w topografii Kalisza Mieczysławowskiego i Kazimierzowskiego, wydobył szereg dokumentów o stanie ekonomicznym miasta w XVII i XVIII wieku, szczególnie zaś interesował się historią Kalisza z okresu ostatnich lat Rzeczypospolitej, rządów pruskich i Księstwa Warszawskiego. Przekazał wiele wartościowych informacji o przemarszach przez Kalisz wielkiej armii napoleońskiej i wizytach w mieście dygnitarzy państwowych i wojskowych5. Potrafił w wątek spraw pierwszej wagi wpleść epizody, drobiazgi, a nawet charakterystyczne wypowiedzi, by ożywić tok wywodu, odtworzyć koloryt epoki i przekazać klimat minionych czasów. Posługiwał się nie tylko dokumentem, ale ustnym przekazem, rodzinną tradycją, utrwaloną społecznie opinią, będącą trafnym komentarzem do znanych faktów historycznych. Działał w warunkach zaborczej cenzury, a w związku z tym posługiwał się czytelną aluzją i trafnym omówieniem, by nie budzić czujności władz.
      Zostawił też wiele informacji o charakterze wspomnieniowym; osobiście przeżył wielkie kieski: powodzie, pożary i epidemie, odtworzył szczegółowo wygląd Kalisza i obyczaje jego mieszkańców z czasów swojej młodości. Był, więc żywą kroniką miasta i miał świadomość wagi faktów utrwalonych w piśmie dla przyszłych badaczy. Jego opis parku z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku odznacza się niezwykłą plastyką i dokładnością. Czuje się w nim doświadczonego badacza, który z okruchów informacji potrafi zrekonstruować obraz minionej epoki.
      Miał ambicje badacza łączącego przyczynkarstwo z dokonaniami monograficznymi. Prócz publikacji setek drobnych informacji i doniesień, prowadził szersze studia, ukazywał genezę zjawiska, ich wzajemny związek, sytuował je w szerszym kontekście procesów historycznych, traktując historię regionalną jako składową część historii narodowej, a nawet powszechnej. Ambicje monograficzne mają między innymi takie opracowania, jak: Apteki w Kaliszu, Widowiska publiczne w Kaliszu, Dzieje sceny kaliskiej, Zarys dziejów gminy izraelskiej w Kaliszu, Profesjonaliści szewscy w Kaliszu, Opowieść historyczna o początkach szczepienia ospy w Kaliszu.
      Zajmował się też biografistyką ludzi związanych w jakikolwiek sposób z jego rodzinnym miastem i najbliższą okolicą. Sporządził m.in. biogramy aktora Szymona Niedzielskiego, Augustyna Kordeckiego urodzonego w Iwanowicach, historyka Stefana Domalewicza, Jana Korytkowskiego. Opublikował artykuły o Kazimierzu Sarbiewskim, Mikołaju Koperniku, Stanisławie Kobierzyckim.
      Zamieszczał w prasie nekrologi i biografie współczesnych kaliszan zasłużonych dla miasta: lekarzy, prawników, urzędników. Dzięki temu dysponujemy dziś szerszymi informacjami o takich społecznikach i twórcach regionalnych, jak: dr Jan Boese, poeta Stanisław Witkowski, dr Jan Sturm, założyciel straży ogniowej Robert Pusch, drukarz Karol Wilhelm Hindemith, wicegubernator Paweł Rybnikow. Owe nekrologi są dziś często jedynym źródłem wiedzy o ludziach godnych pamięci, źródłem tym cenniejszym, że zawierającym ocenę i wyrażającym stosunek emocjonalny piszącego do prezentowanej postaci.
      Ambicją Chodyńskiego było napisanie "operae vitae" - wielotomowej monografii guberni kaliskiej ze szczegółowym opisem statystycznym i historią miast. W tym celu autor przebadał zbiory archiwalne, druki, pamiętniki, urzędowe sprawozdania. Pojawiły się już nawet zapowiedzi rychłego zakończenia druku pierwszego tomu, jednakże na zapowiedziach wszystko się skończyło, prawdopodobnie na skutek negatywnego stanowiska cenzury i trudności finansowych. Wydawnictwo miało liczyć w sumie dziewięć tomów, po kilkaset stron każdy. Chodyński ubolewał, że najmniejsze miasteczko w Niemczech ma swoją monografię, gdy tymczasem u nas istnieją trudności nie do pokonania w tym zakresie. Większość materiałów do monumentalnego dzieła rozproszyła się, część została wykorzystana we fragmentarycznych publikacjach. W ten sposób ujrzały światło dzienne monografie bądź ich fragmenty takich miejscowości, jak: Dębe, Staw, Kamienna, Giżyce, Zagórów, Sieradz, Błaszki.
      Warto jeszcze wspomnieć, że Chodyński opracował wzór ankiety kwestionariusza dla zdobycia potrzebnych informacji o danej miejscowości i apelował do miejscowej inteligencji, by ta włączyła się w proces tworzenia dzieł, przekraczających możliwości jednostki. Dziś jedynie roczniki "Kaliszanina" i "Gazety Kaliskiej" są dokumentami tytanicznych zmagań człowieka, który upatrywał swoją patriotyczną i obywatelską misję w przybliżeniu społeczeństwu dziejów najbliższej ziemi.
      Lubił rzetelność i dokładność w pracy, był człowiekiem wysokich przymiotów moralnych. Cenił obiektywizm i bezstronność w badaniach historycznych, przestrzegał przed bezkrytycznym przedstawianiem dziejów rodzinnych miejscowości i radził wznieść się ponad interes najbliższego regionu i osobiste poglądy. "Historia to nie powieść - pisał - to czyny minione, a kto je kreśli, ten winien zapomnieć o wszystkim i o wszystkich. Względy religijne i narodowe, osobiste pojęcia i namiętności w obliczu owej prawdy dziejowej, zamilknąć winny"6. Trudno co prawda utrzymać sąd, że Chodyński był zawsze wolny od emocji w kreśleniu dziejów własnego miasta, choć trzeba przyznać, że stać go było na bezstronność i, pomimo że był człowiekiem głęboko religijnym, zdobył się na ostry sąd o kaliskich kanonikach, kiedy ci upadli moralnie w pierwszych latach dziewiętnastego wieku.
      Trudno sformułować wyczerpujący sąd o metodzie badawczej Chodyńskiego, jako że nie znamy całości jego dorobku historycznego. Jednakże to, co opublikował, upoważnia do określenia charakteru jego pisarstwa historycznego. Zespalają się w nim z pozoru sprzeczne cechy: z jednej strony skłonność do dokumentarnej ścisłości, z drugiej upodobanie do literackich i publicystycznych ujęć, niewolnych w związku z tym od osobistych wyznań i polemicznych akcentów. Miał poczucie, że podejmuje pionierskie dzieło w zakresie historia regionalnej, ale jednocześnie czuł się osamotniony w swych poczynaniach, bowiem brakowało mu tak potrzebnej w każdych badaniach dyskusji i wymiany poglądów utwierdzających w słuszności formułowanych wniosków. W chwilach osamotnienia pocieszał się nadzieją, że "późny wnuk" doceni jego wysiłki.
      Jego metoda historyczna nie wytrzymuje dziś surowych wymogów fachowej krytyki. Ujęcia wielu zjawisk i procesów historycznych rażą dziś jednostronnością i uproszczeniami, wynikającymi często z moralistycznego nastawienia. Zdumiewa jednak wiedza z zakresu historii Polski i historii powszechnej, pozwalająca na interesujące usytuowanie lokalnych dziejów w relacjach ze znaczącymi wydarzeniami krajowymi i europejskimi. Pewna "literackość" tekstów, nieco obca współczesnej historiografii, a wynikająca ze stylu epoki, sprawia, że dziś czyta się je z zainteresowaniem jako sfabularyzowany opis wydarzeń. Chodyński zasługuje bardziej na miano kronikarza jako wnikliwy rejestrator współczesnych wydarzeń i prezenter przeszłych dziejów. Pociągają go klasyczne, chronologiczne ujęcia, lubi snuć wybrane wątki na przestrzeni wieków, przez co skupia uwagę czytelnika i przychylnie usposabia go do historii najbliższego regionu. To kronikarskie nastawienie najpełniej ujawniło się w skromnym objętościowo dziele zatytułowanym Kieszonkowa kroniczka historyczna miasta Kalisza, wydanym w 1885 r. i będącym dziś rzadkością bibliograficzną, co świadczy o jego wielkiej poczytności. Kroniczka obejmuje najdawniejsze dzieje Kalisza aż po rok 1883 i zawiera informacje z zakresu wydarzeń politycznych (zjazdy monarchów, przemarsze wojsk), dotyczące budownictwa, rozwoju instytucji miejskich, życia społecznego i kulturalnego. Nie pomija też wydarzeń o charakterze drugorzędnym bądź wręcz anegdotycznym, daje cząstkowe zarysy biograficzne znaczniejszych kaliszan, próbuje posługiwać się statystyką, zwłaszcza w podawaniu liczby ludności i jej struktury w poszczególnych okresach. Do dziś Kroniczka stanowi źródło informacji dla badaczy różnych dziedzin życia miasta jako pierwsza próba syntezy dziejów Kalisza od czasów najdawniejszych po współczesność. Chodyński miał świadomość, że prasa może być poważnym czynnikiem edukacji historycznej. To on właśnie założył w 1870 r. "Kaliszanina" i był jego pierwszym redaktorem; on też ustalił, wspólnie z Tańskim i Masłowskim, koncepcję pisma. Przez 33 lata zapełniał łamy "Kaliszanina" i "Gazety Kaliskiej" pracami historycznymi. Zyskał sobie przydomek "ojca prasy kaliskiej". Trudno sobie wyobrazić, co straciłyby roczniki kaliskich gazet, gdyby wyłączyć z nich to wszystko, co napisał Chodyński. Wspólnie z Cezarym Biernackim i Józefem Szaniawskim brał też udział w redagowaniu niektórych haseł w Encyklopedii Powszechnej Orgelbranda i w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego.
     Zasługi jego doceniali już współcześni; jeszcze za życia jego nazwisko figurowało w encyklopediach, leksykonach i podręcznikach literatury współczesnej. W swoim środowisku doznawał często niepowodzeń i spotykał się z brakiem zrozumienia. Kiedy Chodyński zaczął redagować "Kaliszanina", usłużni koledzy rozpuścili wieść, że teraz patron będzie miał mniej, czasu dla klientów, bo pochłonie go całkowicie praca w redakcji. W rezultacie tych działań Chodyński musiał oficjalnie wycofać się ze składu redakcji, ponieważ byt materialny rodziny został zagrożony.
      Liczył, że uda mu się wydać, wspomniane już, dziewięciotomowe dzieło, ale i tu spotkał go zawód. Rozgoryczony pisał: "Z boleścią (a może nawet ze wstydem) wyznać to publicznie muszę, żem pragnął niemu rodzinnemu miastu przysłużyć się zbiorem monografii opracowanych sumiennie i nie kompilacje książkowe, lecz źródła historyczne z akt stanowić mające. W tym celu nie żałowałem ani pracy nad ich wertowaniem, ani kosztów podróży do archiwów itp. Była to wszakże myśl uwieńczona niepowodzeniem wydawcy i wielką dozą strat poniesionych przeze mnie. Notuję to dlatego, aby chociaż inni mieli więcej szczęścia. Każdy przedmiot chciałem (o ile się dało) wysondować do dna i zachować go w monografiach, których oddzielne wydawnictwo było zamierzonym. Wobec "takiego powodzenia" trzeba poprzestać na umieszczaniu w "Kaliszaninie" o ile mam materiału, gdyż nie tknę się już więcej tej "kaliskiej" gleby. Nie dlatego mówię w ten sposób, iżby ubliżać pismu od lat oddającemu niemałe dla Kalisza zasługi, lecz że jako gazeta stanowić będzie w przyszłości dla pracowników dość trudne do odnalezienia źródło. [...] Kto wie, ile kosztuje ciężkiej pracy odszukanie choćby jednej daty w stosach akt, ten zrozumie, jak to boli, gdy owoce mrówczych, całonocnych studiów, owoce zaparcia się "walki o byt" a właściwie walki o bogactwo, idą na marne"7.
       Nie dotrzymał Chodyński słowa, że nie tknie się już więcej niewdzięcznej "kaliskiej gleby". Pasja badawcza i emocjonalny stosunek do rodzinnego miasta brały górę nad przykrościami wynikającymi z obojętności społeczeństwa, a bardziej jeszcze ze stanowiska władz zaborczych, niechętnie widzących książki o dziejach tego "przywiślańskiego kraju".
      Chodyński zmarł 24 maja 1902 r. Przeżył 70 lat i widział Kalisz dawniejszy, nędzny i zaniedbany, nękany chorobami i klęskami żywiołowymi, Kalisz pozbawiony godności gubernialnej, pogrążający się w upadku. Umierał w chwili, gdy jego rodzinne miasto czekało na połączenie ze światem szynami kolejowymi.
      Nie uczczono go na miarę zasług. Pogrzeb miał skromny. W grudniu 1902 r. w kościele św. Mikołaja wmurowano tablicę z napisem: "Adamowi Chodyńskiemu założycielowi "Kaliszanina", zasłużonemu historykowi miasta i zacnemu człowiekowi". W 1930 r. Rada Miejska Kalisza nadała cichej uliczce Poprzeczno-Warszawskiej imię Adama Chodyńskiego. Do dziś nie opracowano bibliografii prac Chodyńskiego, nie mówiąc nawet o skromnym zarysie monograficznym. Dług potomności wobec tak zasłużonego dziejopisarza powinien być jak najprędzej spłacony.

PRZYPISY

      1 Stanisław Chodyński (1836 -1919), historyk Kościoła, profesor seminarium duchownego we Włocławku opublikował wiele prac o charakterze źródłowym, z których najważniejsze to: Monumentu historica dioeceseos Wladislaviensis, Documenta historica Seminarii Wladislaviensis. W 1901 r. otrzymał doktorat honorowy akademii duchownej w Petersburgu, od 1904 r. członek korespondent AU w Krakowie. Por. A. Wędzki, Chodyński Stanisław [w:] Wielkopolski Słownik Biograficzny. Warszawa - Poznań 1983, s. 107.
      2 A. Chodyński, Z dziejów młodości. "Kaliszanin" 1879, nr 22.
      3 Najpoważniejszy zbiór rękopisów Chodyńskiego znajduje się w Archiwum Diecezjalnym we Włocławku.
      4 Spośród prac tego typu na uwagę zasługują m.in.: Kościół i klasztor pobernardyński w Kaliszu ("Kaliszanin" 1871, nr 33), Dawny ratusz w Kaliszu (1872, nr 22), Pałac Trybunału (1874, nr 11), Kościół św. Wojciecha na Zawodziu (1888, nr 81), Apteki w Kaliszu - przyczynek historyczny (1871, nr 96), Kościół i klasztor oo reformatorów w Kaliszu (1874), Kościół św. Mikołaja w Kaliszu (1874). W "Gazecie Kaliskiej" opublikował m.in. w 1902 roku: Kaplica żołnierska w Kaliszu (nr 1), Domek na Tyńcu (nr 87), Baszta Dorotka (nr 166).
      5 Na szczególną uwagę zasługuje tu praca z epoki napoleońskiej pt. Davoust w Kaliszu w roku 1808 ("Kaliszanin" 1872).
      6 A. Chodyński, Supremacja kanoników lateraneńskich w Kaliszu. "Kaliszanin" 1879, nr 55.
      7 "Kaliszanin" 1879, nr 30.

EDWARD POLANOWSKI, Rocznik Kaliski Tom XXII, Rok 1990


Twórcą i sponsorem stron internetowych Ziemi Kaliskiej jest rodzina Płocińskich w osobach Iwony i Krzysztofa - rodziców, niekiedy razem z dziećmi: Mateuszem, Szymonem, Marią, Piotrem i Aleksandrą. E-mail: krisplo@op.pl
Wszystkie opublikowane materiały można wykorzystywać w każdy godny sposób pod warunkiem podania źródła.
© 1996-2016 by Płocińscy