Herb Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka w Kaliszu.

Adam Asnyk
(1838-1897)

Kalisz w życiu i twórczości Adama Asnyka
Adam Asnyk mniej znany
Adam Asnyk w filatelistyce
Z Asnykiem w Tatrach
Znane wiersze.

Biography
Rodzinnemu miastu
O. BUJWID: ZE WSPOMNIEŃ O ASNYKU
Aneta Kolańczyk - "Dzieciństwo i młodość Adama Asnyka"
Maria Konopnicka, "Szkice - O Adamie Asnyku słów kilka"

      Adam ASNYK ( kryptonim: EL...y, pseudonim: Jan Stożek ), poeta, dramaturg, publicysta.

Adam Asnyk (jpg 23253 bytes)      Urodził się 11 września 1838 roku w Kaliszu. Był synem Kazimierza i Konstancji Zagórowskiej. Ojciec uczestnik powstania listopadowego, po odbyciu zesłania, osiedlił sił w Kaliszu. Przyszły poeta po ukończeniu szkoły średniej - obecnie Liceum Ogólnokształcące im. Adama Asnyka - studiował kolejno w Instytucie Agronomicznym w Marymoncie (1856), w Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie (1857-1859) oraz na wydziale medycznym uniwersytetu wrocławskiego (1859-1860). Brał udział w patriotycznym ruchu spiskowym. W 1860 roku był więziony w cytadeli warszawskiej. Następnie przebywał w Paryżu, Londynie oraz Heidelbergu, gdzie studiował nauki społeczne. W 1863 roku wrócił do kraju i uczestniczył w pracach radykalnego rządu wrześniowego. Po upadku powstania styczniowego ponownie wyjechał do Heidelbergu, gdzie uzyskał stopień doktora filozofii (1866).
     Jako poeta debiutował w grudniu 1864 roku na łamach lwowskiego "Dziennika Literackiego" wierszem "Podróżni", przesłanym z Włoch.
     Adam Asnyk nie mógł wrócić do Królestwa Polskiego. W 1867 roku przybył do Lwowa, a od 1870 zamieszkał na stałe w Krakowie. Tam uczestniczył w życiu społeczno-politycznym: organizował Towarzystwo Oświaty Ludowej, był radnym miasta Krakowa, posłem do Sejmu Krajowego, prezesem Towarzystwa Szkoły Ludowej. Od 1882 roku był członkiem redakcji dziennika "Reform" ( od 1883 - "Nowa Reforma"), a od 1889 roku jego redaktorem naczelnym. Publikował też w "Kłosach", "Bluszczu" i in. pismach. 7 lutego 1870 roku Adam Asnyk opublikował w "Kaliszaninie" znany wiersz "Rodzinnemu miastu". Oto fragment:

"Droga mnie wiodła do starego grodu,
Otoczonego ramionami Prosny...
Tam, wśród alei kasztanowych chłodu,
Czerpałem tchnienie pierwszej życia wiosny,
Co w cudowności szatę obleka,
Jak sen zstępuje i jak sen ucieka".

       Poeta uczestniczył w częstych wycieczkach w Tatry i odbył podróże do Włoch, Tunisu, Algieru (1888), na Cejlon i do Indii (1894).
Asnykw~1.jpg (21215 bytes)       Twórczość poetycka Adama Asnyka stanowi znamienny wyraz świadomości pokolenia, z jednej strony wychowanego na literaturze romantycznej, dominującej po upadku powstania listopadowego, z drugiej przeżywającego z autopsji klęskę powstania styczniowego. Dlatego w pierwszym okresie poezja jego wyrażała nastrój pesymizmu, wywołany losem wygnańców z ojczyzny. W poemacie "Sen grobów" (1865) odsłonił romantyczne źródła niemocy i klęski. Dowodził w nim, że poezja romantyczna i owe przez poetów złocone "sny grobów" zdołały wychować pokolenie duchowo rozbite i nie zdolne do czynu.
      Wiek dojrzały poety przypadł na okres literatury pozywistycznej. Wyrazem sporu z pozytywistami warszawskimi jest dwugłos poetycki: "PUBLICZNOŚĆ I POECI". "Publiczność do poetów" i "Poeci do publiczności" oraz wiersz "XIX wiekowi". Idee organicznego ewolucjonizmu przejawiają się w wierszach o charakterze programowym, jak: "Daremne żale", "Dzisiejszym idealistom", "Do młodych". Ważną rolę w twórczości Asnyka odgrywa cykl sonetów filozoficznych "Nad głębiami". W 1895 roku w Jednodniówce "Prosna", wydanej przez Kaliskie Towarzystwo Dobroczynności, wydrukowano poecie Sonet: "Krążące gleby...". Odrębne miejsce w jego twórczości zajmuje liryka erotyczna. ("Między nami nic nie było...", "Gdybym był młodszy..." i in. ( oraz poezja o tematyce górskiej ) cykl "W Tatrach"). Cała twórczość poetycka Adama Asnyka zawarta została w serii "Poezje": I - 1869, II - 1896 roku, III - 1880, IV - 1894.
     W grudniu 1896 roku z okazji jubileuszu Adama Asnyka urządzono w Kaliszu wieczornicę. Program wieczoru obejmował prelekcję o życiu i twórczości poety, recytację jego wierszy oraz prezentację wybranych scen dramatycznych, tzw. "żywych obrazów". 6 stycznia 1897 roku na łamach "Gazety Kaliskiej" wydrukowano podziękowanie poety w formie listu.
     Adam Asnyk umarł na gruźlicę 2 sierpnia 1897 roku. Pochowany został wśród zasłużonych na Skałce. W tym samym miesiącu uroczystości żałobne odbyły się też w Kaliszu.

Opracował Jerzy Bielawski


Kalisz w życiu i twórczości Adama Asnyka

Zygmunt Miszczyk - portret A. Asnyka

Zygmunt Miszczyk - portret A. Asnyka

     W latach dzieciństwa i młodości Adama Asnyka Kalisz, miasteczko liczące niespełna 12 tysięcy mieszkańców, podupadłe względem gospodarczym, nawiedzanymi klęskami (pożary, epidemie), stanowi jednak poważny ośrodek życia kulturalnego. Zjeżdżają w tym czasie do Kalisza artyści nie tylko krajowej ale i europejskiej sławy. W roku 1855 bawi tu Apolinary Kątski wybitny skrzypek, w roku 1857 dwukrotnie koncertują bracia Józef i Henryk Wieniawscy, kilkakrotnie odwiedza Kalisz Kazimierz Łada znany autor kujawiaków. Miejscowe siły występowały w często urządzanych koncertach muzycznych. Dużym powodzeniem cieszył się wśród publiczności i zdobywał wielkie pochwały teatr amatorski. Grywano przeważnie sztuki autorów polskich, więc Bogusławskiego, Fredry, Korzeniowskiego, Ładnowskiego, Skarbka. Poczynając od raku 1800, w którym zespół Teatru Narodowego Wojciecha Bogusławskiego po raz pierwszy wystąpił w Kaliszu, miasto co roku gościło w swych murach artystów scen warszawskich i krakowskich. Do roku 1858 posiadał Kalisz własny budynek teatralny, który spłonął doszczętnie, i odtąd przedstawienia musiały odbywać się w sali Hotelu Polskiego lub u Förstera w parku.

     Głównym ośrodkiem życia towarzyskiego skupiającym górne sfery miasta była w tym czasie Resursa Kaliska, gdzie urządzano bale i zabawy. Poza tym ziemianie i bogaci kupcy zbierali się u Förstera, w Hotelu Berlińskim, u Szymanowskiego i w cukierni Rufina Wągrowskiego w Rynku. Rzemieślnicy schodzili się po całodziennej pracy do tzw. bawarni porozrzucanych po całym mieście i na przedmieściach.

     W mieście kwitły żywe tradycje walk narodowo-wyzwoleńczych. Kalisz brał czynny udział w powstaniu listopadowym, miał dwóch przedstawicieli w rządzie Narodowym, a piechota i jazda kaliska odznaczyły się w bitwie pod Warszawą. W roku 1848, gdy w Księstwie Poznańskim twarzą się oddziały polskie i Mierosławski staje na czele siły zbrojnej, Kalisz choć oddzielony kordonami, bierze w wielkich wydarzeniach historycznych udział, a młodzież nie bacząc na pogróżki, przedziera się tłumnie do Pleszewa, do wojska polskiego. W roku 1863 oddziały powstańcze walczą po wszystkich zakątkach ziemi kaliskiej.

     Tak wyglądają stosunki w mieście gdy w kilka lat po klęsce roku 1830 osiedla się w Kaliszu przybyły z zesłania ojciec poety, Kazimierz Asnyk, uczestnik powstania listopadowego. Jak pisze poeta w swej autobiografii, ojciec jego “na przekór ówczesnym pojęciom fałszywej i wojskowej pychy zabrał się energicznie do kupiectwa”. Otworzył w Kaliszu sklep ze skórami a wkrótce potem hotel i wraz z doktorem Stańczukowskim - wielkim przyjacielem rodziny - pierwszą w mieście księgarnię połączoną z czytelnią. Kazimierz Asnyk w chwilach wolnych uczył syna musztry i zaprawiał do rygoru wojskowego. Swoją marsową powierzchownością, pod którą kryła się wielka dobroć, imponował dziecinnej wyobraźni.

     Z tkliwą, serdeczną, głęboką miłością otaczała wątłego jedynaka matka, osoba wrażliwa, delikatna, która wywrze decydujący wpływ na ukształtowanie się postawy życiowej poety. Ona uczyła go początków nauki i gry na fortepianie.

     O matce Asnyka pisze Kotarbiński:

"Iskrę ducha poetyckiego otrzymał Asnyk od matki, która od razu uwierzyła w jego powołanie i nagradzała 10 letniego malca za wierszowane powiastki. Poeta wzrastał w atmosferze miękkości, słodyczy, pogody i uśmiechu."

     O tym, jak Asnyk kochał rodziców, świadczyć może późniejsza korespondencja z ojcem, stanowiąca . wzór przywiązania, szacunku i miłości synowskiej.

     Namiętnością młodego chłopca stały się książki, które czerpał z księgarni ojca. Były tam dzieła wielkiego romantyzmu, których idee walki narodowo-wyzwoleńczej ożywiały młode pokolenie. Mickiewicz i Słowacki kształtowali młodość Asnyka. Troskliwa matka wzięła domowego nauczyciela, który przygotował chłopca do czwartej klasy. W domu Asnyków panowała atmosfera na wskroś patriotyczna. Docierały echa wielkich wydarzeń roku 1845 i 1848. Zachował o nich poeta takie wspomnienie umieszczone w autobiografii:

Pierwsze silniejsze wrażenia, jakie odniosłem, były wiadomości o rzezi galicyjskiej i później o ruchach rewolucyjnych z 48 roku. Słyszałem prowadzone po cichu rozmowy, czytane i rozbierane artykuły gazet zagranicznych, szczególniej z Księstwa Poznańskiego. Moja wyobraźnia dziecinna ożywiała się i zapalała, a słowa: Polska, Wolność, Braterstwo Ludów brzmiały w mych uszach jak czarodziejska muzyka: coś już w części rozumiałem, czegoś się domyślałem, słowem dusza wyjrzała na jakieś szersze horyzonty."

     W roku 1849 oddali rodzice Asnyka do Wyższej Szkoły Realnej w Kaliszu, która mieściła się w tym samym gmachu, gdzie obecne Liceum Ogólnokształcące im. Adama Asnyka.

     W tym czasie inspektorem, szkoły był Karol Beithel, ogromnie ceniony przez młodzież jak i ogół mieszkańców Kalisza. Beithel dbał o rozwój umysłowy i moralny młodzieży, rozwijał w uczniach umiłowanie wiedzy i poczucie swych obowiązków, śpieszył z pomocą uczniom biednym.

     Nauczycielami Asnyka byli: Albin Dąbrowski, Wincenty Gajewski, Sylwester Kinicki, Jan Kluczewski, Jan Kowalski. Młodzież była wychowywana w poszanowaniu dla tradycji walk o wolność i niepodległość ojczyzny.

Obraz Jacka Malczewskiego "Asnyk i muza"     Serdeczna przyjaźń koleżeńska łączy Asnyka z braćmi Chodyńskimi, a zwłaszcza z Adamem historykiem Kalisza, ze Stefanem Gillerem późniejszym poetą znanym pod pseudonimem Stefana z Opatówka, ze Stefanem Rembowskim autorem wielu prac historycznych. Asnyk uczył się chciwie, szczególnie matematyki i nauk przyrodniczych. Mimo wątłego zdrowia przechodzi z nagrodą z klasy do klasy i w roku, 1853, a więc jako piętnastoletni chłopiec zdaje egzamin dojrzałości i otrzymuje tak zwany patent uprawniający do wstąpienia na uniwersytet. Był jednak jeszcze za młody, pozostaje więc w domu, uczy się języków: łaciny, niemieckiego, francuskie go i angielskiego. Poza tym aplikuje w kaliskim sądzie pokoju. W roku 1856 idąc za życzeniami ojca wstępuje do Instytutu Agronomicznego pod Warszawą. Studia te jednak zupełnie mu. nie odpowiadają. Po paromiesięcznym pobycie poeta opuścił Marymont i powrócił do domu.

     Jak zaznacza w swej autobiografii, pisał wiersze i tłumaczenia, między innymi tłumaczył ,,Burgrafów" Wiktora Hugo. Pobyt w domu nie trwał długo. W roku 1857 Asnyk opuszcza już na zawsze Kalisz i wstępuje do świeżo otwartej w Warszawie Akademii Medyko-Chirurgicznej. Jego czynny udział w pracach przygotowawczych do powstania styczniowego, współpraca z czerwonymi, działalność członka wrześniowego Rządu Narodowego, udział w walce 1863 roku, głębokie przeżycie klęski - świadczą o atmosferze uczuć patriotycznych wyniesionych z domu rodzinnego i kaliskiego środowiska. Hasła walki narodowo-wyzwoleńczej, uznanie dla bohaterstwa i ofiarności uczestników powstania, silny protest przeciw godzeniu się z niewolą - znajdowały częsty wyraz w twórczości poety. W wierszu “W 25 rocznicę...” tak określi Asnyk po latach rolę roku 1863 w życiu narodu:

"Boś ty nie przyszedł jako klątwa nieba
Ani nie spadłeś jak grom niespodzianie
Lecz jak duchowa narodu potrzeba
W krwawych wypadków wypłynąłeś pianie
Aby ostatnim orężnym protestem
Zapisać w dziejach nieśmiertelne:
“Jestem!”

     Asnyk wcześnie zaczyna swą twórczość poetycką. W Muzeum Kaliskim znajduje się oryginał wiersza 11-letniego poety. Dla doktora Walentego Stańczukowskiego, przyjaciela rodziców, napisał Asnyk wierszowane powinszowanie imienin i dołączył do niego dowcipny wierszyk p.t. ,,Krowa i rzeźnik”*)

     W roku 1897 w “Wędrowcu” zostały ogłoszone drukiem trzy utwory młodzieńcze poety: ,,Z powinszowaniem Imienin" - krótki wiersz, napisany przez poetę w 12 roku życia na uroczystość imienin kierownika pensjonatu, wyraża uczucia młodocianego ucznia dla zasług wychowawcy. W 15 roku życia na brulionie zadań łacińskich napisał poeta bardzo poważny w tonie wiersz zaczynający się od słów ,,Choć me miano jest zniszczenie". W roku 1855 siedemnastoletni Asnyk pisze w Kaliszu wiersz “Cieniom Malczewskiego”, w którym składa hołd twórcy “Marii”. Zestawia ją z "Konradem Wallenrodem" i "Dziadami" wyrażając przekonanie, że przyszłość należycie doceni zapomnianego poetę.

Kazimierz Koszutski w swych wspomnieniach o Asnyku, drukowanych w roku 1897 po śmierci poety, opowiada o wielkiej skromności Asnyka, który przebywając w Paryżu w roku -1860 w towarzystwie Karola Balińskiego i Bohdana Zaleskiego, którzy czytali swe wiersze, nie dał poznać, że sam także tworzy. Dopiero, jak stwierdza Koszutski, Asnyk dyktując mu w roku 1865 "Sen grobów", napomkną, że wiele dawniejszych swych wierszy rzucił w kominek.

     W roku 1868 ukazała się we lwowskim “Dzienniku Literackim” “Legenda pierwszej miłości” - wiersz, w którym autor z perspektywy już kilkunastu lat z humorem potraktuje swój pierwszy zawód miłosny 15-letniego ucznia szkoły realnej w Kaliszu. W lekkiej, wytworne j satyrze, ośmieszającej pustkę i lekkomyślność lalek salonowych wspomni swój sentyment do starszej od siebie o dwa lata Walerii Nawrockiej.

     W tym samym roku ukazał się również w “Dzienniku Literackim” wiersz “Echo kołyski”, w którym znalazło wyraz serdeczne przywiązanie poety do matki. Asnyk z rozrzewnieniem wspomina beztroskie dzieciństwo, pieszczoty matki, piosenki przez nią śpiewane, ową atmosferę pogody i uśmiechu, która go otaczała.

     Wśród wierszy ofiarowanych przez poetę Anieli Grudzińskiej w Szczawnicy 1868 roku ("Gdybym był młodszy", "Z podróży Dunajcem", "Karmelkowy wiersz") znajduje się wzruszający sonet zaczynający się od słów: “Kiedym Cię żegnał usta me milczały. I nie wiedziałem, jakie słowo rzucić”. Asnyk w słowach pełnych bolesnej rezygnacji i tęsknoty za rodzinnym miastem skarży się ukochanej: "Dam mój daleko i nie mogę wrócić". Jako uczestnik powstania styczniowego i członek Rządu Narodowego miał do Kongresówki drogę zamkniętą. Rodzice poety dopiero około roku 1870 przenieśli się do Krakowa. Asnyk pisząc o dalekim domu, myślał o Kaliszu.

     W przepięknym wierszu “Rodzinnemu miastu” napisanym na prośbę przyjaciela Adama Chodyńskiego, drukowanym po raz pierwszy w “Kaliszaninie” 7 lutego 1870 roku sięgnął Asnyk do “kraju lat dziecinnych”. Poeta ze wzruszeniem wita rodzinny gród, stare w kasztanowe aleje parku, mury szkolne, przenosi się do miejsce, gdzie “niegdyś żywiej serce biło”:

"Droga mnie wiedzie do starego grodu
Otoczonego ramionami Prosny
Tam, wśród alei kasztanowych chłodu
Czerpałem tchnienie pierwszej życia wiosny
Co w cudowności szatę się obleka;
Jak sen zstępuje i jak sen ucieka."

     Po gorzkich zawodach życiowych (klęska powstania, konieczna rozłąka z rodzicami, nieszczęśliwa miłość do Anieli Gruzińskiej), sięga pamięcią do najszczęśliwszych momentów w swym życiu.

"Ach! z tym ogniskiem dusza moja - zrosła
I brała z niego macierzyńskie ciepło
Zanim daleko fala mnie uniosła
Na brzeg, co dłonią pochwyciłem skrzepłą
Więc gdy te domy i serca obaczę
Jak dziecko ręce wyciągam i płaczę".

     Podobny temat co w “Rodzinnemu miastu” występuje w wierszu ,,Powrót do domu”, ogłoszonym w roku 1875, który jak twierdzi Chrzanowski, należy odnieść do wcześniejszego okresu. Występuje w nim motyw smutnego wędrowca odwiedzającego dawno opuszczone miejsca rodzinne. W opisie krajobrazu witanego ze wzruszeniem przez podróżnego, odnajdujemy motywy charakterystyczne dla okolic Kalisza: wysmukłe topole, brzozowy lasek, olszyny, wierzby płaczące. Cała przeszłość staje przed wędrowcem jak żywa. Podróże zagraniczne do Niemiec, Włoch, Szwajcarii, piękne widoki Zakopanego, Szczawnicy, Krynicy, gdzie przebywał po powrocie do kraju, nie zatarły w jego pamięci prostego krajobrazu ziemi kaliskiej. W ”Śnie grobów” taki oto znajdujemy obraz parku kaliskiego, Starego Miasta, Zawodzia:

"O jakież zdroje czyste i szemrzące
Wiosennych kwiatów podsycają wonność,
Między olchami ściekając po łące.
Melancholijną wierzb płaczących skłonność
Łagodzą Najad pieszczonym językiem
Głoszących ślubów przeżytych dozgonność,
I złotych jaskrów błyszczące płomykiem.
Pomiędzy gaje biegną i ogrody,
Prowadzić nocne rozmowy z słowikiem.
Ponad cichymi rozstawione wody,
Na wzgórzach spiętej dzikiej róży krzewem,
Bieleją wiosek ubogie zagrody.
Kołyski marzeń dziecinnych, gdzie śpiewem
Porwane myśli lecą ponad błonie
Ponad zielonym przyszłości zasiewem.”

     Jak stwierdza Chrzanowski, jedną z charakterystycznych właściwości liryki Asnyka jest rzewna tęsknota za młodością. W takich wierszach, jak "Szczęśliwa młodość", "Za moich młodych lat", "Młodości sen" "Przy kominku" brzmi często żal za utraconym szczęściem młodości. W przeszłość, w dziecinne lata zwraca poeta tęskne i smutne spojrzenie, odtwarza obraz świata, który minął, zapisując się w pamięci żywym wzruszeniem. Te wiersze liryczne poświęcone wspomnieniom rodzinnych stron i lat dzieciństwa tchną wielką prawdą, szczerością i prostotą słowa.

     Później w korespondencji poety z ojcem w latach 1871-1885 Asnyk niejednokrotnie wspomina przyjaciół z terenu Kalisza. W każdym liście z tych lat przesyła serdeczne pozdrowienia dla doktora Adama Bogumiła Helbicha, byłego lekarza sztabowego z roku 1831, który początkowo praktykował w Kaliszu, stąd zapewne znajomość i przyjaźń z ojcem poety. Od roku 1867 doktor Helbich zamieszkał w Konarach w ziemi radomskiej, gdzie prawie stale przebywał u niego Kazimierz Asnyk, pomagając przyjacielowi w prowadzeniu gospodarstwa. W liście wspomina wspólnych znajomych i przy 29 sierpnia 1874 roku donosi poeta ojcu z radością o spotkaniu w Krakowie ze swoim przyjacielem i kolegą szkolnym, Adamem Chodyńskim. W innym liście z 21 lipca 1875 roku Asnyk wymieniając znajomych bawiących w tym czasie w Zakopanem, jak Pawlikowskich, Ordęgów. Tetmajera, wymienia także swego szkolnego kolegę z Kalisza, Gillera Agatona - wielkiego patriotę, członka Rządu Narodowego w roku 1863; w liście z 15 lipca 1881 kolegę szkolnego Rapackiego, zawołanego matematyka, którego 28 lat nie widział. Poza tym wspomina Asnyk znajome: panią Stańczukowską, panią Zawadzką z córką, panią Wojciechowską.

    Kaliszanie pamiętali zawsze o swym wielkim rodaku. Raciborski w “Kronice Kalisza” podaje, że w roku 1896 z okazji jubileuszu Asnyka grono przyjaciół poety w imieniu społeczeństwa kaliskiego ofiarowało mu album z widokami rodzinnego miasta w wykonaniu Edwarda Staweckiego z następującą dedykacją, napisaną przez Stefana Gillera, kolegę Asnyka z lat szkolnych:

"Gród Twój rodzinny, Twój Kalisz prastary
Gdzie trzy swe pierwsze ujrzałeś jutrzenki
Jutrzenkę życia i wiedzy i wiary,
I gdzie nuciłeś swe pierwsze
piosenki;
Hołd w dniu imienin składając głęboki,
Niesie Ci w darze znad Prosny widoki...
Falą Twych wspomnień zalśni ona sama
Dumna, że także ma swego Adama."

     Asnyk wzruszony tym dowodem, pamięci ze strony kaliszan, w pięknym liście pisanym na rok przed śmiercią, przesłanym na ręce Stefana Gillera w takich słowach wyrażał swój związek z macierzystym grodem.

Drogi Stefanie!

Wśród dowodów pamięci i przyjaźni, że z wielu stron otrzymałem, do najdroższych sercu memu należał list Twój, który poruszył całą falę jasnych, słodkich rzewnych wspomnień. Błogie czasy dzieciństwa, szkolne ławy, rodzinne miasto, ognisko domowe, koledzy, przyjaciele, starzy rodzice; wszystko to naraz odżyło w pamięci mojej. Ty, towarzysz młodości, brat po piórze, wyciągnąłeś rękę z mroków przeszłości i dałeś mi chwilę nieopisanego wzruszenia, w którym upajająca słodycz wspomnień walczyła z melancholią starości. Nie umiem Ci dziękować tak, jakbym pragnął, ale wierz mi, że czułem goręcej i żywiej niżby to w słowach dało się wyrazić. Nie mogłem Ci odpisać bezzwłocznie, bo sił mi po prostu nie stało. Od paru miesięcy dobija mnie uporczywy kaszel, który mi nawet nocy przespać nie pozwala. Trudy i wzruszenia ostatnich dni zmęczyły mnie, tak żem się aż do łóżka położyć musiał. Nie jestem nawet w stanie wszystkim przyjaciołom i życzliwym dać znak, jaką wdzięcznością przepełnione jest serce moje. W ich rzędzie pierwsze miejsce zajmują przede wszystkim drodzy moi kaliszanie. Ty więc zechciej być tłomaczem moich uczuć dla nich. Powiedz im, że pamięć i życzliwość macierzystego grodu dała mi u schyłku życia wrażenie uścisku i błogosławieństwa Matki, które ze czcią i wdzięcznością jako syn przyjąłem. Uściskaj ich wszystkich ode mnie znanych i nieznanych i daj zapewnienie, że dali mi więcej upojenia niż sami może przypuszczali. Cieszę się jak dziecko otrzymanymi widokami Kalisza i podziwiam, żeście instynktem serca wiedzeni odnaleźli właśnie to, co mnie najwyższą rozkosz sprawić mogło. Ściskam Cię najserdeczniej, a razem z Tobą wszystkich. Wasz zawsze duchem syn i brat

Adam Asnyk

     W roku 1928 w 90 rocznicę urodzin poety II Zjazd Wychowanków szkół średnich kaliskich ufundował tablicę pamiątkową w gmachu Liceum im. Adama Asnyka z napisem zaczerpniętym z tekstu wiersza “Do młodych”:

Przyszłości podnoście gmach.
Ale nie depczcie
przeszłości ołtarzy, choć macie
sami doskonalsze wznieść.

     W roku 1938 w setną rocznicę urodzin Adama Asnyka teatr kaliski wystawił komedię poety “Bracia Lerche” i wydał jednodniówkę p.t. “Teatr Asnykowi”. W bieżącym roku w związku z 60 rocznicą śmierci poety odbyła się w dniach 26 i 27 kwietnia sesja naukowa poświęcona życiu i twórczości Adama Asnyka. W Liceum im. A. Asnyka w Kaliszu mieszczącym się w tym samym gmachu co niegdyś szkoła realna, do której uczęszczał poeta, dokonano odsłonięcia pamiątkowej tablicy oraz urządzono wystawę obrazującą życie i twórczość wielkiego syna ziemi kaliskiej.

     W Muzeum Kaliskim znajduje się kilka pamiątek po Adamie Asnyku. Jest zdjęcie z widokiem dawnej ulicy Warszawskiej, dziś Świerczewskiego 14 domu, w którym urodził się i swe dzieciństwo spędził poeta. Jest to dawna kamienica Lessera, jak twierdzą starzy kaliszanie człowieka ogromnie kulturalnego, interesującego się literaturą i sztuką, który dumny był z tego, że w domu jego mieszkał wielki poeta. Z lat młodości Asnyka znajduje się wierszowanego powinszowania dla doktora Stańczukowskiego i bajeczka o krowie i rzeźniku, list poety do kolegi szkolnego Adama Chodyńskiego oraz najcenniejsza pamiątka - oryginał wiersza “Rodzinnemu miastu”. Poza tym widok domu w Krakowie przy ul. Łobzowskiej, w którym mieszkał i umarł Adam Asnyk, oraz zdjęcie p"ety na łożu śmierci. W czasie wojny zaginęła bardzo miła pa"iątka po poecie - stary fotel drewniany, starannie przechowywany przez długie lata w rodzinie Lesserów, fotel, w którym siadywał Asnyk w latach młodości.

     Rozliczne studia oceniające twórczość Adama Asnyka, jak wypowiedzi Chrzanowskiego, Wóycickiego, Szypera nie dają jeszcze pełnego obrazu życia i twórczości wielkiego liryka polskiego pozytywizmu. Asnyk, poeta, który tak głęboko wzrusza, podnosi i uszlachetnia, czeka ciągle jeszcze na monografię i na większą popularyzację swej twórczości. On, który wierzył w pośmiertne uznanie u potomnych, w moc swej poezji nad sercami ludzkimi i w chwilach najostrzejszych ataków ze strony krytyków czy też obojętności społeczeństwa wyrażał przekonanie, że:

“Po śmierci kochać mnie będziesz
Ty chłodna, milcząca rzeszo
Tych śpiewnych brzmień co ja poruszę
Niepamięć nie pogrzebie".

     On, który w ,,Ociemniałym Tamyrisie" w słowach muz kojących smutek zła"anego starca, taką pocieszał się nadzieją:

"Przyjdzie czas, w którym wszystkie twe natchnienia wieszcze
Co dzisiaj ,jak sen marny w ciemności się rozwiały
Kiedyś po Twojej śmierci zmartwychwstaną jeszcze
I ozdobią Cię blaskiem niepożytej chwały".

PROF. JANINA CHWILCZYŃSKA

*) Opublikował je po raz pierwszy Mieczysław Leń w Nr 1 "Ziemi Kaliskiej".

Miesięcznik regionalny "Ziemia Kaliska", Nr 4, sierpień 1957.


Adam Asnyk mniej znany

Pomnik Adama Asnyka     Starając się bliżej poznać naszego patrona nie sposób nie wspomnieć o początkach, a następnie rozkwicie jego twórczości jako poety. Przypada ona akurat na okres po upadku Powstania 1863 roku, kiedy Asnyk ze względu na udział w ruchu konspiracyjnym, wymierzonym przeciwko władzom carskim oraz udział w Rządzie Narodowym, zmuszony był emigrować z Królestwa Polskiego do Galicji. Tam, mimo ucisku władz austriackich, kwitło życie kulturalne sił twórczych polskiego narodu. Już w 1864 roku w "Dzienniku Literackim” wydawanym we Lwowie, ukazuje się pierwszy poważniejszy utwór Asnyka pt. "Podróżni”, uważany za jego debiut literacki.
      Po nawiązaniu bliższych kontaktów z redaktorami "Dziennika Literackiego” i "Gazety Narodowej”, Adam Asnyk przybywa 11 września 1867 roku do Lwowa na stałe. Związuje się z postępowym nurtem stronnictw demokratycznych i zamieszkuje w budynku, gdzie mieściła się redakcja "Gazety Narodowej”. Następnie przeprowadza się do własnego mieszkania przy ul. Sykstuskiej 550. Pisze wiersze i utwory literackie do "Dziennika Literackiego” oraz innych tygodników, wydawanych we Lwowie i Krakowie. Tutaj pod pseudonimem El-y (poeta Mimoza) powstają wiersze patriotyczne takie, jak "Bez chaty”, "Toast w Poznaniu”, sztuki "Gałązka Heliotropu” i "Walka stronnictw”, powieść "Panna Leokadia” i wiele innych, drukowanych w całości lub w części we wspomnianym "Dzienniku literackim”.
     Pierwszy tom poezji Adama Asnyka został wydany we Lwowie w 1869 roku nakładem lwowskiego wydawcy Karola Wilda. Stąd poezja asnykowska przenikała do tygodników Krakowa i Warszawy. Będąc u szczytu sławy, Adam Asnyk dla podkurowania nadwątlonego zdrowia przebywa na kuracji w Krynicy i Szczawnicy, gdzie poznaje pannę Anielę Grudzińską. Zakochuje się w niej bez wzajemności, pisze płomienne listy oraz wzniosłe wiersze liryczne. W tym czasie powstają wiersze takie, jak "Gdybym był młodszy”, "Karmelkowy wiersz”, "Z podróży Dunajcem”, "Ach jak mi smutno”, "Serenada”, "Marzenie poranne”, "Rezydencja” i wiele innych.
     W 1864 roku Adam Asnyk poznaje Henryka Sienkiewicza, którego nazywa "genialnym chłopcem”, a pisarz recytuje wiersze Asnyka. Adam Asnyk dał się poznać we Lwowie nie tylko jako wspaniały poeta, ale również jako działacz demokratyczny. Bardzo aktywnie uczestniczył w życiu środowiska akademickiego.
     Był posłem na Sejm Galicyjski, a później radnym miasta Krakowa.
     Pierwszego października 1870 r. Adam Asnyk przenosi się ze Lwowa do Krakowa, aby połączyć się z rodzicami. Zamieszkują wspólnie przy ul. Łobzowskiej 7. Stąd poeta robi wypady do Lwowa, gdzie w toku jest jego wniosek o uzyskanie obywatelstwa austriackiego.
Obywatelstwo to uzyskuje po długotrwałych staraniach w 1880 r. W czasie wyjazdów wypoczynkowych do Szczawnicy-Krynicy-Zakopanego w latach 1869-75 poznaje i zaprzyjaźnia się z Heleną Modrzejewską i Kazimierzem Tetmajerem.
     Ostatni okres życia Asnyka to dynamiczna działalność polityczna, a wraz z nią i literacka na terenie Krakowa. Tutaj powstają sonety "Nad głębiami”.
     Pomimo osiedlenia się w Krakowie więzi Adama Asnyka ze Lwowem nie urywają się. Nadal utrzymuje kontakty z tutejszymi ośrodkami kulturalnymi. Czytelnia Akademicka we Lwowie organizuje wieczór autorski na cześć Adama Asnyka. a w 1896 r. nadaje mu Honorowy Dyplom. W tym też roku zostaje opublikowany wiersz poety "Złoty cielec”.
     Na zakończenie tych mniej znanych fragmentów z życia Adama Asnyka należy przypomnieć, że dzieje poety to wieczna tułaczka pełna poświęceń i wyrzeczeń na rzecz dobra ogólnego.
     Adam Asnyk zmarł w Krakowie 2 sierpnia 1897 r. i został pochowany na Skałce wśród zasłużonych, obok Stanisława Długosza, Wincentego Pola, Józefa Ignacego Kraszewskiego.

Ryszard Stanisławski
Lwowiak

    Ryszard Stanisławski, asnykowiec, maturzysta 1952 r., mgr inż. mechanik, zawodowo związany z kaliską Wytwórnią Sprzętu Komunikacyjnego, działa także w SIMP i NOT.


   Adam Asnyk w filatelistyce

    Filatelistyka stanowi szeroką dziedzinę kolekcjonerstwa. Poprzez fakt gromadzenia znaków pocztowych daje ogromne możliwości ukazania wielu dziedzin, jak kultura, literatura, religia. Emisje znaczków pocztowych pozwalają na prezentację wybitnych osobistości wielu krajów. Są to przywódcy, święci, papieże, uczeni, pisarze. Spośród tych ostatnich swoje miejsce w filatelistyce zajął również poeta kaliski, Adam Asnyk.

     W latach osiemdziesiątych filateliści kaliscy dwukrotnie uczcili pamięć poety z grodu nad Prosną i umieścili jego podobiznę na znakach pocztowych.

     W dniu 7 czerwca 1981 roku odbyła się w Kaliszu II Ogólnopolska Narada Przewodniczących Kół Polskiego Związku Filatelistów. Z tej okazji wydano kopertę pamiątkową oraz stosowano okolicznościowy stempel pocztowy.

     Ilustracja na kopercie, wykonana w formie medalionu, ukazuje podobiznę Adama Asnyka opracowaną według rysunku Stanisława Fabijańskiego (1865-1947), zamieszczonego w "Świecie" w 1890 roku. Kasownik w kształcie prostokątnym zawiera podobiznę poety i napis informacyjny, z wkomponowanym stemplem dziennym. Podobiznę opracowano według rysunku Stanisława Witkiewicza (1851-1915). Stempel i kopertę projektował kaliski artysta plastyk, Andrzej Ozimina.

     Drugi stempel poświęcony patronowi naszej szkoły był stosowany w dniu 11 września 1988 roku z okazji 150. Rocznicy urodzin poety. Datownik w kształcie owalnym zawiera w otoku napis informacyjny. W części środkowej natomiast widnieje profil głowy Asnyka opracowany według płaskorzeźby z jego sarkofagu, znajdującego się na Skałce w Krakowie.

     Za sprawą Stowarzyszenia Asnykowców 2 sierpnia 1997 roku Poczta Polska wprowadziła do obiegu kartkę pocztową upamiętniającą 100. Rocznicę śmierci poety kaliskiego.

     Znak opłaty, wartości 50 gr., przedstawia portret Adama Asnyka według obrazu Kazimierza Pochwalskiego (1885-1940), imię i nazwisko poety oraz daty biograficzne: 1838-1897. W lewej połowie kartki umieszczono początek sonetu:

Jednego serca
tak mało,
tak mało
Jednego serca
trzeba mi
na ziemi!

      I faksimile podpisu poety. Poniżej: 100. /rocznica śmierci / Adama Asnyka. Autorem projektu jest artysta plastyk, Mieczysław Wasilewski.

     Stowarzyszenie Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. Adama Asnyka podjęło też starania o emisję znaczka pocztowego z okazji 160. Rocznicy urodzin poety. Niestety Ministerstwo Łączności odrzuciło propozycję. Niemniej jednak XIV Zjazd Asnykowców, przypadający w roku jubileuszowym, został upamiętniony okolicznościowym stemplem pocztowym. Zawiera on fronton szkoły z napisem informacyjnym w otoku oraz miejsce i datę stosowania: Kalisz 1 / 12.09.1998. Stempel projektował asnykowiec, Krzysztof Oleksiak, artysta grafik z Torunia.

Jerzy Bielawski

     Jerzy Bielawski, asnykowiec, maturzysta z 1960 r., polonista, bibliofil, filatelista. Współtwórca i redaktor naczelny kwartalnika "Filatelista Kaliski".


Z Asnykiem w Tatrach

      Wczesny poranek. Pociąg sapiąc wtacza się na małą stacyjkę, do której widoku tęskniłam od dawna. Wszystko otulone szczelnie białą watą mgły, dokładnie zacierającej kształty domów, drzew i ludzi. Gdyby nie znaki, które w ciągu wielu lat bezustannych w to miejsce powrotów stały się dla mnie znajome jak pierwsza czytanka: charakterystyczny zapach ostrego powietrza, bełkotliwy potok pod mostem, melodyjny zaśpiew w głosach ludzi, można by wątpić, że tuż obok budzą się ze snu góry, jedyne i niepowtarzalne. Przed z górą wiekiem przyjeżdżał tutaj inny mieszkaniec mojego miasta i być może spostrzegał to wszystko podobnie, choć pewne jest, że nie było jeszcze maleńkiej stacyjki, a na miejsce dojeżdżało się z Chabówki wynajętą furmanką, omnibusem lub pocztową karyjolką dowożącą gości do Nowego Targu, skąd wózkiem pocztowym za 1 złr. 20 cent. docierało się wreszcie około południa do Zakopanego. 

      Przyjeżdżał tutaj wielokrotnie, i choć nie wiadomo dokładnie, kiedy zaczęła się ta przygoda z Tatrami, z całą pewnością można go zaliczyć do pionierów "wczasów w Zakopanem". W tamtych latach wczasowanie owo odbywało się w warunkach prawdziwie spartańskich. Helena Modrzejewska, stała bywalczyni tych stron, pisała wprawdzie o schludnych chatach góralskich, według Wojciecha Kossaka jednak, trzeba było prawdziwych entuzjastów i ludzi o nerwach jak postronki, żeby mieszkać w dusznej, z małymi okienkami chacie góralskiej, spać w atmosferze przesyconej zapachem gnojówki i obory, przy ustawicznym pianiu kogutów i krzykach gaździny. Sam Asnyk zdawał się być całkiem ze swojego lokum zadowolony, kiedy pisał do ojca:...szczęśliwie dojechaliśmy do naszej rezydencji za wodą u Stanisława Sobczaka. Jest to gospodarstwo zupełnie oddzielone od innych, położone na wzgórzu u podnóża Gubałówki, tak iż przedstawia wszelkie przyjemności odosobnienia i zupełnej swobody. 

      Mimo niewygód zjeżdżała co roku do Zakopanego elita kulturalna polskiego społeczeństwa i nieźle się bawiła. Trafiłem na b. liczne towarzystwo - wspomina Bronisław Ryx - a mianowicie Modrzejewską, uczoną panią Matyldę Natanson (...) secundo voto Godebską, (...) pp. Górskich, ona z domu baronówna hr. Rosen, on artysta skrzypek, p. Michała Bobrzyńskiego, później prof. uniwersytetu, następnie prezesa komisji edukacyjnej, posła i na koniec namiestnika, poetę A. Asnyka, pp. Chałubińskich z ich liczną familią (...) itd., itd. W milutkiej Modrzejewskiej wszyscy się kochali, wydawaliśmy też na jej cześć różne gale, muzyki, wycieczki i festyny. Ona grywała małe sztuki lub same sceny na dobroczynne cele, a oprócz tego nieraz przy wspólnym stole dawała nam osobne przedstawienia. Przy stosownej pogodzie większość przybyłych wychodziła w góry, korzystając w tym celu z usług miejscowych przewodników. Dla jednych były to zwykłe spacery w dolinki, dla Asnyka prawdziwe wyprawy wysokogórskie, na które chadzał w towarzystwie Macieja Sieczki, jednego z najlepszych podówczas tatrzańskich przewodników, i wielu znanych miłośników gór oraz wspinaczek. Poeta, fizycznie wytrzymały na trudy, w opinii współczesnych należał do najśmielszych i najwytrwalszych taterników. Dowodem tego są jego wyprawy. W 1873 r. był na rzadko wówczas zwiedzanym Lodowym Szczycie (z Eljaszem, Świerzem i in.), rok później na Giewoncie (znowu ze Świerzem i z ks. Augustynem Sutorem), a po kolejnych dwóch latach dokonał drugiego wejścia na Wysoką, która w opinii polskich turystów uchodziła jeszcze za szczyt nie zdobyty. Swoje osiągnięcie, jak wszystkie pozostałe, relacjonował ojcu: Trzy noce spędziliśmy pod gołym niebem na wyżynach, przytuleni do skal przy rozpalonym z kosodrzewiny ognisku. Przez całe dwa dni okrążaliśmy niedostępnego olbrzyma, wznosząc się po urwiskach i zaspach śnieżnych, częstokroć na pięćset lub tysiąc stóp rozciągniętych prawie prostopadle z góry na dół. Dopiero trzeciego dnia stanęliśmy na szczycie Wysokiej, pełzając po granitowym czubie, gdzie zaledwie gdzieniegdzie wystający załomek lub rozpadlina daje oparcie dla nogi, brzucha, dłoni lub paznokci. Nasyciwszy się widokiem z tego szczytu, który jest pewnie najwspanialszy w całych Tatrach (...) puściliśmy się z powrotem inną już drogą, na Wagę, w dolinę tak zwanych Czeskich Stawów. (...) Towarzyszyły nam w drodze odrywające się od ścian Wysokiej odłamy skał, które z głuchym łoskotem i w gwałtownych podskokach toczyły się po śnieżystej pochyłości, przelatując koło nas z wymową bardzo groźną. Czwartego dnia powróciłem szczęśliwie do Zakopanego, wprawdzie bez butów i w podartej odzieży, ale rześki i bez najmniejszego szwanku.

    W wyprawie, opisanej później w "Nocy pod Wysoką" towarzyszyli poecie Mieczysław i Jan Gwalbert Pawlikowscy, towarzysze wielu górskich wypraw pana Adama. Pamiętam ten nocleg pod Wysoką - wspominał Jan Gwalbert - i inne noclegi pod gołym niebem, bo Asnyk nierad sypiał w szałasach i schroniskach twierdząc, że takie urządzenia zgoła są w Tatrach niepotrzebne. Chyba jednak przesadził, skoro Asnyk już w 1874 r. donosił ojcu: Byłem na nowo u Morskiego Oka i Czarnego Stawu, nad tymże dla wygody gości buduje się tam teraz schronienie o kilku izbach, w których będzie można wygodnie przenocować, a nie, jak dotąd, pod gołym niebem. Zawiązało się bowiem teraz Towarzystwo Tatrzańskie, do którego i ja należę, a które podejmuje różne ulepszenia, ażeby Tatry uczynić więcej przystępnymi i zwiedzanymi. Poprawiają się więc drogi, budują mostki, kładki, szałasy na noclegi, tratwy do pływania po górskich jeziorkach itd. W samym Zakopanem urządziło się już rodzaj kasyna, gdzie są dzienniki i gdzie się goście na czytanie i gawędkę schodzić mogą. Towarzystwo także swoim kosztem opłaca straż dla ochrony dzikich kozic i świstaków, które przy ciągłym tępieniu byłyby się doczekały w naszych Tatrach ostatecznej zagłady. (...) Na Giewoncie, którego Ojczulek zna doskonale, bo się ciągle na niego patrzał spod gołębnika, byłem wkrótce po przyjeździe z księdzem Sutorem i profesorem Świerzem. (...) Tego roku gotuję się na wielką wyprawę na Gerlach jako na absolutnie najwyższy szczyt z całych Tatr.

      Niestety, na Gerlach Asnyk nie dotarł. Przyczyną były, a to brak towarzyszy, którzy chcieliby dzielić trudy przedsięwzięcia, a to deszcze które przeszkodziły wyprawie, wreszcie piękne oczy panny Zofii Kaczorowskiej. Jak przystało na Tatry, uczucie zapłonęło w cieniu szczytów, dokładniej u stóp Giewontu: Ranek był cudowny, a my w przepysznym usposobieniu biegliśmy po głazach. Tak dobiegliśmy do szałasów umieszczonych u stóp skalistych ścian Giewontu (...). Tam zastaliśmy już właśnie małą gromadkę, złożoną z ojca, córki i przewodnika. Panienka siedziała na dużym kamieniu wśród malowniczego krajobrazu i nie wiem, czy to przypisać należy właściwemu oświetleniu, czy otaczającemu urokowi górskiej natury, czy wreszcie więcej ożywionemu własnemu swemu usposobieniu, ale odmalowała się w moich oczach tak wdzięcznie w ramach sielskiego obrazka, pełnego światła i kolorów, że jako artysta musiałem się zachwycać niespodziewanym sztafażem.

     Pierwszy zachwyt znalazł finał na małżeńskim kobiercu, ale to już całkiem inna, "ceperska" historia.

Jolanta Delura , Kalisia Nowa nr 8/99


Biography

      Poet and playwright, pen name "El ...y" and others, born on September 11, 1838 in Kalisz, died on August 2, 1897 in Kraków. He came from a noble family. He studied at the Institute for Farming and Forestry in Marymont (1856), at the Medical-Surgical Academy in Warsaw (1857-59) as well as at the universities in Wrocław (1859-60), Paris (1861) and Heidelberg (1861-62). He took part in the conspiratorial movement and in the January Insurrection; during the years 1864-67 he lived abroad. In 1866 he obtained a doctorate in philosophy in Heidelberg. After returning to his country he lived in Lwów, and from 1870 in Kraków. From January 1882 he was the editor of the Kraków daily newspaper "Reforma" ("Reform"), which was renamed "Nowa Reforma" ("New Reform") in November of the same year, and for which he worked as the responsible editor from December 1889 to January 1895. From 1884 he was an alderman in Kraków. In 1889 he was elected a Member of the Galician National Parliament. In 1890 he participated in the bringing home of Adam Mickiewicz's ashes from Paris. He was one of the founders of the Folk School Society in Kraków (1882). He went mountaineering in the Tatra Mountains and was one of the first members of the Tatra Society.
      He travelled widely all over Europe. In 1888 he made a journey to Italy, Sicily, Malta and the north coast of Africa, finally arriving in Marseille. In 1894 he travelled to Ceylon and to India. He was buried on Skałka.
He published his poems in the collections Poezje (1869, 1872, 1880, 1894). He began his literary career in 1864-65. His lyric poetry of the time was an expression of the spiritual perplexity of the poet experiencing a crisis of his philosophy of life, deepened by his nation's defeat. He created poems full of blasphemies (Odpowiedź), rebellion against the Creator and against the fixed order of the world (Julian Apostata), bitterness and hopelessness (W zatoce Baja), a critical account of political romanticism (Sen grobów); additionally, poems rendering the longing for "spiritual strength", the desire of "the modern soul" to be reborn, as well as humble submission to the rules of Christ's teaching (Pod stopy krzyża). From approximately 1870 Asnyk began to search for his own mode of poetic creativity: eroticism, poems based on folk motifs, meditative lyrical poetry. Over time an epic approach became predominant in his poems; the lyrical picture of human emotions was replaced by an objectified epic picture of the world, reflection was more and more frequently used instead of lyric comment. The fullest expression of this intellectualised poetry is the series of 30 sonnets, Nad głębiami (1883-94), owing to which Asnyk came to be referred to as "a poet-philosopher". This series comprises the poet's philosophical system, which was an attempt at reconciling idealism with positivist realism and scientism. What linked Asnyk's philosophy to the latter was the pragmatism of thinking, the admiration for the achievements of modern natural sciences and the right to common development. Contrary to positivists, however, Asnyk did not believe in the possibility of the empirical study of reality. The human mind appeared to be helpless as scientific knowledge expanded. The ethical foundations of the system advocated an individual's duty to participate actively in the spiritual process of aiming at common perfection. The style of the sonnets should be defined as a discursive one; it is characterised by the intellectualisation and abstractionism of the lexis, the lack of extensive images, metaphors, similes.
In Asnyk's literary output a patriotic note is always present, advocating a belief in the nation's strength and the possibility of regaining independence, a note which is polemical with the conservative programme of agreement (W 25 rocznicę powstania 1863).
      The motif recurring in many poems is the landscape of the mountains, particularly of the Tatras (Ranek w górach, Kościeliska, Noc nad Wysoką, Letni wieczór, Podczas burzy, Limba, Wodospad Siklawy, Giewont) and the motifs of the sea (Podróżni, W zatoce Baja), sonnets ("Zmiennego bytu falo ty ruchliwa!..."; "Wieczne ciemności! bezdenne otchłanie!..."; "Na falach swoich toczy słońc miliony...") as well as the cycle Z obcych stron (1895), Toarmina, Noc na morzu - w drodze z Malty do Goletty, Na polach Kartagi, Pointe du Raz
"The mountains and the sea," Asnyk wrote to his father in a letter from May 28, 1874, "are the only universal cure for all human maladies; there, breathing in fresh, fragrant air, revelling in the sight of fresh and noble nature, one can forget about pains and worries...".

WIRTUALNA BIBLIOTEKA LITERATURY POLSKIEJ


Adam Asnyk
Rodzinnemu miastu

Jest jedno piękne ludowe podanie,
Co treścią swoją do łez mnie porusza
Lud prosty mniema, że gdy czas nastanie,
W którym już ciało ma opuścić dusza,
Zanim w nadziemskim utonie błękicie,
Powraca jeszcze wstecz przez swoje życie...

I zwolna idzie przebytym już śladem 
Żegnać to wszystko, co jej drogiem było, 
Raz jeszcze ujrzeć w świetle grobu bladem 
Miejsca, gdzie niegdyś żywiej serce biło!
I tak dochodzi aż w dziecinne lata,
I nad kolebką staje znów skrzydlata.

Jako wędrowiec smutny i zmęczony
Kąpie się znowu w jasnych wspomnień zdroju, 
I błogosławi swe rodzinne strony,
I wtedy z ziemi odchodzi w pokoju. 
Niosąc na skrzydłach w krainę wieczności 
Najszlachetniejsze marzenia młodości.

To wszystko prawdą mnie się dziś wydaje
Bo choć sam jeszcze do żywych się liczę, 
Za każdym krokiem, co mi pozostaje,
W tył poza siebie odwracam oblicze. 
I moja dusza wyrywa się smutna
Tam, gdzie młodością była tak rozrzutna.

I często cichym, gwiaździstym wieczorem, 
Gdy swoim blaskiem księżyc do mnie wchodzi, 
Gdy anioł ciszy na mym sercu chorem
Kładzie swe dłonie i boleść łagodzi, 
Czuję, jakobym był już tylko cieniem, 
Ulatującym z księżyca promieniem.

Wtedy, ach! idę po srebrzystej fali 
I całą drogę minioną odnawiam. 
Pozdrawiam ludzi, co mnie dzieckiem znali,
Gaje i łąki, i pola pozdrawiam,
I zatrzymuję się nad każdą miedzą, 
Gdzie złote mary lat dziecinnych siedzą.

Droga mnie wiedzie do starego grodu, 
Otoczonego ramionami Prosny;
Tam! wśród alei kasztanowych chłodu 
Czerpałem tchnienie pierwszej życia wiosny, 
Co w cudowności szatę się obleka,
Jak sen zstępuje i jak sen ucieka.

Dziś wywołane pamięcią promienie 
Złocą mi pasma zielonych wybrzeży 
I znów anielskie śle mi pozdrowienie,
Jak niegdyś rankiem, dzwonek farnej wieży 
I całe miasto w oczach się powiększa
Przez mgłę tęsknoty, co wszystko upiększa.

Jak tam spokojnie płynie ludzkie życie, 
Mierzone dźwiękiem słodko brzmiących godzin! 
Jak wody w Prosny łagodnym korycie,
Dnie upływają w kółku cichych rodzin, 
I z domowego ogniska blask strzela, 
Który przechodnia oczy rozwesela.

Ach! z tem ogniskiem dusza moja zrosła 
I brała z niego macierzyńskie ciepło, 
Zanim daleko fala mnie uniosła
Na brzeg, co dłonią pochwyciłem skrzepłą, 
Więc gdy te domy i serca obaczę,
Jak dziecko ręce wyciągam i płaczę.

Bo cóż słodszego nad rodzinny związek, 
Co wielkim drzewem jedności wyrasta
I pełen wiecznie zielonych gałązek 
Ocienia sobą cały obręb miasta,
I nad tę wiarę, która wszystko zbliża 
W nawie kościelnej u jednego krzyża?

I cóż świętszego nad domowe cnoty, 
Nad tę tradycję żywą, starożytną?... 
Cóż jaśniejszego nad ów szczerozłoty, 
Wesoły uśmiech, którym twarze kwitną? 
I nad tę cichą zacnych serc zażyłość,
Co niesie szczęście, niosąc z sobą miłość

Tak mi to wszystko cudnie się uśmiecha, 
Tak mnie ta przeszłość pociąga znikniona,
Że szukam wzrokiem, gdzie jest owa strzecha, 
Pod którą spocznę wśród przyjaciół grona. 
Ale na próżno... bo w mej idealnej
Podróży błądzę jak cień - niewidzialny.

Zresztą już moi przyjaciele starzy
Po większej części poszli na spoczynek, 
Rodzinna ziemia lekkim snem ich darzy, 
Więc im dać muszę łzę na upominek!
A z tych, co żyją, mało kto mnie wspomni 
W pamięci ludzkiej nikną nieprzytomni.

Z czasem powoli wszystko się zaciera, 
A więc i moje zatarły się ślady.
Stary park na mnie z zdziwieniem spoziera, 
Pytając: "Co to za przechodzień blady?"
I nawet mury wahają się szkolne 
Rozpoznać we mnie dziecko swe swawolne!

Chociaż przechodzę około okienka,
Pod które dawniej zbliżałem się z drżeniem, 
Już w nim nie siedzi figlarna panienka,
Co była pierwszej miłości marzeniem, 
I tylko gzymsy opuszczone sterczą
I patrzą na mnie dziwnie i szyderczo.

Tylko sny dawne zlatują się do mnie, 
Spływając lukiem różnobarwnej tęczy...
I widzę wszystko, com śnił nieprzytomnie, 
Nad nurtem rzeki, wsparty na poręczy... 
Lecz te marzenia nie wydały plonu
I smutny jestem - smutny aż do zgonu!

Jednak nie chciałbym teraz mej żałoby 
Zawiesić chmurą nad poczciwym grodem, 
Chciałbym na boku pozostawić groby,
A zejść się z życiem szlachetnem i młodem, 
Co jak bluszcz swoją latorośl przeciska
Do słonecznego światła - przez zwaliska.

Chciałbym z młodzieżą w kielichy uderzyć 
I ze starymi pogwarzyć przy winie,
W młodość, wskrzeszoną węgrzynem, uwierzyć, 
I nucić piosnkę o psotnej dziewczynie,
A skończyć głośnym, wesołym toastem 
Na powitanie z ukochanym miastem.

I chciałbym objąć w uścisku serdecznym 
Ziemię i mury, i wody, i ludzi...
Ale czas wracać szlakiem nadpowietrznym, 
Bo już jutrzenka słońce ze snu budzi,
I księżycowe gasnące promienie
Już mnie wzywają w błękitne przestrzenie.

Tak więc, znikając w jasności porannej, 
Dobrych aniołów polecam was pieczy: 
Niech promień łaski nieba nieustannej 
Poczciwe serca przed złem ubezpieczy,
I Ten - co wszystkich w przyszłość nas posuwa, 
Nad starym grodem niech Bóg zawsze czuwa!

 

Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica

Ani dla lutni mojej ani dla imienia

Imię moje tak przeszło jako błyskawica

I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia

 

To strofa pochodząca z najbardziej znanego poetyckiego testamentu romantycznego wieszcza. Umieściłam ją na początku moich rozważań nie tylko dlatego, że ten, o którym chcę mówić obrał sobie Słowackiego za mistrza i przewodnika, ale również dlatego, że bardzo podobnie mógłby brzmieć jego testament, gdyby takowy po sobie pozostawił. Dlaczego najwybitniejszy liryk niepoetyckich czasów wielbiony przez współczesnych i doceniany przez krytyków nie żyje w zbiorowej pamięci następnych pokoleń? Czy wszystko, co pozostało to napis: Adam Asnyk – poeta urodzony w Kaliszu w 1838 r., zmarł w Krakowie w 1897 r, umieszczony na bocznej ścianie sarkofagu? Zostawił po sobie dziedzica, który jeśli nie zdołał udźwignąć lutni mógł chociaż ocalić imię wielkiego poety. Mógł, ale tego nie zrobił. Życie bowiem napisało inny scenariusz.

Wszystko zaczęło się zimą 1874 roku podczas pobytu Asnyka w ukochanych Tatrach. Trzydziestosześcioletni poeta wysoki, trochę pochylony o twarzy podłużnej i bardzo jasnych błękitnych oczach, które świeciły spod płowych, krzaczastych brwi jak dwie fosforyzujące gwiazdy, silne w blasku i niemal fanatyczne w wyrazie wybrał się na Giewont z profesorem Leopoldem Świerzem i księdzem Wawrzyńcem Sutorem. Podczas tej wycieczki, w przerwie na posiłek poznali poznańskiego lekarza Teofila Kaczorowskoiego i jego córkę Zofię.

Wspólne jedzenie sprzyja rozmowie a tematów nie brakuje. Medycyna, polityka (obaj panowie są prawie w jednym wieku), udział w powstaniu styczniowym, w którym Adam Asnyk, jako członek Rządu Narodowego bierze udział w nieudanym zamachu na wielkorządcę hrabiego Berga, Teofil Kaczorowski natomiast w Golubiu na Pomorzu udziela pomocy rannym w przygranicznym pasie, narażając się na szykany obu zaborców. Prawdopodobnie była to jedna z przyczyn, dla których przeniósł się z rodziną do Poznania. Objął tam stanowisko kierownika oddziału chorób wewnętrznych w szpitalu Przemienienia Pańskiego Sióstr Miłosierdzia. Panowie szybko przypadli sobie do gustu i postanowili kontynuować tak miło rozpoczętą znajomość w dodatku młodziutka Zofia wpadła w oko poecie.

Później wszystko toczy się już dość szybko. Asnyk składa wizytę Kaczorowskim, pan Teofil odwiedza Asnyka zapraszając go na obiad.

W dalszej części następują wspólne wyprawy: wycieczka do Szmeksu, do Morskiego Oka przez Zawrat, wyjazd do Szczawnicy i rozstanie w Nowym Targu. Nie na długo jednak, bo Święta Bożego Narodzenia w 1874 r Asnyk spędza w domu państwa Kaczorowskich w Poznaniu. Wreszcie znalazł swoje szczęście, oświadczył się i został przyjęty.

W pierwotnej wersji znanego wiersza Ranek w górach opatrzonej dedykacją: Pannie Zofii do albumu Asnyk tak opisuje poznanie swej przyszłej żony:


Pełno życia! Pełno blasku!
Melodyjne szemrzą zdroje
A na jasnym tle obrazka
Widać jeszcze gości dwoje

Dziewczę siadło na kamieniu
I wybiegło w świat oczyma...
Niby w sennem zachwyceniu
Skrzyżowane rączki trzyma

Niby wzlecieć chce skrzydlata
Niby patrzy – niby marzy
A ta cała piękność świata
Odbłysnęła na jej twarzy

Tak, że trudno wiedzieć zgoła
W którą wzrok swój zwrócić stronę?
Czyli gonić w lot dokoła
Wszystkie cuda roztoczone?

Czy zatrzymać się w zachwycie
Na twarzyczce tej uroczej
I podziwiać ich odbicie
Wprost w dziewczęcia patrząc oczy?

Ślub znanego poety z Zofią Kaczorowską odbył się 4 listopada 1875 r. w Poznaniu w maleńkim kościołku Przemienienia Pańskiego (mieszczącym się przy szpitalu, w którym pracował Kaczorowski). Nazajutrz po ślubie młodzi małżonkowie wyjeżdżają do Krakowa. Ludzie mówią żem odmłodniał donosi ojcu trzydziestoośmioletni Asnyk.

Pełnia szczęścia i radość z posiadania rodziny, która już niedługo się powiększy towarzyszą poecie w tamtym okresie. Niestety niedługo. Szczęście małżeńskiego pożycia nie było mi przeznaczonem pisze Asnyk w Notatce biograficznej. Po niespełna roku opuściła mnie umierając żona, pozostawiwszy mi na pociechę syna. Włodzio urodził się w Poznaniu. Mój teść był doktorem, chciał nad córką czuwać podczas słabości, więc tam pojechała i w tydzień po przyjściu na świat dziecka umarła. Chore serce nie przetrwało ciężkiego przejścia.

Zofia Asnykowa umarła w połogu 16 października 1876. Została pochowana na cmentarzu zasłużonych Wielkopolan na Wzgórzu św. Wojciecha w Poznaniu.

Po śmierci Zofii państwo Kaczorowscy całą winą za tę tragedię obarczyli zięcia, a całą miłość do swej jedynaczki przelali na nowonarodzone maleństwo, zatrzymując wnuka u siebie. Asnyk znalazł się w kłopotliwym położeniu. Wiedział, że musi jak najczęściej widywać syna, ale jawna niechęć, jaką okazywali mu teściowie czyniła wyjazdy do Poznania niemiłymi. W korespondencji z tego okresu wyraźnie widać, że poeta bronił się przed wizytami w domu państwa Kaczorowskich. Pierwsze święta Bożego Narodzenia po śmierci żony spędził sam w Krakowie, nie chcąc swoją obecnością wywoływać bolesnych wspomnień i zakłócać szczególnej atmosfery tych dni. Zdecydował się odwiedzić syna po nowym roku . 22 stycznia 1876 donosi ojcu:

Na pierwszym miejscu postawić muszę podróż do Poznania, w którym bawiłem raptem dwa dni, nie mogąc przez dłuższy czas potykać się z trudnościami nieuprzejmej uprzejmości.

Z tego samego okresu pochodzą doniesienia o szybkim rozwoju, zdrowiu i sile małego Włodzimierza. Asnyk nosił się z zamiarem zabrania syna do siebie, powtarzał to w listach do ojca wielokrotnie, miał również świadomość, że im dłużej z tym zwleka tym gorzej. Na szczególną uwagę zasługuje list poety opatrzony datą 12 kwietnia 1877 roku, w którym czytamy:

Ojciec, który by z jakichkolwiek przyczyn pozostawił na czas dłuższy dziecko w cudzem ręku, wyrzekając się nieodłącznych kłopotów i trudów, wyrzekłby się zarazem najcenniejszych praw i pociech ojcostwa. Pozbawiłby się dobrowolnie wszelkiego wpływu na pierwotne rozbudzenie młodocianej duszy i pozostałby obcym dla własnego dziecka, które by się kochać jego nie nauczyło. Biorąc dziecko do siebie w późniejszych latach, już by nie był w możności naprawić jakie się stało.

Asnyk doskonale wiedział, że powinien walczyć o syna, że w chwili gdy Włodzio zrozumie nienormalną sytuację i zacznie zadawać pytania odpowiedzi, jakie otrzyma będą miały na celu zaszczepienie w nim nienawiści do ojca. Pomimo to jednak zamiaru swego nie zrealizował. Dlaczego? Trudno na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie. Biorąc pod uwagę tryb życia, jaki prowadził dotychczas można snuć przypuszczenia, że bał się czy sprosta nowym obowiązkom. Być może uznał, że brak kobiety, która zastąpiłaby Włodziowi matkę nie wpłynie dobrze na jego rozwój. Miał świadomość, że w domu teściów niczego synowi nie braknie. Może zgodził się na zaborczą miłość babki dla dobra dziecka. Może...

Dziś nikt nie odpowie na to pytanie. Pozostają tylko domysły. Włodzimierz Asnyk zamieszkał z ojcem dopiero po śmierci Franciszki Kaczorowskiej, Miał wówczas lat czternaście, nie było to już małe dziecko, ale dorastający młody człowiek z problemami, jakie miewają wszyscy ludzie w tym wieku. Nowa rzeczywistość w jakiej znaleźli się obaj przyszła chyba zbyt późno by mogli zdać egzamin z trudnej sztuki wzajemnej miłości. Asnyk był na szczycie sławy, miał za sobą lata spędzone w samotności i zupełny brak pojęcia o problemach i potrzebach nastolatka. Włodzio zamieszkał z człowiekiem, którego tak naprawdę nie znał w smutnym, pozbawionym kobiecego ciepła domu. Nie potrafili jak dwaj ślepcy znaleźć tej jednej drogi, która pozwoliłaby im się spotkać. Bardzo pięknie mówi o tym Lucyna Kotarbińska: Serc swoich się nie nauczyli. Nie żyli razem, a kiedy się zeszli nie umieli się przeczytać. Ściany ich dusz nie przylegały bezpośrednio do siebie.

Włodzio dorasta w cieniu ojca, do jego twórczości zachowuje dystans, a nawet chłód. Sam nie ma pomysłu na życie, uczy się słabo, nie stawia sobie celów, nie ma ideałów, buntuje się też przeciwko roli syna wielkiego Adama. Szkicując sylwetkę typowego krakowskiego dekadenta z końca XIX wieku mielibyśmy obraz Włodzimierza Asnyka, siedzącego w podrzędnej knajpie i trawiącego życie na alkoholu i kartach.

Grał, zaciągał długi, które ojciec wstydząc się pokornie płacił i korzystając z pieniędzy odziedziczonych po rodzinie matki uciekał w świat, jakby za czymś goniąc.

Na pytanie ojca Co z życiem dalej zrobi – powiedział, że nie uważa życia za tak cenny dar, którego należałoby strzec bardzo. Jak się sprzykrzy można je przerwać.

Asnyk czuł się bezradny wobec syna i... też uciekał. Tak jakby wśród innej rzeczywistości, w innym kraju, wśród innych ludzi można było znaleźć lekarstwo na ciągle jątrzącą ranę. Z jednej z takich podróży przywiózł zalążki tyfusu. Rozpoczęło się powolne dobijanie do ostatniego już brzegu.

Na tamtą stronę każdy człowiek musi przejść sam, ale łatwiej rozstawać się ze światem gdy otoczeni jesteśmy miłością najbliższych. Ostatnia droga poety pomimo pomocy i poświęcenia wielu ludzi była rozpaczliwie samotna.

Adam Asnyk umarł 2 sierpnia 1897 roku o godzinie ósmej rano.

Włodzio pochował ojca. Co można było sprzedać sprzedał, resztę spalił. Gotówkę zabrał i wyjechał do Paryża. Grał, a kiedy przegrał wszystko strzelił sobie w łeb.

Mógł Asnyk mieć swoje muzeum. Mógł, gdyby ktoś zadbał o zabezpieczenie pamiątek po nim. Nie zrobił tego syn. Nie zrobiła tego również przyjaciółka i powiernica poety Lucyna Kotarbińska. Dlaczego? Niech powie o tym sama.

Liczne adresy w artystycznych i kosztownych oprawach niektóre, upominki, listy, depesze widziałam w pustych już pokojach Asnyka, już po jego odejściu z tej ziemi, walające się w kurzu i pyle(...)

(...) Bo tak już chciało mieć prawo Boże,

Że i grzech na coś przydać się może... mówiła w którymś z wierszy Narcyza Żmichowska. Czemuż o tym zapomniałam, kiedy będąc sama w mieszkaniu Asnyka, patrzyłam na szeregi paczek powiązanych listów, których jednak ruszyć nie śmiałam, bo cudze. Grzech byłby się przydał i był usprawiedliwiony.

Imię moje tak przeszło jako błyskawica
I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia.

Historia pokaże, że podobny los spotka jeszcze niejednego twórcę. Jeszcze wiele razy bezmyślność najbliższych zniszczy narodowe dziedzictwo.

Aneta Kolańczyk, Asnykowiec 2004

O. BUJWID: ZE WSPOMNIEŃ O ASNYKU

Samotny, odwiedzany już tylko przez najbliższych znajomych i przyjaciół, w białym domku nad młynówką Rudawy, w pobliżu dzisiejszego Domu Zdrowia przy ul. Łobzowskiej, dokonywał Adam Asnyk swego chmurnego żywota.

Obecnie, wybudowany tam, po zburzeniu starej rudery, piękny gmach elektrowni miejskiej zatarł wszelkie ślady dawnej siedziby wielkiego poety. Nie ma nawet pamiątkowej tablicy nad miejscem, gdzie błąkały się wielkie myśli, gdzie wielokrotnie przenikał zbolałe serce Mistrza bólów ból nad utratą wolnej Ojczyzny.

Czy myślał on kiedykolwiek, że jeszcze nasze pokolenie osiągnie to, czegośmy dożyć może jeszcze sobie nie zasłużyli?

Nie widziałem Go nigdy serdecznie roześmianym. Zawsze poważny i zamyślony, ożywiał się tylko wówczas, gdy trzeba było powściągnąć wybujały ultralojalizm. Bo wielu z nas myślało, że już tak na zawsze zostanie i że trzeba zachować chociaż jeszcze te szczupłe okruchy swobody słowa mówionego i pisanego, na co dobrotliwy monarcha nam zezwolić łaskawie raczył.

Słowa, nie myśli! bo nad kierunkiem myśli czuwała c.k. Rada Szkolna Krajowa. Nie było innej historji, prócz historji „kraju rodzinnego", w której dynastja zajmowała pierwsze miejsce.

To też Asnyk był wszędzie tam, gdzie trzeba było szerzyć i podtrzymać niezależną myśl polską, gdzie prócz słowa trzeba było myśl tę podnieść ponad poziom ultralojalizmu, żeby polak nie zapomniał, że ojczyzna nie kończy się w Galicji.

Gdym przybył do Krakowa w r. 1892 jako profesor Uniwersytetu, dużo pracowaliśmy razem nad utworzeniem w Krakowie Towarzystwa Szkoły Ludowej, nad stworzeniem Domu Polskiego w Białej, Cieszynie, a później w Morawskiej Ostrawie, gdzie pod naporem obcych żywiołów, zwłaszcza czechów i niemców, łamał się niedość oświecony i nieuświadomiony duch polskiego robotnika, który szukał tu chleba, nie mogąc znaleźć go na swej lichej, galicyjskiej, glebie.

A i w samym Krakowie było dosyć dużo do roboty. Tu przecież, gdzie była polska mowa dozwolona, gdzie nawet w szkole był język polski wykładany, a i inne nauki były w języku polskim wykładane, nie było prawie wcale czytelni popularnych.
Jaki panował duch wśród nauczycielstwa niech to oświetli zdarzenie, jakie miało miejsce podczas jednego z posiedzeń Wydziału Tow. Szk. Ludowej.

Jeden z nauczycieli, któregośmy wzięli do współpracy, jako wybitniejszą na krakowskim gruncie jednostkę, opowiadał, że ma wielkie trudności z uczniami, którzy przynoszą do szkoły zakazane książki. — Dziś nawet musiałem jedną taką odebrać! — zakończył.

— I cóż to była za książka? — spytał Asnyk.

— Konrad Wallenrod — brzmiała odpowiedź. A na wsi?

W pobliżu Krakowa byliśmy na przechadzce. Żona moja spytała dziewczynkę, pasącą krowy, czy w szkole uczą się jakich piosenek.

— A, uczymy się.

— Zaśpiewaj, proszę. Zanuciła austryjacki „hymn ludów".

— A innych piosenek nie znacie? — Tylko tego nauczył nas pan profesor.

Przy współudziałe Asnyka powstały też przy Tow. Szk. Lud. pierwsze czytelnie bezpłatne, kierowane przez osobne. Trzecie Koło Tow. Szkoły Lud. Tu pod kierunkiem głównie prof. Bujwidowej młodzież akademicka i gimnazjalna, nie szczędząc pracy, w niedziele i święta rozdawała setkom dzieci i starszych książki do czytania.

Iluż legionistów, którzy położyli swe młode życie w ofierze dla idei niepodległościowej, zawdzięczało swe obywatelskie uczucia tym skromnym wypożyczalniom Trzeciego Koła!

I w Radzie miasta Krakowa, gdzie również wspólnie spędziliśmy lat kilka, Asnyk był tym, który wiernie służył polskiej myśli demokratycznej. Nie ufał on lewicowym menerom i ich demagogji, ale umiał wyróżnić szlachetność pobudek i zdrowe ziarna postępu, gdzie one istotnie były.

Rozumiał, że to, co było skupionem pod hasłem demokracji Romanowicza, lękliwie odsuwające od siebie nowe myśli i poczyny, już nie wystarcza. Postęp musi iść w kierunku szerszego rozwoju idei demokratycznej i wyrównania krzywd społecznych.

Trzeba było wszakże bliżej wżyć się w świat uczuć poety, który był bardzo w sobie zamknięty i nie otwierał serca, jak tylko w wyjątkowych okolicznościach, ażeby coś więcej w tym kierunku powiedzieć. Ja osobiście byłem zbyt silnie pochłonięty pracą nad rozwojem bakterjologji, nauki w Polsce jeszcze nowej, oraz jej praktycznemi zastosowaniami (surowice lecznicze i najważniejsza z nich przeciwbłonicza).

Asnyk widział koło siebie ścieranie się małostkowych interesów politycznych, widział zacieśniające się coraz bardziej widnokręgi pośród starszych, a do młodszych nie czuł wielkiego zaufania, bo czuł, że nawet lepsze jednostki nie podzielają jego górnych ideałów i zadawalniają się urzędniczym żłobkiem, poprzestając na c. k. ojczyźnie.

Chmurnym przeto był żywot naszego poety.

A może też i życiowe zawody, jakich mu los nie szczędził, pokryły jego strefy myślowe lodowatą powłoką?

Może najsmutniejsze były chwile ostatnie, gdy wrócił z Włoch. Przedtem spotkaliśmy się w Neapolu. Lubił bardzo podróże na południe i dalej, a nie dawno wrócił z podróży na Cejlon. Był niezdrów, dokuczała mu odnowiona sprawa w płucach i czuł się niedobrze. Pomimo to nie zachowywał potrzebnych ostrożności i jako amator ostryg mocno używał na tej, południowcom tak zwykłej potrawie. Wówczas zaczęto już coraz więcej mówić o powstającym często z powodu ostryg durze brzusznym, ale nie bardzo jeszcze chciano wierzyć nowym teorjom lekarskim, które widziały przyczyny chorób w bakterjach, przenoszonych przez zanieczyszczone ściekami kanałowymi ostrygi, żyjące wprowadzanymi do morza odpadkami i wydalinami.

Po powrocie do Krakowa, odwiedziłem chorego poetę, którego leczył dr. Pareński i pielęgnowało kilka pań: Pawlikowska, Kotarbińska i inne, przeważnie z Tow. Szkoły Lud., oraz Bandrowski, Offmański.

Choroba się przedłużyła, pomimo, jak się zdawało, przebytego już duru brzusznego. Pojawił się męczący kaszel i badanie wydzieliny ujawniło bardzo liczne bakterje gruźlicy. Siły nikły coraz bardziej i chory mógł przyjmować tylko świeżo udojone mleko, które mu przynosiłem codziennie i które stanowiło przez ostatnie kilka tygodni jedyne jego pożywienie.

Nie smakowało mu żadne inne mleko, prócz przyniesionego przeze mnie.

Zapomnieć nie mogę tego dziecięcego uśmiechu, jakim witał "swoje kochane mleczko".

Do dziś posiadam preparaty z moich ówczesnych badań z licznemi bakterjami gruźlicy — mógłby to być szczególny okaz muzealny, pozostały po niezapomnianym naszym drogim poecie.

Niestety, niewiele pozostało pamiątek po Asnyku, z których można byłoby złożyć jakieś muzeum.

Pozostała mi książka: Jego wydanie poezji z napisem, prawie nie do odczytania — pisał bowiem już w ostatnich dniach życia. Najsmutniejsza to dedykacja, jaką kiedykolwiek otrzymałem.

W związku z akcją, którą podejmujemy, w celu należytego uczczenia przez miasto pamięci wielkiego kaliszanina, stanowiącego chlubę literatury polskiej, zwróciliśmy się do prof. dr. Bujwida w Krakowie, z prośbą o artykuł dla naszego organu, dotyczący wspomnień o Asnyku.

Prof. Bujwid łaskawie przychylił się do prośby i nadesłał nam zamieszczone wyżej wspomnienie.

Wiadomo, że "aby chociaż w tej formie — jak pisze dr. Mieczysław Offmańskł *) — zasilić organizm (Asnyka), udało się profesorowi Bujwidowi namówić chorego na mleko sterylizowane, które przesyłał z własnej pracowni". Na innem miejscu dr. M. Offmański pisze, że Asnyk "z wrodzoną delikatnością łączył zawsze chęć wywzajemnienia się za doznane objawy grzeczności. Obmyślił podarki dla profesorów Pareńskiego i Bujwida, którzy go leczyli: kazał oprawić bogato, w skórę, komplet swoich poezyj, opatrzył kilku słowami dedykacji, pismem niezgrabnem i niepodobnem do dawnego i wręczył obdarowanym".

Zasługi prof. dr. Bujwida, położone w dziedzinie nauki i oświaty, w dobie, kiedy bierność społeczeństwa polskiego prowadziła do ugody z wrogiem we wszystkich trzech zaborach, są tak doniosłe, że warto je przypomnieć, choćby w tym celu, ażeby uświadomić sobie szereg ważnych faktów historycznych, stanowiących chlubę nauki polskiej.

Dr. Bujwid, czcigodny, przeszło 70-letni, uczony, emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, b. uczeń profesorów Pasteura w Paryżu i Kocha w Berlinie, założył pierwsze w Polsce laboratorjum bakterjologiczne. Pod osobistym Jego kierunkiem wykształciło się, wielu lekarzy.
Prof. dr. Bujwid założył w Warszawie pierwszy poza granicami Francji instytut pasteurowski przeciw wściekliźnie. Pod wpływem też prof. Bujwida zainstalowano w Krakowie pierwsze wodociągi. Swego czasu dr. Bujwid umożliwił akcję ratunkową w całej Małopolsce pod zaborem austrjackim. Chodziło o dyfteryt, który zabierał czternaście tysięcy ofiar rocznie. Dr. Bujwid zaczął wytwarzać surowicę przeciw tej strasznej epidemji. Po wprowadzeniu surowic leczniczych, liczba ofiar od razu zmalała do trzech tysięcy; toteż w Małopolsce, jak nigdzie, najlepiej nauczono się doceniać znaczenia tych surowci. Prof. Bujwid nie tylko w dziedzinie swej wiedzy położył duże zasługi. Pod Jego wpływem założono pierwsze w Polsce gimnazjum żeńskie, którego matura dawała wstęp do uniwersytetów. On też wspólnie z naszym sławnym poetą zakładał fundamenty pod wielką, prowadzącą do niepodległości Polski, działalność kulturalno - oświatową Towarzystwa Szkoły Ludowej. Jego i Asnyka staraniem i zapobiegliwością powstały liczne uniwersytety ludowe i szkoły polskie w najbardziej zagrożonych regjonach, jak w Białej, Morawskiej Ostrawie, Cieszynie i t. d. Od zagłady przez licytację ocalił Dom Polski w Morawskiej Ostrawie, na co łożył bardzo znaczne fundusze własne (ok. 26000 kor. austr).

W czasie wielkiej wojny, dr. Bujwid zaopatrywał legjony polskie w bezpłatne szczepionki ochronne przeciw chorobom zakaźnym, podczas gdy armja austrjacka z trudnością je zdobywała, albowiem austrjacy nie mieli odpowiednich laboratorjów wojskowych; musieli więc oglądać się na pomoc naszego uczonego lekarza. Dr. Bujwid, w stopniu pułkownika armji polskiej, założył i prowadził pierwsze polskie laboratorjum hygjeny wojskowego instytutu sanitarnego. W końcu wypada jeszcze zaznaczyć, że prof. dr. Bujwid jest prezesem międzynarodowego towarzystwa esperantystów uczonych i członkiem komitetu redakcyjnego międzynarodowego przeglądu lekarskiego ("Internacia Medicina Revuo"), wychodzącego w Belgji po esperancku i prenumerowanego przez tysiąc dwustu lekarzy ze wszystkich krajów, nie wyłączając Dalekiego Wschodu. Prof. Bujwid jest wreszcie prezesem wszechpolskiego przedstawicielstwa esperantystów w Polsce i w działalności, mającej na względzie rozwój tego ruchu, nie jest odosobniony, albowiem szereg najwybitniejszych uczonych, polskich i obcych, współpracuje w tym kierunku z naszym czcigodnym przedstawicielem nauki *).

A.L. Lasiński.

*) Książki dla wszystkich: Przyczynek do życiorysu Adama Asnyka.
*) Ostatnio, na Uniwersytecie Jagiellońskim kreowano lektorat języka esper.
"Ziemia Kaliska", miesięcznik regionalny. Rok I, wrzesień-październik 1930, Nr 6-7

Opublikowano w Asnykowiec 2004


Bujwid Odo Feliks Kazimierz, ur. 20X1 1857 w Wilnie, zm. 26 XII 1942 w Krakowie, lekarz bakteriolog i immunolog; twórca mikrobiologii poi., działacz społ. Po ukończeniu uniwersytetu w Warszawie studiował m.in. w Paryżu u L. Pasteura i w Berlinie u R. Kocha. Po powrocie do kraju założył w Warszawie pierwszy w Polsce instytut zapobiegania wściekliźnie (1886) oraz stacje badania produktów spożywczych (1890). W 1893 przeniósł się do Krakowa, obejmując katedrę bakteriologii i higieny na Uniwersytecie Jagiellońskim. Obok wytężonej działalności nauk., zajmował się pracą społ.; od 1896 był radnym Krakowa: zorganizował w Krakowie instytut pasteurowski; założył III koło Tow. Szkoły Ludowej i Uniwersytet Ludowy, był twórcą pierwszego gimnazjum żeńskiego, walczył o dostęp kobiet na wyższe studia. W okresie międzywojennym dużo podróżował, propagując m.in. język esperanto. Założył w Krakowie własną wytwórnię surowic i szczepionek, która w czasie okupacji stała się ośrodkiem zwalczania duru plamistego wśród ludności polskiej.


Twórcą i sponsorem stron internetowych Ziemi Kaliskiej jest rodzina Płocińskich w osobach Iwony i Krzysztofa - rodziców, niekiedy razem z dziećmi: Mateuszem, Szymonem, Marią, Piotrem i Aleksandrą. E-mail: krisplo@op.pl
Wszystkie opublikowane materiały można wykorzystywać w każdy godny sposób pod warunkiem podania źródła.
© 1996-2015 by Płocińscy