0 "Korczaku", "Poślednim" i "Słodowcu"

Str32.jpg (29539 bytes)      Niełatwo sobie doprawdy rzekę w mieście bez mostów wyobrazić, tym bardziej przypuścić nawet, żeby te ilości wody, jakie przez Kalisz Prosną przepływały, nie były wykorzystywane do gospodarczych czy, później, do przemysłowych celów. Rozwijając wszystkie bez mała rodzaje rzemiosła, musiał Kalisz, a to chociażby z racji najwcześniejszych umiejętności ludzkich, i młynarstwo rozwijać. Minęły wieki, nim tradycyjne żarna kołem wodnym zastąpiono. Ale kiedy się to już stało, długo z tej naturalnej siły przyrody nie rezygnowano.

      Pierwsza wzmianka o kaliskich młynach pochodzi z 1394 r., kiedy to Mikołaj, sędzia kaliski, przyznał kuśnierzowi Pawłowi prawo do użytkowania drogi, przez grunty plebana dobrzeckiego wiodącej do młyna na Starym Mieście. Młyn ten stał tu bardzo długo. W 1558 r. nazwano go "Miejskim", a wspominano przy różnych okazjach w wiekach następnych do czasów, gdy Stare Miasto wraz z młynem przejęli jezuici.

      Drugi młyn "Korczakiem" zwany, od którego późniejsza dzielnica nazwę swą zapożyczyła, znajdował się "we wsi podmiejskiej Dobrzec Mały". W 1638 r. miasto oddało go w dzierżawę Kasprowi Nieśmiałkowi, rajcy miejskiemu. Był też jakiś młyn wodny w Nędzerzewie, ale mało o nim wiadomo.

      Ale o sile kaliskiego młynarstwa nie one decydowały, lecz młyny "pływającymi" zwane. Był to rodzaj wielkich pontonów czy też drewnianych tratw unoszących się na powierzchni, na których właściwy młyn stawiano. Zaletą takiej konstrukcji było uniezależnienie się od zmiennych poziomów lustra wody.

      Czy właśnie tak były zbudowane, czy też - co wydaje się bardziej prawdopodobne - były to młyny jednak tradycyjne, tyle tylko, że osadzone na palach wbijanych w dno rzeki? Wątpliwość taka budzi się po przeczytaniu opisu młynów z 1778 r., w którym mówi się, że "pale pod tą młynicą z gruntu złe". Niestety nie rozwiązują tej wątpliwości ani pozostałe dokumenty, ani najstarsza panorama miasta malowana w początkach XVIII w. przez brata zakonnego Jatkowskiego. Widać na niej, tu gdzie obecnie most Kamienny, a gdzie dawniej stał most Młyński, zespół kilku młynów. To najprawdopodobniej o jednym z nich pochodzi wzmianka z 1402 r., kiedy to Władysław Jagiełło, ze względu na potrzeby miasta i zamku postanowił zbudować na Prośnie "młyn z piłą tarczową do rżnięcia drewna". Stojąc lub pływając w rzece obok siebie, traktowane były jako jeden młyn. Wespół miały 7 kół wodnych: największy "Korczak" - 4, najmniejszy "Słodowiec" - jedno koło "do wyrobu słodu na potrzeby miejscowych browarów" służące, a pośredni, czyli "Pośledni" - 2 koła.

      Z obecności licznych młynów można sądzić, iż znaczny zysk miasto z nich czerpało. Tym znaczniejszy, że powiększony o dochody Zygmunta Augusta, których król w 1578 r. zrzekł się na rzecz miasta. Jeśli tak było w istocie, to czym wobec tego wytłumaczyć fakt, iż mieszczanie w 1584 r. prawo do całości dochodów z młynów przekazali staroście generalnemu wielkopolskiemu Błażejowi, aby następnie, za słoną oczywiście opłatą te same młyny... wydzierżawić?! Istotnie, trzeba było mieć nie lada głowę do interesów, by taką transakcję przeprowadzić. Być może chodziło tu o jakieś chytre kruczki, czy "inne wiązane transakcje", o których dokumenty milczą; albo też miasto, pod pozorem prawa, starostom regularny haracz płaciło.

      Młyny te, jako starościńskie, a więc państwowe, przeszły później rzeczywiście na własność państwa - najpierw Prus, potem Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego. Ich pozostałością jest do dziś stojący budynek po dawnym foluszu w Alei Wolności. W początkach XIX w. stał tu młyn państwowy świadczący usługi dla miasta. Już nie "pływał", a twardo na brzegu był osadzony, koło tylko mając zanurzone w rzece. Był piętrowy, w pruski mur stawiany i z reguły dzierżawiony przez prywatnych młynarzy. Kiedy zaczął rozwijać się przemysł kaliski, fabrykant Repphan upatrzył go na folusz dla swego zakładu. W 1817 r. rząd wydzierżawił młyn Repphanowi, ten go przerobił, przebudował na ceglany, a w 1876 r. odkupił od rządu. Ale, jak wiemy Repphan miał kłopoty z foluszem z powodu kapryśnej Prosny

      Nic też dziwnego, że i on z wody zrezygnował, a zainstalował w starym młynie maszynę parową. l tak skończyła się kaliska tradycja wodnych młynów. Daleko dłużej, bo do czasów międzywojennych przetrwały wokół miasta, na wzgórzach okolicznych, inne młyny - wiatraki, ale to już osobny temat.