W Jedlcu.

 

Mój pułk dawno już z Kalisza wyruszył. Wobec tego, po dłuższej włóczędze, odkomenderowano mnie, z powodu odniesionej lekkiej rany i celem rekonwalescencji, uznanego jako „G" — garnisondienstfahig, do bataljonu pomocniczego 155-go pułku piech. do Ostrowa. Zdolny do użycia w „załodze”, wkrótce wyruszyłem z całą kompanja tegoż bataljonu na granicę niemiecko-rosyjską do Jedlca, miejscowości, leżącej w pobliżu Kalisza.

Znajdujący się tu Landsturm, pospolite ruszenie, nagwałt kopał szańce wzdłuż doliny Prosny, zaciągając w miejscach ukrytych zasieki z drutów kolczastych, budując schrony do armat i karabinów maszynowych, zatapiając w rzece żelazne drągi, koła, wozy i druty, celem uniemożliwienia przejścia nieprzyjacielowi.

Dokonałem bardzo wielu spostrzeżeń.

Wszystkich niepokoił Kalisz. Szeroka łuna, rozlewająca się wieczorem na horyzoncie, raz po raz głucho dochodząca kanonada od strony bombardowanego Kalisza, wzmagały niepokój, budząc wśród mieszkańców grozę i niepewność położenia.

Za dnia, uzbrojeni w lornetki, z wysokości drzew, stogów i dachów trwożnie patrzeli w kierunku palącego się miasta.

Podniecenie wzrosło do punktu bodaj kulminacyjnego, gdy rozpuszczono pogłoskę, że nas przysłano tu w celu pilnowania granicy, przez którą usiłują przedrzeć się samochody rosyjskie, wiozące złoto z Francji! W prawdziwość tej szerzonej wiadomości uwierzyli, znajdując jej potwierdzenie w rozkazie do wojska i odezwie do miejscowej ludności, nawołującej do obstawienia wozami drabiniastemi wszystkich dróg, wiodących do mostów na Prośnie.

Ponieważ mieszkańcy jawnie wyrażali przekonanie, że wojsko niemieckie pali i bombarduje Kalisz celowo, nie z zemsty, ale po to jedynie, ażeby przez zburzone ulice uniemożliwić przejazd tym legendarnym samochodom ze złotem, więc, jakkolwiek głośno solidaryzowali się z Moskalami, w obawie, ażeby wioska ich uniknęła losu Kalisza, skwapliwie zawiadomili nas, że polecenia komendanta są ściśle wykonane.

Tam, gdzie nie było wojska, ustawiano chłopów, uzbrojonych w widły. Strzeżono wszystkich dróg, wąwozów i ścieżek, ustawiając straże nawet na wąziuteńkich przejściach w lesie, jak gdyby i temi mogły samochody przejechać!

Wszelkie tłumaczenia, dotyczące zniszczenia Kalisza, były daremne. Starałem się nawiązać kontakt z ludźmi; pokazywałem im odniesioną w Kaliszu ranę. Opowiadałem z najdrobniejszemi szczegółami o śmierci naszych żołnierzy w Kaliszu, zmarłych wskutek strzelania mieszkańców. Cały trud oczywiście daremny, a skutek mojego przekonywania wręcz odwrotny.

Uważano, że to moje skwapliwe opowiadanie ma im oczy zamydlić. Ten, z którym rozmawiałem, szedł do sąsiada i utwierdzał go, że te nieszczęsne samochody ze złotem francuskiem, przeznaczone dla Moskali, stały się wyłącznym i jedynym powodem strasznego zniszczenia Kalisza!