Figa

nie rozumiem
dlaczego chcesz owocu
nie jestem jeszcze gotowa
to nie jest pora zbierania fig

to prawda
czekałeś wiele lat
okopywałeś i nawoziłeś
troszczyłeś się
najlepszy Ogrodnik
przyzwyczaiłam się
że zawsze będziesz mnie chronił
i nagle
żądasz owocu

ja lubię kwiaty liście
pachnieć ładnie wyglądać
być podziwianą
tańczyć błyszczeć czarować
a Ty nagle
żądasz owocu

jak możesz
nie chcę
nie mogę
nie umiem
kochać

powiedziałeś mi
nie można
wiecznie szumieć
zielonymi liśćmi
nie można
wiecznie kwitnąć
pustymi kwiatami

przekląłeś figę
uschła
żeby nie wydawała już
trujących owoców pustki
egoizmu
nicości

powiedziałeś
gdybyś miała wiarę
góra rzuciłaby się w morze

Panie
ta góra jest olbrzymia
wrośnięta w ziemię
nie do ruszenia
nie da rady

narosło przez lata
tyle egoizmu
pychy
kompleksów
oporów
uprzedzeń
wyobrażeń
pretensji
lęków
murów obronnych
nie da rady

a poza tym popatrz
na moje życie
jak mogę przebaczyć
jak mogę kochać

powiedziałeś
wybieraj
chcesz tę górę rozwalić
chcesz wreszcie dorosnąć
przynosić słodki owoc
czy wolisz umrzeć
żeby nie wyjaławiać już ziemi
na próżno
obraziłam się
na Ciebie
śmiertelnie
przecież wiesz
że nie mogę
nie potrafię
to wszystko ponad siły
jestem chora
jak możesz

to była walka
straszna
życie czy śmierć
nie chcę ustąpić
przekreślić siebie
Morze Czerwone
śmierć za mną
i śmierć przede mną
nie ma wyjścia

ze strachu
chwyciłam się Ciebie
mniejsza o moją pychę
pielęgnowaną przez tyle lat
boję się śmierci
nie chcę umierać
ratuj mnie pomóż
powiedziałam
tak Panie
zgadzam się
chcę żyć

góra się przesunęła