Rodzinny dom

Zieleniec
myślę o nim często
równy już snom
a może snem wszystko?

jesteśmy znowu razem
szumią drzewa w gaiku przed domem
przychodzą krowy z pastwiska
Tatuś ma oczy piwne
kołysze Małgosię na kolanie
i kocha Mamę

widzę nasz dom
śmieje się śmiechem naszych małych lat
słoneczny promyczek ze strychu
bawimy się w chowanego
stoją dęby wzdłuż szosy do Gorzowa
i pachnie siano na łące

Mamusia Tatuś
Renia Józek Małgosia
dzisiaj
wspólnota

a czasem jeszcze słyszę niedziele
tamte niedziele
poranne rozmowy rodziców w łóżku
śniadanie
jedziemy pociągiem do kościoła
Mamusia czeka z rosołem

Baśka z białą wełną że można w nią płakać
Kazan króliki gołębie Kubuś
ogniska z kartoflami

Zieleniec

[przeróbka wiersza Bożeny Anny Flak]